View Full Version : Historia jednego podwórza czyli Elwood, skąd Ty mieszkasz?
aadamuss
26.11.2025, 01:53
Napisz coś więcej o deskach i zamkniętej żywicy.
Wysłane z mojego SM-S931B przy użyciu Tapatalka
El Czariusz
26.11.2025, 14:11
Jak wrócę ze wsi, rozwinę temat. Przy okazji padnie mit pana Thomy.
Tymczasem na Podlasiu leje. Zabezpieczam dziury w dachu.
Wczoraj przy łataniu polatałem trochę. Grawitacja.
Dzięki niej w ogóle żyjemy. W poniedziałek robiłem podesty, by nie łatać między belkami stropowymi a latać. Łatać a nie latać.
Poleciałem.
Zawsze marzyłem by latać. Czasami śni mi się, że jestem latawcem. No i wczoraj już z czołówką na oczodołami stąpnąłem tam, gdzie nie powinienem. Moje podesty zrobiły swoje. Pięknie opadłem na głowy długie trójgłowego ramienia. Oczywista jednego i drugiego. Trzymał jeszcze najszerszy grzbietu ale... Wiek i brak siły robi swoje.
Zjebałem się na złomowisko desek. Tu przepraszam pana Miodka i Bralczyka, bo zjebałem się tak zajebiście, że nic mi się nie stało.
Ale przewidział to jeden z moich najbardziej ulubionych podlaskich Kolegów, stworzył z pomocą AI piosnkę, w treści której było, że spadnę dachu i złamię nogę.
Takich mam kurwa Kolegów.
Ale... Wszyscy ci, którzy opierają swoją przyszłość o to narzędzie, nie wzięli pod uwagę, że ja umiem latać.
Własnie przestaje padać ale zaczyna wiać. Przerywam latanie dziur i otwieram browara.
El Czariusz
26.11.2025, 14:37
Jak zwykle nie wierzycie?
Proszę...
https://suno.com/s/AP7dm9c1xIoplWE8
Jechałem po jeszcze dwie plandeki. Znaczy chciałem... Pierwszy raz nie wziąłem trapów.
Wróciłem ale wyjazd zajął mi pół godziny.
Przyszedł sąsiad imiennik, by pomóc.
- Daj mi kwadrans.
Nie wyjedziesz.
Wyjechałem.
Znaczy się jak nie urok to sraczka :) Gnaty całe ?
El Czariusz
26.11.2025, 16:12
Tak się browariuję i myslę czym ja te stopy wytrę?
Od trzech m-cy wietrzy się ręcznik na zewnątrz.
Zatem poszedłem w klatkach boso po niego i wrócił Afganistan 2010, kiedy w podobnych temperaturach zawitałem w podobnych klapkach przez jakieś 60km w trudnym, górskim terenie sobie popierdalałem, bo musiałem.
Między 3000 a 5000m.
I aż mi się kurwa ciepło zrobiło...
Już myślałem, że tylko ja mam takie ślady po skarpetach :D
El Czariusz
26.11.2025, 16:28
Merynosy. Fchuj kasy kosztowały. Dwa razy cerowanie wełną z motka. Gdzie cerowanie - gitara Redzika.
Afganistan 2010 to jest mój ideał y przykład, że za grosze da się bez problemu.
Grąbczewski.2018 tym bardziej.
Oczywista w moim trybie ale Mackiewicz podobnie realizował swoje marzenia.
Już myślałem, że tylko ja mam takie ślady po skarpetach :D
Hehe to samo pomyślałem :D
El Czariusz
27.11.2025, 19:00
Szczerze wyznam, że nie załapałem, o co wam z tymi piętami...
Dalej nie łapię ale... ponieważ was lubię czuję się w stadzie.
Mniej ważne.
Tempo mam mrówcze. Dzisiaj dotarłem do kalenicy z lataniem fizycznym i jak tak dalej pójdzie będę pnął się w kosmos. Muszę hamować i działać w poprzek.
Jeszcze raz dziękuję Karpikowi, który tu nie zagląda za wsparcie w ubyły piątek i sobotę. Hasałem dzisiaj po wzmocnionych krokwiach i nic nie strzelało.
Nic poza moimi stawami.
Wleźć na krokwie to było wyzwanie. Stan mojej fizyki to dramat. Dlatego robię jak mrówka. Na pewno powoli. Jakość okaże się później.
W każdym razie dzisiaj ułożyłem pierwsze dachówki na na dachu w życiu. Było ich 9 sztuk
Ale nie szaleję. Będę się rozpędzał powoli. Może Redzik poprosi AI o kompozycję wzmacniającą pracę a nie lot ku glebie?
El Czariusz
27.11.2025, 21:12
-OpWVCpE9Q4
Prawdziwe mleko czy ser,śmietana,masło tak jadłem bo była krowa w domu ale też te produkty ze sklepu były lepsze niż ta imitacja nabiału jaką nas karmią obecnie. Tak zaraz będzie larum bo to za komuny było tej czerwonej ale teraz jest komuna kolorowa więc trza się cieszyć tym co mamy bo za chwilę będzie jak z Seksmisji nasi tu byli :D
El Czariusz
28.11.2025, 09:52
Nie zatrzymamy procesu.
Obecnie przeżywamy najazd współczesnych Hunów. Przez nich upadł Rzym, i to stanie się z Europą. Tak się płaci za komfort. Taki rechot historii.
Ale Hunowie mieli swoją kulturę. Język pisany(sic!) i przywieźli do Europy portki. Wtedy szarawary.
El Czariusz
28.11.2025, 18:40
Kurde molek... Przez błąd wywaliło piękny tekst z moich dzisiejszych pięknych dokonań, znaczy zatykania dziury w dupie.
Ważne! Umiem latać!
To był piękny dzień.
El Czariusz
29.11.2025, 19:29
Zacząłem dzisiaj trochę za późno.
Śpię na glebie, w sensie deskach i gnaty dopiero łapią klimat. Zawsze tak mam. Pierwszy tydzień na wyspach to koszmar. Koszmar, o ile gnatów nie przygotuję za wczasu. Zawsze sobie obiecuję ale nigdy nie dotrzymałem terminu.
Odwiedzają mnie sąsiedzi.
- Grzejesz sobie wodę na kąpiel? Patrząc na miednicę.
Nie. Od 35 lat nie umyłem się w ciepłej wodzie.
- To jak się myjesz?
Biorę pół wiadra wody i po ciemku na golasa w klapkach na dworze się spłukuję.
Opał ci się kończy. Dowiozę ci bo w stodole już nic niema.
- Jak będę potrzebował, to dam znać.
Robię powoli dach sam. Nowość dla mnie. Motywacja by wrócić na... siłownię. Zawziąć się "po staremu".
Część moich zacnych Kolegów stwierdziła, że nie dam rady, że to trzeba tak i tak i w ogóle... Co ty tam wiesz "o wsi Elwood"...
Tak wróciłem zdołowany na chatę Przystanek Oliwa po eksperckiej ocenie przez kumpli stanu faktycznego.
Ale... Zawzięty jestem. To ja jestem autorem scenariusza Powrotu do przyszłości. Oczywista zostałem wydymany przez socjalizm słynnej wytwórni, która ma ten moment przypomniała sobie,, że chwilowo lepszy będzie czarny kapitalizm.
Co, co mnie znają wiedzą, że jestem zawzięty. Nie tylko w fizyce. Ta taka namacalna przecież. Za tą zawziętość lewicowa część forum żadała usunięcia mnie z forum za...
Sami wiecie.
No i byłem usuwany. Żeby to było za brak wiedzy w określonym temacie.
NIE.
Ale o tym później albo... wcale.
Moja podróż trwa!
El Czariusz
29.11.2025, 21:23
W sumie to najgorszy był ten sąsiad, który przywiózł czteropak łomży, wypiliśmy po jednej i potem uciekł...
Zostawił mnie z tymi dwoma łomżami jak Himilsbacha z angielskim.
Ciemno już było...
El Czariusz
30.11.2025, 00:10
No właśnie za to byłem wykluczany.
A teraz...?
Jest dziennikarz, który słucha a nie stawia tezy
cfzK1SGzJ28
Za takie poglądy byłem kasowany.
Nie poglądu, za wiedzę!
Dzisiaj duszę ekspresowo leszczynę. Banalna wiedzą ale nie... Niedouczony Kolega piszę .i -nie da się.
El Czariusz
30.11.2025, 20:16
Dekarz/cieśla amator zakończył łatanie dziur w dachu.
W styczniu będzie dogrywka z pozostałą połacią.
Ostatnie siedemnaście dachówejk wrócilo na swoje miejsce.
El Czariusz
01.12.2025, 21:17
Internety.
"W 1968 roku w Grenoble nazwisko Andrzeja Bachledy Curusia wywoływało poruszenie. Gdy spiker wyczytał je z francuskim akcentem, można było wyczuć szmer. 21-letni wówczas Polak zajął szóste miejsce w slalomie specjalnym. Wynik ten, patrząc na stan rodzimych konkurencji alpejskich, brzmiał jak z innej planety. "Gratulujemy jednego z największych sukcesów w historii naszego narciarstwa!" â pisano w depeszach do narciarza. A "Przegląd Sportowy", dzień później i na pierwszej stronie, oceniał:
"Nie wierzyliśmy, że kiedykolwiek nasz reprezentant zdoła zagrozić najwybitniejszym zjazdowcom Francji, Austrii i innych krajów alpejskich. Andrzej Bachleda, zawodnik, którego udział w Igrzyskach Olimpijskich przesądzony został niemal w ostatniej chwili, wywalczył sukces o największym ciężarze gatunkowym, sukces, który wywołał największe echo i uznanie w fachowych kołach narciarskich".
W sobotę 17 lutego 1968 roku warunki pogodowe były koszmarne. Nad trasą olimpijską wisiała mgła. Do tego uderzający w twarz śnieg i silny wiatr. Andrzej wspominał, że "zaraz po starcie nie widać było nawet najbliższej bramki". Jean-Claude Killy - narciarz wybitny i wyposażony niczym kosmonauta, w trzydzieści par nart i zespół mierzący temperaturę śniegu â jechał po kolejny tytuł mistrzowski. Polak startował w przemoczonych butach, które po każdym przejeździe robiły się coraz miększe i cięższe. To była różnica dwóch światów.
A jednak jechał.
W pierwszym przejeździe: w gęstej mgle, przy oblodzonych tyczkach, między oślepiającymi reflektorami kamer TV, pojechał nie tylko czysto, lecz przede wszystkim szybko. Jego rytm był pewny i dynamiczny. Kilku faworytów zostało w tyle. W drugiej próbie musiał utrzymać nerwy na wodzy. Aura jeszcze bardziej dawała się we znaki. Ale⌠Andrzej Bachleda Curuś znów sunął wyśmienicie! Gdy z powodzeniem minął trudną bramkę, która zniszczyła marzenia niejednego konkurenta, było wiadomo, że zajmie miejsce w czołówce.
Ostatecznie był szósty. Patrząc szeroko na polskie narciarstwo, to wynik ten był wybitny! Kilka tygodni później udowodnił jeszcze, że oprócz wartości stricte sportowej daje kibicom moralny przykład.
Aspen. Marzec 1968 rok. Zakopiańczyk rusza na trasę slalomu specjalnego zaliczanego do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Mknie cudownie. Bezbłędnie. Do drugiej próby podchodzi jako jeden z faworytów. Pierwszą część przejeżdża dobrze. Nagle, w ułamku sekundy zły manewr niweczy wcześniejszy wysiłek. Andrzej ominął jedną bramkę! Dojechał co prawda do mety, ale zdawał sobie sprawę, że jego szansa na dobrą lokatę prysła.
Niepocieszony zdejmuje narty i udaje się w kierunku szatni. Po drodze zaczyna zauważać dziwne zachowania ludzi. Uśmiechają się, gratulują i poklepują po ramieniu. Mógł pomyśleć, że stał się ofiarą jakiegoś żartu. Tyle, że gdy spojrzał na tablicę z wynikami zdał sobie sprawę skąd to poruszenie. Obok jego nazwiska wyświetliła się aktualna pozycja. Był czwarty.
"To pewne, że sędziowie nie zauważyli minięcia bramki" - w głowie 21-letniego narciarza wszczęła się prawdziwa wojna dobra ze złem. Z jednej strony mógł pozbierać sprzęt, uśmiechnąć się, przyjąć gratulacje i dopisać do swojego pucharowego dorobku 11 punktów. Z drugiej jednak, kłamstwo ma krótkie nogi i zapewne ktoś prędzej czy później odkryłby ten jego błądâŚ
Bachleda-Curuś przeprosił otaczających go ludzi i szybko podszedł do stanowiska sędziowskiego. Tam opowiedział o całym wydarzeniu. Zdawał sobie sprawę, że zostanie zdyskwalifikowany. Ale tak przynajmniej było uczciwie. Arbitrzy nie mieli innego wyjścia i anulowali wynik Polaka. Później jednak, z prędkością błyskawicy, roznieśli wieść o tym jak honorowo się zachował. To było coś, co pozwoliło uwierzyć, że sport to coś więcej niż wyniki i medale.
Międzynarodowa prasa zamiast pisać o jego wyczynie na stoku, ze szczegółami opisała jego postawę. Wzorową postawę. Doceniło go również UNESCO, przyznając nagrodę Fair Play.
Cóż, sport to nie tylko liczby i medaleâŚ"
Zostałem.
Jadę z kokosem.
Miałem jechać do domu. Ostatnia kupa w swawojce. Widzę z niej dach.
Dach nietknięty, który na tle potężnych dziur wydawał się...
We wsi się śmieją z niego. Nic nie umie, nie zna się ale... Siedzi na tym dachu. Nie oczekuje pomocy poza prozaiczną... Dobrym słowem
Sąsiedzi mu pomagają. Patrzą jak on walczy. Już się tak nie śmieją jak uważa mój bardzo zacny kolega. On nigdy we mnie nie wierzył.
Ale on jest geniuszem.
Mówi mi: palisz mokrym drewnem, zjebiesz komin i w ogóle. Do tej pory nie paliłem mokrym drewnem ale paliłem suchym próchnem.
Mój zacny kolega nie wie tego, co ja robię.
Dołączam film.
P.S.
Dzwonił inny geniusz. Geniusz na poważnie, jak mój zacny Kolega. Jedzie na rajd do Maroko i chcę, by wszystko było korekt.
A ja mówię: bardziej dbają o relację z partnerem w rajdzie a nie o sróbki w toyocie.
Vv5fBNlC7q0
El Czariusz
01.12.2025, 22:22
Bystra dogrywka z kolacji.
z3wGPQqt98A
Wczoraj szczęśliwy, że wyjeżdża, dzisiaj szczęśliwy, że został.
El Czariusz
02.12.2025, 18:15
Na wsi się z niego śmieją.
Dachowy zasraniec taki.
Dzisiaj znowu dotarł do kalenicy. Gdyby był naumiany wcześniej, co się naumiał, to była cała połać południowa byłaby fertig, jak to Podlasiaki mówią.
A tak będzie musiał jeszcze po krokwiach biegać tam, gdzie zrobione.
Nieważne... Ważne, że zawzięty jak dawno nie był.
Wody nabrał do picia i mycia. Dzisiaj wieczór plan jest połączyć turecką łaźnię z fińską. Bez dodatku ciepłej wody. Akurat śnieg zaczął padać więc jak znalazł.
P.S.
Usprawnił system suszenia drewna. Wieś fika już masowo orły że śmiechu.
Zjęc nie będzie, ładować się nie chcą.
Madame Browary bierze mnie w objęcia i idziemy się kąpać!
El Czariusz
03.12.2025, 13:47
Dzisiaj dzień odpoczynkowy.
Popełniłem tekst o "zamkniętej żywicy" i... Pisanie z telefonu jest męczące dla mnie. Łatwo o "logistyczny" błąd.
Zatem krótko, drewniana zagadka.
Co to jest i do czego (mi) służy?
Zmielona gitara Jimi-ego. Pewnie sprzedajesz po wiórze z certyfikatem autentyczności. 🙂
Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
El Czariusz
03.12.2025, 18:42
Nie... No Szok...
Nie padło pytanie z czego wytwór, więc nie mogę zaliczyć odpowiedzi w tej kategorii, bo ta była tak trudna do wykonania, że nawet nie podjąłem trudu zadania takiego pytania wstępnego...
Prawda jest taka, że zabrałem na Podlasie wszystkie moje gitary i... tak skończyły.
Zatem kolejna zagadka, poza nie rozwiązaną, dlaczego tak skończyły... Nawet pytajnika nie drukuję tak wykluczony się czuję...
Tymczasem ten tego... Zapraszam w piątek sąsiadów.
jQ1oDJSZbAk
Na zrębkę to nie wygląda.
Uważaj Panie Darku na te zabawy z drewnem przy piecu, co to by nie sfajczyć obejścia.
El Czariusz
03.12.2025, 19:18
Zatem do czego w istocie służą?
Zatem do czego w istocie służą?
Wygląda nie niezły materiał na rozpałkę, albo do "mszenia" (zagadka... :confused: )
El Czariusz
03.12.2025, 20:54
Słusznie ale...
Nie to.
Kiedy przedstawiłem moją teorię do zagospodarowania zrębek/ścinek/wirów moim zacnym, genialnym kolegom... w ogóle nie zostałem wysłuchany.
My ci mówimy jak ma być...
To jest mój problem... Ja ku sobie ściągam geniuszy... Do dzisiaj nie wiem jak to działa...
Wic taki, że ja na ich tle...
Wszyscy ci moi uważają mnie za tłuką. Wcześniej czy później.
Część z nich tkwi przy mnie jak tyczka geodezyjna.
Nie wiedzą, co robić a ja w tym czasie...
Prezentuje im ten worek i żaden z nich/tych geniuszy nie zna banalnego rozwiązania...
Żaden.
Zaraz go podam.
Już wiem - poduszka, ew. siennik :)
El Czariusz
03.12.2025, 21:14
Bardzo dziękuję za interakcję.
Magneto... podobnie jak Szok, zrobiliście mi dzień/wieczór:)
Ale... to dalej nie to.
To jest banalne rozwiązanie. Doskonałe do...
To jest banalne rozwiązanie. Doskonałe do...
Ocieplenia.
El Czariusz
03.12.2025, 22:39
Funkcja znakomita ale nie dedykowana;)
Moich genialnych przyjaciół szlag trafi jak podam rozwiązanie. Nie znają tego rozwiązania.
Podpowiem...
Jest z dupy wzięte!
Ocieplenia.
Kuźwa, chomik, Ty to powinieneś wiedzieć na co te wióry.
Dla chomika!
https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif
Kuźwa, chomik, Ty to powinieneś wiedzieć na co te wióry.
Dla chomika!
Aaaa no tak :mur:
https://www.shutterstock.com/image-photo/detailed-image-ecofriendly-composting-toilet-600nw-2554224687.jpg
El Czariusz
04.12.2025, 11:43
Tak jest!
Do kompostowania tych najmniej sympatycznych odpadów.
Czyli tych, w których jesteśmy sobie najbardziej równi.
Zostałem wykpiony przez moich zacnych kolegów z tego powodu, do takiego stopnia, że zamkłem się w sobie nawet.
Na chwilę ale jednak.
Idąc tam, skąd mam wspaniałą panoramę przełożonych przeze mnie dachówek, zabieram z wodą garść rzeczonych. Tymi zasypuję to, czego mój i wasz organizm nie toleruje dłuzej z reguły niż dobę.
I to wspaniałe robi robotę.
Pierwsze: całkowicie eliminuje przykry zapach (choć niektórzy akceptują własne bąki) ale to tylko wstęp do znacznie dłuższego, powolnego procesu zamieniania gówno w kompost.
Przykry zapach wypiera zapach stolarni. Jeżeli ktoś robi w lutym drewnie, to wie o czym piszę.
Zasypujemy tak, by równomiernie przykryć to, co nas opuściło.
Docelowo będzie ku temu być może służył jakiś pojemnik. Robimy do niego to, co robimy w komplecie i zasypujemy zgodnie z instrukcją. Po napełnieniu (są takie beczki 55l), wymieniamy pojemnik, pełny odstawiając w miejsce w którym beczka nikogo nie zainteresuje. Po dwóch latach najdalej mamy kompost do rabat itp.
Jak zatem widać (a nie czuć) gówniany interes może mieć swoje dobre strony.
Dzisiejszy dzień też relaksujący. Ogólnie sprzątanie, selekcja materiału drewnianego na opał i kilka napraw/wzmocnień dostęonych z drabiny lub podestu.
Jutro wracam na dach w wysokie partie. W sobotę sąsiad poddaszu mnie łyżką koparki, której opendzluję kilka załamań.
Finalnie być może rozciągnę plandekę 5x8m na miejsca wrażliwe.
Jeżeli zrealizuję ten program poczuję coś na kształt dumy.
Czemu nie robiłem tego latem? Dobre pytanie.
Inwentaryzowałem dom nie mając specjalnie koncepcji na stodołę. Zielonego pojęcia poza tym nie miałem, jak się za to zabrać.
Przeszedłem w tym czasie proces humanizacji zjawiska czyli: ja na wsi.
I jestem dzisiaj w zupełnie innym miejscu. Czekałem też na inwentaryzację wspólną z Fazencjuszem, który najlepiej wie jak mnie mobilizować do działania.
- Chuja sam zrobisz! Nie masz o tym pojęcia i wszystko spierdolisz. Budowałeś kiedy dom głąbie?! Najpierw zbuduj a potem się bierz za takie roboty!
Uwielbiam Fazencjusza.
Lubię go trochę wkurwić, wtedy on się nakręca. I to jest moja najlepsza motywacja. A Fazemcjusz skubanie będzie teraz czekał na efekty
Dał mi gamoń 10 lat więc chyba się wyrobię. Najbardziej wkurza Fazika fakt, że chcę to wszystko zrobić sam, minimalizując pomoc z powodów ekonomicznych.
Remontując mieszkanie na Przystanku Oliwa dwa 10-tki godzin spędzałem nad literaturą, technologiami itp. Ostatecznie przyjąłem standard historycznej tkanki i trzymając się starych receptur powoli ową tkankę odtwarzałem.
Oczywista w procesie .jak też udział Fazemcjusz. Zwrócił mi uwagę na wiele adpektów, w tym zagadnieniem ja związane z szerokopojętą migracją wilgoci. Ja uparłem się przy jednym.
Nie zdecydowałem się na docieplanie stropu. Popełniłem jednak mały błąd. Mogłem zrobić ogrzewanie podłogowe w łazience. Wszyscy mi to odradzali. Będzie ci ciepło spierdało itd.
A ja monitorowałem przez całą zimę (pierwszą, bez ogrzewania jeszcze) poziom wilgotności i temp. w piwnicach pode mną. Najniższa zanotowana w nich temp. wyniosła 8st. zimą. Latem 10,5.
Zatem przyjąłem, że zima mam ogrzewanie podłogowe nastawione na 8st. Latem klimę na 10,5. Ten system znakomicie funguje przy niskich temperaturach zima i wysokich latem.
Po powrocie ze wsi "odpalam rekuperację". Korzystałem już niej ale teraz system już jest zmodyfikowany.
Świeże powietrze pobieram z zewnątrz przez piwniczny lufcik. Jego ramę wypełnia styropian 10cm z dwoma otworami. Do nich doprowadzone mam giętkie aluminiowe rury fi 10 (wystarcza) i dwoma pięciometrowymi odcinkami dostarczam powietrze do salonu i sypialni. Rury biegną przy stropie, który zima ma temp. około 12,5st.
Przy -5 na zewnątrz do mieszkania sączy się świeże powietrze z temp. na wylocie 8st.
To jest duży uzysk.
No i... to tyle:)
Widok ze swawojki.
El Czariusz
04.12.2025, 22:05
Ponieważ mam wiele do powiedzenia powiem; dzisiaj odwiedził mnie zacny, Podlaski Kolega.
- Widzę, że urządzasz się w czarnej dupie... Podziwiam i zazdraszczam.
Minimum bodźców, jak na wyrypie. Niby trudne warunki i takie pierdolety ale jest spontaniczna radość bycia. Bycia kimś ważnym. Ważnym znowu dla siebie.
Ponieważ nie mam na dzisiaj więcej do powiedzenia zacytuję:
Z przyczyn technicznych dzisiaj będzie post pisany :)
Ciekaw jestem, czy ktoś doczyta do końca😎
Kazik Staszewski.
Nigdy nie był moim "idolem", ani też ja nigdy nie byłem jego "fanem". Ale o tym później.
W ostatnich dniach zawrzało w Internetach po występie Kazika Staszewskiego wraz z formacją KULT w mieście Zielona Góra.
Licznie zgromadzona publiczność wyraziła słuszne wzburzenie, spowodowane niezbyt znakomitą formą frontmena legendarnej - czy też: KULTowej kapeli.
W istocie - szereg nagrań miotających się po sieci wskazuje, że Kazik z pewnością daleki był od wyżyn swoich możliwości.
Jakkolwiek kunsztem wokalnym nigdy specjalnie nie grzeszył, to tutaj wypadło to znacząco poniżej oczekiwań.
Trudno się zatem dziwić rozczarowaniu i dezaprobacie fanów twórczości pana Kazimierza.
Przykra to dla mnie sprawa, bo muzyka Kazika (zarówno z Kultem, jak i w innych formacjach) towarzyszy mi od lat bardzo wczesnego dzieciństwa.
Nigdy nie zapomnę miny mojej babci, kiedy usłyszała jak z głośników leci "Nie ma litości dla sku*wysynów".
Była równie daleka od zachwytu, jak publiczność w Zielonej Górze.
Choć - jak mniemam - z zupełnie innych przyczyn.
Wszystko to oczywiście przez moich starszych braci, którym zawdzięczam bardzo rzetelną edukację muzyczną.
Kazika zatem zawsze bardzo sobie ceniłem.
Do tego stopnia, że jego twórczość stała się tematem mojej pracy magisterskiej.
Na jego koncertach bywałem wielokrotnie. Myślę, że było to co najmniej trzydzieści, a może i czterdzieści występów.
I tak - zdarzało mi się go oglądać w niezbyt wspaniałej dyspozycji. Raz czy dwa było naprawdę fatalnie.
I również byłem rozczarowany.
Podobnie jak wielu innych, którzy także uczestniczyli w tym cokolwiek żałosnym spektaklu.
Jednak to, co spowodowało, że postanowiłem wypowiedzieć się w tej sprawie, to fakt, jaka była i jest reakcja Internetariuszy.
O ile słusznej krytyce trudno się dziwić, o tyle poziom histerycznego jazgotu i schamienia rozsianego jest trudny do obrony i do zrozumienia.
Kazik jest na scenie od ponad 40 lat.
Nie wiem, czy ktoś policzył, ile przez ten czas zdążył zagrać koncertów.
A każdy koncert to były bite 3 godziny nieprawdopodobnie energetycznego widowiska.
W czasach, kiedy pisałem swoją pracę na temat Kazika, panowało przekonanie, że żaden zespół na świecie, wykonujący tego rodzaju muzykę - nie gra tak długich koncertów.
Pan Staszewski wniósł do polskiego uniwersum muzycznego nową jakość. Styl, jaki wypracował razem z Kultem, w połączeniu z jego talentem jako tekściarza, doprowadził do stworzenia zespołu, który stał się głosem całego pokolenia, a może i dwóch.
Co prawda śpiewać nigdy się chyba nie nauczy, a jego choreografia sceniczna jest zawsze wysoce pocieszna, ale za to zawsze nadrabiał szczerością przekazu i nieprawdopodobną energią.
Kazik nie jest moim idolem, bowiem pojęcie "idola" zamyka przestrzeń do krytyki.
"Idol" musi być kryształowy, nieskazitelny. Doskonały.
Musi być najlepszy na scenie. Musi być też dobrym, sprawiedliwym i mądrym człowiekiem.
Ja zaś nigdy nie byłem jego fanem, bo status "fana" odbiera możność krytycznego podejścia i rozsądnej oceny. "Fan" jest oddany "idolowi" na śmierć i życie.
Taka postawa zawsze była mi obca, w każdej sprawie.
Nie zmienia to faktu, że jego twórczość bardzo sobie cenię
Natomiast pan Kazimierz przez ponad 40 lat jest przyczyną muzycznej radości (by nie rzec - euforii) dla setek tysięcy ludzi.
Zapewne nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak potężnym obciążeniem zarówno fizycznym jak i psychicznym jest funkcjonowanie na takich obrotach przez tyle lat.
Jak każdy artysta, tak i Kazik musi mierzyć się z brzemieniem własnej twórczości - stworzonych już wielkich przebojów, którym zawsze trudno jest dorównać, tworząc coś nowego.
Każdy, kto kiedykolwiek podjął się pracy twórczej, którą dzieli się z Odbiorcami - wie, o czym mówię.
Pan Staszewski przez ponad cztery dekady dźwigał tyle, ile nie udźwignęłoby wielu innych artystów, nawet trzykrotnie od niego młodszych.
A że ma swoje słabości, swoje problemy, trudniejsze momenty?
Ano - ma.
Jak każdy normalny człowiek.
I jeśli zdarzy się - tak jak w Zielonej Górze - że ów słabszy moment stanie się zauważalny podczas koncertu, należy za to przeprosić, kasę za bilety oddać i sprawa załatwiona.
I tak właśnie się stało.
Kazik wyraził ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji i podjął decyzję o zwrocie pieniędzy.
Podzielił się także smutną i na pewno trudną konstatacją, że obserwuje u siebie proces przeistaczania się we własną karykaturę.
W związku z tym procesem zamierza dokonać rewizji twórczych planów na przyszłość.
Taką informację należy przyjąć ze spokojem i szacunkiem dla artysty.
Myślę, że każdy rozsądny człowiek powinien tak właśnie podejść do tej sprawy.
Natomiast masowe miotanie bluzgami na forach internetowych uznaję za symbol postępującej degeneracji umysłowej i językowej wśród komentujących.
Zresztą dotyczy to nie tylko tej sprawy.
Wyrażanie opinii, nawet bardzo krytycznych, jest podstawowym, fundamentalnym elementem naszej wolności osobistej, wolności słowa.
I oczywiście każdy, kto wychodzi do szerokiego kręgu odbiorców z jakimś przekazem musi się z tym liczyć.
Zarówno z ostrą krytyką, jak i z tym, co często nazywa się "hejtem".
Jeśli występuje się publicznie - nie ma się prawa jęczeć, że ktoś nas "hejtuje".
Trzeba to po prostu wliczyć w koszta.
Nie spotkałem się zresztą z informacją, ażeby Kazik miał nad tym ubolewać, dorzucam to od siebie.
Bo owszem: osoba publiczna ma obowiązek się z tym liczyć i brać to na klatę.
Natomiast jako odbiorcy i komentujący - zastanówmy się czasem, czy aby na pewno mądrym i rozsądnym jest wyrażanie swoich opinii w sposób aż tak brutalny, urągający elementarnym zasadom kultury wypowiedzi, kultury słowa.
Jeśli o czymś takim jeszcze w ogóle można dzisiaj mówić.
Warto to przemyśleć.
Zanim schamiejemy do reszty.
Do czorta.
El Czariusz
05.12.2025, 09:57
Na jutro zaplanowany jest atak szczytowy. Dzisiaj dojście do bazy, z której będzie prowadzony atak.
Tylko... gdzie jest dym?
We wsi mówią, że nie ma czym palić i chcą chłopu pomóc. Ale on nie... uparty. Mówi, że opału ma w bród. Nie ma dymu z komina ale w chacie ciepło. Mówią na niego Koperfield.
Podpisuję się obiema nogami i ręcyma pod postem o Kaziku. :bow:
El Czariusz
05.12.2025, 18:08
To tekst Kuby Prabuckiego. Widzę, że nie wziąłem w apostrof..
Też oczywista się zgadzam dlatego wstawiłem.
Dorzucę jeszcze jeden, ku pokrzepieniu choć nie wiem kogo. W ciągu ostatnich 15stu lat dokonałem korekty narodowych zachowań. Powstanie Styczniowe, Piłsudski, Kampania Wrześniowa, Powstanie Warszawskie i wiele wstecz i mocno do przodu...
Szukam odpowiedzi: zaczemu... Zaczemu robimy to sobie.
"Zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, gdy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie ..Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i rzec mogę... wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa.
Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski.
Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów â i metoda okazała się niezawodną."
Gilbert Keith Chesterton.
Tymczasem bazy założone, poręczówki doprowadzone. Nie idę solo. Będziemy działać w zespole dwójkowym. Całość będzie dokumentowana z drona, bo akcja będzie spektakularna. Trzy ściany, dwie granie... Granie będzie na finał o ile... będzie.
We wsi zaprawdę liczą na mnie. Już nikt się nie śmieje.
Wszyscy zastygli w oczekiwaniu.
Zamieniłem kilka zdań z sąsiadem od północnej ściany. Widział moją robotę i aż ciągnik zatrzymał. Utrzyma to jutro...? Wyraził troskę.
Kurde moll... chcę się żyć.
El Czariusz
05.12.2025, 18:48
Siedzimy z madame Browary.
- El, kochanie... To ile dzisiaj numerków że mną? I ten filuterny uśmiech.
Moja droga... Jutro przede mną sława, splendor i kasa albo... upokorzenie.
Śmiech we wsi ze mnie czymś gorszym niż runda na golasa dookoła Castoramy.
Żadnych dzisiaj treli. Może jutro ale bez przesady. Masz jeden feler moja droga, im bardziej jesteś nachalna tym... gorzej.
Nie licz absolutnie na to, co mieści między fünf a siebien - doświadczysz. Dzisiaj oddam się Gulaszowi Pusztańskiemu. W moim wieku nie ma to już znaczenia: czy dziewczyna czy chłopaczek... ważne aby był smaczek.
Jestem zdeterminowany.
Wracam pamięcią do podobnej wyrypy... Wtedy fakt... Byłem orłem.
Dzisiaj wróbel z przetrąconym skrzydłem ale... Będę walczył!
Czytaj i nie waż się na gram krytyki, bo...!
http://renowacjaposadzek.pl/blog/trzy-korony/
El Czariusz
05.12.2025, 23:02
tqON_t22QOU
Jutro lot w chmurach...
El Czariusz
06.12.2025, 17:16
Znowu problem z fotami.i znowu piękny tekst z nimi uleciał w kosmos.
Zatem krótko, południowa ścian Lhotse w stylu alpejskim plus ME. Wpada sąsiad, wypijamy po dwa kieliszeczku "tego no", jutro zaproszenie na kolację.
Tak, że pojadę do domu w poniedziałek.
Koniec misji.
El Czariusz
06.12.2025, 19:10
I wiecie co...?
Coś, co ludzie pokroju Fazencjusza zrobili by w dwa, najdalej trzy dni, co ja robiłem dni 10. Bo padało, bo fizycznie wydechłem...
Ale... zrobiłem.
I jestem z siebie kurwa dumny.
Ba... Potrafiłem relatywnie pomóc synowi sąsiada, fikając po dachu z blachą czego nie mógł zrobić ojciec, mój rówieśnik, bo ma lęk wysokości.
I teraz ten ojciec już się tak że mnie "nie śmieje".
Wpada super sąsiad, którego częstuję bimberkiem, i mówi bez cienia żadnej krytyki:
- Aaaa... Sobie powolutku to wyremontujesz i będzie fajnie...
Widzi, co zrobiłem z szopą.
Fajny, sąsiedzki entuzjazm. Cieszymy się...
O dziwo nikt się nie śmieje.
Ale jaki dumny jesteś, że dałeś radę tego nie kupisz :)
El Czariusz
06.12.2025, 21:58
To nas buduje od dziecka.
Pozwól mu budować, nie krytykuj, wspieraj. Im bardziej się dziecko upiera przy swojej koncepcji, tym bardziej wspieraj. Jak się wynik spierdoli z oczekiwaniem, zostaw ocenę dziecku. Dalej wspieraj.
Ale trzymaj się zasad. O tych informuj szkraba. Spierdoli, niech ponosi konsekwencje. Ty go dalej wspierasz ale on płaci.
Niestety... Nie pogodzę na dzisiaj terenu z kimś, kto mi pierdoli, że jego komfort to 24st.
Nie pogodzę się z kimś, który znając warunki, stawia własne.
- Wykąpie się dopiero wtedy, kiedy będzie ciepła woda.
I takie warunki stawia mi gość, który dzięki mnie znalazł się w okolicznościach, którę przeczą temu, co dzisiaj artykułuje?
No więc chuj mu w dupę.
Taki tu miałem przypadek.
Coś kurwa niewiarygodnego ale fakt.
No cóż, taki ten świat jest.
Ludzi zawsze poznajemy po czynach a nie deklaracjach.
Ale trzymaj się zasad. O tych informuj szkraba. Spierdoli, niech ponosi konsekwencje. Ty go dalej wspierasz ale on płaci.
Dobra rada
El Czariusz
06.12.2025, 22:13
Konwersuję ze Strażnikiem Domowym.
Nauczyciel, który bierze nadgodziny, zapierdala na 1,5 etatu, by wesprzeć nasz budżet.
Państwo zajebali jej z pensji 3000zł ekstra. Za to, że zapierdalała, brała nadgodziny...
A ja tu sobie dach składam na luzie do kupy...
Zdzwaniami się, babcia z wnukami akurat. Kacper;
- Dziadek! A zobaczymy się na Święta?!
Bo w tym państwie te pół etatu lub wielokrotność po godzinach robi się na czarno.
El Czariusz
07.12.2025, 13:07
Pogoda nostalgiczna.
Słońce widziałem tylko przez kilka minut w ostatnich trzech tygodniach. Dzisiaj porządki, potnę trochę opału na zapas. Jutro do poludnia jeszcze kilka prac przy stodole i wio do domu.
Po drodze zajadę do sąsiada po kantówki i z nich dotnę piłą japońską elementy do konstrukcji makiety "mojej" stodoły. Wydłutuję czopy, zamki itp. Taka zabawa na zimowe wieczory. Potem złożymy całość jak klocki LEGO z wnukami.
sDVmr4SeLco
Nabytych umiejętności nikt ci nie zabierze...
El Czariusz
08.12.2025, 09:50
Ostatni zasyp w tym roku.
Jeszcze kilka wkrętów, szybkie pakowanie majdanu i kierunek zachód. Tam musi być jakaś cywilizacja.
Prowizorycznie koło wiórów chusteczki nawilżane. Żeby dupa nie swędziała przy podcieraniu się np. orzechowymi (orzech wywołuje objawy alergiczne).
https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif
El Czariusz
08.12.2025, 21:42
Chusteczki dla pań.
Tymczasem ja w miejskim domu. Wiejski zostawiłem opiece.
Maryja - sie wie (dzisiaj święto Niepokalanego Poczęcia), ale ten dudziarz? Co za poganin jeden? Bo mało rozpoznawalny.
El Czariusz
09.12.2025, 09:14
Dudziarz?
W Konopielce jest epizod z Wędrowcem.
To jest właśnie on.
ACUjQ6nD0-c
On nie mówi o doskonaleniu narzędzi
On mówi o tym, w jaki sposób ty możesz stać się lepszym.
Żyjemy w ciągłej polaryzacji. Napuszczania jednych na drugich. W onetach i im podobnych, które z tego żyją. W końcu kiedy nic się nie dzieje... To brak żywiciela.
Na wsi miałem sen. Sztab pisowczyków siedzi w bunkrze i dzieli kamieni kupę. Oni w bunkrze dzielą coś czego już nie ma.
Nie ma już nic...
WNnzw90vxrE
Ale nade mną w końcu kawałek niebieskiego nieba. Taka dziura w niebie tylko bociana nie ma.
Bocian ten z Seksmisji ? :)
El Czariusz
09.12.2025, 12:25
Taa jest!:)
Trochę ciężkie lądowanie po prawie trzech tygodniach równoległego bytu.
Na drogę dostałem od sąsiadów: litr bimbru, kilogram żółtego sera, 30 jaj.
W niedzielę musiałem odmówić kolacji:)
W moim dachowych przypadkach pomagało mi trzech sąsiadów. Na początku i finale. Formalnie nie byłem nastawiony na tak długi pobyt. Temat z łyżki ładowarki lub koparki (poza dźwiganiem i wzmacnianiem złamanych krokwi) na jeden dzień mając pod ręką rzeczoną (lub dwa krótkie) ale... dłubałem sobie po kilka godzin dziennie: góra/dół po drabinie, po krokwiach - zbierając doświadczenie.
Dzisiaj w mojej wiejskiej okolicy leje. W Gdańsku świeci słońce. Nadrabiam zaległości, czeka mnie sporo pracy do końca roku.
Poza pracą mam cel. Nauczanie indywidualne.
Kurs ciesielski z przewodnikiem dla cieśli wydanym w XIXw. Dodatkowa praca własna.
Przede mną budowa modelu stodoły w skali 1:10 jako pracy dyplomowej;)
Wygląda nie niezły materiał na rozpałkę, albo do "mszenia" (zagadka... :confused: )
Mszenie polecam tu:
gJtpU_FHFts
Słomą, i taki wariant dla mnie się podoba.
W zasadzie czeka mnie (prawie) dokładnie to, co autora kanału i daje sobie na to trzy/cztery lata. Wg jego (autora) doskonałego scenariusza/instruktażu.
W czasie między mój model stodoły się zmaterializuje w realu.
W zasadzie mógłbym ... edycja
...Dlatego wiejski dom jest dla mnie swego rodzaju odskocznią. Inny świat.
Mimo seniorskiego wieku chciałbym tam udowodnić moją przydatność "do życia". Chce mi się jeszcze żyć. Normalnie, po prostu.
Stoję przed jednym z sąsiadów w roboczych ciuchach. Żegnamy się na drogę do domu.
- Tak jedziesz? Patrzy na moje robocze obuwie.
Tak przyjechałem. Miałem być do pierwszego piątku. Zaliczyłem trzy.
Kilka dni wcześniej wpadł na 5 minut jeden z podlaskich Druhów.
- Czuję się jak na wyprawie w dalekie pizdu. Potrzebuję wodę do picia i higieny. To mi w zupełności wystarczy. I do tego można jeszcze napalić w piecu...
P.S.
Dla aadamusa przygotuję "drzewniany" raport z "zamkniętej" żywicy. Może jeszcze dzisiaj, bo potem nie będzie czasu.
https://i.ibb.co/sdbM6myR/IMG-20251208-114037.jpg (https://ibb.co/ZpGkYLWX)
Już spakowany...
Jeszcze rzut okiem na włości po...
https://i.ibb.co/kVFcTCsV/IMG-20251208-114024.jpg (https://ibb.co/dsyKvYws)
...drugiej stronie brukowanej drogi.
Miałem przyciąć stare antonówki po prawej stronie. Zapomniałem.
W lutym nie zapomnę. Po wspomnianym orzechu (4 pędy na cztery strony świata) posadzę jeszcze kilka innych drzew.
El Czariusz
09.12.2025, 14:53
Był nie tylko bimber, ser i jajka.
Była jeszcze bombka świąteczna w prezencie. Autorska całkowicie.
Piękna..
El Czariusz
11.12.2025, 22:24
Sam rabotajet i o to chodzi.
p-3J-dr5e20
Zbrojenie, (elki) narożnika wykonane bez wiedzy i pojęcia po co one tam są.
Brak folii pod fundamentem i woda zarobowa idzie w grunt. Beton nie uzyska zakładanej wytrzymałości.
Zbrojenie oparte bezpośrednio na gruncie
W wielu miejscach luźny grunt pod fundamentem
Strzemiona 6mm za słabe. Od 8 w górę na fundamenty, tym bardziej dla ławy.
W wielu miejscach brak otuliny zbrojenia do krawędzi szalunki.
Złamane wszystkie podstawy konstrukcji w żelbecie, który składa się tylko z betonu i żelaza.
O to chodzi, że zrobił fuszere , bez pojęcia co robi. Komentarze pod filmem pokazują, że żyjemy w czasach debilizmu, bo żelbet znamy od 153 lat, a wciąż to kosmiczna technologia nie do ogarniecia
Reklamę szalunków umieścił elegancko. Pochwalam.
Ps. 21:10
https://youtu.be/5RpxpQi4nII?
Belka/zbrojenie nie może leżeć na gazobetonie, folii, na czymkolwiek. Musi być otulina z betonu, w zależności od ekspozycji.
Jest takie powiedzenie :D
-pierwsza chata dla wroga
-druga na sprzedaż
-w trzeciej będzie mieszkał
Melon , kto bogatemu zabroni? Biedny buduje raz i musi być dobrze.
Mam kanał na YT, niestety w języku wroga, gdzie się dużo nauczyłem jak się to robi z nowymi technologiami w budownictwie, bo miałem przerwę w zawodzie jakieś 10 lat. René to mistrz murarski i w każdym filmie tłumaczy jak i DLACZEGO tak się to wykonuje. Tu akurat tłumaczy podstawy zbrojenia nadproży i w 16:15 pokazują jak się układa zbrojenie w szalunku/na ścianie. Tłumaczy conte pręty robią, jak pracują i te strzemiona nie są dla ozdoby.
https://youtu.be/tJcFy2rp2Gg?
Na tym kanale jest tyle praktycznej wiedzy, ze ktoś, kto potrafi trafić młotkiem w gwoździa, wybuduje sobie dom jak sztuka budownictwa wymaga.
I ławy fundamentowe muszą być do sznurka i równe, a nie wyglądać jak swojska kiełbasa w jelicie z barana. Te szalunki z folii to dla mnie kompletna porażka w sztuce budowlanej. Nadaje się conajwyzej do fuszerki, która później się sprzeda za bańke, a ludzie i tak kupią, bo i wykonawca i kupujący żyją w epoce debilizmu.
Ps. 18:12 poprawne wykonanie narożnika
https://youtu.be/bJ7bVDo2-HE?
A z tego filmu nauczyliśmy się jak wykonać , wedle sztuki, płytę fundamentowa pod dom. Po co, na co i dlaczego.
https://youtu.be/MaOJsfYqxCY?
PS3. Julia, też mistrz murarski wytłumaczyła mi co to jest proton i jak i DLACZEGO tak się go muruje a nie inaczej.
https://youtu.be/wgTFYyzTWq8?
I jak prawidłowo wykonać pierwszą warstwę cegieł
https://youtu.be/uIB8E2fmSq0?
El Czariusz
12.12.2025, 10:38
Nie tego dotyczy zagadnienie.
Gość SAM buduje.
A czego dotyczy?
Stodoły. W moim przypadku.
Przypomnij swoje uwagi Fazencjuszu dotyczące nowych fundamentów stodoły, które poczyniłeś w moim konkretnym przypadku.
Zapewniam czytelników, że wykonanie z filmu przekracza wymagania, które Ty postawiłes moim.
Nie interesuje mnie budowa domu. To Twoja domena.
Gwoli scislości - jak najbardziej zachęcam do komentarzy i to tak konkretnych jak fazikowe.
Ja ich absolutnie nie lekceważę ale będę tu wstawiał filmy gości, którzy sobie sami radzą.
Ja do wykonania autora mam jeszcze więcej uwag ale nie o to do końca chodzi, co jest oczywiste.
Zarzuciłes mi Fazencjuszu, że chuja sam zrobię, zakwestionowałes mój gruntowny, dwuletni remont mieszkania w kontekście nabytego (przeze mnie) doświadczenia.
Ale ja Ciebie i tak słucham.
Po inwentaryzacji prosiłem Ciebie o wskazówki dotyczące wzmocnienia rozpadającej się w oczach stodoły.
Minęły cztery tygodnie od prośby.
W tym czasie wzmocniłem cztery złamane krokwie, złamany oczep, który dodatkowo oodparłem. Wzmocniłem jętki, wiatrownice, przełożyłem sam ponad polowę dachu. Pomogłem sąsiadowi położyć blachę na jego stodole, on użyczył mi ładowarki.
90% prac wykonałem sam, w tym te główne.
Pracując w śniegu, deszczu itp., skacząc po dachu, wymieniając dziesiątki metrów łat.
Te sąsiad docinał mi na krajzedze z moich desek. Od drugiego dostałem kilkanaście 2m łat na wymiar.
W tydzień po inwentaryzacji pojechałem to robić, bo powiedziałeś, że tej zimy stodoła nie przeżyje.
Potrzebuję ją w takim stanie przez dwa lata.
A teraz spadam do roboty.
consigliero
12.12.2025, 14:13
Stodoła dziadka którą jeszcze pamiętam, ale niestety która się spaliła, była postawiona chyba na ośmiu takich fundamentach, które ciężko współcześnie tak nazwać. Nie wiem na jakich fundamentach stoi Twoja stodoła, ale bardzo się zawiodłem na fundamentach na których stał dom mamy i teraz nie wiem jak to ugryźć
El Czariusz
12.12.2025, 17:29
Stodoła i dom stoją na fundamencie kamiennym. Klasyczny wariant.
Stodoła zyska nowy.
Dom zostanie przy uzupełnionym kamieniami starym.
W przypadku domu drewnianego wymiana fundamentu jest prostszą. W murowanym podbijadsz etapami. Dom drewniany bez kłopotu liftujesz, co znacznie ułatwia zagadnienie. Znacznie. W linkowanym filmie z renowacji drewnianej chaty cały proces jest widoczny.
Do uwag Fazencjusza mam tylko jedną. Ile wody zarobowej odciągnie wilgotna glina?
Podpowiem. Bez znaczenia dla wytrzymałości betonu. Mógł zrosić podłoże ewentualnie tuż przed laniem ale przy tym podłożu efekt odciągnięcia wody zarobowej znikomy. Dlatego w określonych warunkach nawet nie szanujesz.
El Czariusz
12.12.2025, 21:23
Co do fundamentów poglądowo, to w mojej filmowej bibliotece mam tego zawodnika.
ONTIr8AEXY0
Na razie jestem na innym etapie. Że tak napiszę - wyborze kierunku.
Z chatą wstępny gryplan jest już prawie gotowy. Jest jedną poważna zmienna - wyjdzie w praniu. Wszystkie pożarte bale będę wymieniał. Renowację przejdzie trzon kuchenny (to zrobi lokalny zdun). Wiedzę w temacie posiądę. Super literaturę mam. Stawiam jednak niczego sam nie będę.
Poza tym dużo tego ale zakres w stosunku do remontu Przystanku Oliwą dużo mniejszy tylko, że trzeba na wsi być. No więc będę sporo na wsi bywał.
W październiku miał mi kumpel badania gruntu zrobić (wszyscy - po co?) ale nie doszło w jego przypadku do realizacji zlecenia w Sokółce i miałbym te badania po drodze w gratisie.
Badania jednak proforma zrobię. Grunt spoisty, płytki pod humusem glina. Tak wszyscy mówią o na to wskazują dni po konkretnych lub dłuższych opadach. Tak wskazuje klepisko po usunięciu desek w jednym pomieszczeniu i częściowo w drugim.
Na glinie leżał piasek, w nim osadzone konkretne legary. Deski do tego bite leżące na styku z piaskiem.
Któregoś dnia strzeliła rura i wszystko zalało...
Podłoga i tak do wymiany. W kuchni, siebie i komórce (będzie łazienką) beton zatarty na gruncie. Oczywista też do wyjebania ale wykorzystam go jako utwardzeniewstęp w odkrytych podłóg. Chatę wypoziomuję, rozprowadzę instalacje itp.
Przez zimę powstanie konkretny plan robót itp.
Żadnych rozterek zaś w temacie stodoły.
Pozostają oczywiście technikalia. Wszystko zgrane z planem zagospodarowania, którego ogólną koncepcję mam.
Dodaje jeszcze jeden fundamentowy odcinek Marcin buduje.
Porusza on kwestie już omówioną. Wcześniejszy odcinek prezentuje sposób wiązania, profile itd. Ja jeszcze w ten obszar nie wchodzę dlatego nie poruszam szczegółów. Polska norma norma do strzemion drut fi 6mm. Nomen omen pamiętam starą dyskusje z Fazencjuszem, kiedy krytykował przerwy.iarowane budowy, w tym stali.
A teraz proszę... fi 8mm:)
Podkreślam, to jeszcze nie mój etap bo nie mam badań gruntu.
Orient w ekspresie jest. Ostatnia stacja znana, pośrednie jeszcze nie.
Mp69lgUKUqk
Tu pełniejsze kompendium.
Ig04jxWF6AU
W temacie przewymiarowanie. Wspominałem już o tym. Dawno, dawno temu jak nie umiano czegoś policzyć, to zwiększano rozmiar.
Fazemcjusz pytał czym różni się drewno od drzewa? Otóż jeszcze 100 lat temu nie było tego podziału. Drewno był drzewem i tyle.
Z ciekawostek drewnianych. Drzewo/drewno składa się głównie z celulozy i ligniny. Ta druga do dzisiaj jest niezagospodarowanym odpadem przy produkcji celulozy. Potencjał ma ogromny ale...
Rocznie tego potencjału szacuje się na ponad 300mld T.
El Czariusz
13.12.2025, 10:32
Z ciekawostek drzewnianych.
https://i.ibb.co/YYFCFdc/Podcienie.png (https://ibb.co/kks7sD4)
Zachodziłem w głowę jak w ciesiołce małomiasteczkowej "fundamentowano" słupy tworzące tzw. przyłap. Drugie, jak to było stricte rozwiązane konstrukcyjnie?
Przyłap w swojej najbardziej rozwiniętej formie to znany wszystkim podcień (domy podcieniowe).
Przyłap pełnił różne funkcje. Odsuwał okap od ściany, umożliwiał suszenie drewna czy jako klasyczny podcień tworzył zadaszoną strefę a`la ganek lub miejsce do rozładunku wozów w spichlerzach.
Profesor Zubrzycki w Cieśli Polskim (zeszyty I-V) prezentuje rzuty poziome takich rozwiązań ale pozostaje się tylko domyślać w jaki sposób konstrukcyjnie (cek/zadanie) zostało to rozwiązane?
No i znalazłem rozwiązanie w książce Ludwika Puszeta: Studya nad polskiem budownictwem drewnianem: Chata wyd. 1903.
Jest tam mnóstwo ciekawych zagadnień z rysem historycznym rozwoju chat drewnianych, w tym pierwowzory konstrukcji szkieletowych (nierozstrzygnięty temat).
To, co mnie intrygowało to własnie rozwiązania konstrukcvjne. Można je podejrzeć w skansenach np. (i to mnie niewątpliwie czeka w ramach jakiejś terenowej wycieczki). W ten weekend i w tym celu w Starym Sączu skansen odwiedzi kolega, który wszedł w branżę renowacji budownictwa drzewnianego i nie potrafił odpowiedzieć na postawione mu pytania.
Żałuję z drugiej strony, że wstępnie nie obgadaliśmy tematu z Fazencjuszem podczas jego inspekcji ale jeszcze wtedy nie znałem tego rozwiązania.
Program inspekcji był bardzo wyczerpujący i pełnił też rolę towarzyską. Za bardzo nie dałem Fazencjuszowi się rozerwać, bo z jednej strony wyjątkowo nie był "pedagogiczny". Poza walącą się konstrukcją stodoły (bardziej pasuje - szopy) najwyraźniej przytłaczają Fazencjusza rozwiązania płynące szerokim strumieniem z zachodu. Nasz fantastic Kolega bytuje w NRD na granicy kilku cywilizacji. Wszystko co najgorsze, tam się właśnie kumuluje.
Że nie wspomnę o sobie... Bardzo wymagającym od otoczenia szerokiej granicy tolerancji. To nie jest łatwe dla otoczenia.
Fakt, że człowiek potrafi doskonale urządzać się w czarnej dupie nie zawsze jest budujący. Bo w sumie na co nam tytuł: mistrz przetrwania w kupie gówna?
Porozmawiajcie z ludźmi ze wsi o kojcu dla 30kg psa? Zdecydowana większość po prostu dba o swoje zwierzęce pociechy, które na wsi mają inną rolę do spełnienia niż york w rekach pani z dobrego, miejskiego domu.
Zaprawdę dzisiaj łatwiej użalać się nad losem psa niż losem dziecka, które się nie narodzi. Wybieraj: kojec/aborcja. Ja nie będę wybierał.
Mieszczuch, jak ja już wie, że jeżeli krowa ryczy w środku dnia, to coś jest nie tak. Sporo się jeszcze muszę nauczyć. Na szczęście nie muszę uczyć się tolerancji dla określonych czynności, którymi żyje moje bezpośrednie otoczenie na wsi. Na szczęście.
Wracając na krótko do przyłapu jeszcze. Chciałbym przywrócić jego rolę w mojej szopskiej wersji.
P.S.
Słupy przyłapu po prostu były wbijane w glebę. Co ciekawe we wcześniejszych (do XVIIIw.) opierano je na kamieniach, potem już nie. Na rysunku wersja z przyłapem podwójnym.
Po oględzinach skansenu przez kolegę dam znać.
El Czariusz
13.12.2025, 23:37
W rocznicę pewnych zamieszek.
30IrUagiyuU
Wracając do przyłapu, poniżej kilka obrazków.
https://i.ibb.co/hRXkbwjJ/IMG-20251214-083254.jpg (https://ibb.co/vxsbpRG6)
https://i.ibb.co/Kx0hsGf8/IMG-20251214-083310.jpg (https://ibb.co/CK189tYS)
https://i.ibb.co/qFp0QRSD/IMG-20251214-084029.jpg (https://ibb.co/G3RsSV6d)
Na ostatnim wizualizacja "mojej stodoły" od szczytu zachodniego. Ubogaconej o podcień i "pracownię" na strychu.
W mojej wersji słupów cztery i stolarka okienna w lokalnym wydaniu jeżeli chodzi o szprosy. Strona zachodnia otwiera się na niczym niezmąconą panoramę łąk i lasów.
Nawiązałem trochę kontaktów. Mój imiennik, który na Podkarpaciu sam remontuje swój wiejski dom (będę "rozmach" kopiował) szedł dokładnie taką drogą, którą intuicyjnie wybrałem. Opieram się dokładnie na tej samej literaturze, którą on zaliczył. Ja obecnie na nieco szerszej bo remont stodoły/szopy, który mnie czeka to rozwinięcie zagadnienia.
Zainteresowanym jeszcze raz polecam zapoznać się z jego wyborami na jego kanale. Nie było tam żadnej sprzętowej finezji. Narzędzia najprostsze i... najtańsze. Idealnie dostosowane do jego potrzeb. Mnie czeka trochę większy zakres prac (stodoła) ale jest to jakaś wskazówka.
No i ja mam doskonale wyposażonych sąsiadów. Tym niemniej gromadzę od jakiegoś czasu elektronarzędzia, których nie zamierzam pożyczać.
Fazencjusz zdyskwalifikował jakość obecnych dachówek, których stan w 20/30% rzeczywiście nie nadaje się do ponownego wykorzystania. Jednak co najmniej 50% obecnych wykorzystam do pokrycia. Okazuje się, ze mam spory zapas "nowych" a i sąsiedzi mają ich trochę, nie mając co z nimi zrobić. Potencjał jest.
Po zdjęciu oczyszczę je i zaimpregnuję hydrofobowo, akurat na tym się znam i koszt jest niewielki.
Co jeszcze z rozważań?
Po analizie możliwości trzech tartaków w najbliższej okolicy nie pójdę w mokre drewno. Wszystkie mają profesjonalne suszarnie. W wyborze konkretnej pomogą mi sąsiedzi i skorzystam z ich układów.
Drewno będę kupował z cięcia grudniowego 2026. Da się to załatwić i będzie (poważna opcja) suszone komorowo.
Po wstępnej lekturze osobiście uważam, że lepiej kilka tygodni przesezonować suche niż suszyć konstrukcję.
Jednym z podstawowych parametrów, którymi świadomy "cieśla" powinien się kierować jest wilgotność równoważna drewna. Gdybym stawiał wiatę bez mrugnięcia okiem kupił bym mokre drewno i je przesezonował. Wychodzi materiał 2x taniej. Przy większej konstrukcji (w mojej koncepcji) przy braku doświadczenia w suszeniu naturalnym skłaniam się ku opcji drewna suszonego i zaimpregnowanego.
Suszenie naturalne wymaga stabilnego, dobrze wypoziomowanego podłoża, mnóstwo suchych i równych łat, dobrze wybranego miejsca (tu akurat mam pełen wachlarz możliwości) i... szczęścia.
Mam jeszcze rok czasu na przygotowania, wybór technik i naukę. Łaty do zabawy w ciesiołkę już czekają w komórce.
Patrząc i licząc koszty podawane na kanale Marcin Buduje jestem wstanie ogarnąć fundamentowy budżet. Przy spełnieniu fazencjuszowych wymogów, dostosowanych do realiów lokalnych (i nasz Geniusz nie ma pełnej wiedzy o tym, co można i należy zrobić) mam rok przygotowań.
Zadania najbardziej bieżące w przyszłym, to usunięcie obecnych posadzek, przygotowanie podłoża pod nowe i wstępne wypoziomowanie chaty.
Dostanę się do belek stropowych itp. Remont pieców i komina.
Tymczasem spadam na targi, bo obecnie panuje tam cisza i spokój. Robię to, na czym znam się najlepiej. Wg wymagań inwestora.
Co ciekawe - więcej czasu zajęło mi negocjowanie warunków umowy niźli zajmie wykonanie prac.
Te obejmują wyrównanie/licowanie powierzchni starych hal z nową i kilkadziesiąt napraw miejscowych z zabezpieczeniem żywicą wybranych powierzchni, odtworzenie dylatacji itp.
15 lat temu było na takiej umowie zapisanych kilka stron. Dzisiaj po długich negocjacjach i zredukowaniu wymagań wobec mnie (pod "groźbą" odstąpienia od wykonania) tych stron jest ledwie... 24.
Plus kilka dodatkowych oświadczeń (kolejne strony).
Jest w eterze monolog architekta jadącego do urzędu z grubą teczką uzgodnień, grubą na blisko 10cm czego dotyczącą...?
Zostawię was w błogiej nieświadomości.
Ja spadam na targi wywiązać się z tych kilkudziesięciu moich. Pracuję sam.
I tak zamierzam czynić przy moich "wiejskich inwestycjach", sporadycznie korzystając z pomocy moich Przyjaciół, których o dziwo kilku mami którzy o dziwo dobrze znają się na tym, co ja potrzebuję.
Fazencjusz już swoją robotę wykonał, za co mu bardzo dziekuję.
Wracając do przypału
https://i.postimg.cc/d0xf9L1P/fakju.gif
Oda do El Woda:
Hehehe,
masz enpede.
El Czariusz
14.12.2025, 13:40
Jo!
I muszę z tym żyć.
W ramach enpede dodam, że otrzymałem w tym zakresie kilka nagród.
Najwięcej satysfakcji sprawiała mi jednak spontaniczna korespondencja jakiej doświadczałem z eteru.
Kiedy to ludziska pytali po prostu o szczegóły moich wycieczek. Oczywista wtedy, kiedy były one f-cznym wyzwaniem. Tak jak ja pytałem o szczegóły w 2006-tym Sambora i Reja.
Nie chodzi o Kolosy. Te były tylko przypadkiem. Na Grąbczewskim mi zależało.
Teraz moją wyrypą jest podwórko i tak już zostanie. Strażnikowi Domowemu wysokich gór nie pokażę. Nie pokażę jej tej pustki, która wysokim górom towarzyszy. Banalna przyczyną. Aklimatyzacja.
Jeszcze Ci moje enpede podoskwiera. Obiecuję.
No to autofraszka na arboraszka:
Nic mi nie doskwiera.
Co najwyżej autoszydera.
https://i.postimg.cc/d0xf9L1P/fakju.gif
El Czariusz
14.12.2025, 16:15
Operujesz czasem teraźniejszym a ja przyszłym. Nie wiesz, co będzie jutro ale swoim czasie tego jutra doświadczysz.
Co będzie jutro wie tylko Bóg. Jednakowoż El to kanaanejskie imię boga (-> Elohim), więc wydaje się, że wspomniane enpede to nie tylko żarty...
Przy okazji - polecam wykłady dr Marcina Majewskiego, biblistę. Są również on-line: majewskimarcin.pl
El Czariusz
14.12.2025, 16:55
Przy okazji, to polecam czytać ze zrozumieniem.
Wyglądasz na jeszcze mądrzejszego ode mnie, skoro wiesz, co Bóg wie. Ja wiem, co ja zrobię jutro.
Jutro pojadę do roboty jak dziś.
A Ty będziesz doświadczał złotych myśli Narcyza. Będziesz:D
O tyle wiem, co wie Bóg, o ile rozumiem, co znaczy "Jestem, który jestem". Czas (w tym przyszłość jako potencjalna - dla nas - jego forma) jest dziełem Boga. Ergo jest podrzędny w stosunku do Niego.
Bóg oczywiście "zdefiniowany" jako absolut, a nie jakaś-tam-mitologia.
A czy "będziesz"?
Niekoniecznie, jutro mogę nie (prze)czytać Twoich postów.
El Czariusz
14.12.2025, 21:29
Wstałem z leżaka i czytam, co mnie kolega nasłał.
"I tak to się kręci czyli nowoczesne inwestycje w cebulki tulipanów
W zeszłym kwartale wdrożyłem Microsoft Copilot dla 4000 pracowników.
30 dolarów za stanowisko miesięcznie.
1,4 miliona dolarów rocznie.
Nazwałem to „cyfrową transformacją".
Zarząd uwielbiał to sformułowanie.
Zatwierdzili w jedenaście minut.
Nikt nie zapytał, co to właściwie będzie robić.
Łącznie ze mną.
Powiedziałem wszystkim, że „zwiększy produktywność 10x".
To nie jest prawdziwa liczba.
Ale brzmi przekonująco.
HR zapytał, jak zmierzymy to 10x.
Powiedziałem, że „wykorzystamy dashboardy analityczne".
Przestali pytać.
Trzy miesiące później sprawdziłem raporty użycia.
47 osób to otworzyło.
12 użyło więcej niż raz.
Jednym z nich byłem ja.
Użyłem tego do streszczenia maila, który mógłbym przeczytać w 30 sekund.
Zajęło 45 sekund.
Plus czas na poprawienie halucynacji.
Ale nazwałem to „sukcesem pilotażu".
Sukces oznacza, że pilotaż nie zawiódł w widoczny sposób.
Dyrektor finansowy zapytał o ROI.
Pokazałem mu wykres.
Wykres szedł w górę i w prawo.
Mierzył „gotowość AI".
Wymyśliłem tę metrykę.
Pokiwał z aprobatą.
Mamy teraz „gotowość AI".
Nie wiem, co to znaczy.
Ale jest w naszej prezentacji dla inwestorów.
Starszy programista zapytał, czemu nie używamy Claude'a albo ChatGPT.
Powiedziałem, że potrzebujemy „bezpieczeństwa klasy enterprise".
Zapytał, co to znaczy.
Powiedziałem „zgodność z regulacjami".
Zapytał, z którymi regulacjami.
Powiedziałem „ze wszystkimi".
Nie wyglądał na przekonanego.
Umówiłem go na „rozmowę o rozwoju kariery".
Przestał zadawać pytania.
Microsoft przysłał zespół od studiów przypadku.
Chcieli nas pokazać jako historię sukcesu.
Powiedziałem im, że „zaoszczędziliśmy 40 000 godzin".
Obliczyłem tę liczbę mnożąc liczbę pracowników przez liczbę, którą wymyśliłem.
Nie zweryfikowali.
Nigdy nie weryfikują.
Teraz jesteśmy na stronie Microsoftu.
„Globalne przedsiębiorstwo oszczędza 40 000 godzin dzięki Copilotowi."
Prezes udostępnił to na LinkedInie.
Dostał 3000 polubień.
Nigdy nie użył Copilota.
Żaden z zarządu nie użył.
Mamy zwolnienie.
„Strategiczne priorytety wymagają minimalizacji cyfrowych dystraktorów."
Sam napisałem tę zasadę.
Licencje odnawiają się w przyszłym miesiącu.
Wnioskuję o rozszerzenie.
5000 dodatkowych stanowisk.
Nie wykorzystaliśmy pierwszych 4000.
Ale tym razem „zwiększymy adopcję".
Adopcja oznacza obowiązkowe szkolenie.
Szkolenie oznacza 45-minutowy webinar, którego nikt nie ogląda.
Ale ukończenie będzie śledzone.
Ukończenie to metryka.
Metryki trafiają do dashboardów.
Dashboardy trafiają do prezentacji zarządowych.
Prezentacje zarządowe zapewniają mi awans.
Zostanę wiceprezesem do trzeciego kwartału.
Nadal nie wiem, co robi Copilot.
Ale wiem, do czego służy.
Służy do pokazania, że „inwestujemy w AI".
Inwestycja oznacza wydatki.
Wydatki oznaczają zaangażowanie.
Zaangażowanie oznacza, że poważnie traktujemy przyszłość.
Przyszłość to jest to, co ja powiem.
Dopóki wykres idzie w górę i w prawo......"
A ja... Nic z tego nie rozumiem... Myślę o niczym.
El Czariusz
15.12.2025, 09:51
Patrzę na "daszbordy" i "copiloty" i widzę, ze ten wątek przekroczył 200 000...
Nie wiem czego dokładnie. Odsłon czy kliknięć, bo to zdaje się dwie rożne sprawy.
Pewnie dopiero teraz ktoś zauważy (arbo?), że ten chłop (czyli ja) nie ma pojęcia o informatyce! Hurrra! Nie mam. Nawet nie wiem, jak wyrazić to co wiem o tejże. A może to nie informatyka tylko coś innego? Tego innego też nie wiem.
Jutro to dziś tyle, że jutro. A wczoraj...? Nie ma wczoraj. Gdyby było, to z coś z upływem czasu było by nie tak.
Widocznie Bóg ma rozkminiony czas i Sam jest Nadsuperpozycją. Być może ma worek, w którym trzyma wszystkie wymiary z których każdy, to jakaś "cywilizacja"?
Profesor Dragan nie wierzy w Boga. Słusznie. Wiara w Niego to nie jest proste równanie z jedną niewiadomą. To ciąg liczb pierwszych. Starasz się ogarnąć ale i tak wcześniej czy później (jutro) staniesz w korku.
To pewnie Szatan zesłał Schroedingerowi kota.
Dziękuję arbo za troskę o mnie. Doceniam.
Ale i tak pójdę swoją drogą. Przez 60 lat niemal doprowadziłem do własnego (i nie tylko) finansowego upadku, przeżyłem ciąg porażek, które mniej gruboskórego wpędziły by w depresję. Okazałem się jednak za leniwy i na to...
Z zewnątrz żyję w układzie dwójkowym.
Tak wiem... Epikur, Aureliusz, Seneka itp. To ułatwia życie. Systemowi w to graj.
Niestety... Zawsze znajdzie się Eskimos, który Murzynowi w czas upałów...
Nad tym obecnie pracuję. Pracuję nad tym, by nie mówić nikomu jak ma żyć ale... Nie jestem żadnym arbitrem elegancji. Nie pozwolę jednak nikomu wejść mi/sobie na głowę.
Tego nauczyło mnie obecne podwórko - Przystanek Oliwa.
Nie oczekuję żadnej interakcji w temacie.
Są dwa tematy równoległe:
- ciesiołka małomiasteczkowa,
- zdrowie.
Do tematu tego drugiego wracam. Skracam do zwrotu: sprawność fizyczna.
Sprawność fizyczna spędza mi obecnie bardziej sen z powiek niźli ciesiołka.
Zrobić tyle, by zachować ową do... końca żywota. To pozwoli zachować też kondycję psychy.
Zadania ciesiołkowe znane.
Sprawnościowe? Pochwalę się, jak na wadze wyskoczy mi ósemka z przodu.
https://i.ibb.co/ZzZQfLHb/IMG-20251215-084152.jpg (https://ibb.co/JjhYcBxS)
El Czariusz
15.12.2025, 12:10
W ramach pracy nad sobą:
PFsQOOOFr0g
Dostrzegam ogromne zalety dla seniora.
Żałuję, że na czas skakania po dachu odpuściłem te ćwiczenia, z którymi regularnie mierzę się od trzech m-cy. Efekty są wymierne.
To gimnastyka "japońska". Codziennie rano ćwiczą w ten sposób japońscy seniorzy.
Tak jak kiedyś słońce narodu rumuńskiego, naród japoński pod okiem szklanego monitora narodowo uprawia tę gimnastykę na zawołanie. Z tą różnicą, że po gimnastyce słońce narodu siadało do śniadania a naród rumuński szedł do pracy.
Efekt? Słońce narodu skończyło marnie, bo jadał 5x dziennie.
Tę gimnastykę w rewanżu proponuję arbo. Profilaktycznie, codziennie a nawet kilka razy dziennie. I to nie tylko tym, którzy przesiadują w fotelach (leżakach jak ja) czy firmowym biurku godzinami. Polecam ją również tym, którzy pracują fizycznie i to ciężko mimo wieku.
Osobiście ubogacam ten zestaw o kilka powtórzeń w ciągu dnia.
Extra dokładam jeszcze kilka ćwiczeń. Rano pompki, przysiady i jeszcze kilka na obręcz biodrową i barkową. Zajmują mi one dobre 20 minut ale to czysty przejaw lenistwa.
Ostatnie badania dowodzą, że lepszy intensywny - 20 minutowy trening/gimnastyka niźli rozkładanie tego w czasie - klasyczne. Seria, przerwa 2/3 minutowa na odpoczynek (zwłaszcza w ćwiczeniach siłowych).
Dotyczy to głównie ćwiczeń siłowych a te są niezbędne dla podtrzymania kondycji seniorskiej. Niezbędne i nieodzowne.
W tym podstawowym zestawie zwracam uwagę na "jaskółkę". Te ćwiczenie równoważne ma swój ściśle japoński wymiar. Japońscy seniorzy ćwiczą stanie na jednej nodze np., i stosują "wolny marsz". Chodzenie w zwolnionym tempie, w którym akcentują czas oderwanej stopy i przetoczenia stopy podpartej. Jak nie zapominam, to tak maszeruję.
Te zakładanie skarpet czy sznurowanie buta jako utrudnione wiąże się m.in. ze słabym biodrowo-ledźwiowym, który w czasie długotrwałego siedzenia ulega skróceniu. I ja mam to z prawym. Plus oczywista zachowanie równowagi. Za nią odpowiada cała grupa mięśni, która w trakcie siedzenia "zamiera".
Cóż jeszcze ja dokładam?
Ano banalne chodzenie po schodach ale co drugi stopień. Kilka razy ciągu dnia wejście na drugie piętro mojej kamiennicy to stały punkt programu.
W ciągu siedzącego dnia dodatkowo kilka razy ćwiczę metodą GtG. Kolejny banał... Wstajesz z krzesła/fotela i robisz kilka/kilkanaście przysiadów, w sumie cokolwiek co pobudza cię do wysiłku ale w taki sposób, by zachować rezerwę na kolejne. Chodzi o to, by się nie "spocić". Wspinać się jedną nogą na palce. Przysiady głębokie, do pełnego (o ile to możliwe) przykucu.
Stabilizujemy biodra napięciem m. brzucha przy wstawaniu.
W ramach konkretniejszego treningu warto zadbać o ćwiczenia eksplozywne/skocznościowe. Tę motorykę tracimy najszybciej. Dlatego tak ważne jest, by na etapie rozwoju dziecka nie zaniedbać braku takowych.
Akurat ten etap jest nie do odrobienia w przyszłości. Skoczność, to podstawa ruchu sprawnego dziecka.
Tracimy ją/dynamikę, tracimy równowagę, słabniemy, powoli stajemy się ruchowymi kalekami. Niech no dojdzie do tego nadwaga a... dojdzie.
Po 60-tce testosteron leci już na pysk. Osłabić zjazd mogą tylko ćwiczenia siłowe.
Po gimnastyce porannej zimny prysznic i to jest komplet.
To tyle.
Zamykam się w sobie do kolejnych "urodzin". To będą 63-cie... ja pierdolę.
P.S.
Dzieci powinny się kłaść do łóżka ze zmęczenia fizycznego. Również mózg dzieci powinien być konkretnie "egzaminowany" choćby na finał odrabianiem lekcji w domu ale pod kontrolą rodzica, by nie korzystało z AI. To zbrodnia na młodym mózgu.
P.S`
No i drążek! taki między futrynami. Zwykłe zwisy czynią cuda przy ściąganych barkach i utrzymaniem zgiętych pod kątem prostym do tułowia kolan.
Jak nie ma "siły" na bieganie, to maszerujemy. Jak maszerował Gołąb do czasu feralnej stłuczki.
Zdecydowanie, załóż skarpetki na stojąco i już wiesz na jakim etapie jesteś... Warto ćwiczyć, codziennie. 30 minut to nic w ciągu dnia.
mareksz007
15.12.2025, 18:38
El, ja Ty mi imponujesz.
W kilku zdaniach opisałeś to czego dowiedziałem się po przeczytaniu 6-ciuset.
https://files.legimi.com/images/8567013997e08d8d7e79666f57c8426e/w400_u90.jpg
El Czariusz
15.12.2025, 22:25
Jeszcze się zmuszę.
Zdecydowanie, załóż skarpetki na stojąco i już wiesz na jakim etapie jesteś... Warto ćwiczyć, codziennie. 30 minut to nic w ciągu dnia.
Kilka razy dziennie, przy okazji. Założyć skarpetki bez podpórki - utrudnienie;)
Panie Marko, miło Was czytać Kolego!
Paczaj... Literatury nie znałem, brzmi bardzo ciekawie z krótkiego opisu/recenzji jaką znalazłem w necie.
Mam swoją osobistą teorię w temacie "umilania" ćwiczeń fizycznych. To jest inny poziom motywacji niźli przy zwykłej pracy fizycznej. By tej ostatniej nadać sens i chęć, traktowałem ją często jako wyzwanie fizyczne.
Monotonne zasypywanie kibli na szlam po piaskowaniu w stoczni (w czasie studiów) np. Kibel za kiblem przez kilka godzin. Wystarczyło kiedyś hasło rzucone w eter: ciekawe ile kibli dali radę bylibyśmy zasypać w godzinę (metr sześcienny, praca z łopatą) w zespole dwójkowym?
Pierwszy w 15 minut, kolejne trzy w 20. Przerwa 5 minut i dawaj od nowa.
Ścigaliśmy się jak wariaci. Zmianowa norma wypełniona w 3h i do domu.
Potem w stoczni wisiały nasze rekordy na tablicy informacyjnej w biurze studenckim:)
W temacie budownictwa drzewnianego. Czarno na białym znalazłem u Zubrzyckiego info w temacie...
https://i.ibb.co/JW3VZGTp/IMG-20251215-131844.jpg (https://ibb.co/7xkPhZDp)
...oparcia słupów przyłapu.
Zaś biało na czarnym...
https://i.ibb.co/xtDgtjqx/IMG-20251214-185137.jpg (https://ibb.co/zTr2TRVq)
...kobitę, która sama buduje chatę.
No więc nie ma opcji, bym ja sobie nie poradził.
Pewnie o tym też wspominałem ale doniesę raz jeszcze, że miałem przyjemność i satysfakcję poznać niedowidzącego gościa, który również sam zbudował... dom. Poziom niedowidzenia: na lewo oko 95%, na prawe 80. Że nie wspomnę o wymianie rozrządu np. w audi 80.
Równie niedowidząca kobitka objechała globus PL furmanką z koniem dookoła, wzdłuż granic...
Wszystko to odbyło się na zlocie niedosłyszących (głuchych praktycznie) i niedowidzących (ślepych praktycznie) organizowanym przez koleżankę.
Miałem tam zaprezentować... moje wyprawy. Opowiedzieć i pokazać zdjęcia.
Iwona... ale jak?!
- Niedowidzącym będziesz opowiadał, niedosłyszącym pokazywał zdjęcia.
Na Kolosach tyle braw nie dostaliśmy (a były naprawdę rzęsiste), co ja otrzymałem od tych pokrzywdzonych przez los ludzi.
Zaprawdę lepiej się teraz czuję to pisząc. Mając ich na uwadze i moje problemy.
Do uczytania w przyszłym roku.
P.S.
Szkoda, że w Kielcach. Za daleko. Tylko jeden uczeń w Akademii Ciesielstwa...
Sergiusz Stańczyk. Znakomity lutnik. Też sam studiował lutnictwo. Jeden student na roku.
Robił mi przegląd 25-cioletniej esteve no 1.
Kumpel mego kumpla.
http://segaguitars.com/
Jutro pojadę do roboty jak dziś.
A Ty będziesz doświadczał złotych myśli Narcyza. Będziesz:D
A czy "będziesz"?
Niekoniecznie, jutro mogę nie (prze)czytać Twoich postów.
(podkreślenia moje)
Zacytuję kumpla:
"Człowiek steruje przyszłością, a Pan Bóg jedynie kule nosi."
"Jutro" minęło wczoraj, a ja nie doświadczałem. A powyżej jest już tego tyle, że nawet dziś nie doświadczam. Może nie nadążam, bo na starość się człek leniwy robi. A może ilość przechodzi w bylejakość. Nie wiem.
https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif
El Czariusz
17.12.2025, 10:49
Chyba Ci tego śniegu brakuje a(r)bo przestrzeni.
https://i.ibb.co/QjxdzFL1/IMG-8833.jpg (https://ibb.co/DgjpsDhS)
https://i.ibb.co/zH0wg9bD/IMG-9033.jpg (https://ibb.co/rf1Jh8MN)
A...
https://i.ibb.co/KcqPJvmn/IMG-8980.jpg (https://ibb.co/Q7Ng4wX0)
...może odrobiny?
Tymczasem:
https://i.ibb.co/hJkCzSZD/IMG-4890.jpg (https://ibb.co/W4QsJLPg)
Zgadnij...
...kto zgadnie: gdzie zrobione?
Ogolę się na łyso - jeżeli kto trafi. Z włosem i pod włos 6x, wszędzie!
Ja...
https://i.ibb.co/67q0F1xj/IMG-8932.jpg (https://ibb.co/ksP2X9fN)
https://i.ibb.co/tPsNgL7X/IMG-8933.jpg (https://ibb.co/PzhbKD7Q)
...taki.
gdzie zrobione?
Dolina Obi Kingob, Badachszan, Tadżykistan.
Po tej górce z tyłu mniemam, że to Pashimigar.
Ok. 50km w kierunku wschodnim zaczyna się lodowiec Garmo. Byłeś tam? Leci w okolicy m.in. dość popularny obecnie szlak wytyczony przez znajomego z Ałmaty; jest częścią tzw. Pamir Trail (oczywiście szlak, nie znajomy). A w bliższej okolicy jego odnogi przez przeł. Sangwor i Wiszcharw, ale tam trzeba uważać, bo teren mocno zaminowany.
https://i.postimg.cc/vHHcXf5P/0875-MG-6849.jpg
El Czariusz
17.12.2025, 13:05
Jednym zdaniem - Ty musiałeś tam być. Nie ma (raczej) opcji, by ktoś kto nie był, był wstanie odgadnąć i podać lokalizację ma podstawie tego kadru:)
Ale... to nie jest Paszimgar. Dolina Obi Chingob(w) tak.
Paszimgar to uroczysko położone kilka dobrych kilometrów za Azring, gdzie zrobiłem to zdjęcie. Azring to kiszłak na końcu świata.
Robiłem tam rekonesans w 2012 mając arcyplan w głowie na Grąbczewskiego.
Równolegle do doliny Garmo biegnie dolina Bochud. Ona prowadzi na przełecz Stargi, z której schodzi się do doliny Wancz. W 1889 przełęcz tę pokonał Grąbczewski i ten ponad 50-ciokilometrowy szlak był drugim etapem naszej wyrypy.
Ostatni ślad eksploracji tej doliny w eterze netu datowany jest na ukraińską wyprawę z 1970. Nie dali rady tej doliny sforsować.
Dolina Garmo jest popularnym szlkaiem. Prowadzi pod Pik Komunizma ale z tej strony najwyższa góra w regionie jest bardzo rzadko atakowana.
Mieliśmy piękną pogodę ale do Paszimgar dotarliśmy wczesnym popołudniem. To jest pora, kiedy wypiętrzają się culumusy i zasłoniły nam piki: Moskwa i Komunizma...
Wiedziałem, że tam wrócę dlatego nie zdecydowaliśmy się z Czystym Benkiem na nocleg.
Z Pikami Garmo, Moskwa, Korżeniewskiej i Komunizma mieliśmy kontakt eksplorując dolinę Muksu i Karaszury.
https://i.ibb.co/gMtbrQSV/IMG-4878.jpg (https://ibb.co/SXVD6Htr)
Widok z okna (Arzing).
https://i.ibb.co/sx0jkmr/IMG-4847.jpg (https://ibb.co/J6fn0BP)
Przebijamy się do Paszmigar.
https://i.ibb.co/21DMfwDJ/IMG-4867.jpg (https://ibb.co/xtpgRypZ)
https://i.ibb.co/FbffwVY2/IMG-4870.jpg (https://ibb.co/bgyyBJvT)
Dalej już tylko z buta.
https://i.ibb.co/8ngqthP0/IMG-4928.jpg (https://ibb.co/ZRz57ZcV)
Arzing.
https://i.ibb.co/whvrqp8M/IMG-5243.jpg (https://ibb.co/ZzZ1rcvW)
Nad Szary Kul noclegowaliśmy się, w takim otoczeniu.
To była jedna z lepszych wyryp w powodzi mego nędznego żywota.
50401697
Wąskie grono namawia mnie na zrealizowanie II etapu Grąbczewskiego.
Powiedziałem: NIE ale... jestem w fazie przygotowań. 7 lat temu stać mnie było na wyzwanie (Grąbczewskiego) i pół roku mozolnie dochodziłem do niezłej formy, która pozwoliła mi "pokonać" młodsze pokolenie Grąbczewskich.
Obecnie jestem w fazie podobnych przygotowań.
Ale cel mam inny.
Jednym zdaniem - Ty musiałeś tam być.
No cóż, nie da się ukryć, musiałem. Poniekąd.
Los tak rzuca człowiekiem, że nie wiesz gdzie cię poślą do roboty.
Paszimgar to uroczysko położone kilka dobrych kilometrów za Azring, gdzie zrobiłem to zdjęcie. Azring to kiszłak na końcu świata..
Zgadza się, pomyliłem osady.
Ostatni ślad eksploracji tej doliny w eterze netu datowany jest na ukraińską wyprawę z 1970.
W Badachszanie jest wiele miejsc, które wydają się być nieeksplorowane. To że nie ma śladów eksploracji w internecie, nie znaczy, że nie było takowej. Widzę to licznych, wydawałoby się odludnych, dolinach. Znam jednego rosyjskiego geologa, który rok w rok odwiedza pewną dolinę w centralnej części Pamiru, a ekspedycje alpinistyczne, które tę dolinę odwiedzają raz na kilka (bardziej 8-9 niż 2-3) lat i chwalą się tym w sieci, twierdzą, że nikogo tam przed nimi nie było. Sami Rosjanie (właściwie "obywatele" byłego ZSRR) wyeksplorowali właściwie cały Pamir, o czym można sie przekonać przeglądając rosyjskojęzyczne archiwa, np. klubów górskich typu Wiestra czy TKMAI. Raportów co niemiara, większość tak dokładnych, że współczesne "relacje" mogą się schować ze wstydu.
https://i.ibb.co/whvrqp8M/IMG-5243.jpg (https://ibb.co/ZzZ1rcvW)
Nad Szary Kul noclegowaliśmy się, w takim otoczeniu.
Rozumiem, że piszesz o jez. Charykuł (nie wiem czemu wywala mi cyrylicę - fonetycznie: Harykuł). Szarykuł to błędnie używane przez ludzi Zachodu zangielszczenie.
Patrząc po zdjęciu, nie masz zbyt dużo do golenia, przynajmniej na głowie.
El Czariusz
17.12.2025, 14:57
Kirgiz nad tym jeziorem mówił "czarykuł" i co Ty na to? A ja "szary".
To, o czym piszesz (pozyskiwanie info) to jest bardzo rozległy temat.
Np. przekopałem się przez rosyjskie wydania czerwonych list narodów, języków.
Czytałem przedwojenne wydania literatury regionu.
Sam posiadam dość bogatą bibliotekę w trzech językach (rosyjski/niemiecki) tym polskie wydania.
Nie chce mi się tego tematu szerzej rozwijać ale miałem zidentyfikowane WSZYSTKIE wyprawy w ten rejon od momentu, kiedy Grąbczewski postawił tam swoją nogą. Wszystkie dostępne.
Brakuje mi tylko jednej i to polskiej autorki Toeplizt-Mrozowskiej.
Jeżeli zbieram info, to kopię się konkretnie z tematem.
Dostrzegam coraz wyraźniej, że większość Twoich krytycznych uwag jest adresowanych bezpośrednio do mnie. El "Woda", "pierwszy"... taa.
W kiszłaku Azring dopytywałem bezpośrednio mieszkańców jak to ze szlakiem na przełęcz Stargi jest. Odpowiedź?
Tak, jest a raczej był. Zajmował dwa dni ale nikt tam od lat nie chodzi, bo nie ma po co. Turyści chodzą doliną Garmo, znam ten szlak. Mam go zdokumentowany szeregiem filmów. Nie mozna porównać go z w ogóle nie opisanym. Konkretnie interesowało mnie, w jaki sposób i gdzie pokonywali brod na Chingow.
Rosjanie... Oczywiście. A kto niby miał być, jak nie oni? Jest na to fajna, przedwojenna literatura. To dlatego pozwoliłem sobie eksplorować dolinę Bodomdara w 2008. Kto inspirował? Łuknicki w swoich Wędrówkach w Pamirze czy Staniukowicz w Śladami Yeti.
Rosjanie... osobiście uważam, że lepsi są... Czesi. Pierwsze - mają zdecydowanie trudniejszy dostęp (jak my). To, co odpier... czescy cykliści, to ja ze swoją Ukrainą w Pamirze wyglądam przy nich jak czeski, rowerowy analfabeta.
https://i.ibb.co/y3hT9GM/IMG-5798.jpg (https://ibb.co/XwyBQNd)
Inspirował Łuknicki, opisem kopalni jaspisu. Dalej autem się nie dało ale przespacerowałem się trochę, by móc podziwiać północną ścianę Piku Majakowskiego.
Tak. Zrobiłem parę tematów pioniersko. Udowodnij mi, że nie, to Ci... podziękuję.
Długo szukałem polskich śladów w Dolinie Wielkiego Pamiru. Ostatnią przede mną była Toeplitz Mrozowska.
Kto przede mną widział Pik Marksa i Engelsa bezpośrednio z afgańskiej perspektywy poza Grąbczewskim? Oczywista vis a vis, stojąc na lewym brzegu Pandżu. a nie z perspektywy Noszaka.
I jeszcze kilka takich haseł mam.
Obecnie coraz mniej mnie to interesuje. Czasami wracam, jak przy tej okazji ale to idzie do lamusa. W cholerę info uleciało mi z utratą dysku. 90% oryginalnego materiału poszło się rypać. Dysk mam, może odzyskam te dane ale coraz mnie mi zależy.
Ot... coś było ale nie ma.. do czego wracać i tyle.
M3gGVdNNGTs
Czytałem polskie, dwutomowe wydanie tej wyrypy.
FkrZVz9Brak
Takie perły sobie pozgrywałem i wiele innych. To, co nie wgrałem na swój kanał poszło z "dymem".
Wystarczy mi mina Marysi i Kacpra, kiedy widzieli dziadka w dzienniku.
Kirgizi (Kazachowie, Nogaje, Karakałpacy, itd., ba! nawet Tatarzy) mają kilkadziesiąt zgłosek (w tym wiele gardłowo-nosowych), których my, Europejczycy nie jesteśmy w stanie wymówić. Kilkadziesiąt, więcej niż 50. My tu w Europie mamy wszystkich około trzydziestu. Tak-że-tak.
Z tymi "WSZYSTKIMI" chyba bym się tak nie zapędzał. Archiwa rosyjskie nie są do końca otwarte. J.Toepliz-Morozowska akurat jest dość łatwo dostępna, ale nie podpierałbym się jej wiedzą na ten temat (była swego rodzaju "instagramerką" swoich czasów).
Jeśli chodzi o "zarzut", że adresuję do Ciebie, to owszem - rozmawiam z Tobą, więc do Ciebie muszę się odnosić (swoją drogą: obrażasz się o fraszki?) Nie przekopałem wszystkich archiwów jak Ty (sarkazm żartobliwy), ale raczej mało jest miejsc na świecie, gdzie nie stanęła ludzka stopa. Badachszan z pewnością do takich nie należy. Skoro ja (który w Azji byłem raptem kilkanaście razy) potrafię rozpoznać taki "koniec świata" jak wspomniałeś wyżej, to co dopiero ktoś, kto spędza w tych górach sporo więcej czasu (np. wspomniany wyżej przeze mnie rosyjski geolog). Tam naprawdę kręci się dużo ludzi - może nie jest to Rzym, ale Tadżykistan odwiedziło w tamtym roku prawie półtora miliona turystów. To kilka razy więcej niż ilość mieszkańców Badachszanu (owszem, nie wszyscy wjeżdżają w Pamir). Z nich choćby promil zgłębiał te obszary dokładniej, to już daje jakieś półtora tysiąca osób. A to tylko jeden rok.
Bród na rzece Kingob przez te ostatnie 100 lat z grubym okładem z pewnością się zmienił, weź to pod uwagę. Nie sądzę, żebyś go odnalazł w tej samej postaci.
Nie jest moim celem udowadnianie niczego, ale muszę Cię zmartwić - do Wielkiego Pamiru wjeżdżają całe wycieczki (na motocyklach, rowerach, samochodami), żądne wrzucenia na Instagrama czy FB fotek znad Zorkułu (permit można łatwo uzyskać w Chorogu). Kilka lat temu (już po C-19) mignęła mi gdzieś w sieci (flicker?) relacja z podejścia pod Akbaj Sytargi (niestety nie mogę teraz jej znaleźć). Przełęczy do Wanczu nie przeszli (była to para ok.40-latków, gdzieś z krajów Beneluksu? Francji? Hiszpanii? nie pamiętam, w każdym razie nie z kraju angielsko- czy niemieckojęzycznego), ale dolinę Bachud przeszli praktycznie całą włącznie z wędrówką po lodowcu. Inna sprawa, że zwiedzanie Pamiru staje się horendalnie drogie. Za dniówkę w Parku pobierana jest obecnie opłata ok. 10 dolarów (100 somoni), a strażników sporo. Więc krótki tygodniowy treking to 70 dolarów.
A czy ktoś widział Marksa i Engelsa z afgańskiego brzegu? Sądzę, że nawet ktoś z FAT - np. przewijający sie tu niejaki Sambor. Spytaj go, Wachan to w końcu nie jest tak dziki zakątek, skoro nawet autobus zatargali do Małego Pamiru, żeby zrobić z niego szpital. Inna sprawa, że nie wypaliło i teraz rozkradziony ze szprzętu rdzewieje. Ot, mądrości Zachodu na siłę chcącego uszczęśliwiać miejscowych.
Łuknicki?
Tak. Poza tym Siemionow, Czerepow, Murzajew, Kunin, Kałużyński, Jacenko, Grum-Grzymajło, Muszkietow, Ranow, Hedin, Siewiercow, Krist, Kisch, Krylenko, Potapow, Rudnicki, Rohoziński, Walichanow, Capisani, Brophy, Sarianili, Brentjes, Rozwadowski, Gawęcki, Pstrusińska, Biełkiewicz, Olufsen i wielu innych, mam kilka półek takich autorów. Wsród nich wspomniany przez Ciebie Grąbczewski (w tym również pozycje niedostępne na polskim rynku, a wydane w Rosji w niskich nakładach). Oraz również wspomniany wyżej Jerofiejew, łatwo dostępny zresztą.
Czytać, czytać, czytać...
https://i.postimg.cc/RVNczm5g/g20251217-154947.jpg
El Czariusz
18.12.2025, 00:58
Badachszan leży na lewym brzegu Pandżu, który opasa go ładną pętlą. Byłem ledwie w jego narożniku i nigdy nie eksplorowałem ale dużą część tej opaski przejechałem.
Dolinę Wielkiego Pamiru robiłem w 2008. Wskaż mi te tabuny, które do tego roku tę dolinę odwiedziły. Chętnie bym taka historię poznał. Bardzo chętnie nawet.
Pierwsza polska eskapada moto , która w ogóle wjechała w Pamir, to ekipa Pamir na kołach Sambora. 2006 rok. Rok później dwie terenówki z Rejem i moja - trzecia.
Wskaż mi łaskawie ile cywilnych aut z PL wjechało do Afganistanu do 2008?
Bez "narodowego" wsparcia. Mam zinwentaryzowane wszystkie. I takiej czysto cywilnej nie było.
Mam Ci skopiować tutaj moją literaturę?
Kiedyś podobną listę wklejał gdzieś mazeniak.
A mi się już nie chce.
W 2012 pokonanie dwóch rozlanych nitek O i Chingow u zbiegu trzech dolin nie było żadnym problem. Za to widziałem rosyjską ekipę, która to robiła w 2010 w dobrze mi znanym miejscu. To była jazda bez trzymanki.
Ogrom mas wody. To rok, w którym monsun przetoczył się przez Hindukusz i wywołał największa powódź w I dniach od 200 lat. Dolina Hunzy została odcięta od świata.
My włóczyliśmy się wtedy po afgańskim Hindukuszu.
Dolina Wachanu została zalana po oba jej skraje. Mieliśmy kłopot ze znalezieniem bezpiecznej drogi. Kataklizm.
Pokonałem wtedy najbardziej niebezpieczną część szlaku do Doliny Mąłego Pamiru nieświadom, że karawany omijają go szerokim łukiem przy takiej pogodzie.
Bardzo szerokim. Charakterystyczną podkową nadkładając blisko 20km.
Tak... Żaden biały przede solo tego szlaku nie zrobił.
YzHsRm5qn4s
Otwórz swój wątek i pisz, pisz, pisz... skoro masz o czym.
Tu wolę czytać o drewnie.
P.S.
Sambora nie mam o co pytać, bo to on jechał moim śladem przez Wielki Pamir i kawałek Afganistanu toczka w toczkę w 2009.
Badachszan przecinał na moto Greg7 z częścią ekipy, która wynajęła moto od Sambora. Jeszcze w starych, do tych czasach. To był wyczyn.
Region przestał mnie interesować. Może wróciłvym jeszcze pod Nangę(stałem pod nią w połowie lat 80-tych) lub zaliczył obóz pod K2. Może... to znaczy: NIE.
No i widzisz, to "jutro" minęło dwa dni temu, a ja dopiero teraz "doświadczam złotych myśli Narcyza" (a właśnie - czemu pisanego dużą literą? Mówimy o zjawisku, nie o postaci, więc raczej małą: https://africatwin.com.pl/showthread.php?p=894064#post894064).
Pochwalę się, jak na wadze wyskoczy mi ósemka z przodu.
Też się pochwalę, ale na razie dobilem tylko do siódemki.
Nie, nie wiem, co to jest daszbord i copilot. O informatyce też nie mam pojęcia.
Nie robiłem też żadnych zestawień, ani tak dokładnych jak Ty (tu znów sarkazm żartem), ani innych niedokładnych, ale sądzę, że trekingi do Małego i Wielkiego Pamiru były już w latach 90-ych. Oczywiście mówię o ludziach z Zachodu, bo człowiek sowiecki z pewnością był tam nie raz.
Wybacz, ale niejeden chciałby być tym pierwszym, a potem okazuje się, że ktoś był przed nim. Trochę pokory.
Badachszan leży na lewym brzegu Pandżu
Per Badachszan piszę jako Górski Badachszan, wymiennie Pamir. Potocznie, nie wnikając w stricte naukową wersję nazw geograficznych. Plus okolice z obu stron granicy. Plus Badachszan afgański. Plus to i tamto.
Pierwsza polska eskapada moto , która w ogóle wjechała w Panie, to ekipa Pamir na kołach Sambora. 2006 rok. Rok później dwie terenówki z Renem i moja - trzecia.
Pierwsza, pierwszy... odmieniasz na wszelkie sposoby. Już pisałem: pokory trochę.
Nie bierzesz pod uwagę per pedes.
Pokonałem
No tak, pokonałeś. A nie po prostu - przeszedłeś?
Tak... Żaden biały przede solo tego szlaku nie zrobił.
Tak. Żaden. Nawet wspomniany Grąbczewski (on miał kozaków, to się nie liczy). I dziesiątki innych już w XIXw. Pod K2 też będziesz pierwszy.
YzHsRm5qn4s
Sam się podkładasz. Skoro "agencja jakaś tam kręci reklamówkę", tzn. że musieli dokumentnie znać trasę z poprzednich źródeł, które ją przeszły. Amen.
Tu wolę czytać o drewnie.
To pisz o drewnie, a nie o pierwszeństwie w Badachszanie.
Przy okazji - ogól się, sześć razy. Wszędzie!
https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif
Pawel_z_Jasla
18.12.2025, 06:37
Jemu też się zdawało: "Mówiłem, że dwóch jest pułkowników w Rzeczypospolitej, dwóch tylko: ja i ty!" podobnie jak tej studentce medycyny co pozytywnie odpowiedziała na pytanie "czy męskie przyrodzenie ma kostne usztywnienie"
Problem ze współczesnymi "reportażami" z wypraw, wyjazdów, wycieczek, wędrówek, wakacji czy innych "w..." polega na tym, że w centrum uwagi autor stawia swoją osobę. Nie wiem kiedy nastąpiła zmiana (podejrzewam, ze w momencie szerokiego dostępu do społecznościówek), ale jak się poczyta starych autorów (choćby przytaczanego Grąbczewskiego), to w centrum opowieści z reguły jest zwiedzana kraina, a nie narrator.
heniekstar
18.12.2025, 11:52
O, cześć mazeniak.;)
Ech koguciki... Czy Wy nigdy nie potraficie odpuścić sobie tych osobistych wycieczek? Tych docinków wiecznych? Tego ustalania hierarchi w stadzie?
Te śledztwa dogłębne, te szczegółowe badania czy któryś z Was aby nie zanadto afektownie potraktował swoją osobę czy dokonania - czy to naprawdę zawsze konieczne?
Jeżeli nawet światło skierowane przez autora na autora byłoby nieco za jasne - to naprawdę aż taki problem?
I gdzież to mamy to wykroczenie odautorskie (realne, potencjalne czy rzekome), tak wymagające pilnych korekt? Na zwykłym forum internetowym, nie w żadnej poważnej książce czy dokumencie. Naprawdę potrzeba burzyć wartkość tego wątku? Za chwile rozpadnie się na drobne dosrywki, odpowiedzi na nie i zwrotne mikro-uszczypliwanki, i będzie jak zawsze, z każdym ciekawnym wątkiem...
El"Woda" pisze fajnie. Ciekawie, wciagająco, z pazurem, z taki rysem wymagajacym zaangażowania splotów. Mało kto tak pisze, i to nie tylko z autorów tu, na FATcie. Wiekszość relacji na necie jest taka mdła i powtarzalna, "byłem, zjadłem, popatrzyłem, pojazd mi sie zjebał". A ElWoodos potrafi wyczarować deczko magii z prostej przeszywki kieszeni na dupie. Dosracie mu znowu za mocno, to się oflaguje, pozabiera wpisy i zniknie na lat parę (albo na amen), a nam zostaną znowu miałkości. Chciałbyś tego Arbo? Nie możesz po prostu skorzystać z PW, jak masz mu jakieś wytknięcia?
Pzdr wszystkich serdecznie (serio, wszystkich i serdecznie, no offens!)
L.
PS Pisz El, pisz. Nie odzywam się w wątku, bo nie sięgam poziomu literacko, ale to nie znaczy, że nie masz we mnie publiki
Więcej tej "deczko magii", mniej samouwielbienia i będzie super.
A przy okazji - spaliliście całą zabawę.
I cześć pieśni :[
A wykropkować i tak wykropkuje. I będzie miał rację (piszę tak ze względu bardziej na boty, nie na jego samouwielbienie).
A te przytyki - to jakby ktoś nie kumał - są do ogółu, nie tylko osobiście do Elwooda.
Jaki procent społeczeństwa obecnie nie "uwielbia się" na FB, Insta czy X?...
A ci, co wdrażają algorytmy, się cieszą. I robią pęgę niebotyczną, choć wirtualną (i nawet nie pieniądz tzw. fiducjalny). To jest puste i działa na naszą (wszystkich) niekorzyść.
mareksz007
18.12.2025, 17:11
Więcej tej "deczko magii", mniej samouwielbienia i będzie super.
A przy okazji - spaliliście całą zabawę.
I cześć pieśni :[
A wykropkować i tak wykropkuje. I będzie miał rację (piszę tak ze względu bardziej na boty, nie na jego samouwielbienie).
A te przytyki - to jakby ktoś nie kumał - są do ogółu, nie tylko osobiście do Elwooda.
Jaki procent społeczeństwa obecnie nie "uwielbia się" na FB, Insta czy X?...
A ci, co wdrażają algorytmy, się cieszą. I robią pęgę niebotyczną, choć wirtualną (i nawet nie pieniądz tzw. fiducjalny). To jest puste i działa na naszą (wszystkich) niekorzyść.
Załóż swój wątek i nie wpierd... się.
Bądź zdrów
Załóż swój wątek i nie wpierd... się.
Bądź zdrów
Dokładnie.
Fajna wielowątkowa narracja była, do spokojnego śledzenia,
bez agresji, i oby dalej taką pozostała.
El Czariusz
18.12.2025, 21:10
Badachszan to Badachszan, żaden potoczny. Badachszan leży w AFG koniec kropka.
Rzeczywiście gość się czepia jak mazeniak:)
Tylko mazeniak śledził z takim zacięciem moje wyrypy i potem naśladował. I bardzo dobrze. Nawet rowerem zaczął jeździć, donosił mi Fazencjusz.
Znaczy inspirujący jestem.
Ale to nie mazeniak. Ten uważał jeszcze w 2012 roku, że Bartang jest nieprzejezdny.
A Bartang pierwszy z naszych zrobił Czosnek w 2009.. Chyba znam gościa, który go do tego zachęcił.
Arbo solo szlak robiony to szlak zrobiony solo. Niech i tam śmiga sobie trzydzieści agencji.
Skąd ją o tym wiem?
Od ludzi na miejscu. Oto co! A jeżeli mi znajdziesz takiego białego, to ja dorzucam klapki.
Znajdź takiego, co szedł w klapkach.
Jeżeli znajdziesz w klapkach, to dorzucam gitarę.
Jak znajdziesz białego, co zrobił szlak do doliny Małego Pamiru w klapkach i z gitarą, to znaczy, że trafiłeś na mnie - cha cha!
Druga rozprawa za mną. Przede mną trzecie starcie.
Podjeżdza kurier z towarem dla mnie a ja do gościa.
- Wysoki Sądzie, postawi pan paletę tutaj.
CzarnyEZG
19.12.2025, 09:12
EL Cezariuszu, Wojownikom Klawiatury, którzy Cię próbują podszczypywać nie dorastając do pięt Twoim przygodom oraz sposobowi w jaki je relacjonujesz, mówimy zdecydowanie NIE, bo jak to mówią:
"błogosławieni ci, którzy jak w dupie byli i gówno widzieli, to nie starają się wszystkich o tym poinformować"
Swoją drogą, skakanie do Podróżników pokroju Twojego lub Chomika (Internetowy Specjalista od miejsc w których nie był postanowił także tam poinformować wszystkich o swojej ignorancji i braku jakichkolwiek życiowych osiągnięć) to nie objaw odwagi, czy posiadania własnego zdania, tylko głupoty.
El Czariusz
19.12.2025, 09:33
Wysoki Sądzie,
urodziłem się w styczniu. W pierwszej połowie stycznia. Dokładniej 10-tego.
Dzisiaj obchodzę imieniny. Imieniny są sztuczne. Chciałbym je obchodzić wtedy, kiedy któremuś z moich rodziców przyszło do głowy, by nadać mi imię Dariusz.
Wiem, że to Mama.
Pamiętam jak kręciła mi palcami loczki na dobranoc i mówiła:
- A na imię było mu Dariusz. Tysiąc niewolnic mu usługuje... Dariusz I i... III. tak chciałem być pierwszym (cha cha!).
Tak rodziło się we mnie enpede:)
Przede wszystkim rodziła się moja ciekawość. Ciekawość Orientu. Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy...
Jako wzorowy przykład enpede składam sobie w ten sztuczny dzień najlepsze życzenia.
DARIUSZU...
...proszę dopisywać!
Zobaczymy ilu Was jest cfaniaczki i czego mi życzycie.
P.S.
Dzięki chopy za wcześniejsze ciepłe, pedalskie słowa. Nakarmiły moje enpede do końca roku:)
W ramach chorobliwej pedagogizacji posłuchajcie jaką nam sieczkę (przede wszystkim waszym dzieciom/wnukom) w mózgu robi smartfon.
To się w pale nie mieści? O AI popełniłem już treść.
Chodzi właśnie o to, by nie było w życiu "słodko".
FfOq8aAnmMg
Na Grąbczewskim (2018) siedzimy u stóp 5-ciotysięcznika. Wieczór.
Jutro "atak szczytowy".
W kamiennym kręgu koralu siedzi 7 osób. Wszyscy w smartfonach, poza jednym. Ten jeden się odzywa:
- Po chuj wam tutaj, na tym pięknym zadupiu (ale łączność jest) ten telefon?
Bo musimy mieć łączność ze światem.
Ten jeden smutnie się temu przygląda.
https://i.ibb.co/39SHsDLr/87550852-510416889871563-3229903234378235904-n.jpg (https://imgbb.com/)
CzarnyEZG
19.12.2025, 09:46
Zdrowia :)
El Czariusz
19.12.2025, 10:14
Musiała się znaleźć Czarna Owca...:)
Internety.
Czytajcie uważnie. Pisałem już o tym, że wszyscy rodzimy się geniuszami.
Autorka wspomina o nauce chodzenia ale intelektualnie największym wysiłkiem jest nauka mowy..
Zauważcie, ten proces przechodzą niemal dzieci, Te, które z różnych przyczyn nie mogą (ledwie kilka procent) znajdują swój pomysł. 40 lat szukałem geniusza w sobie. Wiem, gdzie nasze drogi się rozeszły:)
Cytuję.
Świat przeciera oczy ze zdumienia.
Metoda Szubartowskiego - polskiego nauczyciela informatyki może zmienić podejście do nauki w wielu krajach.
To właśnie z jego klas wywodzili się uczniowie, którzy zdobyli łącznie 126 medali na międzynarodowych olimpiadach informatycznych, w tym 22 złote.
Szubartowski od lat pracuje z młodymi ludźmi w sposób, który sam określa jako naturalny.
Jak tłumaczy, chodzi o pracę twórczą, rozwój i tworzenie warunków, w których uczeń sam chce się uczyć.
Na czym polega to w szczegółach?
Zamiast lekcji opartych na programie uczniowie dostawali wyzwania, które musieli rozwiązać samodzielnie, bez podpowiedzi i bez teorii.
Istotnym elementem są emocje i środowisko. Uczeń, który rozwiązał wyzwanie, tłumaczy je innym. - To się nazywa tutoring młodzieżowy.
W tym systemie nie ma rywalizacji. - Nie wolno rywalizować. Uczniowie współpracują ze sobą - Nie ma też przymusu wychodzenia do tablicy. - Uczeń ma chcieć opowiedzieć o tym, czego się nauczył, a nie być sprawdzany z braków.
Co nie działa w polskiej szkole?
Szubartowski krytycznie odnosi się do tradycyjnego systemu oceniania i modelu nauczania w szkole. Oceny nie są dla niego celem samym w sobie. - Oceny nie są elementem priorytetowym - mówi.
W jego pracy pojawia się pojęcie "prawdy" zamiast klasówki, a zadania do sprawdzianów pochodzą z warsztatów prowadzonych przez samych uczniów.
Jego zdaniem jednego roku uczeń nie powinien mieć więcej jak trzy przedmioty i w czasie całego liceum nie więcej jak pięć.
Według niego szkoła powinna być oparta na pracy twórczej, bo wtedy organizm wytwarza endorfiny, a nauka przebiega w sposób spokojny, oparty na ciekawości i wewnętrznej chęci działania. Dziś natomiast przeważa drugi tryb związany z wydzielaniem adrenaliny. To stan stresu, w którym uruchamia się instynkt przetrwania, a podświadomość skupia się nie na rozumieniu, lecz na walce o bezpieczeństwo.
Zdaniem Szubartowskiego właśnie ten drugi mechanizm dominuje w szkołach: straszenie odpowiedzią przy tablicy, krzyk, ośmieszanie, presja ocen i ciągłe poczucie zagrożenia. Uczeń uczy się szybciej, ale nie dlatego, że rozumie, tylko dlatego, że się boi. Taka nauka odbywa się kosztem zdrowia.
- I co robi edukacja? Mówi, zwiększamy liczbę psychologów, zwiększamy liczbę pedagogów i tak dalej - mówi. To według niego błędne koło. - Realizowanie programów i robienie tego, żeby jak najwięcej uczniów miało oceny bardzo dobre, jak najmniejsza różnica żeby była między słabszym a tym najlepszym.
Jak zatrzymać talenty w Polsce?
Zdaniem Szubartowskiego kluczowe są warunki. Odwołując się do przykładów sportowych, mówi wprost, że ludzie wybierają miejsca, w których mogą się rozwijać. Jednocześnie podkreśla, że wielu jego uczniów utrzymuje więzi z Polską, a część z nich pracuje na polskich uczelniach i w międzynarodowych strukturach naukowych.
Szubartowski nie mówi o wychowywaniu geniuszy. Wraca raczej do prostego porównania: - Dziecko się samo nauczyło chodzić. Rodzice mu tylko stworzyli warunki - dodaje. I podkreśla, że w edukacji, podobnie jak w życiu, "nie chodzi o to, żeby udowodnić, czego uczeń nie umie, tylko żeby dać mu przestrzeń, w której sam będzie chciał iść dalej".
Gdyby to tylko było możliwe.
El Czariusz
19.12.2025, 23:33
Aż się utopiłem w powodzi imieninowych życzeń:)
Napiszę wam, kto o nich pamiętał.
Strażnik Domowy, moja druga Mama (mama Strażnika Domowego) i Pierworodniak. Najważniejsza jest rodzina.
Pamiętał Mario.
Jego życzenia były krótkie, bo ratował akurat... Murzyna z Zimbabwe. Kurwa... w moje imieniny!
Czarnego "nie uznaję" bo to moderator. On jeszcze uważa, że warto. Rany Julek... jak ja lubię jego opisy. Przekopałem się przez jego bloga już dawno temu i... gdyby miał jeszcze tylko mój talent w pisaniu... Cha, cha, cha... To uwaga do... arbo.
Obiecałem Ci, że pocierpisz arbo trochę a to dopiero preludium.
Przepraszam, ze pisze przez małe "a" ale to bardzo dobrze znana mi głupia maniera. Rozumiem "chomik". Ale dla mnie forumowy chomik jest Chomik.
No jakoś mi na klawiaturze nie wchodzi z małej litery, choć sam się tak "pisze". To jest właśnie ta jego "miałkość".
Ja mam swój system wartości, swoje zasady i ich się trzymam, jak William Willys swojej One. Dla mnie wzór gościa, który zmierza ku śmierci ale... w jakim stylu?!
Poświeciłem fchuj czasu, by od A do N rozkminić jego NIESAMOWITĄ historię. Pozyskałem wszystkie dostępne w eterze materiały.
Tego arbo nie wie, ale to jest mój prawdziwy konik.
W 2011-tym na Kolosach za 2010 (byliśmy nominowani za Afganistan 2010) przy okazji słuchałem Aleksandra Doby. Wszyscy byli zachwyceni a jak tak jakoś nie bardzo. Jak bym słuchał... siebie.
Konsekwencja? Wgryzłem się w temat.
Tak się wgryzłem, że jak Matka Ziemia zabrała Pana Aleksandra, to poczułem stratę. Dzięki niemu pochłonął mnie żywioł, którego się boję.
Ten żywioł to morze. Morze wody.
Ale strach, to strach a ocena? Doszedłem do wniosku, że jest jedna, jedyna droga przez Atlantyk, z której korzystają "miałcy" żeglarze, która zasadniczo nie jest... wielkim problemem. Dla tych śmiałków nie jest ale na Kolosach błyśniesz.
Jeszcze dwa lata temu miałem opierdolony temat jak arbo rosyjskiej literatury dotyczącej Azji Centralnej. Pech arbo w tym względzie polega na tym, że ja miałem w domu mojej mamy rosyjski księgozbiór przekraczający 6000 pozycji. Cuda tam były, biorąc zamiłowanie mojej Mamy do kultury Orientu.
Jak arbo wspinał się na nocnik po drabinie ja już miałem zaliczoną Drogę Wojenną. Nie miałem wtedy jeszcze 10-ciu lat, kiedy za zgodą wszystkich pasażerów mogłem usiąść na miejscu konduktora, a miejsce to było po prawej od kierowcy. Do dzisiaj pamiętam te zakręty, kiedy wydawało się, że jesteśmy poza drogą! Trzymałem się kurczowo takich małych poręczy a moim ciałem miotało na lewo i prawo co chwila i... ja byłem szczęśliwy!
Cały autobus też. Bo nikt nie spodziewał się polskiej rodziny w takim otoczeniu. Czym nas nam wtedy nie częstowano. Arbuzem, winogronami, brzoskwniiami... Ja z siostrą byłem w raju.
I nagle...
Pisze do mnie na priv... arbo.
No więc słuchaj kolego.
F-cznie w stosunku do mnie w dupie byłeś a jak byłeś, to ZAWSZE po mnie.
Byłeś pod Nagna Parbat tylko, że... ja byłem tam przed Tobą.
Wiesz kiedy Ci to udowodniłem. Dobrze wiesz. Była Twoja Żona przy tym.
Wykazałeś wtedy ignorancją ale... wyjątkowo przyznałeś mi rację.
Słuchaj arbo.
Dzisiaj są moje imieniny. Twój pierwszy priv odebrałem jak... odebrałem. Dobrze wiesz, jakie jest moje stanowisko w Twojej sprawie.
Skoro próbujesz nawiązać ze mną relację to ja stawiam Ci jeden warunek.
Czysto imieninowy.
Jeżeli "odszczekasz" to, co mnie najbardziej boli, to ok.
Co mnie boli przypomnę.
Twój wywiad dla jakiejś tadżyckiej TV, kiedy to piałeś, że pioniersko przebiłeś się przez góry, by dostać się do doliny Wancz. Bohater.
Tylko... Tą drogę my z Benkiem wyczailiśmy i dojechaliśmy do przełęczy, która otwierała drogę do tej doliny.
Bajer polegał na tym, że akurat była wojna w Pamirze... Zamknięto wszystkie drogi w Pamir. A my z Benkiem zupełnie przypadkowo spotkaliśmy w Tawildarze tadżyckiego geologa i on nam ten "objazd" wskazał.
Kiedy wjeżdżaliśmy na przełęcz w ciszy i skupieniu pierwszy raz (a był to mój czwarty pobyt w regionie) zaczął padać deszcz. Deszcz przeszedł w ulewę na przełęczy. Woda zaczęła płynąć rwącym potokiem po nieutwardzonej drodze gruntowej. Po 10 minutach to była rzeka...
Mówię do Benka:
- Przeczekamy, to rzadkość taki opad.
Ale Benek był tu pierwszy raz. Jego samochód, on prowadzi...
- Elwood...
Benio... To Twoje auto, Ty prowadzisz, Ty decydujesz. Skoro nie czujesz się pewnie, spokojnie się wycofujemy.
- Elwood...
Twoja decyzja Benek jest święta. Ja ją przyjmuję z pełną pokorą. Benek... ile razy ja się wycofałem w podobnych sytuacjach, tylko ja wiem:)
To była jedna z najlepszych moich wyryp w życiu. Po tym "akcie" płynęliśmy Z Benkiem pod Pik Lenina.
Tam spotkaliśmy się z arbo i tam przekazaliśmy arbo info o tej alternatywnej drodze. Tam dostałeś kolego wszelkie wytyczne, nawet wyjechałem poza mapę, bo brakowało dosłwnie kilometra.
Wiedziałeś dzięki nam, jak objechać ten odcinek. I nie ważna jest ta tadżycka tv...
Jak się zacząłeś tym chwalić - klasyk enpede, to ja Ci zwróciłem uwagę, że kłamiesz. Szedłeś w zaparte jak ten skurwiel, obecny mój sąsiad.
Ale ja mam tę mapę ze wskazówkami, żyje Benek...
To jeszcze może bym przebolał... Ale to, co działo się na forum Brytana, to przekroczyłeś wszelkie granice uczciwości. Ja tę wymianę "poglądów" tu opublikuję. Bo skurwyństwo należy tępić.
Najgorsze jest to, na jaką kasę naciągnąłeś swojego kumpla.
Masz jedną, moją imieninową szansę.
Napisz tylko jedno zadanie:
- Popełniłem błąd.
Ok... ja nie chcę budować z Tobą żadnej relacji. Podejmujesz próby w swoim stylu. Rozsiewasz na priv informacje, które mają "budować" Twoją narrację.
I nagle ja... otrzymuję od Ciebie trzy wiadomości na priv... takie... budujące, zapraszające...
Masz indywidualnie ciekawe portofolio. Ale na moje enpede za małe.
Byłeś w Afryce?
Nie. Dotarłeś jedynie do Maroko.
Gdyby Chomik dysponował czasem Homerów, którzy objechali Afrykę w rok czasu...
Wyobraź sobie, że nie dysponował. Jesteś mega rodzinny gość. Chomik też. Zdecydował się na tę wyrypę przy dwójce małych dzieci. Musi mieć takie wsparcie, jakie Ty miałeś od żony.
I tu ostatnie Twoje skurwielstwo. Jak brakło Ci argumentów zacytowałeś moją prywatną wiadomość do Ciebie.
Ale przerobiłeś ją tak, by wyszło, że ja obrażam Twoją Żonę. Ja miałem i mam do nie zawsze szacunek. Naprawdę należy się szacunek kobietom, które trwają przy takich indywiduach jak my.
Byłem z Tobą na wyrypie w 2011-tym.
Wszyscy na forum 3po3 byli przekonani, że wyjazd takich samców jak my, to katastrofa.
I co...?
Centuś z Bochni okazał się... rozrzutnikiem kasy. Przy mnie się nauczyłeś tej wyprawowej oszczędności.
Tak się nauczyłeś, że na własny koszt (sic!) zaproponowałeś przedłużenie wyrypy. I to była super wyrypa! Jedna z lepszych, w jakiej brałem udział.
Lokuje ją w piewrszej 5-tce.
i co arbo... Zjebałeś klimat, kiedy poprosiłem Ciebie o Twoje zdjęcia z wyrypy...
Co mi odpisałeś? Pamiętasz!
Tak... po mojej odpowiedzi, przysłałeś mi zdjęcia, filmy, nawet podarowałeś Łysiaka z dedykacją. Nawet dostałem od Ciebie piękny, dedykowany osobiście dla mnie kalendarz... Niestety, potem grałeś swoje jak ten chuj sąsiad.
Ja mam swoje zasady.
Napiszesz tutaj:
- Popełniłem błąd.
Ja opublikuję ten piękny kalendarz.
Nie zrobisz tego? Nie pisz do mnie na priv więcej.
Tutaj możesz ale ja Ci już NIGDY nie odpowiem.
I jeszcze jedno. Skoro chcesz, żebym się ogolił (przestrzeliłeś miejsce) opublikuj tu swoje zdjęcia z Azring i z Paszimgar.
Byłem w obydwu miejscach i nawet z tej perspektywy wielu lat, będę wstanie je zweryfikować.
Nie będzie - Popełniłem błąd do Wigilii, kasuję ten post, bo zdecydowanie dzisiaj ponad Ciebie przedkładam drewniane tematy i dobrze mi z tym.
El Czariusz
20.12.2025, 00:09
"Robert Sapolsky, profesor neurologii i biologii na Uniwersytecie Stanforda przez ponad trzy dekady prowadził badania terenowe nad zachowaniem pawianów we wschodniej Afryce. To, co początkowo miało być klasycznym studium hierarchii, dominacji i rywalizacji – zjawisk dobrze znanych zarówno u naczelnych, jak i u ludzi – z czasem przerodziło się w jedno z najbardziej zaskakujących odkryć współczesnej biologii behawioralnej.
Badane stado funkcjonowało według typowego dla pawianów modelu społecznego. Na jego szczycie znajdowali się agresywni samce alfa, którzy poprzez przemoc i zastraszanie kontrolowali dostęp do zasobów oraz samic. Napięcie, ciągłe walki i wysoki poziom stresu były codziennością, a hierarchia oparta na sile wydawała się czymś oczywistym i „naturalnym”. Przez wiele lat nic nie zapowiadało zmiany tego porządku. Przełom nastąpił w sposób całkowicie nieplanowany. Około dziesięciu lat po rozpoczęciu badań stado dotknęła epidemia gruźlicy bydlęcej. Choroba nie rozprzestrzeniła się losowo – uderzyła przede wszystkim w najbardziej dominujące samce, które regularnie żerowały na wysypisku śmieci przy pobliskim hotelu turystycznym. W krótkim czasie niemal cała agresywna elita stada wymarła, pozostawiając po sobie grupę złożoną głównie z samic oraz podporządkowanych, mniej agresywnych samców.
To, co wydarzyło się później, podważyło wiele utrwalonych przekonań na temat hierarchii i władzy: w stadzie nie wyłonił się nowy samiec alfa. Nie nastąpiła brutalna walka o dominację ani odbudowa dawnego porządku. Zamiast tego relacje społeczne uległy głębokiej przemianie. Poziom agresji spadł drastycznie, zniknęły niemal całkowicie brutalne konfrontacje, a zachowania oparte na współpracy i wzajemnym uspokajaniu stały się normą. Pawiany zaczęły spędzać więcej czasu na wzajemnym iskaniu, także pomiędzy samcami, co wcześniej należało do rzadkości. Sapolsky, jako neurobiolog badał również fizjologiczne skutki nowej organizacji społecznej. Poziom hormonów stresu, takich jak kortyzol wyraźnie się obniżył, a ogólny stan zdrowia zwierząt uległ poprawie. Stado funkcjonowało stabilniej, spokojniej i – co kluczowe – bez potrzeby istnienia agresywnej hierarchii. Najbardziej zdumiewający okazał się jednak fakt, że ten nowy model społeczny utrzymał się przez kolejne dwadzieścia lat.
Pawiany, w przeciwieństwie do ludzi nie mają instytucji, religii ani spisanych norm/prawa. Co więcej, samce regularnie migrują pomiędzy stadami. Nowi przybysze, wychowani w klasycznych, brutalnych hierarchiach początkowo próbowali narzucać dominację. Jednak w ciągu kilku miesięcy ich zachowanie ulegało zmianie. Agresja przestawała się opłacać, a normą stawało się dostosowanie do spokojniejszej kultury grupy. Nie była to zmiana genetyczna ani efekt selekcji naturalnej, lecz czyste uczenie się społecznych zasad. Historia tego stada jest wyjątkowa, ponieważ pokazuje coś, co często bywa kwestionowane: że zachowania uznawane za „naturalne” wcale nie muszą być nieuchronne. Pawiany nie zmieniły swojej biologii ani instynktów – zmieniło się środowisko społeczne, a wraz z nim reguły, które regulowały codzienne interakcje. Kultura okazała się silniejsza niż impuls do dominacji. Sapolsky wielokrotnie podkreślał, że ten przypadek jest niewygodny dla narracji usprawiedliwiających przemoc i hierarchię jako coś koniecznego. Jeśli społeczeństwo bliskich nam ewolucyjnie naczelnych potrafi funkcjonować bez agresywnego przywództwa to argument, że u ludzi „inaczej się nie da” traci swoją moc. Oczywiście nie oznacza to prostego przełożenia jednego przypadku na złożone społeczeństwa ludzkie, ale stanowi ważne ostrzeżenie przed biologicznym determinizmem.
Badania Sapolsky’ego pokazują, że władza oparta na strachu nie jest jedynym możliwym porządkiem społecznym, a normy zachowań nie muszą być narzucane przemocą, by stały się trwałe. Czasem wystarczy zmiana warunków, by ujawniła się zupełnie inna logika współżycia – spokojniejsza, zdrowsza i bardziej stabilna. To lekcja, która wykracza daleko poza sawannę i zmusza do ponownego przemyślenia tego, co naprawdę rozumiemy poprzez „ludzką naturę”.
Prawda, że cudowne "odkrycie"?
Niestety... Na drodze tej narracji stanął mózg pawiana.
Znaczy poziom jego rozwoju.
Wygląda na to, że taka ministra jedna z trzecią jeszcze nie są na tym etapie.
Aż się utopiłem w powodzi imieninowych życzeń:)
Napiszę wam, kto o nich pamiętał.
Strażnik Domowy, moja druga Mama (mama Strażnika Domowego) i Pierworodniak. Najważniejsza jest rodzina.
Pamiętał Mario.
Jego życzenia były krótkie, bo ratował akurat... Murzyna z Zimbabwe. Kurwa... w moje imieniny!
Czarnego "nie uznaję" bo to moderator. On jeszcze uważa, że warto. Rany Julek... jak ja lubię jego opisy. Przekopałem się przez jego bloga już dawno temu i... gdyby miał jeszcze tylko mój talent w pisaniu... Cha, cha, cha... To uwaga do... arbo.
Obiecałem Ci, że pocierpisz arbo trochę a to dopiero preludium.
Przepraszam, ze pisze przez małe "a" ale to bardzo dobrze znana mi głupia maniera. Rozumiem "chomik". Ale dla mnie forumowy chomik jest Chomik.
No jakoś mi na klawiaturze nie wchodzi z małej litery, choć sam się tak "pisze". To jest właśnie ta jego "miałkość".
Ja mam swój system wartości, swoje zasady i ich się trzymam, jak William Willys swojej One. Dla mnie wzór gościa, który zmierza ku śmierci ale... w jakim stylu?!
Poświeciłem fchuj czasu, by od A do N rozkminić jego NIESAMOWITĄ historię. Pozyskałem wszystkie dostępne w eterze materiały.
Tego arbo nie wie, ale to jest mój prawdziwy konik.
W 2011-tym na Kolosach za 2010 (byliśmy nominowani za Afganistan 2010) przy okazji słuchałem Aleksandra Doby. Wszyscy byli zachwyceni a jak tak jakoś nie bardzo. Jak bym słuchał... siebie.
Konsekwencja? Wgryzłem się w temat.
Tak się wgryzłem, że jak Matka Ziemia zabrała Pana Aleksandra, to poczułem stratę. Dzięki niemu pochłonął mnie żywioł, którego się boję.
Ten żywioł to morze. Morze wody.
Ale strach, to strach a ocena? Doszedłem do wniosku, że jest jedna, jedyna droga przez Atlantyk, z której korzystają "miałcy" żeglarze, która zasadniczo nie jest... wielkim problemem. Dla tych śmiałków nie jest ale na Kolosach błyśniesz.
Jeszcze dwa lata temu miałem opierdolony temat jak arbo rosyjskiej literatury dotyczącej Azji Centralnej. Pech arbo w tym względzie polega na tym, że ja miałem w domu mojej mamy rosyjski księgozbiór przekraczający 6000 pozycji. Cuda tam były, biorąc zamiłowanie mojej Mamy do kultury Orientu.
Jak arbo wspinał się na nocnik po drabinie ja już miałem zaliczoną Drogę Wojenną. Nie miałem wtedy jeszcze 10-ciu lat, kiedy za zgodą wszystkich pasażerów mogłem usiąść na miejscu konduktora, a miejsce to było po prawej od kierowcy. Do dzisiaj pamiętam te zakręty, kiedy wydawało się, że jesteśmy poza drogą! Trzymałem się kurczowo takich małych poręczy a moim ciałem miotało na lewo i prawo co chwila i... ja byłem szczęśliwy!
Cały autobus też. Bo nikt nie spodziewał się polskiej rodziny w takim otoczeniu. Czym nas nam wtedy nie częstowano. Arbuzem, winogronami, brzoskwniiami... Ja z siostrą byłem w raju.
I nagle...
Pisze do mnie na priv... arbo.
No więc słuchaj kolego.
F-cznie w stosunku do mnie w dupie byłeś a jak byłeś, to ZAWSZE po mnie.
Byłeś pod Nagna Parbat tylko, że... ja byłem tam przed Tobą.
Wiesz kiedy Ci to udowodniłem. Dobrze wiesz. Była Twoja Żona przy tym.
Wykazałeś wtedy ignorancją ale... wyjątkowo przyznałeś mi rację.
Słuchaj arbo.
Dzisiaj są moje imieniny. Twój pierwszy priv odebrałem jak... odebrałem. Dobrze wiesz, jakie jest moje stanowisko w Twojej sprawie.
Skoro próbujesz nawiązać ze mną relację to ja stawiam Ci jeden warunek.
Czysto imieninowy.
Jeżeli "odszczekasz" to, co mnie najbardziej boli, to ok.
Co mnie boli przypomnę.
Twój wywiad dla jakiejś tadżyckiej TV, kiedy to piałeś, że pioniersko przebiłeś się przez góry, by dostać się do doliny Wancz. Bohater.
Tylko... Tą drogę my z Benkiem wyczailiśmy i dojechaliśmy do przełęczy, która otwierała drogę do tej doliny.
Bajer polegał na tym, że akurat była wojna w Pamirze... Zamknięto wszystkie drogi w Pamir. A my z Benkiem zupełnie przypadkowo spotkaliśmy w Tawildarze tadżyckiego geologa i on nam ten "objazd" wskazał.
Kiedy wjeżdżaliśmy na przełęcz w ciszy i skupieniu pierwszy raz (a był to mój czwarty pobyt w regionie) zaczął padać deszcz. Deszcz przeszedł w ulewę na przełęczy. Woda zaczęła płynąć rwącym potokiem po nieutwardzonej drodze gruntowej. Po 10 minutach to była rzeka...
Mówię do Benka:
- Przeczekamy, to rzadkość taki opad.
Ale Benek był tu pierwszy raz. Jego samochód, on prowadzi...
- Elwood...
Benio... To Twoje auto, Ty prowadzisz, Ty decydujesz. Skoro nie czujesz się pewnie, spokojnie się wycofujemy.
- Elwood...
Twoja decyzja Benek jest święta. Ja ją przyjmuję z pełną pokorą. Benek... ile razy ja się wycofałem w podobnych sytuacjach, tylko ja wiem:)
To była jedna z najlepszych moich wyryp w życiu. Po tym "akcie" płynęliśmy Z Benkiem pod Pik Lenina.
Tam spotkaliśmy się z arbo i tam przekazaliśmy arbo info o tej alternatywnej drodze. Tam dostałeś kolego wszelkie wytyczne, nawet wyjechałem poza mapę, bo brakowało dosłwnie kilometra.
Wiedziałeś dzięki nam, jak objechać ten odcinek. I nie ważna jest ta tadżycka tv...
Jak się zacząłeś tym chwalić - klasyk enpede, to ja Ci zwróciłem uwagę, że kłamiesz. Szedłeś w zaparte jak ten skurwiel, obecny mój sąsiad.
Ale ja mam tę mapę ze wskazówkami, żyje Benek...
To jeszcze może bym przebolał... Ale to, co działo się na forum Brytana, to przekroczyłeś wszelkie granice uczciwości. Ja tę wymianę "poglądów" tu opublikuję. Bo skurwyństwo należy tępić.
Najgorsze jest to, na jaką kasę naciągnąłeś swojego kumpla.
Masz jedną, moją imieninową szansę.
Napisz tylko jedno zadanie:
- Popełniłem błąd.
Ok... ja nie chcę budować z Tobą żadnej relacji. Podejmujesz próby w swoim stylu. Rozsiewasz na priv informacje, które mają "budować" Twoją narrację.
I nagle ja... otrzymuję od Ciebie trzy wiadomości na priv... takie... budujące, zapraszające...
Masz indywidualnie ciekawe portofolio. Ale na moje enpede za małe.
Byłeś w Afryce?
Nie. Dotarłeś jedynie do Maroko.
Gdyby Chomik dysponował czasem Homerów, którzy objechali Afrykę w rok czasu...
Wyobraź sobie, że nie dysponował. Jesteś mega rodzinny gość. Chomik też. Zdecydował się na tę wyrypę przy dwójce małych dzieci. Musi mieć takie wsparcie, jakie Ty miałeś od żony.
I tu ostatnie Twoje skurwielstwo. Jak brakło Ci argumentów zacytowałeś moją prywatną wiadomość do Ciebie.
Ale przerobiłeś ją tak, by wyszło, że ja obrażam Twoją Żonę. Ja miałem i mam do nie zawsze szacunek. Naprawdę należy się szacunek kobietom, które trwają przy takich indywiduach jak my.
Byłem z Tobą na wyrypie w 2011-tym.
Wszyscy na forum 3po3 byli przekonani, że wyjazd takich samców jak my, to katastrofa.
I co...?
Centuś z Bochni okazał się... rozrzutnikiem kasy. Przy mnie się nauczyłeś tej wyprawowej oszczędności.
Tak się nauczyłeś, że na własny koszt (sic!) zaproponowałeś przedłużenie wyrypy. I to była super wyrypa! Jedna z lepszych, w jakiej brałem udział.
Lokuje ją w piewrszej 5-tce.
i co arbo... Zjebałeś klimat, kiedy poprosiłem Ciebie o Twoje zdjęcia z wyrypy...
Co mi odpisałeś? Pamiętasz!
Tak... po mojej odpowiedzi, przysłałeś mi zdjęcia, filmy, nawet podarowałeś Łysiaka z dedykacją. Nawet dostałem od Ciebie piękny, dedykowany osobiście dla mnie kalendarz... Niestety, potem grałeś swoje jak ten chuj sąsiad.
Ja mam swoje zasady.
Napiszesz tutaj:
- Popełniłem błąd.
Ja opublikuję ten piękny kalendarz.
Nie zrobisz tego? Nie pisz do mnie na priv więcej.
Tutaj możesz ale ja Ci już NIGDY nie odpowiem.
I jeszcze jedno. Skoro chcesz, żebym się ogolił (przestrzeliłeś miejsce) opublikuj tu swoje zdjęcia z Azring i z Paszimgar.
Byłem w obydwu miejscach i nawet z tej perspektywy wielu lat, będę wstanie je zweryfikować.
Nie będzie - Popełniłem błąd do Wigilii, kasuję ten post, bo zdecydowanie dzisiaj ponad Ciebie przedkładam drewniane tematy i dobrze mi z tym.
Dobrze, nie będę pisał na priwa.
Tadżycka TV?
Aleś wymyślił.
Jest w ogóle taka? I czy była wtedy?
Tak, masz rację, wszędzie byłeś pierwszy.
I wszystkiego Ty mnie nauczyłeś, do tej pory uczysz. Sambora też chciałeś uczyć, Kajmana, i paru innych też, hie, hie. Właśnie - pierwszą rozmowę o Azji Centralnej na kołach miałem z Kajmanem, na długo zanim Ciebie w ogóle poznałem.
Zdjęć z naszej bałkańskiej wycieczki to Ty nie chciałeś mi udostępnić, do tej pory ich nie mam. A dostawalem z różnych wyjazdów zdjęcia nawet od gości, z którymi nie miałem dobrych relacji. Więc-tak-że-tak.
Próbowałem dać Ci szansę na powrót do normalnych relacji, przyjaźni już nie, nie po tym co odwaliłeś w stosunku do mojej żony, i to PUBLICZNIE, ale normalnych relacji. Wyciągnąłem rękę na zgodę - ale nie. Elwood prima balerina.
Ale ja nie muszę mieć Cię w swoim gronie. Ty chyba musisz mnie, jak wielu innych, ale jako adoratorów. Ja kumplem mogę być, adoratorem nigdy.
Nie masz jaj, skoro się musisz publiką podpierać w prostej rozmowie na priw. Potrzebujesz kolegów, boisz się iść na solo. No to masz teraz dookoła adoratorów, pardon: kolegów, ja zostanę sam - i nie przeszkadza mi to.
Odpadłeś.
Nie masz nawet odrobiny przyzwoitości, żeby się ogolić, migasz się. A Pashimigar z pewnością se wygulowałem, tak.
Żenujący jesteś.
Nie chce mi się więcej z Tobą gadać, damski bokserze.
El Czariusz
20.12.2025, 01:12
Uff.
Nie muszę czekać do Wigilii:)
02.04.2025.
Ten sąsiad, który chciał wydymać Wspólnotę, mówił dokładnie to samo, co arbo. Toczka w toczkę - taki sam nikczemny typ.
Tam nikczemny od razu... Zwykły sk...
Cieszę się, że opuszczasz ten wątek:)
Piękny prezent na moje imieniny. Taki rzut gównem na taśmę. Nie mogłem się doczekać!
El Czariusz
20.12.2025, 09:53
Zdjęcia...
Nikt mnie NIGDY o zdjęcia nie prosił.
Powód banalny. Nie robię zdjęć ładnych. Czasami trafi się ślepemu ziarno.
Za to kiedyś bardzo często proszono mnie o info wszelakie.
Udzielałem pełne albo czasami oferowałem pomoc jak onegdaj Emkowi, co w sumie bardzo mi się opłaciło, bo Emkowi udało się zgrać z mojej starej 60-tki szlak, który przejechałem w 2008.
Przez blisko 17 lat byłem tylko hipotetycznie pewien, że zawitałem na przełęcz Bedel. Po odczytaniu zapisu, stało się to faktem.
Jedna zapomnianych, historycznych nitek jedwabnego szlaku.
Ta opisywana przeze mnie związana z tym szlakiem historia na całe lata podzieliła środowisko. Finałem tej historii jest słynny sen.
Sen dopisał niesamowity jej koniec.
Kończąc temat zdjęć wraz z dyskiem poszedł w niebyt archiwalny zapis mażenady:)
Po dwóch przeprowadzkach zdjęcia i filmy zapisane na nigdy nieodczytanych płytach też gdzieś gniją powoli we własnym mroku.
Ostał się jeno ten kalendarz. Nie chcę się "zgubić". Ostał na dysku kompa.
Tak dumając nad sprinterskim charakterem wyprawy Chomika zupełnie się jemu nie dziwię.
Tak ja zawsze traktowałem Rosję czy Kazachstan. Zwłaszcza ten ostatni.
Rosję naogladałem się stacjonarnie jeszcze za komuny.
Za komuny zaliczyłem transsyberyjska kolej i to też niezła historia sama w sobie. Najgorzej wrażenie Rosja zrobiła na mnie tuż po rozpadzie ZSRR.
Im dalej na wschód tym większy dramat.
Kiedyś jedynym dostępnym zapisem drogi w Rosji był ich i atlas samochodowy. Mam jego dwie wersje papierowe. Komunistyczna i poradziecką.
Mniejsze miasteczka miały obwodnicę, większe musiałes przejechać i to było wyzwanie samo w sobie albowiem globus radziecki nie inwestował w tablice informacyjne.
Mając na kolanach atlas jechałeś na słońce (najlepiej) wcześniej określając świata strony. Zasadniczo głównym kierunkiem dla takich jak my była od wschód/zachód.
Trza było mieć trochę szczęścia by od razu trafić w drogę wyjazdową. Przejedź tak kilkumilionową, rosyjską metropolię...
Pamiętam, że w 2007 z Omska wyprowadził mnie taksówkarz.
Niestety (lub stety) trza do roboty.
Kupa zrobiona, można startować.
El, Arbo zreflektował się i zaczął pisać na PW, a Ty mu to wyciągasz publicznie?!??
No ręce opadają, coś chyba jakby podobny poziom prezentujecie :/
Wesołych Świąt, bawcie się dalej w tej Waszej piaskownicy, radości dla wszystkich
L.
El Czariusz
20.12.2025, 20:08
Nic mu nie wyciągam. To, że piszę do mnie na pri v a ja nie mam na to ochoty? Zajebista tajemnica korespondencji.
Zwariowałeś?
To, co napisałem w tym momencie było warunkiem a'priori jakiejkolwiek dalszej "konwersacji". Napisałem tylko, że to jego taktyka. Wypisywanie na priv, by tworzyć swoją narrację jak pijawka. Ciekawe ilu ludzi tu piszącychcych dostało od niego pocztę. Przecież to on upublicznił treść nie ja!
Wiedziałem, że warunku nie spełni i mam znowu święty spokój. Wiem, dlaczego przypierdala się do Chomika i tyle, to zupełnie co innego. Nie wciągnie mnie w swój pierdoloing . Prawie mu się udalo.Zdemaskował się tu wcześniej. Jeżeli ktoś tu nie ma jak, to on.
Mnie każdy odbierał od razu a tu taki nurek.
Heniek wpadł szybciej niż ja.
El Czariusz
20.12.2025, 20:31
Kurde mol... Aż musiałem to jeszcze raz przeczytać. To, co pisał na priv dotyczyło zupełnie czego innego. Kompletnie innego. Dla niego to miało znaczenie, dla mnie żadnego.
Intencja była ważna.
Cokolwiek sobie wyobrażał dostał zadanie. Podbić kartę.
Nie podbił.
Z łaski jaśnie pana nie zamierzałem korzystać. Łaskę sam wyjawił. Taki łaskawy pan.
Szkoda się odzywać... obaj cię pisemnie...
I... byli za tobą co nie dawno wieszali psy na tobie :D
Zdrówka to nic złośliwego :)
El Czariusz
21.12.2025, 09:09
Postarałeś się Melonie jak...
Nie zauważyłeś ale ja przyjąłem krytykę, dałem temu wyraz nawet w wątku Chomika.
Wchodzi do mojego wątku gość, którego nie znam ale on mnie zna. Ukrywa się pod pseudonimem dlatego go "nie znam".
Nie ważne, co pisze o mnie ale zaczyna sypać literaturą jak ten, którego znam.
Szacunek - podaję autora tej listy. W tym momencie ja nie wiem, że arbo to autor.
Ale Heniek łapie.
W tym momencie zaczyna się prywatna korespondencja, której treści nie ujawniam a na forum pojawia się hasło: to taka "nasza gra".
Po pierwsze żadna nasza, po drugie nie dotyczyła formalnie odbudowania jakiś relacji, tylko zupełnie czego innego. To coś inne, to stary zabieg arbo, który ja znam.
Najłatwiej dyskretydować drugą/trzecią osobę podając na priwa info, wymagającego poważnego zastanowienia i weryfikacji. Tego dotyczyła "korspondencja".
Grać na twojej nucie, którą znasz, rzucić w eter hasło, którego nie możesz od razu zweryfikować, bo dotyczy zdarzeń... przyszłych.
W moim wątku pisze: nasza gra. Żadnej gry mojej nie było, zdarzenia przyszłe nie były mi znane.
Ale dobrze znana mi była ta strategia.
Intencja sugerowana: odbudowa relacji? Pomyliłem się.
Tak się relacji nie odbudowuje.
Ja w ogóle nie nawiązuje do treści, którymi się "dzielił" arbo.
Więc przecinam tę jego grę i podaję warunki Królestwa El`a. Ucinam grę stawiając warunki a`priori. Nie dotyczą treści prywatnych informacji, które - dosłownie olewam. Zbywam insynuacje jednym krótkim zdaniem.
Żeby odbudować zjebane przez siebie (czyli arbo) relacje przyznajesz się do błędu. Wytkniętego najpierw po koleżeńsku (dużo wcześniej)..
I to była moja propozycja ad hoc. Bez dyskusji, wracamy do korzeni.
Nie.
Chcesz odbudować relacje przyznaj się, ze kłamałeś. Kłamałeś zaspakajając własnego enpede.
Enpede ma kilka plusów. Masz rację Melon. Ja zdecydowanie lepiej wyrażam "złote moje myśli" pisząc niż mówiąc. Od tej strony wszyscy, co mnie dobrze znają, to mnie... znają. Niestety, bywam bezkompromisowy (bardziej w mowie) i nad tym pracuję.
W dupie mam terapie arbo, bo też znam ten zabieg.
W tym arbo jest naprawdę dobry. Artek zarzucił mi manipulacje. Wszyscy w jakiś sposób manipulują a mistrzem manipulacji jest arbo.
Artek nie chce mieć ze mną relacji i ja z nim też. To jest bardzo dobra forma terapii. Ja do niego nic nie mam. Po prostu przestałem go lubić. Wszystko.
Nie dzwonię do niego, nie wypisuję do niego na priw o tym, sramtym, tamtym czy owamtmym czekając na jego odpowiedź. Nie zastawiam pułapki pijawki.
Pijawka sugeruje (jak widać) że ujawniam prywatne wiadomości. Nie. Ja ujawniłem jedynie, że pijawka koresponduje ze mną, by osiągnąć SWÓJ cel. Nie nasz, tylko SWÓJ.
Relacje zjebał kłamiąc. O tej "tadżyckiej" tv pisał przecież w swojej relacji z Azji 2012. Spotkał panią redaktor w Duszanbe i podał jej info, że pioniersko znalazł drogę/objazd do doliny Wancz...
- Trochę przesadziłeś. Wypada chyba podać prawdziwych "pionierów".
Teraz ujawniam naszą "korespondencję" starą!. Cisza.
Wcześniej była akcja z tymi zdjęciami. Na moja prośbę, by mi udostępnił materiał, który kręciliśmy RAZEM. Tak moi drodzy i tani. Kręciliśmy RAZEM.
Bo zdarzało się, że to ja stałem za kamerą, kiedy warto było ująć scenę z autem w jakimś fantastycznym eterze. No i zdjęcia przy okazji, bo chcę napisać... mażenadę.
- Sory Elwood ale to jest autorski materiał (moje kręcenia?) itd.
Ja doceniałem jego materiał. Fajnie mi opowiadał jak tworzy kadry, kompozycje itd. To naprawdę piękny kawałek wiedzy. Ja to naprawdę doceniałem, tym bardziej, że materiał cyfrowy dublował analogowym.
I właśnie te zdolności arbo zdecydowały, że spróbowałem liznąć ten temat.
Ale nie tym teraz.
Zatem odpisuję krótko koledze arbo. Zawsze była taka niepisana tradycja, że materiał tworzony na danej wyrypie jest materiałem wspólnym.
Wyobraźcie sobie sytuację, że ja nie mam zdjęć z wyrypy Grąbczewskiego...
Mógłbym tylko pisać. Pisałem, wklejałem zdjęcia. Zdjęcia nie moje. Ja nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Tuż przed wyrypą (kilka dni) zaginął mi sony rx 100... Chciałem wziąć analoga ale akurat nie miałem filmów do niego.
Poza tym walczyliśmy w pośpiechu itp., itd.
Wyraziłem arbo to ze smutkiem i że tym głupim ruchem niweczy wspaniałą atmosferę, którą udało się stworzyć na mażenadzie...
Chłop się reflektuje. Myśli, zrobię mu niespodziankę. I f-cznie któregoś dnia dociera do mnie przesyłka. Zdjęcia i filmy. Nigdy ich nie otwieram. Wtedy akurat dlatego, bo ja też już tworzyłem niespodziankę.
Tak "napiszę to" z akcentem enepde... Powstał jeden z najlepszych opisów moich wypraw. Tak cudownie sarkastyczny, który miał oddawać hołd... arbo.
Np. doceniając jego tworzenie obrazów. Większość moich zdjęć zamieszczonych w realcji, to były zdjęcia jak arbo... robił zdjęcia. Wchodziłem mu "na plecy" i tworzyłem kadr jak arbo tworzył kadr.
Wyszło wyśmienicie.
Ponieważ cały światek "podróżniczy" 3po3 twierdził, że się pozabijamy a nie wrócimy szczęśliwi, stworzyłem mityczną narrację, że jestem całkowicie podporządkowany apodyktycznemu charakterowi. Prawda jest taka, ze zrobiłem wszystko, by to była jego wycieczka.
Drugiego dnia ustaliłem (ja kurwa) hierarchię. Ja robię (i kupuję ze wspólnej kasy produkty) posiłki a arbo jest... kierownikiem pozostałych czynności. On wybiera trasę, kieruje, wybiera miejscówki na nocleg itd. Role były grane przednio.
Relację opublikowałem na zdychającym, dużym forum outdoorowym.
Były tam grupowe wątki, które cieszyły się sporą liczbą odsłon. Mój w ciągu roku przebił wszystkie. Dwa największe nie miały takiej liczby odsłon jak mój. Przekroczył pół miliona w ciągu jednego roku.
Odsłony mnie nie interesują. ZAWSZE podkreślałem, ze przede wszystkim piszę dla siebie. Po prostu sprawia mi to przyjemność. Mózg świetnie pracuje, palce współpracują z mózgiem doskonale. Gorzej z mową.
Moja terapia obecna, to milczeć. zaprawdę nie chcę być Magdaleną Marią Żukowską;)
To relacją spłaciłem "dług". Tym pół milionem odsłon mogłem podziękować arbo za wycieczkę.
Być może nic by się nie wydarzyło ale... się wydarzyło. Relacja z Azji 2012.
Wic w tym, że chłop jechał za nami ze swoją ekipą. Mieliśmy kilka dni wyprzedzenia. Dostawał od nas info na bieżąco jak jest a było bardzo nieciekawie. Pamir został zamknięty. Spotkaliśmy się pod Pikiem Lenina.
Tamże arbo dostał dokładny opis objazdu. Gruntową, roboczą drogą prowadzącą ostatecznie do doliny Wancz. Do dziś mam mapę, do której dorysowalismy z Benkiem arbo zjazd na tę drogę, bo nie był ujęty na mapie.
Koniec kropka.
W sensie koniec tadżyckiej tv, której (jak pisał na foumie) udzielał wywiadu i wszyscy byli w szoku. Nie chodzi o tadżycką tv tylko o to co w niej mówił.
Jestem wstanie sprawdzić ten fakt, bo mam kontakt z dwoma członkami jego wyrypy.
To była ciekawa relacja, zwłaszcza zdjęcia. Bo te arbo robić potrafi. Arbo już miał plan. Będzie drugim Samborem. Zrobił sobie marketing odpowiedni i z travelbitu pozyskał klientów na kolejny wyjazd. Miał pecha (f-cznie) bo zabrał dwie panie, którym akurat taki styl nie odpowiadał. Styl jazdy. Nieważne.
Arbo poprosił mnie o pomoc. Byłem opiniotwórczy. napisałem na travelbicie uczciwie, że znam ten styl jazdy i że jest styl idealny dla minimalistów, ludzi chcących przeżyć prawdziwszą przygodę.
Zdegustowane panie podały kwotę, w sensie ile musiały wybulić i kurwa zdzifko mnie złapało ale nie zazdrość:)
- Chłopie... za tę kasę mogłeś się trochę bardziej nad paniami pochylić.
Ale do kasy zarzutu nie było. Absolutnie. W końcu był to wyjazd komercyjny.
Ziściło się tylko znane prawidło... Płacę i wymagam. Tu arbo poległ. Współczułem mu, bo znam te zjawisko.
Ale to wszystko nic.
Finał był po Grąbczewskim.
Okazało się, że to sponsorska wycieczka a nasze pojazdy oklejone reklamami. To pisał na forum brytana. Pisał jeszcze więcej bzdur. Co mysmy reklamowali?
Ja na golfie m.in. dupę... Pastora. Okleiłem golfa zdjęciami, które uważałem za "fajne". Ten golf był ze mną dwa razy na Bałkanach wcześniej, na Białorusi i cały byl... popisany niezmywalnym flamastrem. Napisy i tak schodziły ale mnożyły się nowe.
Pierwszy wpis powstał na nim od Zarodka w 2015-tym. Jechałem wtedy do Iranu przez Gruzję. W Tbilisi byłem umówiony z Golkiem. Gościem (super koleś), który był pasażerem Azji 2012:)
W Sumach na granicy z Rosją hulał wiatr. Ruch zerowy. Miałem ze sobą całą elektronikę i aparaty foto Golka (laureat Kolosów w fotografii, wydaje mi się, ze robi lepsze zdjęcia niż arbo), laptopy Golka itd. Sprzęt za kilkanaście tysi.
Jednym zdaniem - jestem skamuflowanym dziennikarzem. W paszporcie poza aktualną, jeszcze dwie irańskie wizy, afgańska... dawać go na "dołek"!
Blisko 3h przesłuchań... Ale nie po to jestem specjalną odmianą enpede z wybujałą... wyobraźnią a nie zwykłym enepede jak arbo. Z przesłuchującym mnie obejrzeliśmy filmy i zdjęcia Golka (z-ca komendanta robił oczy jak chuj) i przede wszystkim moje z tuby. Po nich autentyczne niedowierzanie...
Ok. Jestem... odprawiony.
Został golf 2.
Aaaa, dodam jeszcze jadąc przez PL jak na moście siekierkowskim spotkaliśmy się z Tomkiem Domkiem (gigant a`la Czarny EZG).
Może on dopisze, co tam "przeżyliśmy". gdyby nie Tomek (świadek zdarzenia) znowu by ktoś napisał, że "ElWOODA".
Golf zarejestrowany na syna albo... babcię. Miał być autem studenta o niskich kosztach eksploatacji, został... babci.
Otóż w VIN był błąd (na upoważnieniu). trudny do wyłapania. Dlatego nie wyłapały go służby ukraińskie rok wcześniej np. jak jechaliśmy ze Strażnikiem Domowym nim do Lwowa, czy choćby teraz. Znaczy się przecież dojechałem do Sum, prawda?
...
Niestety muszę jechać do... roboty.
Ale wrócę i rozliczę temat od A do N.
Tak Melonie... Od A do N. kurwa. Gówno wiesz ale musiałeś się odezwać.
heniekstar
21.12.2025, 10:11
Tak tylko wtrącę ,że heniek jarnął się już przy pierwszych wpisach jakie popełnił mazeniak w nowym wcieleniu..Czekał tylko kiedy nastąpi zwarcie obwodów. Ale to nieistotne.. Jeśli myślisz, że na trzy po trzy uwierzyli w hołd bez drugiego dna, to muszę zmartwić.:)
El Czariusz
21.12.2025, 13:31
Dobre:)
Ale to prawda, wchodziłem arbo w dupę jak mogłem, bo chłop potrzebował wsparcia
Siedzę sam na hali, która ma łącznie kilkanaście tysięcy m2.
Nikt mi dupy nie zawraca. Jest super.
Chwilowy odpoczynek.
Zawsze się ze mnie śmiano, że zabieram na wyrypy krzesełko.
Właśnie, zapomniałem chyba dodać: biały w klapkach, z gitarą i krzesełkiem.
Ale jakby ktoś kurwa znalazł mimo wszystko takiego pierwowzora czy choćby dublera, to dorzucam jeszcze torbę plażową sponsorowaną przez Warkę.
Można zatem dopisać, że był sponsor kurwa jednak.
Torba była zdolna pomieścić 12 puszek piwa.
Piwa nietu.
Edycja.
Wieczorem albo jutro rano dopiszę finał arboretrycznej historii.
Tymczasem:
NwMRYOONsOA
Niech się toczy ognista kula. Upubliczniam ostatnią moją wiadomość prywatną!
Uwaga.
Oto ona.
"Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, z bliska nie widzę.
A z daleka?
- Z Bochni."
Rywalizowała z babą, co przyszła cała obsrana.
Lekarz się pyta:
- Co pani jest?
Przekupa.
Ważny tu akurat przedrostek (?) - "prze".
Arbo wie, gdzie jest powszechnie używany.
Np. jako przykład: ale przechuj z Ciebie arbo. Niekoniecznie w kontekście: no przedobry jesteś. Przechuj, to gość
Wyższa marketowe półka. Niby też chujowy towar ale prze.
El Czariusz
21.12.2025, 15:34
Godzina przerwy technologicznej.
Roboty jeszcze jest w cholerę ale ja wybrałem leżak.
Zastawiłem pułapkę i czekam.
Wczasiemiędzy rozciągam gruszkowate.
Zadzwoniłem w pierwszym czasiemiędzy do dwóch kolegów, którzy tu zaglądają i żaden nie odebrał a ja chciałem tylko życzenia świąteczne złożyć.
Nie składam życzeń smsami ale w tej sytuacji wyjątkowo sobie na to pozwoliłem. Pierwszy jest w robocie na bank, drugi był w... kościele zapewne, bo tak pora była:)
Taki to żywot człowieka niepoczciwego.
Zapewniam, że historia (dokończona) będzie ciekawa
Wzniosę się na wyżyny. Na wyższy poziom marketowy. Wejdę do galerii z futrami lub złotem.
Jak kiedyś wychodząc z kina z Marysią, wtedy czteroletni brzdąc zapędził mnie do... jubilera. Ten mój śliczny aniołek już wtedy zaskakiwał zasobem słów i ich wyrafinowanym przekazem. Wyraziła taki zachwyt nad biżuterią, że panie z obsługi wyrwało z obcasów.
Zobaczymy się na Wigilię. Przejdę się z Kacprem postrzelać z procy i do pytam o podróżnicze plany. To moja replika. Będę nastawiony na odbiór.
Zresztą diabli tylko wiedzą jak będzie, bo to Wigilia. Dzień, w którym Mikołaj przynosi prezenty.
Dwa razy przechytrzyłem szkraby ale w tym roku "tego" Mikołaja nie będzie, no chyba, że...
El Czariusz
21.12.2025, 16:01
Jeszcze 25 minut leżakowania. Potem kolejne 4h zabawy z żywicą i do domu.
Akurat dosłucham:
wQ7yiB0PTS8
Tęcza.
Nie znam genezy nazwy ale im starszy jestem tym bardziej doceniam Blekmura. Perfekcjonista. Konserwatywny muzycznie dlatego Purple (purpura, potem tęcza...) się rozeszli. Gilan miał inną koncepcję ale nie przekonał lidera.
Kto na tym wygrał?
Dio. Miał się gdzie wokalizować. Robił świetną robotę.
Zresztą diabli tylko wiedzą jak będzie, bo to Wigilia. Dzień, w którym Mikołaj przynosi prezenty.
Dwa razy przechytrzyłem szkraby ale w tym roku "tego" Mikołaja nie będzie, no chyba, że...
Od paru lat w Wigilię, udaje mi się zabrać moje na spacer i szukanie Mikołaja, zawsze, słychać go gdzieś na niebie, nawet raz dzwonki były, światła na niebie, potem ląduje na kominie, aby następnie zostawić ślady butów z mąki przy choince, oknie etc. Ciekawe, czy uda mu się także w tym roku, bo wymagania uwierzytelniające rosną...
El Czariusz
22.12.2025, 09:32
Fajny myk.
Babcia, a gdzie jest dziadek?
- Dziadka sąsiad poprosił na chwilę do siebie, bo ma awarię w domu. Dziadek zaraz przyjdzie. Ale... chyba widziałam Mikołaja! Coś zaszurało na podwórku!
Dzieci lecą do okna. Marysia zaraz skończy 5 lat, Kacper ma cztery (trzy lata temu).
Nagle ktoś stuka do drzwi. Bum, bum, bum. Marysia chowa się pod stołem w jadalni, Kacper zwiewa do mamy na kolana. W drzwiach staje wielki, rubaszny Mikołaj, z wielkim workiem na plecach.
Mikołaj nie wleciał przez komin ale dostał się przez piwnicę. Tam na niego czekał wór, służbowy strój wypożyczony ze szkoły, cały piękny komplet od pompona, po buty, z wielkimi mikołajowymi łapawicami.
Wcześniej była próba generalna. Wszystkie detale dopięte. W końcu pierwszy raz w życiu miałem być Mikołajem.
Brakowało tylko jednego detalu ale ten leżał w znacznej liczbie w wiklinowym koszyku. Dzięki temu detalowi policzki Mikołaja nabrały szczególnego wyrazu a głos automatycznie przeszedł w tony niskie.
Rok później dubel. Dzieci z wypiekami na twarzy czekały na Mikołaja! Marysia już nie chowała się pod stół. Kacper pod krawatem od razu ruszył za workiem. Marysia trochę zdegustowana zachowaniem Kacpra nie... wytrzymała i... też się rwała do prezentów!
Ca za cwane drapichrusty! Ten Mikołaj sprzed roku okazał się sympatycznym, bardzo starym dziadkiem, to dlaczego ten ma być inny?
Rok temu przyszedł na świat "nasz" Mikołaj.
Mamy więc własnego.
Kurde molek... Cieszę się z wszystkich Mikołajów. Wszystkie były i są udane.
Ja nie oczekuję prezentów. Wnuki są najlepszym, co mogło mnie spotkać.
Trójka "szatanów".
Na razie to dziadek Darek jest ich ME. Kto wejdzie pierwszy na dziadka ten wygrywa... lepszą pozycję. Walczą o nią zaciekle, śmiejąc się i kpiąc z tego, co się akurat mniej postarał.
Marysia to duża dziewczynka. Przerasta wszystkie dzieci w swojej klasie. Jak jej tata swego czasu. Tylko ich nie tłucze:)
Doprowadza do płaczu kolegów na macie. Walczy w judo ze starszymi rocznikami o rok, dwa lata starszymi. Dlatego nie zawsze wygrywa zawody ale rozumie już dlaczego.
Dziadek zawsze wtedy powtarza ale miał farta ten, co z tobą wygrał w finale. Chłopak większy o głowę od Marysi.
- Ale on był taki duży dziadek!
Następnym razem takiego delikwenta złapiemy za nogi! Znajdziemy sposób.
Jednak najlepiej poza matą reaguje tata. Każda wygrana Marysi to ME i Lhotse w ciągu 24h.
Fajna ta rodzinka z mamą włącznie. Ona patrzy z lekkim dystansem na to wszystko i się tylko uśmiecha lub wzdycha.
Dla mnie niesamowity zastrzyk energii i postęp w procesie resocjalizacji. Małymi kroczkami zmieniam się. To jest moja terapia.
W maju dokonałem głębokiego resetu. Zrozumiałem, że jestem... nikim. Dotarło do mnie w końcu. Ciężkie przeżycie ale już za mną...
...Wysoki Sądzie nie będę się golił sześć razy czego żąda ode mnie pozwany.
Nie będę, bo 2+2 = 4 a nie cztery przecinek jeden.
Domniemam Wysoki Sądzie, że arbo nie był w Paszimgar. Nie był, bo w Paszimgar nie ma takiej zabudowy.
Do Paszimgar z Azring, gdzie zostało zrobione zdjęcie jest jeszcze kawałek drogi.iętego zbocza.
Wysoki Sąd:
- Odraczam sprawę celem przesłuchania ostatniego świadka. Term
P.S.
Chomiku, mam dla Ciebie prezent pod choinkę. Nie wiem, czy znajdę obrazki ale historia może być Ci znana. tak czy owak Ci ja przypomnę. Była fajna a nawet bardzo. Niestety drugi świadek tej historii hula już tam... gdzieś wysoko...
P.S.`
Jadę po choinki i do... pracy.
Edycja.
Kto zdążył wyczytać wyedytowane treści, to jego.
Faktyczna rozprawa 10.04.
Zakończy I etap i chyba moją obecność tutaj.
El Czariusz
22.12.2025, 22:39
Choinka stoi przybrana.
W kuchni zakwas buraczany dochodzi w lodówce. Ostatni w tym roku ale to otwarcie sezonu. Makowce już zrobione. Śledziki w różnej postaci gotowe, to rodzinna specjalność zakładu. Nie ukisiłem jeno kapusty. Kiszenie buraków i kapusty to moje pole.
Buraki przywiozłem ze wsi. To inny smak. Sadzone "dla siebie". Marchew niestety już wyszła a jej dodatek do kiszonych buraków to mój sekret.
Wiem ile potrzeba by wyszedł taki jaki ma wyjść. Obecny będzie bez dodatku tejże. Drugim sekretem jest kardamon. Na finał po zalaniu góra popruszona jeszcze świeżo.ielonym pieprzem i dwie szczypty cynamonu. Cynamon to wróg pleśni.
Dla mnie cloud to makowce. Tu nie zostawiam jeńców. Z trzech, dwa są tylko dla mnie. Wyszły perfekcyjnie. Makowiec, jak sama nazwa wskazuje składa się z maku. Ciasta drożdżowego ma być tyle by mak otrzymać i tylko tyle.
Tak Wysoki Sądzie. Makowiec składa się z maku. Tyle go, co nagiej kobiety otulonej firaną.Firanka to forma plus bakalie.
El Czariusz
23.12.2025, 07:56
Wysoki Sądzie,
pozwany peva dla mnie tak:
0MA7cX68mcY
To jest naprawdę Wielka GRA.
Prosper arbo Witkiewicz to prawdziwy wilk stepowy. Sam kopie rowy, w których potem sypia. I kiedyś do takiego rowu wpada...
Cdn.
El Czariusz
23.12.2025, 09:24
...on.
u-rcLhgKU18
Spadam do roboty.
P.S.
Jak tak sobie dreptam samotnie w eterze o polu podstawy kilkunastu tysięcy metrów wtedy tworzę:
https://africatwin.com.pl/showpost.php?p=601886&postcount=29
Śpiący w rowie wilk stepowy tego nie potrafi.
:popcorn: lubię, jak napalm o poranku...
El Czariusz
24.12.2025, 07:59
Słowo na Wigilę
Nie moje.
Pani Liliany.
Już Święta? Przecież dopiero były Zaduszki. Czas galopuje, jak nigdy wcześniej, bo my się starzejemy, a świat młodnieje i za chwilę osiągnie wiek przedszkolny.
Dziadek mnie ostrzegał, że im człowiek starszy, tym szybciej czas mu umyka ale mu nie wierzyłam. Wakacje pełzły w ślimaczym tempie, jakby nigdy miały się nie skończyć. I miałoby się to zmienić? A jednak! Dziś dni mi mijają, jak mgnienie oka.
Nauka zabrała się za wyjaśnianie przyczyny różnic w odczuwaniu upływu czasu przez ludzi młodych i niemłodych. Nasze mózgi z wiekiem wpadają w rutynę. Neurony nie muszą tak intensywnie harować jak u dzieci, dla których wszystko jest nowe i musi być dopiero rozpoznane, zarejestrowane, odczute. Im człowiek młodszy, tym więcej jego mózg ma âna głowieâ, na co potrzebuje masę czasu. Dlatego dziecku tygodnie wydają się epokowo długie.
A kogo to wyjaśnienie nie przekonuje, ten ma inne: dla pięciolatka jeden rok to jedna piąta życia, dla sześćdziesięciolatka rok stanowi zaledwie jedną sześćdziesiątą.
A że świat młodnieje? Nie młodnieje nasza cywilizacja. Europa robi się stara, lękliwa, opieszała i komplikująca wszystko tysiącami zakazów i nakazów. W zderzeniu z tym procesem nowe technologie wymuszają pęd, impet, ekspresowe reakcje i natychmiastowe działania. Na nic się zdają próby buntu. Żeby skutecznie funkcjonować w tym świecie poddajemy się jego szalonemu rytmowi.
O tym co wydarzyło się na drugim końcu świata dowiadujemy się w czasie rzeczywistym, co w zasadzie uniemożliwia rzeczową analizę, jesteśmy więc zasypywani emocjami. Nawet fakty polityczne podawane są jako budzące lęk, złość, wrogość, czasem zadowolenie lub prostą satysfakcję.
Czyż nie w podobny sposób odczuwają świat dzieci, których jeszcze nie nauczono bardziej skomplikowanych ciągów logicznych? Dzieci bazują na prostych emocjach zanim nauczą się racjonalności, lecz to jest tylko etap procesu rozwojowego. Ludzi dorosłych âmłodniejącyâ świat odmóżdża i wystawia na pastwę chaotycznych impulsów.
Święta idą nam na pomoc. Są elementem stałym, stabilizującym i towarzyszy im zespół rytuałów, które jak kręgosłup, podtrzymują konstrukcję całości. Dlatego nie chcę ogołocenia Świąt z kolęd, wigilijnych zwyczajów, czy Pasterki. Niektórzy uważają, że to wszystko być nie musi: że kolędy proponują przestarzałe wzorce zachowań, a Wigilia jest tylko kolacją podczas której jemy potrawy, które niekoniecznie nam smakują i spotykamy się z osobami, które nie zawsze są nam miłe. Moim zdaniem takie argumenty są po prostu niepoważne wobec wagi tego, co Święta nam dają.
A dają nam zatrzymanie czasu. Dla ludzi umiarkowanie religijnych nieuchronna powtarzalność Świąt przywołuje ważne chwile i ważnych dla nas kiedyś ludzi: jakby w ten wieczór kręcili się obok, przy stole. Nie chodzi o wspominki ani wrażenie powrotu do dzieciństwa. Chodzi o poczucie łączności z przeszłością i z przyszłością. O odczucie ciągłości, o to że nasze życie jest wpisane we wspólny los.
Chyba o tym myślał Ahad Ha-Amow, kiedy twierdził, że ânie Żydzi przechowali szabat, tylko szabat przechował Żydów.â
Natomiast dla ludzi o wyższej temperaturze wrażliwości religijnej wspomnienie narodzin Boga jako Człowieka relatywizuje czas, bo otwiera na perspektywę wieczności.
Siła Świąt Bożego Narodzenia jest tak potężna, że nawet zza kolorowych paciorków potrafią się ujawnić istotne emocje i intuicje.
Edycja.
A teraz moja przypowieść wigilijna.
Byłem dwa razy w Afganistanie. Akurat w tym bezpiecznym, na pewno relatywnie bezpiecznym.
W 2008-ym nie widziałem tam tabunów ale nie rozglądałem się. "Zwiedzając" w strachu Eszkaszem, najpierw na targu zostałem otoczony przez tłum ludzi. Tabun panie arbo, to mało powiedziane. Tabun to jak... nic nie powiedzieć. Setki ludzi jak na jakiejś egzekucji.
Potem drogę zamknął mi żołnierz wymachujący kałachem. Bardzo przekonująco. Bardzo.
Tak bardzo, że szukając drogi wyjazdowej wjeżdżam w zabudowania i...
...brakuje tego kultowego (dla mnie zdjęcia). Siedzi (zdjęcie) zamknięte w eterze uszkodzonego dysku.
Na drodze staje mi nie jeden gość z kałachem ale tabun Talibów. Dokładnie czterech. Czterech, to już w sumie więcej niż tabun. Teraz, to już koniec... myślę.
Dwa lata później spacerowałem główną ulicą Eszkaszem jak gość. Ręce w kieszeni, czarna ramoneska Izi Rider...
Izi. Zwany przeze mnie pieszczotliwie Izydorem.
On wiedział, że ja byłem tu w AFG pierwszy. Śmieliśmy się razem z tego mojego "pionierstwa". On umiał się śmiać lepiej:)
Kiedy pierwszy zlazłem z gór (AFG 2010) od Nasrallacha dostałem karteczkę.
- To dla ciebie od bolanda.
Tak mniej więcej brzmiały słowa Nasrallacha symultanicznie tłumaczone w owczym pędzie.
Rozwijam tę karteczkę złożoną na cztery. Na karteczce znany emotikon [ : ) ] i napis.
"BYŁEM TU PRZED TOBĄ".
Izi zrobił mi dzień:)
Schodzisz z czarnej dupy, żyjesz, jesteś już w cywilizacji i takie przywitanie po polsku. Wtedy się śmiałem do siebie. Ty łotrze!:)
...Żyjesz...
Dzień później na posterunku w Sarhad melduje się para z Brytanii. Ruda Angielka i... Zygmunt. Polak jak się okazuje. Mieszkający na stałe w Londynie. Mówił ładnym angielskim ale jakoś tak myślę... i zagajam w ojczystym:
- Jesteś Polakiem?
Zaraz potem niedźwiedź itd. Fajna niespodzianka. Jeszcze długo po "afganie" utrzymywaliśmy kontakt, do póki mi się nie wysypała poczta.
Ruda nie wytrzymała psychicznie tego szlaku jak się okazało ale nie o tym.
Tak pogadaliśmy trochę i Zyga "strzela"...
- Słyszałeś o Polaku, który tu zginął na motorze...?
We mnie strzela piorun... Tylko nie ON, tylko nie ON! Znasz personalia?
- Czekaj słyszałem...
Robert...?
- Tak Robert...
KONIEC.
Żegnamy się z Zygmuntem. Idzie do Doliny Małego Pamiru z Rudą, przewodnikami... Ja zostaję sam.
Dużo się działo później.
Ale była granica na koniec. Na tadżyckim posterunku służbę pełni z-ca komendanta. Dobrze mnie pamięta jeszcze z 2008. Ściskami się serdecznie, jak starzy znajomi. Żadnej odprawy. "Tych państwa nie obsługujemy" można by powiedzieć. To nasi.
Biorę komendanta na bok. -
Słuchaj brat... Komendant (znaczy z-ca) wie o co chodzi. W ciszy i skupieniu prosi bym sobie usiadł w kąciku.
Dostaję książki odpraw, siadam w tym kącie i szukam. Nie ma tego dużo, w sensie jakiś europejskich nazwisk. Żadnych tabunów...
Znajduję...
Dzień wcześniej wjechaliśmy jeszcze w AFG w zasięg telefonii komórkowej. Czytam sms od Pastora. To są Przyjaciele. Wiem ile dla siebie znaczyli. Pastor w tych nerwach podaje mi nie tą lokalizację. Poza tym sms "czekał" na mnie... Nie ważne. Tu wszyscy wiedzą: gdzie. Dostaję właściwą lokalizację.
Zanim będziemy "świętować" wjazd do cywilizacji, jedziemy tam całą ekipą. Wiem dokładnie gdzie to... ale w tych emocjach przejeżdżam to miejsce.
Zatrzymuję elwooda i pytam jakiegoś starca. Z nim zawracamy. On nam pokaże...
Wszyscy siedzą na murku i czekają w skupieniu. Na murku od strony południowej (afgańskiej) jeszcze ślady krwi... Starzec prowadzi mnie do zagrody, gdzie stoi afryka Iziego. Kapeć na przednim kole... Rozmawiam z właścicielem majdanu. Mówi mi, co wie... Więcej nie chcę wiedzieć. Nie teraz.
Nie wyobrażam sobie tego, co musiała czuć ekipa, która z Izim jechała. Nigdy ich nie pytałem o szczegóły. Zresztą ze strony Oli spotkała mnie duża przykrość.
Wracam do naszej ekipy.
Gdzieś mam czarny tusz. Nie mogę znaleźć pędzelka... Biorę kawałek patyka i niezdarnie "maluję" nim na murku krzyż i inicjały Roberta z datą. I tu, pomyliłem się... Dodaję Izydorkowi JEDEN DZIEŃ życia.
Za to mnie spotkał ostracyzm Oli, która w tej ekipie była.
Po "wszystkim" zmawiam paciorek i jedziemy do baru siostry Malika w Iszkaszim. Kilka flaszek wódki na dwóch, trochę piw...
Ja z Elą jadę do Garmczaszma, reszta przez Chargusz. Umawiamy się dwa dni później w Sary Tasz.
Dzisiaj, kiedy to dla was piszę wracam pamięcią do doliny Małego Pamiru i...
Zdjęcia z Afganistanu nr 2 mam w komplecie na kompie z którego piszę. Zostawiłem je tam. Coś mi lata o głowie...
Sprawdzam daty.
Niesamowite... W dniu, w którym odszedł Izydor ja stanąłem u wrót tej doliny.
Postanowiłem się rozbić po drugiej stronie Wachanu, który tu wypływa z jeziora Czakmatyn. Przede mną mostek i panoram na wlot do doliny Wachdżiru. O tej dolinie napisze więcej w wątku Grąbczewskiego, który wczoraj aktywowałem. Chodzi oczywiście o Bronisława Grąbczewskiego.
Stojąc u jej wrót podjąłem wtedy znamienną decyzję.
Moim celem była baza mojej ekipy. Celem jej (ekipy) był rejon Kara Dżilgi. jednej z trzech historycznych przełęczy, którymi można dostać się bezpośrednio do Kafiristanu.
By się dostać do bazy musiałbym przejść kolejne, dodatkowe 40km (nie mierzyłem dokładnie ale arbo zaraz wam napisze, że nie wiem, gdzie byłem i że tam tabuny...) w kompletnie nie znanym, dzikim terenie.
Rozbijam się i... poddaję.
Jestem wykończony. Pasek od spodni zapięty na ostatnie dziurki luźny...
Do domu wróciłem z tej wyrypy o 25kg lżejszy ale już ciut przytyty.
Tej nocy mam piękny sen (może go jeszcze zacytuję ale nie teraz).
https://i.ibb.co/B5dsTnSb/IMG-0808.jpg (https://ibb.co/Hf1gGhk6)
https://i.ibb.co/HTdS93VL/IMG-0810.jpg (https://ibb.co/PGQLV0Ns)
To "mój" mostek.
Następnego dnia monsum przetoczył się przez Hindukusz.
Ten monsum spowodował największą od 100 lat powódź w Indiach. Odcięta od świata została dolina rzeki Hunzy.
Suchy, pustynny klimat po stronie północnej nawiedziły opady śniegu i deszczu. Zrobiło się ciepło (okolice zera stopni w nocy) a na deszcz ja byłem kompletnie nie przygotowany.
Gdybym się porwał na Kara Dżilge lub dolinę Wachdżiru mógłbym nie wrócić.
Dwa dni później "dołek" psychiczny minął jak ręką odjął, widząc, co niebo wyprawia. Z jurty (najbogatszego jak się okazało) Kirgiza przez dwie doby wychodziłem tylko załatwiać potrzeby fizjologiczne, bardzo mikre zresztą.
W nagrodę za rozsądek (podszyty strachem) pozwolono mi od A do N nagrać procedurę palenia opium formowanym tu w charakterystyczne kulki tarioku.
Kto oglądał Godzinę zemsty z Melem Gibsonem (jedna z dwóch moich ulubionych produkcji z jego udziałem) ten już wie, o czym piszę. Trzy (bodaj) takie kulki lądują na stole bilardowym.
Procedura (już linkowałem ale dla arbo powtórzę) dostępna tu:
25617961
W pewnym momencie witam jako pierwszego schodzącego z gór Kubę, naszego wyprawowego tłumacza. Wsłuchaj się arbo w jego słowa, którymi wita mnie Kuba. Dobrze się wsłuchaj.
Dlatego nie interesują mnie Twoje wycieczki. Nie ma w nich nic twórczego i spontanicznego.
Czy mnie się ten Afganistan do czegoś przydał?
Tak.
Traktujmy to jako finał przypowieści.
W 2019-tym na "Mikołaja" udało mi się wyciągnąć należna kasę dla znajomego Ukraińca. Zatrudniałem wtedy Vitka. fajny chłopak. Jego kumpel z podwórka został świeżo upieczonym ojcem dwójki bliźników i przyjechał na trzy mce podreperować swoje mocno upadłe finanse.
Vitek pewnego grudniowego wieczora (pomagając mi przy remoncie Przystanku Oliwa) podzielił się informacją, że developer, który takich jak jego kumpel zatrudnia sporą liczbę i płaci tylko zaliczkami, które praktycznie wystarczają na opłacenie kwatery, którą załatwił im... ów developer.
Ten developer, to był dwójka "sprytnych braci", którzy żerowali na tych biedakach z UA. Większość zatrudniona na minimum. Niektórzy w takiej sytuacji już od pół roku. To taki system, w którym pojawia się syndrom sztokholmski w specyficznej konfiguracji. Konfiguracji bez wyjścia.
Tę "więź" po prostu trzeba przerwać ale... Znikąd wsparcia.
Sprytni bracia (pozwoliłem sobie sprawdzić) otwierali kolejne spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i cwanie je "upadali".
Poprosiłem o telefon do jednego z braci.
Bardzo ładnie i grzecznie ze mną rozmawiał, tłumacząc się tym, co dobrze znam.
I ja wysłuchałem grzecznie pana brata i powiedziałem mu przez tel. mniej więcej coś takiego.
- Więc teraz posłuchaj mnie panie bracie. Ten Ukrainiec to jest mój... kuzyn. Syn mojego stryja, z którym byłem dwa razy w Afganistanie. On w moim wieku, tak się złożyło. Jeszcze służy i poprosił o przysługę. Nie zajmowaliśmy się tam budowaniem zamków z piasku. Zresztą nie tylko tam.
Słuchaj teraz gościu: jutro spotykamy się z tobą i twoim bratem na Polankach, przed domem Wałęsy a w waszych zębach ma być cała wypłata dla mojego kuzyna. Zdążyłem was sprawdzić i jakoś nie zamierzam mieć potencjalnych wyrzutów sumienia.
Wybłagali "na razie" spłatę połowy, druga miała być przed świętami Bożego Narodzenia.
Na spotkanie przyjechałem przereklamowanym (jak twierdził arbo) golfem 2.
Jakież było zdziwienie braci.
- Niech was ten golf nie zwiedzie. Nie jeden się już na nim przewiózł.
Chłopcy wybulili (nie pamiętam... chyba 1700zł) i więcej się już nie widzieliśmy. W styczniu ich firma była już "upadłą".
W sumie byłem dwa razy w AFG.
El Czariusz
24.12.2025, 12:16
Arbo... Nie ma stolika: "przy którym pijemy z Elwoodem".
Wyświetlają mi się tytuły nieprzeczytanych wątków. Nie ma takiej kawiarni, w której moglibyśmy wspólnie przysiąść. Nie ma i nie będzie.
Po pierwsze, nie pijesz alko, no chyba, że się rozpiłeś ale wątpię. Ja piję tylko z wybranymi przez siebie. Ty na to nie zasługujesz.
W kawiarni Fazencjusza nie pamiętam kiedy byłem. A ten ostatni raz był ostatnim raz. Z szacunku do szefa kawiarni. Jego majadan, o którego ja mam inne zdanie. Majdan jego. Koniec kropka.em
Od dzisiaj posty z kawiarni nie będą mi się wyświetlać.
A teraz niespodzianka.
trochę pozwiedzałem dysk dla Chomika, bo to dla niego mam niespodziankę ale...
Niewiarygodne...
Znalazłem to. Zdjęcia też mam! Nie oryginały tylko "pomniejszone" ale... są.
Zaprezentuję wam pierwszy odcinek.
Zapiski bałkańskie Mażenada 2011
No więc Moi Drodzy,
sprawa ma się mianowicie tak, że na ten moment będzie tylko wstęp albo ustęp (znaczy bliżej tego drugiego, w każdym razie ja).
Sprawę rzeczoną będe prowadzil w aktach 5-ciu, jako, że wyrypa dramtyczną była. Przedstawiam ją pod tytułem:
MAŻENADA - dramat nieklasyczny do końca, czyli ZAPISKI BAŁKAŃSKIE ELWOODA z pobytu w sanatorium na wczasach w góralskich lasach.
Bohaterowie dramatu:
1. Kierownik mazeno.
podpunkt a, czyli profil kierownika:
- fota kierownika:
Obrazek (http://i55.tinypic.com/34qv8xy.jpg)
- wykres osobowości kierownika:
Obrazek (http://i56.tinypic.com/qo6eyr.jpg)
- zalety kierownika:
oszczędny
- wady kierownika:
oszczędny
- cechy szczególne:
dziury po zębach
2. Elwood Blues Singels.
- fota Elwooda
Obrazek (http://i55.tinypic.com/9kmpkx.jpg)
- wykres osobowości Elwooda:
Obrazek (http://i56.tinypic.com/3178jo8.jpg)
- zalety Elwooda:
same
- wady Elwooda:
brak
- cechy szczególne:
uroczy
3. Przedstawiciel medialny - Pastor
4. Przedstawiciel mentalny - Iszu vel Lupi
5. Autobus.
- foto:
Obrazek (http://i56.tinypic.com/9prxw3.jpg)
- marka
kundel mieszaniec
- wyposażenie
spadający wężyk podciśnienia
- zalety
jedzie
- wady
kierownik
6. Bicykl.
- marka
Kogo Mijata? Wszystkich.
- typ
wredny
- zalety
jedzie
- wady
pedały... wyraźnie szkodzą dupie
To, jakie warunki przedstawił mazeno ogólnie, były konkretne i czytelne. Niestety okazało się, że są to warunki dla zwykłego uczestnika a dla mnie...
Są nawet linki do zdjęć... wygasłych:)
El Czariusz
24.12.2025, 13:36
Okazuje się, że w chmurze nie wiele ginie.
Ci panowie stanęli mi na drodze w Eszkaszem.
Nad głową tego po prawej na dalekim planie - szpica Piku Majakowskiego, który oferuje bajeczną panoramę Hindukuszu aż po Karakorum.
El Czariusz
24.12.2025, 14:52
Na wigilijny finał, strzał z biodra.
PSOAS – „MIĘSIEŃ DUSZY”
Mięsień biodrowo-lędźwiowy (psoas iliacus) jest potężnym zginaczem biodra oraz rotatorem zewnętrznym kości udowej. To najgłębiej położony i jeden z najważniejszych mięśni stabilizujących ludzkie ciało, mający ogromny wpływ na równowagę strukturalną, zakres ruchu, mobilność stawów oraz funkcjonowanie narządów jamy brzusznej.
Jest to jedyny mięsień, który łączy kręgosłup (pięć kręgów lędźwiowych) z nogami. Odpowiada za utrzymanie pozycji stojącej oraz umożliwia unoszenie nóg podczas chodzenia.
Zdrowy psoas stabilizuje kręgosłup, zapewnia wsparcie dla tułowia i tworzy solidne „rusztowanie” dla narządów jamy brzusznej.
Psoas jest również „narządem percepcji”, silnie powiązanym z emocjami. Składa się z biointeligentnej tkanki i dosłownie ucieleśnia nasze najgłębsze pragnienie przetrwania oraz rozwoju.
Jest on pierwotnym przekaźnikiem sygnałów centralnego układu nerwowego, dlatego bywa nazywany rzecznikiem emocji. Wynika to z jego bezpośredniego połączenia z przeponą poprzez tkankę łączną (powięź), co sprawia, że psoas reaguje zarówno na sposób oddychania, jak i na odruch strachu.
Szybkie tempo życia i chroniczny stres prowadzą do nadprodukcji adrenaliny, która utrzymuje psoas w stałym napięciu, przygotowując ciało do ucieczki, działania lub obronnego skurczu.
Jeśli napięcie to trwa zbyt długo, mięsień zaczyna się skracać i twardnieć.
Prowadzi to do zaburzeń postawy oraz pogorszenia pracy narządów jamy brzusznej, czego skutkiem mogą być bóle pleców, rwa kulszowa, problemy z dyskami, zwyrodnienia bioder, bolesne miesiączki czy zaburzenia trawienne.
Skrócony psoas powoduje pociąganie kręgów w dół, zwiększa nacisk na dyski międzykręgowe i sprzyja hiperlordozie lędźwiowej.
Objawia się to bólem dolnego odcinka pleców, uciskami nerwowymi, napięciem w okolicach bioder oraz ud.
Problem ten dotyczy zarówno uczniów, pracowników biurowych, kierowców, jak i osób prowadzących siedzący tryb życia. Narażeni są także sportowcy, kolarze, osoby trenujące spinning, triathlon, piłkarze z powodu ciągłej pracy w zgięciu.
Napięty psoas wysyła sygnały stresu do układu nerwowego, zaburza przepływ płynów w organizmie i ogranicza oddychanie przeponowe.
Ponieważ psoas jest głęboko zaangażowany w podstawowe reakcje fizyczne i emocjonalne, jego chroniczne napięcie sprawia, że ciało nieustannie otrzymuje sygnały ZAGROŻENIA, co może prowadzić do wyczerpania nadnerczy oraz osłabienia układu odpornościowego.
Sytuację tę pogłębiają nieprawidłowe nawyki siedzenia i codzienne postawy, które ograniczają naturalny ruch i dodatkowo uciskają ten mięsień.
Uwolniony psoas, pozwala na znaczne wydłużenie przedniej części ud oraz umożliwia nogom i miednicy poruszanie się z większą swobodą i niezależnością.
Poprawia ułożenie kręgosłupa i całego tułowia, co bezpośrednio wpływa na lepszą pracę narządów jamy brzusznej, oddychanie oraz funkcjonowanie serca.
Gdy dbamy o zdrowie psoasa, ożywają nasze siły witalne, a my ponownie łączymy się z własnym potencjałem twórczym.
W niektórych filozofiach Wschodu psoas nazywany jest „mięśniem duszy”... głównym centrum energetycznym ciała.
Już sama relaksacja psoasa i przepony poprzez rozciąganie może spektakularnie zmniejszyć dolegliwości bólowe i problemy posturalne.
Im bardziej elastyczny i silny jest psoas, tym swobodniej energia życiowa przepływa przez kości, mięśnie i stawy.
Psoas działa jak kanał przewodzenia energii. Rdzeń, który łączy nas z ziemią i pozwala budować stabilne, zrównoważone oparcie w centrum miednicy.
Dzięki temu kręgosłup wydłuża się, a wraz z nim może swobodnie płynąć cała nasCoraz więcej osób odkrywa, że w procesie rozluźniania psoasa i przywracania wewnętrznej równowagi cennym wsparciem może być fototerapia.
Nie jako metoda leczenia, lecz jako technologia, która stwarza organizmowi warunki do samoregulacji i naturalnej regeneracji.
El Czariusz
24.12.2025, 22:48
Proces starzenia mózgu rozpoczyna się znacznie wcześniej, niż zwykle go zauważamy, często już w wieku średnim. Coraz więcej badań pokazuje, że wpływ na ten proces ma ogólna sprawnośc organizmu, w tym kondycja mięśni.
W jednym z najbardziej interesujących badań w tym obszarze naukowcy przez 10 lat obserwowali grupę kobiet-bliźniaczek, które na początku badania miały średnio około 55 lat. Zmierzono u nich moc mięśni kończyn dolnych (parametr odzwierciedlający nie tylko siłę, ale również szybkość i efektywność pracy mięśni.)
Po dekadzie ponownie oceniono funkcje poznawcze uczestniczek oraz, u części z nich, strukturę mózgu w badaniach neuroobrazowych.
Wyniki okazały się zaskakująco spójne.
Kobiety, które w wieku około 55 lat charakteryzowały się większą mocą mięśni nóg:
- doświadczały wolniejszego pogarszania się funkcji poznawczych,
- osiągały lepsze wyniki w testach pamięci i funkcji wykonawczych,
- wykazywały mniejszą utratę istoty szarej mózgu wraz z wiekiem!
Co szczególnie istotne, zależność ta była widoczna również u bliźniaczek jednojajowych a więc kobiet o identycznym materiale genetycznym. Sugeruje to, że obserwowany efekt nie może być wyjaśniony wyłącznie predyspozycjami genetycznymi.
Co wynika z tego badania?
Mięśnie kończyn dolnych pełnią nie tylko funkcję mechaniczną a sa aktywnym narządem metabolicznym, który poprzez sygnały biologiczne może wpływać na ukrwienie mózgu, neuroplastyczność i tzw. rezerwę poznawczą czyli czynniki kluczowe dla utrzymania sprawności umysłowej w starszym wieku.
Sprawność mięśni nóg w wieku średnim może mieć długofalowe znaczenie dla zdrowia mózgu.
Steves CJ et al. Gerontology
PMID: 26551663
El Czariusz
25.12.2025, 08:33
Święta.
Idealny czas na reset mózgu.
To wcale nie znaczy, że gdzieś sobie odlecisz i...
Refleksje rodem z Klubu Jagielońskiego na początek.
NIEKONTROLOWANA MIGRACJA NAPĘDZA POLITYCZNĄ KSENOFOBIĘ. 5 LEKCJI Z MIGRACYJNYCH BŁĘDÓW ZACHODU
🕐Lekcja nr 1. Linearne teorie integracji migrantów – do Muzeum Iluzji (lub śmietnika)
💎Przez długie dekady rządy państw Zachodnich postępowały zgodnie z obowiązującym paradygmatem linearnych teorii integracji społecznej migrantów. W dużym uproszczeniu zakładały one modernistyczne podejście, zgodnie z którym każde kolejne pokolenie migrantów będzie coraz bardziej zintegrowane ze społeczeństwem przyjmującym.
💎O ile w przypadku migracji pomiędzy państwami EWG, a później UE, te założenie miało swoje uzasadnienie, to w przypadku imigracji z innych kręgów kulturowych, szczególnie Maghrebu i Bliskiego Wschodu okazało się zupełnie iluzoryczne. Nie ma żadnego „magicznego” mechanizmu, który zapewniały tak rozumiany „postęp”.
💎Niezwykle pouczający w tym zakresie jest casus Francji. Gdy w latach 60. XX w. rozpoczęła się migracja tzw. harkis do Francji, a więc muzułmańskich Algierczyków walczących u boku Francji, to w porównaniu do obecnego pokolenia młodych muzułmanów byli oni wyjątkowo „świeccy” i „profrancuscy”. Obecne badania społeczne wskazują, że 57 proc. młodych muzułmanów (18-24 lata) we Francji przedkłada prawo szariatu ponad konstytucję.
💎Dla Francji, która ufundowana została na laickiej wizji polityki, takie postawy są niezwykle alarmujące. Nie dziwi zatem fakt, że w maju tego roku francuski rząd opublikował raport, w którym określa działalność Bractwa Muzułmańskiego, matecznik takich ideologów jak Hassan Al-Banna czy Sajjid Qutb, jako zagrożenie dla spójności narodowej i republikańskiego modelu państwa.
💎Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, jeżeli zestawimy to z najnowszymi badaniami IFOP („francuski CBOS”) wskazującymi, że wśród muzułmanów w wieku 15-24 lat blisko 1/3 sympatyzuje z Bractwem. Magiczny mechanizm gwarantujący, że każde kolejne pokolenie będzie coraz lepiej zintegrowane można odłożyć do Muzeum Iluzji.
💎W praktyce okazuje się, że rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i w dużym spektrum najmłodszego pokolenia muzułmanów obserwujemy proces dezintegracji.
💎Francuska wiara, że dzięki silnym instytucjom, dużemu naciskowi na naukę języka i znacznym środkom przeznaczanym na integrację ekonomiczną migrantów problemy rozwiążą się same, okazała się złudna. Polska ma tę lekcję w gratisie.
🕑Lekcja nr 2. Chcemy rąk do pracy (a przyjeżdżają ludzie) – lekcja z Niemiec
💎Również doświadczenia niemieckie mogą okazać się cenne. Po podziale Niemiec i w wyniku „cudu gospodarczego” (Wirtschaftswunder), gdy stopa bezrobocia zaczęła gwałtownie spadać, a potrzeby gospodarki rosnąć, w 1961 r. rząd podjął decyzję o podpisaniu umowy z Turcją o rekrutacji pracowników – potrzebowano „rąk do pracy”.
💎Tureccy migracji mieli być gastarbeiterami, a więc gośćmi-robotnikami, którzy – w założeniu – po dwóch latach pracy mieli powrócić do swojej ojczyzny. Tak się jednak nie stało, głównie w wyniku presji ze strony niemieckiego przemysłu. Wzrostu diaspory tureckiej w Niemczech nie powstrzymał nawet poważny kryzys gospodarczy lat 70.
💎Co więcej – jak się okazało, a świetnie wyraził to Max Frisch – chcieliśmy rąk do pracy, a przyjechali ludzie. Liberalny paradygmat „rąk” okazał się zupełnie fałszywy. Ludzie przybywają nie tylko z rękoma, ale i z sercem, mózgiem i kilkoma innymi częściami ciała (i ducha!), a także więziami rodzinnymi, relacjami społecznymi i swoimi „sposobami” odniesienia do transcendencji.
💎Człowiek ze swej natury jest wspólnotowy i nasiąknięty kulturą w znacznie większym stopniu, niż przewidywały to płaskie liberalne paradygmaty widzące człowieka jako jednostki-moduły dowolnie wpinane i odpinane od gospodarki za naciśnięciem „optymalizujących” guziczków.
💎Okazało się, że Turcy – co musiało być wielkim zaskoczeniem – są prawdziwymi ludźmi, a więc są zoon politikon – bytami wspólnotowymi ze swej natury, zaczęli zatem ściągać swoje rodziny do Niemiec, organizować się, zakładać stowarzyszenia, budować meczety.
💎Współczesne badania potwierdzają ten trend także w przypadku uchodźców z Syrii – zdecydowana większość z nich planuje złożyć wniosek o niemieckie obywatelstwo (o czym szerzej pisałem w raporcie dla Klubu Jagiellońskiego – Pakt migracyjny. Kontekst, krytyka i propozycje reform na rzecz nowej równowagi w UE). Ten, kto rozpoczyna proces migracji, musi się liczyć z prawdziwą naturą człowieka i jej wspólnotowym wymiarem.
🕒Lekcja nr 3. Kultura ma znaczenie
💎Z liberalnym paradygmatem związane jest także przeświadczenie o tym, że kultura jest niczym wierzchnie ubranie – dowolnie zmieniane w zależności od „klimatu” – także politycznego. Migranci, którzy przybywają dostają nowe, eleganckie i skrojone na miarę (liberalną!) wzorce kulturowe, które wystarczy założyć uprzednio wyrzucając stare, zużyte i już nie na czasie.
💎Przemiana wzorców kulturowych następuje samoczynnie, niemal przez osmozę, bo czy można racjonalnie założyć, że ktoś chciałby chodzić w czymś, co delikatnie mówiąc – nie jest modne, czyli postępowe? Niezrozumienie faktu, że wzorce kulturowe kształtowane przez setki lat są integralnym elementem tożsamości rodzi poważne konsekwencje.
💎Polityka migracyjna nie uwzględniająca różnic kulturowych musi z oczywistych przyczyn generować daleko idące wyzwania dla integracji. Migranci przybywający z kultur patriarchalnych z oczywistych przyczyn będą – w większym bądź mniejszym stopniu – kultywować znane sobie wzorce.
💎Przykładowo mieszane związki małżeńskie są uznawane za papierek lakmusowy udanej i najsilniejszej integracji społecznej przekraczającej granice kulturowe i etniczne. Co jednak, jeżeli w kulturze muzułmańskiej kobiety nie mogą wchodzić w związki z nie-muzułmanami (mężczyzn te ograniczenie nie dotyczy)?
💎Ze zrozumiałych względów w takiej sytuacji budowanie relacji społecznych musi być utrudnione, co potwierdzają badania empiryczne. Również współczesna (ciągnąca się od ponad 30 lat) debata we Francji dotyczą obecności hijabów w przestrzeni publicznej wskazuje, że przejmowanie wzorców kulturowych jest ograniczone.
🕓Lekcja nr 4. Demografia ma znaczenie. Trendy, dynamika i procesy, a nie „stop klatki”
💎Poważnym błędem w analizie kwestii integracji migrantów w kontekście demografii jest redukowanie jej do „zdjęć społecznych” – statycznych ujęć ukazujących obecny rozkład społeczny. Przykładowo obecnie w Wiedniu muzułmanie stanowią ok. 8 proc. społeczeństwa – uwzględniając jedynie tę informacje można byłoby przyjąć, że sytuacja ta nie odbiega znacznie od średniej dla państw UE i przyjąć ją za coś „stabilnego”.
💎Jednak, gdy uwzględnimy fakt, że wśród uczniów szkół podstawowych i średnich muzułmanie stanowią 41,2 proc., (odsetek chrześcijan wynosi 34,5 proc., a bezwyznaniowych 23 proc.), to kontekst nabiera zupełnie inny kształt. Za dekadę najmłodszą kohortę wiekową na wiedeńskim rynku pracy stanowić będą muzułmanie – czy ma to jakieś znaczenie?
💎Nie potrzeba dużej wyobraźni (i wiedzy), żeby zrozumieć, jak dalece czynnik demograficzny kształtować będzie płaszczyznę społeczną, kulturową, gospodarczą, edukacyjną czy mieszkaniową, a w końcu polityczną Wiednia.
💎Co z modelem integracji w takiej sytuacji? Czy wówczas to nie muzułmanie reprezentują „kulturę wiodącą”, do której dostosować powinni się pozostali? Pytanie nie jest retoryczne, ponieważ język niemiecki staje się coraz częściej drugim, a nie pierwszym językiem uczniów.
💎Przykładowo w pierwszych klasach szkoły podstawowej blisko połowa uczniów ma na tyle duży problem z językiem niemieckim, że nie jest w stanie samodzielnie nadążyć za tokiem lekcji (wynika to także z migracji Ukraińców uciekających przed wojną).
💎Ktoś mógłby stwierdzić, że sytuacja w Wiedniu jest wyjątkowa – i ma rację. Tendencja jest jednak jednoznaczna – odsetek muzułmanów, szczególnie w dużych miastach i w najmłodszych kohortach wiekowych wzrasta.
💎Badania PEW Research Center wskazują, że do 2050 r. liczba muzułmanów we Francji podwoi się (do ok. 12,5 mln), natomiast w Szwecji w scenariuszu „średniej migracji” odsetek muzułmanów w społeczeństwie wynosić będzie 20,5 proc. a w scenariuszu „wysokiej migracji” – 30,6 proc..
💎W kontekście przywołanych danych jedynie pytaniem retorycznym jest to, czy Szwecja słynąca z progresywnych rozwiązań kulturowych i jeszcze nie tak dawno wskazywana jako wzorcowe państwo opiekuńcze, zdoła utrzymać swój dotychczasowy model rozwoju. Tych pytań nie będziemy stawiali, gdy zatrzymamy się jedynie na „stopklatkach”.
💎W kontekście muzułmanów przeprowadzenie takich analiz w Polsce jest wyjątkowo trudne – nikt nie wie, łącznie z instytucjami rządowymi, ilu muzułmanów mieszka w Polsce. Dane GUS-u ze spisu powszechnego z 2021 r. wskazujące na kilka tysięcy nie oddają rzeczywistej liczby. Brak takiej wiedzy utrudnia przeprowadzenia społecznej diagnozy, a jednocześnie może podsycać nastroje ksenofobiczne wyolbrzymiające zakres wyzwania.
💎Jest to o tyle zła sytuacja, że jeżeli gdziekolwiek istniał „prawdziwy euroislam”, to jedyny casus takiego fenomenu to polscy Tatarzy mieszkający na obszarach Rzeczypospolitej od ponad 600 lat. Te doświadczenie to element naszego dobra wspólnego.
🕔Lekcja nr 5. Chaotyczna polityka migracyjna – większa ksenofobia
💎O tym, jak daleko idące konsekwencje dla stabilności politycznej państwa ma chaotyczna polityka migracyjna, najlepiej przekonać się na niemieckim przykładzie. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że polityka Angeli Merkel przyczyniła się do wzrostu poparcia dla Alternatywy dla Niemiec (w tym momencie AfD prowadzi w sondażach z poparciem na poziomie 27 proc.).
💎Bagatelizowanie skali wyzwań, ukrywanie części informacji (noc sylwestrowa w Kolonii 2015/2016) i paraliżująca myślenie i działanie poprawność polityczna stworzyła grunt dla nacjonalistycznych i demagogicznych postulatów politycznych. Coraz bardziej oczywistym jest, że niekontrolowana migracja staje się paliwem dla partii i ruchów ksenofobicznych.
💎Dobrze zrozumiał tę zależność socjaldemokratyczny (sic!) rząd Danii, wprowadzając najbardziej rygorystyczną politykę migracyjną w UE, którą można podsumować jako polityka zasad, odpowiedzialności i stabilności. Rząd koncentruje się na ograniczaniu migracji, powrotach migrantów nielegalnych i deportacjach tych, którzy dokonali przestępstw, a także na samowystarczalności ekonomicznej uchodźców i migrantów.
💎Istotę tej polityki dobrze obrazują słowa Rasmusa Stoklunda, duńskiego ministra ds. imigracji i integracji: „musimy odejść od pojmowania integracji jako spotkania pośrodku (…), ponieważ integracja w dużej mierze polega na tym, że obcokrajowcy biorą na siebie odpowiedzialność za to, by stać się częścią duńskiego społeczeństwa”.
💎W tym momencie Dania sprawuje przewodnictwo w Radzie UE i nadaje główny ton w ewolucji Paktu migracyjnego. Latem tego roku kanclerz Merz na spotkaniu w Berlinie z premier Danii Mette Frederiksen stwierdził, że „to, co Dania osiągnęła w ostatnich latach, jest naprawdę wzorowe. Razem zmierzamy w kierunku nowych i bardziej rygorystycznych przepisów azylowych w Unii Europejskiej”.
💎Koalicja CDU/CSU i SPD będzie musiała wykonać dużą pracę, aby odzyskać zaufanie społeczne, o ile w ogóle będzie to możliwe. Puszkę Pandory otwiera się łatwo, także demagogiczną polityką, tak jak zrobiła to Angela Merkel puentującą się w haśle – „damy radę” (wir schaffen das). Zatem powodzenia!
👉Dr Mariusz Sulkowski opisuje, których błędów Europy Zachodniej w polityce migracyjnej powinniśmy uniknąć -> https://klubjagiellonski.pl/2025/12/16/5-lekcji-na-temat-masowej-imigracji-co-zrobic-zeby-polska-nie-powtarzala-bledow-zachodu-klub-jagiellonski/
El Czariusz
25.12.2025, 10:24
Święta.
Jemy?
Co jecie?
...Jedzenie z przyjemności, stało się przymusem...
Dlaczego?
Posłuchajcie, róbcie notatki. Włączcie myślenie, zanim zachorujecie. Bo jeżeli, to wpadniecie w pułapkę bez wyjścia. Wydacie wszystko na leki. Na kolejną iluzję.
Cofnijcie się kilka postów i jeszcze raz przeczytajcie Słowo na Wigilię - tekst pani Liliany Sonik.
"...Święta idą nam na pomoc. Są elementem stałym, stabilizującym i towarzyszy im zespół rytuałów, które jak kręgosłup, podtrzymują konstrukcję całości. Dlatego nie chcę ogołocenia Świąt z kolęd, wigilijnych zwyczajów, czy Pasterki. Niektórzy uważają, że to wszystko być nie musi: że kolędy proponują przestarzałe wzorce zachowań, a Wigilia jest tylko kolacją podczas której jemy potrawy, które niekoniecznie nam smakują i spotykamy się z osobami, które nie zawsze są nam miłe. Moim zdaniem takie argumenty są po prostu niepoważne wobec wagi tego, co Święta nam dają..."
Jednym zdaniem: warto wracać do korzeni.
6WoIPlKA8SU
Miałem kiedyś kolegę.
Rozmawialiśmy o zdrowiu. Zeszło na... mleko.
- Muszę kupować mleko w biedrze dla dzieci, bo jest po 2,10.
W Bochni nie kupisz na rynku mleka od rolników?
- Od kułaka, który sprzedaje litr po 4,50?!
Dodaj do tego kułaczego mleka litr wody i to rozrzedzone mleko zachowa więcej właściwości prozdrowotnych niźli to czym poisz własne dzieci.
No tak jest.
Warto autora kanału "przesłuchać" dwa razy.
Nie dotyka tego, na co porwał się obecny (jeszcze żyje) minister zdrowia USA.
Mówi dokładnie to, co mówi autor ale niestety... Jest prawakiem, no i w służbie Trumpa.
Tam, gdzie do gry wchodzi ideologia, to koniec. Skończysz we własnych odchodach.
A przecież można inaczej...
X5K4IedLfK4
Z tym alkoholem to zgadzam się a i tak wszyscy pijemy, raz więcej, raz mniej, badania dowodzą, że najmniejsza ilość jest szkodliwa, wywołuje nieodwracalne zmiany w układzie nerwowym a nawet genetycznym i co i tak pijemy.
Jednak, wydaje się, że ostatnio ten trend zaczyna się odwracać, młodzi już tak nie piją, ciekawe, co teraz będzie czynnikiem wyniszczającym, braindancy lub coś podobnego, pewnie.
El Czariusz
25.12.2025, 17:03
W linkowanym podcaście kilka razy pada odpowiedź.
Śmieciowe żarcie - ultra przetworzone. Zacytuję ponownie: przyjemność staje się koniecznością/przymusem. Cukier prosty jak opioid.
Media skrojone pod odbiorców: sieczka informacyjna oparta o tę samą zasadę. Szybka nagroda - bez wysiłku = wyrzut dopaminy i rodzi się przymus korzystania z telefonu/tableta itp.
Media społecznościowe - pan "Cukier" po to wprowadził swój system nagród. Lajkujemy a brak lajka to niepokói.
Ja też tylko czekam na "chomika";)
Jesteśmy niewolnikami jakby z natury rzeczy.. W melonowym wątku tyle o wolności padło.
Wolność... To chyba tylko u Pana Boga w ogródku...: krótki monolog komendanta policji.
Z wolnością jest jak ze zdrowiem i ich definicją.
Warto się przyjrzeć bliżej wspominanym też eksperymentom Calhouna. Ten z wymarłymi w komforcie myszami pięknisiami był zupełnie niespodziewanym finałem. Finałem bodaj dwóch dekad badań Calhouna. Numerował on swoje projekty. Pięknisie to 25-ty czy 26.
Calhouna szukał pomysłu na zachowanie dzietności
Domniemał, że komfort się temu przysłuży. Tworzył więc na szczurach (na początku) państwa miasta i obserwował. Każdy kolejny rojekt kończył się nie tak jak zakładał. Wyciągał kolejne wnioski, bo szczury/myszy zachowywały się dziwnie, przecząc oczekiwaniom. Egzystowały w ramach grupowych, "społecznych" zachowań. Gnieździły się w określonych miejscach stłoczone, wcale nie korzystając z dostępnej przestrzeni.
Mimo wystarczającej liczby miejsc wygodnego spożywania posiłku, "stały w kolejce" w miejscach wybranych itd.
Finalnie pokolenie pięknisiów nie miało od kogo czerpać wzorców, bo te starsze w końcu wymarło. Pięknisie nie wykazywały zainteresowania płcią przeciwną, tylko wyglądem władnego futra
Przestały walczyć o cokolwiek jak jeszcze poprzedzające je pokolenie. Przenoszone w inne miejsce, nie potrafiły w ogóle zaadoptować do nowych warunków
Straciły taką zdolność bezpowrotnie. Umierały jedne po drugich uzależnione od komfortu.
Ale na początku było tak pięknie.
Wczoraj miałem długi wyrzut dopaminy. Mikołaj sam przydreptal do dziadka, kazała się wziąć na ramiona i pokazując paluszkami różne dziwy rzucał krótkie hasła: cio to, cio to?
Postawiłem go przy dużym globusie i tłukł w niego rączkami jak w bębenek aż się echo niosło. Na koniec pokazał mi "relaksik". Kucal przy poduszce i na rzeczone hasło, padał na poduszkę jak kawka z szerokim uśmiechem. Umie też zaryczeć jak lew.
Marysia zaskoczył wszystkich, bo chciała zostać z dziadkami na noc.
Nie wiem, co robić. Moje uzależnienie od tych szkrabów rośnie.
Edycja (konsolidacja):
Proszzz...
POhtoAmrKGs
Musimy sobie umieć postawić i konsekwentnie realizować cel/cele.
Lepiej skończyć jak aktywny enpede niż piękniś.
Zapraszam do reaktywowanego wątku Grąbczewskiego. Znowu tworzę Arcyplan.
"Dogrywka" zmienię na "Siódme Wtajemniczenie".
Edycja`
To jak z tym alkoholem jest?
Zasadniczo, to szkodzi zdrowiu.
Ale... Brytyjczyki badali Czechów i wyszły im takie dziwota. Mianowicie, że.
Czeski styl - dwie piva w restauracje i do domu ma swoje duże plusy.
Kobiety tychże wiedzą, gdzie ich mężowie są i mają ten czas dla siebie. Co one wtedy robią, nie wnikam. Mogą np. przyjmować pocztę.
Chopy w tym czasie siedzą w knajpie i cementują męskie relacje, co pozytywnie wpływa na ich psychę. Piwo w czeskim jest rodzaju żenskiego. Może dlatego?
O to wynik.
PkzhKiwPwcQ
El Czariusz
31.12.2025, 08:37
Wszystko się sypło.
Przed Świętami byłem wyregulowany cukrowo i teraz mechanizm starego zegara, w sensie sprężyna na nie tym napięciu chodzi. Miało być o kupie a jest o sikach. Ale krótko.
Dwie pobudki w nocy, jedna nad ranem i... zmęczenie. Zaraz mi jednak odśnieżanie pomoże.
Zatem szybko do przednoworocznych noworocznych postanowień. Zrobię to a tamto a tego i tamtego nie będę robił. Nie. Nic z tych rzeczy.
Teraz krótko o kupie.
Wstaję, robię kupę i już. Nie obiecujesz sobie, że codziennie rano zrobisz kupę, no nie? Wstajesz i robisz. Ja sobie obiecuję jedno z kupą. Bez jej zrobienia nigdzie się nie ruszam. U mnie od pomyślenia do wykonania są może dwie minuty?
Bardzo rzadko eter znosi taki wymiar.
Więc chodzi o to, by nie było obietnic, przysięgań i że od teraz to ja...!!
Od teraz to ja robię nic. Rano. Do czasu kupy kompletnie nic. Piszę. Tak.
To jest doskonałe nic nie robienie. Mózg pracuje na jednym bodźcu.
Mi jest łatwiej trochę, bo piszę bezwiednie. Tu nie ma procesu.
Jest proste działanie. Palce klikają w zdewastowaną klawiaturę i... tyle.
Wypluwam cudowne nic.
Oooo... kupa zrobiona ale to jeszcze nic. Czekam na drugą. W tym czasie słucham wiadomości ze świata i okolic. Smartfon się odzywa.
Pluje jak karabin. Nie ważne, że nie skroluję, nie mam tik toka czy instagrama ale mam fb. To narzędzie pracy niby. No, nie niby ale jest narzędziem. Tylko, jak wchodzę na fb, to przewijam. Inaczej się nie da a mózg tego nie lubi. Właśnie tego przewijania. Wchodzisz w rolę. Każde info to taka mała nagroda.
Potem te wieści. Są spersanolizowane ale przewinąć trzeba. To nie to, tego nie, tych cymbałów to na pewno nie. No bo tuba podrzuca ci barachło mimo twej woli kontroli.
Kamraci u Stanowskiego. O kamratach u Stanowskiego. Prawa strona, lewa strona, środkowa strona, tylna strona... Wiele amigo buduje sobie zasięgi na tych kamratach. Nie wchodzę.
Wystarczy, ze tutaj część odbiera mnie jak "kamrata". Taki fajny wyraz i tak go można spierdolić.
W Poprawce z geografii Polski Tytus zwiał z listem przed Krzyżakami na drzewo. Rzucił Krzyżakom kopernika (10 zł).
- Bracia kamraci! Kopernik własna monetę bije!
No... Wróciłem na właściwe tory. Tytus jest de best. W Pierwszy Dzień Świąt Marysia pokazała mi swój komiks. Rewelacja. R E W E L A C J A.
Wypada jeszcze skończyć grę planszową zainicjowaną rok temu pt.: Tur de Polska.
Do brzegu.
Robimy.
Z ciekawostek.
Lublin w Maroko?
To jest dopiero historia. Miałem ją zostawić w spokoju. Historię w sensie ale ona sama puka do mojego mózgu.
Może bardziej nadaje się do Szlakiem Grąbczewskiego ale pociągnę ją tutaj.
Bo to jaja są jak berety. Ta historia.
Zaczęła się w blisko dwa lata temu w Pirenejach...
Cdn.
El Czariusz
01.01.2026, 09:04
Komu się udało przywitać z Nowym Rokiem?
U nas bajkowa sceneria.
Bardzo mnie miło w ten pierwszy dzień nic nie robiąc - pisząc. Dzień dobry tym, którzy czytając mnie teraz także nic nie robią. Siedzą, leżą, może stoją lub kucają i czytają. Zero bodźców, cisza, sama przyjemność.
Zatem bardzo nam przyjemnie razem.
Przerwa.
Robię kupę.
Po przerwie.
Zatem, skoro tak nam przyjemnie zdradzę sekret.
Z Nowym Rokiem nikt mnie już nie spotka. Więcej zdradzić nie mogę. Uchylę opłotkiem.
Zaniżona samoocena - gdzieś na końcu jej drogi depresja, myśli samobójcze lub...
Moi drodzy i tani... lub... JA.
Kliknąłem w przycisk RESET. Po siedmiu m-cach wyszło: NIE.
18 lat miałem 55 (już tuż tuż) lat temu.
55 lat temu wracamy ze szkoły SKM-ką. SKM z Wejherowa richtung Gdańsk. Jest już połączenie bezpośrednie z Gdynią Główną, nie trzeba się przesiadać z drewnianych wagonów berlińskiego metra do rodzimego produktu.
Tak, po Trójmieście hulało berlińskie metro, te od kapitana Pawłowa, który miał: czietyre minuty do cziasa.
Wracamy zatem ze szkoły. Siedzimy w służbówce. Na korytarzu jakiś gość. Wysiada w Śmiechowie, znaczy zamierzał. Odruchowo przy hamowaniu składu próbuje zachować równowagę i by nie upaść łapie się... dźwigni hamulca bezpieczeństwa.
Pociąg gwałtownie hamuje, jak pies Pluto czterema łapami. Wtedy bajki Disneya były na mega topie plus gumy do żucia z kaczorem Donaldem. Kto nie żuł ten był zwykłym frajerem, co nie znał życia. Wystawnego, w sensie.
Ludzie spadają z ławek, gość też fika orła. My jak pozostali. Trwają tylko ci, co plecami do kierunku jazdy, przyjmując pozostałych na lub między kolana itd.
Nasz sprawca/bohater wstaje przerażony... Nie wie, co robić, gdzie się ukryć... Wpada do naszego przedziału (służbowego) i siada vis a vis drzwi przesuwnych po przeciw położnej. Cwany sprawca. Chce mieć oko na "przestrzał". Kto nie zna tej pozycji, ten zawsze z biletem jechał.
Gość przerażony, blady i my. Jest nas kilku ale tylko dwóch trzy trzech z nas wie, o co chodzi. To ci (w tym JA), którzy nie zdążyli dopaść miękkich kanap. Ci na kanapach (to nie JA) plecami do wydarzenia i są zdezorientowani.
My (reszta, w tym JA) nie. My zaciekawieni.
Nagle gdzieś w tle pojawia się kierownik pociągu i konduktor. Zmierzają w naszym kierunku w ekspresowym tempie. Sprawca/bohater to widzi i... No szkoda na gościa patrzeć... szkoda. Zaraz wpadnie. Znaczy on tak myśli. To znaczy tak myślimy my, bo co on myśli nie wiemy ale przypuszczamy.
Para kierownik/konduktor lecąc na nas stopują tylko na chwilkę w korytarzach.
Ewidentnie wygląda na to, ze szukają sprawcy/bohatera. Znaczy pewnie wiedzą, kto nim jest. My nie wiemy skąd. Sprawca pewnie też ale my nie wiemy też i tego.
Nie wiemy, bo stan sprawcy, to jak chwila przed wybuchem supernowej. Nikt nie wie o wybuchu, tylko potencjalnie wybuchnięta/ty.
Drzwi od przedziału mamy otwarte.
Kierownik z konduktorem wpadają do przyległego służbówce korytarza!
Sprawca nie wytrzymuje i wybucha!!
Kierownik i konduktor nie zwracają na niego uwagi. Oni już wiedzą. Wiedzą, gdzie jest zerwany hamulec i tylko to ich interesuje. Biegną dalej, wybiegają na peron i... znikają.
Tymczasem nasz sprawca/bohater nadaje w amoku:
- To nie ja, to nie ja, to nie...
Ktoś z naszych rzuca w eter:
- Wysiada pan... Zwiewaj pan.
Ja dorzucam:
- Wytrze pan tylko odciski palców z hamulca.
Naród był wtedy zjednoczony przeciw władzy.
No dajesz pan! Ostatnia szansa. Nikt nic nie wie, tylko my! Nie wydamy obywatela pana.
Sprawca/bohater wstaje ale niezdecydowany... Widać uczciwy człowiek. Głupio było go popędzić kopniakiem.
Aż chce mi się zacytować Michnikowskiego z Kabaretu Dudek...
BGm-7YdIt-I
Opłotkami było a teraz do brzegu.
Najpierw kiedyś tam kiedyś obejrzałem film. Potem przeczytałem książkę.
Scenariusz zatem do tej książki już powstał ale...
JA postanowiłem napisać swój i zeakranizować, zachowując tytuł Bo pasuje jak ulał do mojego scenariusza. Przedstawiam państwu...
ZABIĆ DROZDA.
https://i.ibb.co/vpbJGD3/IMG-20251231-162603.jpg (https://ibb.co/mkmHwS9)
Zdjęcie dla odciągnięcia uwagi.
Podkreślam, by nie uszło.
Nikt mnie z Nowym Rokiem już nie zobaczy.
Edycja.
Kapela! Grać!
Eq3v2T1hbkQ
El Czariusz
01.01.2026, 09:53
Internety.
1 listopada 1998 roku 29-letni były brytyjski spadochroniarz Karl Bushby stał w Punta Arenas w Chile, mając w kieszeni 500 dolarów i pomysł, który brzmiał jak czyste szaleństwo.
Postanowił wrócić pieszo do swojego domu w Hull w Anglii.
Nie lecieć.
Nie jechać.
Nie płynąć.
Tylko iść — krok po kroku.
Bez skrótów. Bez wyjątków.
Dystans: 58 000 kilometrów przez cztery kontynenty.
Szacowany czas: od 8 do 12 lat.
Rzeczywistość: wciąż idzie… i jest już prawie w domu.
Bushby narzucił sobie dwie żelazne zasady.
Zasada pierwsza: żaden środek transportu z napędem nie może przesuwać trasy do przodu. Jeśli z powodów wizowych musi polecieć samolotem, musi wrócić dokładnie do miejsca, w którym przerwał marsz, i kontynuować stamtąd.
Zasada druga: nie może wrócić do domu, dopóki nie będzie w stanie dojść tam pieszo.
Te proste reguły zamieniły plan na dekadę w 27-letnią odyseję.
Pierwsze lata spędził w Ameryce Południowej. Potem dotarł do Przesmyku Darién — pasa dżungli między Kolumbią a Panamą, kontrolowanego przez przemytników i uzbrojone grupy. Przez tygodnie przedzierał się przez teren, który walczy o każdy krok. Przeżył. I szedł dalej.
Ameryka Środkowa. Meksyk. Całe Stany Zjednoczone.
W 2005 roku dotarł na Alaskę.
Przed nim było coś, co wydawało się niemożliwe — Cieśnina Beringa.
W marcu 2006 roku Bushby wraz z francuskim poszukiwaczem przygód Dimitrim Kiefferem dokonali czegoś, czego nikt wcześniej nie zrobił w ramach nieprzerwanej pieszej podróży dookoła świata. Przez 14 dni pokonali około 240 kilometrów po popękanym, przemieszczającym się lodzie Arktyki. Skakali między krami lodowymi. Nosili broń na wypadek spotkania z niedźwiedziami polarnymi. Mieli kombinezony ratunkowe na wypadek wpadnięcia do wody.
Dotarli do Rosji.
Gdzie straż graniczna natychmiast ich aresztowała.
Dopiero interwencja dyplomatyczna brytyjskiego wicepremiera Johna Prescotta oraz gubernatora Czukotki Romana Abramowicza uratowała wyprawę. Jednak problemy wizowe dopiero się zaczynały.
Rosyjskie wizy turystyczne pozwalały na pobyt jedynie 90 dni w ciągu każdych 180. Bushby potrzebował lat, by pieszo przejść przez Syberię — obszar możliwy do pokonania tylko pod koniec zimy, gdy rzeki i bagna zamarzają. Mógł iść kilka miesięcy w roku, po czym musiał opuszczać kraj.
W 2008 roku, wraz z kryzysem finansowym, zniknęli sponsorzy. Utknął w Meksyku na dwa lata, nie mogąc kontynuować wyprawy.
W 2013 roku Rosja zakazała mu wjazdu na pięć lat.
Odpowiedź Bushby’ego? Przeszedł pieszo 4 800 kilometrów z Los Angeles do Waszyngtonu, D.C., pod rosyjską ambasadę, by zaprotestować osobiście. Zakaz został cofnięty.
Następnie przeszedł przez Mongolię, pustynię Gobi, dotarł do Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu.
Potem nie otrzymał wizy do Iranu.
Potem świat zatrzymała pandemia COVID-19.
Uwięziony na wschodnim brzegu Morza Kaspijskiego, bez lądowej drogi naprzód, Bushby podjął niezwykłą decyzję: przepłynie je wpław.
Morze Kaspijskie. Około 288 kilometrów otwartej wody.
Jak sam przyznaje: „Zdecydowanie nie jestem pływakiem i nie lubię pływać”.
Trenował przez rok. Dołączyła do niego wędrowniczka Angela Maxwell. Zdobyli wsparcie — łodzie asekuracyjne oraz dwóch pływaków z reprezentacji Azerbejdżanu.
W sierpniu 2024 roku rozpoczęli przeprawę. Przez 31 dni pływali na zmianę — trzy godziny rano i trzy wieczorem — nocując na łodziach wsparcia. Wysokie fale. Silne wiatry. Skrajne zmęczenie psychiczne.
17 września 2024 roku dotarli do Azerbejdżanu.
Stamtąd Bushby ruszył pieszo przez Gruzję do Turcji, pokonując 2 204 kilometry w pięć miesięcy. Na początku maja 2025 roku przeszedł przez most Bosforski w Stambule, po raz pierwszy od 1998 roku przechodząc z Azji do Europy.
27 lat.
Cztery kontynenty.
Dziesiątki tysięcy kilometrów.
W listopadzie 2025 roku Bushby idzie przez Węgry. Przed nim około 1 500 kilometrów do Hull.
Pozostała ostatnia przeszkoda: Kanał La Manche. Aby zachować ciągłość trasy, musi go pokonać bez transportu z napędem. Pływanie jest możliwe, ale niebezpieczne. Jego nadzieją jest przejście tunelem serwisowym Eurotunelu — obszarem technicznym, który nie jest legalnie dostępny dla pieszych. Do tej pory nie uzyskał zgody. Po 27 latach i ponad 47 000 kilometrach liczy na specjalne pozwolenie na ostatnie 21 mil.
Liczby są bezlitosne:
27 lat.
Ponad 47 000 kilometrów pieszo.
25 krajów.
4 kontynenty.
Około 13 lat faktycznego marszu i 14 lat pochłoniętych przez wizy, kryzysy finansowe, pandemie i biurokrację.
Co pcha człowieka do czegoś takiego?
„To wyczyn oparty na wyzwaniu” — mówi Bushby.
Nie dla charytatywności.
Nie dla sławy.
Dlatego, że to trudne.
Dlatego, że nikt wcześniej tego nie zrobił.
Dlatego, że wyzwanie istniało.
Ale jego największe odkrycie nie dotyczyło dystansu ani wytrzymałości.
„99,99% ludzi, których spotkałem, to najlepsze, co ma ludzkość” — mówi.
„Świat jest znacznie milszy i lepszy, niż często się wydaje”.
Gdzieś w Europie, właśnie teraz, 56-letni Brytyjczyk idzie na zachód. Tak samo jak robi to od 1998 roku.
Za nim — nieprzerwana linia śladów ciągnąca się przez ponad 47 000 kilometrów aż do Chile.
Przed nim — około 1 500 kilometrów do domu.
Bez samolotów.
Bez samochodów.
Bez skrótów.
Jeśli dotrze do Hull do września 2026 roku, Karl Bushby spędzi niemal trzy dekady, udowadniając jedną głęboką prawdę:
- czasem najwolniejsza droga jest jedyną, która naprawdę ma znaczenie.
Jest prawie gotowy.
Prawie w domu.
Po 27 latach niepoddawania się.
El Czariusz
01.01.2026, 10:47
Zanim, noworoczne wpierdol.
-rvzoYE9mr8
Tymczasem stoję przed wyborem formy i kusi mnie nawiązanie do tragedii antycznej lub komediodramatu w nowszym wydaniu.
A może poraz kolejny złamać formę i pioniersko...
Połączyć moje przeogromne JA z nową rzeczywistością?
Szeregowy Kowalski, powiedzcie własnymi słowami, co to jest ojczyzna?
- Ojczyzna obywatelu poruczniku, to jak moja matka!
Brawo Kowalski! A wy Nowak? Wy powiedzcie to własnymi słowami!
- Ojczyzna obywatelu poruczniku... to tak jakby... matka Kowalskiego.
Zatem naj sam przód wprowadzę innowację i moją pionierskość zastąpię...
Pionierszczyzną.
Tak... Pionierszczyzna obywatelu poruczniku, to ja!
Jak wybiorę formę, to się zamelduję tymczasem czekam na pilne meldunki, z pustynnego Maroko.
Edycja.
W rajdzie moja ekipa ciągnie ogon.
Lublin służy do dawania cienia tym, którzy doznają awarii.
El Czariusz
01.01.2026, 15:32
https://siejemywiedze.pl/?fbclid=IwdGRzaAPDVSRleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9p ZAwzNTA2ODU1MzE3MjgAAR5FCCb5Ucm5hgCy6aJbUxRi4ay5ro is-11T3dhBQ1Ne-6U_k2VtD1dsXAH5XA_aem_JKUSK-sxt5SzhIV5nXJtCQ
Kusi mnie.
Nikt nie pyta o moje czereśnie?
Edycja.
Możecie mnie mówić: Czereśniak.
Nowy Rok, więc dzieje się.
Dzieje się w temacie głównym.
Na urodziny wyprosiłem sobie zestaw japońskich pił do precyzyjnego cięcia i kompletu dłuteł. Kto mniej tiktowo podchodził do literatury podwórka ten zauważył, że mam już przygotowany komplet ćwiczebny.
Deseczki 2x2cm i 2x3cm. Oraz większe profile na których będę wycinał (znaczy ćwiczył się) wycinając te zamki, które fizycznie użyję w procesie renowacji domu i stodoły.
Na jakim drewnie? Decyzja podjęta również. Będzie cięte w grudniu/styczniu, suszone komorowo, strugane i impregnowane. Te ostatnie nie wiem czy nie wykonam samemu. Jest jeszcze wariant alternatywnie uzupełniający, to wysezonowane naturalnie zdrowe drewno, pozyskane z rozbiórki starej, drewnianej chaty. Dlaczego tak? W swoim czasie uzasadnię.
Poniżej autor kanału ("mój student") porusza istotny wątek, na który nie wszyscy zwracają uwagę.
d3cth1DZFnQ
Ten temat jest już za mną ale warto posłuchać po świeży odcinek a i mnie przyjemnie odświeżyć podstawy. Pisałem wcześniej na jakiej literaturze się opieram i jest to kawał materiału, do którego ciągle wracam, bo mózg odmawia posłuszeństwa ale coraz sprawniej pracuje.
Ponieważ drewno, to primadonna mama mija nie będę się bawił w naturalne suszenie, bo pomijamy w ten sposób jeden istotny proces. Drugi, to (moim zdaniem) mit - czyli dosychanie drewna na domu w trakcie budowy. Mit, że doschnie do swoistej równowagi a odpowiednio "łapane" nie skurczy się czy nie wypaczy itd. Widzę zastosowanie dla mokrego drewna ale to nie mój przypadek.
"Film ten wiele wam podpowie" - tak skończę.
Jak nie podpowie, to ... Każdy sobie uzupełni kropki jak uważa.
El Czariusz
02.01.2026, 04:04
Zmiana koncepcji.
Rościgniew kopie się w piaskach Sahelu jak ja z koniem.
Że mną jest gorzej. 28 + 22 ile się równa?
Do rana muszę poznać prawidłowy wynik.
Od wyniku muszę odjąć 40.
3:04 a mózg już wyspany.
El Czariusz
02.01.2026, 09:58
Poranne klepanie w klawiaturę. PKwK.
Czyli poranne ćwiczenie mózgu automatem.
Małe usprawiedliwienie, co do "mordowania" drozda.
Otóż decyzja by nie kontynuić bardzo ciekawego wątku zapadła wczoraj, podczas wesołego obgadywania Rościmira w ramach noworocznych wymian życzeń i informacji w szerokim wąskim gronie starych, podróżniczych wyjadaczy.
Rościmir (podobnie jak ja) jest wdzięcznym tematem do obgadywnia. Zasadniczo jest uparty jak osioł Dariusz, czyli ja. Dodałem go z tego tytułu do wąskiego, szerokiego grona geniuszy, którym osioł Dariusz przypadkowo się otoczył.
Owi geniusze dzielą się na dwie grupy. Pierwsza tworzy wokoło siebie twórczy nieład (zwany przez Strażnika Domowego bałaganem), druga zaś konkretnie poukładana fizycznie jest na fest.
W pierwszej grupie druga grupa nie znajdzie żadnego, aktualnie potrzebnego jej narzędzia. Nie ważne, czego szuka. Nie znajdzie.
Pierwsza drugiej zrobi zaś taki burdel w ich poukładanych elegancko narzędziach, że ... (tu sobie wstawcie coś z puli zalet przypisywanych mnie przez nienawistników).
Rościmir to geniusz z grupy pierwszej.
Uwielbiam (w przeciwieństwie do konkretnego Strażnika), kiedy Rościmir do mnie dzwoni w celach "konsultacyjnych". Np.
- Słuchaj El ...
Ja słucham.
--------------------------------------------------
15 minut później.
- Słuchaj El, bo ...
Tak, tak, no, no, tak tak, no no... ten nieskończony ciąg ma swoją nazwę).
--------------------------------------------------
Po kolejnym kwadransie:
- Słuchaj El, muszę kończyć.
Ja wiem, że wszystkim moim licznym (z wąskiego grona) przyjaciół to się w pale nie mieści, że ja słucham Rościmira Kwiczoła.
Też nie mają racji.
Nie słucham ale...
... nie przerywam.
Mało mówię.
I tu jest clou naszej szorstkiej przyjaźni z Rościmirem. Jako jedyny z naszej paczki słucham Rościmira z dużym zainteresowaniem. Jako jedyny zawsze znam finał.
I teraz nagle... Rościmir nic nie mówi. Znaczy nie dzwoni i nie mówi. Miał zdawać relację w oparciu o/bez którą/ej, ja miałem pisać... swoją.
To już było ćwiczone. Wspominałem o zorzy Pastora, czy o Afryce i Mongolii Lupiego.
Mój opis po prostu gwarantuje sukces. Ba... Bohater Aktuanej Akcji był ZAWSZE zachwycony, że przeżywał przygody, o których do tej pory marzył.
A tu się nagle coś zesrało...
Wczoraj Strażnik Domowy dowiedziała się, ze to nie rajd samotnego Kwiczoła (ptak mylony z drozdem) tylko jakaś wycieczka terenówek...
- Cały rok grzebania w aucie, by w końcu pojechać nieprzygotowanym do niczego Lublinem? Ja rozumiem tłuc się samotnie po pustyni czy innej Afryce...
To jest coś ale w takiej grupie...?
I kontynui:
- Przez ten czas, co przegadałeś "bez sensu" (Straznik nie zna sensu właściwego) przez telefon z kwiczołem, ty byś... wyremontował dom na wsi.
Wzruszyłem się...
Ktoś jednak we mnie wierzy. Nie inżynier budowlany, nie twórca zespołu: "osioł Dariusz", czy inny ktoś z szerokiego, wąskiego grona mego...
No więc, obudziłem się dzisiaj 2026-01-02 o 2:59 i dokonałem korekty.
Rościgniew sam opisze (lub nie), co go tam spotkało itd. Najważniejsze, żeby wrócił "zabity". Takie jest moje zdanie.
W trakcie tych nocnych rozważań najszła mnie myśl złota. Chyba wiem, co gromadzi wokoło mnie geniuszy...
Bo ja jestem Bohaterem... Ostatniej Akcji.
Taki Arnold Szwarzeneger, co pięścią rozwala szybę auta w wyidealizowanym świecie. Kiedy w realu mu się to nie udaje, nie załamuje rąk.
Przed państwem wasz Bohater!
El Slater!!
AvfGrYg9cI0
W wypożyczalni kaset odkrycie - Naga Prawda.
Mnie jest dwóch! Tyle razy to podkreślałem. W końcu dowód.
El Czariusz
02.01.2026, 19:03
Cel, to obietnica dana przyszłemu sobie.
Richard Feynman.
Wspomnę sobie Lily Asfhar...
24986349
El Czariusz
03.01.2026, 08:53
Statystyka.
Na globusie PL deklarujących wiarę katolicką jest 90%, praktykujących grubo już poniżej połowy. Piszę o topniejącym jak śnieg na wiosnę Kolwalskim i pani Nowakowej czy bardziej Nowakównie.
Przeprowadził bym badanie, by pozyskać info: ilu jest świadomych obywatli globusa naszego, że karmią nas (bo karmią) śmieciowym żarciem i ilu z karmionych "chętnie" by go nie jadła?
Takie mnie naszły dywagacyje poranne.
Jak ważne, niech świadczy fakt, że już dwie kupy za mną! Niestety... Wczoraj wpierdoliłem na kolację całe opakowanie ptasiego mleczka. Na szczęście po daniu głównym.
Podobno polska młodzież się "radykalizuje". Wierzących w tej grupie przybywa a nie ubywa. To cieszy.
Ja jestem niezdecydowany. Zjadłem ptasie mleczko i mam wyrzuty. napisałem, że zjadłem i wyrzutów nie mam. To jest właśnie siła spowiedzi.
Nie napiszę, że za tydzień nie zjem (dzisiaj nie) kolejnego opakowania.
Nie napiszę, bo wpadnie do mnie jakiś kumpel z ptasim mleczkiem na urodziny i dorzuci 100zł na dłuta ale... jak wpierdolę cale opakowanie ptasiego.
Na szczęście to się nie wydarzy.
Dwa razy użyłem brzydkiego wyrazu. Użyłem świadomie bo...
Dość już tego wpierdolu!
Podgardle gotowane.
Wywar z niego na zupę. Żadnych ziemniaków czy ryżu w zupie.
To tak, co dalej... Golonka!
Sadzone na podsmażanym podgardlu...!
Popijam to wszystko sokiem z kiszonych buraków. Bajka! Kiszone buraki? Z nich placki... ziemniaczane. Oczywista na modłę, Długo zastanawialiśmy się co z nich robić poza surówką i Strażnik Domowy wpadła na placki ziemniaczane.
Kiszona kapusta. Tu znowu jestem liderem. Moja kiszona kapusta... nie mogę pisać, bo śliną zalewam klawiaturę. Te robię częściowo kopiując wzorzec "oddaj fartucha". Bardzo lubię jego programy kulinarne. Żadnych tam skomplikowanych w wymowie i niewiadomym smaku treli tylko schabowy z kapustą albo kapuśniak na świńskim ryju jak w Tytusach.
Aaaa... kiszenie buraków, to oczywista także moja domena. Dodatek marchwi zagęszcza sok i nadaje jeszcze bardziej słodkiego posmaku, co tworzy znakomitą: słodko - kwaśną parę z delikatną nutą kardamonu.
I napiszę wam, że wcale nie musi być tam klasycznego kopru aczkolwiek zalecam. Koper wzmacnia nutę kwaśną.
I najważniejsze... Ile to wszystko kosztuje? Na dzisiejsze złote, dawne grosze.
Na wywarach z mięs doskonale wychodzą : gulasz, solianka, fasolka po bretońsku. Część zjadasz, resztę zamrażasz.
W ogóle super pora teraz na gotowanie bigosu na zapas. Aż zaciągnę wierszem:
"lekkie mrozy nocą, przyjdą nam z pomocą".
Kilkukrotnie zamrażana i rozmnażana kapusta z mięsem kruszeje na maksa.
Oczywista gar z bigosem na noc wystawiamy na balkon, parapet od biedy na mój korytarz (Przystanek Oliwa).
Ogólnie to moja maniera. Darmowa lodówka w końcu, taki parapet w sensie.
A ponieważ niedziela za pasem, polecam darmowego terapeutę.
Konfesjonał ze znaną zawartością. Porządnego księdza to ze świecą szukać ale... Zatem bierz świecę i w drogę.
aV5pUsoJpOs
Mój ulubieniec.
Raz na kwartał wracam do tych wywiadów (trzy).
Misjonarz, obecnie bytuje na parafii w Sochaczewie. Odkąd go usłyszałem, obiecuję sobie, że zaliczę niedzielne kazanie księdza w realu.
Kurde molek... a może by tak rowerowy sezon otworzyć i dojechać kręcąc pedałami do Sochaczewa jakimiś lasami? Naturalnie uważając na wilki.
Tak się umówić z kilkoma niedowiarkami i bęc, do kościoła!
Aaaa... przepraszam. Skierniewice.
https://diecezja.lowicz.pl/parafia/sw-jozefa-oblubienca-najswietszej-maryi-panny-w-skierniewicach/
https://radiolodz.pl/50156-mieszkalem-na-strychu-i-zaczynalem-tam-od-zera-skierniewicki-proboszcz-o-pracy-misjonarza,144365/
Dla większych niedowiarków niech zachętą będą jego misjonarskie opowieści.
Coś pięknego.
Jak sam mowi: ksiądz jest od święceń a nie od tacy.
Ja się trochę boję chodzić do spowiedzi... boję o kolana. Mam swojego spowiednika. To ksiądz Bartnik z Górzanki.
Do niego na spowiedź, na rowerze... Najwyższa pora przemasować pośladki, docisnąć pedałom.
Ptasie mleczko nie jest czymś złym. W świecie zawodowych alpinistów robiących formę na ten rok, ptasie mleczko jest w top 3 głównej diety. Dodaje skrzydeł przy stromych podejściach.
Ptasie mleczko robi z ciała elegancka kulę, a wiem że kule ciężko zdmuchnąć i daje to dodatkowe bezpieczenstwo, dla kuli przyczepionej hakami do lodowca.
Daj przepis na te buraki, bo jade zaraz do sklepu, a coś dobrego bym zjadł. Przepis tak podaj , aby inżynier zrozumiał.
El Czariusz
03.01.2026, 09:25
Mojemu ME ptasie mleczko nie służy.
Na sklepowe buraki mój przepis nie działa.
Caracas w ogniu, Teheran w ogniu.
W NRD cisza i spokój. Tak trza żyć!
Biorę udział w strajku konsumenckim i daje jak najmniej zarobić sklepowym korporacjom. Warzywa kupuje tylko u rolnika i jem to co ma. W tym roku pomarańczy nie zjadłem ani jednej. Żadnych kupionych słodyczy nie zjadłem przez swieta, tylko własnoręcznie robione. Wróciły mi wspomnienia z dzieciństwa.
Jadę po termostat do golfa podjadę do rolnika po drodze. Wezmę jeszcze cebuli, bo dziś na obiad kręcę cebularze.
NRD też w ogniu, ale sami go zrobiliśmy i zgasiliśmy :D
El Czariusz
03.01.2026, 09:54
Powinieneś wiedzieć jak wygląda burak "domowy. Ten od rolnika niczym nie różni się od przemysłowej hodowli. Jedynie mniejszą skalą.
Tym niemniej im dłużej kopcowany tym dla naszego zdrowia lepiej.
Obornika masz fciul, pola pod ogródek warzywny dostatek i kupujesz warzywa?
Ja buraki mam od kolegi. Na razie.
W tym roku będę miał własne. Buraki, marchew, cebulę, kapustę, koper i czosnek.
Czosnek dostałem od Krysi. Skurwiel oczy wypala na odległość.
Na przełomie września/października zorganizowałbym Lublinem wyprawę po prawdziwą, czerwoną paprykę na Bałkany. Oczywista jak mi się zechce i czy kto ze mną zechce? Cha cha. Mam to zasadniczo...:)
Jeżeli już, to wrócimy z morzem słoików ajwaru no i babci podrzuciłbym ze dwa kartony na zalewy.
Za dwa lata, to ze Strażnikiem Domowym pohasamy na jej emeryturze a może i wnuki z nami? Moje marzenie i... strach rodziców!
Wiem jedno. Po takiej wyrypie z dziadkami Marysia i Kacper poznają w końcu mój równoległy świat. Świat usłany spełniającymi się marzeniami.
P.S.
Moje czereśnie padają jak muchy zimą ale nie poddaję się. Zostały niedobitki. W tym roku przechowam pestki w glebie do wiosny 2027. Tak trzeba walczyć o życie!
Trzy siódemki w postach!
Co robić?!
Na wiosnę będę zakładać ogródek, bo nie chce jeść żarcia z Mercosur, które jest już wszędzie. W zeszłym roku był jeden cel, ocieplić Dach i odpalić kocioł. Na ogródek nie było czasu . Rolnik i którego kupuje warzywa, ma 50 letni traktor i hektar warzyw za domem i robi tylko okopowe + kapusta. Tam żadna szpryca nie wjeżdża . W tej wsi wielu takich jest, i ta wies jakąś nagrodę za to dostała, że tylu grzebie jeszcze w ziemii kopaczka.
Tam gdzie będzie ogródek stoją palety z cegła dla garażu. Jak tylko śniegi zejdą, murujemy go. Do ramienia koparki przyczepie pług do orki i wszystko przekopie, włącznie z trocinami i obornikiem z własnego chowu.
Pod paletami mam cywilizacje nornic. Już mi zezarly jabłoń zasadzona rok temu. Albo ogródek, albo one. Ktoś wie jak to najhumanitarniej wykurzyć stamtąd? Dookoła warzywniaka muszę na pół metra siatkę metalowa zakopać , bo nornice chętnie wrócą.
Jeśli sąsiad będzie likwidować swoją szklarnie, to biorę ja i wrzucam jej ogrzewanie z kotła. Wtedy będę mieć coś zielonego cały rok.
El Czariusz
03.01.2026, 10:38
To ja rozumiem.
Ale nie wierz, że nie szprycuje. Nie ma opcji, by tego nie robił. Ba... Ci wielkoobszarowi, co sprzedają swoje produkty sieciom stosują się do norm. Taki hektarowy rolnik nie musi i... z reguły tego nie robi. Może twój robi? Wątpię ale...
Jak potrzeba, to w sezonie sprzeda ci ziemniaki prosto z pola. Na to sobie wielkoobszarowy pozwolić nie może.
Skąd to wiem?*
Ano robiłem posadzkę ziemniaczanemu potentatowi i tak mnie zindoktrynował.
Zdrowy ziemniak czy inne warzywo, to tylko te, które sobie sam wyhodujesz w ogródku walcząc z wrogami w swoim ogródku w naturalny sposób.
P.S.
Patrząc na Twoją aktywność w necie i marnowanie energii na pierdoły. mógłbyś dzisiaj zaopatrywać FAT w buraki! Cha cha!
Twardy jestem. Trzymam 777.
*taka asekuracja procesowo.
Chętnie się dowiem jak przeciwdziałać naturalnie i bez oprysku temu
https://pl.wikipedia.org/wiki/Phytophthora_infestans
Stare odmiany kartofli odporne na to wyginęły i mamy to co mamy na rynku. Do wyhodowanego ferrari nie wljesz frytury. Tu trzeba starego golfa. To samo się tyczy innych warzyw. Wyhodowaliśmy odmiany jak pokolenie płatków śniegu. Trochę więcej deszczu i wszystko gnije.
Balkanom życzę dobrze, ale polegną. Mercosur już pcha całe statki do Grecji z towarami za grosze. W Brazyli nie maja zimy i żniwa są non stop! My siedzimy całą zimę na dupie i za tą zimę musimy płacić, więc ceny Mercosur są nie do pobicia. W grecji wojują na ulicach od października .
Jedyne wyjście to strajk konsumencki w spozywczakach i jak najwięcej własnego żarcia. Cinz miast niech jadą na zakuoa na wieś do rolnika i kupią pełne auto i wrzuca do piwnicy.
Tylko że mało kto ma dziś chłodna piwnice i Mercosur się zamyka.
Dobicie wlasn go rolnictwa to kwestia kilku lat.
https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=25616822778007860&id=100003204666164
El Czariusz
03.01.2026, 11:16
Nie jedz ziemniaków.
Wyjdzie Ci to na zdrowie.
Jesteś mistrzem mnożenia problemów na rozwiązania których nie masz... czasu. Ja z kolei nie chcę marnować czasu na taki dialog z Tobą. Ułatwisz mi życie, jak się stąd "wyniesiesz".
Tak się uczę oszczędzać swój czas. Idzie mi to z oporem.
Wiem, że zrozumiesz.
Powitam Ciebie chętnie z opisem jakiejś wycieczki na afrze albo czarnym szatanie. Od biedy ze zdjęciem opakowania ptasiego mleczka na jakiejś górze. Np. kulminacji Wzgórz Seelow.
A ziemniaki se posadź, jak ja czereśnie.
Mam swojskie ziemniaki z rodzinnego domu i są w tej chwili codziennie na talerzu w różnych formach.. Wiem jak się hoduje ziemniaki i bez oprysku na chorobę z linka nic nie zrobisz., nawet polewając czosnkiem. To nie są problemy na wsi , to życie. Nie wystarczy rozmowa z rolnikiem wilkoobszarowym, aby umieć hodować ziemniaki w ogródku i byłyby z tego normalne zdrowe plony. Można też wyhodować zgniłe ziemniaki, tylko po co.
Ty zacząłeś tu temat o ogródku a nie ja, więc go podjąłem bo znam z praktyki.
Na razie nigdzie się nie wybieram bo kolezanka bieda wprowadziła się do mnie i nie umiem jej wygonić. Podróżnicze pojazdy stoją u mnie od 3 lat nie ruszane , bus od marca, jedynie golf ratuje mi życie. Dziś zainwestuje w niego 6 ojro na termostat, bo mam komfort +5 stopni w kabinie. Jeśli termostat nie pomoże , to wymiana nagrzewnicy. Muszę swoją strefę komfortu podnieść i widzieć coś przez zaparowane szyby
El Czariusz
03.01.2026, 22:43
Coś, co kiedyś było normą, dzisiaj jest ekstremalnym zjawiskiem.
Za oknem pięknie sypie.
Tymczasem pora na dobranoc, bo już księżyc świeci...
El Czariusz
04.01.2026, 10:39
Drzemie we mnie jakaś siła.
Kiedy napisałem Rościgniewnemu, że z powodu braku materiału wyjściowego, nie będę kontynuił drozdowej śmierci, ten geniusz zasypał mnie morzem zdjęć, ze środka piaszczystej pustyni.
Wspomniałem już wcześniej, że to geniusz.
Mógłby z powodzeniem pracować w kancelarii Mentzena. Rościgniew to wirtuoz.
Porusza się w ordynacji podatkowej jak inżynier dróg i mostów w statyce konstrukcji. Widzi zależności, oddziaływania jednego na drugie jako oczywiste, ogarnia zbiór zmiennych jak my przełykanie, oddech...
Nie widzą/wiedzą tylko jednego. Do czego służy mały palec u nogi.
W życiu im do głowy nie przyjdzie, że do szukania nogi od łóżka w sypialni.
Rościgniew doskonale wytłumaczy ci (i tak nie zrozumiesz), że zdrowotne to..., że bez zdrowotnego to..., że... akcyza..., że ceny paliw na stacji..., że bitcoin...
Ale nie widzi tego najbardziej genialnego, prostego rozwiązania by to wszystko naprawić, które widzi... osioł Dariusz. Tego również nie widzi inżynier na swoim podwórku. Czego nie widzi inżynier nie napiszę, bo...
...bo to nie jest kawiarnia, przez brak "wyobraźni" nazwana szkocką.
Ten wątek, to poczekalnia na SORze.
Widzisz głównego jej bohatera, kaszlącego, schorowanego typa, w samym środku kowita. Siedzi bez maski i razi areozolem... Nikt mu na kichnięcie nie odpowie na zdrowie, większość - wypierdalaj dziadu.
Kolejka sfrustrowanych, chorych mniej lub bardziej ludzi wrze ale... są bezradni. ikt nie podejdzie, bo się boi zarazy.
Otwierają się drzwi... Na SOR wchodzi młoda kobieta, zatacza się. Powoli krok za krokiem mija szpaler sfrustrowanych ludzi. Zapada cisza.
Dziewczyna wygląda jak zombie. Jak po fentanylu, który coraz aktywniej robi zamieszanie w korze ale prowadzi ją pień mózgu. Ten ośrodek odpowiedzialny za podstawowe funkcje. Ale to nie fentanyl...
Na SOR (do poczekalni) zostaje przyjęta przez postać pielęgniarską, działającą w podobnym trybie. Notuje dane z dowodu osobistego dziewczyny, podanej przez ową w ogromnym trudzie. Nikt w korytarzu nie słyszy, co jest powodem "wizyty".
Dziewczyna pokonuje długi korytarz z przyglądającymi się jej ludźmi. Sporo z nich siedzi, sporo stoi. Niektórzy po kilkanaście godzin tkwią tu w nadziei, że w końcu zainteresuje się nimi system. System. Ten sam system, który utrzymują odkąd tylko nabyli prawa wyborcze.
Nasza "zombie" mija schorowanego, kaszlącego dziada...
- Proszę pani... Dziad wstaje, zakłada maseczkę. Proszę tutaj usiąść i ustępując jej miejsce, troskliwie pomaga je zająć.
Dziękuję...
Stary dziad przygląda się dziewczynie. Z empatią dopytuje:
- Ma pani migrenę czy... wstrząśnienie mózgu?
Przewróciłam się i uderzyłam głową...
- Zaraz pani pomogę.
Od czasu do czasu na oddział zajeżdża karetka przywożąc poszkodowanych. Ci mają pierwszeństwo. Wtedy wychodzi do nich osoba pielęgniarska rodzaju męskiego z reguły, i odtransportowuje poszkodowanego windą "gdzieś tam". Jak odtransportuje, wraca na parter i znika w jednym z pomieszczeń tak szybko jak się pojawiła.
Stary dziad czeka na ten moment. Chwyta osobę pielęgniarską za ramię i głosem nie cierpiącym sprzeciwu informuje:
- Wejdzie pan tutaj i przyprowadzi lekarza. Natychmiast. Ta pani jest wstanie zagrożenia życia. Rozumie pan? Natychmiast. I jeszcze pana imię, nazwisko i pełnioną funkcję proszę!
Dziewczyna miała szczęście. Spędziła tylko 4h na korytarzu. W między czasie stary dziad zawiózł jeszcze dziewczynę do toalety. Na wózku jednej z oczekujących osób.
Nikt już nie protestował. Stary dziad zrobił coś, na co nie było w tym momencie nikogo stać. Coś w zmieniło. Starego dziada odwiedziła żona. Kiedy siłą wtargnęła do poczekalni na korytarzu nagle pojawiły się dwie osoby lekarskie, trzy pielęgniarskie plus ta osoba "zza okienka". Najbardziej się darła, straszyła policją.
I nagle... Stało się coś nieoczekiwanego. Ktoś z tłumu oczekujących krzyknął:
- Zostawcie tę panią!
Potem kolejny i ruszyła lawina.
Żona starego dziada ukochała go i zostawiła mu wodę.
- Proszę pani, musi pani opuścić SOR. Odezwała się jedna z osób lekarskich.
To, co ja muszę, to ja wiem. Dobrze wiem, co wy powinniście i do czego jesteście zobligowani. Być może pod moją opiekę trafi pana dziecko.
Jestem nauczycielem, pedagogiem z wieloletnim stażem. jak mam się wobec niego zachować... Tak ja wy, wobec tych biednych ludzi?!
https://i.ibb.co/YT0nTRXK/IMG-20201120-140147-1-CS.jpg (https://ibb.co/rfd8f73L)
Szpital Miejski w Gdyni.
Szeroki "wiatrołap" przy jednym z dwóch wejść głównych. Rodzina mogli tu spokojnie odebrać w elegancko spakowanych np. workach na śmieci, pozostałości po swoich bliskich. Tych, którzy odeszli w tym szpitalu. Tych, których rodzina nie mogła pożegnać.
El Czariusz
04.01.2026, 12:03
"Jestem nauczycielem".
Nauczyciel z wieloletnim, pedagogicznym stażem jest... osobą kobiecą.
System wariuje. Przecież ta osoba nie ma prawa być nazywana nauczycielem?!
Zamknąć ją!
Tak. Nie biorę już udziału w ogólnonarodowej napierdalance, co nie znaczy, że nie mam swojego zdania.
Nie wchodzę w żaden dialog. Nadaję "ex cathedra". Kończę, wychodzę i zamykam za sobą drzwi. Nie ma opcji, nie jestem nieomylny jak papież.
Przecież wystarczy, że ktoś deklaruje się jako osoba niewierząca i do czego mu papież?
Ja nie zabiegam o rząd dusz.
Rościgniew porusza się w ordynacji podatkowej jak ryba w wodzie. W mętnej wodzie, blisko dna. Są gatunki, którym to służy ale... ich mięso nie należy do smacznych. Zwłaszcza tych, które świetnie się czują w słodkiej wodzie.
Bardziej zjadliwe są flądry ale przecież pokutuje znane powiedzenie " o flądrze".
Nie powinniśmy tych ryb jeść po prostu.
Na co nam w ogóle mętna woda?
Na co mnie Rościgniew, kiedy jedną decyzją można by tę wodę oczyścić? By mogła służyć większości prawdziwej.
I nie trzeba do tego ucinać małego palca u nogi.
Czekając na rodziców, którzy wyskoczyli do teatru leżę z ich dziećmi w "gościnnej" sypialni. Marysia po mojej lewej, Kacper prawej. Ja po środku.
Od 20-tej do 20.30 oglądaliśmy wspólnie... Krzyżaków.
Marysa się dziwi...
- Dziadek... jak oni uśmiercają Maćko z Bogdańca?! Po co... Przecież jest AI.
Marysiu, to jest gra aktorska. Do takiej gry nie potrzeba AI. Wystarczy dobrze nakręcona bez żadnych dodatkowych efektów scena.
- Hm... przecież to można zrobić w AI.
W 58:46 babcia każe zastopować Krzyżaków. Była zgoda rodziców na 30 minut jakiegoś "edukacyjnego" filmu.
Marysia protestuje:
- Babciu ale należy odliczyć napisy! Przecież to trwało i trwało. Nalezy się nam jeszcze 10 minut!
A czego się dowiedziałaś z napisów?
- ??
Jakiś profesor odpowiadał za konsultacje historyczne, ktoś za stroje, inny za obyczaje, kolejny za rekwizyty.
- Co to są rekwizyty?
Np. kopia, którą Zbyszko zaatakował krzyżackiego posła.
- Ale Krzyżacy to źli i Zbyszko dobrze zrobił, wtrąca Kacper.
Normalnie tak. Ale są pewne twarde zasady, których nie można łamać. Jeżeli ty komuś zagwarantujesz bezpieczny pobyt w swoim domu - taki na jedną noc, to twoim niepisanym obowiązkiem jest zapewnić mu bezpieczeństwo.
Takie podstawowe.
Jeżeli chodzi o całe państwo, to taki obowiązek spoczywa na wszystkich jeżeli chodzi o posłów. Nawet z wrogiego, obcego kraju. To jest jeden z wyjątków.
- Acha... To dlaczego on jest taki miły?
Bo to gra. Celem posła z obcego kraju jest załatwić jakiś interes tego kraju. Wtedy taki poseł bywa "miły" i bardzo często mówi nieprawdę. Ty musisz być równie cwany jak on. Miły dla niego i nawet podarować procę, którą lubisz jeżeli to przyniesie sukces państwu, którego jesteś królem.
Do łóżek! Ordynuje babcia.
Po kolejnej półgodzinie babcia wpada do gościnnej sypialni (sama pilnuje małego Mikołaja na dole) i z marsową miną ponownie krótko ordynuje:
- Spać! Co to za śmiechy! Jest już 21-sza!
Dziadek się nie odzywa, szkraby też.
Grzecznie biorą swoje poduszki, zakrywają nimi dziadka i moszczą się jeszcze na takim komplecie przez krótką chwilę. Takie dwa momenty. Już wiedzą, że jedna chwila, to trzy momenty, bo przed Krzyżakami kolorowali Tytusy.
https://i.ibb.co/3PkX57q/IMG-20260104-WA0001.jpg (https://ibb.co/WRs9N6w)
Po chwili słychać z lewej i prawej jednostajne, miarowe oddechy.
Dziadek leży nieruchomo na plecach tuląc ramionami drapichrusty. Oddycha przez wąską szparę i jest... szczęśliwy.
Nie myśli o niczym. Po prostu jest... Po prostu ma z kim być.
El Czariusz
04.01.2026, 14:06
Sfrustrowany - roszczeniowy naród?
Media piszą/pokazują katastrofę na drogach. Zasypane drogi, ludzie uwięzieni w autach...
Ci sami ludzie wchodzą w szpilkach na giewont, wzywają GOPR, kiedy nogi zaniemówią na asfaltowej drodze z MOKa.
Ci sami ludzie jeżdżą autem po bułki do sklepu odległego od 500m i... narzekają, że asfalt nie jest czarny.
Ci sami ludzie oczekują wysokich emerytur, świadczeń z NFZ i że słuzba zdrowia wyleczy ich z otyłości albo raka.
Co zrobić, by wyhodować sobie takich ludzi?
Obiecać im:
- czarny asfalt zimą,
- miskę ryżu lub bułkę,
- godziwą emeryturę na starość,
- lekarza, który do ciebie zadzwoni,
- pigułkę na wszystko.
Zadałem sobie odrobinę trudu i doznałem szoku.
Polskie drogi mają swoje standardy odśnieżania. Coś na wzór Polskich Wód ale lepiej, bo "drogowcy" swoje robią.
Na autostrady i drogi ekspresowe wyjeżdżają od razu. Pech polega na tym, że tych dróg sporo przybyło. I tak dalej.
Ba... Są drogi gminne np. które są poza standardem. Ich się nie odśnieża wcale i... słusznie.
Ilu mamy drogowców?
Wróć!
Błąd.
Jeszcze raz.
Ile mamy posad osób drogowych?Llepiej. Dużo lepiej.
Przykro mi...
"Baby na traktory" i do roboty, bo czarne ma być czarne a nie białe białe!
Teraz naprawdę uważajcie.
Zacytuję (prawie dosłownie) mojego bardzo sympatycznego kolegę od... kapeluszy.
To znaczy (jeszcze nie cytuję) to jest samozwańczy fachowiec od męskich kapeluszy. Samozwańczy ale z doświadczeniem. Taka Hanka Bielicka tylko, że facet.
Pan inżynier* ma swoich fachowców z branż pochodnych, ja swoich i nie waham się ich użyć. Zatem jak ktoś by chciał coś wiedzieć o kapeluszach, to ja zapraszam. Dodaję, że udzielę wskazówek tylko dzisiaj i to pod warunkiem, ze zapytań będzie maksymalnie trzy i że mój zacny kolega zechce udzielić informacji. Mnie udzieli. W razie W, powiem, że rozważam dla siebie. Zresztą sam rozważam, bo jeden taki model chodzi mi już po głowie od dłuższego czasu.
Ów kolega spędził w Australii cztery dekady i wyjechał, jak wyspa się zaczęła psuć. Żałował ale musiał.
Uwaga. Cytuję:
Idziemy w stronę postępu, który niedługo zaprowadzi nas do świata/miejsca, w którym majowy, słoneczny dzień z lekkim zefirkiem i tmeperaturą 24st.C zostanie ogłoszony katastrofą i extremalną sytuacją, bo switfociasne, karpikowe dziunie i pizdunie z koczkiem na łbie, spocą się przemieszczając miejską dżunglę na swoich elektrycznych hulajnogach...
Koniec cytatu.
Ja od siebie rozszerzyłbym te dziunie i pizdunie o element męski, zniewieściały.
Ale z wyjątkiem, którym zaskakuję moje wąskie, szerokie grono znajomych.
Otóż ja twierdzę, że ta część młodzieży polskiej (nie interesują mnie inne paszporty czy tez dowody), która zapier... po chodnikach grubo ponad 35km/h slalomem między pieszymi, to ostatki kwiatu... prawdziwej niczym niekrempowanej młodzieży. Nie mylić z ofiarami poprawności politycznej czy też bezstresowego wychowania.
Do końca nie wiem, co z takimi zrobić/ocenić... W niektórych widzę dawnego siebie po prostu. Nikt mi nie zabraniał zjeżdżać na łyżwach z gdyńskich wzgórz morenowych (Obłuże). Na łyżwach figurowych mojej siostry.
Byłem jedyny, który tego dokonał. Może dlatego, że to były białe, damskie, czyli pedalskie figurówki? Nie wiem. A le w czarnych też nikogo na tych stokach nie widziałem.
na żadnych łyżwach nie widziałem. Może nie trafiłem. Może nie na tej górce co ja zjeżdżali. Wzgórz morenowych u nas więcej trzy razy tyle, co kole tych słynnych Seelow.
No, ale na tej mojej, za kościołem, to się nawet na sankach bali zjeżdżać.
*nie mam zamiaru wchodzić w interakcje z panem inżynierem, podaję tylko jako przykład.
Pana inżyniera lubię. Znaczy jeszcze. Zapewne nie zdążę znielubić, bo go za dobrze znam. Więc mu uwagi już nie będę poświęcał, bo dla mnie święty nie jest.
Mam kilku faworytów wśród świętych ale oni odeszli. Niektórzy bardzo dawno ale potrafią dać znać o sobie w najmniej oczekiwanym momencie.
P.S.
Jak czytam, ze nie da się starego diesla odpalić przy - 32st.C, to mi zaraz te dziunie i pizdunie stają przed oczami.
Fuj!
Dziś o 15 dziunie i pizdunie w enerdowskiej wsi zamieniają hulajnogi na sanki.
147959
Już 26 osób się zgłosiło.
A ja nie mam ani hulajnogi ani sanek. Mam.detke z traktora , która to próbuje zakleić bo ma 2 dziury.
CzarnyEZG
04.01.2026, 14:47
Das is zechr niebezpieczne i nie wolno tak.
A co do poszukiwań pracowników, to zamiast zbrojarza-betoniarza zatrudnię zbroję-betoniarkę?
El Czariusz
04.01.2026, 15:28
Zawód zbrojarza -betoniarza przeżywa prawdziwy renesans.
Cała moc kursów online. Wysyp wręcz. Dodatkowo możesz liczyć na refleksję młodej lekarki czyli pierwotnej wersji pana inżyniera.
2Oek95f_Tp8
Dzisiaj ja akurat rozwijam zwoje. Od jutra będę intensywnie zwijał.
Traktor nie dał rady uciągnąć , więc pojechali na dwa kręcąc 2 rundy.
uHXuA6jLQqo?
Muszę coś gąsienicowego wyspawać, aby wszyscy naraz mieli radoche
El Czariusz
04.01.2026, 18:36
Kur... Piękne!
Jak zbuduję swój kulig, to też się pochwalę.
Naprawdę coś pięknego. Spontaniczna radość dzieci i tych dużych też.
Ocena bdb.
Będziesz waść wisiał, nie ma opcji. Jedyna nadzieja, że system się zawiesił albo Trump nadleci.
Tu zostałem zaatakowany. Zgłosilem to już do mojego adwokata. Trzeba nowy rok zacząć z przytupem.
SyU7Mah6kS8?
El Czariusz
05.01.2026, 19:15
Zakwas z buraków gotowy do zalania, kapusta do szatkowania.
Godzinę później zakwas wylądował w komórce a kapusta w kamionce w chłodnym miejscu kuchni.
W chacie mamy b. dobre warunki do kiszenia wszelakiego. Temp. 14,5/16,5st. wilgotność 55/60%.
Kapustę kiszę wg lekko zmodyfikowanego przepisu Tomasza Strzelczyka.
Ogólnie fantastyczna pogoda do robienia bigosu. Mrozek niczego sobie, idealny do kruszenia kapusty i mięs. Liczę, że mrozy potrzymają jeszcze do 15-tego. Pozwoli to przygotować duży gar na Wielkanoc.
Zakwas od dzisiaj raz na tydzień/dwa. Kapusta raz w m-cu z dwóch średnich głów lub jednej, większej ale min. 5kg.
Jutro otwarcie sezonu zimowego.
Spróbuj nie szatkować. Złapałem w tym roku na Węgrzech system kiszenia zwiniętych lisci. Wychodzi to bardzo smaczne. Sparzone liście zwijam w rulon i upycham w słoiku. Następnie zalewam solanką. Można dodać czosnek i plastry buraka i wychodzi malinowo.
El Czariusz
05.01.2026, 19:59
Ile trzeba takie kisić do konsumpcji?
Zakwas z. buraków zlewam po 5/6 dniach i praktycznie jest już gotowy do picia.
Kapustę w kamionce trzymam tyle samo, potem do słoików a nadmiar soku zlewam do picia. Strzelczyk nie kisi w kamionce ale ugniecioną w misie kapustę (warstwowo przesypywania solą) od razu pakuje do słoików i dolewa słodzonej wody.
Kapusta w moim trybie zalana jest ekstra litrem wody dosłodzonej łyżką miodu spadziowego (może być cukier) od razu w kamionce.
Ja zawkas z buraków czy kapustę za zrobioną uznaję po 2 tygodniach. Kapustę kiszę w kamionce i po 2 tygodniach przekladam do słoików. Tylko kapusta i sól. Bez żadnej marchwi, cukru etc. Tą w liściach kiszę od razu w słoikach ale to zalewam solanką a szatkowaną nie.
Teraz czekam aż mi ukiśnie testowo bok choy i brokuł.
W zasadzie już są w czasie konsumpcyjnym.
https://i.ibb.co/qMfcSD2s/20260105-191246.jpg (https://ibb.co/6RxTMyqP)
https://i.ibb.co/YBm3p9Lt/20260105-191257.jpg (https://ibb.co/Dfht5XR7)
El Czariusz
05.01.2026, 20:22
Kisisz klasycznie. Zakwas buraczany w słoiku zakręcasz czy przykrywasz matetiałem?
Spróbuję z tymi liśćmi.
Do zakwasu dodaję jedna pokrojoną w cztery słupki marchew.
Kapustę też kiszę bez marchwi ale dzisiaj zrobiłem wyjątek. Strażnik Domowy wymogła.
Jak przykrywalem szmatką to lubił czasem spleśnieć. Od dawna zalewam wodą po czubek słoja aż sie przelewa i zakręcam. Ani razu nie zapleśniał.
El Czariusz
06.01.2026, 13:50
Nawiązujac do zakwasu i buraków, troszkę o mnie cudzym piórem i ustami:
Według psychologów głośno częściej mówią ekstrawertycy - mają tendencję do wyrażania w ten sposób intensywnych emocji, a głośny ton jest dla nich narzędziem ekspresji. W ten sposób porozumiewają się też osoby pewne siebie i o mocnym charakterze. To urodzeni liderzy obdarzeni naturalną charyzmą i zaangażowaniem.
Głośne mówienie wiąże się też z negatywnymi cechami charakteru, takimi jak potrzeba dominacji i kontroli. Niektóre osoby, które nie panują nad tonem głosu, mogą być impulsywne i mieć problem z panowaniem nad własnymi emocjami, co powoduje częsty dyskomfort u ich rozmówców.
Wnioski.
Dlatego warto przeanalizować, jak porozumiewamy się na co dzień i ćwiczyć właściwe wzorce. W tym celu warto nawet nagrać filmik, żeby zobaczyć, jak mogą odbierać nas inne osoby. Aby uniknąć zbyt głośnego mówienia, często wystarczy wziąć kilka głębokich wdechów powietrza. Ważne jest też mówienie w nieco wolniejszy sposób - robienie pauz pomaga kontrolować ton głosu.
To tylko jedno z moich ostatnich odkryć, które wstrząsnęło mną w maju.
Tu przykład płaszczowy, ustami cudzymi o mnie. W sensie jakiś mógłbym być, by być lepszym?
zKz2LyNjvmY
Jak dojedzie do mnie klawiatura, to opublikuję kilka moich selfików. Akurat tu taki egzaltowany nie jestem ale kilka pięknych selfie mam.
Powoli będę też oswajał moje szerokie wąskie grono kolegów do mojego milczenia ale najpierw siebie.
To mega wyzwanie. Chodzi naturalnie o milczenie płaszczowe.
Uwielbiam być sam.
Zwłaszcza na wycieczkach tych bliższych i dalszych. Zatęskniłem i to się dobrze składa.
El Czariusz
06.01.2026, 21:58
Jestem daleki od polityki. Coraz bardziej, bo zaczynam na tarasie bardziej cenić gołębie placki w spokoju niż bezkompromisową deltę force.
Chciałbym jednakowoż zaprotestować nad rzekomą indolencją służb rosyjskich, która przy okazji pewnej operacji próbowała porwać prezydenta bliskiego sobie kraju.
Cofając się ledwie kilkadziesiąt lat wcześniej (12 marca 1956), Chruszczow wydał rozkaz dekapitacji prezydenta bliskiego sobie kraju i... zdekapitował.
Cała akcja dekapitacji kosztowała Chruszczowa grosze. Tyle, co trumna, państwowy pochówek itp. Porwanie Maduro to grube miliony dolarów.. Za sprowadzenie zwłok do bliskiego kraju, zapłacił bliski kraj.
Co mnie najbardziej zauroczyło po tej spektakularnej akcji porwania wenezuelskiego Bieruta, to protesty na ulicach niektórych miast.
Owe protesty niezbyt liczne ale krzykliwe, z wiankiem flag Wenezueli i otulonych w nie portetów Maduro miały być protestami Wenezualczyków.
No i zdziwienie, bo obejrzałem krótki spot, w którym prawdziwy Wenezuelczyk pyta protestujących, skąd pochodzą. Okazało się, że po godzą ale nie z Wenezueli.
Taka sytuacja.
Naród globusa pl po śmierci Bieruta odetchnął z ulgą. Zastąpł go finałnie Gonułka. To ten, co jadł kanapki jak pani Krystyna i nikt mu tego nie wyrzucał.
Przesadził z kiszoną kapustą nieco, bo ta miała jego zdaniem (i słusznie) zaspokoić zapotrzebowanie polskiego robotnika na wit. Co w miejsce importowanej i drogiej cytryny.
No bo sok z kiszonej kapusty do herbaty nie bardzo.
Tak, że ten... I my mieliśmy swojego Maduro i w Wenezueli będzie jak u nas. ZSRR zastąpi USA.
Nomen omen polecam świetny wywiad u Lichmańskiego z Rogowskim. Ten drugi za komuny chodził do biblioteki amerykańskiej ulokowanej przy ambasadzie USA w W-wie, gdzie miał swobodny dostęp do periodyków, z których czerpał wiedzę o wydarzeniach muzycznych za żelazną kurtyną. Co ciekawe, nie było wtedy (czasy zimnej wojny) żadnych zasieków przed USA embassy a dostęp do biblioteki swobodny. Wystarczyło strażnika zagadać po angielsku.
Taka sytuacja:)
Wznowiłem ćwiczenia nad Sonatą księżycową, która bodaj otwiera ten wątek.
Zawiesiłem naukę ostatnich dwóch stron zapisu nutowego po trzecie w maju.
To dobra informacja.
Już tylko 4 dni dzieła sześciu króli od okrągłych 125 lat bytowania w kosmosie Strażnika Domowego i mnie.
Co równie ważne, znowu marzę.
Rościgniew zasypuję mnie pięknymi kadrami z Mauretanii. Dalej nie wie, gdzie jest. Wcale mnie to nie dziwi. Wygląda na spełniajacego się. Lublin jedzie, daje cień maruderom.
Mam tylko nadzieję, że przywiezie mi z Afryki jakieś nakrycie głowy.
Równie ładne, jakie dostałem od Karpia z nadzieją jednakowoż, że nie będzie padowało ledwie na głowę mojego Kacpra.
Dzisiaj brzdąc miał imieniny a Marysia już za m-c ósme urodziny!
Jak ten czas leci...
Pięknie ten popęd tłumaczyła pani Liliana w cytowanym, świątecznym poście.
Ja wiem jedno. Marzeniami wydłużamy sobie szczęśliwe życie.
Tego wam drodzy i tani z okazji Trzech Króli życzę.
El Czariusz
07.01.2026, 11:14
PKwK nie pełne bo popisuję z tableta Strażnika. Poprzedni post pisany na telefonie wieczorem dnia poprzedniego z morzem błędów drobnych ale irytujących.
Mnie oczywista, bo tu zagląda głównie mój antyelektorat - tak domniemam.
Jeżeli się mylę, to i tak pies to trąca jak ja głową mój wieszak na lampy nad stołem.
Wieszak bardzo ładny dla mnie. Na wieszaku małe, drewniane choinki ustawiła Strażnik Domowy i już im pnie poutrącałem.
Wczoraj miałem otworzyć sezon plażowy ale się nie udało. Robimy to zawsze ze Strażnikiem Domowym wspólnie ale bidula po niedzielnej migrenie chciała jeszcze sobie odpocząć w cieple domowego zacisza, bo dzisiaj do szkoły.
Współczesna podstawówka to dramat.
Największy dramat, to rodzice.
No bo kto te dzieci wychowuje? Nie szkoła tylko rodzice ale zdaniem rodziców, powinna szkoła. Gówno prawda.
Z powodu mrozów zamykane są pierwsze szkoły.
Ix6MNQUUcQU
Nie chodzi o to, by: "u nas w twoim wieku, dziewczynki puszczają się już same" (skąd cytat?) ale...
El Czariusz
07.01.2026, 14:13
Internety.
Piramida żywienia kontra historia człowieka czyli jak cywilizacja postanowiła zagłodzić wojownika
Historia człowieka jest brutalnie prosta. Przez setki tysięcy lat zabijaliśmy, żeby żyć. Polowaliśmy, rozbieraliśmy zwierzęta, jedliśmy mięso, tłuszcz, szpik. Od tego rosły nam mózgi, mięśnie i ambicje. Od tego powstała cywilizacja. Nie od kiełków lucerny. Nie od jarmużu. Nie od "miski mocy".
Człowiek nie wspiął się na szczyt łańcucha pokarmowego dlatego, że był miły. Wspiął się, bo był silny, agresywny, wytrzymały i jadł to, co dawało energię. Mamuty nie padały od nadmiaru błonnika.
A dziś?
Dziś ten sam gatunek słyszy, że mięso jest "problematyczne", tłuszcz "niebezpieczny", a siła "toksyczna". Że najlepiej jeść jak królik, myśleć jak owca i przepraszać planetę za to, że oddychamy.
Zamiast wojownika mamy konsumenta. Zamiast łowcy klienta siłowni bez energii. Zamiast instynktu â aplikację liczącą liście sałaty. Zamiast biologii - ideologię żywieniową.
I nikt nie mówi wprost, że to eksperyment na żywym człowieku.
Bo kiedy gatunek drapieżny zaczyna żywić się jak roślinożerca, kończy się to zawsze tak samo: spadkiem energii, hormonów, płodności, odporności i zdolności do walki nie tylko fizycznej, ale i mentalnej. Przypadek? Nie. Biologia nie zna litości dla narracji.
Dlatego ta grafika z wojownikiem i współczesnym "zielonym ascetą" boli. Bo obnaża prawdę, której nie wolno dziś mówić: coś poszło wstecz. I to nie dlatego, że ewolucja się pomyliła. Tylko dlatego, że cywilizacja uznała, iż jest mądrzejsza od własnego DNA.
Można zakłamać pochodzenie. Można wyśmiać instynkt. Można zrobić z siły coś wstydliwego. Można z mięsa zrobić wroga publicznego.
Ale organizm i tak upomni się o swoje. Zmęczeniem. Depresją. Brakiem napędu. Rozsypaną psychiką.
Bo człowiek nie został stworzony do wiecznego siedzenia, liczenia kalorii i jedzenia paszy. Został stworzony do ruchu, wysiłku, ryzyka i pożywienia, które ten wysiłek wspiera.
Ewolucję można zagłuszyć trendami. Można ją spowolnić ideologią. Można ją chwilowo oszukać marketingiem.
Ale nie da się jej unieważnić.
El Czariusz
07.01.2026, 15:39
Teraz usiądźcie. Przed wami krótka historia upadku III RP w pigułce
4Tg4Gkr9578
Resztę upadku wygóglacie sobie bez problemu ale moim zdaniem wystarczy drugi odcinek, by westchnąć i...
Przejedzona koniunktura, moralny upadek, korupcja. Z wygaszeniem ostatniej elektrowni, zamknięcie i zatopienie kopalni - bieda.
Zostaną nam po okresie prospekty nakrętki plastikowe, którymi będziemy palić albo kopać miast piłki na pustych podwórkach.
Dziury w dżinsach zaczniemy zszywać, skarpety cerować, jak onegdaj wasze matki czy babcie. Wrócimy do chlania w bramach, do maku, bo na fenantyl będziemy za biedni.
Ech... rozmarzyłem się.
El Czariusz
07.01.2026, 16:48
Zwiedziliśmy Wenezuelę, prawda, że uroczo spier... przyszłość?
Chcę na chwilę wrócić do Polski i zim stulecia, które przeżyłem i te które pamiętam ale zanim, to wybierzemy się na Grenlandię.
Wydawało się, że w Europie po 2014-stym trudno będzie się pożegnać z kawałkiem jednego kraju, by zaraz potem stojąc w tym samym miejscu, wylądować w drugim.
Danii pozostało jedno - sprzedać Grenlandię, bo na drugim już nic nie zarobią a i tak do końca kadencji Trumpa ją stracą.
No chyba, że ktoś porwie Trumpa. Sami Amerykanie nakręcili kilka filmów z tej serii ale zawsze kończyło się szczęśliwym endem.
Wyobraźmy sobie, że jakaś organizacja porywa prezydenta i... nikt nie jest zainteresowany jego odzyskaniem. Nikt.
Co by mnie nie zdziwiło. Podobnie jak moich kolegów, kiedy padło hasło, że ktoś mnie porwie np.
Od razu ktoś rzucił, że po dwóch mcach najdalej zostałbym zwrócony z dopłatą...
Nie mam do tej prasy.
O zimach stulecia moich jutro. Tak nawiasem jak w jednym stuleciu może być kilka zim stulecia?
Tak, że ten... I my mieliśmy swojego Maduro i w Wenezueli będzie jak u nas. ZSRR zastąpi USA.
Operacja specjalna rudego się udała i nikt złego słowa o USA nie powie, zresztą to już któraś z kolei ta operacja...
No chyba, że ktoś porwie Trumpa. Sami Amerykanie nakręcili kilka filmów z tej serii ale zawsze kończyło się szczęśliwym endem.
Wyobraźmy sobie, że jakaś organizacja porywa prezydenta i... nikt nie jest zainteresowany jego odzyskaniem. Nikt.
Obawiam się jednak, że cały naród USA byłby tym zainteresowany i skończyłoby się to wojną totalną. Mimo wszystko, ich duma narodowa jest tak wielka, że nie mogliby tego puścić płazem. Oczywiście, obecnie, wielu go nie lubi, ale, było tak samo po jego pierwszej kadencji, a i tak wygrał reelekcję.
El Czariusz
07.01.2026, 22:27
Ale namieszałem.
Ogólnie chciałem się przyznać, że Trump jest mądrzejszy ode mnie.
Co nie znaczy, że więcej wie:)
Cieszy mnie, że połowa planety PL zamilkła z obawy, że im blackhawk wyląduje na parapecie za to, że nazywali Trumpa debilem. Przyznam, że i ja zaczynałem wątpić w prezydenta USA, bo to takiej gawiedzi, jak globus pl przyjmować potulnie razy i nic?
Z uchylonego lufcika force one słychać było sterującego prezydenta i spiewającego: spadnę na ciebie Maduro jak majowy deszczyk...
Panie prezydencie! Styczeń mamy!
- No i co...? Spodziewali się w maju a wpadłem na 5-ciu króli.
Im gorzej ktoś mówi/piszę o Trumpue w tym większym podziwie dla osobnika (piszącego) jestem. Zastanawiam się wtedy, boszzz... Jaki ten naród amerykański jest głupi, skoro tego Trumpa wybrał.
No wypisz/wymaluj jak u nas.
Tylko tam jak obiecają, to robią, nawet jak nie obiecają. U nas po prostu nie robią.
Ja tam jestem leniwy ale nierobem nie jestem.
Jutro trochę o mojej Grenlandii napiszę. Eksplorowałem tę ogromną wyspę dwa razy. Nigdy o tym nie oisałem, bo nic nie widziałem. Opiszę więc wam to nic. No nic na Grenlandii to naprawdę coś wielkiego.
I wcale nie jest to zielona wyspa jak większość uważa...
El Czariusz
08.01.2026, 08:44
Zanim wylądujemy w (czy raczej "na"?) Grenlandii, to o obrotnych Somalijczykach, ciut, którzy stawiają wieżowce w Nairobi.
Otóż m-c temu pan prezydent Trump w swoim stylu powiadomił, że mu się Somalijczyki nie podobają. Musiał przy tym zatańczyć lub zaśpiewać, albo jedno i drugie bo się na niego zaraz rzucili amerykańscy obrońcy, somalijskich praw człowieka.
M-c później (czyli wczoraj wieczorem) słucham grillującego Mentzena. Ten, nie tańczyl i nie na hulajnodze ale mówi, jak to Somalijczyki kroją federalny budżet w kilku stanach jak mokry pasztet.
I to kroją nieźle. Pasztet idący w miliardy dolarów. Nie mogłem uwierzyć, że bez noża kroją, w pustych budynkach, "na NFZ"...
Mentzen wyliczył, że rocznie tego pasztetu wychodzi równo tyle, co dzisiaj budżet całej Somalii.
Wszystko odkrył jakiś dziennikarz, potem ludzie z własnej inicjatywy zaczęli interesować się somalijskim budżetem i odkryli jeszcze więcej wyłudzeń
Co konkretnie wyłudzali i jak , zapraszam do źródła.
Ja weryfikując temat dotarłem do Nairobi.
Zaprawdę pisuarskie fundacje i zakupy kowitowe zaczynają wzbudzać mój szacunek. Ba... nawet nie trzeba trzymać się skali, bo gdyby, to bijemy Amerykańców na łeb i szyję Mustanga dzikiego.
Mamy swoich Somalijczyków ale oni przynajmniej pracują. Amerykańscy pobierają zasiłki, nasi też ale tylko do końca marca jeszcze.
Do USA drogą morska wiedzie przez Danię i Grenlandię. Wczoraj tłumaczyłem Strażnikowi Domowemu na czym zakupy Trumpa opierają się. W tym celu na środek salonu wytargalem duży globus i oparłem palec na morzu Arktycznym.
Płynąłem nim od granic ZSRR przez Spitsbergen na Grenlandię i drogą to była krótka, bo po dwóch dobach albo mniej, już się skończyła wódka.
Tak więc dotarłem drugi raz do Grenlandii. Pierwszy raz miało miejsce rok temu. Z Kacprem i Marysią.
Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że byłem ale nic nie widziałem. Czy mogę dodać, że ta pierwsza podróż była pionierską?
Pierwszy polski dziadek z dwójką wnuków wylądował w samiuśkim środku Grenlandii.
Dodam, że Grenlandię solo zaliczył w ten sposób w minione Święta Mikołaj.
Takiego dziadka to że świecą szuka, powiedziała Marysia w noc polarną.
Swięty Mikołaj to dopiero podróżnik jest. Nie wiem czy widziano go w Somalii ale w USA na bank.
El Czariusz
08.01.2026, 10:27
No więc byłem na Grenlandii czy nie?
Czy moje wnuki były?
Jr__1VZIyaI
Czy kogoś to boli w jaki sposób zdobyłem Grenlandię z wnukami, czy się tylko uśmiechnie?
Przed nami kilka dni wspólnej zabawy z globusem.
Pewnie nie będą pamiętali jak im dwa lata temu dziadek tłumaczył w realu (z globusem), skąd się bierze "dzień i noc"?
Spróbujemy sobie przypomnieć.
I to nie w salonie, tylko na dworze!
Wybierzemy najciemniejsze miejsce na podwórzu i dzieci będą słońcem a dziadek kręcącym się globusem.
Na finał będziemy chować globus, i szukać go w kosmosie podwórza.
Niech tylko śniegu trochę napada to jeszcze nocne saneczkowa nie będzie.
Pora do roboty, bo już słonce świeci... i odebrać klawiaturę.
Pisanie na telefonie to jakaś masakra...
Nie wiem, czy mogę tutaj ale...
Słoneczka nie mam i już piszę dlaczego.
Trzy razy już opłacałem słoneczko i zaraz potem (na zbity pysk mnie wyrzucano z forum.
Moja pionierskość wnosi dużo dla forum. To mnie usprawiedliwia. To dla utrzymania własnej samooceny piszę. Ważne, żebym siebie szanował, potem innych a nie odwrotnie.
Najlepiej szanować (tutaj) innych - ograniczając komentarze. Dlatego ja będę starał się trzymać zasady 777.
Czego dotyczy ogłoszenie?
Kupna z mojej strony.
Zapotrzebowanie mam wymienić ten gniot, który umożliwia mi pisanie. Znaczy nie klawiaturę, bo tam nabyłem. TF200 z podświetlaną rzeczoną (nie wiem, jak to uruchomić) i z myszką. Wszystko przewodowe, by mnie nikt nie podsłuchiwał jak pisze.
Podobno to do jakiś gier też służy. Ja chcę grać tutaj, z wami. To moja Wielka Gra.
Zatem do brzegu.
Jak ktoś miałby do sprzedania komputer klasyczny (nie laptop). Taki normalny komputer. Mój ma chyba 20 lat co najmniej i windows (chyba) 7.
Ale zaraz sprawdzę w cleanerze jego parametry, to podam.
Edycja:
https://i.ibb.co/s9ynnPc2/Bez-tytu-u.png (https://imgbb.com/)
To chyba taki.
El Czariusz
08.01.2026, 20:40
Grenlandzka zajawka.
https://www.biznesradar.pl/a/131583,greenx-odkryl-antymon-w-projekcie-eleonore-north-na-grenlandii
Tłumaczy zainteresowanie.
To świeży temat.
Ja przypomnę jutro nieświeże. Będzie o kosmicznym spadku i innych cudach
Tymczasem...
1E28delpsGw
...tym wszystkim, którzy tęsknią za komuną, NRD i mateczką Rassiją.
Ale...
918cYW18q_U
...stare wraca.
Przyjdzie komisja i nakaże.
Wojna idzie (tak mówią) a w pomorskim już w kominku nie ma palisz jak którejś tam normy nie spełnia. Nie nie... Nie chodzi o nowy, tylko stary, który posiadasz.
Teraz leci bombka i... prądu nie ma, gazu nie ma i urzęfasów z komisji też nie będzie.
El Czariusz
09.01.2026, 01:19
To, co wydarzyło się na konkursie Miss England, nie było tylko decyzją, by wyjść bez makijażu.
Po raz pierwszy w niemal stuletniej historii konkursu finalistka wyszła na scenę i bez zbędnych słów powiedziała:
- To jest moja twarz. I to wystarczy.
El End.
Szkoda, że Ci co tak tęsknią za komuną i tamtą wolnością, tak mało słuchają ludzi, którzy to przeżyli, gówniany system, straszny, okropny.
Dzięki za ten filmik z h. Potockim, mega ciekawa postać :)
Szkoda, że Ci co tak tęsknią za komuną i tamtą wolnością, tak mało słuchają ludzi, którzy to przeżyli, gówniany system, straszny, okropny.
Dzięki za ten filmik z h. Potockim, mega ciekawa postać :)
Oni maja przewaznie wspomnienia z dziecinstwa, wolnosc , beztroska itp. Ci co pamietaj prawdziwe realia raczej nie tesknia
Oni maja przewaznie wspomnienia z dziecinstwa, wolnosc , beztroska itp. Ci co pamietaj prawdziwe realia raczej nie tesknia
Ja też mam takie wspomnienia, ale historię poznawać warto, bo może ustrzeże nas ona przed tymi samymi błędami.
Nie wiem o kim piszecie bo tu na Forumie nie wdziałem co by ktoś tęsknił, ja np tamtą porównuje do obecnej gdzie w 88r już pracowałem
Niektórym się wydaje, że teraz nie ma komuny. I to jest największe jej zwycięstwo.
Nie przez przypadek , jednym z marszałków germanskiego sejmu teraz, jest jeden z ostatnich szefów partii SED , która (ta partia) strzelała codziennie do własnych ludzi przy murze.
Przypadkiem nie była też Merkel, która była najlepsza nauczycielka w komunistycznym obozie dla młodzieży. Znaczy prała młodzieży mózgi, więc miała doświadczenie i prała aż do 2021r.
Tak dbała , aby komunizm nas nie opuścił
siqHZsMMwkM?
Ps. Nie przez przypadek po lewej klaszcze przyszła szefowa euokolchozu
Naprawde uwazasz ze nasze forum jest odpowiednim miejscem do przekazywania tego typu tresci?
Jeśli to do mnie, to nie ja zacząłem o komunizmie tutaj. Dorzucilem swój komunizm z zachodu, aby był komplet.
Nie może być tak, że jedni mogą a ja nie. W komunizmie mamy równość wpisana przecież w konstytucji.
Jeśli ktoś mi mówi, że teraz mamy czasy takie jak w komunie, to niestety uważam, że nie zna tamtych czasów i tych realiów jakie były.
Mówię tutaj o każdym aspekcie życia, wolności, ekonomii, standardzie życia itd itd. To BYŁY STRASZNE CZASY a teraz mamy raj w porównaniu do nich, tylko ni chuja tego nie doceniamy.
Żyłem i pracowałem pod koniec komuny i robiłem wszystko co teraz no prawie bo żadnego towarzysza nie wybierałem co by mnie tu dobrze robił .
W tv było to samo co teraz jedynie słuszny przekaz lub całkowita cisza przecie to też cenzura jak się o czymś nie mówi, na pewno nie dymali mnie tyloma podatkami i żarcie jak było to bez chemii.
Chomik napisz co tam takiego strasznego było ,może po tej stronie Wisły było inaczej
Jeśli ktoś mi mówi, że teraz mamy czasy takie jak w komunie, to niestety uważam, że nie zna tamtych czasów i tych realiów jakie były.
Mówię tutaj o każdym aspekcie życia, wolności, ekonomii, standardzie życia itd itd. To BYŁY STRASZNE CZASY a teraz mamy raj w porównaniu do nich, tylko ni chuja tego nie doceniamy.
Taaaa, nie znam tamtych czasów, nie stalem w pięciogodzinnychkolejkach po masło na kartki, nie liczyłem z balkonu w bloku stu kilkudziesięciu samych Starów z ZOMOwcami jadącymi ze Śląska w sukurs krakowskim oddziałom w jeden tylko dzień, nie rzucałem cegłówkami w tychże ZOMOwców na Franciszkańskiej, bo akurat był tam remont i leżało ich tam pełno, nie plułem smarkami od gazu łzawiącego, nie zobaczyłem drogi mlecznej w biały dzień jak mnie z półtora metra suka jebła sikawką o mur, nie cieszyłem się jak obalali Lenina na placu Centralnym etc., etc. Młody i głupi byłem, trzeba było się ustawić. Uja mi z tego wyszło, a mogłem pójść w konformizm. Ale dożyłem wolności.
No bo teraz przecież mamy wolność.
Taka wolność, że nawet w piecu nie mogę palić zwykłym węglem ani wjechać do Krakowa starym autem, a za wpisy na fejsbuczku można trafić za kratki. Taka wolność, że na Marszu Niepodległości ubrani po cywilnemu szpicle robią takie same prowokacje jak w latach 80-ych. Taka wolność, że całe społeczeństwo musi się zrzucać na dotacje, które biorą nieliczni cwaniacy. taka woilność, że policja szykanuje rolników jadących na protesty. Itd, itp. Nie chce mi się listować, wszyscy wiemy, gdzie i jak żyjemy. Choć niektórym się wydaje, że żyją, bo mają szynkę w Lidlu i dotacje na elektryki. Za Gierka też było w sklepach. A potem wszystko było "popularne", tylko nic nie było.
Ale tych, którzy teraz biorą profity z obecnej "wolności", komuna w końcu też pożre, bo ona robi tylko na tych najbogatszych, tych z największą władzą. I wtedy się obudzicie, ale z zamarłym krzykiem na ustach i zlani potem, bo będzie za późno.
Zawsze jest za późno.
Tylko ta głupota i naiwność tych, co nie kumają, co jest grane, wpływa niestety na całość społeczeństwa.
I wtedy zatęsknicie za Gierkiem.
A może nawet za spawaczem.
Bo tamtą komunę dało się oszukać.
Ta jest o wiele bardziej szczelna i skuteczna.
Na tyle skuteczna, że nawet jej nie zauważacie.
Jak Wam zabraknie na chleb, to zatęsknicie za "komercyjniakami" i kartkami na cukier, bo wtedy przynajmniej Zemstę Reagana była szansa dostać z darów. A teraz nikt nam nie pomoże.
Obym był złym prorokiem.
1. Represje polityczne i brak wolności. UB i mordowanie Polaków startując od Żołnierzy Wyklętych a kończąc na uczestnikach strajków 56, 70, 76, 80. Lista jest długa zamordowanych ludzi. Babcia mojej eksżony pracowała w medycynie sądowej to z samego ZK Wronki codziennie przywożono ofiary morderstw UB przez kilkadziesiąt lat jak pracowała. Cenzura wszechobecna. Inwigilacja. Podporządkowanie całkowite władzy ZSRR.
2. Gospodarka niedoboru i nędza materialna. Moi rodzice zarabiali 20dolarów miesięcznie i tak zarabiali wszyscy. Nie dało się za to żyć, nie dało umrzeć. Jak mieli mi buty kupić to zbierała się babcia na to aby w sklepie PUMY w Warszawie kupić buty za 25 dolców bo nogę miałem taką dużą, że zapomnij o butach dla dziecka.
Taka była moc nabywcza tego pieniądza. Puste półki, można było w Pewexie lub w Baltonie kupić szynkę w puszce....
System kartkowy, po wojnie, w czasie wojennym po itd.
Inflacja taka, że dziadek jak sprzedał konie to mógł dom stawiać a po kilku miesiącach kupił jedną złotą monetę.
Zacofanie technologiczne i buble w sklepach.
3. Czekanie na mieszkanie 20 lat, po wpłacie na książeczkę, kurwa jeszcze ja miałem założoną książeczkę od dziecka aby móc starać się dostać mieszkanie po 20-30 latach..
4. Talony na samochody i to jakie....Do tego te gówniane samochody, pamiętam Syrenką wyprawy do Babci do Warszawy 350 km przez 8 godzin a zdarzało się, że nie dojechała. Pamiętam jak staliśmy 4 dni w drodze nad morze bo robili remont skrzyni.
5. Szarość i bylejakość wszędzie i wszystkiego, chlać zostawało
6. Korupcja na każdym kroku, jak nie dasz w łapę to nic nie załatwisz.
7. Jak nie ukradniesz to nie będziesz nic miał, jak nie zakombinujesz i nie ukradniesz to nie będziesz miał.
8. Alkoholizm na każdym poziomie, chlanie w pracy i wszędzie po pracy, nic innego nie pozostawało.
9. Smród i zanieczyszczenie wód i powietrza, w komunie wszyscy mieli wyjebane.
10. Ukrywanie zagrożeń jak wyjebało w Czarnobylu to jak już przeleciało po nas wszystko to wtedy nam wciskali jod.
To co powyżej to tylko namiastka tego, bo to moje wspomnienia i trochę wiadomości.
NI CHUJA NIKT MI NIE POWIE, ŻE TO BYŁY DOBRE CZASY I PORÓWNYWALNE DO OBECNYCH, TERAZ MAMY PIĘKNĘ CZASY i OBY SIĘ NIE SKOŃCZYŁY WOJNĄ O CHUJ WIE CO, ZNÓW.
A teraz beczymy, że w piecu nie możemy palić czym chcemy albo, że dofinansowania idą z Państwa na coś co nam się nie podoba. Straszne rzeczy normalnie. Taka utrata wolności...hahahaha
Wcześniej pieniądze kradli i nic nie szło do ludzi a od palenia wszystkim zimą nie było czym oddychać. Tam gdzie mieszkałem była fabryka płyt pilśniowych i wiórowych to zapach kleju i palonych płyt czuć było od rana do wieczora ale chuj to na pewno było zdrowe...
A już zupełną indolencją jest powoływanie, że za Gierka było lepiej, no nie, było, 3-4 lata, a komuna trwałą 40 lat, a lepiej było bo było coś w sklepie a nie kurwa nic. Do tego było lepiej, boi Gierek nabrał kredytów z zachodu i wpompował to w rynek... później spłacaliśmy te kredyty do 2012 roku... Taki cud gospodarczy... jak przyszła super zima 78-79 i brak kredytodawców, to się zesrało i strajki zakończyły PIĘKNE CZASY GIERKA.
1. Represje polityczne i brak wolności. UB i mordowanie Polaków startując od Żołnierzy Wyklętych a kończąc na uczestnikach strajków 56, 70, 76, 80. Lista jest długa zamordowanych ludzi. Babcia mojej eksżony pracowała w medycynie sądowej to z samego ZK Wronki codziennie przywożono ofiary morderstw UB przez kilkadziesiąt lat jak pracowała. Cenzura wszechobecna. Inwigilacja. Podporządkowanie całkowite władzy ZSRR.
2. Gospodarka niedoboru i nędza materialna. Moi rodzice zarabiali 20dolarów miesięcznie i tak zarabiali wszyscy. Nie dało się za to żyć, nie dało umrzeć. Jak mieli mi buty kupić to zbierała się babcia na to aby w sklepie PUMY w Warszawie kupić buty za 25 dolców bo nogę miałem taką dużą, że zapomnij o butach dla dziecka.
Taka była moc nabywcza tego pieniądza. Puste półki, można było w Pewexie lub w Baltonie kupić szynkę w puszce....
System kartkowy, po wojnie, w czasie wojennym po itd.
Inflacja taka, że dziadek jak sprzedał konie to mógł dom stawiać a po kilku miesiącach kupił jedną złotą monetę.
Zacofanie technologiczne i buble w sklepach.
3. Czekanie na mieszkanie 20 lat, po wpłacie na książeczkę, kurwa jeszcze ja miałem założoną książeczkę od dziecka aby móc starać się dostać mieszkanie po 20-30 latach..
4. Talony na samochody i to jakie....Do tego te gówniane samochody, pamiętam Syrenką wyprawy do Babci do Warszawy 350 km przez 8 godzin a zdarzało się, że nie dojechała. Pamiętam jak staliśmy 4 dni w drodze nad morze bo robili remont skrzyni.
5. Szarość i bylejakość wszędzie i wszystkiego, chlać zostawało
6. Korupcja na każdym kroku, jak nie dasz w łapę to nic nie załatwisz.
7. Jak nie ukradniesz to nie będziesz nic miał, jak nie zakombinujesz i nie ukradniesz to nie będziesz miał.
8. Alkoholizm na każdym poziomie, chlanie w pracy i wszędzie po pracy, nic innego nie pozostawało.
9. Smród i zanieczyszczenie wód i powietrza, w komunie wszyscy mieli wyjebane.
10. Ukrywanie zagrożeń jak wyjebało w Czarnobylu to jak już przeleciało po nas wszystko to wtedy nam wciskali jod.
To co powyżej to tylko namiastka tego, bo to moje wspomnienia i trochę wiadomości.
NI CHUJA NIKT MI NIE POWIE, ŻE TO BYŁY DOBRE CZASY I PORÓWNYWALNE DO OBECNYCH, TERAZ MAMY PIĘKNĘ CZASY i OBY SIĘ NIE SKOŃCZYŁY WOJNĄ O CHUJ WIE CO, ZNÓW.
Nikt nie mówi, że to były dobre czasy.
A czy porównywalne?
Zobaczmy.
1. Falzmann, Pańko, Lepper, Petelicki, Papała, Sekuła, Zientara, Olewnik - ci mi przyszli do głowy bez szukania w pamięci, nawet się nie starałem. O represjach np. rolników pisałem wyżej. Inwigilacja? Kamery na każdym kroku.
2. Gówniane żarcie i chińskie buble w sklepach. Większość emerytów nie ma na życie. Większość społeczeństwa nie ma żadnej własności, bo wszystko ma na kredyt czyli właścicielem jest bank. To też jest nędza.
3. Na mieszkanie nie czekasz 20 lat, tylko 35 i więcej, bo przez ten czas należy ono do banku. O ile jesteś w stanie doczekać, bo bank może się nagle upomnieć o spłatę natychmiastową. Klita 12mkw to apartament.
4. Elektryki, z którymi jest podstawowy problem - szybko zatankować. Nowoczesne auta, które po 3 latach (jak się skończy gwarancja) psują się na potęgę. A po 7 latach nawet na złom się nie nadają, bo sa z gównolitu i plastiku.
5. Tęczowość i bylejakość. Zamiast wódy amfa, i to już wsród gnojków.
6. Korupcja na każdym kroku. Ustawiane przetargi i szantażowani nagraniami z burdeli politycy, podatni na każdy najgorszy syf.
7. Jak nie weźmiesz dotacji, jak nie zakombinujesz, to będziesz bidok. Albo kredytu. A i tak będziesz bidok, bo wtedy należysz do banku.
8. Codziennie widzę eleganckie panie kupujące małpki. O amfie było wyżej. Ćpają nawet na poziomie urzędu gminy, a w korpo niemal wszyscy.
9. Smród i zanieczyszczenie wód i powietrza, ale jak zapłacisz to smród i zanieczyszczenie magicznie znika. W kieszeniach urzędników.
10. Ukrywanie zagrożeń typu wpychanie nas do wojny.
To tak na szybko, namiastka tylko.
I nie wciskaj mi tu, że za Gierka było lepiej. Napisałem, że zatęsknisz za Gierkiem.
Co do kredytów Gierka jeszcze - 24 mld dolców, spłacone w 2012, trochę to trwało.
Ciekawe ile wieków będziemy spłacać obecne.
https://www.gov.pl/web/finanse/zadluzenie-skarbu-panstwa
"Zadłużenie Skarbu Państwa (SP) na koniec października 2025 r. wyniosło 1.894.102,4 mln zł"
Powiedz mi ile to jest, bo ja się już pogubiłem z tych cyferkach. Bilion? Biliard?
Dla mnie wszystko powyżej miliona to abstrakcja. Zresztą milion też.
Dla porównania:
milion sekund to ok.12 dni.
miliard sekund to ok. 32 lata.
bilion sekund to ok. 32 tysiące lat.
1,89 biliona sekund to ok. 60 tysięcy lat.
Co do "beczenia", że nie można palić węglem. Wyobraź sobie, że znam wiele rodzin w okolicy, których nawet z dofinansowaniem nie stać na wymianę pieca. Nawet na węgiel przestaje ich być stać, bo się drogi zrobił, odkąd zasypaliśmy kopalnie na rozkaz frau Ursuli.
Ja mam to szczęście, że palę drewnem i że go mam sporo. Jeszcze, bo niedługo też mi każą wymieniać piec. I też mnie nie będzie stać.
A ci na gazie też ledwo zipią i marzną.
Taka wolność, że całe społeczeństwo musi się zrzucać na dotacje, które biorą nieliczni cwaniacy. taka woilność, że policja szykanuje rolników jadących na protesty.
Nie masz większego cwaniaka nad rolnika. Same tylko dotacje bezpośrednie kosztowały resztę społeczeństwa 264 miliardy PLN (mam nadzieję, ze połapiesz się w zerach), tylko w roku 2024 było to 19,3 mld PLN za samo tylko posiadanie ziemi.
Dotacje do KRUS w 2024 r. kosztowały resztę społeczeństwa 27,4 mld PLN i z roku na rok ta kwota rośnie.
Reszty programów nie chce mi się wymieniać żeby Ci łatwiej z zerami poszło.
Baw się dobrze na kolejnych manifach w obronie cwaniaków!
Chomik, ta komuna poszła z czasem i postępem, ale dalej to komuna.
Aby nie rozmywać, mam jedno pytanie do Ciebie.
Wiatraki, poprzez ścieranie łopaty , emitują do środowiska znaczne ilości wiecznych plastików PFAS. Co to wieczny plastik poczytaj sobie o że niczym gonzbtwgo gruntu nie wypluczeaz, zwiążesz, nie usuniesz.
. W odległościach do 50 km można ten plastik w gruncie znaleźć. Jeśli jego wartości są zbyt wysokie, masz zakaz produkcji żywności na tych polach. Następna granica przekroczona i na polu nie możesz nawet karmy dla gadziny produkować.
Wątroba z dzika na terenach gdzie jest dużo wiatraków , musi być zutylizowana i ni można jej jeść. Jest napakowana PFAS do pełna.
https://lua.rlp.de/presse/pressemitteilungen/detail/ewigkeitschemikalien-pfas-wildschweinleber-stark-belastet
Sam sobie znajdziesz badania jak szybko myszy karmione PFAS mają nowotwory i zdychają. Z ludźmi podobnie a nawet gorzej.
Komuna stara truła dymem, syfem i zatruciem wszystkiego jak pisałeś. Zgadzam się.
Nowa komuna ma truciznę na nas, której nie widzisz, nie czujesz ale Cię też zabije, jeśli w pobliżu masz wiatraki, zjeszbrybe że stawu z plastikiem, zjesz warzywa , chleb wszystko z PFAS
Stara komuna ukrywała Czarnobyl, nowa komuna ukrywa plastik z wiatrakow.
Kończąc, czy popierasz trucie gruntów na setki lat plastikiem (wiatraki to nowy Czarnobyl ) , które nam nowa komuna serwuje na naszym podwórku?
Zimiok, nie chce mi się z Tobą pisać, bo walisz w ch...a (https://africatwin.com.pl/showthread.php?p=895378#post895378), tylko raz odpowiem.
Większość społeczeństwa, w tym rolnicy, to durnie, bo wydaje im się, że dotacje są fajne.
A potem kwik.
I nie jeżdżę na żadne manifestacje, zmądrzałem na przełomie lat 80/90. Nie będę się podkładał za głupie społeczeństwo, które wybrało na pierwszego prezydenta agenta SB, a na kolejnego komunistę.
Stara komuna ukrywała Czarnobyl, nowa komuna ukrywa plastik z wiatrakow.
Plastik z wiatraków :mur:. Fazik, prosze cię. Znów rzucasz wiatrakami, które pasują ci do głoszonej teorii. Może sobie poczytaj najpierw w czym masz najwięcej tego PFAS. Żeś się czepił akurat wiatraka bo tak wygodniej. Gwarantuję ci że te wiatraki (pewnie z powłok nieprzywierających jak mniemam) to rozsiewają tyle tego PFAS co kot napłakał w porównaniu do ciuchów, lakierów, klejów, opakowań na żarcie na wynos etc. Jak się tak boisz to bym chyba uprzedził szanowną małżonkę żeby nie używała papieru do pieczenia bo rodzinę potruje. No i kosmetyki też niech wypierdzieli w kosmos.
A ile PFAS wepchałeś w nową chałupę to pewnie nawet nie wiesz ale poważnie bym na Twoim miejscu rozważył utylizację tej nieruchomości.
Emek, świetną logikę prezentujesz.
Plastik w żarciu jest be, w wiatraku cacy.
Zimiok, nie chce mi się z Tobą pisać, bo walisz w ch...a (https://africatwin.com.pl/showthread.php?p=895378#post895378), tylko raz odpowiem.
Większość społeczeństwa, w tym rolnicy, to durnie, bo wydaje im się, że dotacje są fajne.
A potem kwik.
Durnie czy cwaniacy zatem? IMO różnica zasadnicza!
W domu nie mam żadnego plastiku ani styropianu. I nie będzie , a jak już to minimalnie.
Rozumiem że dziki wchodzą do domów i pożerają papier do pieczenia? Skąd te dziki mają ten PFAS w wątrobie? Możesz podać źródło?
Muszę znaleźć badanie frauenhifer Institut , gdzie badali jedna łopatę na ścieranie.
Chodzi o to, że deszcz, śnieg, wiatr ścierają te łopaty.
Skąd w tych dzikach ten plastik?
Cwianiak zawsze w końcu wychodzi na durnia.
https://africatwin.com.pl/showthread.php?p=895378#post895378
Skąd w tych dzikach ten plastik?
Używały plastikowych rurek do drinków, nie wiesz?
Sorry za posta pod postem, ale Fazik niegodzien w jednej linijce z zimiokiem.
Emek, świetną logikę prezentujesz.
Plastik w żarciu jest be, w wiatraku cacy.
Z Twoją logiką nie mam zamiaru polemizować. Nie wchodzę na ten level. Poczekam aż przejdziesz do czynów.
https://africatwin.pl/showthread.php?t=18200&page=13
Fajnie, to mi się najbardziej podoba:
https://africatwin.pl/showpost.php?p=338012&postcount=127
A idzie, idze, bajoku.
Emek, pytanie aktualne. Skąd u dzikow w wielu rejonach wiatrakowych, tyle PFAS w wątrobie?
Jest zakaz spożycia i nakaz utylizacji. Nawet psu nie możesz dać.
Fazik skąd ja mam kurła wiedzieć co wpierdalają dziki w NRD?
Plastik z wiatraków :mur:.
Tak-że-tak.
Idzie lepsze, będą butelki skupować, plastik itd ale mortadelę dostać w papierze to rarytas chyba teraz jest :D
Tak to prawda w tamtej komunie wszystko można było sprzedać na skupie, folii i plastików praktycznie nie było.
Emek, nie rób że mnie idioty ani z ludzi którzy tę wątroby badaja. To wszystko pochodzi z łopat wiatraków które się ścierają mechanicznie. Dzik nie ryje w plastikowej kuchni, w szafie, na smietnisku, nie pije wody przez plastikowa słomkę, ryje na wolnej przestrzeni, gdzie glownym źródłem plastiku jest właśnie wiatrak. I nie ma tego mało, jeśli wątrobę dzika trzeba oddać do utylizacji aby nie trafiła do łańcucha pokarmowego ludzi.
Nie umiem znaleźć tego frauenhofera o tym wiecznym plastiku. Kiedyś go tu linkowalem. Pewnie skasowali jak większość o zdrowej szczepionce.
Ciekawe co Chomik powie o Czarnobylu w nowej komunie i jego ukrywaniu.
https://i.postimg.cc/j5sb0P8w/MG-4634.jpg
Komunistyczny radziecki MiG.
A nie, czekaj...
Chomik ja pisałem o komunie którą znam i dokładnie pamiętam jak mama płakała bo tato był na strajku w LZNSie , a czołgi stały pod bramą. Po strajkach taty sb nie ścigała ale teraz te ścierwa z sb, prokuratury i sędziowie razem z całym tym aparatem co mordowali Polaków emerytury kosmiczne biorą, to jest ta niby wolność o którą śp tata walczył ???
Pawel_z_Jasla
09.01.2026, 23:45
Gówno wiem, w dupie byłem ale jak Was czytam:mur: Na cztery tematy, które z ciekawości śledzę w dwóch jest gównoburza bo:
"Nadęło się ego jak balon
i dalej rośnie i rośnie
każe się wszystkim podziwiać
marudząc przy tym nieznośnie
patrzcie jak jestem ogromne
jak emanuję mądrością
pokłońcie się wszyscy przede mną
olśnieni moją wielkością
ja ja mnie moje i dla mnie
te słowa wciąż powtarzało
aż pękło z tego nadęcia
i nic z niego nie zostało
Bo warto jest siebie doceniać
z uśmiechem przyjmować gdy chwalą
lecz trzeba zachować rozsądek
inaczej pękniemy jak balon"
Jedni toczą boje o e-wizę i kto był pierwszy, drudzy o plastik z wiatraków, dziki i lata słusznie minione a Ja dalej się dziwię skąd tylu wyborców Brauna:confused:
A co, wyborcy Kaczora i Donalda lepsi, tak?
Niemiecki Braun, jest partią nr1 w Niemczech z największym poparciem. No dobra, nie tak jak Braun extremalnie, ale tak na pół.
Co w tym złego? Stare partie tak rozjebaly kraj, że ludzie poszli do niemieckiego Brauna z nadzieją że da radę. Stare partie są w tej chwili w kosmosie, kompletnie nie widząc co się dzieje na ziemii.
Pod koniec cesarstwa rzymskiego, mianowano konia na posła. To właśnie dzieje się u nas.
Africa Tigg
10.01.2026, 00:16
pewnie wiesz o tym , jak wszystko oczywiście, ale tą historie o Incitatusie, że został mianowany senatorem czy też konsulem przez Kaligulę, to Swetoniusz wymyślił, a później tą głupotę powtarzano, jak tez obecnie lubi się powtarzać wiele głupot...
Pewnie wiesz o tym, jak wszystko oczywiście, że piszemy/mówimy "tę historię" i "tę głupotę". Co nie zmienia postaci rzeczy, zarówno jeśli idzie o Swetoniusza, jak i o parlamenty, w tym te współczesne. W polskim również zasiada koń. I jeszcze prawnika udaje.
W zeszłym roku zalegalizowano narkotyki u nas. Tysiące problemów dookoła, a oni legalizują narkotyki, jakby to była najważniejsza rzecz w tej chwili.
To jest właśnie ten koń senator. Jest symbolem władzy w kosmosie niewidzącej spraw na ziemii
vBulletin v3.8.4, Copyright ©2000-2026, Jelsoft Enterprises Ltd.