PDA

View Full Version : Historia jednego podwórza czyli Elwood, skąd Ty mieszkasz?


Strony : 1 [2] 3

aadamuss
26.11.2025, 01:53
Napisz coś więcej o deskach i zamkniętej żywicy.

Wysłane z mojego SM-S931B przy użyciu Tapatalka

El Czariusz
26.11.2025, 14:11
Jak wrócę ze wsi, rozwinę temat. Przy okazji padnie mit pana Thomy.

Tymczasem na Podlasiu leje. Zabezpieczam dziury w dachu.
Wczoraj przy łataniu polatałem trochę. Grawitacja.
Dzięki niej w ogóle żyjemy. W poniedziałek robiłem podesty, by nie łatać między belkami stropowymi a latać. Łatać a nie latać.
Poleciałem.

Zawsze marzyłem by latać. Czasami śni mi się, że jestem latawcem. No i wczoraj już z czołówką na oczodołami stąpnąłem tam, gdzie nie powinienem. Moje podesty zrobiły swoje. Pięknie opadłem na głowy długie trójgłowego ramienia. Oczywista jednego i drugiego. Trzymał jeszcze najszerszy grzbietu ale... Wiek i brak siły robi swoje.
Zjebałem się na złomowisko desek. Tu przepraszam pana Miodka i Bralczyka, bo zjebałem się tak zajebiście, że nic mi się nie stało.
Ale przewidział to jeden z moich najbardziej ulubionych podlaskich Kolegów, stworzył z pomocą AI piosnkę, w treści której było, że spadnę dachu i złamię nogę.

Takich mam kurwa Kolegów.
Ale... Wszyscy ci, którzy opierają swoją przyszłość o to narzędzie, nie wzięli pod uwagę, że ja umiem latać.
Własnie przestaje padać ale zaczyna wiać. Przerywam latanie dziur i otwieram browara.

El Czariusz
26.11.2025, 14:37
Jak zwykle nie wierzycie?
Proszę...
https://suno.com/s/AP7dm9c1xIoplWE8

Jechałem po jeszcze dwie plandeki. Znaczy chciałem... Pierwszy raz nie wziąłem trapów.
Wróciłem ale wyjazd zajął mi pół godziny.
Przyszedł sąsiad imiennik, by pomóc.
- Daj mi kwadrans.
Nie wyjedziesz.
Wyjechałem.

Melon
26.11.2025, 14:54
Znaczy się jak nie urok to sraczka :) Gnaty całe ?

El Czariusz
26.11.2025, 16:12
Tak się browariuję i myslę czym ja te stopy wytrę?
Od trzech m-cy wietrzy się ręcznik na zewnątrz.
Zatem poszedłem w klatkach boso po niego i wrócił Afganistan 2010, kiedy w podobnych temperaturach zawitałem w podobnych klapkach przez jakieś 60km w trudnym, górskim terenie sobie popierdalałem, bo musiałem.
Między 3000 a 5000m.
I aż mi się kurwa ciepło zrobiło...

Melon
26.11.2025, 16:15
Już myślałem, że tylko ja mam takie ślady po skarpetach :D

El Czariusz
26.11.2025, 16:28
Merynosy. Fchuj kasy kosztowały. Dwa razy cerowanie wełną z motka. Gdzie cerowanie - gitara Redzika.
Afganistan 2010 to jest mój ideał y przykład, że za grosze da się bez problemu.
Grąbczewski.2018 tym bardziej.
Oczywista w moim trybie ale Mackiewicz podobnie realizował swoje marzenia.

chomik
26.11.2025, 18:38
Już myślałem, że tylko ja mam takie ślady po skarpetach :D

Hehe to samo pomyślałem :D

El Czariusz
27.11.2025, 19:00
Szczerze wyznam, że nie załapałem, o co wam z tymi piętami...
Dalej nie łapię ale... ponieważ was lubię czuję się w stadzie.
Mniej ważne.
Tempo mam mrówcze. Dzisiaj dotarłem do kalenicy z lataniem fizycznym i jak tak dalej pójdzie będę pnął się w kosmos. Muszę hamować i działać w poprzek.
Jeszcze raz dziękuję Karpikowi, który tu nie zagląda za wsparcie w ubyły piątek i sobotę. Hasałem dzisiaj po wzmocnionych krokwiach i nic nie strzelało.
Nic poza moimi stawami.

Wleźć na krokwie to było wyzwanie. Stan mojej fizyki to dramat. Dlatego robię jak mrówka. Na pewno powoli. Jakość okaże się później.
W każdym razie dzisiaj ułożyłem pierwsze dachówki na na dachu w życiu. Było ich 9 sztuk
Ale nie szaleję. Będę się rozpędzał powoli. Może Redzik poprosi AI o kompozycję wzmacniającą pracę a nie lot ku glebie?

El Czariusz
27.11.2025, 21:12
-OpWVCpE9Q4

Melon
27.11.2025, 21:27
Prawdziwe mleko czy ser,śmietana,masło tak jadłem bo była krowa w domu ale też te produkty ze sklepu były lepsze niż ta imitacja nabiału jaką nas karmią obecnie. Tak zaraz będzie larum bo to za komuny było tej czerwonej ale teraz jest komuna kolorowa więc trza się cieszyć tym co mamy bo za chwilę będzie jak z Seksmisji nasi tu byli :D

El Czariusz
28.11.2025, 09:52
Nie zatrzymamy procesu.
Obecnie przeżywamy najazd współczesnych Hunów. Przez nich upadł Rzym, i to stanie się z Europą. Tak się płaci za komfort. Taki rechot historii.
Ale Hunowie mieli swoją kulturę. Język pisany(sic!) i przywieźli do Europy portki. Wtedy szarawary.

El Czariusz
28.11.2025, 18:40
Kurde molek... Przez błąd wywaliło piękny tekst z moich dzisiejszych pięknych dokonań, znaczy zatykania dziury w dupie.
Ważne! Umiem latać!

To był piękny dzień.

El Czariusz
29.11.2025, 19:29
Zacząłem dzisiaj trochę za późno.
Śpię na glebie, w sensie deskach i gnaty dopiero łapią klimat. Zawsze tak mam. Pierwszy tydzień na wyspach to koszmar. Koszmar, o ile gnatów nie przygotuję za wczasu. Zawsze sobie obiecuję ale nigdy nie dotrzymałem terminu.

Odwiedzają mnie sąsiedzi.
- Grzejesz sobie wodę na kąpiel? Patrząc na miednicę.
Nie. Od 35 lat nie umyłem się w ciepłej wodzie.
- To jak się myjesz?
Biorę pół wiadra wody i po ciemku na golasa w klapkach na dworze się spłukuję.

Opał ci się kończy. Dowiozę ci bo w stodole już nic niema.
- Jak będę potrzebował, to dam znać.
Robię powoli dach sam. Nowość dla mnie. Motywacja by wrócić na... siłownię. Zawziąć się "po staremu".
Część moich zacnych Kolegów stwierdziła, że nie dam rady, że to trzeba tak i tak i w ogóle... Co ty tam wiesz "o wsi Elwood"...
Tak wróciłem zdołowany na chatę Przystanek Oliwa po eksperckiej ocenie przez kumpli stanu faktycznego.
Ale... Zawzięty jestem. To ja jestem autorem scenariusza Powrotu do przyszłości. Oczywista zostałem wydymany przez socjalizm słynnej wytwórni, która ma ten moment przypomniała sobie,, że chwilowo lepszy będzie czarny kapitalizm.

Co, co mnie znają wiedzą, że jestem zawzięty. Nie tylko w fizyce. Ta taka namacalna przecież. Za tą zawziętość lewicowa część forum żadała usunięcia mnie z forum za...
Sami wiecie.
No i byłem usuwany. Żeby to było za brak wiedzy w określonym temacie.
NIE.

Ale o tym później albo... wcale.
Moja podróż trwa!

El Czariusz
29.11.2025, 21:23
W sumie to najgorszy był ten sąsiad, który przywiózł czteropak łomży, wypiliśmy po jednej i potem uciekł...
Zostawił mnie z tymi dwoma łomżami jak Himilsbacha z angielskim.
Ciemno już było...

El Czariusz
30.11.2025, 00:10
No właśnie za to byłem wykluczany.
A teraz...?
Jest dziennikarz, który słucha a nie stawia tezy

cfzK1SGzJ28

Za takie poglądy byłem kasowany.
Nie poglądu, za wiedzę!
Dzisiaj duszę ekspresowo leszczynę. Banalna wiedzą ale nie... Niedouczony Kolega piszę .i -nie da się.

El Czariusz
30.11.2025, 20:16
Dekarz/cieśla amator zakończył łatanie dziur w dachu.
W styczniu będzie dogrywka z pozostałą połacią.
Ostatnie siedemnaście dachówejk wrócilo na swoje miejsce.

El Czariusz
01.12.2025, 21:17
Internety.

"W 1968 roku w Grenoble nazwisko Andrzeja Bachledy Curusia wywoływało poruszenie. Gdy spiker wyczytał je z francuskim akcentem, można było wyczuć szmer. 21-letni wówczas Polak zajął szóste miejsce w slalomie specjalnym. Wynik ten, patrząc na stan rodzimych konkurencji alpejskich, brzmiał jak z innej planety. "Gratulujemy jednego z największych sukcesów w historii naszego narciarstwa!" – pisano w depeszach do narciarza. A "Przegląd Sportowy", dzień później i na pierwszej stronie, oceniał:

"Nie wierzyliśmy, że kiedykolwiek nasz reprezentant zdoła zagrozić najwybitniejszym zjazdowcom Francji, Austrii i innych krajów alpejskich. Andrzej Bachleda, zawodnik, którego udział w Igrzyskach Olimpijskich przesądzony został niemal w ostatniej chwili, wywalczył sukces o największym ciężarze gatunkowym, sukces, który wywołał największe echo i uznanie w fachowych kołach narciarskich".

W sobotę 17 lutego 1968 roku warunki pogodowe były koszmarne. Nad trasą olimpijską wisiała mgła. Do tego uderzający w twarz śnieg i silny wiatr. Andrzej wspominał, że "zaraz po starcie nie widać było nawet najbliższej bramki". Jean-Claude Killy - narciarz wybitny i wyposażony niczym kosmonauta, w trzydzieści par nart i zespół mierzący temperaturę śniegu – jechał po kolejny tytuł mistrzowski. Polak startował w przemoczonych butach, które po każdym przejeździe robiły się coraz miększe i cięższe. To była różnica dwóch światów.

A jednak jechał.

W pierwszym przejeździe: w gęstej mgle, przy oblodzonych tyczkach, między oślepiającymi reflektorami kamer TV, pojechał nie tylko czysto, lecz przede wszystkim szybko. Jego rytm był pewny i dynamiczny. Kilku faworytów zostało w tyle. W drugiej próbie musiał utrzymać nerwy na wodzy. Aura jeszcze bardziej dawała się we znaki. Ale… Andrzej Bachleda Curuś znów sunął wyśmienicie! Gdy z powodzeniem minął trudną bramkę, która zniszczyła marzenia niejednego konkurenta, było wiadomo, że zajmie miejsce w czołówce.

Ostatecznie był szósty. Patrząc szeroko na polskie narciarstwo, to wynik ten był wybitny! Kilka tygodni później udowodnił jeszcze, że oprócz wartości stricte sportowej daje kibicom moralny przykład.
Aspen. Marzec 1968 rok. Zakopiańczyk rusza na trasę slalomu specjalnego zaliczanego do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Mknie cudownie. Bezbłędnie. Do drugiej próby podchodzi jako jeden z faworytów. Pierwszą część przejeżdża dobrze. Nagle, w ułamku sekundy zły manewr niweczy wcześniejszy wysiłek. Andrzej ominął jedną bramkę! Dojechał co prawda do mety, ale zdawał sobie sprawę, że jego szansa na dobrą lokatę prysła.

Niepocieszony zdejmuje narty i udaje się w kierunku szatni. Po drodze zaczyna zauważać dziwne zachowania ludzi. Uśmiechają się, gratulują i poklepują po ramieniu. Mógł pomyśleć, że stał się ofiarą jakiegoś żartu. Tyle, że gdy spojrzał na tablicę z wynikami zdał sobie sprawę skąd to poruszenie. Obok jego nazwiska wyświetliła się aktualna pozycja. Był czwarty.

"To pewne, że sędziowie nie zauważyli minięcia bramki" - w głowie 21-letniego narciarza wszczęła się prawdziwa wojna dobra ze złem. Z jednej strony mógł pozbierać sprzęt, uśmiechnąć się, przyjąć gratulacje i dopisać do swojego pucharowego dorobku 11 punktów. Z drugiej jednak, kłamstwo ma krótkie nogi i zapewne ktoś prędzej czy później odkryłby ten jego błąd…

Bachleda-Curuś przeprosił otaczających go ludzi i szybko podszedł do stanowiska sędziowskiego. Tam opowiedział o całym wydarzeniu. Zdawał sobie sprawę, że zostanie zdyskwalifikowany. Ale tak przynajmniej było uczciwie. Arbitrzy nie mieli innego wyjścia i anulowali wynik Polaka. Później jednak, z prędkością błyskawicy, roznieśli wieść o tym jak honorowo się zachował. To było coś, co pozwoliło uwierzyć, że sport to coś więcej niż wyniki i medale.

Międzynarodowa prasa zamiast pisać o jego wyczynie na stoku, ze szczegółami opisała jego postawę. Wzorową postawę. Doceniło go również UNESCO, przyznając nagrodę Fair Play.

Cóż, sport to nie tylko liczby i medale…"

Zostałem.
Jadę z kokosem.
Miałem jechać do domu. Ostatnia kupa w swawojce. Widzę z niej dach.
Dach nietknięty, który na tle potężnych dziur wydawał się...

We wsi się śmieją z niego. Nic nie umie, nie zna się ale... Siedzi na tym dachu. Nie oczekuje pomocy poza prozaiczną... Dobrym słowem
Sąsiedzi mu pomagają. Patrzą jak on walczy. Już się tak nie śmieją jak uważa mój bardzo zacny kolega. On nigdy we mnie nie wierzył.
Ale on jest geniuszem.
Mówi mi: palisz mokrym drewnem, zjebiesz komin i w ogóle. Do tej pory nie paliłem mokrym drewnem ale paliłem suchym próchnem.
Mój zacny kolega nie wie tego, co ja robię.

Dołączam film.

P.S.
Dzwonił inny geniusz. Geniusz na poważnie, jak mój zacny Kolega. Jedzie na rajd do Maroko i chcę, by wszystko było korekt.
A ja mówię: bardziej dbają o relację z partnerem w rajdzie a nie o sróbki w toyocie.

Vv5fBNlC7q0

El Czariusz
01.12.2025, 22:22
Bystra dogrywka z kolacji.

z3wGPQqt98A

Wczoraj szczęśliwy, że wyjeżdża, dzisiaj szczęśliwy, że został.

El Czariusz
02.12.2025, 18:15
Na wsi się z niego śmieją.
Dachowy zasraniec taki.
Dzisiaj znowu dotarł do kalenicy. Gdyby był naumiany wcześniej, co się naumiał, to była cała połać południowa byłaby fertig, jak to Podlasiaki mówią.
A tak będzie musiał jeszcze po krokwiach biegać tam, gdzie zrobione.
Nieważne... Ważne, że zawzięty jak dawno nie był.

Wody nabrał do picia i mycia. Dzisiaj wieczór plan jest połączyć turecką łaźnię z fińską. Bez dodatku ciepłej wody. Akurat śnieg zaczął padać więc jak znalazł.

P.S.
Usprawnił system suszenia drewna. Wieś fika już masowo orły że śmiechu.

Zjęc nie będzie, ładować się nie chcą.
Madame Browary bierze mnie w objęcia i idziemy się kąpać!

El Czariusz
03.12.2025, 13:47
Dzisiaj dzień odpoczynkowy.
Popełniłem tekst o "zamkniętej żywicy" i... Pisanie z telefonu jest męczące dla mnie. Łatwo o "logistyczny" błąd.
Zatem krótko, drewniana zagadka.

Co to jest i do czego (mi) służy?

Szok
03.12.2025, 16:55
Zmielona gitara Jimi-ego. Pewnie sprzedajesz po wiórze z certyfikatem autentyczności. 🙂


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk

El Czariusz
03.12.2025, 18:42
Nie... No Szok...
Nie padło pytanie z czego wytwór, więc nie mogę zaliczyć odpowiedzi w tej kategorii, bo ta była tak trudna do wykonania, że nawet nie podjąłem trudu zadania takiego pytania wstępnego...
Prawda jest taka, że zabrałem na Podlasie wszystkie moje gitary i... tak skończyły.

Zatem kolejna zagadka, poza nie rozwiązaną, dlaczego tak skończyły... Nawet pytajnika nie drukuję tak wykluczony się czuję...

Tymczasem ten tego... Zapraszam w piątek sąsiadów.

jQ1oDJSZbAk

Luti
03.12.2025, 18:54
Na zrębkę to nie wygląda.

Uważaj Panie Darku na te zabawy z drewnem przy piecu, co to by nie sfajczyć obejścia.

El Czariusz
03.12.2025, 19:18
Zatem do czego w istocie służą?

magneto
03.12.2025, 20:04
Zatem do czego w istocie służą?
Wygląda nie niezły materiał na rozpałkę, albo do "mszenia" (zagadka... :confused: )

El Czariusz
03.12.2025, 20:54
Słusznie ale...
Nie to.
Kiedy przedstawiłem moją teorię do zagospodarowania zrębek/ścinek/wirów moim zacnym, genialnym kolegom... w ogóle nie zostałem wysłuchany.
My ci mówimy jak ma być...
To jest mój problem... Ja ku sobie ściągam geniuszy... Do dzisiaj nie wiem jak to działa...
Wic taki, że ja na ich tle...

Wszyscy ci moi uważają mnie za tłuką. Wcześniej czy później.
Część z nich tkwi przy mnie jak tyczka geodezyjna.
Nie wiedzą, co robić a ja w tym czasie...

Prezentuje im ten worek i żaden z nich/tych geniuszy nie zna banalnego rozwiązania...
Żaden.
Zaraz go podam.

magneto
03.12.2025, 21:03
Już wiem - poduszka, ew. siennik :)

El Czariusz
03.12.2025, 21:14
Bardzo dziękuję za interakcję.
Magneto... podobnie jak Szok, zrobiliście mi dzień/wieczór:)
Ale... to dalej nie to.
To jest banalne rozwiązanie. Doskonałe do...

chomik
03.12.2025, 22:22
To jest banalne rozwiązanie. Doskonałe do...
Ocieplenia.

El Czariusz
03.12.2025, 22:39
Funkcja znakomita ale nie dedykowana;)
Moich genialnych przyjaciół szlag trafi jak podam rozwiązanie. Nie znają tego rozwiązania.
Podpowiem...
Jest z dupy wzięte!

arbo
03.12.2025, 23:57
Ocieplenia.

Kuźwa, chomik, Ty to powinieneś wiedzieć na co te wióry.
Dla chomika!

https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif

chomik
04.12.2025, 11:09
Kuźwa, chomik, Ty to powinieneś wiedzieć na co te wióry.
Dla chomika!



Aaaa no tak :mur:

Emek
04.12.2025, 11:19
https://www.shutterstock.com/image-photo/detailed-image-ecofriendly-composting-toilet-600nw-2554224687.jpg

El Czariusz
04.12.2025, 11:43
Tak jest!

Do kompostowania tych najmniej sympatycznych odpadów.
Czyli tych, w których jesteśmy sobie najbardziej równi.
Zostałem wykpiony przez moich zacnych kolegów z tego powodu, do takiego stopnia, że zamkłem się w sobie nawet.
Na chwilę ale jednak.

Idąc tam, skąd mam wspaniałą panoramę przełożonych przeze mnie dachówek, zabieram z wodą garść rzeczonych. Tymi zasypuję to, czego mój i wasz organizm nie toleruje dłuzej z reguły niż dobę.
I to wspaniałe robi robotę.
Pierwsze: całkowicie eliminuje przykry zapach (choć niektórzy akceptują własne bąki) ale to tylko wstęp do znacznie dłuższego, powolnego procesu zamieniania gówno w kompost.
Przykry zapach wypiera zapach stolarni. Jeżeli ktoś robi w lutym drewnie, to wie o czym piszę.

Zasypujemy tak, by równomiernie przykryć to, co nas opuściło.
Docelowo będzie ku temu być może służył jakiś pojemnik. Robimy do niego to, co robimy w komplecie i zasypujemy zgodnie z instrukcją. Po napełnieniu (są takie beczki 55l), wymieniamy pojemnik, pełny odstawiając w miejsce w którym beczka nikogo nie zainteresuje. Po dwóch latach najdalej mamy kompost do rabat itp.
Jak zatem widać (a nie czuć) gówniany interes może mieć swoje dobre strony.

Dzisiejszy dzień też relaksujący. Ogólnie sprzątanie, selekcja materiału drewnianego na opał i kilka napraw/wzmocnień dostęonych z drabiny lub podestu.
Jutro wracam na dach w wysokie partie. W sobotę sąsiad poddaszu mnie łyżką koparki, której opendzluję kilka załamań.
Finalnie być może rozciągnę plandekę 5x8m na miejsca wrażliwe.
Jeżeli zrealizuję ten program poczuję coś na kształt dumy.
Czemu nie robiłem tego latem? Dobre pytanie.
Inwentaryzowałem dom nie mając specjalnie koncepcji na stodołę. Zielonego pojęcia poza tym nie miałem, jak się za to zabrać.

Przeszedłem w tym czasie proces humanizacji zjawiska czyli: ja na wsi.
I jestem dzisiaj w zupełnie innym miejscu. Czekałem też na inwentaryzację wspólną z Fazencjuszem, który najlepiej wie jak mnie mobilizować do działania.
- Chuja sam zrobisz! Nie masz o tym pojęcia i wszystko spierdolisz. Budowałeś kiedy dom głąbie?! Najpierw zbuduj a potem się bierz za takie roboty!

Uwielbiam Fazencjusza.
Lubię go trochę wkurwić, wtedy on się nakręca. I to jest moja najlepsza motywacja. A Fazemcjusz skubanie będzie teraz czekał na efekty
Dał mi gamoń 10 lat więc chyba się wyrobię. Najbardziej wkurza Fazika fakt, że chcę to wszystko zrobić sam, minimalizując pomoc z powodów ekonomicznych.
Remontując mieszkanie na Przystanku Oliwa dwa 10-tki godzin spędzałem nad literaturą, technologiami itp. Ostatecznie przyjąłem standard historycznej tkanki i trzymając się starych receptur powoli ową tkankę odtwarzałem.
Oczywista w procesie .jak też udział Fazemcjusz. Zwrócił mi uwagę na wiele adpektów, w tym zagadnieniem ja związane z szerokopojętą migracją wilgoci. Ja uparłem się przy jednym.
Nie zdecydowałem się na docieplanie stropu. Popełniłem jednak mały błąd. Mogłem zrobić ogrzewanie podłogowe w łazience. Wszyscy mi to odradzali. Będzie ci ciepło spierdało itd.
A ja monitorowałem przez całą zimę (pierwszą, bez ogrzewania jeszcze) poziom wilgotności i temp. w piwnicach pode mną. Najniższa zanotowana w nich temp. wyniosła 8st. zimą. Latem 10,5.
Zatem przyjąłem, że zima mam ogrzewanie podłogowe nastawione na 8st. Latem klimę na 10,5. Ten system znakomicie funguje przy niskich temperaturach zima i wysokich latem.
Po powrocie ze wsi "odpalam rekuperację". Korzystałem już niej ale teraz system już jest zmodyfikowany.
Świeże powietrze pobieram z zewnątrz przez piwniczny lufcik. Jego ramę wypełnia styropian 10cm z dwoma otworami. Do nich doprowadzone mam giętkie aluminiowe rury fi 10 (wystarcza) i dwoma pięciometrowymi odcinkami dostarczam powietrze do salonu i sypialni. Rury biegną przy stropie, który zima ma temp. około 12,5st.
Przy -5 na zewnątrz do mieszkania sączy się świeże powietrze z temp. na wylocie 8st.
To jest duży uzysk.

No i... to tyle:)

Widok ze swawojki.

El Czariusz
04.12.2025, 22:05
Ponieważ mam wiele do powiedzenia powiem; dzisiaj odwiedził mnie zacny, Podlaski Kolega.
- Widzę, że urządzasz się w czarnej dupie... Podziwiam i zazdraszczam.

Minimum bodźców, jak na wyrypie. Niby trudne warunki i takie pierdolety ale jest spontaniczna radość bycia. Bycia kimś ważnym. Ważnym znowu dla siebie.

Ponieważ nie mam na dzisiaj więcej do powiedzenia zacytuję:

Z przyczyn technicznych dzisiaj będzie post pisany :)
Ciekaw jestem, czy ktoś doczyta do końca😎

Kazik Staszewski.
Nigdy nie był moim "idolem", ani też ja nigdy nie byłem jego "fanem". Ale o tym później.

W ostatnich dniach zawrzało w Internetach po występie Kazika Staszewskiego wraz z formacją KULT w mieście Zielona Góra.
Licznie zgromadzona publiczność wyraziła słuszne wzburzenie, spowodowane niezbyt znakomitą formą frontmena legendarnej - czy też: KULTowej kapeli.
W istocie - szereg nagrań miotających się po sieci wskazuje, że Kazik z pewnością daleki był od wyżyn swoich możliwości.
Jakkolwiek kunsztem wokalnym nigdy specjalnie nie grzeszył, to tutaj wypadło to znacząco poniżej oczekiwań.
Trudno się zatem dziwić rozczarowaniu i dezaprobacie fanów twórczości pana Kazimierza.

Przykra to dla mnie sprawa, bo muzyka Kazika (zarówno z Kultem, jak i w innych formacjach) towarzyszy mi od lat bardzo wczesnego dzieciństwa.
Nigdy nie zapomnę miny mojej babci, kiedy usłyszała jak z głośników leci "Nie ma litości dla sku*wysynów".
Była równie daleka od zachwytu, jak publiczność w Zielonej Górze.
Choć - jak mniemam - z zupełnie innych przyczyn.
Wszystko to oczywiście przez moich starszych braci, którym zawdzięczam bardzo rzetelną edukację muzyczną.

Kazika zatem zawsze bardzo sobie ceniłem.
Do tego stopnia, że jego twórczość stała się tematem mojej pracy magisterskiej.
Na jego koncertach bywałem wielokrotnie. Myślę, że było to co najmniej trzydzieści, a może i czterdzieści występów.
I tak - zdarzało mi się go oglądać w niezbyt wspaniałej dyspozycji. Raz czy dwa było naprawdę fatalnie.
I również byłem rozczarowany.
Podobnie jak wielu innych, którzy także uczestniczyli w tym cokolwiek żałosnym spektaklu.

Jednak to, co spowodowało, że postanowiłem wypowiedzieć się w tej sprawie, to fakt, jaka była i jest reakcja Internetariuszy.
O ile słusznej krytyce trudno się dziwić, o tyle poziom histerycznego jazgotu i schamienia rozsianego jest trudny do obrony i do zrozumienia.

Kazik jest na scenie od ponad 40 lat.
Nie wiem, czy ktoś policzył, ile przez ten czas zdążył zagrać koncertów.
A każdy koncert to były bite 3 godziny nieprawdopodobnie energetycznego widowiska.
W czasach, kiedy pisałem swoją pracę na temat Kazika, panowało przekonanie, że żaden zespół na świecie, wykonujący tego rodzaju muzykę - nie gra tak długich koncertów.

Pan Staszewski wniósł do polskiego uniwersum muzycznego nową jakość. Styl, jaki wypracował razem z Kultem, w połączeniu z jego talentem jako tekściarza, doprowadził do stworzenia zespołu, który stał się głosem całego pokolenia, a może i dwóch.
Co prawda śpiewać nigdy się chyba nie nauczy, a jego choreografia sceniczna jest zawsze wysoce pocieszna, ale za to zawsze nadrabiał szczerością przekazu i nieprawdopodobną energią.

Kazik nie jest moim idolem, bowiem pojęcie "idola" zamyka przestrzeń do krytyki.
"Idol" musi być kryształowy, nieskazitelny. Doskonały.
Musi być najlepszy na scenie. Musi być też dobrym, sprawiedliwym i mądrym człowiekiem.
Ja zaś nigdy nie byłem jego fanem, bo status "fana" odbiera możność krytycznego podejścia i rozsądnej oceny. "Fan" jest oddany "idolowi" na śmierć i życie.
Taka postawa zawsze była mi obca, w każdej sprawie.
Nie zmienia to faktu, że jego twórczość bardzo sobie cenię

Natomiast pan Kazimierz przez ponad 40 lat jest przyczyną muzycznej radości (by nie rzec - euforii) dla setek tysięcy ludzi.
Zapewne nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak potężnym obciążeniem zarówno fizycznym jak i psychicznym jest funkcjonowanie na takich obrotach przez tyle lat.
Jak każdy artysta, tak i Kazik musi mierzyć się z brzemieniem własnej twórczości - stworzonych już wielkich przebojów, którym zawsze trudno jest dorównać, tworząc coś nowego.
Każdy, kto kiedykolwiek podjął się pracy twórczej, którą dzieli się z Odbiorcami - wie, o czym mówię.

Pan Staszewski przez ponad cztery dekady dźwigał tyle, ile nie udźwignęłoby wielu innych artystów, nawet trzykrotnie od niego młodszych.
A że ma swoje słabości, swoje problemy, trudniejsze momenty?
Ano - ma.
Jak każdy normalny człowiek.
I jeśli zdarzy się - tak jak w Zielonej Górze - że ów słabszy moment stanie się zauważalny podczas koncertu, należy za to przeprosić, kasę za bilety oddać i sprawa załatwiona.
I tak właśnie się stało.
Kazik wyraził ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji i podjął decyzję o zwrocie pieniędzy.
Podzielił się także smutną i na pewno trudną konstatacją, że obserwuje u siebie proces przeistaczania się we własną karykaturę.
W związku z tym procesem zamierza dokonać rewizji twórczych planów na przyszłość.
Taką informację należy przyjąć ze spokojem i szacunkiem dla artysty.

Myślę, że każdy rozsądny człowiek powinien tak właśnie podejść do tej sprawy.
Natomiast masowe miotanie bluzgami na forach internetowych uznaję za symbol postępującej degeneracji umysłowej i językowej wśród komentujących.

Zresztą dotyczy to nie tylko tej sprawy.
Wyrażanie opinii, nawet bardzo krytycznych, jest podstawowym, fundamentalnym elementem naszej wolności osobistej, wolności słowa.
I oczywiście każdy, kto wychodzi do szerokiego kręgu odbiorców z jakimś przekazem musi się z tym liczyć.
Zarówno z ostrą krytyką, jak i z tym, co często nazywa się "hejtem".
Jeśli występuje się publicznie - nie ma się prawa jęczeć, że ktoś nas "hejtuje".
Trzeba to po prostu wliczyć w koszta.
Nie spotkałem się zresztą z informacją, ażeby Kazik miał nad tym ubolewać, dorzucam to od siebie.

Bo owszem: osoba publiczna ma obowiązek się z tym liczyć i brać to na klatę.
Natomiast jako odbiorcy i komentujący - zastanówmy się czasem, czy aby na pewno mądrym i rozsądnym jest wyrażanie swoich opinii w sposób aż tak brutalny, urągający elementarnym zasadom kultury wypowiedzi, kultury słowa.
Jeśli o czymś takim jeszcze w ogóle można dzisiaj mówić.

Warto to przemyśleć.

Zanim schamiejemy do reszty.
Do czorta.

El Czariusz
05.12.2025, 09:57
Na jutro zaplanowany jest atak szczytowy. Dzisiaj dojście do bazy, z której będzie prowadzony atak.
Tylko... gdzie jest dym?

We wsi mówią, że nie ma czym palić i chcą chłopu pomóc. Ale on nie... uparty. Mówi, że opału ma w bród. Nie ma dymu z komina ale w chacie ciepło. Mówią na niego Koperfield.

chomik
05.12.2025, 11:27
Podpisuję się obiema nogami i ręcyma pod postem o Kaziku. :bow:

El Czariusz
05.12.2025, 18:08
To tekst Kuby Prabuckiego. Widzę, że nie wziąłem w apostrof..
Też oczywista się zgadzam dlatego wstawiłem.

Dorzucę jeszcze jeden, ku pokrzepieniu choć nie wiem kogo. W ciągu ostatnich 15stu lat dokonałem korekty narodowych zachowań. Powstanie Styczniowe, Piłsudski, Kampania Wrześniowa, Powstanie Warszawskie i wiele wstecz i mocno do przodu...
Szukam odpowiedzi: zaczemu... Zaczemu robimy to sobie.

"Zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, gdy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie ..Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i rzec mogę... wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa.
Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski.
Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną."

Gilbert Keith Chesterton.

Tymczasem bazy założone, poręczówki doprowadzone. Nie idę solo. Będziemy działać w zespole dwójkowym. Całość będzie dokumentowana z drona, bo akcja będzie spektakularna. Trzy ściany, dwie granie... Granie będzie na finał o ile... będzie.
We wsi zaprawdę liczą na mnie. Już nikt się nie śmieje.
Wszyscy zastygli w oczekiwaniu.
Zamieniłem kilka zdań z sąsiadem od północnej ściany. Widział moją robotę i aż ciągnik zatrzymał. Utrzyma to jutro...? Wyraził troskę.
Kurde moll... chcę się żyć.

El Czariusz
05.12.2025, 18:48
Siedzimy z madame Browary.
- El, kochanie... To ile dzisiaj numerków że mną? I ten filuterny uśmiech.
Moja droga... Jutro przede mną sława, splendor i kasa albo... upokorzenie.
Śmiech we wsi ze mnie czymś gorszym niż runda na golasa dookoła Castoramy.
Żadnych dzisiaj treli. Może jutro ale bez przesady. Masz jeden feler moja droga, im bardziej jesteś nachalna tym... gorzej.
Nie licz absolutnie na to, co mieści między fünf a siebien - doświadczysz. Dzisiaj oddam się Gulaszowi Pusztańskiemu. W moim wieku nie ma to już znaczenia: czy dziewczyna czy chłopaczek... ważne aby był smaczek.

Jestem zdeterminowany.
Wracam pamięcią do podobnej wyrypy... Wtedy fakt... Byłem orłem.
Dzisiaj wróbel z przetrąconym skrzydłem ale... Będę walczył!
Czytaj i nie waż się na gram krytyki, bo...!
http://renowacjaposadzek.pl/blog/trzy-korony/

El Czariusz
05.12.2025, 23:02
tqON_t22QOU

Jutro lot w chmurach...

El Czariusz
06.12.2025, 17:16
Znowu problem z fotami.i znowu piękny tekst z nimi uleciał w kosmos.

Zatem krótko, południowa ścian Lhotse w stylu alpejskim plus ME. Wpada sąsiad, wypijamy po dwa kieliszeczku "tego no", jutro zaproszenie na kolację.
Tak, że pojadę do domu w poniedziałek.

Koniec misji.

El Czariusz
06.12.2025, 19:10
I wiecie co...?
Coś, co ludzie pokroju Fazencjusza zrobili by w dwa, najdalej trzy dni, co ja robiłem dni 10. Bo padało, bo fizycznie wydechłem...
Ale... zrobiłem.
I jestem z siebie kurwa dumny.
Ba... Potrafiłem relatywnie pomóc synowi sąsiada, fikając po dachu z blachą czego nie mógł zrobić ojciec, mój rówieśnik, bo ma lęk wysokości.
I teraz ten ojciec już się tak że mnie "nie śmieje".

Wpada super sąsiad, którego częstuję bimberkiem, i mówi bez cienia żadnej krytyki:
- Aaaa... Sobie powolutku to wyremontujesz i będzie fajnie...
Widzi, co zrobiłem z szopą.
Fajny, sąsiedzki entuzjazm. Cieszymy się...
O dziwo nikt się nie śmieje.

Melon
06.12.2025, 21:05
Ale jaki dumny jesteś, że dałeś radę tego nie kupisz :)

El Czariusz
06.12.2025, 21:58
To nas buduje od dziecka.
Pozwól mu budować, nie krytykuj, wspieraj. Im bardziej się dziecko upiera przy swojej koncepcji, tym bardziej wspieraj. Jak się wynik spierdoli z oczekiwaniem, zostaw ocenę dziecku. Dalej wspieraj.
Ale trzymaj się zasad. O tych informuj szkraba. Spierdoli, niech ponosi konsekwencje. Ty go dalej wspierasz ale on płaci.

Niestety... Nie pogodzę na dzisiaj terenu z kimś, kto mi pierdoli, że jego komfort to 24st.
Nie pogodzę się z kimś, który znając warunki, stawia własne.
- Wykąpie się dopiero wtedy, kiedy będzie ciepła woda.
I takie warunki stawia mi gość, który dzięki mnie znalazł się w okolicznościach, którę przeczą temu, co dzisiaj artykułuje?
No więc chuj mu w dupę.

Taki tu miałem przypadek.
Coś kurwa niewiarygodnego ale fakt.
No cóż, taki ten świat jest.
Ludzi zawsze poznajemy po czynach a nie deklaracjach.

Melon
06.12.2025, 22:11
Ale trzymaj się zasad. O tych informuj szkraba. Spierdoli, niech ponosi konsekwencje. Ty go dalej wspierasz ale on płaci.
Dobra rada

El Czariusz
06.12.2025, 22:13
Konwersuję ze Strażnikiem Domowym.
Nauczyciel, który bierze nadgodziny, zapierdala na 1,5 etatu, by wesprzeć nasz budżet.
Państwo zajebali jej z pensji 3000zł ekstra. Za to, że zapierdalała, brała nadgodziny...
A ja tu sobie dach składam na luzie do kupy...

Zdzwaniami się, babcia z wnukami akurat. Kacper;
- Dziadek! A zobaczymy się na Święta?!

Melon
06.12.2025, 22:39
Bo w tym państwie te pół etatu lub wielokrotność po godzinach robi się na czarno.

El Czariusz
07.12.2025, 13:07
Pogoda nostalgiczna.
Słońce widziałem tylko przez kilka minut w ostatnich trzech tygodniach. Dzisiaj porządki, potnę trochę opału na zapas. Jutro do poludnia jeszcze kilka prac przy stodole i wio do domu.
Po drodze zajadę do sąsiada po kantówki i z nich dotnę piłą japońską elementy do konstrukcji makiety "mojej" stodoły. Wydłutuję czopy, zamki itp. Taka zabawa na zimowe wieczory. Potem złożymy całość jak klocki LEGO z wnukami.

sDVmr4SeLco

Nabytych umiejętności nikt ci nie zabierze...

El Czariusz
08.12.2025, 09:50
Ostatni zasyp w tym roku.
Jeszcze kilka wkrętów, szybkie pakowanie majdanu i kierunek zachód. Tam musi być jakaś cywilizacja.

Melon
08.12.2025, 11:17
:haha2:

arbo
08.12.2025, 15:26
Prowizorycznie koło wiórów chusteczki nawilżane. Żeby dupa nie swędziała przy podcieraniu się np. orzechowymi (orzech wywołuje objawy alergiczne).
https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif

El Czariusz
08.12.2025, 21:42
Chusteczki dla pań.

Tymczasem ja w miejskim domu. Wiejski zostawiłem opiece.

arbo
09.12.2025, 00:45
Maryja - sie wie (dzisiaj święto Niepokalanego Poczęcia), ale ten dudziarz? Co za poganin jeden? Bo mało rozpoznawalny.

El Czariusz
09.12.2025, 09:14
Dudziarz?
W Konopielce jest epizod z Wędrowcem.
To jest właśnie on.

ACUjQ6nD0-c

On nie mówi o doskonaleniu narzędzi
On mówi o tym, w jaki sposób ty możesz stać się lepszym.

Żyjemy w ciągłej polaryzacji. Napuszczania jednych na drugich. W onetach i im podobnych, które z tego żyją. W końcu kiedy nic się nie dzieje... To brak żywiciela.
Na wsi miałem sen. Sztab pisowczyków siedzi w bunkrze i dzieli kamieni kupę. Oni w bunkrze dzielą coś czego już nie ma.
Nie ma już nic...

WNnzw90vxrE

Ale nade mną w końcu kawałek niebieskiego nieba. Taka dziura w niebie tylko bociana nie ma.

Melon
09.12.2025, 09:31
Bocian ten z Seksmisji ? :)

El Czariusz
09.12.2025, 12:25
Taa jest!:)

Trochę ciężkie lądowanie po prawie trzech tygodniach równoległego bytu.
Na drogę dostałem od sąsiadów: litr bimbru, kilogram żółtego sera, 30 jaj.
W niedzielę musiałem odmówić kolacji:)

W moim dachowych przypadkach pomagało mi trzech sąsiadów. Na początku i finale. Formalnie nie byłem nastawiony na tak długi pobyt. Temat z łyżki ładowarki lub koparki (poza dźwiganiem i wzmacnianiem złamanych krokwi) na jeden dzień mając pod ręką rzeczoną (lub dwa krótkie) ale... dłubałem sobie po kilka godzin dziennie: góra/dół po drabinie, po krokwiach - zbierając doświadczenie.

Dzisiaj w mojej wiejskiej okolicy leje. W Gdańsku świeci słońce. Nadrabiam zaległości, czeka mnie sporo pracy do końca roku.
Poza pracą mam cel. Nauczanie indywidualne.
Kurs ciesielski z przewodnikiem dla cieśli wydanym w XIXw. Dodatkowa praca własna.
Przede mną budowa modelu stodoły w skali 1:10 jako pracy dyplomowej;)

Wygląda nie niezły materiał na rozpałkę, albo do "mszenia" (zagadka... :confused: )

Mszenie polecam tu:

gJtpU_FHFts

Słomą, i taki wariant dla mnie się podoba.
W zasadzie czeka mnie (prawie) dokładnie to, co autora kanału i daje sobie na to trzy/cztery lata. Wg jego (autora) doskonałego scenariusza/instruktażu.
W czasie między mój model stodoły się zmaterializuje w realu.

W zasadzie mógłbym ... edycja

...Dlatego wiejski dom jest dla mnie swego rodzaju odskocznią. Inny świat.
Mimo seniorskiego wieku chciałbym tam udowodnić moją przydatność "do życia". Chce mi się jeszcze żyć. Normalnie, po prostu.
Stoję przed jednym z sąsiadów w roboczych ciuchach. Żegnamy się na drogę do domu.
- Tak jedziesz? Patrzy na moje robocze obuwie.
Tak przyjechałem. Miałem być do pierwszego piątku. Zaliczyłem trzy.
Kilka dni wcześniej wpadł na 5 minut jeden z podlaskich Druhów.
- Czuję się jak na wyprawie w dalekie pizdu. Potrzebuję wodę do picia i higieny. To mi w zupełności wystarczy. I do tego można jeszcze napalić w piecu...

P.S.
Dla aadamusa przygotuję "drzewniany" raport z "zamkniętej" żywicy. Może jeszcze dzisiaj, bo potem nie będzie czasu.

https://i.ibb.co/sdbM6myR/IMG-20251208-114037.jpg (https://ibb.co/ZpGkYLWX)
Już spakowany...

Jeszcze rzut okiem na włości po...
https://i.ibb.co/kVFcTCsV/IMG-20251208-114024.jpg (https://ibb.co/dsyKvYws)
...drugiej stronie brukowanej drogi.

Miałem przyciąć stare antonówki po prawej stronie. Zapomniałem.
W lutym nie zapomnę. Po wspomnianym orzechu (4 pędy na cztery strony świata) posadzę jeszcze kilka innych drzew.

El Czariusz
09.12.2025, 14:53
Był nie tylko bimber, ser i jajka.
Była jeszcze bombka świąteczna w prezencie. Autorska całkowicie.
Piękna..

El Czariusz
11.12.2025, 22:24
Sam rabotajet i o to chodzi.

p-3J-dr5e20

fassi
11.12.2025, 23:41
Zbrojenie, (elki) narożnika wykonane bez wiedzy i pojęcia po co one tam są.
Brak folii pod fundamentem i woda zarobowa idzie w grunt. Beton nie uzyska zakładanej wytrzymałości.
Zbrojenie oparte bezpośrednio na gruncie
W wielu miejscach luźny grunt pod fundamentem
Strzemiona 6mm za słabe. Od 8 w górę na fundamenty, tym bardziej dla ławy.
W wielu miejscach brak otuliny zbrojenia do krawędzi szalunki.

Złamane wszystkie podstawy konstrukcji w żelbecie, który składa się tylko z betonu i żelaza.

O to chodzi, że zrobił fuszere , bez pojęcia co robi. Komentarze pod filmem pokazują, że żyjemy w czasach debilizmu, bo żelbet znamy od 153 lat, a wciąż to kosmiczna technologia nie do ogarniecia

Reklamę szalunków umieścił elegancko. Pochwalam.

Ps. 21:10
https://youtu.be/5RpxpQi4nII?

Belka/zbrojenie nie może leżeć na gazobetonie, folii, na czymkolwiek. Musi być otulina z betonu, w zależności od ekspozycji.

Melon
11.12.2025, 23:45
Jest takie powiedzenie :D
-pierwsza chata dla wroga
-druga na sprzedaż
-w trzeciej będzie mieszkał

fassi
12.12.2025, 00:06
Melon , kto bogatemu zabroni? Biedny buduje raz i musi być dobrze.

Mam kanał na YT, niestety w języku wroga, gdzie się dużo nauczyłem jak się to robi z nowymi technologiami w budownictwie, bo miałem przerwę w zawodzie jakieś 10 lat. René to mistrz murarski i w każdym filmie tłumaczy jak i DLACZEGO tak się to wykonuje. Tu akurat tłumaczy podstawy zbrojenia nadproży i w 16:15 pokazują jak się układa zbrojenie w szalunku/na ścianie. Tłumaczy conte pręty robią, jak pracują i te strzemiona nie są dla ozdoby.

https://youtu.be/tJcFy2rp2Gg?

Na tym kanale jest tyle praktycznej wiedzy, ze ktoś, kto potrafi trafić młotkiem w gwoździa, wybuduje sobie dom jak sztuka budownictwa wymaga.

I ławy fundamentowe muszą być do sznurka i równe, a nie wyglądać jak swojska kiełbasa w jelicie z barana. Te szalunki z folii to dla mnie kompletna porażka w sztuce budowlanej. Nadaje się conajwyzej do fuszerki, która później się sprzeda za bańke, a ludzie i tak kupią, bo i wykonawca i kupujący żyją w epoce debilizmu.

Ps. 18:12 poprawne wykonanie narożnika
https://youtu.be/bJ7bVDo2-HE?

A z tego filmu nauczyliśmy się jak wykonać , wedle sztuki, płytę fundamentowa pod dom. Po co, na co i dlaczego.
https://youtu.be/MaOJsfYqxCY?

PS3. Julia, też mistrz murarski wytłumaczyła mi co to jest proton i jak i DLACZEGO tak się go muruje a nie inaczej.
https://youtu.be/wgTFYyzTWq8?

I jak prawidłowo wykonać pierwszą warstwę cegieł
https://youtu.be/uIB8E2fmSq0?

El Czariusz
12.12.2025, 10:38
Nie tego dotyczy zagadnienie.
Gość SAM buduje.

A czego dotyczy?
Stodoły. W moim przypadku.
Przypomnij swoje uwagi Fazencjuszu dotyczące nowych fundamentów stodoły, które poczyniłeś w moim konkretnym przypadku.
Zapewniam czytelników, że wykonanie z filmu przekracza wymagania, które Ty postawiłes moim.

Nie interesuje mnie budowa domu. To Twoja domena.
Gwoli scislości - jak najbardziej zachęcam do komentarzy i to tak konkretnych jak fazikowe.
Ja ich absolutnie nie lekceważę ale będę tu wstawiał filmy gości, którzy sobie sami radzą.
Ja do wykonania autora mam jeszcze więcej uwag ale nie o to do końca chodzi, co jest oczywiste.

Zarzuciłes mi Fazencjuszu, że chuja sam zrobię, zakwestionowałes mój gruntowny, dwuletni remont mieszkania w kontekście nabytego (przeze mnie) doświadczenia.
Ale ja Ciebie i tak słucham.
Po inwentaryzacji prosiłem Ciebie o wskazówki dotyczące wzmocnienia rozpadającej się w oczach stodoły.
Minęły cztery tygodnie od prośby.

W tym czasie wzmocniłem cztery złamane krokwie, złamany oczep, który dodatkowo oodparłem. Wzmocniłem jętki, wiatrownice, przełożyłem sam ponad polowę dachu. Pomogłem sąsiadowi położyć blachę na jego stodole, on użyczył mi ładowarki.
90% prac wykonałem sam, w tym te główne.
Pracując w śniegu, deszczu itp., skacząc po dachu, wymieniając dziesiątki metrów łat.
Te sąsiad docinał mi na krajzedze z moich desek. Od drugiego dostałem kilkanaście 2m łat na wymiar.

W tydzień po inwentaryzacji pojechałem to robić, bo powiedziałeś, że tej zimy stodoła nie przeżyje.
Potrzebuję ją w takim stanie przez dwa lata.

A teraz spadam do roboty.

consigliero
12.12.2025, 14:13
Stodoła dziadka którą jeszcze pamiętam, ale niestety która się spaliła, była postawiona chyba na ośmiu takich fundamentach, które ciężko współcześnie tak nazwać. Nie wiem na jakich fundamentach stoi Twoja stodoła, ale bardzo się zawiodłem na fundamentach na których stał dom mamy i teraz nie wiem jak to ugryźć

El Czariusz
12.12.2025, 17:29
Stodoła i dom stoją na fundamencie kamiennym. Klasyczny wariant.
Stodoła zyska nowy.
Dom zostanie przy uzupełnionym kamieniami starym.

W przypadku domu drewnianego wymiana fundamentu jest prostszą. W murowanym podbijadsz etapami. Dom drewniany bez kłopotu liftujesz, co znacznie ułatwia zagadnienie. Znacznie. W linkowanym filmie z renowacji drewnianej chaty cały proces jest widoczny.

Do uwag Fazencjusza mam tylko jedną. Ile wody zarobowej odciągnie wilgotna glina?
Podpowiem. Bez znaczenia dla wytrzymałości betonu. Mógł zrosić podłoże ewentualnie tuż przed laniem ale przy tym podłożu efekt odciągnięcia wody zarobowej znikomy. Dlatego w określonych warunkach nawet nie szanujesz.

El Czariusz
12.12.2025, 21:23
Co do fundamentów poglądowo, to w mojej filmowej bibliotece mam tego zawodnika.

ONTIr8AEXY0

Na razie jestem na innym etapie. Że tak napiszę - wyborze kierunku.
Z chatą wstępny gryplan jest już prawie gotowy. Jest jedną poważna zmienna - wyjdzie w praniu. Wszystkie pożarte bale będę wymieniał. Renowację przejdzie trzon kuchenny (to zrobi lokalny zdun). Wiedzę w temacie posiądę. Super literaturę mam. Stawiam jednak niczego sam nie będę.
Poza tym dużo tego ale zakres w stosunku do remontu Przystanku Oliwą dużo mniejszy tylko, że trzeba na wsi być. No więc będę sporo na wsi bywał.

W październiku miał mi kumpel badania gruntu zrobić (wszyscy - po co?) ale nie doszło w jego przypadku do realizacji zlecenia w Sokółce i miałbym te badania po drodze w gratisie.
Badania jednak proforma zrobię. Grunt spoisty, płytki pod humusem glina. Tak wszyscy mówią o na to wskazują dni po konkretnych lub dłuższych opadach. Tak wskazuje klepisko po usunięciu desek w jednym pomieszczeniu i częściowo w drugim.
Na glinie leżał piasek, w nim osadzone konkretne legary. Deski do tego bite leżące na styku z piaskiem.
Któregoś dnia strzeliła rura i wszystko zalało...
Podłoga i tak do wymiany. W kuchni, siebie i komórce (będzie łazienką) beton zatarty na gruncie. Oczywista też do wyjebania ale wykorzystam go jako utwardzeniewstęp w odkrytych podłóg. Chatę wypoziomuję, rozprowadzę instalacje itp.
Przez zimę powstanie konkretny plan robót itp.

Żadnych rozterek zaś w temacie stodoły.

Pozostają oczywiście technikalia. Wszystko zgrane z planem zagospodarowania, którego ogólną koncepcję mam.

Dodaje jeszcze jeden fundamentowy odcinek Marcin buduje.

Porusza on kwestie już omówioną. Wcześniejszy odcinek prezentuje sposób wiązania, profile itd. Ja jeszcze w ten obszar nie wchodzę dlatego nie poruszam szczegółów. Polska norma norma do strzemion drut fi 6mm. Nomen omen pamiętam starą dyskusje z Fazencjuszem, kiedy krytykował przerwy.iarowane budowy, w tym stali.
A teraz proszę... fi 8mm:)
Podkreślam, to jeszcze nie mój etap bo nie mam badań gruntu.
Orient w ekspresie jest. Ostatnia stacja znana, pośrednie jeszcze nie.

Mp69lgUKUqk

Tu pełniejsze kompendium.

Ig04jxWF6AU

W temacie przewymiarowanie. Wspominałem już o tym. Dawno, dawno temu jak nie umiano czegoś policzyć, to zwiększano rozmiar.
Fazemcjusz pytał czym różni się drewno od drzewa? Otóż jeszcze 100 lat temu nie było tego podziału. Drewno był drzewem i tyle.
Z ciekawostek drewnianych. Drzewo/drewno składa się głównie z celulozy i ligniny. Ta druga do dzisiaj jest niezagospodarowanym odpadem przy produkcji celulozy. Potencjał ma ogromny ale...
Rocznie tego potencjału szacuje się na ponad 300mld T.

El Czariusz
13.12.2025, 10:32
Z ciekawostek drzewnianych.

https://i.ibb.co/YYFCFdc/Podcienie.png (https://ibb.co/kks7sD4)

Zachodziłem w głowę jak w ciesiołce małomiasteczkowej "fundamentowano" słupy tworzące tzw. przyłap. Drugie, jak to było stricte rozwiązane konstrukcyjnie?
Przyłap w swojej najbardziej rozwiniętej formie to znany wszystkim podcień (domy podcieniowe).
Przyłap pełnił różne funkcje. Odsuwał okap od ściany, umożliwiał suszenie drewna czy jako klasyczny podcień tworzył zadaszoną strefę a`la ganek lub miejsce do rozładunku wozów w spichlerzach.

Profesor Zubrzycki w Cieśli Polskim (zeszyty I-V) prezentuje rzuty poziome takich rozwiązań ale pozostaje się tylko domyślać w jaki sposób konstrukcyjnie (cek/zadanie) zostało to rozwiązane?
No i znalazłem rozwiązanie w książce Ludwika Puszeta: Studya nad polskiem budownictwem drewnianem: Chata wyd. 1903.

Jest tam mnóstwo ciekawych zagadnień z rysem historycznym rozwoju chat drewnianych, w tym pierwowzory konstrukcji szkieletowych (nierozstrzygnięty temat).
To, co mnie intrygowało to własnie rozwiązania konstrukcvjne. Można je podejrzeć w skansenach np. (i to mnie niewątpliwie czeka w ramach jakiejś terenowej wycieczki). W ten weekend i w tym celu w Starym Sączu skansen odwiedzi kolega, który wszedł w branżę renowacji budownictwa drzewnianego i nie potrafił odpowiedzieć na postawione mu pytania.
Żałuję z drugiej strony, że wstępnie nie obgadaliśmy tematu z Fazencjuszem podczas jego inspekcji ale jeszcze wtedy nie znałem tego rozwiązania.

Program inspekcji był bardzo wyczerpujący i pełnił też rolę towarzyską. Za bardzo nie dałem Fazencjuszowi się rozerwać, bo z jednej strony wyjątkowo nie był "pedagogiczny". Poza walącą się konstrukcją stodoły (bardziej pasuje - szopy) najwyraźniej przytłaczają Fazencjusza rozwiązania płynące szerokim strumieniem z zachodu. Nasz fantastic Kolega bytuje w NRD na granicy kilku cywilizacji. Wszystko co najgorsze, tam się właśnie kumuluje.
Że nie wspomnę o sobie... Bardzo wymagającym od otoczenia szerokiej granicy tolerancji. To nie jest łatwe dla otoczenia.

Fakt, że człowiek potrafi doskonale urządzać się w czarnej dupie nie zawsze jest budujący. Bo w sumie na co nam tytuł: mistrz przetrwania w kupie gówna?
Porozmawiajcie z ludźmi ze wsi o kojcu dla 30kg psa? Zdecydowana większość po prostu dba o swoje zwierzęce pociechy, które na wsi mają inną rolę do spełnienia niż york w rekach pani z dobrego, miejskiego domu.
Zaprawdę dzisiaj łatwiej użalać się nad losem psa niż losem dziecka, które się nie narodzi. Wybieraj: kojec/aborcja. Ja nie będę wybierał.

Mieszczuch, jak ja już wie, że jeżeli krowa ryczy w środku dnia, to coś jest nie tak. Sporo się jeszcze muszę nauczyć. Na szczęście nie muszę uczyć się tolerancji dla określonych czynności, którymi żyje moje bezpośrednie otoczenie na wsi. Na szczęście.

Wracając na krótko do przyłapu jeszcze. Chciałbym przywrócić jego rolę w mojej szopskiej wersji.

P.S.
Słupy przyłapu po prostu były wbijane w glebę. Co ciekawe we wcześniejszych (do XVIIIw.) opierano je na kamieniach, potem już nie. Na rysunku wersja z przyłapem podwójnym.
Po oględzinach skansenu przez kolegę dam znać.

El Czariusz
13.12.2025, 23:37
W rocznicę pewnych zamieszek.

30IrUagiyuU

Wracając do przyłapu, poniżej kilka obrazków.

https://i.ibb.co/hRXkbwjJ/IMG-20251214-083254.jpg (https://ibb.co/vxsbpRG6)

https://i.ibb.co/Kx0hsGf8/IMG-20251214-083310.jpg (https://ibb.co/CK189tYS)

https://i.ibb.co/qFp0QRSD/IMG-20251214-084029.jpg (https://ibb.co/G3RsSV6d)

Na ostatnim wizualizacja "mojej stodoły" od szczytu zachodniego. Ubogaconej o podcień i "pracownię" na strychu.
W mojej wersji słupów cztery i stolarka okienna w lokalnym wydaniu jeżeli chodzi o szprosy. Strona zachodnia otwiera się na niczym niezmąconą panoramę łąk i lasów.

Nawiązałem trochę kontaktów. Mój imiennik, który na Podkarpaciu sam remontuje swój wiejski dom (będę "rozmach" kopiował) szedł dokładnie taką drogą, którą intuicyjnie wybrałem. Opieram się dokładnie na tej samej literaturze, którą on zaliczył. Ja obecnie na nieco szerszej bo remont stodoły/szopy, który mnie czeka to rozwinięcie zagadnienia.
Zainteresowanym jeszcze raz polecam zapoznać się z jego wyborami na jego kanale. Nie było tam żadnej sprzętowej finezji. Narzędzia najprostsze i... najtańsze. Idealnie dostosowane do jego potrzeb. Mnie czeka trochę większy zakres prac (stodoła) ale jest to jakaś wskazówka.
No i ja mam doskonale wyposażonych sąsiadów. Tym niemniej gromadzę od jakiegoś czasu elektronarzędzia, których nie zamierzam pożyczać.

Fazencjusz zdyskwalifikował jakość obecnych dachówek, których stan w 20/30% rzeczywiście nie nadaje się do ponownego wykorzystania. Jednak co najmniej 50% obecnych wykorzystam do pokrycia. Okazuje się, ze mam spory zapas "nowych" a i sąsiedzi mają ich trochę, nie mając co z nimi zrobić. Potencjał jest.
Po zdjęciu oczyszczę je i zaimpregnuję hydrofobowo, akurat na tym się znam i koszt jest niewielki.

Co jeszcze z rozważań?
Po analizie możliwości trzech tartaków w najbliższej okolicy nie pójdę w mokre drewno. Wszystkie mają profesjonalne suszarnie. W wyborze konkretnej pomogą mi sąsiedzi i skorzystam z ich układów.
Drewno będę kupował z cięcia grudniowego 2026. Da się to załatwić i będzie (poważna opcja) suszone komorowo.
Po wstępnej lekturze osobiście uważam, że lepiej kilka tygodni przesezonować suche niż suszyć konstrukcję.

Jednym z podstawowych parametrów, którymi świadomy "cieśla" powinien się kierować jest wilgotność równoważna drewna. Gdybym stawiał wiatę bez mrugnięcia okiem kupił bym mokre drewno i je przesezonował. Wychodzi materiał 2x taniej. Przy większej konstrukcji (w mojej koncepcji) przy braku doświadczenia w suszeniu naturalnym skłaniam się ku opcji drewna suszonego i zaimpregnowanego.
Suszenie naturalne wymaga stabilnego, dobrze wypoziomowanego podłoża, mnóstwo suchych i równych łat, dobrze wybranego miejsca (tu akurat mam pełen wachlarz możliwości) i... szczęścia.

Mam jeszcze rok czasu na przygotowania, wybór technik i naukę. Łaty do zabawy w ciesiołkę już czekają w komórce.

Patrząc i licząc koszty podawane na kanale Marcin Buduje jestem wstanie ogarnąć fundamentowy budżet. Przy spełnieniu fazencjuszowych wymogów, dostosowanych do realiów lokalnych (i nasz Geniusz nie ma pełnej wiedzy o tym, co można i należy zrobić) mam rok przygotowań.
Zadania najbardziej bieżące w przyszłym, to usunięcie obecnych posadzek, przygotowanie podłoża pod nowe i wstępne wypoziomowanie chaty.
Dostanę się do belek stropowych itp. Remont pieców i komina.

Tymczasem spadam na targi, bo obecnie panuje tam cisza i spokój. Robię to, na czym znam się najlepiej. Wg wymagań inwestora.
Co ciekawe - więcej czasu zajęło mi negocjowanie warunków umowy niźli zajmie wykonanie prac.
Te obejmują wyrównanie/licowanie powierzchni starych hal z nową i kilkadziesiąt napraw miejscowych z zabezpieczeniem żywicą wybranych powierzchni, odtworzenie dylatacji itp.

15 lat temu było na takiej umowie zapisanych kilka stron. Dzisiaj po długich negocjacjach i zredukowaniu wymagań wobec mnie (pod "groźbą" odstąpienia od wykonania) tych stron jest ledwie... 24.
Plus kilka dodatkowych oświadczeń (kolejne strony).
Jest w eterze monolog architekta jadącego do urzędu z grubą teczką uzgodnień, grubą na blisko 10cm czego dotyczącą...?
Zostawię was w błogiej nieświadomości.

Ja spadam na targi wywiązać się z tych kilkudziesięciu moich. Pracuję sam.
I tak zamierzam czynić przy moich "wiejskich inwestycjach", sporadycznie korzystając z pomocy moich Przyjaciół, których o dziwo kilku mami którzy o dziwo dobrze znają się na tym, co ja potrzebuję.
Fazencjusz już swoją robotę wykonał, za co mu bardzo dziekuję.

arbo
14.12.2025, 12:37
Wracając do przypału

https://i.postimg.cc/d0xf9L1P/fakju.gif

arbo
14.12.2025, 12:56
Oda do El Woda:

Hehehe,
masz enpede.

El Czariusz
14.12.2025, 13:40
Jo!
I muszę z tym żyć.
W ramach enpede dodam, że otrzymałem w tym zakresie kilka nagród.
Najwięcej satysfakcji sprawiała mi jednak spontaniczna korespondencja jakiej doświadczałem z eteru.
Kiedy to ludziska pytali po prostu o szczegóły moich wycieczek. Oczywista wtedy, kiedy były one f-cznym wyzwaniem. Tak jak ja pytałem o szczegóły w 2006-tym Sambora i Reja.

Nie chodzi o Kolosy. Te były tylko przypadkiem. Na Grąbczewskim mi zależało.
Teraz moją wyrypą jest podwórko i tak już zostanie. Strażnikowi Domowemu wysokich gór nie pokażę. Nie pokażę jej tej pustki, która wysokim górom towarzyszy. Banalna przyczyną. Aklimatyzacja.

Jeszcze Ci moje enpede podoskwiera. Obiecuję.

arbo
14.12.2025, 14:39
No to autofraszka na arboraszka:

Nic mi nie doskwiera.
Co najwyżej autoszydera.

https://i.postimg.cc/d0xf9L1P/fakju.gif

El Czariusz
14.12.2025, 16:15
Operujesz czasem teraźniejszym a ja przyszłym. Nie wiesz, co będzie jutro ale swoim czasie tego jutra doświadczysz.

arbo
14.12.2025, 16:28
Co będzie jutro wie tylko Bóg. Jednakowoż El to kanaanejskie imię boga (-> Elohim), więc wydaje się, że wspomniane enpede to nie tylko żarty...

Przy okazji - polecam wykłady dr Marcina Majewskiego, biblistę. Są również on-line: majewskimarcin.pl

El Czariusz
14.12.2025, 16:55
Przy okazji, to polecam czytać ze zrozumieniem.
Wyglądasz na jeszcze mądrzejszego ode mnie, skoro wiesz, co Bóg wie. Ja wiem, co ja zrobię jutro.
Jutro pojadę do roboty jak dziś.
A Ty będziesz doświadczał złotych myśli Narcyza. Będziesz:D

arbo
14.12.2025, 17:05
O tyle wiem, co wie Bóg, o ile rozumiem, co znaczy "Jestem, który jestem". Czas (w tym przyszłość jako potencjalna - dla nas - jego forma) jest dziełem Boga. Ergo jest podrzędny w stosunku do Niego.

Bóg oczywiście "zdefiniowany" jako absolut, a nie jakaś-tam-mitologia.

A czy "będziesz"?
Niekoniecznie, jutro mogę nie (prze)czytać Twoich postów.

El Czariusz
14.12.2025, 21:29
Wstałem z leżaka i czytam, co mnie kolega nasłał.

"I tak to się kręci czyli nowoczesne inwestycje w cebulki tulipanów

W zeszłym kwartale wdrożyłem Microsoft Copilot dla 4000 pracowników.
30 dolarów za stanowisko miesięcznie.
1,4 miliona dolarów rocznie.
Nazwałem to „cyfrową transformacją".
Zarząd uwielbiał to sformułowanie.
Zatwierdzili w jedenaście minut.
Nikt nie zapytał, co to właściwie będzie robić.
Łącznie ze mną.
Powiedziałem wszystkim, że „zwiększy produktywność 10x".
To nie jest prawdziwa liczba.
Ale brzmi przekonująco.
HR zapytał, jak zmierzymy to 10x.
Powiedziałem, że „wykorzystamy dashboardy analityczne".
Przestali pytać.
Trzy miesiące później sprawdziłem raporty użycia.
47 osób to otworzyło.
12 użyło więcej niż raz.
Jednym z nich byłem ja.
Użyłem tego do streszczenia maila, który mógłbym przeczytać w 30 sekund.
Zajęło 45 sekund.
Plus czas na poprawienie halucynacji.
Ale nazwałem to „sukcesem pilotażu".
Sukces oznacza, że pilotaż nie zawiódł w widoczny sposób.
Dyrektor finansowy zapytał o ROI.
Pokazałem mu wykres.
Wykres szedł w górę i w prawo.
Mierzył „gotowość AI".
Wymyśliłem tę metrykę.
Pokiwał z aprobatą.
Mamy teraz „gotowość AI".
Nie wiem, co to znaczy.
Ale jest w naszej prezentacji dla inwestorów.
Starszy programista zapytał, czemu nie używamy Claude'a albo ChatGPT.
Powiedziałem, że potrzebujemy „bezpieczeństwa klasy enterprise".
Zapytał, co to znaczy.
Powiedziałem „zgodność z regulacjami".
Zapytał, z którymi regulacjami.
Powiedziałem „ze wszystkimi".
Nie wyglądał na przekonanego.
Umówiłem go na „rozmowę o rozwoju kariery".
Przestał zadawać pytania.
Microsoft przysłał zespół od studiów przypadku.
Chcieli nas pokazać jako historię sukcesu.
Powiedziałem im, że „zaoszczędziliśmy 40 000 godzin".
Obliczyłem tę liczbę mnożąc liczbę pracowników przez liczbę, którą wymyśliłem.
Nie zweryfikowali.
Nigdy nie weryfikują.
Teraz jesteśmy na stronie Microsoftu.
„Globalne przedsiębiorstwo oszczędza 40 000 godzin dzięki Copilotowi."
Prezes udostępnił to na LinkedInie.
Dostał 3000 polubień.
Nigdy nie użył Copilota.
Żaden z zarządu nie użył.
Mamy zwolnienie.
„Strategiczne priorytety wymagają minimalizacji cyfrowych dystraktorów."
Sam napisałem tę zasadę.
Licencje odnawiają się w przyszłym miesiącu.
Wnioskuję o rozszerzenie.
5000 dodatkowych stanowisk.
Nie wykorzystaliśmy pierwszych 4000.
Ale tym razem „zwiększymy adopcję".
Adopcja oznacza obowiązkowe szkolenie.
Szkolenie oznacza 45-minutowy webinar, którego nikt nie ogląda.
Ale ukończenie będzie śledzone.
Ukończenie to metryka.
Metryki trafiają do dashboardów.
Dashboardy trafiają do prezentacji zarządowych.
Prezentacje zarządowe zapewniają mi awans.
Zostanę wiceprezesem do trzeciego kwartału.

Nadal nie wiem, co robi Copilot.
Ale wiem, do czego służy.
Służy do pokazania, że „inwestujemy w AI".
Inwestycja oznacza wydatki.
Wydatki oznaczają zaangażowanie.
Zaangażowanie oznacza, że poważnie traktujemy przyszłość.
Przyszłość to jest to, co ja powiem.
Dopóki wykres idzie w górę i w prawo......"

A ja... Nic z tego nie rozumiem... Myślę o niczym.

El Czariusz
15.12.2025, 09:51
Patrzę na "daszbordy" i "copiloty" i widzę, ze ten wątek przekroczył 200 000...
Nie wiem czego dokładnie. Odsłon czy kliknięć, bo to zdaje się dwie rożne sprawy.
Pewnie dopiero teraz ktoś zauważy (arbo?), że ten chłop (czyli ja) nie ma pojęcia o informatyce! Hurrra! Nie mam. Nawet nie wiem, jak wyrazić to co wiem o tejże. A może to nie informatyka tylko coś innego? Tego innego też nie wiem.

Jutro to dziś tyle, że jutro. A wczoraj...? Nie ma wczoraj. Gdyby było, to z coś z upływem czasu było by nie tak.
Widocznie Bóg ma rozkminiony czas i Sam jest Nadsuperpozycją. Być może ma worek, w którym trzyma wszystkie wymiary z których każdy, to jakaś "cywilizacja"?
Profesor Dragan nie wierzy w Boga. Słusznie. Wiara w Niego to nie jest proste równanie z jedną niewiadomą. To ciąg liczb pierwszych. Starasz się ogarnąć ale i tak wcześniej czy później (jutro) staniesz w korku.

To pewnie Szatan zesłał Schroedingerowi kota.

Dziękuję arbo za troskę o mnie. Doceniam.
Ale i tak pójdę swoją drogą. Przez 60 lat niemal doprowadziłem do własnego (i nie tylko) finansowego upadku, przeżyłem ciąg porażek, które mniej gruboskórego wpędziły by w depresję. Okazałem się jednak za leniwy i na to...
Z zewnątrz żyję w układzie dwójkowym.
Tak wiem... Epikur, Aureliusz, Seneka itp. To ułatwia życie. Systemowi w to graj.

Niestety... Zawsze znajdzie się Eskimos, który Murzynowi w czas upałów...
Nad tym obecnie pracuję. Pracuję nad tym, by nie mówić nikomu jak ma żyć ale... Nie jestem żadnym arbitrem elegancji. Nie pozwolę jednak nikomu wejść mi/sobie na głowę.
Tego nauczyło mnie obecne podwórko - Przystanek Oliwa.

Nie oczekuję żadnej interakcji w temacie.
Są dwa tematy równoległe:
- ciesiołka małomiasteczkowa,
- zdrowie.
Do tematu tego drugiego wracam. Skracam do zwrotu: sprawność fizyczna.
Sprawność fizyczna spędza mi obecnie bardziej sen z powiek niźli ciesiołka.
Zrobić tyle, by zachować ową do... końca żywota. To pozwoli zachować też kondycję psychy.
Zadania ciesiołkowe znane.
Sprawnościowe? Pochwalę się, jak na wadze wyskoczy mi ósemka z przodu.

https://i.ibb.co/ZzZQfLHb/IMG-20251215-084152.jpg (https://ibb.co/JjhYcBxS)

El Czariusz
15.12.2025, 12:10
W ramach pracy nad sobą:

PFsQOOOFr0g

Dostrzegam ogromne zalety dla seniora.
Żałuję, że na czas skakania po dachu odpuściłem te ćwiczenia, z którymi regularnie mierzę się od trzech m-cy. Efekty są wymierne.
To gimnastyka "japońska". Codziennie rano ćwiczą w ten sposób japońscy seniorzy.
Tak jak kiedyś słońce narodu rumuńskiego, naród japoński pod okiem szklanego monitora narodowo uprawia tę gimnastykę na zawołanie. Z tą różnicą, że po gimnastyce słońce narodu siadało do śniadania a naród rumuński szedł do pracy.
Efekt? Słońce narodu skończyło marnie, bo jadał 5x dziennie.

Tę gimnastykę w rewanżu proponuję arbo. Profilaktycznie, codziennie a nawet kilka razy dziennie. I to nie tylko tym, którzy przesiadują w fotelach (leżakach jak ja) czy firmowym biurku godzinami. Polecam ją również tym, którzy pracują fizycznie i to ciężko mimo wieku.
Osobiście ubogacam ten zestaw o kilka powtórzeń w ciągu dnia.
Extra dokładam jeszcze kilka ćwiczeń. Rano pompki, przysiady i jeszcze kilka na obręcz biodrową i barkową. Zajmują mi one dobre 20 minut ale to czysty przejaw lenistwa.
Ostatnie badania dowodzą, że lepszy intensywny - 20 minutowy trening/gimnastyka niźli rozkładanie tego w czasie - klasyczne. Seria, przerwa 2/3 minutowa na odpoczynek (zwłaszcza w ćwiczeniach siłowych).
Dotyczy to głównie ćwiczeń siłowych a te są niezbędne dla podtrzymania kondycji seniorskiej. Niezbędne i nieodzowne.

W tym podstawowym zestawie zwracam uwagę na "jaskółkę". Te ćwiczenie równoważne ma swój ściśle japoński wymiar. Japońscy seniorzy ćwiczą stanie na jednej nodze np., i stosują "wolny marsz". Chodzenie w zwolnionym tempie, w którym akcentują czas oderwanej stopy i przetoczenia stopy podpartej. Jak nie zapominam, to tak maszeruję.
Te zakładanie skarpet czy sznurowanie buta jako utrudnione wiąże się m.in. ze słabym biodrowo-ledźwiowym, który w czasie długotrwałego siedzenia ulega skróceniu. I ja mam to z prawym. Plus oczywista zachowanie równowagi. Za nią odpowiada cała grupa mięśni, która w trakcie siedzenia "zamiera".

Cóż jeszcze ja dokładam?
Ano banalne chodzenie po schodach ale co drugi stopień. Kilka razy ciągu dnia wejście na drugie piętro mojej kamiennicy to stały punkt programu.
W ciągu siedzącego dnia dodatkowo kilka razy ćwiczę metodą GtG. Kolejny banał... Wstajesz z krzesła/fotela i robisz kilka/kilkanaście przysiadów, w sumie cokolwiek co pobudza cię do wysiłku ale w taki sposób, by zachować rezerwę na kolejne. Chodzi o to, by się nie "spocić". Wspinać się jedną nogą na palce. Przysiady głębokie, do pełnego (o ile to możliwe) przykucu.
Stabilizujemy biodra napięciem m. brzucha przy wstawaniu.

W ramach konkretniejszego treningu warto zadbać o ćwiczenia eksplozywne/skocznościowe. Tę motorykę tracimy najszybciej. Dlatego tak ważne jest, by na etapie rozwoju dziecka nie zaniedbać braku takowych.
Akurat ten etap jest nie do odrobienia w przyszłości. Skoczność, to podstawa ruchu sprawnego dziecka.
Tracimy ją/dynamikę, tracimy równowagę, słabniemy, powoli stajemy się ruchowymi kalekami. Niech no dojdzie do tego nadwaga a... dojdzie.
Po 60-tce testosteron leci już na pysk. Osłabić zjazd mogą tylko ćwiczenia siłowe.
Po gimnastyce porannej zimny prysznic i to jest komplet.

To tyle.
Zamykam się w sobie do kolejnych "urodzin". To będą 63-cie... ja pierdolę.

P.S.
Dzieci powinny się kłaść do łóżka ze zmęczenia fizycznego. Również mózg dzieci powinien być konkretnie "egzaminowany" choćby na finał odrabianiem lekcji w domu ale pod kontrolą rodzica, by nie korzystało z AI. To zbrodnia na młodym mózgu.

P.S`
No i drążek! taki między futrynami. Zwykłe zwisy czynią cuda przy ściąganych barkach i utrzymaniem zgiętych pod kątem prostym do tułowia kolan.
Jak nie ma "siły" na bieganie, to maszerujemy. Jak maszerował Gołąb do czasu feralnej stłuczki.

chomik
15.12.2025, 15:00
Zdecydowanie, załóż skarpetki na stojąco i już wiesz na jakim etapie jesteś... Warto ćwiczyć, codziennie. 30 minut to nic w ciągu dnia.

mareksz007
15.12.2025, 18:38
El, ja Ty mi imponujesz.
W kilku zdaniach opisałeś to czego dowiedziałem się po przeczytaniu 6-ciuset.
https://files.legimi.com/images/8567013997e08d8d7e79666f57c8426e/w400_u90.jpg

El Czariusz
15.12.2025, 22:25
Jeszcze się zmuszę.

Zdecydowanie, załóż skarpetki na stojąco i już wiesz na jakim etapie jesteś... Warto ćwiczyć, codziennie. 30 minut to nic w ciągu dnia.
Kilka razy dziennie, przy okazji. Założyć skarpetki bez podpórki - utrudnienie;)

Panie Marko, miło Was czytać Kolego!
Paczaj... Literatury nie znałem, brzmi bardzo ciekawie z krótkiego opisu/recenzji jaką znalazłem w necie.
Mam swoją osobistą teorię w temacie "umilania" ćwiczeń fizycznych. To jest inny poziom motywacji niźli przy zwykłej pracy fizycznej. By tej ostatniej nadać sens i chęć, traktowałem ją często jako wyzwanie fizyczne.
Monotonne zasypywanie kibli na szlam po piaskowaniu w stoczni (w czasie studiów) np. Kibel za kiblem przez kilka godzin. Wystarczyło kiedyś hasło rzucone w eter: ciekawe ile kibli dali radę bylibyśmy zasypać w godzinę (metr sześcienny, praca z łopatą) w zespole dwójkowym?
Pierwszy w 15 minut, kolejne trzy w 20. Przerwa 5 minut i dawaj od nowa.
Ścigaliśmy się jak wariaci. Zmianowa norma wypełniona w 3h i do domu.

Potem w stoczni wisiały nasze rekordy na tablicy informacyjnej w biurze studenckim:)

W temacie budownictwa drzewnianego. Czarno na białym znalazłem u Zubrzyckiego info w temacie...
https://i.ibb.co/JW3VZGTp/IMG-20251215-131844.jpg (https://ibb.co/7xkPhZDp)
...oparcia słupów przyłapu.

Zaś biało na czarnym...
https://i.ibb.co/xtDgtjqx/IMG-20251214-185137.jpg (https://ibb.co/zTr2TRVq)
...kobitę, która sama buduje chatę.

No więc nie ma opcji, bym ja sobie nie poradził.
Pewnie o tym też wspominałem ale doniesę raz jeszcze, że miałem przyjemność i satysfakcję poznać niedowidzącego gościa, który również sam zbudował... dom. Poziom niedowidzenia: na lewo oko 95%, na prawe 80. Że nie wspomnę o wymianie rozrządu np. w audi 80.
Równie niedowidząca kobitka objechała globus PL furmanką z koniem dookoła, wzdłuż granic...
Wszystko to odbyło się na zlocie niedosłyszących (głuchych praktycznie) i niedowidzących (ślepych praktycznie) organizowanym przez koleżankę.
Miałem tam zaprezentować... moje wyprawy. Opowiedzieć i pokazać zdjęcia.
Iwona... ale jak?!
- Niedowidzącym będziesz opowiadał, niedosłyszącym pokazywał zdjęcia.
Na Kolosach tyle braw nie dostaliśmy (a były naprawdę rzęsiste), co ja otrzymałem od tych pokrzywdzonych przez los ludzi.

Zaprawdę lepiej się teraz czuję to pisząc. Mając ich na uwadze i moje problemy.

Do uczytania w przyszłym roku.

P.S.
Szkoda, że w Kielcach. Za daleko. Tylko jeden uczeń w Akademii Ciesielstwa...

Sergiusz Stańczyk. Znakomity lutnik. Też sam studiował lutnictwo. Jeden student na roku.
Robił mi przegląd 25-cioletniej esteve no 1.
Kumpel mego kumpla.
http://segaguitars.com/

arbo
16.12.2025, 11:35
Jutro pojadę do roboty jak dziś.
A Ty będziesz doświadczał złotych myśli Narcyza. Będziesz:D

A czy "będziesz"?
Niekoniecznie, jutro mogę nie (prze)czytać Twoich postów.
(podkreślenia moje)

Zacytuję kumpla:
"Człowiek steruje przyszłością, a Pan Bóg jedynie kule nosi."
"Jutro" minęło wczoraj, a ja nie doświadczałem. A powyżej jest już tego tyle, że nawet dziś nie doświadczam. Może nie nadążam, bo na starość się człek leniwy robi. A może ilość przechodzi w bylejakość. Nie wiem.
https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif

El Czariusz
17.12.2025, 10:49
Chyba Ci tego śniegu brakuje a(r)bo przestrzeni.

https://i.ibb.co/QjxdzFL1/IMG-8833.jpg (https://ibb.co/DgjpsDhS)

https://i.ibb.co/zH0wg9bD/IMG-9033.jpg (https://ibb.co/rf1Jh8MN)

A...
https://i.ibb.co/KcqPJvmn/IMG-8980.jpg (https://ibb.co/Q7Ng4wX0)
...może odrobiny?

Tymczasem:

https://i.ibb.co/hJkCzSZD/IMG-4890.jpg (https://ibb.co/W4QsJLPg)
Zgadnij...

...kto zgadnie: gdzie zrobione?
Ogolę się na łyso - jeżeli kto trafi. Z włosem i pod włos 6x, wszędzie!

Ja...
https://i.ibb.co/67q0F1xj/IMG-8932.jpg (https://ibb.co/ksP2X9fN)

https://i.ibb.co/tPsNgL7X/IMG-8933.jpg (https://ibb.co/PzhbKD7Q)
...taki.

arbo
17.12.2025, 11:09
gdzie zrobione?
Dolina Obi Kingob, Badachszan, Tadżykistan.
Po tej górce z tyłu mniemam, że to Pashimigar.
Ok. 50km w kierunku wschodnim zaczyna się lodowiec Garmo. Byłeś tam? Leci w okolicy m.in. dość popularny obecnie szlak wytyczony przez znajomego z Ałmaty; jest częścią tzw. Pamir Trail (oczywiście szlak, nie znajomy). A w bliższej okolicy jego odnogi przez przeł. Sangwor i Wiszcharw, ale tam trzeba uważać, bo teren mocno zaminowany.

https://i.postimg.cc/vHHcXf5P/0875-MG-6849.jpg

El Czariusz
17.12.2025, 13:05
Jednym zdaniem - Ty musiałeś tam być. Nie ma (raczej) opcji, by ktoś kto nie był, był wstanie odgadnąć i podać lokalizację ma podstawie tego kadru:)
Ale... to nie jest Paszimgar. Dolina Obi Chingob(w) tak.
Paszimgar to uroczysko położone kilka dobrych kilometrów za Azring, gdzie zrobiłem to zdjęcie. Azring to kiszłak na końcu świata.

Robiłem tam rekonesans w 2012 mając arcyplan w głowie na Grąbczewskiego.
Równolegle do doliny Garmo biegnie dolina Bochud. Ona prowadzi na przełecz Stargi, z której schodzi się do doliny Wancz. W 1889 przełęcz tę pokonał Grąbczewski i ten ponad 50-ciokilometrowy szlak był drugim etapem naszej wyrypy.
Ostatni ślad eksploracji tej doliny w eterze netu datowany jest na ukraińską wyprawę z 1970. Nie dali rady tej doliny sforsować.

Dolina Garmo jest popularnym szlkaiem. Prowadzi pod Pik Komunizma ale z tej strony najwyższa góra w regionie jest bardzo rzadko atakowana.

Mieliśmy piękną pogodę ale do Paszimgar dotarliśmy wczesnym popołudniem. To jest pora, kiedy wypiętrzają się culumusy i zasłoniły nam piki: Moskwa i Komunizma...
Wiedziałem, że tam wrócę dlatego nie zdecydowaliśmy się z Czystym Benkiem na nocleg.
Z Pikami Garmo, Moskwa, Korżeniewskiej i Komunizma mieliśmy kontakt eksplorując dolinę Muksu i Karaszury.

https://i.ibb.co/gMtbrQSV/IMG-4878.jpg (https://ibb.co/SXVD6Htr)
Widok z okna (Arzing).

https://i.ibb.co/sx0jkmr/IMG-4847.jpg (https://ibb.co/J6fn0BP)
Przebijamy się do Paszmigar.

https://i.ibb.co/21DMfwDJ/IMG-4867.jpg (https://ibb.co/xtpgRypZ)

https://i.ibb.co/FbffwVY2/IMG-4870.jpg (https://ibb.co/bgyyBJvT)
Dalej już tylko z buta.

https://i.ibb.co/8ngqthP0/IMG-4928.jpg (https://ibb.co/ZRz57ZcV)
Arzing.

https://i.ibb.co/whvrqp8M/IMG-5243.jpg (https://ibb.co/ZzZ1rcvW)
Nad Szary Kul noclegowaliśmy się, w takim otoczeniu.

To była jedna z lepszych wyryp w powodzi mego nędznego żywota.

50401697

Wąskie grono namawia mnie na zrealizowanie II etapu Grąbczewskiego.
Powiedziałem: NIE ale... jestem w fazie przygotowań. 7 lat temu stać mnie było na wyzwanie (Grąbczewskiego) i pół roku mozolnie dochodziłem do niezłej formy, która pozwoliła mi "pokonać" młodsze pokolenie Grąbczewskich.
Obecnie jestem w fazie podobnych przygotowań.
Ale cel mam inny.

arbo
17.12.2025, 13:39
Jednym zdaniem - Ty musiałeś tam być.
No cóż, nie da się ukryć, musiałem. Poniekąd.
Los tak rzuca człowiekiem, że nie wiesz gdzie cię poślą do roboty.

Paszimgar to uroczysko położone kilka dobrych kilometrów za Azring, gdzie zrobiłem to zdjęcie. Azring to kiszłak na końcu świata..
Zgadza się, pomyliłem osady.

Ostatni ślad eksploracji tej doliny w eterze netu datowany jest na ukraińską wyprawę z 1970.
W Badachszanie jest wiele miejsc, które wydają się być nieeksplorowane. To że nie ma śladów eksploracji w internecie, nie znaczy, że nie było takowej. Widzę to licznych, wydawałoby się odludnych, dolinach. Znam jednego rosyjskiego geologa, który rok w rok odwiedza pewną dolinę w centralnej części Pamiru, a ekspedycje alpinistyczne, które tę dolinę odwiedzają raz na kilka (bardziej 8-9 niż 2-3) lat i chwalą się tym w sieci, twierdzą, że nikogo tam przed nimi nie było. Sami Rosjanie (właściwie "obywatele" byłego ZSRR) wyeksplorowali właściwie cały Pamir, o czym można sie przekonać przeglądając rosyjskojęzyczne archiwa, np. klubów górskich typu Wiestra czy TKMAI. Raportów co niemiara, większość tak dokładnych, że współczesne "relacje" mogą się schować ze wstydu.

https://i.ibb.co/whvrqp8M/IMG-5243.jpg (https://ibb.co/ZzZ1rcvW)
Nad Szary Kul noclegowaliśmy się, w takim otoczeniu.
Rozumiem, że piszesz o jez. Charykuł (nie wiem czemu wywala mi cyrylicę - fonetycznie: Harykuł). Szarykuł to błędnie używane przez ludzi Zachodu zangielszczenie.
Patrząc po zdjęciu, nie masz zbyt dużo do golenia, przynajmniej na głowie.

El Czariusz
17.12.2025, 14:57
Kirgiz nad tym jeziorem mówił "czarykuł" i co Ty na to? A ja "szary".
To, o czym piszesz (pozyskiwanie info) to jest bardzo rozległy temat.
Np. przekopałem się przez rosyjskie wydania czerwonych list narodów, języków.
Czytałem przedwojenne wydania literatury regionu.
Sam posiadam dość bogatą bibliotekę w trzech językach (rosyjski/niemiecki) tym polskie wydania.
Nie chce mi się tego tematu szerzej rozwijać ale miałem zidentyfikowane WSZYSTKIE wyprawy w ten rejon od momentu, kiedy Grąbczewski postawił tam swoją nogą. Wszystkie dostępne.
Brakuje mi tylko jednej i to polskiej autorki Toeplizt-Mrozowskiej.

Jeżeli zbieram info, to kopię się konkretnie z tematem.
Dostrzegam coraz wyraźniej, że większość Twoich krytycznych uwag jest adresowanych bezpośrednio do mnie. El "Woda", "pierwszy"... taa.
W kiszłaku Azring dopytywałem bezpośrednio mieszkańców jak to ze szlakiem na przełęcz Stargi jest. Odpowiedź?
Tak, jest a raczej był. Zajmował dwa dni ale nikt tam od lat nie chodzi, bo nie ma po co. Turyści chodzą doliną Garmo, znam ten szlak. Mam go zdokumentowany szeregiem filmów. Nie mozna porównać go z w ogóle nie opisanym. Konkretnie interesowało mnie, w jaki sposób i gdzie pokonywali brod na Chingow.

Rosjanie... Oczywiście. A kto niby miał być, jak nie oni? Jest na to fajna, przedwojenna literatura. To dlatego pozwoliłem sobie eksplorować dolinę Bodomdara w 2008. Kto inspirował? Łuknicki w swoich Wędrówkach w Pamirze czy Staniukowicz w Śladami Yeti.
Rosjanie... osobiście uważam, że lepsi są... Czesi. Pierwsze - mają zdecydowanie trudniejszy dostęp (jak my). To, co odpier... czescy cykliści, to ja ze swoją Ukrainą w Pamirze wyglądam przy nich jak czeski, rowerowy analfabeta.

https://i.ibb.co/y3hT9GM/IMG-5798.jpg (https://ibb.co/XwyBQNd)
Inspirował Łuknicki, opisem kopalni jaspisu. Dalej autem się nie dało ale przespacerowałem się trochę, by móc podziwiać północną ścianę Piku Majakowskiego.

Tak. Zrobiłem parę tematów pioniersko. Udowodnij mi, że nie, to Ci... podziękuję.
Długo szukałem polskich śladów w Dolinie Wielkiego Pamiru. Ostatnią przede mną była Toeplitz Mrozowska.
Kto przede mną widział Pik Marksa i Engelsa bezpośrednio z afgańskiej perspektywy poza Grąbczewskim? Oczywista vis a vis, stojąc na lewym brzegu Pandżu. a nie z perspektywy Noszaka.
I jeszcze kilka takich haseł mam.

Obecnie coraz mniej mnie to interesuje. Czasami wracam, jak przy tej okazji ale to idzie do lamusa. W cholerę info uleciało mi z utratą dysku. 90% oryginalnego materiału poszło się rypać. Dysk mam, może odzyskam te dane ale coraz mnie mi zależy.
Ot... coś było ale nie ma.. do czego wracać i tyle.

M3gGVdNNGTs

Czytałem polskie, dwutomowe wydanie tej wyrypy.

FkrZVz9Brak

Takie perły sobie pozgrywałem i wiele innych. To, co nie wgrałem na swój kanał poszło z "dymem".
Wystarczy mi mina Marysi i Kacpra, kiedy widzieli dziadka w dzienniku.

arbo
17.12.2025, 16:07
Kirgizi (Kazachowie, Nogaje, Karakałpacy, itd., ba! nawet Tatarzy) mają kilkadziesiąt zgłosek (w tym wiele gardłowo-nosowych), których my, Europejczycy nie jesteśmy w stanie wymówić. Kilkadziesiąt, więcej niż 50. My tu w Europie mamy wszystkich około trzydziestu. Tak-że-tak.

Z tymi "WSZYSTKIMI" chyba bym się tak nie zapędzał. Archiwa rosyjskie nie są do końca otwarte. J.Toepliz-Morozowska akurat jest dość łatwo dostępna, ale nie podpierałbym się jej wiedzą na ten temat (była swego rodzaju "instagramerką" swoich czasów).

Jeśli chodzi o "zarzut", że adresuję do Ciebie, to owszem - rozmawiam z Tobą, więc do Ciebie muszę się odnosić (swoją drogą: obrażasz się o fraszki?) Nie przekopałem wszystkich archiwów jak Ty (sarkazm żartobliwy), ale raczej mało jest miejsc na świecie, gdzie nie stanęła ludzka stopa. Badachszan z pewnością do takich nie należy. Skoro ja (który w Azji byłem raptem kilkanaście razy) potrafię rozpoznać taki "koniec świata" jak wspomniałeś wyżej, to co dopiero ktoś, kto spędza w tych górach sporo więcej czasu (np. wspomniany wyżej przeze mnie rosyjski geolog). Tam naprawdę kręci się dużo ludzi - może nie jest to Rzym, ale Tadżykistan odwiedziło w tamtym roku prawie półtora miliona turystów. To kilka razy więcej niż ilość mieszkańców Badachszanu (owszem, nie wszyscy wjeżdżają w Pamir). Z nich choćby promil zgłębiał te obszary dokładniej, to już daje jakieś półtora tysiąca osób. A to tylko jeden rok.

Bród na rzece Kingob przez te ostatnie 100 lat z grubym okładem z pewnością się zmienił, weź to pod uwagę. Nie sądzę, żebyś go odnalazł w tej samej postaci.

Nie jest moim celem udowadnianie niczego, ale muszę Cię zmartwić - do Wielkiego Pamiru wjeżdżają całe wycieczki (na motocyklach, rowerach, samochodami), żądne wrzucenia na Instagrama czy FB fotek znad Zorkułu (permit można łatwo uzyskać w Chorogu). Kilka lat temu (już po C-19) mignęła mi gdzieś w sieci (flicker?) relacja z podejścia pod Akbaj Sytargi (niestety nie mogę teraz jej znaleźć). Przełęczy do Wanczu nie przeszli (była to para ok.40-latków, gdzieś z krajów Beneluksu? Francji? Hiszpanii? nie pamiętam, w każdym razie nie z kraju angielsko- czy niemieckojęzycznego), ale dolinę Bachud przeszli praktycznie całą włącznie z wędrówką po lodowcu. Inna sprawa, że zwiedzanie Pamiru staje się horendalnie drogie. Za dniówkę w Parku pobierana jest obecnie opłata ok. 10 dolarów (100 somoni), a strażników sporo. Więc krótki tygodniowy treking to 70 dolarów.

A czy ktoś widział Marksa i Engelsa z afgańskiego brzegu? Sądzę, że nawet ktoś z FAT - np. przewijający sie tu niejaki Sambor. Spytaj go, Wachan to w końcu nie jest tak dziki zakątek, skoro nawet autobus zatargali do Małego Pamiru, żeby zrobić z niego szpital. Inna sprawa, że nie wypaliło i teraz rozkradziony ze szprzętu rdzewieje. Ot, mądrości Zachodu na siłę chcącego uszczęśliwiać miejscowych.

Łuknicki?
Tak. Poza tym Siemionow, Czerepow, Murzajew, Kunin, Kałużyński, Jacenko, Grum-Grzymajło, Muszkietow, Ranow, Hedin, Siewiercow, Krist, Kisch, Krylenko, Potapow, Rudnicki, Rohoziński, Walichanow, Capisani, Brophy, Sarianili, Brentjes, Rozwadowski, Gawęcki, Pstrusińska, Biełkiewicz, Olufsen i wielu innych, mam kilka półek takich autorów. Wsród nich wspomniany przez Ciebie Grąbczewski (w tym również pozycje niedostępne na polskim rynku, a wydane w Rosji w niskich nakładach). Oraz również wspomniany wyżej Jerofiejew, łatwo dostępny zresztą.
Czytać, czytać, czytać...

https://i.postimg.cc/RVNczm5g/g20251217-154947.jpg

El Czariusz
18.12.2025, 00:58
Badachszan leży na lewym brzegu Pandżu, który opasa go ładną pętlą. Byłem ledwie w jego narożniku i nigdy nie eksplorowałem ale dużą część tej opaski przejechałem.
Dolinę Wielkiego Pamiru robiłem w 2008. Wskaż mi te tabuny, które do tego roku tę dolinę odwiedziły. Chętnie bym taka historię poznał. Bardzo chętnie nawet.
Pierwsza polska eskapada moto , która w ogóle wjechała w Pamir, to ekipa Pamir na kołach Sambora. 2006 rok. Rok później dwie terenówki z Rejem i moja - trzecia.
Wskaż mi łaskawie ile cywilnych aut z PL wjechało do Afganistanu do 2008?
Bez "narodowego" wsparcia. Mam zinwentaryzowane wszystkie. I takiej czysto cywilnej nie było.
Mam Ci skopiować tutaj moją literaturę?
Kiedyś podobną listę wklejał gdzieś mazeniak.
A mi się już nie chce.

W 2012 pokonanie dwóch rozlanych nitek O i Chingow u zbiegu trzech dolin nie było żadnym problem. Za to widziałem rosyjską ekipę, która to robiła w 2010 w dobrze mi znanym miejscu. To była jazda bez trzymanki.
Ogrom mas wody. To rok, w którym monsun przetoczył się przez Hindukusz i wywołał największa powódź w I dniach od 200 lat. Dolina Hunzy została odcięta od świata.
My włóczyliśmy się wtedy po afgańskim Hindukuszu.
Dolina Wachanu została zalana po oba jej skraje. Mieliśmy kłopot ze znalezieniem bezpiecznej drogi. Kataklizm.
Pokonałem wtedy najbardziej niebezpieczną część szlaku do Doliny Mąłego Pamiru nieświadom, że karawany omijają go szerokim łukiem przy takiej pogodzie.
Bardzo szerokim. Charakterystyczną podkową nadkładając blisko 20km.
Tak... Żaden biały przede solo tego szlaku nie zrobił.

YzHsRm5qn4s

Otwórz swój wątek i pisz, pisz, pisz... skoro masz o czym.
Tu wolę czytać o drewnie.

P.S.
Sambora nie mam o co pytać, bo to on jechał moim śladem przez Wielki Pamir i kawałek Afganistanu toczka w toczkę w 2009.
Badachszan przecinał na moto Greg7 z częścią ekipy, która wynajęła moto od Sambora. Jeszcze w starych, do tych czasach. To był wyczyn.
Region przestał mnie interesować. Może wróciłvym jeszcze pod Nangę(stałem pod nią w połowie lat 80-tych) lub zaliczył obóz pod K2. Może... to znaczy: NIE.

arbo
18.12.2025, 01:34
No i widzisz, to "jutro" minęło dwa dni temu, a ja dopiero teraz "doświadczam złotych myśli Narcyza" (a właśnie - czemu pisanego dużą literą? Mówimy o zjawisku, nie o postaci, więc raczej małą: https://africatwin.com.pl/showthread.php?p=894064#post894064).

Pochwalę się, jak na wadze wyskoczy mi ósemka z przodu.

Też się pochwalę, ale na razie dobilem tylko do siódemki.
Nie, nie wiem, co to jest daszbord i copilot. O informatyce też nie mam pojęcia.

Nie robiłem też żadnych zestawień, ani tak dokładnych jak Ty (tu znów sarkazm żartem), ani innych niedokładnych, ale sądzę, że trekingi do Małego i Wielkiego Pamiru były już w latach 90-ych. Oczywiście mówię o ludziach z Zachodu, bo człowiek sowiecki z pewnością był tam nie raz.

Wybacz, ale niejeden chciałby być tym pierwszym, a potem okazuje się, że ktoś był przed nim. Trochę pokory.

Badachszan leży na lewym brzegu Pandżu
Per Badachszan piszę jako Górski Badachszan, wymiennie Pamir. Potocznie, nie wnikając w stricte naukową wersję nazw geograficznych. Plus okolice z obu stron granicy. Plus Badachszan afgański. Plus to i tamto.

Pierwsza polska eskapada moto , która w ogóle wjechała w Panie, to ekipa Pamir na kołach Sambora. 2006 rok. Rok później dwie terenówki z Renem i moja - trzecia.
Pierwsza, pierwszy... odmieniasz na wszelkie sposoby. Już pisałem: pokory trochę.
Nie bierzesz pod uwagę per pedes.

Pokonałem
No tak, pokonałeś. A nie po prostu - przeszedłeś?

Tak... Żaden biały przede solo tego szlaku nie zrobił.
Tak. Żaden. Nawet wspomniany Grąbczewski (on miał kozaków, to się nie liczy). I dziesiątki innych już w XIXw. Pod K2 też będziesz pierwszy.


YzHsRm5qn4s

Sam się podkładasz. Skoro "agencja jakaś tam kręci reklamówkę", tzn. że musieli dokumentnie znać trasę z poprzednich źródeł, które ją przeszły. Amen.


Tu wolę czytać o drewnie.
To pisz o drewnie, a nie o pierwszeństwie w Badachszanie.
Przy okazji - ogól się, sześć razy. Wszędzie!
https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif

Pawel_z_Jasla
18.12.2025, 06:37
Jemu też się zdawało: "Mówiłem, że dwóch jest pułkowników w Rzeczypospolitej, dwóch tylko: ja i ty!" podobnie jak tej studentce medycyny co pozytywnie odpowiedziała na pytanie "czy męskie przyrodzenie ma kostne usztywnienie"

arbo
18.12.2025, 10:25
Problem ze współczesnymi "reportażami" z wypraw, wyjazdów, wycieczek, wędrówek, wakacji czy innych "w..." polega na tym, że w centrum uwagi autor stawia swoją osobę. Nie wiem kiedy nastąpiła zmiana (podejrzewam, ze w momencie szerokiego dostępu do społecznościówek), ale jak się poczyta starych autorów (choćby przytaczanego Grąbczewskiego), to w centrum opowieści z reguły jest zwiedzana kraina, a nie narrator.

heniekstar
18.12.2025, 11:52
O, cześć mazeniak.;)

lecchu
18.12.2025, 12:24
Ech koguciki... Czy Wy nigdy nie potraficie odpuścić sobie tych osobistych wycieczek? Tych docinków wiecznych? Tego ustalania hierarchi w stadzie?
Te śledztwa dogłębne, te szczegółowe badania czy któryś z Was aby nie zanadto afektownie potraktował swoją osobę czy dokonania - czy to naprawdę zawsze konieczne?

Jeżeli nawet światło skierowane przez autora na autora byłoby nieco za jasne - to naprawdę aż taki problem?

I gdzież to mamy to wykroczenie odautorskie (realne, potencjalne czy rzekome), tak wymagające pilnych korekt? Na zwykłym forum internetowym, nie w żadnej poważnej książce czy dokumencie. Naprawdę potrzeba burzyć wartkość tego wątku? Za chwile rozpadnie się na drobne dosrywki, odpowiedzi na nie i zwrotne mikro-uszczypliwanki, i będzie jak zawsze, z każdym ciekawnym wątkiem...

El"Woda" pisze fajnie. Ciekawie, wciagająco, z pazurem, z taki rysem wymagajacym zaangażowania splotów. Mało kto tak pisze, i to nie tylko z autorów tu, na FATcie. Wiekszość relacji na necie jest taka mdła i powtarzalna, "byłem, zjadłem, popatrzyłem, pojazd mi sie zjebał". A ElWoodos potrafi wyczarować deczko magii z prostej przeszywki kieszeni na dupie. Dosracie mu znowu za mocno, to się oflaguje, pozabiera wpisy i zniknie na lat parę (albo na amen), a nam zostaną znowu miałkości. Chciałbyś tego Arbo? Nie możesz po prostu skorzystać z PW, jak masz mu jakieś wytknięcia?

Pzdr wszystkich serdecznie (serio, wszystkich i serdecznie, no offens!)
L.

PS Pisz El, pisz. Nie odzywam się w wątku, bo nie sięgam poziomu literacko, ale to nie znaczy, że nie masz we mnie publiki

arbo
18.12.2025, 13:22
Więcej tej "deczko magii", mniej samouwielbienia i będzie super.
A przy okazji - spaliliście całą zabawę.
I cześć pieśni :[
A wykropkować i tak wykropkuje. I będzie miał rację (piszę tak ze względu bardziej na boty, nie na jego samouwielbienie).

A te przytyki - to jakby ktoś nie kumał - są do ogółu, nie tylko osobiście do Elwooda.
Jaki procent społeczeństwa obecnie nie "uwielbia się" na FB, Insta czy X?...
A ci, co wdrażają algorytmy, się cieszą. I robią pęgę niebotyczną, choć wirtualną (i nawet nie pieniądz tzw. fiducjalny). To jest puste i działa na naszą (wszystkich) niekorzyść.

mareksz007
18.12.2025, 17:11
Więcej tej "deczko magii", mniej samouwielbienia i będzie super.
A przy okazji - spaliliście całą zabawę.
I cześć pieśni :[
A wykropkować i tak wykropkuje. I będzie miał rację (piszę tak ze względu bardziej na boty, nie na jego samouwielbienie).

A te przytyki - to jakby ktoś nie kumał - są do ogółu, nie tylko osobiście do Elwooda.
Jaki procent społeczeństwa obecnie nie "uwielbia się" na FB, Insta czy X?...
A ci, co wdrażają algorytmy, się cieszą. I robią pęgę niebotyczną, choć wirtualną (i nawet nie pieniądz tzw. fiducjalny). To jest puste i działa na naszą (wszystkich) niekorzyść.
Załóż swój wątek i nie wpierd... się.
Bądź zdrów

kylo
18.12.2025, 19:02
Załóż swój wątek i nie wpierd... się.
Bądź zdrów

Dokładnie.
Fajna wielowątkowa narracja była, do spokojnego śledzenia,
bez agresji, i oby dalej taką pozostała.

El Czariusz
18.12.2025, 21:10
Badachszan to Badachszan, żaden potoczny. Badachszan leży w AFG koniec kropka.
Rzeczywiście gość się czepia jak mazeniak:)
Tylko mazeniak śledził z takim zacięciem moje wyrypy i potem naśladował. I bardzo dobrze. Nawet rowerem zaczął jeździć, donosił mi Fazencjusz.

Znaczy inspirujący jestem.
Ale to nie mazeniak. Ten uważał jeszcze w 2012 roku, że Bartang jest nieprzejezdny.
A Bartang pierwszy z naszych zrobił Czosnek w 2009.. Chyba znam gościa, który go do tego zachęcił.
Arbo solo szlak robiony to szlak zrobiony solo. Niech i tam śmiga sobie trzydzieści agencji.
Skąd ją o tym wiem?
Od ludzi na miejscu. Oto co! A jeżeli mi znajdziesz takiego białego, to ja dorzucam klapki.
Znajdź takiego, co szedł w klapkach.
Jeżeli znajdziesz w klapkach, to dorzucam gitarę.
Jak znajdziesz białego, co zrobił szlak do doliny Małego Pamiru w klapkach i z gitarą, to znaczy, że trafiłeś na mnie - cha cha!

Druga rozprawa za mną. Przede mną trzecie starcie.
Podjeżdza kurier z towarem dla mnie a ja do gościa.
- Wysoki Sądzie, postawi pan paletę tutaj.

CzarnyEZG
19.12.2025, 09:12
EL Cezariuszu, Wojownikom Klawiatury, którzy Cię próbują podszczypywać nie dorastając do pięt Twoim przygodom oraz sposobowi w jaki je relacjonujesz, mówimy zdecydowanie NIE, bo jak to mówią:

"błogosławieni ci, którzy jak w dupie byli i gówno widzieli, to nie starają się wszystkich o tym poinformować"

Swoją drogą, skakanie do Podróżników pokroju Twojego lub Chomika (Internetowy Specjalista od miejsc w których nie był postanowił także tam poinformować wszystkich o swojej ignorancji i braku jakichkolwiek życiowych osiągnięć) to nie objaw odwagi, czy posiadania własnego zdania, tylko głupoty.

El Czariusz
19.12.2025, 09:33
Wysoki Sądzie,
urodziłem się w styczniu. W pierwszej połowie stycznia. Dokładniej 10-tego.
Dzisiaj obchodzę imieniny. Imieniny są sztuczne. Chciałbym je obchodzić wtedy, kiedy któremuś z moich rodziców przyszło do głowy, by nadać mi imię Dariusz.

Wiem, że to Mama.
Pamiętam jak kręciła mi palcami loczki na dobranoc i mówiła:
- A na imię było mu Dariusz. Tysiąc niewolnic mu usługuje... Dariusz I i... III. tak chciałem być pierwszym (cha cha!).
Tak rodziło się we mnie enpede:)

Przede wszystkim rodziła się moja ciekawość. Ciekawość Orientu. Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy...
Jako wzorowy przykład enpede składam sobie w ten sztuczny dzień najlepsze życzenia.
DARIUSZU...

...proszę dopisywać!
Zobaczymy ilu Was jest cfaniaczki i czego mi życzycie.

P.S.
Dzięki chopy za wcześniejsze ciepłe, pedalskie słowa. Nakarmiły moje enpede do końca roku:)

W ramach chorobliwej pedagogizacji posłuchajcie jaką nam sieczkę (przede wszystkim waszym dzieciom/wnukom) w mózgu robi smartfon.
To się w pale nie mieści? O AI popełniłem już treść.

Chodzi właśnie o to, by nie było w życiu "słodko".

FfOq8aAnmMg

Na Grąbczewskim (2018) siedzimy u stóp 5-ciotysięcznika. Wieczór.
Jutro "atak szczytowy".
W kamiennym kręgu koralu siedzi 7 osób. Wszyscy w smartfonach, poza jednym. Ten jeden się odzywa:
- Po chuj wam tutaj, na tym pięknym zadupiu (ale łączność jest) ten telefon?
Bo musimy mieć łączność ze światem.
Ten jeden smutnie się temu przygląda.

https://i.ibb.co/39SHsDLr/87550852-510416889871563-3229903234378235904-n.jpg (https://imgbb.com/)

CzarnyEZG
19.12.2025, 09:46
Zdrowia :)

El Czariusz
19.12.2025, 10:14
Musiała się znaleźć Czarna Owca...:)

Internety.
Czytajcie uważnie. Pisałem już o tym, że wszyscy rodzimy się geniuszami.
Autorka wspomina o nauce chodzenia ale intelektualnie największym wysiłkiem jest nauka mowy..
Zauważcie, ten proces przechodzą niemal dzieci, Te, które z różnych przyczyn nie mogą (ledwie kilka procent) znajdują swój pomysł. 40 lat szukałem geniusza w sobie. Wiem, gdzie nasze drogi się rozeszły:)

Cytuję.

Świat przeciera oczy ze zdumienia.

Metoda Szubartowskiego - polskiego nauczyciela informatyki może zmienić podejście do nauki w wielu krajach.

To właśnie z jego klas wywodzili się uczniowie, którzy zdobyli łącznie 126 medali na międzynarodowych olimpiadach informatycznych, w tym 22 złote.

Szubartowski od lat pracuje z młodymi ludźmi w sposób, który sam określa jako naturalny.

Jak tłumaczy, chodzi o pracę twórczą, rozwój i tworzenie warunków, w których uczeń sam chce się uczyć.

Na czym polega to w szczegółach?

Zamiast lekcji opartych na programie uczniowie dostawali wyzwania, które musieli rozwiązać samodzielnie, bez podpowiedzi i bez teorii.

Istotnym elementem są emocje i środowisko. Uczeń, który rozwiązał wyzwanie, tłumaczy je innym. - To się nazywa tutoring młodzieżowy.

W tym systemie nie ma rywalizacji. - Nie wolno rywalizować. Uczniowie współpracują ze sobą - Nie ma też przymusu wychodzenia do tablicy. - Uczeń ma chcieć opowiedzieć o tym, czego się nauczył, a nie być sprawdzany z braków.

Co nie działa w polskiej szkole?
Szubartowski krytycznie odnosi się do tradycyjnego systemu oceniania i modelu nauczania w szkole. Oceny nie są dla niego celem samym w sobie. - Oceny nie są elementem priorytetowym - mówi.

W jego pracy pojawia się pojęcie "prawdy" zamiast klasówki, a zadania do sprawdzianów pochodzą z warsztatów prowadzonych przez samych uczniów.

Jego zdaniem jednego roku uczeń nie powinien mieć więcej jak trzy przedmioty i w czasie całego liceum nie więcej jak pięć.

Według niego szkoła powinna być oparta na pracy twórczej, bo wtedy organizm wytwarza endorfiny, a nauka przebiega w sposób spokojny, oparty na ciekawości i wewnętrznej chęci działania. Dziś natomiast przeważa drugi tryb związany z wydzielaniem adrenaliny. To stan stresu, w którym uruchamia się instynkt przetrwania, a podświadomość skupia się nie na rozumieniu, lecz na walce o bezpieczeństwo.

Zdaniem Szubartowskiego właśnie ten drugi mechanizm dominuje w szkołach: straszenie odpowiedzią przy tablicy, krzyk, ośmieszanie, presja ocen i ciągłe poczucie zagrożenia. Uczeń uczy się szybciej, ale nie dlatego, że rozumie, tylko dlatego, że się boi. Taka nauka odbywa się kosztem zdrowia.

- I co robi edukacja? Mówi, zwiększamy liczbę psychologów, zwiększamy liczbę pedagogów i tak dalej - mówi. To według niego błędne koło. - Realizowanie programów i robienie tego, żeby jak najwięcej uczniów miało oceny bardzo dobre, jak najmniejsza różnica żeby była między słabszym a tym najlepszym.

Jak zatrzymać talenty w Polsce?
Zdaniem Szubartowskiego kluczowe są warunki. Odwołując się do przykładów sportowych, mówi wprost, że ludzie wybierają miejsca, w których mogą się rozwijać. Jednocześnie podkreśla, że wielu jego uczniów utrzymuje więzi z Polską, a część z nich pracuje na polskich uczelniach i w międzynarodowych strukturach naukowych.

Szubartowski nie mówi o wychowywaniu geniuszy. Wraca raczej do prostego porównania: - Dziecko się samo nauczyło chodzić. Rodzice mu tylko stworzyli warunki - dodaje. I podkreśla, że w edukacji, podobnie jak w życiu, "nie chodzi o to, żeby udowodnić, czego uczeń nie umie, tylko żeby dać mu przestrzeń, w której sam będzie chciał iść dalej".

Gdyby to tylko było możliwe.

El Czariusz
19.12.2025, 23:33
Aż się utopiłem w powodzi imieninowych życzeń:)
Napiszę wam, kto o nich pamiętał.
Strażnik Domowy, moja druga Mama (mama Strażnika Domowego) i Pierworodniak. Najważniejsza jest rodzina.
Pamiętał Mario.
Jego życzenia były krótkie, bo ratował akurat... Murzyna z Zimbabwe. Kurwa... w moje imieniny!

Czarnego "nie uznaję" bo to moderator. On jeszcze uważa, że warto. Rany Julek... jak ja lubię jego opisy. Przekopałem się przez jego bloga już dawno temu i... gdyby miał jeszcze tylko mój talent w pisaniu... Cha, cha, cha... To uwaga do... arbo.
Obiecałem Ci, że pocierpisz arbo trochę a to dopiero preludium.

Przepraszam, ze pisze przez małe "a" ale to bardzo dobrze znana mi głupia maniera. Rozumiem "chomik". Ale dla mnie forumowy chomik jest Chomik.
No jakoś mi na klawiaturze nie wchodzi z małej litery, choć sam się tak "pisze". To jest właśnie ta jego "miałkość".

Ja mam swój system wartości, swoje zasady i ich się trzymam, jak William Willys swojej One. Dla mnie wzór gościa, który zmierza ku śmierci ale... w jakim stylu?!
Poświeciłem fchuj czasu, by od A do N rozkminić jego NIESAMOWITĄ historię. Pozyskałem wszystkie dostępne w eterze materiały.
Tego arbo nie wie, ale to jest mój prawdziwy konik.

W 2011-tym na Kolosach za 2010 (byliśmy nominowani za Afganistan 2010) przy okazji słuchałem Aleksandra Doby. Wszyscy byli zachwyceni a jak tak jakoś nie bardzo. Jak bym słuchał... siebie.
Konsekwencja? Wgryzłem się w temat.
Tak się wgryzłem, że jak Matka Ziemia zabrała Pana Aleksandra, to poczułem stratę. Dzięki niemu pochłonął mnie żywioł, którego się boję.

Ten żywioł to morze. Morze wody.
Ale strach, to strach a ocena? Doszedłem do wniosku, że jest jedna, jedyna droga przez Atlantyk, z której korzystają "miałcy" żeglarze, która zasadniczo nie jest... wielkim problemem. Dla tych śmiałków nie jest ale na Kolosach błyśniesz.
Jeszcze dwa lata temu miałem opierdolony temat jak arbo rosyjskiej literatury dotyczącej Azji Centralnej. Pech arbo w tym względzie polega na tym, że ja miałem w domu mojej mamy rosyjski księgozbiór przekraczający 6000 pozycji. Cuda tam były, biorąc zamiłowanie mojej Mamy do kultury Orientu.

Jak arbo wspinał się na nocnik po drabinie ja już miałem zaliczoną Drogę Wojenną. Nie miałem wtedy jeszcze 10-ciu lat, kiedy za zgodą wszystkich pasażerów mogłem usiąść na miejscu konduktora, a miejsce to było po prawej od kierowcy. Do dzisiaj pamiętam te zakręty, kiedy wydawało się, że jesteśmy poza drogą! Trzymałem się kurczowo takich małych poręczy a moim ciałem miotało na lewo i prawo co chwila i... ja byłem szczęśliwy!

Cały autobus też. Bo nikt nie spodziewał się polskiej rodziny w takim otoczeniu. Czym nas nam wtedy nie częstowano. Arbuzem, winogronami, brzoskwniiami... Ja z siostrą byłem w raju.
I nagle...

Pisze do mnie na priv... arbo.

No więc słuchaj kolego.
F-cznie w stosunku do mnie w dupie byłeś a jak byłeś, to ZAWSZE po mnie.
Byłeś pod Nagna Parbat tylko, że... ja byłem tam przed Tobą.
Wiesz kiedy Ci to udowodniłem. Dobrze wiesz. Była Twoja Żona przy tym.
Wykazałeś wtedy ignorancją ale... wyjątkowo przyznałeś mi rację.

Słuchaj arbo.
Dzisiaj są moje imieniny. Twój pierwszy priv odebrałem jak... odebrałem. Dobrze wiesz, jakie jest moje stanowisko w Twojej sprawie.
Skoro próbujesz nawiązać ze mną relację to ja stawiam Ci jeden warunek.
Czysto imieninowy.
Jeżeli "odszczekasz" to, co mnie najbardziej boli, to ok.

Co mnie boli przypomnę.
Twój wywiad dla jakiejś tadżyckiej TV, kiedy to piałeś, że pioniersko przebiłeś się przez góry, by dostać się do doliny Wancz. Bohater.
Tylko... Tą drogę my z Benkiem wyczailiśmy i dojechaliśmy do przełęczy, która otwierała drogę do tej doliny.
Bajer polegał na tym, że akurat była wojna w Pamirze... Zamknięto wszystkie drogi w Pamir. A my z Benkiem zupełnie przypadkowo spotkaliśmy w Tawildarze tadżyckiego geologa i on nam ten "objazd" wskazał.

Kiedy wjeżdżaliśmy na przełęcz w ciszy i skupieniu pierwszy raz (a był to mój czwarty pobyt w regionie) zaczął padać deszcz. Deszcz przeszedł w ulewę na przełęczy. Woda zaczęła płynąć rwącym potokiem po nieutwardzonej drodze gruntowej. Po 10 minutach to była rzeka...
Mówię do Benka:
- Przeczekamy, to rzadkość taki opad.
Ale Benek był tu pierwszy raz. Jego samochód, on prowadzi...
- Elwood...
Benio... To Twoje auto, Ty prowadzisz, Ty decydujesz. Skoro nie czujesz się pewnie, spokojnie się wycofujemy.
- Elwood...
Twoja decyzja Benek jest święta. Ja ją przyjmuję z pełną pokorą. Benek... ile razy ja się wycofałem w podobnych sytuacjach, tylko ja wiem:)

To była jedna z najlepszych moich wyryp w życiu. Po tym "akcie" płynęliśmy Z Benkiem pod Pik Lenina.
Tam spotkaliśmy się z arbo i tam przekazaliśmy arbo info o tej alternatywnej drodze. Tam dostałeś kolego wszelkie wytyczne, nawet wyjechałem poza mapę, bo brakowało dosłwnie kilometra.
Wiedziałeś dzięki nam, jak objechać ten odcinek. I nie ważna jest ta tadżycka tv...
Jak się zacząłeś tym chwalić - klasyk enpede, to ja Ci zwróciłem uwagę, że kłamiesz. Szedłeś w zaparte jak ten skurwiel, obecny mój sąsiad.

Ale ja mam tę mapę ze wskazówkami, żyje Benek...

To jeszcze może bym przebolał... Ale to, co działo się na forum Brytana, to przekroczyłeś wszelkie granice uczciwości. Ja tę wymianę "poglądów" tu opublikuję. Bo skurwyństwo należy tępić.
Najgorsze jest to, na jaką kasę naciągnąłeś swojego kumpla.

Masz jedną, moją imieninową szansę.
Napisz tylko jedno zadanie:
- Popełniłem błąd.

Ok... ja nie chcę budować z Tobą żadnej relacji. Podejmujesz próby w swoim stylu. Rozsiewasz na priv informacje, które mają "budować" Twoją narrację.
I nagle ja... otrzymuję od Ciebie trzy wiadomości na priv... takie... budujące, zapraszające...

Masz indywidualnie ciekawe portofolio. Ale na moje enpede za małe.
Byłeś w Afryce?
Nie. Dotarłeś jedynie do Maroko.
Gdyby Chomik dysponował czasem Homerów, którzy objechali Afrykę w rok czasu...
Wyobraź sobie, że nie dysponował. Jesteś mega rodzinny gość. Chomik też. Zdecydował się na tę wyrypę przy dwójce małych dzieci. Musi mieć takie wsparcie, jakie Ty miałeś od żony.

I tu ostatnie Twoje skurwielstwo. Jak brakło Ci argumentów zacytowałeś moją prywatną wiadomość do Ciebie.
Ale przerobiłeś ją tak, by wyszło, że ja obrażam Twoją Żonę. Ja miałem i mam do nie zawsze szacunek. Naprawdę należy się szacunek kobietom, które trwają przy takich indywiduach jak my.


Byłem z Tobą na wyrypie w 2011-tym.
Wszyscy na forum 3po3 byli przekonani, że wyjazd takich samców jak my, to katastrofa.
I co...?
Centuś z Bochni okazał się... rozrzutnikiem kasy. Przy mnie się nauczyłeś tej wyprawowej oszczędności.
Tak się nauczyłeś, że na własny koszt (sic!) zaproponowałeś przedłużenie wyrypy. I to była super wyrypa! Jedna z lepszych, w jakiej brałem udział.
Lokuje ją w piewrszej 5-tce.

i co arbo... Zjebałeś klimat, kiedy poprosiłem Ciebie o Twoje zdjęcia z wyrypy...
Co mi odpisałeś? Pamiętasz!
Tak... po mojej odpowiedzi, przysłałeś mi zdjęcia, filmy, nawet podarowałeś Łysiaka z dedykacją. Nawet dostałem od Ciebie piękny, dedykowany osobiście dla mnie kalendarz... Niestety, potem grałeś swoje jak ten chuj sąsiad.
Ja mam swoje zasady.

Napiszesz tutaj:
- Popełniłem błąd.
Ja opublikuję ten piękny kalendarz.
Nie zrobisz tego? Nie pisz do mnie na priv więcej.
Tutaj możesz ale ja Ci już NIGDY nie odpowiem.

I jeszcze jedno. Skoro chcesz, żebym się ogolił (przestrzeliłeś miejsce) opublikuj tu swoje zdjęcia z Azring i z Paszimgar.
Byłem w obydwu miejscach i nawet z tej perspektywy wielu lat, będę wstanie je zweryfikować.

Nie będzie - Popełniłem błąd do Wigilii, kasuję ten post, bo zdecydowanie dzisiaj ponad Ciebie przedkładam drewniane tematy i dobrze mi z tym.

El Czariusz
20.12.2025, 00:09
"Robert Sapolsky, profesor neurologii i biologii na Uniwersytecie Stanforda przez ponad trzy dekady prowadził badania terenowe nad zachowaniem pawianów we wschodniej Afryce. To, co początkowo miało być klasycznym studium hierarchii, dominacji i rywalizacji – zjawisk dobrze znanych zarówno u naczelnych, jak i u ludzi – z czasem przerodziło się w jedno z najbardziej zaskakujących odkryć współczesnej biologii behawioralnej.

Badane stado funkcjonowało według typowego dla pawianów modelu społecznego. Na jego szczycie znajdowali się agresywni samce alfa, którzy poprzez przemoc i zastraszanie kontrolowali dostęp do zasobów oraz samic. Napięcie, ciągłe walki i wysoki poziom stresu były codziennością, a hierarchia oparta na sile wydawała się czymś oczywistym i „naturalnym”. Przez wiele lat nic nie zapowiadało zmiany tego porządku. Przełom nastąpił w sposób całkowicie nieplanowany. Około dziesięciu lat po rozpoczęciu badań stado dotknęła epidemia gruźlicy bydlęcej. Choroba nie rozprzestrzeniła się losowo – uderzyła przede wszystkim w najbardziej dominujące samce, które regularnie żerowały na wysypisku śmieci przy pobliskim hotelu turystycznym. W krótkim czasie niemal cała agresywna elita stada wymarła, pozostawiając po sobie grupę złożoną głównie z samic oraz podporządkowanych, mniej agresywnych samców.

To, co wydarzyło się później, podważyło wiele utrwalonych przekonań na temat hierarchii i władzy: w stadzie nie wyłonił się nowy samiec alfa. Nie nastąpiła brutalna walka o dominację ani odbudowa dawnego porządku. Zamiast tego relacje społeczne uległy głębokiej przemianie. Poziom agresji spadł drastycznie, zniknęły niemal całkowicie brutalne konfrontacje, a zachowania oparte na współpracy i wzajemnym uspokajaniu stały się normą. Pawiany zaczęły spędzać więcej czasu na wzajemnym iskaniu, także pomiędzy samcami, co wcześniej należało do rzadkości. Sapolsky, jako neurobiolog badał również fizjologiczne skutki nowej organizacji społecznej. Poziom hormonów stresu, takich jak kortyzol wyraźnie się obniżył, a ogólny stan zdrowia zwierząt uległ poprawie. Stado funkcjonowało stabilniej, spokojniej i – co kluczowe – bez potrzeby istnienia agresywnej hierarchii. Najbardziej zdumiewający okazał się jednak fakt, że ten nowy model społeczny utrzymał się przez kolejne dwadzieścia lat.

Pawiany, w przeciwieństwie do ludzi nie mają instytucji, religii ani spisanych norm/prawa. Co więcej, samce regularnie migrują pomiędzy stadami. Nowi przybysze, wychowani w klasycznych, brutalnych hierarchiach początkowo próbowali narzucać dominację. Jednak w ciągu kilku miesięcy ich zachowanie ulegało zmianie. Agresja przestawała się opłacać, a normą stawało się dostosowanie do spokojniejszej kultury grupy. Nie była to zmiana genetyczna ani efekt selekcji naturalnej, lecz czyste uczenie się społecznych zasad. Historia tego stada jest wyjątkowa, ponieważ pokazuje coś, co często bywa kwestionowane: że zachowania uznawane za „naturalne” wcale nie muszą być nieuchronne. Pawiany nie zmieniły swojej biologii ani instynktów – zmieniło się środowisko społeczne, a wraz z nim reguły, które regulowały codzienne interakcje. Kultura okazała się silniejsza niż impuls do dominacji. Sapolsky wielokrotnie podkreślał, że ten przypadek jest niewygodny dla narracji usprawiedliwiających przemoc i hierarchię jako coś koniecznego. Jeśli społeczeństwo bliskich nam ewolucyjnie naczelnych potrafi funkcjonować bez agresywnego przywództwa to argument, że u ludzi „inaczej się nie da” traci swoją moc. Oczywiście nie oznacza to prostego przełożenia jednego przypadku na złożone społeczeństwa ludzkie, ale stanowi ważne ostrzeżenie przed biologicznym determinizmem.

Badania Sapolsky’ego pokazują, że władza oparta na strachu nie jest jedynym możliwym porządkiem społecznym, a normy zachowań nie muszą być narzucane przemocą, by stały się trwałe. Czasem wystarczy zmiana warunków, by ujawniła się zupełnie inna logika współżycia – spokojniejsza, zdrowsza i bardziej stabilna. To lekcja, która wykracza daleko poza sawannę i zmusza do ponownego przemyślenia tego, co naprawdę rozumiemy poprzez „ludzką naturę”.

Prawda, że cudowne "odkrycie"?
Niestety... Na drodze tej narracji stanął mózg pawiana.
Znaczy poziom jego rozwoju.
Wygląda na to, że taka ministra jedna z trzecią jeszcze nie są na tym etapie.

arbo
20.12.2025, 00:50
Aż się utopiłem w powodzi imieninowych życzeń:)
Napiszę wam, kto o nich pamiętał.
Strażnik Domowy, moja druga Mama (mama Strażnika Domowego) i Pierworodniak. Najważniejsza jest rodzina.
Pamiętał Mario.
Jego życzenia były krótkie, bo ratował akurat... Murzyna z Zimbabwe. Kurwa... w moje imieniny!

Czarnego "nie uznaję" bo to moderator. On jeszcze uważa, że warto. Rany Julek... jak ja lubię jego opisy. Przekopałem się przez jego bloga już dawno temu i... gdyby miał jeszcze tylko mój talent w pisaniu... Cha, cha, cha... To uwaga do... arbo.
Obiecałem Ci, że pocierpisz arbo trochę a to dopiero preludium.

Przepraszam, ze pisze przez małe "a" ale to bardzo dobrze znana mi głupia maniera. Rozumiem "chomik". Ale dla mnie forumowy chomik jest Chomik.
No jakoś mi na klawiaturze nie wchodzi z małej litery, choć sam się tak "pisze". To jest właśnie ta jego "miałkość".

Ja mam swój system wartości, swoje zasady i ich się trzymam, jak William Willys swojej One. Dla mnie wzór gościa, który zmierza ku śmierci ale... w jakim stylu?!
Poświeciłem fchuj czasu, by od A do N rozkminić jego NIESAMOWITĄ historię. Pozyskałem wszystkie dostępne w eterze materiały.
Tego arbo nie wie, ale to jest mój prawdziwy konik.

W 2011-tym na Kolosach za 2010 (byliśmy nominowani za Afganistan 2010) przy okazji słuchałem Aleksandra Doby. Wszyscy byli zachwyceni a jak tak jakoś nie bardzo. Jak bym słuchał... siebie.
Konsekwencja? Wgryzłem się w temat.
Tak się wgryzłem, że jak Matka Ziemia zabrała Pana Aleksandra, to poczułem stratę. Dzięki niemu pochłonął mnie żywioł, którego się boję.

Ten żywioł to morze. Morze wody.
Ale strach, to strach a ocena? Doszedłem do wniosku, że jest jedna, jedyna droga przez Atlantyk, z której korzystają "miałcy" żeglarze, która zasadniczo nie jest... wielkim problemem. Dla tych śmiałków nie jest ale na Kolosach błyśniesz.
Jeszcze dwa lata temu miałem opierdolony temat jak arbo rosyjskiej literatury dotyczącej Azji Centralnej. Pech arbo w tym względzie polega na tym, że ja miałem w domu mojej mamy rosyjski księgozbiór przekraczający 6000 pozycji. Cuda tam były, biorąc zamiłowanie mojej Mamy do kultury Orientu.

Jak arbo wspinał się na nocnik po drabinie ja już miałem zaliczoną Drogę Wojenną. Nie miałem wtedy jeszcze 10-ciu lat, kiedy za zgodą wszystkich pasażerów mogłem usiąść na miejscu konduktora, a miejsce to było po prawej od kierowcy. Do dzisiaj pamiętam te zakręty, kiedy wydawało się, że jesteśmy poza drogą! Trzymałem się kurczowo takich małych poręczy a moim ciałem miotało na lewo i prawo co chwila i... ja byłem szczęśliwy!

Cały autobus też. Bo nikt nie spodziewał się polskiej rodziny w takim otoczeniu. Czym nas nam wtedy nie częstowano. Arbuzem, winogronami, brzoskwniiami... Ja z siostrą byłem w raju.
I nagle...

Pisze do mnie na priv... arbo.

No więc słuchaj kolego.
F-cznie w stosunku do mnie w dupie byłeś a jak byłeś, to ZAWSZE po mnie.
Byłeś pod Nagna Parbat tylko, że... ja byłem tam przed Tobą.
Wiesz kiedy Ci to udowodniłem. Dobrze wiesz. Była Twoja Żona przy tym.
Wykazałeś wtedy ignorancją ale... wyjątkowo przyznałeś mi rację.

Słuchaj arbo.
Dzisiaj są moje imieniny. Twój pierwszy priv odebrałem jak... odebrałem. Dobrze wiesz, jakie jest moje stanowisko w Twojej sprawie.
Skoro próbujesz nawiązać ze mną relację to ja stawiam Ci jeden warunek.
Czysto imieninowy.
Jeżeli "odszczekasz" to, co mnie najbardziej boli, to ok.

Co mnie boli przypomnę.
Twój wywiad dla jakiejś tadżyckiej TV, kiedy to piałeś, że pioniersko przebiłeś się przez góry, by dostać się do doliny Wancz. Bohater.
Tylko... Tą drogę my z Benkiem wyczailiśmy i dojechaliśmy do przełęczy, która otwierała drogę do tej doliny.
Bajer polegał na tym, że akurat była wojna w Pamirze... Zamknięto wszystkie drogi w Pamir. A my z Benkiem zupełnie przypadkowo spotkaliśmy w Tawildarze tadżyckiego geologa i on nam ten "objazd" wskazał.

Kiedy wjeżdżaliśmy na przełęcz w ciszy i skupieniu pierwszy raz (a był to mój czwarty pobyt w regionie) zaczął padać deszcz. Deszcz przeszedł w ulewę na przełęczy. Woda zaczęła płynąć rwącym potokiem po nieutwardzonej drodze gruntowej. Po 10 minutach to była rzeka...
Mówię do Benka:
- Przeczekamy, to rzadkość taki opad.
Ale Benek był tu pierwszy raz. Jego samochód, on prowadzi...
- Elwood...
Benio... To Twoje auto, Ty prowadzisz, Ty decydujesz. Skoro nie czujesz się pewnie, spokojnie się wycofujemy.
- Elwood...
Twoja decyzja Benek jest święta. Ja ją przyjmuję z pełną pokorą. Benek... ile razy ja się wycofałem w podobnych sytuacjach, tylko ja wiem:)

To była jedna z najlepszych moich wyryp w życiu. Po tym "akcie" płynęliśmy Z Benkiem pod Pik Lenina.
Tam spotkaliśmy się z arbo i tam przekazaliśmy arbo info o tej alternatywnej drodze. Tam dostałeś kolego wszelkie wytyczne, nawet wyjechałem poza mapę, bo brakowało dosłwnie kilometra.
Wiedziałeś dzięki nam, jak objechać ten odcinek. I nie ważna jest ta tadżycka tv...
Jak się zacząłeś tym chwalić - klasyk enpede, to ja Ci zwróciłem uwagę, że kłamiesz. Szedłeś w zaparte jak ten skurwiel, obecny mój sąsiad.

Ale ja mam tę mapę ze wskazówkami, żyje Benek...

To jeszcze może bym przebolał... Ale to, co działo się na forum Brytana, to przekroczyłeś wszelkie granice uczciwości. Ja tę wymianę "poglądów" tu opublikuję. Bo skurwyństwo należy tępić.
Najgorsze jest to, na jaką kasę naciągnąłeś swojego kumpla.

Masz jedną, moją imieninową szansę.
Napisz tylko jedno zadanie:
- Popełniłem błąd.

Ok... ja nie chcę budować z Tobą żadnej relacji. Podejmujesz próby w swoim stylu. Rozsiewasz na priv informacje, które mają "budować" Twoją narrację.
I nagle ja... otrzymuję od Ciebie trzy wiadomości na priv... takie... budujące, zapraszające...

Masz indywidualnie ciekawe portofolio. Ale na moje enpede za małe.
Byłeś w Afryce?
Nie. Dotarłeś jedynie do Maroko.
Gdyby Chomik dysponował czasem Homerów, którzy objechali Afrykę w rok czasu...
Wyobraź sobie, że nie dysponował. Jesteś mega rodzinny gość. Chomik też. Zdecydował się na tę wyrypę przy dwójce małych dzieci. Musi mieć takie wsparcie, jakie Ty miałeś od żony.

I tu ostatnie Twoje skurwielstwo. Jak brakło Ci argumentów zacytowałeś moją prywatną wiadomość do Ciebie.
Ale przerobiłeś ją tak, by wyszło, że ja obrażam Twoją Żonę. Ja miałem i mam do nie zawsze szacunek. Naprawdę należy się szacunek kobietom, które trwają przy takich indywiduach jak my.


Byłem z Tobą na wyrypie w 2011-tym.
Wszyscy na forum 3po3 byli przekonani, że wyjazd takich samców jak my, to katastrofa.
I co...?
Centuś z Bochni okazał się... rozrzutnikiem kasy. Przy mnie się nauczyłeś tej wyprawowej oszczędności.
Tak się nauczyłeś, że na własny koszt (sic!) zaproponowałeś przedłużenie wyrypy. I to była super wyrypa! Jedna z lepszych, w jakiej brałem udział.
Lokuje ją w piewrszej 5-tce.

i co arbo... Zjebałeś klimat, kiedy poprosiłem Ciebie o Twoje zdjęcia z wyrypy...
Co mi odpisałeś? Pamiętasz!
Tak... po mojej odpowiedzi, przysłałeś mi zdjęcia, filmy, nawet podarowałeś Łysiaka z dedykacją. Nawet dostałem od Ciebie piękny, dedykowany osobiście dla mnie kalendarz... Niestety, potem grałeś swoje jak ten chuj sąsiad.
Ja mam swoje zasady.

Napiszesz tutaj:
- Popełniłem błąd.
Ja opublikuję ten piękny kalendarz.
Nie zrobisz tego? Nie pisz do mnie na priv więcej.
Tutaj możesz ale ja Ci już NIGDY nie odpowiem.

I jeszcze jedno. Skoro chcesz, żebym się ogolił (przestrzeliłeś miejsce) opublikuj tu swoje zdjęcia z Azring i z Paszimgar.
Byłem w obydwu miejscach i nawet z tej perspektywy wielu lat, będę wstanie je zweryfikować.

Nie będzie - Popełniłem błąd do Wigilii, kasuję ten post, bo zdecydowanie dzisiaj ponad Ciebie przedkładam drewniane tematy i dobrze mi z tym.

Dobrze, nie będę pisał na priwa.

Tadżycka TV?
Aleś wymyślił.
Jest w ogóle taka? I czy była wtedy?

Tak, masz rację, wszędzie byłeś pierwszy.
I wszystkiego Ty mnie nauczyłeś, do tej pory uczysz. Sambora też chciałeś uczyć, Kajmana, i paru innych też, hie, hie. Właśnie - pierwszą rozmowę o Azji Centralnej na kołach miałem z Kajmanem, na długo zanim Ciebie w ogóle poznałem.

Zdjęć z naszej bałkańskiej wycieczki to Ty nie chciałeś mi udostępnić, do tej pory ich nie mam. A dostawalem z różnych wyjazdów zdjęcia nawet od gości, z którymi nie miałem dobrych relacji. Więc-tak-że-tak.

Próbowałem dać Ci szansę na powrót do normalnych relacji, przyjaźni już nie, nie po tym co odwaliłeś w stosunku do mojej żony, i to PUBLICZNIE, ale normalnych relacji. Wyciągnąłem rękę na zgodę - ale nie. Elwood prima balerina.
Ale ja nie muszę mieć Cię w swoim gronie. Ty chyba musisz mnie, jak wielu innych, ale jako adoratorów. Ja kumplem mogę być, adoratorem nigdy.

Nie masz jaj, skoro się musisz publiką podpierać w prostej rozmowie na priw. Potrzebujesz kolegów, boisz się iść na solo. No to masz teraz dookoła adoratorów, pardon: kolegów, ja zostanę sam - i nie przeszkadza mi to.
Odpadłeś.

Nie masz nawet odrobiny przyzwoitości, żeby się ogolić, migasz się. A Pashimigar z pewnością se wygulowałem, tak.
Żenujący jesteś.
Nie chce mi się więcej z Tobą gadać, damski bokserze.

El Czariusz
20.12.2025, 01:12
Uff.
Nie muszę czekać do Wigilii:)

02.04.2025.
Ten sąsiad, który chciał wydymać Wspólnotę, mówił dokładnie to samo, co arbo. Toczka w toczkę - taki sam nikczemny typ.
Tam nikczemny od razu... Zwykły sk...
Cieszę się, że opuszczasz ten wątek:)
Piękny prezent na moje imieniny. Taki rzut gównem na taśmę. Nie mogłem się doczekać!

El Czariusz
20.12.2025, 09:53
Zdjęcia...
Nikt mnie NIGDY o zdjęcia nie prosił.
Powód banalny. Nie robię zdjęć ładnych. Czasami trafi się ślepemu ziarno.
Za to kiedyś bardzo często proszono mnie o info wszelakie.
Udzielałem pełne albo czasami oferowałem pomoc jak onegdaj Emkowi, co w sumie bardzo mi się opłaciło, bo Emkowi udało się zgrać z mojej starej 60-tki szlak, który przejechałem w 2008.
Przez blisko 17 lat byłem tylko hipotetycznie pewien, że zawitałem na przełęcz Bedel. Po odczytaniu zapisu, stało się to faktem.

Jedna zapomnianych, historycznych nitek jedwabnego szlaku.
Ta opisywana przeze mnie związana z tym szlakiem historia na całe lata podzieliła środowisko. Finałem tej historii jest słynny sen.
Sen dopisał niesamowity jej koniec.

Kończąc temat zdjęć wraz z dyskiem poszedł w niebyt archiwalny zapis mażenady:)
Po dwóch przeprowadzkach zdjęcia i filmy zapisane na nigdy nieodczytanych płytach też gdzieś gniją powoli we własnym mroku.
Ostał się jeno ten kalendarz. Nie chcę się "zgubić". Ostał na dysku kompa.

Tak dumając nad sprinterskim charakterem wyprawy Chomika zupełnie się jemu nie dziwię.
Tak ja zawsze traktowałem Rosję czy Kazachstan. Zwłaszcza ten ostatni.
Rosję naogladałem się stacjonarnie jeszcze za komuny.
Za komuny zaliczyłem transsyberyjska kolej i to też niezła historia sama w sobie. Najgorzej wrażenie Rosja zrobiła na mnie tuż po rozpadzie ZSRR.
Im dalej na wschód tym większy dramat.

Kiedyś jedynym dostępnym zapisem drogi w Rosji był ich i atlas samochodowy. Mam jego dwie wersje papierowe. Komunistyczna i poradziecką.
Mniejsze miasteczka miały obwodnicę, większe musiałes przejechać i to było wyzwanie samo w sobie albowiem globus radziecki nie inwestował w tablice informacyjne.
Mając na kolanach atlas jechałeś na słońce (najlepiej) wcześniej określając świata strony. Zasadniczo głównym kierunkiem dla takich jak my była od wschód/zachód.
Trza było mieć trochę szczęścia by od razu trafić w drogę wyjazdową. Przejedź tak kilkumilionową, rosyjską metropolię...
Pamiętam, że w 2007 z Omska wyprowadził mnie taksówkarz.

Niestety (lub stety) trza do roboty.
Kupa zrobiona, można startować.

lecchu
20.12.2025, 11:47
El, Arbo zreflektował się i zaczął pisać na PW, a Ty mu to wyciągasz publicznie?!??

No ręce opadają, coś chyba jakby podobny poziom prezentujecie :/

Wesołych Świąt, bawcie się dalej w tej Waszej piaskownicy, radości dla wszystkich
L.

El Czariusz
20.12.2025, 20:08
Nic mu nie wyciągam. To, że piszę do mnie na pri v a ja nie mam na to ochoty? Zajebista tajemnica korespondencji.
Zwariowałeś?
To, co napisałem w tym momencie było warunkiem a'priori jakiejkolwiek dalszej "konwersacji". Napisałem tylko, że to jego taktyka. Wypisywanie na priv, by tworzyć swoją narrację jak pijawka. Ciekawe ilu ludzi tu piszącychcych dostało od niego pocztę. Przecież to on upublicznił treść nie ja!

Wiedziałem, że warunku nie spełni i mam znowu święty spokój. Wiem, dlaczego przypierdala się do Chomika i tyle, to zupełnie co innego. Nie wciągnie mnie w swój pierdoloing . Prawie mu się udalo.Zdemaskował się tu wcześniej. Jeżeli ktoś tu nie ma jak, to on.
Mnie każdy odbierał od razu a tu taki nurek.
Heniek wpadł szybciej niż ja.

El Czariusz
20.12.2025, 20:31
Kurde mol... Aż musiałem to jeszcze raz przeczytać. To, co pisał na priv dotyczyło zupełnie czego innego. Kompletnie innego. Dla niego to miało znaczenie, dla mnie żadnego.
Intencja była ważna.
Cokolwiek sobie wyobrażał dostał zadanie. Podbić kartę.
Nie podbił.
Z łaski jaśnie pana nie zamierzałem korzystać. Łaskę sam wyjawił. Taki łaskawy pan.

Melon
21.12.2025, 00:24
Szkoda się odzywać... obaj cię pisemnie...

Melon
21.12.2025, 02:38
I... byli za tobą co nie dawno wieszali psy na tobie :D
Zdrówka to nic złośliwego :)

El Czariusz
21.12.2025, 09:09
Postarałeś się Melonie jak...

Nie zauważyłeś ale ja przyjąłem krytykę, dałem temu wyraz nawet w wątku Chomika.
Wchodzi do mojego wątku gość, którego nie znam ale on mnie zna. Ukrywa się pod pseudonimem dlatego go "nie znam".
Nie ważne, co pisze o mnie ale zaczyna sypać literaturą jak ten, którego znam.
Szacunek - podaję autora tej listy. W tym momencie ja nie wiem, że arbo to autor.

Ale Heniek łapie.
W tym momencie zaczyna się prywatna korespondencja, której treści nie ujawniam a na forum pojawia się hasło: to taka "nasza gra".
Po pierwsze żadna nasza, po drugie nie dotyczyła formalnie odbudowania jakiś relacji, tylko zupełnie czego innego. To coś inne, to stary zabieg arbo, który ja znam.
Najłatwiej dyskretydować drugą/trzecią osobę podając na priwa info, wymagającego poważnego zastanowienia i weryfikacji. Tego dotyczyła "korspondencja".

Grać na twojej nucie, którą znasz, rzucić w eter hasło, którego nie możesz od razu zweryfikować, bo dotyczy zdarzeń... przyszłych.
W moim wątku pisze: nasza gra. Żadnej gry mojej nie było, zdarzenia przyszłe nie były mi znane.
Ale dobrze znana mi była ta strategia.

Intencja sugerowana: odbudowa relacji? Pomyliłem się.
Tak się relacji nie odbudowuje.
Ja w ogóle nie nawiązuje do treści, którymi się "dzielił" arbo.
Więc przecinam tę jego grę i podaję warunki Królestwa El`a. Ucinam grę stawiając warunki a`priori. Nie dotyczą treści prywatnych informacji, które - dosłownie olewam. Zbywam insynuacje jednym krótkim zdaniem.

Żeby odbudować zjebane przez siebie (czyli arbo) relacje przyznajesz się do błędu. Wytkniętego najpierw po koleżeńsku (dużo wcześniej)..
I to była moja propozycja ad hoc. Bez dyskusji, wracamy do korzeni.
Nie.
Chcesz odbudować relacje przyznaj się, ze kłamałeś. Kłamałeś zaspakajając własnego enpede.
Enpede ma kilka plusów. Masz rację Melon. Ja zdecydowanie lepiej wyrażam "złote moje myśli" pisząc niż mówiąc. Od tej strony wszyscy, co mnie dobrze znają, to mnie... znają. Niestety, bywam bezkompromisowy (bardziej w mowie) i nad tym pracuję.
W dupie mam terapie arbo, bo też znam ten zabieg.

W tym arbo jest naprawdę dobry. Artek zarzucił mi manipulacje. Wszyscy w jakiś sposób manipulują a mistrzem manipulacji jest arbo.
Artek nie chce mieć ze mną relacji i ja z nim też. To jest bardzo dobra forma terapii. Ja do niego nic nie mam. Po prostu przestałem go lubić. Wszystko.
Nie dzwonię do niego, nie wypisuję do niego na priw o tym, sramtym, tamtym czy owamtmym czekając na jego odpowiedź. Nie zastawiam pułapki pijawki.

Pijawka sugeruje (jak widać) że ujawniam prywatne wiadomości. Nie. Ja ujawniłem jedynie, że pijawka koresponduje ze mną, by osiągnąć SWÓJ cel. Nie nasz, tylko SWÓJ.
Relacje zjebał kłamiąc. O tej "tadżyckiej" tv pisał przecież w swojej relacji z Azji 2012. Spotkał panią redaktor w Duszanbe i podał jej info, że pioniersko znalazł drogę/objazd do doliny Wancz...
- Trochę przesadziłeś. Wypada chyba podać prawdziwych "pionierów".

Teraz ujawniam naszą "korespondencję" starą!. Cisza.
Wcześniej była akcja z tymi zdjęciami. Na moja prośbę, by mi udostępnił materiał, który kręciliśmy RAZEM. Tak moi drodzy i tani. Kręciliśmy RAZEM.
Bo zdarzało się, że to ja stałem za kamerą, kiedy warto było ująć scenę z autem w jakimś fantastycznym eterze. No i zdjęcia przy okazji, bo chcę napisać... mażenadę.
- Sory Elwood ale to jest autorski materiał (moje kręcenia?) itd.
Ja doceniałem jego materiał. Fajnie mi opowiadał jak tworzy kadry, kompozycje itd. To naprawdę piękny kawałek wiedzy. Ja to naprawdę doceniałem, tym bardziej, że materiał cyfrowy dublował analogowym.
I właśnie te zdolności arbo zdecydowały, że spróbowałem liznąć ten temat.

Ale nie tym teraz.
Zatem odpisuję krótko koledze arbo. Zawsze była taka niepisana tradycja, że materiał tworzony na danej wyrypie jest materiałem wspólnym.
Wyobraźcie sobie sytuację, że ja nie mam zdjęć z wyrypy Grąbczewskiego...
Mógłbym tylko pisać. Pisałem, wklejałem zdjęcia. Zdjęcia nie moje. Ja nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Tuż przed wyrypą (kilka dni) zaginął mi sony rx 100... Chciałem wziąć analoga ale akurat nie miałem filmów do niego.
Poza tym walczyliśmy w pośpiechu itp., itd.

Wyraziłem arbo to ze smutkiem i że tym głupim ruchem niweczy wspaniałą atmosferę, którą udało się stworzyć na mażenadzie...
Chłop się reflektuje. Myśli, zrobię mu niespodziankę. I f-cznie któregoś dnia dociera do mnie przesyłka. Zdjęcia i filmy. Nigdy ich nie otwieram. Wtedy akurat dlatego, bo ja też już tworzyłem niespodziankę.
Tak "napiszę to" z akcentem enepde... Powstał jeden z najlepszych opisów moich wypraw. Tak cudownie sarkastyczny, który miał oddawać hołd... arbo.

Np. doceniając jego tworzenie obrazów. Większość moich zdjęć zamieszczonych w realcji, to były zdjęcia jak arbo... robił zdjęcia. Wchodziłem mu "na plecy" i tworzyłem kadr jak arbo tworzył kadr.
Wyszło wyśmienicie.
Ponieważ cały światek "podróżniczy" 3po3 twierdził, że się pozabijamy a nie wrócimy szczęśliwi, stworzyłem mityczną narrację, że jestem całkowicie podporządkowany apodyktycznemu charakterowi. Prawda jest taka, ze zrobiłem wszystko, by to była jego wycieczka.
Drugiego dnia ustaliłem (ja kurwa) hierarchię. Ja robię (i kupuję ze wspólnej kasy produkty) posiłki a arbo jest... kierownikiem pozostałych czynności. On wybiera trasę, kieruje, wybiera miejscówki na nocleg itd. Role były grane przednio.

Relację opublikowałem na zdychającym, dużym forum outdoorowym.
Były tam grupowe wątki, które cieszyły się sporą liczbą odsłon. Mój w ciągu roku przebił wszystkie. Dwa największe nie miały takiej liczby odsłon jak mój. Przekroczył pół miliona w ciągu jednego roku.
Odsłony mnie nie interesują. ZAWSZE podkreślałem, ze przede wszystkim piszę dla siebie. Po prostu sprawia mi to przyjemność. Mózg świetnie pracuje, palce współpracują z mózgiem doskonale. Gorzej z mową.
Moja terapia obecna, to milczeć. zaprawdę nie chcę być Magdaleną Marią Żukowską;)

To relacją spłaciłem "dług". Tym pół milionem odsłon mogłem podziękować arbo za wycieczkę.
Być może nic by się nie wydarzyło ale... się wydarzyło. Relacja z Azji 2012.
Wic w tym, że chłop jechał za nami ze swoją ekipą. Mieliśmy kilka dni wyprzedzenia. Dostawał od nas info na bieżąco jak jest a było bardzo nieciekawie. Pamir został zamknięty. Spotkaliśmy się pod Pikiem Lenina.
Tamże arbo dostał dokładny opis objazdu. Gruntową, roboczą drogą prowadzącą ostatecznie do doliny Wancz. Do dziś mam mapę, do której dorysowalismy z Benkiem arbo zjazd na tę drogę, bo nie był ujęty na mapie.
Koniec kropka.

W sensie koniec tadżyckiej tv, której (jak pisał na foumie) udzielał wywiadu i wszyscy byli w szoku. Nie chodzi o tadżycką tv tylko o to co w niej mówił.
Jestem wstanie sprawdzić ten fakt, bo mam kontakt z dwoma członkami jego wyrypy.
To była ciekawa relacja, zwłaszcza zdjęcia. Bo te arbo robić potrafi. Arbo już miał plan. Będzie drugim Samborem. Zrobił sobie marketing odpowiedni i z travelbitu pozyskał klientów na kolejny wyjazd. Miał pecha (f-cznie) bo zabrał dwie panie, którym akurat taki styl nie odpowiadał. Styl jazdy. Nieważne.
Arbo poprosił mnie o pomoc. Byłem opiniotwórczy. napisałem na travelbicie uczciwie, że znam ten styl jazdy i że jest styl idealny dla minimalistów, ludzi chcących przeżyć prawdziwszą przygodę.

Zdegustowane panie podały kwotę, w sensie ile musiały wybulić i kurwa zdzifko mnie złapało ale nie zazdrość:)
- Chłopie... za tę kasę mogłeś się trochę bardziej nad paniami pochylić.
Ale do kasy zarzutu nie było. Absolutnie. W końcu był to wyjazd komercyjny.
Ziściło się tylko znane prawidło... Płacę i wymagam. Tu arbo poległ. Współczułem mu, bo znam te zjawisko.

Ale to wszystko nic.
Finał był po Grąbczewskim.
Okazało się, że to sponsorska wycieczka a nasze pojazdy oklejone reklamami. To pisał na forum brytana. Pisał jeszcze więcej bzdur. Co mysmy reklamowali?
Ja na golfie m.in. dupę... Pastora. Okleiłem golfa zdjęciami, które uważałem za "fajne". Ten golf był ze mną dwa razy na Bałkanach wcześniej, na Białorusi i cały byl... popisany niezmywalnym flamastrem. Napisy i tak schodziły ale mnożyły się nowe.
Pierwszy wpis powstał na nim od Zarodka w 2015-tym. Jechałem wtedy do Iranu przez Gruzję. W Tbilisi byłem umówiony z Golkiem. Gościem (super koleś), który był pasażerem Azji 2012:)
W Sumach na granicy z Rosją hulał wiatr. Ruch zerowy. Miałem ze sobą całą elektronikę i aparaty foto Golka (laureat Kolosów w fotografii, wydaje mi się, ze robi lepsze zdjęcia niż arbo), laptopy Golka itd. Sprzęt za kilkanaście tysi.

Jednym zdaniem - jestem skamuflowanym dziennikarzem. W paszporcie poza aktualną, jeszcze dwie irańskie wizy, afgańska... dawać go na "dołek"!
Blisko 3h przesłuchań... Ale nie po to jestem specjalną odmianą enpede z wybujałą... wyobraźnią a nie zwykłym enepede jak arbo. Z przesłuchującym mnie obejrzeliśmy filmy i zdjęcia Golka (z-ca komendanta robił oczy jak chuj) i przede wszystkim moje z tuby. Po nich autentyczne niedowierzanie...
Ok. Jestem... odprawiony.
Został golf 2.

Aaaa, dodam jeszcze jadąc przez PL jak na moście siekierkowskim spotkaliśmy się z Tomkiem Domkiem (gigant a`la Czarny EZG).
Może on dopisze, co tam "przeżyliśmy". gdyby nie Tomek (świadek zdarzenia) znowu by ktoś napisał, że "ElWOODA".

Golf zarejestrowany na syna albo... babcię. Miał być autem studenta o niskich kosztach eksploatacji, został... babci.
Otóż w VIN był błąd (na upoważnieniu). trudny do wyłapania. Dlatego nie wyłapały go służby ukraińskie rok wcześniej np. jak jechaliśmy ze Strażnikiem Domowym nim do Lwowa, czy choćby teraz. Znaczy się przecież dojechałem do Sum, prawda?

...
Niestety muszę jechać do... roboty.
Ale wrócę i rozliczę temat od A do N.
Tak Melonie... Od A do N. kurwa. Gówno wiesz ale musiałeś się odezwać.

heniekstar
21.12.2025, 10:11
Tak tylko wtrącę ,że heniek jarnął się już przy pierwszych wpisach jakie popełnił mazeniak w nowym wcieleniu..Czekał tylko kiedy nastąpi zwarcie obwodów. Ale to nieistotne.. Jeśli myślisz, że na trzy po trzy uwierzyli w hołd bez drugiego dna, to muszę zmartwić.:)

El Czariusz
21.12.2025, 13:31
Dobre:)
Ale to prawda, wchodziłem arbo w dupę jak mogłem, bo chłop potrzebował wsparcia

Siedzę sam na hali, która ma łącznie kilkanaście tysięcy m2.
Nikt mi dupy nie zawraca. Jest super.
Chwilowy odpoczynek.
Zawsze się ze mnie śmiano, że zabieram na wyrypy krzesełko.
Właśnie, zapomniałem chyba dodać: biały w klapkach, z gitarą i krzesełkiem.
Ale jakby ktoś kurwa znalazł mimo wszystko takiego pierwowzora czy choćby dublera, to dorzucam jeszcze torbę plażową sponsorowaną przez Warkę.
Można zatem dopisać, że był sponsor kurwa jednak.
Torba była zdolna pomieścić 12 puszek piwa.
Piwa nietu.

Edycja.

Wieczorem albo jutro rano dopiszę finał arboretrycznej historii.

Tymczasem:

NwMRYOONsOA

Niech się toczy ognista kula. Upubliczniam ostatnią moją wiadomość prywatną!

Uwaga.
Oto ona.

"Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, z bliska nie widzę.
A z daleka?
- Z Bochni."

Rywalizowała z babą, co przyszła cała obsrana.
Lekarz się pyta:
- Co pani jest?
Przekupa.

Ważny tu akurat przedrostek (?) - "prze".
Arbo wie, gdzie jest powszechnie używany.
Np. jako przykład: ale przechuj z Ciebie arbo. Niekoniecznie w kontekście: no przedobry jesteś. Przechuj, to gość
Wyższa marketowe półka. Niby też chujowy towar ale prze.

El Czariusz
21.12.2025, 15:34
Godzina przerwy technologicznej.
Roboty jeszcze jest w cholerę ale ja wybrałem leżak.
Zastawiłem pułapkę i czekam.

Wczasiemiędzy rozciągam gruszkowate.
Zadzwoniłem w pierwszym czasiemiędzy do dwóch kolegów, którzy tu zaglądają i żaden nie odebrał a ja chciałem tylko życzenia świąteczne złożyć.
Nie składam życzeń smsami ale w tej sytuacji wyjątkowo sobie na to pozwoliłem. Pierwszy jest w robocie na bank, drugi był w... kościele zapewne, bo tak pora była:)

Taki to żywot człowieka niepoczciwego.

Zapewniam, że historia (dokończona) będzie ciekawa
Wzniosę się na wyżyny. Na wyższy poziom marketowy. Wejdę do galerii z futrami lub złotem.
Jak kiedyś wychodząc z kina z Marysią, wtedy czteroletni brzdąc zapędził mnie do... jubilera. Ten mój śliczny aniołek już wtedy zaskakiwał zasobem słów i ich wyrafinowanym przekazem. Wyraziła taki zachwyt nad biżuterią, że panie z obsługi wyrwało z obcasów.
Zobaczymy się na Wigilię. Przejdę się z Kacprem postrzelać z procy i do pytam o podróżnicze plany. To moja replika. Będę nastawiony na odbiór.

Zresztą diabli tylko wiedzą jak będzie, bo to Wigilia. Dzień, w którym Mikołaj przynosi prezenty.
Dwa razy przechytrzyłem szkraby ale w tym roku "tego" Mikołaja nie będzie, no chyba, że...

El Czariusz
21.12.2025, 16:01
Jeszcze 25 minut leżakowania. Potem kolejne 4h zabawy z żywicą i do domu.

Akurat dosłucham:

wQ7yiB0PTS8

Tęcza.
Nie znam genezy nazwy ale im starszy jestem tym bardziej doceniam Blekmura. Perfekcjonista. Konserwatywny muzycznie dlatego Purple (purpura, potem tęcza...) się rozeszli. Gilan miał inną koncepcję ale nie przekonał lidera.
Kto na tym wygrał?
Dio. Miał się gdzie wokalizować. Robił świetną robotę.

chomik
21.12.2025, 22:30
Zresztą diabli tylko wiedzą jak będzie, bo to Wigilia. Dzień, w którym Mikołaj przynosi prezenty.
Dwa razy przechytrzyłem szkraby ale w tym roku "tego" Mikołaja nie będzie, no chyba, że...

Od paru lat w Wigilię, udaje mi się zabrać moje na spacer i szukanie Mikołaja, zawsze, słychać go gdzieś na niebie, nawet raz dzwonki były, światła na niebie, potem ląduje na kominie, aby następnie zostawić ślady butów z mąki przy choince, oknie etc. Ciekawe, czy uda mu się także w tym roku, bo wymagania uwierzytelniające rosną...

El Czariusz
22.12.2025, 09:32
Fajny myk.

Babcia, a gdzie jest dziadek?
- Dziadka sąsiad poprosił na chwilę do siebie, bo ma awarię w domu. Dziadek zaraz przyjdzie. Ale... chyba widziałam Mikołaja! Coś zaszurało na podwórku!
Dzieci lecą do okna. Marysia zaraz skończy 5 lat, Kacper ma cztery (trzy lata temu).

Nagle ktoś stuka do drzwi. Bum, bum, bum. Marysia chowa się pod stołem w jadalni, Kacper zwiewa do mamy na kolana. W drzwiach staje wielki, rubaszny Mikołaj, z wielkim workiem na plecach.
Mikołaj nie wleciał przez komin ale dostał się przez piwnicę. Tam na niego czekał wór, służbowy strój wypożyczony ze szkoły, cały piękny komplet od pompona, po buty, z wielkimi mikołajowymi łapawicami.
Wcześniej była próba generalna. Wszystkie detale dopięte. W końcu pierwszy raz w życiu miałem być Mikołajem.

Brakowało tylko jednego detalu ale ten leżał w znacznej liczbie w wiklinowym koszyku. Dzięki temu detalowi policzki Mikołaja nabrały szczególnego wyrazu a głos automatycznie przeszedł w tony niskie.

Rok później dubel. Dzieci z wypiekami na twarzy czekały na Mikołaja! Marysia już nie chowała się pod stół. Kacper pod krawatem od razu ruszył za workiem. Marysia trochę zdegustowana zachowaniem Kacpra nie... wytrzymała i... też się rwała do prezentów!
Ca za cwane drapichrusty! Ten Mikołaj sprzed roku okazał się sympatycznym, bardzo starym dziadkiem, to dlaczego ten ma być inny?

Rok temu przyszedł na świat "nasz" Mikołaj.
Mamy więc własnego.

Kurde molek... Cieszę się z wszystkich Mikołajów. Wszystkie były i są udane.
Ja nie oczekuję prezentów. Wnuki są najlepszym, co mogło mnie spotkać.
Trójka "szatanów".

Na razie to dziadek Darek jest ich ME. Kto wejdzie pierwszy na dziadka ten wygrywa... lepszą pozycję. Walczą o nią zaciekle, śmiejąc się i kpiąc z tego, co się akurat mniej postarał.
Marysia to duża dziewczynka. Przerasta wszystkie dzieci w swojej klasie. Jak jej tata swego czasu. Tylko ich nie tłucze:)
Doprowadza do płaczu kolegów na macie. Walczy w judo ze starszymi rocznikami o rok, dwa lata starszymi. Dlatego nie zawsze wygrywa zawody ale rozumie już dlaczego.

Dziadek zawsze wtedy powtarza ale miał farta ten, co z tobą wygrał w finale. Chłopak większy o głowę od Marysi.
- Ale on był taki duży dziadek!
Następnym razem takiego delikwenta złapiemy za nogi! Znajdziemy sposób.
Jednak najlepiej poza matą reaguje tata. Każda wygrana Marysi to ME i Lhotse w ciągu 24h.
Fajna ta rodzinka z mamą włącznie. Ona patrzy z lekkim dystansem na to wszystko i się tylko uśmiecha lub wzdycha.

Dla mnie niesamowity zastrzyk energii i postęp w procesie resocjalizacji. Małymi kroczkami zmieniam się. To jest moja terapia.
W maju dokonałem głębokiego resetu. Zrozumiałem, że jestem... nikim. Dotarło do mnie w końcu. Ciężkie przeżycie ale już za mną...

...Wysoki Sądzie nie będę się golił sześć razy czego żąda ode mnie pozwany.
Nie będę, bo 2+2 = 4 a nie cztery przecinek jeden.
Domniemam Wysoki Sądzie, że arbo nie był w Paszimgar. Nie był, bo w Paszimgar nie ma takiej zabudowy.
Do Paszimgar z Azring, gdzie zostało zrobione zdjęcie jest jeszcze kawałek drogi.iętego zbocza.

Wysoki Sąd:
- Odraczam sprawę celem przesłuchania ostatniego świadka. Term
P.S.
Chomiku, mam dla Ciebie prezent pod choinkę. Nie wiem, czy znajdę obrazki ale historia może być Ci znana. tak czy owak Ci ja przypomnę. Była fajna a nawet bardzo. Niestety drugi świadek tej historii hula już tam... gdzieś wysoko...

P.S.`
Jadę po choinki i do... pracy.

Edycja.
Kto zdążył wyczytać wyedytowane treści, to jego.
Faktyczna rozprawa 10.04.
Zakończy I etap i chyba moją obecność tutaj.

El Czariusz
22.12.2025, 22:39
Choinka stoi przybrana.
W kuchni zakwas buraczany dochodzi w lodówce. Ostatni w tym roku ale to otwarcie sezonu. Makowce już zrobione. Śledziki w różnej postaci gotowe, to rodzinna specjalność zakładu. Nie ukisiłem jeno kapusty. Kiszenie buraków i kapusty to moje pole.
Buraki przywiozłem ze wsi. To inny smak. Sadzone "dla siebie". Marchew niestety już wyszła a jej dodatek do kiszonych buraków to mój sekret.
Wiem ile potrzeba by wyszedł taki jaki ma wyjść. Obecny będzie bez dodatku tejże. Drugim sekretem jest kardamon. Na finał po zalaniu góra popruszona jeszcze świeżo.ielonym pieprzem i dwie szczypty cynamonu. Cynamon to wróg pleśni.

Dla mnie cloud to makowce. Tu nie zostawiam jeńców. Z trzech, dwa są tylko dla mnie. Wyszły perfekcyjnie. Makowiec, jak sama nazwa wskazuje składa się z maku. Ciasta drożdżowego ma być tyle by mak otrzymać i tylko tyle.

Tak Wysoki Sądzie. Makowiec składa się z maku. Tyle go, co nagiej kobiety otulonej firaną.Firanka to forma plus bakalie.

El Czariusz
23.12.2025, 07:56
Wysoki Sądzie,
pozwany peva dla mnie tak:

0MA7cX68mcY

To jest naprawdę Wielka GRA.
Prosper arbo Witkiewicz to prawdziwy wilk stepowy. Sam kopie rowy, w których potem sypia. I kiedyś do takiego rowu wpada...

Cdn.

El Czariusz
23.12.2025, 09:24
...on.

u-rcLhgKU18

Spadam do roboty.

P.S.
Jak tak sobie dreptam samotnie w eterze o polu podstawy kilkunastu tysięcy metrów wtedy tworzę:

https://africatwin.com.pl/showpost.php?p=601886&postcount=29

Śpiący w rowie wilk stepowy tego nie potrafi.

chomik
23.12.2025, 09:36
:popcorn: lubię, jak napalm o poranku...

El Czariusz
24.12.2025, 07:59
Słowo na Wigilę

Nie moje.
Pani Liliany.

Już Święta? Przecież dopiero były Zaduszki. Czas galopuje, jak nigdy wcześniej, bo my się starzejemy, a świat młodnieje i za chwilę osiągnie wiek przedszkolny.

Dziadek mnie ostrzegał, że im człowiek starszy, tym szybciej czas mu umyka ale mu nie wierzyłam. Wakacje pełzły w ślimaczym tempie, jakby nigdy miały się nie skończyć. I miałoby się to zmienić? A jednak! Dziś dni mi mijają, jak mgnienie oka.

Nauka zabrała się za wyjaśnianie przyczyny różnic w odczuwaniu upływu czasu przez ludzi młodych i niemłodych. Nasze mózgi z wiekiem wpadają w rutynę. Neurony nie muszą tak intensywnie harować jak u dzieci, dla których wszystko jest nowe i musi być dopiero rozpoznane, zarejestrowane, odczute. Im człowiek młodszy, tym więcej jego mózg ma ‘na głowie’, na co potrzebuje masę czasu. Dlatego dziecku tygodnie wydają się epokowo długie.

A kogo to wyjaśnienie nie przekonuje, ten ma inne: dla pięciolatka jeden rok to jedna piąta życia, dla sześćdziesięciolatka rok stanowi zaledwie jedną sześćdziesiątą.

A że świat młodnieje? Nie młodnieje nasza cywilizacja. Europa robi się stara, lękliwa, opieszała i komplikująca wszystko tysiącami zakazów i nakazów. W zderzeniu z tym procesem nowe technologie wymuszają pęd, impet, ekspresowe reakcje i natychmiastowe działania. Na nic się zdają próby buntu. Żeby skutecznie funkcjonować w tym świecie poddajemy się jego szalonemu rytmowi.

O tym co wydarzyło się na drugim końcu świata dowiadujemy się w czasie rzeczywistym, co w zasadzie uniemożliwia rzeczową analizę, jesteśmy więc zasypywani emocjami. Nawet fakty polityczne podawane są jako budzące lęk, złość, wrogość, czasem zadowolenie lub prostą satysfakcję.

Czyż nie w podobny sposób odczuwają świat dzieci, których jeszcze nie nauczono bardziej skomplikowanych ciągów logicznych? Dzieci bazują na prostych emocjach zanim nauczą się racjonalności, lecz to jest tylko etap procesu rozwojowego. Ludzi dorosłych ‘młodniejący’ świat odmóżdża i wystawia na pastwę chaotycznych impulsów.

Święta idą nam na pomoc. Są elementem stałym, stabilizującym i towarzyszy im zespół rytuałów, które jak kręgosłup, podtrzymują konstrukcję całości. Dlatego nie chcę ogołocenia Świąt z kolęd, wigilijnych zwyczajów, czy Pasterki. Niektórzy uważają, że to wszystko być nie musi: że kolędy proponują przestarzałe wzorce zachowań, a Wigilia jest tylko kolacją podczas której jemy potrawy, które niekoniecznie nam smakują i spotykamy się z osobami, które nie zawsze są nam miłe. Moim zdaniem takie argumenty są po prostu niepoważne wobec wagi tego, co Święta nam dają.

A dają nam zatrzymanie czasu. Dla ludzi umiarkowanie religijnych nieuchronna powtarzalność Świąt przywołuje ważne chwile i ważnych dla nas kiedyś ludzi: jakby w ten wieczór kręcili się obok, przy stole. Nie chodzi o wspominki ani wrażenie powrotu do dzieciństwa. Chodzi o poczucie łączności z przeszłością i z przyszłością. O odczucie ciągłości, o to że nasze życie jest wpisane we wspólny los.
Chyba o tym myślał Ahad Ha-Amow, kiedy twierdził, że „nie Żydzi przechowali szabat, tylko szabat przechował Żydów.”

Natomiast dla ludzi o wyższej temperaturze wrażliwości religijnej wspomnienie narodzin Boga jako Człowieka relatywizuje czas, bo otwiera na perspektywę wieczności.

Siła Świąt Bożego Narodzenia jest tak potężna, że nawet zza kolorowych paciorków potrafią się ujawnić istotne emocje i intuicje.

Edycja.

A teraz moja przypowieść wigilijna.

Byłem dwa razy w Afganistanie. Akurat w tym bezpiecznym, na pewno relatywnie bezpiecznym.
W 2008-ym nie widziałem tam tabunów ale nie rozglądałem się. "Zwiedzając" w strachu Eszkaszem, najpierw na targu zostałem otoczony przez tłum ludzi. Tabun panie arbo, to mało powiedziane. Tabun to jak... nic nie powiedzieć. Setki ludzi jak na jakiejś egzekucji.
Potem drogę zamknął mi żołnierz wymachujący kałachem. Bardzo przekonująco. Bardzo.
Tak bardzo, że szukając drogi wyjazdowej wjeżdżam w zabudowania i...
...brakuje tego kultowego (dla mnie zdjęcia). Siedzi (zdjęcie) zamknięte w eterze uszkodzonego dysku.

Na drodze staje mi nie jeden gość z kałachem ale tabun Talibów. Dokładnie czterech. Czterech, to już w sumie więcej niż tabun. Teraz, to już koniec... myślę.

Dwa lata później spacerowałem główną ulicą Eszkaszem jak gość. Ręce w kieszeni, czarna ramoneska Izi Rider...

Izi. Zwany przeze mnie pieszczotliwie Izydorem.
On wiedział, że ja byłem tu w AFG pierwszy. Śmieliśmy się razem z tego mojego "pionierstwa". On umiał się śmiać lepiej:)

Kiedy pierwszy zlazłem z gór (AFG 2010) od Nasrallacha dostałem karteczkę.
- To dla ciebie od bolanda.
Tak mniej więcej brzmiały słowa Nasrallacha symultanicznie tłumaczone w owczym pędzie.
Rozwijam tę karteczkę złożoną na cztery. Na karteczce znany emotikon [ : ) ] i napis.
"BYŁEM TU PRZED TOBĄ".
Izi zrobił mi dzień:)
Schodzisz z czarnej dupy, żyjesz, jesteś już w cywilizacji i takie przywitanie po polsku. Wtedy się śmiałem do siebie. Ty łotrze!:)
...Żyjesz...

Dzień później na posterunku w Sarhad melduje się para z Brytanii. Ruda Angielka i... Zygmunt. Polak jak się okazuje. Mieszkający na stałe w Londynie. Mówił ładnym angielskim ale jakoś tak myślę... i zagajam w ojczystym:
- Jesteś Polakiem?
Zaraz potem niedźwiedź itd. Fajna niespodzianka. Jeszcze długo po "afganie" utrzymywaliśmy kontakt, do póki mi się nie wysypała poczta.
Ruda nie wytrzymała psychicznie tego szlaku jak się okazało ale nie o tym.
Tak pogadaliśmy trochę i Zyga "strzela"...
- Słyszałeś o Polaku, który tu zginął na motorze...?
We mnie strzela piorun... Tylko nie ON, tylko nie ON! Znasz personalia?
- Czekaj słyszałem...
Robert...?
- Tak Robert...
KONIEC.

Żegnamy się z Zygmuntem. Idzie do Doliny Małego Pamiru z Rudą, przewodnikami... Ja zostaję sam.

Dużo się działo później.
Ale była granica na koniec. Na tadżyckim posterunku służbę pełni z-ca komendanta. Dobrze mnie pamięta jeszcze z 2008. Ściskami się serdecznie, jak starzy znajomi. Żadnej odprawy. "Tych państwa nie obsługujemy" można by powiedzieć. To nasi.
Biorę komendanta na bok. -
Słuchaj brat... Komendant (znaczy z-ca) wie o co chodzi. W ciszy i skupieniu prosi bym sobie usiadł w kąciku.

Dostaję książki odpraw, siadam w tym kącie i szukam. Nie ma tego dużo, w sensie jakiś europejskich nazwisk. Żadnych tabunów...
Znajduję...
Dzień wcześniej wjechaliśmy jeszcze w AFG w zasięg telefonii komórkowej. Czytam sms od Pastora. To są Przyjaciele. Wiem ile dla siebie znaczyli. Pastor w tych nerwach podaje mi nie tą lokalizację. Poza tym sms "czekał" na mnie... Nie ważne. Tu wszyscy wiedzą: gdzie. Dostaję właściwą lokalizację.

Zanim będziemy "świętować" wjazd do cywilizacji, jedziemy tam całą ekipą. Wiem dokładnie gdzie to... ale w tych emocjach przejeżdżam to miejsce.
Zatrzymuję elwooda i pytam jakiegoś starca. Z nim zawracamy. On nam pokaże...

Wszyscy siedzą na murku i czekają w skupieniu. Na murku od strony południowej (afgańskiej) jeszcze ślady krwi... Starzec prowadzi mnie do zagrody, gdzie stoi afryka Iziego. Kapeć na przednim kole... Rozmawiam z właścicielem majdanu. Mówi mi, co wie... Więcej nie chcę wiedzieć. Nie teraz.
Nie wyobrażam sobie tego, co musiała czuć ekipa, która z Izim jechała. Nigdy ich nie pytałem o szczegóły. Zresztą ze strony Oli spotkała mnie duża przykrość.

Wracam do naszej ekipy.
Gdzieś mam czarny tusz. Nie mogę znaleźć pędzelka... Biorę kawałek patyka i niezdarnie "maluję" nim na murku krzyż i inicjały Roberta z datą. I tu, pomyliłem się... Dodaję Izydorkowi JEDEN DZIEŃ życia.
Za to mnie spotkał ostracyzm Oli, która w tej ekipie była.

Po "wszystkim" zmawiam paciorek i jedziemy do baru siostry Malika w Iszkaszim. Kilka flaszek wódki na dwóch, trochę piw...
Ja z Elą jadę do Garmczaszma, reszta przez Chargusz. Umawiamy się dwa dni później w Sary Tasz.

Dzisiaj, kiedy to dla was piszę wracam pamięcią do doliny Małego Pamiru i...
Zdjęcia z Afganistanu nr 2 mam w komplecie na kompie z którego piszę. Zostawiłem je tam. Coś mi lata o głowie...
Sprawdzam daty.
Niesamowite... W dniu, w którym odszedł Izydor ja stanąłem u wrót tej doliny.

Postanowiłem się rozbić po drugiej stronie Wachanu, który tu wypływa z jeziora Czakmatyn. Przede mną mostek i panoram na wlot do doliny Wachdżiru. O tej dolinie napisze więcej w wątku Grąbczewskiego, który wczoraj aktywowałem. Chodzi oczywiście o Bronisława Grąbczewskiego.
Stojąc u jej wrót podjąłem wtedy znamienną decyzję.
Moim celem była baza mojej ekipy. Celem jej (ekipy) był rejon Kara Dżilgi. jednej z trzech historycznych przełęczy, którymi można dostać się bezpośrednio do Kafiristanu.

By się dostać do bazy musiałbym przejść kolejne, dodatkowe 40km (nie mierzyłem dokładnie ale arbo zaraz wam napisze, że nie wiem, gdzie byłem i że tam tabuny...) w kompletnie nie znanym, dzikim terenie.
Rozbijam się i... poddaję.
Jestem wykończony. Pasek od spodni zapięty na ostatnie dziurki luźny...
Do domu wróciłem z tej wyrypy o 25kg lżejszy ale już ciut przytyty.

Tej nocy mam piękny sen (może go jeszcze zacytuję ale nie teraz).

https://i.ibb.co/B5dsTnSb/IMG-0808.jpg (https://ibb.co/Hf1gGhk6)

https://i.ibb.co/HTdS93VL/IMG-0810.jpg (https://ibb.co/PGQLV0Ns)
To "mój" mostek.

Następnego dnia monsum przetoczył się przez Hindukusz.
Ten monsum spowodował największą od 100 lat powódź w Indiach. Odcięta od świata została dolina rzeki Hunzy.
Suchy, pustynny klimat po stronie północnej nawiedziły opady śniegu i deszczu. Zrobiło się ciepło (okolice zera stopni w nocy) a na deszcz ja byłem kompletnie nie przygotowany.
Gdybym się porwał na Kara Dżilge lub dolinę Wachdżiru mógłbym nie wrócić.

Dwa dni później "dołek" psychiczny minął jak ręką odjął, widząc, co niebo wyprawia. Z jurty (najbogatszego jak się okazało) Kirgiza przez dwie doby wychodziłem tylko załatwiać potrzeby fizjologiczne, bardzo mikre zresztą.

W nagrodę za rozsądek (podszyty strachem) pozwolono mi od A do N nagrać procedurę palenia opium formowanym tu w charakterystyczne kulki tarioku.
Kto oglądał Godzinę zemsty z Melem Gibsonem (jedna z dwóch moich ulubionych produkcji z jego udziałem) ten już wie, o czym piszę. Trzy (bodaj) takie kulki lądują na stole bilardowym.

Procedura (już linkowałem ale dla arbo powtórzę) dostępna tu:

25617961

W pewnym momencie witam jako pierwszego schodzącego z gór Kubę, naszego wyprawowego tłumacza. Wsłuchaj się arbo w jego słowa, którymi wita mnie Kuba. Dobrze się wsłuchaj.
Dlatego nie interesują mnie Twoje wycieczki. Nie ma w nich nic twórczego i spontanicznego.

Czy mnie się ten Afganistan do czegoś przydał?
Tak.
Traktujmy to jako finał przypowieści.

W 2019-tym na "Mikołaja" udało mi się wyciągnąć należna kasę dla znajomego Ukraińca. Zatrudniałem wtedy Vitka. fajny chłopak. Jego kumpel z podwórka został świeżo upieczonym ojcem dwójki bliźników i przyjechał na trzy mce podreperować swoje mocno upadłe finanse.
Vitek pewnego grudniowego wieczora (pomagając mi przy remoncie Przystanku Oliwa) podzielił się informacją, że developer, który takich jak jego kumpel zatrudnia sporą liczbę i płaci tylko zaliczkami, które praktycznie wystarczają na opłacenie kwatery, którą załatwił im... ów developer.

Ten developer, to był dwójka "sprytnych braci", którzy żerowali na tych biedakach z UA. Większość zatrudniona na minimum. Niektórzy w takiej sytuacji już od pół roku. To taki system, w którym pojawia się syndrom sztokholmski w specyficznej konfiguracji. Konfiguracji bez wyjścia.
Tę "więź" po prostu trzeba przerwać ale... Znikąd wsparcia.
Sprytni bracia (pozwoliłem sobie sprawdzić) otwierali kolejne spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i cwanie je "upadali".

Poprosiłem o telefon do jednego z braci.
Bardzo ładnie i grzecznie ze mną rozmawiał, tłumacząc się tym, co dobrze znam.
I ja wysłuchałem grzecznie pana brata i powiedziałem mu przez tel. mniej więcej coś takiego.
- Więc teraz posłuchaj mnie panie bracie. Ten Ukrainiec to jest mój... kuzyn. Syn mojego stryja, z którym byłem dwa razy w Afganistanie. On w moim wieku, tak się złożyło. Jeszcze służy i poprosił o przysługę. Nie zajmowaliśmy się tam budowaniem zamków z piasku. Zresztą nie tylko tam.
Słuchaj teraz gościu: jutro spotykamy się z tobą i twoim bratem na Polankach, przed domem Wałęsy a w waszych zębach ma być cała wypłata dla mojego kuzyna. Zdążyłem was sprawdzić i jakoś nie zamierzam mieć potencjalnych wyrzutów sumienia.

Wybłagali "na razie" spłatę połowy, druga miała być przed świętami Bożego Narodzenia.
Na spotkanie przyjechałem przereklamowanym (jak twierdził arbo) golfem 2.
Jakież było zdziwienie braci.
- Niech was ten golf nie zwiedzie. Nie jeden się już na nim przewiózł.
Chłopcy wybulili (nie pamiętam... chyba 1700zł) i więcej się już nie widzieliśmy. W styczniu ich firma była już "upadłą".

W sumie byłem dwa razy w AFG.

El Czariusz
24.12.2025, 12:16
Arbo... Nie ma stolika: "przy którym pijemy z Elwoodem".

Wyświetlają mi się tytuły nieprzeczytanych wątków. Nie ma takiej kawiarni, w której moglibyśmy wspólnie przysiąść. Nie ma i nie będzie.
Po pierwsze, nie pijesz alko, no chyba, że się rozpiłeś ale wątpię. Ja piję tylko z wybranymi przez siebie. Ty na to nie zasługujesz.
W kawiarni Fazencjusza nie pamiętam kiedy byłem. A ten ostatni raz był ostatnim raz. Z szacunku do szefa kawiarni. Jego majadan, o którego ja mam inne zdanie. Majdan jego. Koniec kropka.em
Od dzisiaj posty z kawiarni nie będą mi się wyświetlać.

A teraz niespodzianka.
trochę pozwiedzałem dysk dla Chomika, bo to dla niego mam niespodziankę ale...

Niewiarygodne...
Znalazłem to. Zdjęcia też mam! Nie oryginały tylko "pomniejszone" ale... są.
Zaprezentuję wam pierwszy odcinek.

Zapiski bałkańskie Mażenada 2011

No więc Moi Drodzy,
sprawa ma się mianowicie tak, że na ten moment będzie tylko wstęp albo ustęp (znaczy bliżej tego drugiego, w każdym razie ja).

Sprawę rzeczoną będe prowadzil w aktach 5-ciu, jako, że wyrypa dramtyczną była. Przedstawiam ją pod tytułem:

MAŻENADA - dramat nieklasyczny do końca, czyli ZAPISKI BAŁKAŃSKIE ELWOODA z pobytu w sanatorium na wczasach w góralskich lasach.


Bohaterowie dramatu:

1. Kierownik mazeno.
podpunkt a, czyli profil kierownika:
- fota kierownika:

Obrazek (http://i55.tinypic.com/34qv8xy.jpg)

- wykres osobowości kierownika:

Obrazek (http://i56.tinypic.com/qo6eyr.jpg)

- zalety kierownika:
oszczędny

- wady kierownika:
oszczędny

- cechy szczególne:
dziury po zębach


2. Elwood Blues Singels.
- fota Elwooda

Obrazek (http://i55.tinypic.com/9kmpkx.jpg)

- wykres osobowości Elwooda:

Obrazek (http://i56.tinypic.com/3178jo8.jpg)

- zalety Elwooda:
same

- wady Elwooda:
brak

- cechy szczególne:
uroczy


3. Przedstawiciel medialny - Pastor


4. Przedstawiciel mentalny - Iszu vel Lupi


5. Autobus.
- foto:

Obrazek (http://i56.tinypic.com/9prxw3.jpg)

- marka
kundel mieszaniec

- wyposażenie
spadający wężyk podciśnienia

- zalety
jedzie

- wady
kierownik


6. Bicykl.
- marka
Kogo Mijata? Wszystkich.

- typ
wredny

- zalety
jedzie

- wady
pedały... wyraźnie szkodzą dupie

To, jakie warunki przedstawił mazeno ogólnie, były konkretne i czytelne. Niestety okazało się, że są to warunki dla zwykłego uczestnika a dla mnie...

Są nawet linki do zdjęć... wygasłych:)

El Czariusz
24.12.2025, 13:36
Okazuje się, że w chmurze nie wiele ginie.
Ci panowie stanęli mi na drodze w Eszkaszem.
Nad głową tego po prawej na dalekim planie - szpica Piku Majakowskiego, który oferuje bajeczną panoramę Hindukuszu aż po Karakorum.

El Czariusz
24.12.2025, 14:52
Na wigilijny finał, strzał z biodra.

PSOAS – „MIĘSIEŃ DUSZY”

Mięsień biodrowo-lędźwiowy (psoas iliacus) jest potężnym zginaczem biodra oraz rotatorem zewnętrznym kości udowej. To najgłębiej położony i jeden z najważniejszych mięśni stabilizujących ludzkie ciało, mający ogromny wpływ na równowagę strukturalną, zakres ruchu, mobilność stawów oraz funkcjonowanie narządów jamy brzusznej.

Jest to jedyny mięsień, który łączy kręgosłup (pięć kręgów lędźwiowych) z nogami. Odpowiada za utrzymanie pozycji stojącej oraz umożliwia unoszenie nóg podczas chodzenia.
Zdrowy psoas stabilizuje kręgosłup, zapewnia wsparcie dla tułowia i tworzy solidne „rusztowanie” dla narządów jamy brzusznej.
Psoas jest również „narządem percepcji”, silnie powiązanym z emocjami. Składa się z biointeligentnej tkanki i dosłownie ucieleśnia nasze najgłębsze pragnienie przetrwania oraz rozwoju.

Jest on pierwotnym przekaźnikiem sygnałów centralnego układu nerwowego, dlatego bywa nazywany rzecznikiem emocji. Wynika to z jego bezpośredniego połączenia z przeponą poprzez tkankę łączną (powięź), co sprawia, że psoas reaguje zarówno na sposób oddychania, jak i na odruch strachu.

Szybkie tempo życia i chroniczny stres prowadzą do nadprodukcji adrenaliny, która utrzymuje psoas w stałym napięciu, przygotowując ciało do ucieczki, działania lub obronnego skurczu.
Jeśli napięcie to trwa zbyt długo, mięsień zaczyna się skracać i twardnieć.

Prowadzi to do zaburzeń postawy oraz pogorszenia pracy narządów jamy brzusznej, czego skutkiem mogą być bóle pleców, rwa kulszowa, problemy z dyskami, zwyrodnienia bioder, bolesne miesiączki czy zaburzenia trawienne.

Skrócony psoas powoduje pociąganie kręgów w dół, zwiększa nacisk na dyski międzykręgowe i sprzyja hiperlordozie lędźwiowej.
Objawia się to bólem dolnego odcinka pleców, uciskami nerwowymi, napięciem w okolicach bioder oraz ud.
Problem ten dotyczy zarówno uczniów, pracowników biurowych, kierowców, jak i osób prowadzących siedzący tryb życia. Narażeni są także sportowcy, kolarze, osoby trenujące spinning, triathlon, piłkarze z powodu ciągłej pracy w zgięciu.

Napięty psoas wysyła sygnały stresu do układu nerwowego, zaburza przepływ płynów w organizmie i ogranicza oddychanie przeponowe.
Ponieważ psoas jest głęboko zaangażowany w podstawowe reakcje fizyczne i emocjonalne, jego chroniczne napięcie sprawia, że ciało nieustannie otrzymuje sygnały ZAGROŻENIA, co może prowadzić do wyczerpania nadnerczy oraz osłabienia układu odpornościowego.

Sytuację tę pogłębiają nieprawidłowe nawyki siedzenia i codzienne postawy, które ograniczają naturalny ruch i dodatkowo uciskają ten mięsień.
Uwolniony psoas, pozwala na znaczne wydłużenie przedniej części ud oraz umożliwia nogom i miednicy poruszanie się z większą swobodą i niezależnością.
Poprawia ułożenie kręgosłupa i całego tułowia, co bezpośrednio wpływa na lepszą pracę narządów jamy brzusznej, oddychanie oraz funkcjonowanie serca.

Gdy dbamy o zdrowie psoasa, ożywają nasze siły witalne, a my ponownie łączymy się z własnym potencjałem twórczym.
W niektórych filozofiach Wschodu psoas nazywany jest „mięśniem duszy”... głównym centrum energetycznym ciała.

Już sama relaksacja psoasa i przepony poprzez rozciąganie może spektakularnie zmniejszyć dolegliwości bólowe i problemy posturalne.
Im bardziej elastyczny i silny jest psoas, tym swobodniej energia życiowa przepływa przez kości, mięśnie i stawy.
Psoas działa jak kanał przewodzenia energii. Rdzeń, który łączy nas z ziemią i pozwala budować stabilne, zrównoważone oparcie w centrum miednicy.

Dzięki temu kręgosłup wydłuża się, a wraz z nim może swobodnie płynąć cała nasCoraz więcej osób odkrywa, że w procesie rozluźniania psoasa i przywracania wewnętrznej równowagi cennym wsparciem może być fototerapia.
Nie jako metoda leczenia, lecz jako technologia, która stwarza organizmowi warunki do samoregulacji i naturalnej regeneracji.

El Czariusz
24.12.2025, 22:48
Proces starzenia mózgu rozpoczyna się znacznie wcześniej, niż zwykle go zauważamy, często już w wieku średnim. Coraz więcej badań pokazuje, że wpływ na ten proces ma ogólna sprawnośc organizmu, w tym kondycja mięśni.

W jednym z najbardziej interesujących badań w tym obszarze naukowcy przez 10 lat obserwowali grupę kobiet-bliźniaczek, które na początku badania miały średnio około 55 lat. Zmierzono u nich moc mięśni kończyn dolnych (parametr odzwierciedlający nie tylko siłę, ale również szybkość i efektywność pracy mięśni.)

Po dekadzie ponownie oceniono funkcje poznawcze uczestniczek oraz, u części z nich, strukturę mózgu w badaniach neuroobrazowych.

Wyniki okazały się zaskakująco spójne.
Kobiety, które w wieku około 55 lat charakteryzowały się większą mocą mięśni nóg:
- doświadczały wolniejszego pogarszania się funkcji poznawczych,
- osiągały lepsze wyniki w testach pamięci i funkcji wykonawczych,
- wykazywały mniejszą utratę istoty szarej mózgu wraz z wiekiem!

Co szczególnie istotne, zależność ta była widoczna również u bliźniaczek jednojajowych a więc kobiet o identycznym materiale genetycznym. Sugeruje to, że obserwowany efekt nie może być wyjaśniony wyłącznie predyspozycjami genetycznymi.

Co wynika z tego badania?
Mięśnie kończyn dolnych pełnią nie tylko funkcję mechaniczną a sa aktywnym narządem metabolicznym, który poprzez sygnały biologiczne może wpływać na ukrwienie mózgu, neuroplastyczność i tzw. rezerwę poznawczą czyli czynniki kluczowe dla utrzymania sprawności umysłowej w starszym wieku.

Sprawność mięśni nóg w wieku średnim może mieć długofalowe znaczenie dla zdrowia mózgu.

Steves CJ et al. Gerontology
PMID: 26551663

El Czariusz
25.12.2025, 08:33
Święta.

Idealny czas na reset mózgu.
To wcale nie znaczy, że gdzieś sobie odlecisz i...

Refleksje rodem z Klubu Jagielońskiego na początek.

NIEKONTROLOWANA MIGRACJA NAPĘDZA POLITYCZNĄ KSENOFOBIĘ. 5 LEKCJI Z MIGRACYJNYCH BŁĘDÓW ZACHODU

🕐Lekcja nr 1. Linearne teorie integracji migrantów – do Muzeum Iluzji (lub śmietnika)

💎Przez długie dekady rządy państw Zachodnich postępowały zgodnie z obowiązującym paradygmatem linearnych teorii integracji społecznej migrantów. W dużym uproszczeniu zakładały one modernistyczne podejście, zgodnie z którym każde kolejne pokolenie migrantów będzie coraz bardziej zintegrowane ze społeczeństwem przyjmującym.

💎O ile w przypadku migracji pomiędzy państwami EWG, a później UE, te założenie miało swoje uzasadnienie, to w przypadku imigracji z innych kręgów kulturowych, szczególnie Maghrebu i Bliskiego Wschodu okazało się zupełnie iluzoryczne. Nie ma żadnego „magicznego” mechanizmu, który zapewniały tak rozumiany „postęp”.

💎Niezwykle pouczający w tym zakresie jest casus Francji. Gdy w latach 60. XX w. rozpoczęła się migracja tzw. harkis do Francji, a więc muzułmańskich Algierczyków walczących u boku Francji, to w porównaniu do obecnego pokolenia młodych muzułmanów byli oni wyjątkowo „świeccy” i „profrancuscy”. Obecne badania społeczne wskazują, że 57 proc. młodych muzułmanów (18-24 lata) we Francji przedkłada prawo szariatu ponad konstytucję.

💎Dla Francji, która ufundowana została na laickiej wizji polityki, takie postawy są niezwykle alarmujące. Nie dziwi zatem fakt, że w maju tego roku francuski rząd opublikował raport, w którym określa działalność Bractwa Muzułmańskiego, matecznik takich ideologów jak Hassan Al-Banna czy Sajjid Qutb, jako zagrożenie dla spójności narodowej i republikańskiego modelu państwa.

💎Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, jeżeli zestawimy to z najnowszymi badaniami IFOP („francuski CBOS”) wskazującymi, że wśród muzułmanów w wieku 15-24 lat blisko 1/3 sympatyzuje z Bractwem. Magiczny mechanizm gwarantujący, że każde kolejne pokolenie będzie coraz lepiej zintegrowane można odłożyć do Muzeum Iluzji.

💎W praktyce okazuje się, że rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i w dużym spektrum najmłodszego pokolenia muzułmanów obserwujemy proces dezintegracji.

💎Francuska wiara, że dzięki silnym instytucjom, dużemu naciskowi na naukę języka i znacznym środkom przeznaczanym na integrację ekonomiczną migrantów problemy rozwiążą się same, okazała się złudna. Polska ma tę lekcję w gratisie.

🕑Lekcja nr 2. Chcemy rąk do pracy (a przyjeżdżają ludzie) – lekcja z Niemiec

💎Również doświadczenia niemieckie mogą okazać się cenne. Po podziale Niemiec i w wyniku „cudu gospodarczego” (Wirtschaftswunder), gdy stopa bezrobocia zaczęła gwałtownie spadać, a potrzeby gospodarki rosnąć, w 1961 r. rząd podjął decyzję o podpisaniu umowy z Turcją o rekrutacji pracowników – potrzebowano „rąk do pracy”.

💎Tureccy migracji mieli być gastarbeiterami, a więc gośćmi-robotnikami, którzy – w założeniu – po dwóch latach pracy mieli powrócić do swojej ojczyzny. Tak się jednak nie stało, głównie w wyniku presji ze strony niemieckiego przemysłu. Wzrostu diaspory tureckiej w Niemczech nie powstrzymał nawet poważny kryzys gospodarczy lat 70.

💎Co więcej – jak się okazało, a świetnie wyraził to Max Frisch – chcieliśmy rąk do pracy, a przyjechali ludzie. Liberalny paradygmat „rąk” okazał się zupełnie fałszywy. Ludzie przybywają nie tylko z rękoma, ale i z sercem, mózgiem i kilkoma innymi częściami ciała (i ducha!), a także więziami rodzinnymi, relacjami społecznymi i swoimi „sposobami” odniesienia do transcendencji.

💎Człowiek ze swej natury jest wspólnotowy i nasiąknięty kulturą w znacznie większym stopniu, niż przewidywały to płaskie liberalne paradygmaty widzące człowieka jako jednostki-moduły dowolnie wpinane i odpinane od gospodarki za naciśnięciem „optymalizujących” guziczków.

💎Okazało się, że Turcy – co musiało być wielkim zaskoczeniem – są prawdziwymi ludźmi, a więc są zoon politikon – bytami wspólnotowymi ze swej natury, zaczęli zatem ściągać swoje rodziny do Niemiec, organizować się, zakładać stowarzyszenia, budować meczety.

💎Współczesne badania potwierdzają ten trend także w przypadku uchodźców z Syrii – zdecydowana większość z nich planuje złożyć wniosek o niemieckie obywatelstwo (o czym szerzej pisałem w raporcie dla Klubu Jagiellońskiego – Pakt migracyjny. Kontekst, krytyka i propozycje reform na rzecz nowej równowagi w UE). Ten, kto rozpoczyna proces migracji, musi się liczyć z prawdziwą naturą człowieka i jej wspólnotowym wymiarem.

🕒Lekcja nr 3. Kultura ma znaczenie

💎Z liberalnym paradygmatem związane jest także przeświadczenie o tym, że kultura jest niczym wierzchnie ubranie – dowolnie zmieniane w zależności od „klimatu” – także politycznego. Migranci, którzy przybywają dostają nowe, eleganckie i skrojone na miarę (liberalną!) wzorce kulturowe, które wystarczy założyć uprzednio wyrzucając stare, zużyte i już nie na czasie.

💎Przemiana wzorców kulturowych następuje samoczynnie, niemal przez osmozę, bo czy można racjonalnie założyć, że ktoś chciałby chodzić w czymś, co delikatnie mówiąc – nie jest modne, czyli postępowe? Niezrozumienie faktu, że wzorce kulturowe kształtowane przez setki lat są integralnym elementem tożsamości rodzi poważne konsekwencje.

💎Polityka migracyjna nie uwzględniająca różnic kulturowych musi z oczywistych przyczyn generować daleko idące wyzwania dla integracji. Migranci przybywający z kultur patriarchalnych z oczywistych przyczyn będą – w większym bądź mniejszym stopniu – kultywować znane sobie wzorce.

💎Przykładowo mieszane związki małżeńskie są uznawane za papierek lakmusowy udanej i najsilniejszej integracji społecznej przekraczającej granice kulturowe i etniczne. Co jednak, jeżeli w kulturze muzułmańskiej kobiety nie mogą wchodzić w związki z nie-muzułmanami (mężczyzn te ograniczenie nie dotyczy)?

💎Ze zrozumiałych względów w takiej sytuacji budowanie relacji społecznych musi być utrudnione, co potwierdzają badania empiryczne. Również współczesna (ciągnąca się od ponad 30 lat) debata we Francji dotyczą obecności hijabów w przestrzeni publicznej wskazuje, że przejmowanie wzorców kulturowych jest ograniczone.

🕓Lekcja nr 4. Demografia ma znaczenie. Trendy, dynamika i procesy, a nie „stop klatki”

💎Poważnym błędem w analizie kwestii integracji migrantów w kontekście demografii jest redukowanie jej do „zdjęć społecznych” – statycznych ujęć ukazujących obecny rozkład społeczny. Przykładowo obecnie w Wiedniu muzułmanie stanowią ok. 8 proc. społeczeństwa – uwzględniając jedynie tę informacje można byłoby przyjąć, że sytuacja ta nie odbiega znacznie od średniej dla państw UE i przyjąć ją za coś „stabilnego”.

💎Jednak, gdy uwzględnimy fakt, że wśród uczniów szkół podstawowych i średnich muzułmanie stanowią 41,2 proc., (odsetek chrześcijan wynosi 34,5 proc., a bezwyznaniowych 23 proc.), to kontekst nabiera zupełnie inny kształt. Za dekadę najmłodszą kohortę wiekową na wiedeńskim rynku pracy stanowić będą muzułmanie – czy ma to jakieś znaczenie?

💎Nie potrzeba dużej wyobraźni (i wiedzy), żeby zrozumieć, jak dalece czynnik demograficzny kształtować będzie płaszczyznę społeczną, kulturową, gospodarczą, edukacyjną czy mieszkaniową, a w końcu polityczną Wiednia.

💎Co z modelem integracji w takiej sytuacji? Czy wówczas to nie muzułmanie reprezentują „kulturę wiodącą”, do której dostosować powinni się pozostali? Pytanie nie jest retoryczne, ponieważ język niemiecki staje się coraz częściej drugim, a nie pierwszym językiem uczniów.

💎Przykładowo w pierwszych klasach szkoły podstawowej blisko połowa uczniów ma na tyle duży problem z językiem niemieckim, że nie jest w stanie samodzielnie nadążyć za tokiem lekcji (wynika to także z migracji Ukraińców uciekających przed wojną).

💎Ktoś mógłby stwierdzić, że sytuacja w Wiedniu jest wyjątkowa – i ma rację. Tendencja jest jednak jednoznaczna – odsetek muzułmanów, szczególnie w dużych miastach i w najmłodszych kohortach wiekowych wzrasta.

💎Badania PEW Research Center wskazują, że do 2050 r. liczba muzułmanów we Francji podwoi się (do ok. 12,5 mln), natomiast w Szwecji w scenariuszu „średniej migracji” odsetek muzułmanów w społeczeństwie wynosić będzie 20,5 proc. a w scenariuszu „wysokiej migracji” – 30,6 proc..

💎W kontekście przywołanych danych jedynie pytaniem retorycznym jest to, czy Szwecja słynąca z progresywnych rozwiązań kulturowych i jeszcze nie tak dawno wskazywana jako wzorcowe państwo opiekuńcze, zdoła utrzymać swój dotychczasowy model rozwoju. Tych pytań nie będziemy stawiali, gdy zatrzymamy się jedynie na „stopklatkach”.

💎W kontekście muzułmanów przeprowadzenie takich analiz w Polsce jest wyjątkowo trudne – nikt nie wie, łącznie z instytucjami rządowymi, ilu muzułmanów mieszka w Polsce. Dane GUS-u ze spisu powszechnego z 2021 r. wskazujące na kilka tysięcy nie oddają rzeczywistej liczby. Brak takiej wiedzy utrudnia przeprowadzenia społecznej diagnozy, a jednocześnie może podsycać nastroje ksenofobiczne wyolbrzymiające zakres wyzwania.

💎Jest to o tyle zła sytuacja, że jeżeli gdziekolwiek istniał „prawdziwy euroislam”, to jedyny casus takiego fenomenu to polscy Tatarzy mieszkający na obszarach Rzeczypospolitej od ponad 600 lat. Te doświadczenie to element naszego dobra wspólnego.

🕔Lekcja nr 5. Chaotyczna polityka migracyjna – większa ksenofobia

💎O tym, jak daleko idące konsekwencje dla stabilności politycznej państwa ma chaotyczna polityka migracyjna, najlepiej przekonać się na niemieckim przykładzie. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że polityka Angeli Merkel przyczyniła się do wzrostu poparcia dla Alternatywy dla Niemiec (w tym momencie AfD prowadzi w sondażach z poparciem na poziomie 27 proc.).

💎Bagatelizowanie skali wyzwań, ukrywanie części informacji (noc sylwestrowa w Kolonii 2015/2016) i paraliżująca myślenie i działanie poprawność polityczna stworzyła grunt dla nacjonalistycznych i demagogicznych postulatów politycznych. Coraz bardziej oczywistym jest, że niekontrolowana migracja staje się paliwem dla partii i ruchów ksenofobicznych.

💎Dobrze zrozumiał tę zależność socjaldemokratyczny (sic!) rząd Danii, wprowadzając najbardziej rygorystyczną politykę migracyjną w UE, którą można podsumować jako polityka zasad, odpowiedzialności i stabilności. Rząd koncentruje się na ograniczaniu migracji, powrotach migrantów nielegalnych i deportacjach tych, którzy dokonali przestępstw, a także na samowystarczalności ekonomicznej uchodźców i migrantów.

💎Istotę tej polityki dobrze obrazują słowa Rasmusa Stoklunda, duńskiego ministra ds. imigracji i integracji: „musimy odejść od pojmowania integracji jako spotkania pośrodku (…), ponieważ integracja w dużej mierze polega na tym, że obcokrajowcy biorą na siebie odpowiedzialność za to, by stać się częścią duńskiego społeczeństwa”.

💎W tym momencie Dania sprawuje przewodnictwo w Radzie UE i nadaje główny ton w ewolucji Paktu migracyjnego. Latem tego roku kanclerz Merz na spotkaniu w Berlinie z premier Danii Mette Frederiksen stwierdził, że „to, co Dania osiągnęła w ostatnich latach, jest naprawdę wzorowe. Razem zmierzamy w kierunku nowych i bardziej rygorystycznych przepisów azylowych w Unii Europejskiej”.

💎Koalicja CDU/CSU i SPD będzie musiała wykonać dużą pracę, aby odzyskać zaufanie społeczne, o ile w ogóle będzie to możliwe. Puszkę Pandory otwiera się łatwo, także demagogiczną polityką, tak jak zrobiła to Angela Merkel puentującą się w haśle – „damy radę” (wir schaffen das). Zatem powodzenia!

👉Dr Mariusz Sulkowski opisuje, których błędów Europy Zachodniej w polityce migracyjnej powinniśmy uniknąć -> https://klubjagiellonski.pl/2025/12/16/5-lekcji-na-temat-masowej-imigracji-co-zrobic-zeby-polska-nie-powtarzala-bledow-zachodu-klub-jagiellonski/

El Czariusz
25.12.2025, 10:24
Święta.

Jemy?
Co jecie?

...Jedzenie z przyjemności, stało się przymusem...
Dlaczego?
Posłuchajcie, róbcie notatki. Włączcie myślenie, zanim zachorujecie. Bo jeżeli, to wpadniecie w pułapkę bez wyjścia. Wydacie wszystko na leki. Na kolejną iluzję.
Cofnijcie się kilka postów i jeszcze raz przeczytajcie Słowo na Wigilię - tekst pani Liliany Sonik.

"...Święta idą nam na pomoc. Są elementem stałym, stabilizującym i towarzyszy im zespół rytuałów, które jak kręgosłup, podtrzymują konstrukcję całości. Dlatego nie chcę ogołocenia Świąt z kolęd, wigilijnych zwyczajów, czy Pasterki. Niektórzy uważają, że to wszystko być nie musi: że kolędy proponują przestarzałe wzorce zachowań, a Wigilia jest tylko kolacją podczas której jemy potrawy, które niekoniecznie nam smakują i spotykamy się z osobami, które nie zawsze są nam miłe. Moim zdaniem takie argumenty są po prostu niepoważne wobec wagi tego, co Święta nam dają..."

Jednym zdaniem: warto wracać do korzeni.

6WoIPlKA8SU

Miałem kiedyś kolegę.
Rozmawialiśmy o zdrowiu. Zeszło na... mleko.
- Muszę kupować mleko w biedrze dla dzieci, bo jest po 2,10.
W Bochni nie kupisz na rynku mleka od rolników?
- Od kułaka, który sprzedaje litr po 4,50?!
Dodaj do tego kułaczego mleka litr wody i to rozrzedzone mleko zachowa więcej właściwości prozdrowotnych niźli to czym poisz własne dzieci.

No tak jest.
Warto autora kanału "przesłuchać" dwa razy.
Nie dotyka tego, na co porwał się obecny (jeszcze żyje) minister zdrowia USA.
Mówi dokładnie to, co mówi autor ale niestety... Jest prawakiem, no i w służbie Trumpa.

Tam, gdzie do gry wchodzi ideologia, to koniec. Skończysz we własnych odchodach.

A przecież można inaczej...

X5K4IedLfK4

chomik
25.12.2025, 15:59
Z tym alkoholem to zgadzam się a i tak wszyscy pijemy, raz więcej, raz mniej, badania dowodzą, że najmniejsza ilość jest szkodliwa, wywołuje nieodwracalne zmiany w układzie nerwowym a nawet genetycznym i co i tak pijemy.
Jednak, wydaje się, że ostatnio ten trend zaczyna się odwracać, młodzi już tak nie piją, ciekawe, co teraz będzie czynnikiem wyniszczającym, braindancy lub coś podobnego, pewnie.

El Czariusz
25.12.2025, 17:03
W linkowanym podcaście kilka razy pada odpowiedź.
Śmieciowe żarcie - ultra przetworzone. Zacytuję ponownie: przyjemność staje się koniecznością/przymusem. Cukier prosty jak opioid.
Media skrojone pod odbiorców: sieczka informacyjna oparta o tę samą zasadę. Szybka nagroda - bez wysiłku = wyrzut dopaminy i rodzi się przymus korzystania z telefonu/tableta itp.
Media społecznościowe - pan "Cukier" po to wprowadził swój system nagród. Lajkujemy a brak lajka to niepokói.

Ja też tylko czekam na "chomika";)

Jesteśmy niewolnikami jakby z natury rzeczy.. W melonowym wątku tyle o wolności padło.
Wolność... To chyba tylko u Pana Boga w ogródku...: krótki monolog komendanta policji.
Z wolnością jest jak ze zdrowiem i ich definicją.

Warto się przyjrzeć bliżej wspominanym też eksperymentom Calhouna. Ten z wymarłymi w komforcie myszami pięknisiami był zupełnie niespodziewanym finałem. Finałem bodaj dwóch dekad badań Calhouna. Numerował on swoje projekty. Pięknisie to 25-ty czy 26.
Calhouna szukał pomysłu na zachowanie dzietności
Domniemał, że komfort się temu przysłuży. Tworzył więc na szczurach (na początku) państwa miasta i obserwował. Każdy kolejny rojekt kończył się nie tak jak zakładał. Wyciągał kolejne wnioski, bo szczury/myszy zachowywały się dziwnie, przecząc oczekiwaniom. Egzystowały w ramach grupowych, "społecznych" zachowań. Gnieździły się w określonych miejscach stłoczone, wcale nie korzystając z dostępnej przestrzeni.
Mimo wystarczającej liczby miejsc wygodnego spożywania posiłku, "stały w kolejce" w miejscach wybranych itd.

Finalnie pokolenie pięknisiów nie miało od kogo czerpać wzorców, bo te starsze w końcu wymarło. Pięknisie nie wykazywały zainteresowania płcią przeciwną, tylko wyglądem władnego futra
Przestały walczyć o cokolwiek jak jeszcze poprzedzające je pokolenie. Przenoszone w inne miejsce, nie potrafiły w ogóle zaadoptować do nowych warunków
Straciły taką zdolność bezpowrotnie. Umierały jedne po drugich uzależnione od komfortu.

Ale na początku było tak pięknie.

Wczoraj miałem długi wyrzut dopaminy. Mikołaj sam przydreptal do dziadka, kazała się wziąć na ramiona i pokazując paluszkami różne dziwy rzucał krótkie hasła: cio to, cio to?
Postawiłem go przy dużym globusie i tłukł w niego rączkami jak w bębenek aż się echo niosło. Na koniec pokazał mi "relaksik". Kucal przy poduszce i na rzeczone hasło, padał na poduszkę jak kawka z szerokim uśmiechem. Umie też zaryczeć jak lew.

Marysia zaskoczył wszystkich, bo chciała zostać z dziadkami na noc.
Nie wiem, co robić. Moje uzależnienie od tych szkrabów rośnie.

Edycja (konsolidacja):

Proszzz...

POhtoAmrKGs

Musimy sobie umieć postawić i konsekwentnie realizować cel/cele.
Lepiej skończyć jak aktywny enpede niż piękniś.
Zapraszam do reaktywowanego wątku Grąbczewskiego. Znowu tworzę Arcyplan.
"Dogrywka" zmienię na "Siódme Wtajemniczenie".

Edycja`

To jak z tym alkoholem jest?
Zasadniczo, to szkodzi zdrowiu.
Ale... Brytyjczyki badali Czechów i wyszły im takie dziwota. Mianowicie, że.
Czeski styl - dwie piva w restauracje i do domu ma swoje duże plusy.
Kobiety tychże wiedzą, gdzie ich mężowie są i mają ten czas dla siebie. Co one wtedy robią, nie wnikam. Mogą np. przyjmować pocztę.

Chopy w tym czasie siedzą w knajpie i cementują męskie relacje, co pozytywnie wpływa na ich psychę. Piwo w czeskim jest rodzaju żenskiego. Może dlatego?

O to wynik.

PkzhKiwPwcQ

El Czariusz
31.12.2025, 08:37
Wszystko się sypło.
Przed Świętami byłem wyregulowany cukrowo i teraz mechanizm starego zegara, w sensie sprężyna na nie tym napięciu chodzi. Miało być o kupie a jest o sikach. Ale krótko.
Dwie pobudki w nocy, jedna nad ranem i... zmęczenie. Zaraz mi jednak odśnieżanie pomoże.
Zatem szybko do przednoworocznych noworocznych postanowień. Zrobię to a tamto a tego i tamtego nie będę robił. Nie. Nic z tych rzeczy.

Teraz krótko o kupie.
Wstaję, robię kupę i już. Nie obiecujesz sobie, że codziennie rano zrobisz kupę, no nie? Wstajesz i robisz. Ja sobie obiecuję jedno z kupą. Bez jej zrobienia nigdzie się nie ruszam. U mnie od pomyślenia do wykonania są może dwie minuty?
Bardzo rzadko eter znosi taki wymiar.

Więc chodzi o to, by nie było obietnic, przysięgań i że od teraz to ja...!!
Od teraz to ja robię nic. Rano. Do czasu kupy kompletnie nic. Piszę. Tak.
To jest doskonałe nic nie robienie. Mózg pracuje na jednym bodźcu.
Mi jest łatwiej trochę, bo piszę bezwiednie. Tu nie ma procesu.
Jest proste działanie. Palce klikają w zdewastowaną klawiaturę i... tyle.
Wypluwam cudowne nic.

Oooo... kupa zrobiona ale to jeszcze nic. Czekam na drugą. W tym czasie słucham wiadomości ze świata i okolic. Smartfon się odzywa.
Pluje jak karabin. Nie ważne, że nie skroluję, nie mam tik toka czy instagrama ale mam fb. To narzędzie pracy niby. No, nie niby ale jest narzędziem. Tylko, jak wchodzę na fb, to przewijam. Inaczej się nie da a mózg tego nie lubi. Właśnie tego przewijania. Wchodzisz w rolę. Każde info to taka mała nagroda.

Potem te wieści. Są spersanolizowane ale przewinąć trzeba. To nie to, tego nie, tych cymbałów to na pewno nie. No bo tuba podrzuca ci barachło mimo twej woli kontroli.
Kamraci u Stanowskiego. O kamratach u Stanowskiego. Prawa strona, lewa strona, środkowa strona, tylna strona... Wiele amigo buduje sobie zasięgi na tych kamratach. Nie wchodzę.
Wystarczy, ze tutaj część odbiera mnie jak "kamrata". Taki fajny wyraz i tak go można spierdolić.

W Poprawce z geografii Polski Tytus zwiał z listem przed Krzyżakami na drzewo. Rzucił Krzyżakom kopernika (10 zł).
- Bracia kamraci! Kopernik własna monetę bije!
No... Wróciłem na właściwe tory. Tytus jest de best. W Pierwszy Dzień Świąt Marysia pokazała mi swój komiks. Rewelacja. R E W E L A C J A.
Wypada jeszcze skończyć grę planszową zainicjowaną rok temu pt.: Tur de Polska.

Do brzegu.
Robimy.

Z ciekawostek.
Lublin w Maroko?
To jest dopiero historia. Miałem ją zostawić w spokoju. Historię w sensie ale ona sama puka do mojego mózgu.
Może bardziej nadaje się do Szlakiem Grąbczewskiego ale pociągnę ją tutaj.
Bo to jaja są jak berety. Ta historia.

Zaczęła się w blisko dwa lata temu w Pirenejach...

Cdn.

El Czariusz
01.01.2026, 09:04
Komu się udało przywitać z Nowym Rokiem?
U nas bajkowa sceneria.

Bardzo mnie miło w ten pierwszy dzień nic nie robiąc - pisząc. Dzień dobry tym, którzy czytając mnie teraz także nic nie robią. Siedzą, leżą, może stoją lub kucają i czytają. Zero bodźców, cisza, sama przyjemność.
Zatem bardzo nam przyjemnie razem.

Przerwa.
Robię kupę.
Po przerwie.

Zatem, skoro tak nam przyjemnie zdradzę sekret.
Z Nowym Rokiem nikt mnie już nie spotka. Więcej zdradzić nie mogę. Uchylę opłotkiem.
Zaniżona samoocena - gdzieś na końcu jej drogi depresja, myśli samobójcze lub...
Moi drodzy i tani... lub... JA.
Kliknąłem w przycisk RESET. Po siedmiu m-cach wyszło: NIE.

18 lat miałem 55 (już tuż tuż) lat temu.
55 lat temu wracamy ze szkoły SKM-ką. SKM z Wejherowa richtung Gdańsk. Jest już połączenie bezpośrednie z Gdynią Główną, nie trzeba się przesiadać z drewnianych wagonów berlińskiego metra do rodzimego produktu.
Tak, po Trójmieście hulało berlińskie metro, te od kapitana Pawłowa, który miał: czietyre minuty do cziasa.

Wracamy zatem ze szkoły. Siedzimy w służbówce. Na korytarzu jakiś gość. Wysiada w Śmiechowie, znaczy zamierzał. Odruchowo przy hamowaniu składu próbuje zachować równowagę i by nie upaść łapie się... dźwigni hamulca bezpieczeństwa.
Pociąg gwałtownie hamuje, jak pies Pluto czterema łapami. Wtedy bajki Disneya były na mega topie plus gumy do żucia z kaczorem Donaldem. Kto nie żuł ten był zwykłym frajerem, co nie znał życia. Wystawnego, w sensie.
Ludzie spadają z ławek, gość też fika orła. My jak pozostali. Trwają tylko ci, co plecami do kierunku jazdy, przyjmując pozostałych na lub między kolana itd.

Nasz sprawca/bohater wstaje przerażony... Nie wie, co robić, gdzie się ukryć... Wpada do naszego przedziału (służbowego) i siada vis a vis drzwi przesuwnych po przeciw położnej. Cwany sprawca. Chce mieć oko na "przestrzał". Kto nie zna tej pozycji, ten zawsze z biletem jechał.
Gość przerażony, blady i my. Jest nas kilku ale tylko dwóch trzy trzech z nas wie, o co chodzi. To ci (w tym JA), którzy nie zdążyli dopaść miękkich kanap. Ci na kanapach (to nie JA) plecami do wydarzenia i są zdezorientowani.

My (reszta, w tym JA) nie. My zaciekawieni.
Nagle gdzieś w tle pojawia się kierownik pociągu i konduktor. Zmierzają w naszym kierunku w ekspresowym tempie. Sprawca/bohater to widzi i... No szkoda na gościa patrzeć... szkoda. Zaraz wpadnie. Znaczy on tak myśli. To znaczy tak myślimy my, bo co on myśli nie wiemy ale przypuszczamy.
Para kierownik/konduktor lecąc na nas stopują tylko na chwilkę w korytarzach.
Ewidentnie wygląda na to, ze szukają sprawcy/bohatera. Znaczy pewnie wiedzą, kto nim jest. My nie wiemy skąd. Sprawca pewnie też ale my nie wiemy też i tego.

Nie wiemy, bo stan sprawcy, to jak chwila przed wybuchem supernowej. Nikt nie wie o wybuchu, tylko potencjalnie wybuchnięta/ty.
Drzwi od przedziału mamy otwarte.
Kierownik z konduktorem wpadają do przyległego służbówce korytarza!
Sprawca nie wytrzymuje i wybucha!!
Kierownik i konduktor nie zwracają na niego uwagi. Oni już wiedzą. Wiedzą, gdzie jest zerwany hamulec i tylko to ich interesuje. Biegną dalej, wybiegają na peron i... znikają.
Tymczasem nasz sprawca/bohater nadaje w amoku:
- To nie ja, to nie ja, to nie...

Ktoś z naszych rzuca w eter:
- Wysiada pan... Zwiewaj pan.
Ja dorzucam:
- Wytrze pan tylko odciski palców z hamulca.

Naród był wtedy zjednoczony przeciw władzy.

No dajesz pan! Ostatnia szansa. Nikt nic nie wie, tylko my! Nie wydamy obywatela pana.
Sprawca/bohater wstaje ale niezdecydowany... Widać uczciwy człowiek. Głupio było go popędzić kopniakiem.
Aż chce mi się zacytować Michnikowskiego z Kabaretu Dudek...

BGm-7YdIt-I

Opłotkami było a teraz do brzegu.

Najpierw kiedyś tam kiedyś obejrzałem film. Potem przeczytałem książkę.
Scenariusz zatem do tej książki już powstał ale...
JA postanowiłem napisać swój i zeakranizować, zachowując tytuł Bo pasuje jak ulał do mojego scenariusza. Przedstawiam państwu...

ZABIĆ DROZDA.

https://i.ibb.co/vpbJGD3/IMG-20251231-162603.jpg (https://ibb.co/mkmHwS9)
Zdjęcie dla odciągnięcia uwagi.

Podkreślam, by nie uszło.
Nikt mnie z Nowym Rokiem już nie zobaczy.

Edycja.
Kapela! Grać!

Eq3v2T1hbkQ

El Czariusz
01.01.2026, 09:53
Internety.

1 listopada 1998 roku 29-letni były brytyjski spadochroniarz Karl Bushby stał w Punta Arenas w Chile, mając w kieszeni 500 dolarów i pomysł, który brzmiał jak czyste szaleństwo.

Postanowił wrócić pieszo do swojego domu w Hull w Anglii.

Nie lecieć.
Nie jechać.
Nie płynąć.
Tylko iść — krok po kroku.
Bez skrótów. Bez wyjątków.

Dystans: 58 000 kilometrów przez cztery kontynenty.
Szacowany czas: od 8 do 12 lat.
Rzeczywistość: wciąż idzie… i jest już prawie w domu.

Bushby narzucił sobie dwie żelazne zasady.
Zasada pierwsza: żaden środek transportu z napędem nie może przesuwać trasy do przodu. Jeśli z powodów wizowych musi polecieć samolotem, musi wrócić dokładnie do miejsca, w którym przerwał marsz, i kontynuować stamtąd.
Zasada druga: nie może wrócić do domu, dopóki nie będzie w stanie dojść tam pieszo.
Te proste reguły zamieniły plan na dekadę w 27-letnią odyseję.
Pierwsze lata spędził w Ameryce Południowej. Potem dotarł do Przesmyku Darién — pasa dżungli między Kolumbią a Panamą, kontrolowanego przez przemytników i uzbrojone grupy. Przez tygodnie przedzierał się przez teren, który walczy o każdy krok. Przeżył. I szedł dalej.

Ameryka Środkowa. Meksyk. Całe Stany Zjednoczone.
W 2005 roku dotarł na Alaskę.

Przed nim było coś, co wydawało się niemożliwe — Cieśnina Beringa.

W marcu 2006 roku Bushby wraz z francuskim poszukiwaczem przygód Dimitrim Kiefferem dokonali czegoś, czego nikt wcześniej nie zrobił w ramach nieprzerwanej pieszej podróży dookoła świata. Przez 14 dni pokonali około 240 kilometrów po popękanym, przemieszczającym się lodzie Arktyki. Skakali między krami lodowymi. Nosili broń na wypadek spotkania z niedźwiedziami polarnymi. Mieli kombinezony ratunkowe na wypadek wpadnięcia do wody.

Dotarli do Rosji.

Gdzie straż graniczna natychmiast ich aresztowała.
Dopiero interwencja dyplomatyczna brytyjskiego wicepremiera Johna Prescotta oraz gubernatora Czukotki Romana Abramowicza uratowała wyprawę. Jednak problemy wizowe dopiero się zaczynały.
Rosyjskie wizy turystyczne pozwalały na pobyt jedynie 90 dni w ciągu każdych 180. Bushby potrzebował lat, by pieszo przejść przez Syberię — obszar możliwy do pokonania tylko pod koniec zimy, gdy rzeki i bagna zamarzają. Mógł iść kilka miesięcy w roku, po czym musiał opuszczać kraj.

W 2008 roku, wraz z kryzysem finansowym, zniknęli sponsorzy. Utknął w Meksyku na dwa lata, nie mogąc kontynuować wyprawy.

W 2013 roku Rosja zakazała mu wjazdu na pięć lat.
Odpowiedź Bushby’ego? Przeszedł pieszo 4 800 kilometrów z Los Angeles do Waszyngtonu, D.C., pod rosyjską ambasadę, by zaprotestować osobiście. Zakaz został cofnięty.

Następnie przeszedł przez Mongolię, pustynię Gobi, dotarł do Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu.
Potem nie otrzymał wizy do Iranu.
Potem świat zatrzymała pandemia COVID-19.

Uwięziony na wschodnim brzegu Morza Kaspijskiego, bez lądowej drogi naprzód, Bushby podjął niezwykłą decyzję: przepłynie je wpław.
Morze Kaspijskie. Około 288 kilometrów otwartej wody.
Jak sam przyznaje: „Zdecydowanie nie jestem pływakiem i nie lubię pływać”.

Trenował przez rok. Dołączyła do niego wędrowniczka Angela Maxwell. Zdobyli wsparcie — łodzie asekuracyjne oraz dwóch pływaków z reprezentacji Azerbejdżanu.
W sierpniu 2024 roku rozpoczęli przeprawę. Przez 31 dni pływali na zmianę — trzy godziny rano i trzy wieczorem — nocując na łodziach wsparcia. Wysokie fale. Silne wiatry. Skrajne zmęczenie psychiczne.

17 września 2024 roku dotarli do Azerbejdżanu.
Stamtąd Bushby ruszył pieszo przez Gruzję do Turcji, pokonując 2 204 kilometry w pięć miesięcy. Na początku maja 2025 roku przeszedł przez most Bosforski w Stambule, po raz pierwszy od 1998 roku przechodząc z Azji do Europy.

27 lat.
Cztery kontynenty.
Dziesiątki tysięcy kilometrów.
W listopadzie 2025 roku Bushby idzie przez Węgry. Przed nim około 1 500 kilometrów do Hull.

Pozostała ostatnia przeszkoda: Kanał La Manche. Aby zachować ciągłość trasy, musi go pokonać bez transportu z napędem. Pływanie jest możliwe, ale niebezpieczne. Jego nadzieją jest przejście tunelem serwisowym Eurotunelu — obszarem technicznym, który nie jest legalnie dostępny dla pieszych. Do tej pory nie uzyskał zgody. Po 27 latach i ponad 47 000 kilometrach liczy na specjalne pozwolenie na ostatnie 21 mil.

Liczby są bezlitosne:
27 lat.
Ponad 47 000 kilometrów pieszo.
25 krajów.
4 kontynenty.
Około 13 lat faktycznego marszu i 14 lat pochłoniętych przez wizy, kryzysy finansowe, pandemie i biurokrację.

Co pcha człowieka do czegoś takiego?

„To wyczyn oparty na wyzwaniu” — mówi Bushby.
Nie dla charytatywności.
Nie dla sławy.
Dlatego, że to trudne.
Dlatego, że nikt wcześniej tego nie zrobił.
Dlatego, że wyzwanie istniało.

Ale jego największe odkrycie nie dotyczyło dystansu ani wytrzymałości.

„99,99% ludzi, których spotkałem, to najlepsze, co ma ludzkość” — mówi.
„Świat jest znacznie milszy i lepszy, niż często się wydaje”.

Gdzieś w Europie, właśnie teraz, 56-letni Brytyjczyk idzie na zachód. Tak samo jak robi to od 1998 roku.
Za nim — nieprzerwana linia śladów ciągnąca się przez ponad 47 000 kilometrów aż do Chile.
Przed nim — około 1 500 kilometrów do domu.

Bez samolotów.
Bez samochodów.
Bez skrótów.

Jeśli dotrze do Hull do września 2026 roku, Karl Bushby spędzi niemal trzy dekady, udowadniając jedną głęboką prawdę:
- czasem najwolniejsza droga jest jedyną, która naprawdę ma znaczenie.

Jest prawie gotowy.
Prawie w domu.

Po 27 latach niepoddawania się.

El Czariusz
01.01.2026, 10:47
Zanim, noworoczne wpierdol.

-rvzoYE9mr8

Tymczasem stoję przed wyborem formy i kusi mnie nawiązanie do tragedii antycznej lub komediodramatu w nowszym wydaniu.
A może poraz kolejny złamać formę i pioniersko...
Połączyć moje przeogromne JA z nową rzeczywistością?

Szeregowy Kowalski, powiedzcie własnymi słowami, co to jest ojczyzna?
- Ojczyzna obywatelu poruczniku, to jak moja matka!
Brawo Kowalski! A wy Nowak? Wy powiedzcie to własnymi słowami!
- Ojczyzna obywatelu poruczniku... to tak jakby... matka Kowalskiego.

Zatem naj sam przód wprowadzę innowację i moją pionierskość zastąpię...
Pionierszczyzną.
Tak... Pionierszczyzna obywatelu poruczniku, to ja!

Jak wybiorę formę, to się zamelduję tymczasem czekam na pilne meldunki, z pustynnego Maroko.

Edycja.
W rajdzie moja ekipa ciągnie ogon.
Lublin służy do dawania cienia tym, którzy doznają awarii.

El Czariusz
01.01.2026, 15:32
https://siejemywiedze.pl/?fbclid=IwdGRzaAPDVSRleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9p ZAwzNTA2ODU1MzE3MjgAAR5FCCb5Ucm5hgCy6aJbUxRi4ay5ro is-11T3dhBQ1Ne-6U_k2VtD1dsXAH5XA_aem_JKUSK-sxt5SzhIV5nXJtCQ

Kusi mnie.
Nikt nie pyta o moje czereśnie?

Edycja.
Możecie mnie mówić: Czereśniak.

Nowy Rok, więc dzieje się.
Dzieje się w temacie głównym.
Na urodziny wyprosiłem sobie zestaw japońskich pił do precyzyjnego cięcia i kompletu dłuteł. Kto mniej tiktowo podchodził do literatury podwórka ten zauważył, że mam już przygotowany komplet ćwiczebny.
Deseczki 2x2cm i 2x3cm. Oraz większe profile na których będę wycinał (znaczy ćwiczył się) wycinając te zamki, które fizycznie użyję w procesie renowacji domu i stodoły.

Na jakim drewnie? Decyzja podjęta również. Będzie cięte w grudniu/styczniu, suszone komorowo, strugane i impregnowane. Te ostatnie nie wiem czy nie wykonam samemu. Jest jeszcze wariant alternatywnie uzupełniający, to wysezonowane naturalnie zdrowe drewno, pozyskane z rozbiórki starej, drewnianej chaty. Dlaczego tak? W swoim czasie uzasadnię.

Poniżej autor kanału ("mój student") porusza istotny wątek, na który nie wszyscy zwracają uwagę.

d3cth1DZFnQ

Ten temat jest już za mną ale warto posłuchać po świeży odcinek a i mnie przyjemnie odświeżyć podstawy. Pisałem wcześniej na jakiej literaturze się opieram i jest to kawał materiału, do którego ciągle wracam, bo mózg odmawia posłuszeństwa ale coraz sprawniej pracuje.
Ponieważ drewno, to primadonna mama mija nie będę się bawił w naturalne suszenie, bo pomijamy w ten sposób jeden istotny proces. Drugi, to (moim zdaniem) mit - czyli dosychanie drewna na domu w trakcie budowy. Mit, że doschnie do swoistej równowagi a odpowiednio "łapane" nie skurczy się czy nie wypaczy itd. Widzę zastosowanie dla mokrego drewna ale to nie mój przypadek.
"Film ten wiele wam podpowie" - tak skończę.

Jak nie podpowie, to ... Każdy sobie uzupełni kropki jak uważa.

El Czariusz
02.01.2026, 04:04
Zmiana koncepcji.
Rościgniew kopie się w piaskach Sahelu jak ja z koniem.
Że mną jest gorzej. 28 + 22 ile się równa?
Do rana muszę poznać prawidłowy wynik.
Od wyniku muszę odjąć 40.

3:04 a mózg już wyspany.

El Czariusz
02.01.2026, 09:58
Poranne klepanie w klawiaturę. PKwK.
Czyli poranne ćwiczenie mózgu automatem.

Małe usprawiedliwienie, co do "mordowania" drozda.
Otóż decyzja by nie kontynuić bardzo ciekawego wątku zapadła wczoraj, podczas wesołego obgadywania Rościmira w ramach noworocznych wymian życzeń i informacji w szerokim wąskim gronie starych, podróżniczych wyjadaczy.
Rościmir (podobnie jak ja) jest wdzięcznym tematem do obgadywnia. Zasadniczo jest uparty jak osioł Dariusz, czyli ja. Dodałem go z tego tytułu do wąskiego, szerokiego grona geniuszy, którym osioł Dariusz przypadkowo się otoczył.

Owi geniusze dzielą się na dwie grupy. Pierwsza tworzy wokoło siebie twórczy nieład (zwany przez Strażnika Domowego bałaganem), druga zaś konkretnie poukładana fizycznie jest na fest.
W pierwszej grupie druga grupa nie znajdzie żadnego, aktualnie potrzebnego jej narzędzia. Nie ważne, czego szuka. Nie znajdzie.
Pierwsza drugiej zrobi zaś taki burdel w ich poukładanych elegancko narzędziach, że ... (tu sobie wstawcie coś z puli zalet przypisywanych mnie przez nienawistników).

Rościmir to geniusz z grupy pierwszej.
Uwielbiam (w przeciwieństwie do konkretnego Strażnika), kiedy Rościmir do mnie dzwoni w celach "konsultacyjnych". Np.
- Słuchaj El ...
Ja słucham.
--------------------------------------------------
15 minut później.
- Słuchaj El, bo ...
Tak, tak, no, no, tak tak, no no... ten nieskończony ciąg ma swoją nazwę).
--------------------------------------------------
Po kolejnym kwadransie:
- Słuchaj El, muszę kończyć.

Ja wiem, że wszystkim moim licznym (z wąskiego grona) przyjaciół to się w pale nie mieści, że ja słucham Rościmira Kwiczoła.
Też nie mają racji.
Nie słucham ale...
... nie przerywam.
Mało mówię.
I tu jest clou naszej szorstkiej przyjaźni z Rościmirem. Jako jedyny z naszej paczki słucham Rościmira z dużym zainteresowaniem. Jako jedyny zawsze znam finał.

I teraz nagle... Rościmir nic nie mówi. Znaczy nie dzwoni i nie mówi. Miał zdawać relację w oparciu o/bez którą/ej, ja miałem pisać... swoją.
To już było ćwiczone. Wspominałem o zorzy Pastora, czy o Afryce i Mongolii Lupiego.
Mój opis po prostu gwarantuje sukces. Ba... Bohater Aktuanej Akcji był ZAWSZE zachwycony, że przeżywał przygody, o których do tej pory marzył.

A tu się nagle coś zesrało...
Wczoraj Strażnik Domowy dowiedziała się, ze to nie rajd samotnego Kwiczoła (ptak mylony z drozdem) tylko jakaś wycieczka terenówek...
- Cały rok grzebania w aucie, by w końcu pojechać nieprzygotowanym do niczego Lublinem? Ja rozumiem tłuc się samotnie po pustyni czy innej Afryce...
To jest coś ale w takiej grupie...?

I kontynui:
- Przez ten czas, co przegadałeś "bez sensu" (Straznik nie zna sensu właściwego) przez telefon z kwiczołem, ty byś... wyremontował dom na wsi.

Wzruszyłem się...
Ktoś jednak we mnie wierzy. Nie inżynier budowlany, nie twórca zespołu: "osioł Dariusz", czy inny ktoś z szerokiego, wąskiego grona mego...
No więc, obudziłem się dzisiaj 2026-01-02 o 2:59 i dokonałem korekty.
Rościgniew sam opisze (lub nie), co go tam spotkało itd. Najważniejsze, żeby wrócił "zabity". Takie jest moje zdanie.

W trakcie tych nocnych rozważań najszła mnie myśl złota. Chyba wiem, co gromadzi wokoło mnie geniuszy...
Bo ja jestem Bohaterem... Ostatniej Akcji.
Taki Arnold Szwarzeneger, co pięścią rozwala szybę auta w wyidealizowanym świecie. Kiedy w realu mu się to nie udaje, nie załamuje rąk.

Przed państwem wasz Bohater!
El Slater!!

AvfGrYg9cI0

W wypożyczalni kaset odkrycie - Naga Prawda.
Mnie jest dwóch! Tyle razy to podkreślałem. W końcu dowód.

El Czariusz
02.01.2026, 19:03
Cel, to obietnica dana przyszłemu sobie.

Richard Feynman.

Wspomnę sobie Lily Asfhar...

24986349

El Czariusz
03.01.2026, 08:53
Statystyka.
Na globusie PL deklarujących wiarę katolicką jest 90%, praktykujących grubo już poniżej połowy. Piszę o topniejącym jak śnieg na wiosnę Kolwalskim i pani Nowakowej czy bardziej Nowakównie.
Przeprowadził bym badanie, by pozyskać info: ilu jest świadomych obywatli globusa naszego, że karmią nas (bo karmią) śmieciowym żarciem i ilu z karmionych "chętnie" by go nie jadła?

Takie mnie naszły dywagacyje poranne.
Jak ważne, niech świadczy fakt, że już dwie kupy za mną! Niestety... Wczoraj wpierdoliłem na kolację całe opakowanie ptasiego mleczka. Na szczęście po daniu głównym.

Podobno polska młodzież się "radykalizuje". Wierzących w tej grupie przybywa a nie ubywa. To cieszy.
Ja jestem niezdecydowany. Zjadłem ptasie mleczko i mam wyrzuty. napisałem, że zjadłem i wyrzutów nie mam. To jest właśnie siła spowiedzi.
Nie napiszę, że za tydzień nie zjem (dzisiaj nie) kolejnego opakowania.
Nie napiszę, bo wpadnie do mnie jakiś kumpel z ptasim mleczkiem na urodziny i dorzuci 100zł na dłuta ale... jak wpierdolę cale opakowanie ptasiego.

Na szczęście to się nie wydarzy.
Dwa razy użyłem brzydkiego wyrazu. Użyłem świadomie bo...
Dość już tego wpierdolu!
Podgardle gotowane.
Wywar z niego na zupę. Żadnych ziemniaków czy ryżu w zupie.
To tak, co dalej... Golonka!
Sadzone na podsmażanym podgardlu...!

Popijam to wszystko sokiem z kiszonych buraków. Bajka! Kiszone buraki? Z nich placki... ziemniaczane. Oczywista na modłę, Długo zastanawialiśmy się co z nich robić poza surówką i Strażnik Domowy wpadła na placki ziemniaczane.
Kiszona kapusta. Tu znowu jestem liderem. Moja kiszona kapusta... nie mogę pisać, bo śliną zalewam klawiaturę. Te robię częściowo kopiując wzorzec "oddaj fartucha". Bardzo lubię jego programy kulinarne. Żadnych tam skomplikowanych w wymowie i niewiadomym smaku treli tylko schabowy z kapustą albo kapuśniak na świńskim ryju jak w Tytusach.

Aaaa... kiszenie buraków, to oczywista także moja domena. Dodatek marchwi zagęszcza sok i nadaje jeszcze bardziej słodkiego posmaku, co tworzy znakomitą: słodko - kwaśną parę z delikatną nutą kardamonu.
I napiszę wam, że wcale nie musi być tam klasycznego kopru aczkolwiek zalecam. Koper wzmacnia nutę kwaśną.

I najważniejsze... Ile to wszystko kosztuje? Na dzisiejsze złote, dawne grosze.
Na wywarach z mięs doskonale wychodzą : gulasz, solianka, fasolka po bretońsku. Część zjadasz, resztę zamrażasz.
W ogóle super pora teraz na gotowanie bigosu na zapas. Aż zaciągnę wierszem:
"lekkie mrozy nocą, przyjdą nam z pomocą".
Kilkukrotnie zamrażana i rozmnażana kapusta z mięsem kruszeje na maksa.
Oczywista gar z bigosem na noc wystawiamy na balkon, parapet od biedy na mój korytarz (Przystanek Oliwa).
Ogólnie to moja maniera. Darmowa lodówka w końcu, taki parapet w sensie.

A ponieważ niedziela za pasem, polecam darmowego terapeutę.
Konfesjonał ze znaną zawartością. Porządnego księdza to ze świecą szukać ale... Zatem bierz świecę i w drogę.

aV5pUsoJpOs

Mój ulubieniec.
Raz na kwartał wracam do tych wywiadów (trzy).
Misjonarz, obecnie bytuje na parafii w Sochaczewie. Odkąd go usłyszałem, obiecuję sobie, że zaliczę niedzielne kazanie księdza w realu.
Kurde molek... a może by tak rowerowy sezon otworzyć i dojechać kręcąc pedałami do Sochaczewa jakimiś lasami? Naturalnie uważając na wilki.

Tak się umówić z kilkoma niedowiarkami i bęc, do kościoła!
Aaaa... przepraszam. Skierniewice.
https://diecezja.lowicz.pl/parafia/sw-jozefa-oblubienca-najswietszej-maryi-panny-w-skierniewicach/

https://radiolodz.pl/50156-mieszkalem-na-strychu-i-zaczynalem-tam-od-zera-skierniewicki-proboszcz-o-pracy-misjonarza,144365/

Dla większych niedowiarków niech zachętą będą jego misjonarskie opowieści.
Coś pięknego.
Jak sam mowi: ksiądz jest od święceń a nie od tacy.

Ja się trochę boję chodzić do spowiedzi... boję o kolana. Mam swojego spowiednika. To ksiądz Bartnik z Górzanki.
Do niego na spowiedź, na rowerze... Najwyższa pora przemasować pośladki, docisnąć pedałom.

fassi
03.01.2026, 09:06
Ptasie mleczko nie jest czymś złym. W świecie zawodowych alpinistów robiących formę na ten rok, ptasie mleczko jest w top 3 głównej diety. Dodaje skrzydeł przy stromych podejściach.

Ptasie mleczko robi z ciała elegancka kulę, a wiem że kule ciężko zdmuchnąć i daje to dodatkowe bezpieczenstwo, dla kuli przyczepionej hakami do lodowca.

Daj przepis na te buraki, bo jade zaraz do sklepu, a coś dobrego bym zjadł. Przepis tak podaj , aby inżynier zrozumiał.

El Czariusz
03.01.2026, 09:25
Mojemu ME ptasie mleczko nie służy.
Na sklepowe buraki mój przepis nie działa.

Caracas w ogniu, Teheran w ogniu.
W NRD cisza i spokój. Tak trza żyć!

fassi
03.01.2026, 09:30
Biorę udział w strajku konsumenckim i daje jak najmniej zarobić sklepowym korporacjom. Warzywa kupuje tylko u rolnika i jem to co ma. W tym roku pomarańczy nie zjadłem ani jednej. Żadnych kupionych słodyczy nie zjadłem przez swieta, tylko własnoręcznie robione. Wróciły mi wspomnienia z dzieciństwa.

Jadę po termostat do golfa podjadę do rolnika po drodze. Wezmę jeszcze cebuli, bo dziś na obiad kręcę cebularze.

NRD też w ogniu, ale sami go zrobiliśmy i zgasiliśmy :D

El Czariusz
03.01.2026, 09:54
Powinieneś wiedzieć jak wygląda burak "domowy. Ten od rolnika niczym nie różni się od przemysłowej hodowli. Jedynie mniejszą skalą.
Tym niemniej im dłużej kopcowany tym dla naszego zdrowia lepiej.

Obornika masz fciul, pola pod ogródek warzywny dostatek i kupujesz warzywa?
Ja buraki mam od kolegi. Na razie.
W tym roku będę miał własne. Buraki, marchew, cebulę, kapustę, koper i czosnek.
Czosnek dostałem od Krysi. Skurwiel oczy wypala na odległość.

Na przełomie września/października zorganizowałbym Lublinem wyprawę po prawdziwą, czerwoną paprykę na Bałkany. Oczywista jak mi się zechce i czy kto ze mną zechce? Cha cha. Mam to zasadniczo...:)
Jeżeli już, to wrócimy z morzem słoików ajwaru no i babci podrzuciłbym ze dwa kartony na zalewy.
Za dwa lata, to ze Strażnikiem Domowym pohasamy na jej emeryturze a może i wnuki z nami? Moje marzenie i... strach rodziców!

Wiem jedno. Po takiej wyrypie z dziadkami Marysia i Kacper poznają w końcu mój równoległy świat. Świat usłany spełniającymi się marzeniami.

P.S.
Moje czereśnie padają jak muchy zimą ale nie poddaję się. Zostały niedobitki. W tym roku przechowam pestki w glebie do wiosny 2027. Tak trzeba walczyć o życie!
Trzy siódemki w postach!
Co robić?!

fassi
03.01.2026, 10:21
Na wiosnę będę zakładać ogródek, bo nie chce jeść żarcia z Mercosur, które jest już wszędzie. W zeszłym roku był jeden cel, ocieplić Dach i odpalić kocioł. Na ogródek nie było czasu . Rolnik i którego kupuje warzywa, ma 50 letni traktor i hektar warzyw za domem i robi tylko okopowe + kapusta. Tam żadna szpryca nie wjeżdża . W tej wsi wielu takich jest, i ta wies jakąś nagrodę za to dostała, że tylu grzebie jeszcze w ziemii kopaczka.

Tam gdzie będzie ogródek stoją palety z cegła dla garażu. Jak tylko śniegi zejdą, murujemy go. Do ramienia koparki przyczepie pług do orki i wszystko przekopie, włącznie z trocinami i obornikiem z własnego chowu.

Pod paletami mam cywilizacje nornic. Już mi zezarly jabłoń zasadzona rok temu. Albo ogródek, albo one. Ktoś wie jak to najhumanitarniej wykurzyć stamtąd? Dookoła warzywniaka muszę na pół metra siatkę metalowa zakopać , bo nornice chętnie wrócą.
Jeśli sąsiad będzie likwidować swoją szklarnie, to biorę ja i wrzucam jej ogrzewanie z kotła. Wtedy będę mieć coś zielonego cały rok.

El Czariusz
03.01.2026, 10:38
To ja rozumiem.

Ale nie wierz, że nie szprycuje. Nie ma opcji, by tego nie robił. Ba... Ci wielkoobszarowi, co sprzedają swoje produkty sieciom stosują się do norm. Taki hektarowy rolnik nie musi i... z reguły tego nie robi. Może twój robi? Wątpię ale...
Jak potrzeba, to w sezonie sprzeda ci ziemniaki prosto z pola. Na to sobie wielkoobszarowy pozwolić nie może.
Skąd to wiem?*
Ano robiłem posadzkę ziemniaczanemu potentatowi i tak mnie zindoktrynował.
Zdrowy ziemniak czy inne warzywo, to tylko te, które sobie sam wyhodujesz w ogródku walcząc z wrogami w swoim ogródku w naturalny sposób.

P.S.
Patrząc na Twoją aktywność w necie i marnowanie energii na pierdoły. mógłbyś dzisiaj zaopatrywać FAT w buraki! Cha cha!

Twardy jestem. Trzymam 777.


*taka asekuracja procesowo.

fassi
03.01.2026, 11:01
Chętnie się dowiem jak przeciwdziałać naturalnie i bez oprysku temu

https://pl.wikipedia.org/wiki/Phytophthora_infestans

Stare odmiany kartofli odporne na to wyginęły i mamy to co mamy na rynku. Do wyhodowanego ferrari nie wljesz frytury. Tu trzeba starego golfa. To samo się tyczy innych warzyw. Wyhodowaliśmy odmiany jak pokolenie płatków śniegu. Trochę więcej deszczu i wszystko gnije.

Balkanom życzę dobrze, ale polegną. Mercosur już pcha całe statki do Grecji z towarami za grosze. W Brazyli nie maja zimy i żniwa są non stop! My siedzimy całą zimę na dupie i za tą zimę musimy płacić, więc ceny Mercosur są nie do pobicia. W grecji wojują na ulicach od października .

Jedyne wyjście to strajk konsumencki w spozywczakach i jak najwięcej własnego żarcia. Cinz miast niech jadą na zakuoa na wieś do rolnika i kupią pełne auto i wrzuca do piwnicy.

Tylko że mało kto ma dziś chłodna piwnice i Mercosur się zamyka.

Dobicie wlasn go rolnictwa to kwestia kilku lat.

https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=25616822778007860&id=100003204666164

El Czariusz
03.01.2026, 11:16
Nie jedz ziemniaków.
Wyjdzie Ci to na zdrowie.

Jesteś mistrzem mnożenia problemów na rozwiązania których nie masz... czasu. Ja z kolei nie chcę marnować czasu na taki dialog z Tobą. Ułatwisz mi życie, jak się stąd "wyniesiesz".
Tak się uczę oszczędzać swój czas. Idzie mi to z oporem.
Wiem, że zrozumiesz.

Powitam Ciebie chętnie z opisem jakiejś wycieczki na afrze albo czarnym szatanie. Od biedy ze zdjęciem opakowania ptasiego mleczka na jakiejś górze. Np. kulminacji Wzgórz Seelow.

A ziemniaki se posadź, jak ja czereśnie.

fassi
03.01.2026, 11:31
Mam swojskie ziemniaki z rodzinnego domu i są w tej chwili codziennie na talerzu w różnych formach.. Wiem jak się hoduje ziemniaki i bez oprysku na chorobę z linka nic nie zrobisz., nawet polewając czosnkiem. To nie są problemy na wsi , to życie. Nie wystarczy rozmowa z rolnikiem wilkoobszarowym, aby umieć hodować ziemniaki w ogródku i byłyby z tego normalne zdrowe plony. Można też wyhodować zgniłe ziemniaki, tylko po co.

Ty zacząłeś tu temat o ogródku a nie ja, więc go podjąłem bo znam z praktyki.

Na razie nigdzie się nie wybieram bo kolezanka bieda wprowadziła się do mnie i nie umiem jej wygonić. Podróżnicze pojazdy stoją u mnie od 3 lat nie ruszane , bus od marca, jedynie golf ratuje mi życie. Dziś zainwestuje w niego 6 ojro na termostat, bo mam komfort +5 stopni w kabinie. Jeśli termostat nie pomoże , to wymiana nagrzewnicy. Muszę swoją strefę komfortu podnieść i widzieć coś przez zaparowane szyby

El Czariusz
03.01.2026, 22:43
Coś, co kiedyś było normą, dzisiaj jest ekstremalnym zjawiskiem.

Za oknem pięknie sypie.
Tymczasem pora na dobranoc, bo już księżyc świeci...

El Czariusz
04.01.2026, 10:39
Drzemie we mnie jakaś siła.
Kiedy napisałem Rościgniewnemu, że z powodu braku materiału wyjściowego, nie będę kontynuił drozdowej śmierci, ten geniusz zasypał mnie morzem zdjęć, ze środka piaszczystej pustyni.

Wspomniałem już wcześniej, że to geniusz.
Mógłby z powodzeniem pracować w kancelarii Mentzena. Rościgniew to wirtuoz.

Porusza się w ordynacji podatkowej jak inżynier dróg i mostów w statyce konstrukcji. Widzi zależności, oddziaływania jednego na drugie jako oczywiste, ogarnia zbiór zmiennych jak my przełykanie, oddech...
Nie widzą/wiedzą tylko jednego. Do czego służy mały palec u nogi.
W życiu im do głowy nie przyjdzie, że do szukania nogi od łóżka w sypialni.

Rościgniew doskonale wytłumaczy ci (i tak nie zrozumiesz), że zdrowotne to..., że bez zdrowotnego to..., że... akcyza..., że ceny paliw na stacji..., że bitcoin...
Ale nie widzi tego najbardziej genialnego, prostego rozwiązania by to wszystko naprawić, które widzi... osioł Dariusz. Tego również nie widzi inżynier na swoim podwórku. Czego nie widzi inżynier nie napiszę, bo...
...bo to nie jest kawiarnia, przez brak "wyobraźni" nazwana szkocką.
Ten wątek, to poczekalnia na SORze.

Widzisz głównego jej bohatera, kaszlącego, schorowanego typa, w samym środku kowita. Siedzi bez maski i razi areozolem... Nikt mu na kichnięcie nie odpowie na zdrowie, większość - wypierdalaj dziadu.
Kolejka sfrustrowanych, chorych mniej lub bardziej ludzi wrze ale... są bezradni. ikt nie podejdzie, bo się boi zarazy.
Otwierają się drzwi... Na SOR wchodzi młoda kobieta, zatacza się. Powoli krok za krokiem mija szpaler sfrustrowanych ludzi. Zapada cisza.

Dziewczyna wygląda jak zombie. Jak po fentanylu, który coraz aktywniej robi zamieszanie w korze ale prowadzi ją pień mózgu. Ten ośrodek odpowiedzialny za podstawowe funkcje. Ale to nie fentanyl...
Na SOR (do poczekalni) zostaje przyjęta przez postać pielęgniarską, działającą w podobnym trybie. Notuje dane z dowodu osobistego dziewczyny, podanej przez ową w ogromnym trudzie. Nikt w korytarzu nie słyszy, co jest powodem "wizyty".

Dziewczyna pokonuje długi korytarz z przyglądającymi się jej ludźmi. Sporo z nich siedzi, sporo stoi. Niektórzy po kilkanaście godzin tkwią tu w nadziei, że w końcu zainteresuje się nimi system. System. Ten sam system, który utrzymują odkąd tylko nabyli prawa wyborcze.
Nasza "zombie" mija schorowanego, kaszlącego dziada...
- Proszę pani... Dziad wstaje, zakłada maseczkę. Proszę tutaj usiąść i ustępując jej miejsce, troskliwie pomaga je zająć.
Dziękuję...

Stary dziad przygląda się dziewczynie. Z empatią dopytuje:
- Ma pani migrenę czy... wstrząśnienie mózgu?
Przewróciłam się i uderzyłam głową...
- Zaraz pani pomogę.

Od czasu do czasu na oddział zajeżdża karetka przywożąc poszkodowanych. Ci mają pierwszeństwo. Wtedy wychodzi do nich osoba pielęgniarska rodzaju męskiego z reguły, i odtransportowuje poszkodowanego windą "gdzieś tam". Jak odtransportuje, wraca na parter i znika w jednym z pomieszczeń tak szybko jak się pojawiła.
Stary dziad czeka na ten moment. Chwyta osobę pielęgniarską za ramię i głosem nie cierpiącym sprzeciwu informuje:
- Wejdzie pan tutaj i przyprowadzi lekarza. Natychmiast. Ta pani jest wstanie zagrożenia życia. Rozumie pan? Natychmiast. I jeszcze pana imię, nazwisko i pełnioną funkcję proszę!

Dziewczyna miała szczęście. Spędziła tylko 4h na korytarzu. W między czasie stary dziad zawiózł jeszcze dziewczynę do toalety. Na wózku jednej z oczekujących osób.
Nikt już nie protestował. Stary dziad zrobił coś, na co nie było w tym momencie nikogo stać. Coś w zmieniło. Starego dziada odwiedziła żona. Kiedy siłą wtargnęła do poczekalni na korytarzu nagle pojawiły się dwie osoby lekarskie, trzy pielęgniarskie plus ta osoba "zza okienka". Najbardziej się darła, straszyła policją.

I nagle... Stało się coś nieoczekiwanego. Ktoś z tłumu oczekujących krzyknął:
- Zostawcie tę panią!
Potem kolejny i ruszyła lawina.
Żona starego dziada ukochała go i zostawiła mu wodę.
- Proszę pani, musi pani opuścić SOR. Odezwała się jedna z osób lekarskich.
To, co ja muszę, to ja wiem. Dobrze wiem, co wy powinniście i do czego jesteście zobligowani. Być może pod moją opiekę trafi pana dziecko.
Jestem nauczycielem, pedagogiem z wieloletnim stażem. jak mam się wobec niego zachować... Tak ja wy, wobec tych biednych ludzi?!

https://i.ibb.co/YT0nTRXK/IMG-20201120-140147-1-CS.jpg (https://ibb.co/rfd8f73L)

Szpital Miejski w Gdyni.
Szeroki "wiatrołap" przy jednym z dwóch wejść głównych. Rodzina mogli tu spokojnie odebrać w elegancko spakowanych np. workach na śmieci, pozostałości po swoich bliskich. Tych, którzy odeszli w tym szpitalu. Tych, których rodzina nie mogła pożegnać.

El Czariusz
04.01.2026, 12:03
"Jestem nauczycielem".
Nauczyciel z wieloletnim, pedagogicznym stażem jest... osobą kobiecą.
System wariuje. Przecież ta osoba nie ma prawa być nazywana nauczycielem?!

Zamknąć ją!

Tak. Nie biorę już udziału w ogólnonarodowej napierdalance, co nie znaczy, że nie mam swojego zdania.
Nie wchodzę w żaden dialog. Nadaję "ex cathedra". Kończę, wychodzę i zamykam za sobą drzwi. Nie ma opcji, nie jestem nieomylny jak papież.
Przecież wystarczy, że ktoś deklaruje się jako osoba niewierząca i do czego mu papież?
Ja nie zabiegam o rząd dusz.

Rościgniew porusza się w ordynacji podatkowej jak ryba w wodzie. W mętnej wodzie, blisko dna. Są gatunki, którym to służy ale... ich mięso nie należy do smacznych. Zwłaszcza tych, które świetnie się czują w słodkiej wodzie.
Bardziej zjadliwe są flądry ale przecież pokutuje znane powiedzenie " o flądrze".
Nie powinniśmy tych ryb jeść po prostu.

Na co nam w ogóle mętna woda?
Na co mnie Rościgniew, kiedy jedną decyzją można by tę wodę oczyścić? By mogła służyć większości prawdziwej.
I nie trzeba do tego ucinać małego palca u nogi.

Czekając na rodziców, którzy wyskoczyli do teatru leżę z ich dziećmi w "gościnnej" sypialni. Marysia po mojej lewej, Kacper prawej. Ja po środku.
Od 20-tej do 20.30 oglądaliśmy wspólnie... Krzyżaków.
Marysa się dziwi...
- Dziadek... jak oni uśmiercają Maćko z Bogdańca?! Po co... Przecież jest AI.
Marysiu, to jest gra aktorska. Do takiej gry nie potrzeba AI. Wystarczy dobrze nakręcona bez żadnych dodatkowych efektów scena.
- Hm... przecież to można zrobić w AI.

W 58:46 babcia każe zastopować Krzyżaków. Była zgoda rodziców na 30 minut jakiegoś "edukacyjnego" filmu.
Marysia protestuje:
- Babciu ale należy odliczyć napisy! Przecież to trwało i trwało. Nalezy się nam jeszcze 10 minut!
A czego się dowiedziałaś z napisów?
- ??
Jakiś profesor odpowiadał za konsultacje historyczne, ktoś za stroje, inny za obyczaje, kolejny za rekwizyty.
- Co to są rekwizyty?
Np. kopia, którą Zbyszko zaatakował krzyżackiego posła.
- Ale Krzyżacy to źli i Zbyszko dobrze zrobił, wtrąca Kacper.

Normalnie tak. Ale są pewne twarde zasady, których nie można łamać. Jeżeli ty komuś zagwarantujesz bezpieczny pobyt w swoim domu - taki na jedną noc, to twoim niepisanym obowiązkiem jest zapewnić mu bezpieczeństwo.
Takie podstawowe.
Jeżeli chodzi o całe państwo, to taki obowiązek spoczywa na wszystkich jeżeli chodzi o posłów. Nawet z wrogiego, obcego kraju. To jest jeden z wyjątków.
- Acha... To dlaczego on jest taki miły?
Bo to gra. Celem posła z obcego kraju jest załatwić jakiś interes tego kraju. Wtedy taki poseł bywa "miły" i bardzo często mówi nieprawdę. Ty musisz być równie cwany jak on. Miły dla niego i nawet podarować procę, którą lubisz jeżeli to przyniesie sukces państwu, którego jesteś królem.

Do łóżek! Ordynuje babcia.
Po kolejnej półgodzinie babcia wpada do gościnnej sypialni (sama pilnuje małego Mikołaja na dole) i z marsową miną ponownie krótko ordynuje:
- Spać! Co to za śmiechy! Jest już 21-sza!
Dziadek się nie odzywa, szkraby też.
Grzecznie biorą swoje poduszki, zakrywają nimi dziadka i moszczą się jeszcze na takim komplecie przez krótką chwilę. Takie dwa momenty. Już wiedzą, że jedna chwila, to trzy momenty, bo przed Krzyżakami kolorowali Tytusy.

https://i.ibb.co/3PkX57q/IMG-20260104-WA0001.jpg (https://ibb.co/WRs9N6w)

Po chwili słychać z lewej i prawej jednostajne, miarowe oddechy.
Dziadek leży nieruchomo na plecach tuląc ramionami drapichrusty. Oddycha przez wąską szparę i jest... szczęśliwy.
Nie myśli o niczym. Po prostu jest... Po prostu ma z kim być.

El Czariusz
04.01.2026, 14:06
Sfrustrowany - roszczeniowy naród?

Media piszą/pokazują katastrofę na drogach. Zasypane drogi, ludzie uwięzieni w autach...
Ci sami ludzie wchodzą w szpilkach na giewont, wzywają GOPR, kiedy nogi zaniemówią na asfaltowej drodze z MOKa.
Ci sami ludzie jeżdżą autem po bułki do sklepu odległego od 500m i... narzekają, że asfalt nie jest czarny.
Ci sami ludzie oczekują wysokich emerytur, świadczeń z NFZ i że słuzba zdrowia wyleczy ich z otyłości albo raka.

Co zrobić, by wyhodować sobie takich ludzi?
Obiecać im:
- czarny asfalt zimą,
- miskę ryżu lub bułkę,
- godziwą emeryturę na starość,
- lekarza, który do ciebie zadzwoni,
- pigułkę na wszystko.

Zadałem sobie odrobinę trudu i doznałem szoku.
Polskie drogi mają swoje standardy odśnieżania. Coś na wzór Polskich Wód ale lepiej, bo "drogowcy" swoje robią.
Na autostrady i drogi ekspresowe wyjeżdżają od razu. Pech polega na tym, że tych dróg sporo przybyło. I tak dalej.
Ba... Są drogi gminne np. które są poza standardem. Ich się nie odśnieża wcale i... słusznie.

Ilu mamy drogowców?
Wróć!
Błąd.
Jeszcze raz.
Ile mamy posad osób drogowych?Llepiej. Dużo lepiej.
Przykro mi...
"Baby na traktory" i do roboty, bo czarne ma być czarne a nie białe białe!

Teraz naprawdę uważajcie.
Zacytuję (prawie dosłownie) mojego bardzo sympatycznego kolegę od... kapeluszy.
To znaczy (jeszcze nie cytuję) to jest samozwańczy fachowiec od męskich kapeluszy. Samozwańczy ale z doświadczeniem. Taka Hanka Bielicka tylko, że facet.
Pan inżynier* ma swoich fachowców z branż pochodnych, ja swoich i nie waham się ich użyć. Zatem jak ktoś by chciał coś wiedzieć o kapeluszach, to ja zapraszam. Dodaję, że udzielę wskazówek tylko dzisiaj i to pod warunkiem, ze zapytań będzie maksymalnie trzy i że mój zacny kolega zechce udzielić informacji. Mnie udzieli. W razie W, powiem, że rozważam dla siebie. Zresztą sam rozważam, bo jeden taki model chodzi mi już po głowie od dłuższego czasu.

Ów kolega spędził w Australii cztery dekady i wyjechał, jak wyspa się zaczęła psuć. Żałował ale musiał.

Uwaga. Cytuję:

Idziemy w stronę postępu, który niedługo zaprowadzi nas do świata/miejsca, w którym majowy, słoneczny dzień z lekkim zefirkiem i tmeperaturą 24st.C zostanie ogłoszony katastrofą i extremalną sytuacją, bo switfociasne, karpikowe dziunie i pizdunie z koczkiem na łbie, spocą się przemieszczając miejską dżunglę na swoich elektrycznych hulajnogach...


Koniec cytatu.
Ja od siebie rozszerzyłbym te dziunie i pizdunie o element męski, zniewieściały.
Ale z wyjątkiem, którym zaskakuję moje wąskie, szerokie grono znajomych.
Otóż ja twierdzę, że ta część młodzieży polskiej (nie interesują mnie inne paszporty czy tez dowody), która zapier... po chodnikach grubo ponad 35km/h slalomem między pieszymi, to ostatki kwiatu... prawdziwej niczym niekrempowanej młodzieży. Nie mylić z ofiarami poprawności politycznej czy też bezstresowego wychowania.

Do końca nie wiem, co z takimi zrobić/ocenić... W niektórych widzę dawnego siebie po prostu. Nikt mi nie zabraniał zjeżdżać na łyżwach z gdyńskich wzgórz morenowych (Obłuże). Na łyżwach figurowych mojej siostry.
Byłem jedyny, który tego dokonał. Może dlatego, że to były białe, damskie, czyli pedalskie figurówki? Nie wiem. A le w czarnych też nikogo na tych stokach nie widziałem.
na żadnych łyżwach nie widziałem. Może nie trafiłem. Może nie na tej górce co ja zjeżdżali. Wzgórz morenowych u nas więcej trzy razy tyle, co kole tych słynnych Seelow.
No, ale na tej mojej, za kościołem, to się nawet na sankach bali zjeżdżać.

*nie mam zamiaru wchodzić w interakcje z panem inżynierem, podaję tylko jako przykład.
Pana inżyniera lubię. Znaczy jeszcze. Zapewne nie zdążę znielubić, bo go za dobrze znam. Więc mu uwagi już nie będę poświęcał, bo dla mnie święty nie jest.
Mam kilku faworytów wśród świętych ale oni odeszli. Niektórzy bardzo dawno ale potrafią dać znać o sobie w najmniej oczekiwanym momencie.

P.S.
Jak czytam, ze nie da się starego diesla odpalić przy - 32st.C, to mi zaraz te dziunie i pizdunie stają przed oczami.
Fuj!

fassi
04.01.2026, 14:20
Dziś o 15 dziunie i pizdunie w enerdowskiej wsi zamieniają hulajnogi na sanki.

147959

Już 26 osób się zgłosiło.

A ja nie mam ani hulajnogi ani sanek. Mam.detke z traktora , która to próbuje zakleić bo ma 2 dziury.

CzarnyEZG
04.01.2026, 14:47
Das is zechr niebezpieczne i nie wolno tak.

A co do poszukiwań pracowników, to zamiast zbrojarza-betoniarza zatrudnię zbroję-betoniarkę?

El Czariusz
04.01.2026, 15:28
Zawód zbrojarza -betoniarza przeżywa prawdziwy renesans.
Cała moc kursów online. Wysyp wręcz. Dodatkowo możesz liczyć na refleksję młodej lekarki czyli pierwotnej wersji pana inżyniera.

2Oek95f_Tp8

Dzisiaj ja akurat rozwijam zwoje. Od jutra będę intensywnie zwijał.

fassi
04.01.2026, 16:46
Traktor nie dał rady uciągnąć , więc pojechali na dwa kręcąc 2 rundy.

uHXuA6jLQqo?


Muszę coś gąsienicowego wyspawać, aby wszyscy naraz mieli radoche

El Czariusz
04.01.2026, 18:36
Kur... Piękne!
Jak zbuduję swój kulig, to też się pochwalę.
Naprawdę coś pięknego. Spontaniczna radość dzieci i tych dużych też.
Ocena bdb.
Będziesz waść wisiał, nie ma opcji. Jedyna nadzieja, że system się zawiesił albo Trump nadleci.

fassi
04.01.2026, 18:47
Tu zostałem zaatakowany. Zgłosilem to już do mojego adwokata. Trzeba nowy rok zacząć z przytupem.

SyU7Mah6kS8?

El Czariusz
05.01.2026, 19:15
Zakwas z buraków gotowy do zalania, kapusta do szatkowania.
Godzinę później zakwas wylądował w komórce a kapusta w kamionce w chłodnym miejscu kuchni.
W chacie mamy b. dobre warunki do kiszenia wszelakiego. Temp. 14,5/16,5st. wilgotność 55/60%.

Kapustę kiszę wg lekko zmodyfikowanego przepisu Tomasza Strzelczyka.
Ogólnie fantastyczna pogoda do robienia bigosu. Mrozek niczego sobie, idealny do kruszenia kapusty i mięs. Liczę, że mrozy potrzymają jeszcze do 15-tego. Pozwoli to przygotować duży gar na Wielkanoc.
Zakwas od dzisiaj raz na tydzień/dwa. Kapusta raz w m-cu z dwóch średnich głów lub jednej, większej ale min. 5kg.

Jutro otwarcie sezonu zimowego.

Emek
05.01.2026, 19:35
Spróbuj nie szatkować. Złapałem w tym roku na Węgrzech system kiszenia zwiniętych lisci. Wychodzi to bardzo smaczne. Sparzone liście zwijam w rulon i upycham w słoiku. Następnie zalewam solanką. Można dodać czosnek i plastry buraka i wychodzi malinowo.

El Czariusz
05.01.2026, 19:59
Ile trzeba takie kisić do konsumpcji?

Zakwas z. buraków zlewam po 5/6 dniach i praktycznie jest już gotowy do picia.
Kapustę w kamionce trzymam tyle samo, potem do słoików a nadmiar soku zlewam do picia. Strzelczyk nie kisi w kamionce ale ugniecioną w misie kapustę (warstwowo przesypywania solą) od razu pakuje do słoików i dolewa słodzonej wody.

Kapusta w moim trybie zalana jest ekstra litrem wody dosłodzonej łyżką miodu spadziowego (może być cukier) od razu w kamionce.

Emek
05.01.2026, 20:15
Ja zawkas z buraków czy kapustę za zrobioną uznaję po 2 tygodniach. Kapustę kiszę w kamionce i po 2 tygodniach przekladam do słoików. Tylko kapusta i sól. Bez żadnej marchwi, cukru etc. Tą w liściach kiszę od razu w słoikach ale to zalewam solanką a szatkowaną nie.
Teraz czekam aż mi ukiśnie testowo bok choy i brokuł.
W zasadzie już są w czasie konsumpcyjnym.
https://i.ibb.co/qMfcSD2s/20260105-191246.jpg (https://ibb.co/6RxTMyqP)
https://i.ibb.co/YBm3p9Lt/20260105-191257.jpg (https://ibb.co/Dfht5XR7)

El Czariusz
05.01.2026, 20:22
Kisisz klasycznie. Zakwas buraczany w słoiku zakręcasz czy przykrywasz matetiałem?
Spróbuję z tymi liśćmi.
Do zakwasu dodaję jedna pokrojoną w cztery słupki marchew.
Kapustę też kiszę bez marchwi ale dzisiaj zrobiłem wyjątek. Strażnik Domowy wymogła.

Emek
05.01.2026, 20:37
Jak przykrywalem szmatką to lubił czasem spleśnieć. Od dawna zalewam wodą po czubek słoja aż sie przelewa i zakręcam. Ani razu nie zapleśniał.

El Czariusz
06.01.2026, 13:50
Nawiązujac do zakwasu i buraków, troszkę o mnie cudzym piórem i ustami:

Według psychologów głośno częściej mówią ekstrawertycy - mają tendencję do wyrażania w ten sposób intensywnych emocji, a głośny ton jest dla nich narzędziem ekspresji. W ten sposób porozumiewają się też osoby pewne siebie i o mocnym charakterze. To urodzeni liderzy obdarzeni naturalną charyzmą i zaangażowaniem.

Głośne mówienie wiąże się też z negatywnymi cechami charakteru, takimi jak potrzeba dominacji i kontroli. Niektóre osoby, które nie panują nad tonem głosu, mogą być impulsywne i mieć problem z panowaniem nad własnymi emocjami, co powoduje częsty dyskomfort u ich rozmówców.

Wnioski.
Dlatego warto przeanalizować, jak porozumiewamy się na co dzień i ćwiczyć właściwe wzorce. W tym celu warto nawet nagrać filmik, żeby zobaczyć, jak mogą odbierać nas inne osoby. Aby uniknąć zbyt głośnego mówienia, często wystarczy wziąć kilka głębokich wdechów powietrza. Ważne jest też mówienie w nieco wolniejszy sposób - robienie pauz pomaga kontrolować ton głosu.

To tylko jedno z moich ostatnich odkryć, które wstrząsnęło mną w maju.

Tu przykład płaszczowy, ustami cudzymi o mnie. W sensie jakiś mógłbym być, by być lepszym?

zKz2LyNjvmY

Jak dojedzie do mnie klawiatura, to opublikuję kilka moich selfików. Akurat tu taki egzaltowany nie jestem ale kilka pięknych selfie mam.
Powoli będę też oswajał moje szerokie wąskie grono kolegów do mojego milczenia ale najpierw siebie.
To mega wyzwanie. Chodzi naturalnie o milczenie płaszczowe.

Uwielbiam być sam.
Zwłaszcza na wycieczkach tych bliższych i dalszych. Zatęskniłem i to się dobrze składa.

El Czariusz
06.01.2026, 21:58
Jestem daleki od polityki. Coraz bardziej, bo zaczynam na tarasie bardziej cenić gołębie placki w spokoju niż bezkompromisową deltę force.
Chciałbym jednakowoż zaprotestować nad rzekomą indolencją służb rosyjskich, która przy okazji pewnej operacji próbowała porwać prezydenta bliskiego sobie kraju.
Cofając się ledwie kilkadziesiąt lat wcześniej (12 marca 1956), Chruszczow wydał rozkaz dekapitacji prezydenta bliskiego sobie kraju i... zdekapitował.

Cała akcja dekapitacji kosztowała Chruszczowa grosze. Tyle, co trumna, państwowy pochówek itp. Porwanie Maduro to grube miliony dolarów.. Za sprowadzenie zwłok do bliskiego kraju, zapłacił bliski kraj.

Co mnie najbardziej zauroczyło po tej spektakularnej akcji porwania wenezuelskiego Bieruta, to protesty na ulicach niektórych miast.
Owe protesty niezbyt liczne ale krzykliwe, z wiankiem flag Wenezueli i otulonych w nie portetów Maduro miały być protestami Wenezualczyków.
No i zdziwienie, bo obejrzałem krótki spot, w którym prawdziwy Wenezuelczyk pyta protestujących, skąd pochodzą. Okazało się, że po godzą ale nie z Wenezueli.

Taka sytuacja.
Naród globusa pl po śmierci Bieruta odetchnął z ulgą. Zastąpł go finałnie Gonułka. To ten, co jadł kanapki jak pani Krystyna i nikt mu tego nie wyrzucał.
Przesadził z kiszoną kapustą nieco, bo ta miała jego zdaniem (i słusznie) zaspokoić zapotrzebowanie polskiego robotnika na wit. Co w miejsce importowanej i drogiej cytryny.
No bo sok z kiszonej kapusty do herbaty nie bardzo.

Tak, że ten... I my mieliśmy swojego Maduro i w Wenezueli będzie jak u nas. ZSRR zastąpi USA.

Nomen omen polecam świetny wywiad u Lichmańskiego z Rogowskim. Ten drugi za komuny chodził do biblioteki amerykańskiej ulokowanej przy ambasadzie USA w W-wie, gdzie miał swobodny dostęp do periodyków, z których czerpał wiedzę o wydarzeniach muzycznych za żelazną kurtyną. Co ciekawe, nie było wtedy (czasy zimnej wojny) żadnych zasieków przed USA embassy a dostęp do biblioteki swobodny. Wystarczyło strażnika zagadać po angielsku.
Taka sytuacja:)

Wznowiłem ćwiczenia nad Sonatą księżycową, która bodaj otwiera ten wątek.
Zawiesiłem naukę ostatnich dwóch stron zapisu nutowego po trzecie w maju.
To dobra informacja.
Już tylko 4 dni dzieła sześciu króli od okrągłych 125 lat bytowania w kosmosie Strażnika Domowego i mnie.

Co równie ważne, znowu marzę.
Rościgniew zasypuję mnie pięknymi kadrami z Mauretanii. Dalej nie wie, gdzie jest. Wcale mnie to nie dziwi. Wygląda na spełniajacego się. Lublin jedzie, daje cień maruderom.
Mam tylko nadzieję, że przywiezie mi z Afryki jakieś nakrycie głowy.
Równie ładne, jakie dostałem od Karpia z nadzieją jednakowoż, że nie będzie padowało ledwie na głowę mojego Kacpra.

Dzisiaj brzdąc miał imieniny a Marysia już za m-c ósme urodziny!
Jak ten czas leci...
Pięknie ten popęd tłumaczyła pani Liliana w cytowanym, świątecznym poście.
Ja wiem jedno. Marzeniami wydłużamy sobie szczęśliwe życie.

Tego wam drodzy i tani z okazji Trzech Króli życzę.

El Czariusz
07.01.2026, 11:14
PKwK nie pełne bo popisuję z tableta Strażnika. Poprzedni post pisany na telefonie wieczorem dnia poprzedniego z morzem błędów drobnych ale irytujących.
Mnie oczywista, bo tu zagląda głównie mój antyelektorat - tak domniemam.
Jeżeli się mylę, to i tak pies to trąca jak ja głową mój wieszak na lampy nad stołem.
Wieszak bardzo ładny dla mnie. Na wieszaku małe, drewniane choinki ustawiła Strażnik Domowy i już im pnie poutrącałem.

Wczoraj miałem otworzyć sezon plażowy ale się nie udało. Robimy to zawsze ze Strażnikiem Domowym wspólnie ale bidula po niedzielnej migrenie chciała jeszcze sobie odpocząć w cieple domowego zacisza, bo dzisiaj do szkoły.
Współczesna podstawówka to dramat.

Największy dramat, to rodzice.
No bo kto te dzieci wychowuje? Nie szkoła tylko rodzice ale zdaniem rodziców, powinna szkoła. Gówno prawda.
Z powodu mrozów zamykane są pierwsze szkoły.

Ix6MNQUUcQU

Nie chodzi o to, by: "u nas w twoim wieku, dziewczynki puszczają się już same" (skąd cytat?) ale...

El Czariusz
07.01.2026, 14:13
Internety.

Piramida żywienia kontra historia człowieka czyli jak cywilizacja postanowiła zagłodzić wojownika

Historia człowieka jest brutalnie prosta. Przez setki tysięcy lat zabijaliśmy, żeby żyć. Polowaliśmy, rozbieraliśmy zwierzęta, jedliśmy mięso, tłuszcz, szpik. Od tego rosły nam mózgi, mięśnie i ambicje. Od tego powstała cywilizacja. Nie od kiełków lucerny. Nie od jarmużu. Nie od "miski mocy".
Człowiek nie wspiął się na szczyt łańcucha pokarmowego dlatego, że był miły. Wspiął się, bo był silny, agresywny, wytrzymały i jadł to, co dawało energię. Mamuty nie padały od nadmiaru błonnika.

A dziś?
Dziś ten sam gatunek słyszy, że mięso jest "problematyczne", tłuszcz "niebezpieczny", a siła "toksyczna". Że najlepiej jeść jak królik, myśleć jak owca i przepraszać planetę za to, że oddychamy.
Zamiast wojownika mamy konsumenta. Zamiast łowcy klienta siłowni bez energii. Zamiast instynktu — aplikację liczącą liście sałaty. Zamiast biologii - ideologię żywieniową.

I nikt nie mówi wprost, że to eksperyment na żywym człowieku.

Bo kiedy gatunek drapieżny zaczyna żywić się jak roślinożerca, kończy się to zawsze tak samo: spadkiem energii, hormonów, płodności, odporności i zdolności do walki nie tylko fizycznej, ale i mentalnej. Przypadek? Nie. Biologia nie zna litości dla narracji.
Dlatego ta grafika z wojownikiem i współczesnym "zielonym ascetą" boli. Bo obnaża prawdę, której nie wolno dziś mówić: coś poszło wstecz. I to nie dlatego, że ewolucja się pomyliła. Tylko dlatego, że cywilizacja uznała, iż jest mądrzejsza od własnego DNA.

Można zakłamać pochodzenie. Można wyśmiać instynkt. Można zrobić z siły coś wstydliwego. Można z mięsa zrobić wroga publicznego.
Ale organizm i tak upomni się o swoje. Zmęczeniem. Depresją. Brakiem napędu. Rozsypaną psychiką.
Bo człowiek nie został stworzony do wiecznego siedzenia, liczenia kalorii i jedzenia paszy. Został stworzony do ruchu, wysiłku, ryzyka i pożywienia, które ten wysiłek wspiera.
Ewolucję można zagłuszyć trendami. Można ją spowolnić ideologią. Można ją chwilowo oszukać marketingiem.
Ale nie da się jej unieważnić.

El Czariusz
07.01.2026, 15:39
Teraz usiądźcie. Przed wami krótka historia upadku III RP w pigułce

4Tg4Gkr9578

Resztę upadku wygóglacie sobie bez problemu ale moim zdaniem wystarczy drugi odcinek, by westchnąć i...
Przejedzona koniunktura, moralny upadek, korupcja. Z wygaszeniem ostatniej elektrowni, zamknięcie i zatopienie kopalni - bieda.
Zostaną nam po okresie prospekty nakrętki plastikowe, którymi będziemy palić albo kopać miast piłki na pustych podwórkach.

Dziury w dżinsach zaczniemy zszywać, skarpety cerować, jak onegdaj wasze matki czy babcie. Wrócimy do chlania w bramach, do maku, bo na fenantyl będziemy za biedni.

Ech... rozmarzyłem się.

El Czariusz
07.01.2026, 16:48
Zwiedziliśmy Wenezuelę, prawda, że uroczo spier... przyszłość?
Chcę na chwilę wrócić do Polski i zim stulecia, które przeżyłem i te które pamiętam ale zanim, to wybierzemy się na Grenlandię.
Wydawało się, że w Europie po 2014-stym trudno będzie się pożegnać z kawałkiem jednego kraju, by zaraz potem stojąc w tym samym miejscu, wylądować w drugim.
Danii pozostało jedno - sprzedać Grenlandię, bo na drugim już nic nie zarobią a i tak do końca kadencji Trumpa ją stracą.

No chyba, że ktoś porwie Trumpa. Sami Amerykanie nakręcili kilka filmów z tej serii ale zawsze kończyło się szczęśliwym endem.
Wyobraźmy sobie, że jakaś organizacja porywa prezydenta i... nikt nie jest zainteresowany jego odzyskaniem. Nikt.
Co by mnie nie zdziwiło. Podobnie jak moich kolegów, kiedy padło hasło, że ktoś mnie porwie np.
Od razu ktoś rzucił, że po dwóch mcach najdalej zostałbym zwrócony z dopłatą...

Nie mam do tej prasy.
O zimach stulecia moich jutro. Tak nawiasem jak w jednym stuleciu może być kilka zim stulecia?

Melon
07.01.2026, 17:57
Tak, że ten... I my mieliśmy swojego Maduro i w Wenezueli będzie jak u nas. ZSRR zastąpi USA.
Operacja specjalna rudego się udała i nikt złego słowa o USA nie powie, zresztą to już któraś z kolei ta operacja...

chomik
07.01.2026, 20:02
No chyba, że ktoś porwie Trumpa. Sami Amerykanie nakręcili kilka filmów z tej serii ale zawsze kończyło się szczęśliwym endem.
Wyobraźmy sobie, że jakaś organizacja porywa prezydenta i... nikt nie jest zainteresowany jego odzyskaniem. Nikt.


Obawiam się jednak, że cały naród USA byłby tym zainteresowany i skończyłoby się to wojną totalną. Mimo wszystko, ich duma narodowa jest tak wielka, że nie mogliby tego puścić płazem. Oczywiście, obecnie, wielu go nie lubi, ale, było tak samo po jego pierwszej kadencji, a i tak wygrał reelekcję.

El Czariusz
07.01.2026, 22:27
Ale namieszałem.
Ogólnie chciałem się przyznać, że Trump jest mądrzejszy ode mnie.
Co nie znaczy, że więcej wie:)

Cieszy mnie, że połowa planety PL zamilkła z obawy, że im blackhawk wyląduje na parapecie za to, że nazywali Trumpa debilem. Przyznam, że i ja zaczynałem wątpić w prezydenta USA, bo to takiej gawiedzi, jak globus pl przyjmować potulnie razy i nic?
Z uchylonego lufcika force one słychać było sterującego prezydenta i spiewającego: spadnę na ciebie Maduro jak majowy deszczyk...
Panie prezydencie! Styczeń mamy!
- No i co...? Spodziewali się w maju a wpadłem na 5-ciu króli.

Im gorzej ktoś mówi/piszę o Trumpue w tym większym podziwie dla osobnika (piszącego) jestem. Zastanawiam się wtedy, boszzz... Jaki ten naród amerykański jest głupi, skoro tego Trumpa wybrał.
No wypisz/wymaluj jak u nas.
Tylko tam jak obiecają, to robią, nawet jak nie obiecają. U nas po prostu nie robią.
Ja tam jestem leniwy ale nierobem nie jestem.
Jutro trochę o mojej Grenlandii napiszę. Eksplorowałem tę ogromną wyspę dwa razy. Nigdy o tym nie oisałem, bo nic nie widziałem. Opiszę więc wam to nic. No nic na Grenlandii to naprawdę coś wielkiego.

I wcale nie jest to zielona wyspa jak większość uważa...

El Czariusz
08.01.2026, 08:44
Zanim wylądujemy w (czy raczej "na"?) Grenlandii, to o obrotnych Somalijczykach, ciut, którzy stawiają wieżowce w Nairobi.
Otóż m-c temu pan prezydent Trump w swoim stylu powiadomił, że mu się Somalijczyki nie podobają. Musiał przy tym zatańczyć lub zaśpiewać, albo jedno i drugie bo się na niego zaraz rzucili amerykańscy obrońcy, somalijskich praw człowieka.

M-c później (czyli wczoraj wieczorem) słucham grillującego Mentzena. Ten, nie tańczyl i nie na hulajnodze ale mówi, jak to Somalijczyki kroją federalny budżet w kilku stanach jak mokry pasztet.
I to kroją nieźle. Pasztet idący w miliardy dolarów. Nie mogłem uwierzyć, że bez noża kroją, w pustych budynkach, "na NFZ"...
Mentzen wyliczył, że rocznie tego pasztetu wychodzi równo tyle, co dzisiaj budżet całej Somalii.

Wszystko odkrył jakiś dziennikarz, potem ludzie z własnej inicjatywy zaczęli interesować się somalijskim budżetem i odkryli jeszcze więcej wyłudzeń
Co konkretnie wyłudzali i jak , zapraszam do źródła.
Ja weryfikując temat dotarłem do Nairobi.
Zaprawdę pisuarskie fundacje i zakupy kowitowe zaczynają wzbudzać mój szacunek. Ba... nawet nie trzeba trzymać się skali, bo gdyby, to bijemy Amerykańców na łeb i szyję Mustanga dzikiego.

Mamy swoich Somalijczyków ale oni przynajmniej pracują. Amerykańscy pobierają zasiłki, nasi też ale tylko do końca marca jeszcze.

Do USA drogą morska wiedzie przez Danię i Grenlandię. Wczoraj tłumaczyłem Strażnikowi Domowemu na czym zakupy Trumpa opierają się. W tym celu na środek salonu wytargalem duży globus i oparłem palec na morzu Arktycznym.
Płynąłem nim od granic ZSRR przez Spitsbergen na Grenlandię i drogą to była krótka, bo po dwóch dobach albo mniej, już się skończyła wódka.

Tak więc dotarłem drugi raz do Grenlandii. Pierwszy raz miało miejsce rok temu. Z Kacprem i Marysią.
Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że byłem ale nic nie widziałem. Czy mogę dodać, że ta pierwsza podróż była pionierską?
Pierwszy polski dziadek z dwójką wnuków wylądował w samiuśkim środku Grenlandii.
Dodam, że Grenlandię solo zaliczył w ten sposób w minione Święta Mikołaj.
Takiego dziadka to że świecą szuka, powiedziała Marysia w noc polarną.

Swięty Mikołaj to dopiero podróżnik jest. Nie wiem czy widziano go w Somalii ale w USA na bank.

El Czariusz
08.01.2026, 10:27
No więc byłem na Grenlandii czy nie?
Czy moje wnuki były?

Jr__1VZIyaI

Czy kogoś to boli w jaki sposób zdobyłem Grenlandię z wnukami, czy się tylko uśmiechnie?
Przed nami kilka dni wspólnej zabawy z globusem.
Pewnie nie będą pamiętali jak im dwa lata temu dziadek tłumaczył w realu (z globusem), skąd się bierze "dzień i noc"?
Spróbujemy sobie przypomnieć.

I to nie w salonie, tylko na dworze!
Wybierzemy najciemniejsze miejsce na podwórzu i dzieci będą słońcem a dziadek kręcącym się globusem.
Na finał będziemy chować globus, i szukać go w kosmosie podwórza.
Niech tylko śniegu trochę napada to jeszcze nocne saneczkowa nie będzie.

Pora do roboty, bo już słonce świeci... i odebrać klawiaturę.
Pisanie na telefonie to jakaś masakra...

Nie wiem, czy mogę tutaj ale...
Słoneczka nie mam i już piszę dlaczego.
Trzy razy już opłacałem słoneczko i zaraz potem (na zbity pysk mnie wyrzucano z forum.
Moja pionierskość wnosi dużo dla forum. To mnie usprawiedliwia. To dla utrzymania własnej samooceny piszę. Ważne, żebym siebie szanował, potem innych a nie odwrotnie.
Najlepiej szanować (tutaj) innych - ograniczając komentarze. Dlatego ja będę starał się trzymać zasady 777.


Czego dotyczy ogłoszenie?
Kupna z mojej strony.
Zapotrzebowanie mam wymienić ten gniot, który umożliwia mi pisanie. Znaczy nie klawiaturę, bo tam nabyłem. TF200 z podświetlaną rzeczoną (nie wiem, jak to uruchomić) i z myszką. Wszystko przewodowe, by mnie nikt nie podsłuchiwał jak pisze.
Podobno to do jakiś gier też służy. Ja chcę grać tutaj, z wami. To moja Wielka Gra.

Zatem do brzegu.
Jak ktoś miałby do sprzedania komputer klasyczny (nie laptop). Taki normalny komputer. Mój ma chyba 20 lat co najmniej i windows (chyba) 7.
Ale zaraz sprawdzę w cleanerze jego parametry, to podam.

Edycja:

https://i.ibb.co/s9ynnPc2/Bez-tytu-u.png (https://imgbb.com/)

To chyba taki.

El Czariusz
08.01.2026, 20:40
Grenlandzka zajawka.
https://www.biznesradar.pl/a/131583,greenx-odkryl-antymon-w-projekcie-eleonore-north-na-grenlandii
Tłumaczy zainteresowanie.

To świeży temat.
Ja przypomnę jutro nieświeże. Będzie o kosmicznym spadku i innych cudach

Tymczasem...

1E28delpsGw

...tym wszystkim, którzy tęsknią za komuną, NRD i mateczką Rassiją.

Ale...

918cYW18q_U

...stare wraca.
Przyjdzie komisja i nakaże.
Wojna idzie (tak mówią) a w pomorskim już w kominku nie ma palisz jak którejś tam normy nie spełnia. Nie nie... Nie chodzi o nowy, tylko stary, który posiadasz.
Teraz leci bombka i... prądu nie ma, gazu nie ma i urzęfasów z komisji też nie będzie.

El Czariusz
09.01.2026, 01:19
To, co wydarzyło się na konkursie Miss England, nie było tylko decyzją, by wyjść bez makijażu.
Po raz pierwszy w niemal stuletniej historii konkursu finalistka wyszła na scenę i bez zbędnych słów powiedziała:
- To jest moja twarz. I to wystarczy.

El End.

chomik
09.01.2026, 11:09
Szkoda, że Ci co tak tęsknią za komuną i tamtą wolnością, tak mało słuchają ludzi, którzy to przeżyli, gówniany system, straszny, okropny.
Dzięki za ten filmik z h. Potockim, mega ciekawa postać :)

Dubel
09.01.2026, 11:41
Szkoda, że Ci co tak tęsknią za komuną i tamtą wolnością, tak mało słuchają ludzi, którzy to przeżyli, gówniany system, straszny, okropny.
Dzięki za ten filmik z h. Potockim, mega ciekawa postać :)

Oni maja przewaznie wspomnienia z dziecinstwa, wolnosc , beztroska itp. Ci co pamietaj prawdziwe realia raczej nie tesknia

chomik
09.01.2026, 11:43
Oni maja przewaznie wspomnienia z dziecinstwa, wolnosc , beztroska itp. Ci co pamietaj prawdziwe realia raczej nie tesknia

Ja też mam takie wspomnienia, ale historię poznawać warto, bo może ustrzeże nas ona przed tymi samymi błędami.

Melon
09.01.2026, 11:46
Nie wiem o kim piszecie bo tu na Forumie nie wdziałem co by ktoś tęsknił, ja np tamtą porównuje do obecnej gdzie w 88r już pracowałem

arbo
09.01.2026, 11:55
Niektórym się wydaje, że teraz nie ma komuny. I to jest największe jej zwycięstwo.

fassi
09.01.2026, 12:02
Nie przez przypadek , jednym z marszałków germanskiego sejmu teraz, jest jeden z ostatnich szefów partii SED , która (ta partia) strzelała codziennie do własnych ludzi przy murze.

Przypadkiem nie była też Merkel, która była najlepsza nauczycielka w komunistycznym obozie dla młodzieży. Znaczy prała młodzieży mózgi, więc miała doświadczenie i prała aż do 2021r.

Tak dbała , aby komunizm nas nie opuścił

siqHZsMMwkM?


Ps. Nie przez przypadek po lewej klaszcze przyszła szefowa euokolchozu

Dubel
09.01.2026, 12:16
Naprawde uwazasz ze nasze forum jest odpowiednim miejscem do przekazywania tego typu tresci?

fassi
09.01.2026, 12:17
Jeśli to do mnie, to nie ja zacząłem o komunizmie tutaj. Dorzucilem swój komunizm z zachodu, aby był komplet.

Nie może być tak, że jedni mogą a ja nie. W komunizmie mamy równość wpisana przecież w konstytucji.

chomik
09.01.2026, 12:50
Jeśli ktoś mi mówi, że teraz mamy czasy takie jak w komunie, to niestety uważam, że nie zna tamtych czasów i tych realiów jakie były.
Mówię tutaj o każdym aspekcie życia, wolności, ekonomii, standardzie życia itd itd. To BYŁY STRASZNE CZASY a teraz mamy raj w porównaniu do nich, tylko ni chuja tego nie doceniamy.

Melon
09.01.2026, 13:06
Żyłem i pracowałem pod koniec komuny i robiłem wszystko co teraz no prawie bo żadnego towarzysza nie wybierałem co by mnie tu dobrze robił .
W tv było to samo co teraz jedynie słuszny przekaz lub całkowita cisza przecie to też cenzura jak się o czymś nie mówi, na pewno nie dymali mnie tyloma podatkami i żarcie jak było to bez chemii.
Chomik napisz co tam takiego strasznego było ,może po tej stronie Wisły było inaczej

arbo
09.01.2026, 14:11
Jeśli ktoś mi mówi, że teraz mamy czasy takie jak w komunie, to niestety uważam, że nie zna tamtych czasów i tych realiów jakie były.
Mówię tutaj o każdym aspekcie życia, wolności, ekonomii, standardzie życia itd itd. To BYŁY STRASZNE CZASY a teraz mamy raj w porównaniu do nich, tylko ni chuja tego nie doceniamy.

Taaaa, nie znam tamtych czasów, nie stalem w pięciogodzinnychkolejkach po masło na kartki, nie liczyłem z balkonu w bloku stu kilkudziesięciu samych Starów z ZOMOwcami jadącymi ze Śląska w sukurs krakowskim oddziałom w jeden tylko dzień, nie rzucałem cegłówkami w tychże ZOMOwców na Franciszkańskiej, bo akurat był tam remont i leżało ich tam pełno, nie plułem smarkami od gazu łzawiącego, nie zobaczyłem drogi mlecznej w biały dzień jak mnie z półtora metra suka jebła sikawką o mur, nie cieszyłem się jak obalali Lenina na placu Centralnym etc., etc. Młody i głupi byłem, trzeba było się ustawić. Uja mi z tego wyszło, a mogłem pójść w konformizm. Ale dożyłem wolności.
No bo teraz przecież mamy wolność.

Taka wolność, że nawet w piecu nie mogę palić zwykłym węglem ani wjechać do Krakowa starym autem, a za wpisy na fejsbuczku można trafić za kratki. Taka wolność, że na Marszu Niepodległości ubrani po cywilnemu szpicle robią takie same prowokacje jak w latach 80-ych. Taka wolność, że całe społeczeństwo musi się zrzucać na dotacje, które biorą nieliczni cwaniacy. taka woilność, że policja szykanuje rolników jadących na protesty. Itd, itp. Nie chce mi się listować, wszyscy wiemy, gdzie i jak żyjemy. Choć niektórym się wydaje, że żyją, bo mają szynkę w Lidlu i dotacje na elektryki. Za Gierka też było w sklepach. A potem wszystko było "popularne", tylko nic nie było.

Ale tych, którzy teraz biorą profity z obecnej "wolności", komuna w końcu też pożre, bo ona robi tylko na tych najbogatszych, tych z największą władzą. I wtedy się obudzicie, ale z zamarłym krzykiem na ustach i zlani potem, bo będzie za późno.
Zawsze jest za późno.
Tylko ta głupota i naiwność tych, co nie kumają, co jest grane, wpływa niestety na całość społeczeństwa.

I wtedy zatęsknicie za Gierkiem.
A może nawet za spawaczem.
Bo tamtą komunę dało się oszukać.
Ta jest o wiele bardziej szczelna i skuteczna.
Na tyle skuteczna, że nawet jej nie zauważacie.
Jak Wam zabraknie na chleb, to zatęsknicie za "komercyjniakami" i kartkami na cukier, bo wtedy przynajmniej Zemstę Reagana była szansa dostać z darów. A teraz nikt nam nie pomoże.

Obym był złym prorokiem.

chomik
09.01.2026, 14:22
1. Represje polityczne i brak wolności. UB i mordowanie Polaków startując od Żołnierzy Wyklętych a kończąc na uczestnikach strajków 56, 70, 76, 80. Lista jest długa zamordowanych ludzi. Babcia mojej eksżony pracowała w medycynie sądowej to z samego ZK Wronki codziennie przywożono ofiary morderstw UB przez kilkadziesiąt lat jak pracowała. Cenzura wszechobecna. Inwigilacja. Podporządkowanie całkowite władzy ZSRR.
2. Gospodarka niedoboru i nędza materialna. Moi rodzice zarabiali 20dolarów miesięcznie i tak zarabiali wszyscy. Nie dało się za to żyć, nie dało umrzeć. Jak mieli mi buty kupić to zbierała się babcia na to aby w sklepie PUMY w Warszawie kupić buty za 25 dolców bo nogę miałem taką dużą, że zapomnij o butach dla dziecka.
Taka była moc nabywcza tego pieniądza. Puste półki, można było w Pewexie lub w Baltonie kupić szynkę w puszce....
System kartkowy, po wojnie, w czasie wojennym po itd.
Inflacja taka, że dziadek jak sprzedał konie to mógł dom stawiać a po kilku miesiącach kupił jedną złotą monetę.
Zacofanie technologiczne i buble w sklepach.
3. Czekanie na mieszkanie 20 lat, po wpłacie na książeczkę, kurwa jeszcze ja miałem założoną książeczkę od dziecka aby móc starać się dostać mieszkanie po 20-30 latach..
4. Talony na samochody i to jakie....Do tego te gówniane samochody, pamiętam Syrenką wyprawy do Babci do Warszawy 350 km przez 8 godzin a zdarzało się, że nie dojechała. Pamiętam jak staliśmy 4 dni w drodze nad morze bo robili remont skrzyni.
5. Szarość i bylejakość wszędzie i wszystkiego, chlać zostawało
6. Korupcja na każdym kroku, jak nie dasz w łapę to nic nie załatwisz.
7. Jak nie ukradniesz to nie będziesz nic miał, jak nie zakombinujesz i nie ukradniesz to nie będziesz miał.
8. Alkoholizm na każdym poziomie, chlanie w pracy i wszędzie po pracy, nic innego nie pozostawało.
9. Smród i zanieczyszczenie wód i powietrza, w komunie wszyscy mieli wyjebane.
10. Ukrywanie zagrożeń jak wyjebało w Czarnobylu to jak już przeleciało po nas wszystko to wtedy nam wciskali jod.
To co powyżej to tylko namiastka tego, bo to moje wspomnienia i trochę wiadomości.
NI CHUJA NIKT MI NIE POWIE, ŻE TO BYŁY DOBRE CZASY I PORÓWNYWALNE DO OBECNYCH, TERAZ MAMY PIĘKNĘ CZASY i OBY SIĘ NIE SKOŃCZYŁY WOJNĄ O CHUJ WIE CO, ZNÓW.

chomik
09.01.2026, 14:32
A teraz beczymy, że w piecu nie możemy palić czym chcemy albo, że dofinansowania idą z Państwa na coś co nam się nie podoba. Straszne rzeczy normalnie. Taka utrata wolności...hahahaha
Wcześniej pieniądze kradli i nic nie szło do ludzi a od palenia wszystkim zimą nie było czym oddychać. Tam gdzie mieszkałem była fabryka płyt pilśniowych i wiórowych to zapach kleju i palonych płyt czuć było od rana do wieczora ale chuj to na pewno było zdrowe...

A już zupełną indolencją jest powoływanie, że za Gierka było lepiej, no nie, było, 3-4 lata, a komuna trwałą 40 lat, a lepiej było bo było coś w sklepie a nie kurwa nic. Do tego było lepiej, boi Gierek nabrał kredytów z zachodu i wpompował to w rynek... później spłacaliśmy te kredyty do 2012 roku... Taki cud gospodarczy... jak przyszła super zima 78-79 i brak kredytodawców, to się zesrało i strajki zakończyły PIĘKNE CZASY GIERKA.

arbo
09.01.2026, 14:44
1. Represje polityczne i brak wolności. UB i mordowanie Polaków startując od Żołnierzy Wyklętych a kończąc na uczestnikach strajków 56, 70, 76, 80. Lista jest długa zamordowanych ludzi. Babcia mojej eksżony pracowała w medycynie sądowej to z samego ZK Wronki codziennie przywożono ofiary morderstw UB przez kilkadziesiąt lat jak pracowała. Cenzura wszechobecna. Inwigilacja. Podporządkowanie całkowite władzy ZSRR.
2. Gospodarka niedoboru i nędza materialna. Moi rodzice zarabiali 20dolarów miesięcznie i tak zarabiali wszyscy. Nie dało się za to żyć, nie dało umrzeć. Jak mieli mi buty kupić to zbierała się babcia na to aby w sklepie PUMY w Warszawie kupić buty za 25 dolców bo nogę miałem taką dużą, że zapomnij o butach dla dziecka.
Taka była moc nabywcza tego pieniądza. Puste półki, można było w Pewexie lub w Baltonie kupić szynkę w puszce....
System kartkowy, po wojnie, w czasie wojennym po itd.
Inflacja taka, że dziadek jak sprzedał konie to mógł dom stawiać a po kilku miesiącach kupił jedną złotą monetę.
Zacofanie technologiczne i buble w sklepach.
3. Czekanie na mieszkanie 20 lat, po wpłacie na książeczkę, kurwa jeszcze ja miałem założoną książeczkę od dziecka aby móc starać się dostać mieszkanie po 20-30 latach..
4. Talony na samochody i to jakie....Do tego te gówniane samochody, pamiętam Syrenką wyprawy do Babci do Warszawy 350 km przez 8 godzin a zdarzało się, że nie dojechała. Pamiętam jak staliśmy 4 dni w drodze nad morze bo robili remont skrzyni.
5. Szarość i bylejakość wszędzie i wszystkiego, chlać zostawało
6. Korupcja na każdym kroku, jak nie dasz w łapę to nic nie załatwisz.
7. Jak nie ukradniesz to nie będziesz nic miał, jak nie zakombinujesz i nie ukradniesz to nie będziesz miał.
8. Alkoholizm na każdym poziomie, chlanie w pracy i wszędzie po pracy, nic innego nie pozostawało.
9. Smród i zanieczyszczenie wód i powietrza, w komunie wszyscy mieli wyjebane.
10. Ukrywanie zagrożeń jak wyjebało w Czarnobylu to jak już przeleciało po nas wszystko to wtedy nam wciskali jod.
To co powyżej to tylko namiastka tego, bo to moje wspomnienia i trochę wiadomości.
NI CHUJA NIKT MI NIE POWIE, ŻE TO BYŁY DOBRE CZASY I PORÓWNYWALNE DO OBECNYCH, TERAZ MAMY PIĘKNĘ CZASY i OBY SIĘ NIE SKOŃCZYŁY WOJNĄ O CHUJ WIE CO, ZNÓW.

Nikt nie mówi, że to były dobre czasy.
A czy porównywalne?
Zobaczmy.

1. Falzmann, Pańko, Lepper, Petelicki, Papała, Sekuła, Zientara, Olewnik - ci mi przyszli do głowy bez szukania w pamięci, nawet się nie starałem. O represjach np. rolników pisałem wyżej. Inwigilacja? Kamery na każdym kroku.
2. Gówniane żarcie i chińskie buble w sklepach. Większość emerytów nie ma na życie. Większość społeczeństwa nie ma żadnej własności, bo wszystko ma na kredyt czyli właścicielem jest bank. To też jest nędza.
3. Na mieszkanie nie czekasz 20 lat, tylko 35 i więcej, bo przez ten czas należy ono do banku. O ile jesteś w stanie doczekać, bo bank może się nagle upomnieć o spłatę natychmiastową. Klita 12mkw to apartament.
4. Elektryki, z którymi jest podstawowy problem - szybko zatankować. Nowoczesne auta, które po 3 latach (jak się skończy gwarancja) psują się na potęgę. A po 7 latach nawet na złom się nie nadają, bo sa z gównolitu i plastiku.
5. Tęczowość i bylejakość. Zamiast wódy amfa, i to już wsród gnojków.
6. Korupcja na każdym kroku. Ustawiane przetargi i szantażowani nagraniami z burdeli politycy, podatni na każdy najgorszy syf.
7. Jak nie weźmiesz dotacji, jak nie zakombinujesz, to będziesz bidok. Albo kredytu. A i tak będziesz bidok, bo wtedy należysz do banku.
8. Codziennie widzę eleganckie panie kupujące małpki. O amfie było wyżej. Ćpają nawet na poziomie urzędu gminy, a w korpo niemal wszyscy.
9. Smród i zanieczyszczenie wód i powietrza, ale jak zapłacisz to smród i zanieczyszczenie magicznie znika. W kieszeniach urzędników.
10. Ukrywanie zagrożeń typu wpychanie nas do wojny.

To tak na szybko, namiastka tylko.

I nie wciskaj mi tu, że za Gierka było lepiej. Napisałem, że zatęsknisz za Gierkiem.

Co do kredytów Gierka jeszcze - 24 mld dolców, spłacone w 2012, trochę to trwało.
Ciekawe ile wieków będziemy spłacać obecne.
https://www.gov.pl/web/finanse/zadluzenie-skarbu-panstwa
"Zadłużenie Skarbu Państwa (SP) na koniec października 2025 r. wyniosło 1.894.102,4 mln zł"
Powiedz mi ile to jest, bo ja się już pogubiłem z tych cyferkach. Bilion? Biliard?
Dla mnie wszystko powyżej miliona to abstrakcja. Zresztą milion też.

Dla porównania:
milion sekund to ok.12 dni.
miliard sekund to ok. 32 lata.
bilion sekund to ok. 32 tysiące lat.
1,89 biliona sekund to ok. 60 tysięcy lat.

Co do "beczenia", że nie można palić węglem. Wyobraź sobie, że znam wiele rodzin w okolicy, których nawet z dofinansowaniem nie stać na wymianę pieca. Nawet na węgiel przestaje ich być stać, bo się drogi zrobił, odkąd zasypaliśmy kopalnie na rozkaz frau Ursuli.
Ja mam to szczęście, że palę drewnem i że go mam sporo. Jeszcze, bo niedługo też mi każą wymieniać piec. I też mnie nie będzie stać.
A ci na gazie też ledwo zipią i marzną.

zimiok
09.01.2026, 15:20
Taka wolność, że całe społeczeństwo musi się zrzucać na dotacje, które biorą nieliczni cwaniacy. taka woilność, że policja szykanuje rolników jadących na protesty.

Nie masz większego cwaniaka nad rolnika. Same tylko dotacje bezpośrednie kosztowały resztę społeczeństwa 264 miliardy PLN (mam nadzieję, ze połapiesz się w zerach), tylko w roku 2024 było to 19,3 mld PLN za samo tylko posiadanie ziemi.
Dotacje do KRUS w 2024 r. kosztowały resztę społeczeństwa 27,4 mld PLN i z roku na rok ta kwota rośnie.
Reszty programów nie chce mi się wymieniać żeby Ci łatwiej z zerami poszło.
Baw się dobrze na kolejnych manifach w obronie cwaniaków!

fassi
09.01.2026, 15:21
Chomik, ta komuna poszła z czasem i postępem, ale dalej to komuna.

Aby nie rozmywać, mam jedno pytanie do Ciebie.

Wiatraki, poprzez ścieranie łopaty , emitują do środowiska znaczne ilości wiecznych plastików PFAS. Co to wieczny plastik poczytaj sobie o że niczym gonzbtwgo gruntu nie wypluczeaz, zwiążesz, nie usuniesz.

. W odległościach do 50 km można ten plastik w gruncie znaleźć. Jeśli jego wartości są zbyt wysokie, masz zakaz produkcji żywności na tych polach. Następna granica przekroczona i na polu nie możesz nawet karmy dla gadziny produkować.

Wątroba z dzika na terenach gdzie jest dużo wiatraków , musi być zutylizowana i ni można jej jeść. Jest napakowana PFAS do pełna.

https://lua.rlp.de/presse/pressemitteilungen/detail/ewigkeitschemikalien-pfas-wildschweinleber-stark-belastet

Sam sobie znajdziesz badania jak szybko myszy karmione PFAS mają nowotwory i zdychają. Z ludźmi podobnie a nawet gorzej.

Komuna stara truła dymem, syfem i zatruciem wszystkiego jak pisałeś. Zgadzam się.

Nowa komuna ma truciznę na nas, której nie widzisz, nie czujesz ale Cię też zabije, jeśli w pobliżu masz wiatraki, zjeszbrybe że stawu z plastikiem, zjesz warzywa , chleb wszystko z PFAS

Stara komuna ukrywała Czarnobyl, nowa komuna ukrywa plastik z wiatrakow.

Kończąc, czy popierasz trucie gruntów na setki lat plastikiem (wiatraki to nowy Czarnobyl ) , które nam nowa komuna serwuje na naszym podwórku?

arbo
09.01.2026, 15:26
Zimiok, nie chce mi się z Tobą pisać, bo walisz w ch...a (https://africatwin.com.pl/showthread.php?p=895378#post895378), tylko raz odpowiem.
Większość społeczeństwa, w tym rolnicy, to durnie, bo wydaje im się, że dotacje są fajne.
A potem kwik.

I nie jeżdżę na żadne manifestacje, zmądrzałem na przełomie lat 80/90. Nie będę się podkładał za głupie społeczeństwo, które wybrało na pierwszego prezydenta agenta SB, a na kolejnego komunistę.

Emek
09.01.2026, 15:38
Stara komuna ukrywała Czarnobyl, nowa komuna ukrywa plastik z wiatrakow.

Plastik z wiatraków :mur:. Fazik, prosze cię. Znów rzucasz wiatrakami, które pasują ci do głoszonej teorii. Może sobie poczytaj najpierw w czym masz najwięcej tego PFAS. Żeś się czepił akurat wiatraka bo tak wygodniej. Gwarantuję ci że te wiatraki (pewnie z powłok nieprzywierających jak mniemam) to rozsiewają tyle tego PFAS co kot napłakał w porównaniu do ciuchów, lakierów, klejów, opakowań na żarcie na wynos etc. Jak się tak boisz to bym chyba uprzedził szanowną małżonkę żeby nie używała papieru do pieczenia bo rodzinę potruje. No i kosmetyki też niech wypierdzieli w kosmos.
A ile PFAS wepchałeś w nową chałupę to pewnie nawet nie wiesz ale poważnie bym na Twoim miejscu rozważył utylizację tej nieruchomości.

arbo
09.01.2026, 15:41
Emek, świetną logikę prezentujesz.
Plastik w żarciu jest be, w wiatraku cacy.

zimiok
09.01.2026, 15:42
Zimiok, nie chce mi się z Tobą pisać, bo walisz w ch...a (https://africatwin.com.pl/showthread.php?p=895378#post895378), tylko raz odpowiem.
Większość społeczeństwa, w tym rolnicy, to durnie, bo wydaje im się, że dotacje są fajne.
A potem kwik.

Durnie czy cwaniacy zatem? IMO różnica zasadnicza!

fassi
09.01.2026, 15:43
W domu nie mam żadnego plastiku ani styropianu. I nie będzie , a jak już to minimalnie.

Rozumiem że dziki wchodzą do domów i pożerają papier do pieczenia? Skąd te dziki mają ten PFAS w wątrobie? Możesz podać źródło?


Muszę znaleźć badanie frauenhifer Institut , gdzie badali jedna łopatę na ścieranie.

Chodzi o to, że deszcz, śnieg, wiatr ścierają te łopaty.

Skąd w tych dzikach ten plastik?

arbo
09.01.2026, 15:43
Cwianiak zawsze w końcu wychodzi na durnia.

https://africatwin.com.pl/showthread.php?p=895378#post895378

arbo
09.01.2026, 15:45
Skąd w tych dzikach ten plastik?
Używały plastikowych rurek do drinków, nie wiesz?

Sorry za posta pod postem, ale Fazik niegodzien w jednej linijce z zimiokiem.

Emek
09.01.2026, 15:49
Emek, świetną logikę prezentujesz.
Plastik w żarciu jest be, w wiatraku cacy.
Z Twoją logiką nie mam zamiaru polemizować. Nie wchodzę na ten level. Poczekam aż przejdziesz do czynów.
https://africatwin.pl/showthread.php?t=18200&page=13

arbo
09.01.2026, 15:51
Fajnie, to mi się najbardziej podoba:
https://africatwin.pl/showpost.php?p=338012&postcount=127

A idzie, idze, bajoku.

fassi
09.01.2026, 15:51
Emek, pytanie aktualne. Skąd u dzikow w wielu rejonach wiatrakowych, tyle PFAS w wątrobie?

Jest zakaz spożycia i nakaz utylizacji. Nawet psu nie możesz dać.

Emek
09.01.2026, 15:59
Fazik skąd ja mam kurła wiedzieć co wpierdalają dziki w NRD?

arbo
09.01.2026, 16:01
Plastik z wiatraków :mur:.

Tak-że-tak.

Melon
09.01.2026, 16:02
Idzie lepsze, będą butelki skupować, plastik itd ale mortadelę dostać w papierze to rarytas chyba teraz jest :D
Tak to prawda w tamtej komunie wszystko można było sprzedać na skupie, folii i plastików praktycznie nie było.

fassi
09.01.2026, 16:07
Emek, nie rób że mnie idioty ani z ludzi którzy tę wątroby badaja. To wszystko pochodzi z łopat wiatraków które się ścierają mechanicznie. Dzik nie ryje w plastikowej kuchni, w szafie, na smietnisku, nie pije wody przez plastikowa słomkę, ryje na wolnej przestrzeni, gdzie glownym źródłem plastiku jest właśnie wiatrak. I nie ma tego mało, jeśli wątrobę dzika trzeba oddać do utylizacji aby nie trafiła do łańcucha pokarmowego ludzi.

Nie umiem znaleźć tego frauenhofera o tym wiecznym plastiku. Kiedyś go tu linkowalem. Pewnie skasowali jak większość o zdrowej szczepionce.

Ciekawe co Chomik powie o Czarnobylu w nowej komunie i jego ukrywaniu.

arbo
09.01.2026, 16:13
https://i.postimg.cc/j5sb0P8w/MG-4634.jpg

Komunistyczny radziecki MiG.
A nie, czekaj...

Melon
09.01.2026, 16:20
Chomik ja pisałem o komunie którą znam i dokładnie pamiętam jak mama płakała bo tato był na strajku w LZNSie , a czołgi stały pod bramą. Po strajkach taty sb nie ścigała ale teraz te ścierwa z sb, prokuratury i sędziowie razem z całym tym aparatem co mordowali Polaków emerytury kosmiczne biorą, to jest ta niby wolność o którą śp tata walczył ???

Pawel_z_Jasla
09.01.2026, 23:45
Gówno wiem, w dupie byłem ale jak Was czytam:mur: Na cztery tematy, które z ciekawości śledzę w dwóch jest gównoburza bo:

"Nadęło się ego jak balon
i dalej rośnie i rośnie
każe się wszystkim podziwiać
marudząc przy tym nieznośnie

patrzcie jak jestem ogromne
jak emanuję mądrością
pokłońcie się wszyscy przede mną
olśnieni moją wielkością

ja ja mnie moje i dla mnie
te słowa wciąż powtarzało
aż pękło z tego nadęcia
i nic z niego nie zostało

Bo warto jest siebie doceniać
z uśmiechem przyjmować gdy chwalą
lecz trzeba zachować rozsądek
inaczej pękniemy jak balon"

Jedni toczą boje o e-wizę i kto był pierwszy, drudzy o plastik z wiatraków, dziki i lata słusznie minione a Ja dalej się dziwię skąd tylu wyborców Brauna:confused:

arbo
09.01.2026, 23:47
A co, wyborcy Kaczora i Donalda lepsi, tak?

fassi
10.01.2026, 00:06
Niemiecki Braun, jest partią nr1 w Niemczech z największym poparciem. No dobra, nie tak jak Braun extremalnie, ale tak na pół.

Co w tym złego? Stare partie tak rozjebaly kraj, że ludzie poszli do niemieckiego Brauna z nadzieją że da radę. Stare partie są w tej chwili w kosmosie, kompletnie nie widząc co się dzieje na ziemii.

Pod koniec cesarstwa rzymskiego, mianowano konia na posła. To właśnie dzieje się u nas.

Africa Tigg
10.01.2026, 00:16
pewnie wiesz o tym , jak wszystko oczywiście, ale tą historie o Incitatusie, że został mianowany senatorem czy też konsulem przez Kaligulę, to Swetoniusz wymyślił, a później tą głupotę powtarzano, jak tez obecnie lubi się powtarzać wiele głupot...

arbo
10.01.2026, 00:55
Pewnie wiesz o tym, jak wszystko oczywiście, że piszemy/mówimy "tę historię" i "tę głupotę". Co nie zmienia postaci rzeczy, zarówno jeśli idzie o Swetoniusza, jak i o parlamenty, w tym te współczesne. W polskim również zasiada koń. I jeszcze prawnika udaje.

fassi
10.01.2026, 01:07
W zeszłym roku zalegalizowano narkotyki u nas. Tysiące problemów dookoła, a oni legalizują narkotyki, jakby to była najważniejsza rzecz w tej chwili.

To jest właśnie ten koń senator. Jest symbolem władzy w kosmosie niewidzącej spraw na ziemii

El Czariusz
10.01.2026, 09:55
W dniu moich urodzin mam dwa życzenia.
Fazik, piszesz tu o swoich marzeniach. O domu, rodzinie, podróżach tych małych, tych dużych i przede wszystkim o tych, których moc jest przed Tobą.
O tym. O niczym więcej.
Masz proroczy wątek ze starymi afrykami, które nie wjadą do miast. Tam masz znakomite pole i okazję, by pokazać mu czemu zmierza świat nakazów i zakazów realizowanych w imię chorych idei.

Ten wątek jest bardziej osobisty, refleksyjny. Czasami ktoś rzyganie, bo wirus żołądkowy czy opryszczki towarzyszy nam przez całe życie.
Nie chcę tu żadnej napierdala mi poza "biciem samego siebie".

To jest niewiarygodne jakiej tu od maja zeszłego roku doświadczyłem rewolucji. Przy tym ktoś w końcu zauważył, że jestem ekstrawertykiem z chujową manierá, której się sukcesywnie wyzbywam. Oczywista emocje jeszcze biorą górę ale wolę je przekierować na realizację... marzeń.
Znamy się jak łyse konie. Napisałem tu przy okazji, że lubię się z Tobą kłócić ale to nie prawda. Wcale nie lubię... Kocham:) Dzięki tym kłótniom robię jednak też mały kroczek do przodu . Np. już na zawsze zostaniesz dla mnie Panem Inżynierem.

Zobacz jaki w tych dwóch słowach drzemie potencjał.
Tyle inżynierów pcha się przez globus PL a tylko Pan Inżynier nie chce. Ja to szanuję.

A poważnie, to do arbo się zwracam.
Idź stąd w pizdu. Nie zamierzam odbudowywać z Tobą żadnych relacji. Dla mnie jesteś wzorem na dupie.
Od mojego ostatniego wpisu na Pamir26 niczego już nie czytam na forum. Na pewno nie Ciebie.
Chomik Ciebie elegancko uświadomił w swoim wątku, do czego i komu jesteś potrzebny.
Zacytuję Cejrowskiego WON z mego globusa - tego Podwórza.

Infekuje sobie innych wiadomościami prywatnymi.

Co że mną?
Właśnie kończę 63 lata. Mój Kochany Strażnik Domowy starzeję się równi że mną. Dzisiaj przyjeżdżają do nas wnuki.
Będzie zjeżdżanie na sankach, wieczorne podchody i najciemniejszym zakątku podwórza postawię globus na wyimaginowanej orbicie i będę słońcem w naszym układzie. Dzieci ustawię na ich orbitach. Marysia będzie Wenus, a Kacper Jowiszem

Mikołaj będzie księżycem.

Takie są moje plany urodzinowe.
Wpadnę tu 10 kwietnia. Mam nadzieję, że z dobrymi dla mnie wieściami, bo walka o honor i Podwórze ciągle się toczy.

E33GW6PnCw8

Globusa pl nie naprawię. Siebie mogę i konsekwentnie próbuję.
https://www.facebook.com/share/r/1CjGNjjELy/

P.S.
Z eteru amerykańskiego netu/AI(?).
Nie chce mi sięweryfikowac.

Noc, gdy jedna kobieta ocaliła 79 motocyklistów
Miała 68 lat.
Eleanor Briggs całe swoje życie spędziła w małym miasteczku Hollister w stanie Missouri.

O 16:47 niebo zrobiło się zielone.
Od razu wiedziała, co to oznacza. Ten kolor widziała w życiu tylko dwa razy. Po raz pierwszy w dzieciństwie, gdy tornado zniszczyło rodzinną stodołę. Po raz drugi, wiele lat później, gdy żywioł odebrał jej męża. Zielone niebo nigdy nie zapowiadało deszczu. Zapowiadało niebezpieczeństwo.

Syreny wyły już od dłuższego czasu, gdy Eleanor zauważyła światła na drodze.
To nie były samochody.
To były motocykle.
Dziesiątki motocyklistów z trudem poruszały się drogą nr 76, walcząc z wiatrem, który unosił kurz, gałęzie i fragmenty dachów. Zatrzymywali się, wahali, rozglądali, szukali schronienia, którego po prostu nie było.
Gospodarstwo Eleanor stało samotnie pośród pól.
Zobaczyła, jak jeden z motocyklistów upadł. Widziała, jak dwóch innych pomogło mu wstać, gdy niebo stawało się coraz ciemniejsze. I wtedy zrozumiała coś bardzo prostego: jeśli nie znajdą schronienia natychmiast, nie przeżyją tej burzy.

Eleanor z całej siły zadzwoniła w ciężki, żelazny dzwon na ganku i wskazała na stodołę.
Nie padło ani jedno pytanie.
Siedemdziesiąt dziewięć motocykli wjechało na jej posesję.
Poprowadziła ich do betonowej piwnicy pod stodołą - edynego miejsca, które mogło wytrzymać tornado. Drzwi zamknęły się dokładnie w chwili, gdy nad nimi przeszedł ryk wiatru.

Przez długie, niekończące się minuty ziemia drżała, a konstrukcja jęczała.
Gdy wszystko ucichło, Eleanor przyniosła gorącą kawę i koce.
Jeden z mężczyzn zauważył fotografię wiszącą na ścianie: mechanik stojący obok starego motocykla.
- Kto to? Zapytał.
Mój mąż - odpowiedziała. Zmarł wiele lat temu.

Mężczyzna rozpoznał nazwę warsztatu. Opowiedział historię, której Eleanor nigdy wcześniej nie słyszała: dekady temu jej mąż pomógł rannym motocyklistom, gdy nikt inny nie chciał tego zrobić. Jednemu z nich uratował nogę przed amputacją.
Burza minęła.
Stodoła była uszkodzona. Dom również.
Eleanor nie miała ubezpieczenia.

Pięć dni później znów usłyszała dźwięk silników.
Tym razem nie było ich siedemdziesięciu dziewięciu.
Były setki.
Trzystu motocyklistów przyjechało z ciężarówkami, narzędziami, drewnem, materiałami budowlanymi i pieniędzmi zebranymi przez klub. Naprawili dach. Odbudowali stodołę. Pomalowali dom. Postawili na nowo ogrodzenia.
Przed odjazdem zostawili jej pieniądze na podatki i leczenie.
- Twój mąż pomógł nam, gdy nikt inny tego nie zrobił - powiedzieli. — A ty uratowałaś nam życie. My tylko spłacamy dług.

Od tamtej pory Eleanor nigdy nie była już sama na tej drodze.
Czasem w niedzielę przed jej gospodarstwem zatrzymuje się motocykl.
Nie z konieczności.
Po prostu, żeby zapytać, czy ma ochotę na kawę.

Konkluzja?
Fajna bajka.
Idealna dla dzieci.
Na kolejne dobranoc opowiem ją wnukom.

fassi
10.01.2026, 20:13
Z okazji Twoich urodzin, zebrało się pół wsi na naszej budowie

qyTncWwY738?


Popili, potańcowali i pierogi zjedli. NRD zatrzymało się w rozwoju w 1992 roku.

Dziś wieczorem zakończenie w knajpie. Pierwsze piwo polało się z kija o 9:42

Twoje Zdrowie El

El Czariusz
11.01.2026, 11:41
Dzięki Faziku.
Należy Ci się przed nastaniem ciszy coś ode mnie extra.
Opowieść noworoczna w dwóch aktach

Akt pierwszy.
Z eteru świata równoległego.

Przyszłość Polski pod rządami siły sprawczej Brukseli.

Pieniądze z Unii znów płyną do Polski szerokim strumieniem. Kamery migają, konferencje się mnożą, a politycy z minami księgowych, którym właśnie odblokowano kartę kredytową, przekonują, że oto wróciliśmy do głównego nurtu Europy. Słowo "suwerenność" schowano głęboko do szuflady, pewnie obok "repolonizacji' i "wstawania z kolan'. Teraz się nie wychyla. Teraz się rozlicza faktury.
Bo te miliardy nie są żadnym darem. To nie manna z nieba ani nagroda za dobre sprawowanie. To pieniądz warunkowy, polityczny, obciążony ideologicznym leasingiem. Dostajesz, ale w pakiecie instrukcję obsługi państwa. A raczej: aktualizację oprogramowania, której nie możesz odrzucić.

Rząd, który jeszcze wczoraj obiecywał silną Polskę w silnej Europie, dziś coraz częściej przypomina lokalnego administratora unijnego projektu. Szeryfa Brukseli eleganckiego, uśmiechniętego, mówiącego płynnie w kilku językach, ale podejmującego kluczowe decyzje w rytm kalendarza Komisji Europejskiej, nie wyborców. Demokracja? Owszem - dopóki głosuje, jak trzeba.
Unijne środki płyną, więc trzeba płynąć z prądem. Reforma sądownictwa - do poprawki. Energetyka - zgodnie z pakietem klimatycznym, nawet jeśli rachunki przerażają bardziej niż prognozy pogody. Migracja, solidarność europejska, nawet gdy lokalne społeczności nie miały nic do powiedzenia. Wszystko da się uzasadnić: bo fundusze, bo rynki, bo Bruksela patrzy...
I będzie tak do 2027 roku. Do wyborów, które zapowiadają się nie jako starcie wizji Polski, ale jako plebiscyt lojalności. Nie wobec narodu, lecz wobec europejskiego centrum decyzyjnego. Kto lepiej gwarantuje stabilność? Kto nie będzie zadawał niewygodnych pytań? Kto podpisze się pod kolejnym kompromisem, zanim jeszcze pozna jego treść?

Prawdziwa debata o przyszłości kraju została zamieniona w technokratyczne zarządzanie oczekiwaniami Brukseli. Suwerenność sprowadzono do przypisu, a interes narodowy do prezentacji w PowerPoincie. Polska ma się rozwijać, ale odpowiedzialnie. Ma być ambitna, ale "w ramach'. Ma mieć głos - pod warunkiem, że nie będzie zbyt głośny.
Największym paradoksem jest to, że wszystko to dzieje się przy aplauzie części elit, które jeszcze niedawno biły na alarm, gdy ktoś w Europie Zachodniej próbował pouczać Polskę. Dziś te same pouczenia nazywa się "standardami", a podporządkowanie - dojrzałością.

Pytanie brzmi nie - co dalej po 2027 roku?, lecz: czy wtedy będzie jeszcze o co pytać. Czy Polska będzie podmiotem, czy już tylko dobrze zarządzanym regionem peryferyjnym Unii. Z flagą, hymnem i miejscem przy stole - pod warunkiem, że nie pomyli miejscówek.

Pieniądze płyną. Cena przyjdzie później. Jak zawsze.

Cdn.

El Czariusz
11.01.2026, 13:23
Akt drugi.

Dziadku, drogi dziadku...

m3xeczRfwXQ

Bajka będzie o panu inżynierze. Enerdowska, jak tytułowa.

Pewnego, dnia upadłą, enerdowską wieś odwiedził pan i pani inżynier. Inżynierska para szukała swojego miejsca na ziemi.
Po niemałych perypetiach kupili we wsi jej kawałek (tej ziemi) i postanowili się budować. Wcale nie było łatwo na początku, bo wieś bała się bogatych miastowych. Doszło do tego, że jakiś sygnalista enerdowski doniósł władzy, że na tej działce dzieją się rożne, dziwne rzeczy.

Pan inżynier się nieco zdziwił ale postanowił użyć fortelu. W słynnej Wytworni Podlaskich Likierów nabył kilka 5-tek eliksiru. Coś na wzór tego z Poprawki z geografii Polski. Owa "poprawka" to jedna z równie słynnych, zakazanych ksiąg prawiących o przygodach małpy mówiącej ludzkim głosem. Księgi spisane zostały w czasach, kiedy małpa była małpą, murzyn murzynem
a z wanny dało się zbudować wannolot.

Zatem oczytany porządnie pan inżynier, przeszedł się po wsi (zakolendował tak jakby) i częstował mieszkańców w zależności od ich płci - "kawą" lub mlekiem od wściekłej krowy.
W ten sposób wpuścił do enerdowkich mózgów słowiańskiego wirusa. Wirus zaczął działać.
Mieszkańcy wsi nie zaglądali już na plac budowy, by pana inżyniera podpierdolić ale z czystej ciekawości. Pan inżynier częstował kawą i mlekiem z jeszcze większą intensywnością. Wirus opanował całą wieś.

Pan inżynier zastosował jeszcze jeden wybieg. Na działce postawił Wóz Drzymały 2, który przez to, że nie był trwale związany z gruntem...
Pozwalał po prostu grać na nosie "nadzorowi budowlanemu".
Ale nie do końca o tym. Pan inżynier okazał się przy tym niezwykle pomysłowym Dobromirem. Zaopatrzył się lub zbudował sobie wszystko, co było niezbędne do budowy domu. Kupił zepsutą koparkę/ładowarkę - naprawił. Zbudował sobie tartak itd. Stał się niemal samowystarczalny i nagle...

Potrzebny we wsi.
Do tej pory we wsi panował marazm. Jak za dotknięciem różdżki pani Leszczyny wszystko zaczęło się we wsi zmieniać. Pan inżynier umiał praktycznie wszystko to, co jest potrzebne do przetrwania w prerii samotnej parze ranczerów. No kurwa wszystko.
Dysponował jeszcze jedną cechą. Potrafił pomagać i integrować wokoło siebie ludzi, aktywizować ich społecznie.
Zaskakiwał pomysłowością.

Pewnego dnia przywiózł na wieś dwa... byki.
Po kolei...

9Gca9n-w-7U

Cdn.

El Czariusz
11.01.2026, 22:42
W jeża mordę.
Wczoraj, w dniu moich faktycznych urodzin odszedł Erich von Däniken. Pewnie dlatego przyśnił mi się... Tusk. To wyraźny sygnał, by zerwać się ze smyczy, bo świat stanął na głowie. Oczywista świat demokratycznej i pełnej wartości Europy.

Tego dnia i mca urodziła się prócz mnie Strażnik Domowy i nestorka naszej małej kamienicy.
Z tej okazji dostaliśmy od Pani Wandy nalewkę.
10 stycznia urodził się George Foreman. Ten, którego stłukł Ali w Kinszasie.
Ale to walka Forma z Ronem Lele ma większy ciężar gatunkowy dla mnie.

Jutro z rana dokończę enerdowską bajkę/sen, został sam finał i zapadnę w obiecany sen zimowy. Z tego, co widzę odebrano możliwość usunięcia/edycji posta, co nie ma znaczenia dla ludzi, którzy mało piszą a trochę ogranicza tych, co piszą więcej. Coś jak ja ale to rzadkość. Nowa konwencja wpisuje się jednak znakomicie w to, co powinienem robić.
Czyli - milczeć. Od poniedziałku wdrożenie terapii szokowej.
Zamiana słów na złoto. Wchodzę w to.
Denominacja mowy. 1000 słów na jedno.
Na papierze ten rygoryzm w innej formie.

Tymczasem jutro finał bajki.

fassi
12.01.2026, 09:13
Legenda głosi, że tak powstają codziennie rano legendy w enerdowskich bajkach

148072

I zyli długo i szczęśliwie.

El Czariusz
12.01.2026, 09:49
Finał enerdowskiego snu.

Kiedy było już pięknie, byki waliły kupę na kompost, dla potrzeb własnego ogródka, we wsi pojawił się agent.
Przykleił się do naszego bohatera i jak to się pisze w bajkach dla dorosłych zaczął mu wchodzić w dupę.
Esencja moralności, arbiter ortografii - Herr Dot alias Punkt. Zwiedził wszystkie dupy świata. Najlepiej jednak czuje się w czarnej. Zawsze zostawia po sobie charakterystyczny podpis. Jedni trzy krzyżyki, drudzy 8 gwiazdek. On trzy kropki, stąd łatwo poznać gdzie był.

Ta bajka się nie kończy.
Nie ma swojego, charakterystycznego dla normalnych bajek końca, bo to jest bajka enerdowska.

To nie jest jednak problem Fazika. Problemem (brakuje mi właściwego słowa) Fazika jest wrzód na dupie. To nie jest normalny wrzód. To marker stanu zapalnego. Bezdomni mówią na niego El Primero Pioniero. Zawsze da piątaka, nawet jak nie ma. Wtedy piątaka przybija. Ale on jest "ciu ciu ciu" do czasu.
Jeden morał z bajki wyciągnąć można już. Jeden człowiek dużo może. Może zrobić dużo dobrego i wszystko spierdolić.

https://i.ibb.co/WWHWyQky/DSC05265.jpg (https://imgbb.com/)

Powyżej łeb El Primero Pioniero z dnia 2018-01-10. Z dnia jego urodzin.
Wstrząśnienie mózgu na samym początku przygotowań do Szlakiem Grąbczewskiego 1889-2018.
Rok 2018 był jednym z najgorszych w moim życiu z jednej strony, z drugiej pięknym doświadczeniem.
Ilu ludzi próbowało mi wtedy pomóc i... pomogło.

Potem nastał kowit. Czas próby. Zdałem wewnętrzny egzamin. Zdała go Strażnik Domowy.
Dzisiaj nie marzę o podróżach.
Marzę, by być lepszym. Chcę być nikim. Kimś dla najbliższych.

Bohater naszej bajki ma dwa byki, ja będę miał konia i łódkę z żaglem.
Na urodziny dostałem dłuta i dwie piły japońskie. Znaczy pieniądze na nie. Tak się pierwszy raz umówiłem.
Wrócę tu, jak zbuduję model stodoły w oparciu o tradycyjną (zabytkową ciesiołkę). Będzie do złożenia jak klocki lego. Skala mniej więcej jak 1:10.
To może potrwać.

Faziku, ajlowiu.
Jeszcze nie jeden raz świat zadziwisz.

chomik
12.01.2026, 10:23
Zauważyliście, że na końcu zawsze jest rodzina najważniejsza, nie mówię o końcu życia, ale w pewnym momencie dochodzimy do takich wniosków. Część dochodzi do nich na początku, część na końcu. Nie liczy się stan posiadania, w każdym aspekcie i materialnym i duchowym. Bez względu na to ile mamy to na koniec jesteśmy z rodziną.
Wydaje się nam w życiu, że za mało mamy i ciułamy wspomnienia, pieniądze, władzę i co tam jeszcze, a na koniec a może to początek, jesteśmy i chcemy być z Rodziną. Bo to zajebista przygoda ta RODZINA... i wcale ta RODZINA nie musi być z krwi.... :oldman:

Artek
12.01.2026, 11:46
Nie wiem jak jest na końcu:) ale
znam rodziców, którzy tłamszą latami swoje dzieci.
dzieci, którzy swoich rodziców nie odwiedzają na łożu smierci lub pogrzebie

Rodzina jest wygodna ekonomicznie dla pewnej płci.

Poświęć jeden dzień na korytarzu sądowym, pomóż dzień w hospicjum. Tam można zobaczyć rodzinę na końcu.

Mazurkas007
12.01.2026, 11:54
Nie to że się chwalę, ale miałem szczęście mieszkać i pracować w ponad czterdziestu krajach. Poznałem chyba wszelkie główne narodowości, religie i ideologie.
Na końcu najważniejszy jest spokój, przychodzi zawsze taki moment, że po prostu zaczynasz mieć wyj....ne na drobnicę a doceniasz to, co cię uspokaja.
Cokolwiek to jest i jakkolwiek to nazwiemy. Człowiek na końcu życiowej drogi, z bagażem doświadczeń, po prostu chce spokoju.

chomik
12.01.2026, 11:55
Nie wiem jak jest na końcu:) ale
znam rodziców, którzy tłamszą latami swoje dzieci.
dzieci, którzy swoich rodziców nie odwiedzają na łożu smierci lub pogrzebie

Rodzina jest wygodna ekonomicznie dla pewnej płci.

Poświęć jeden dzień na korytarzu sądowym, pomóż dzień w hospicjum. Tam można zobaczyć rodzinę na końcu.

Doczytaj ostatnie moje zdanie, proszę :)

Artek
12.01.2026, 13:11
Doczytaj ostatnie moje zdanie, proszę :)

Rodzina motocyklowa?





Rozważ, jak trudno jest zmienić siebie, a zrozumiesz, jak znikome masz szanse zmienić innych.
Pewnie pisane po winie.



Mazurkas-fajne doświadczenie. Zazdroszczę! Ale w tym spokoju masz jeszcze ten atomowy młodzieńczy napęd do "robienia rzeczy"?

RonDell
12.01.2026, 14:33
Nie to że się chwalę, ale miałem szczęście mieszkać i pracować w ponad czterdziestu krajach. Poznałem chyba wszelkie główne narodowości, religie i ideologie.
Na końcu najważniejszy jest spokój, przychodzi zawsze taki moment, że po prostu zaczynasz mieć wyj....ne na drobnicę a doceniasz to, co cię uspokaja.
Cokolwiek to jest i jakkolwiek to nazwiemy. Człowiek na końcu życiowej drogi, z bagażem doświadczeń, po prostu chce spokoju.

"Z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie popyt na święty spokój".
Duńczyk, Vabank

Melon
12.01.2026, 15:36
Chyba klisza się spaliła bo ciemność widzę https://imgbb.com/

Mazurkas007
12.01.2026, 15:44
Ale w tym spokoju masz jeszcze ten atomowy młodzieńczy napęd do "robienia rzeczy"?

Mam, i to mnie czasami zadziwia. Jak wielu moich pracowników w wieku 25-35 wymięka. Strasznie słabe pokolenie nasze miejsce zajmie. Ale jak to ktoś kiedyś powiedział : twardzi luzie tworzą dobre czasy, dobre czasy dają miękkich ludzi, miękcy ludzie dają słabe czasy, ....

El Czariusz
12.01.2026, 18:20
Łba nie będzie, za to o pewnym Niemcu w zastępstwie na finalny deser. To skutek zmiany warunków edytowania.
Zanim, dodam że łatwiej naprawiać innych niż siebie. Siebie najtrudniej.

Oskar Speck (Szopek) mu było.
Wyruszył w poszukiwaniu pracy, nieświadomy, że jego podróż przejdzie do legendy. W 1932 roku, w dobie wielkiego kryzysu, Oskar Speck stracił swój biznes w Hamburgu. Zdesperowany, 13 maja zwodował składany kajak w Ulm, planując dotrzeć do kopalni miedzi na Cyprze. Jednak gdy dotarł do celu, uznał, że chce płynąć dalej. Przez kolejne 7 lat pokonywał rzeki Europy, wody Eufratu i Tygrysu aż po niebezpieczne wybrzeża Indii i Indonezji.

Podróżował samotnie, walcząc z malarią, atakami krokodyli i wrogością lokalnych plemion w Nowej Gwinei. W Iranie wzięto go za szpiega i ostrzelano, w innych miejscach cierpiał z powodu ekstremalnego upału i braku wody. W trakcie wyprawy zużył 5 kajaków, które regularnie przesyłał mu niemiecki producent (firma Pionier-Faltboot-Werft), widząc w jego wyczynie doskonałą reklamę.

Finał podróży był tragikomiczny. We wrześniu 1939 roku, gdy Speck po 50.000 kilometrów w końcu ujrzał brzegi Australii na wyspie Saibai, zamiast wiwatów powitali go policjanci. Z powodu wybuchu II Wojny Światowej i jego niemieckiego pochodzenia, Speck został natychmiast aresztowany jako „wrogi cudzoziemiec”. Spędził kolejne 6 lat w obozie dla internowanych w Tatura a po wojnie osiadł w Australii, gdzie zmarł w 1995 roku jako ceniony kolekcjoner opali.

Dodam więcej pierwszego dnia wiosny. O rozlewiskach będzie.
Amen.

El Czariusz
12.01.2026, 19:02
Skoro jeszcze dzisiaj rozgadany jestem to wrzucę kupamięci.

Wojtówce. Muzeum Stolarstwa

We wsi Wojtówce na rozległej posesji nr #46, nieopodal Knyszyna i zaledwie nieco ponad 30 kilometrów od Białegostoku, znajduje się miejsce absolutnie wyjątkowe na mapie kulturalnej Podlasia – „Wioska Mnicha”, stworzona przez Pana Krzysztofa Mnicha. To nie pojedyncza ekspozycja, lecz cały rozległy zespół muzealnych kolekcji, gromadzonych przez lata z pasją, konsekwencją i ogromnym nakładem pracy. Jednym z najważniejszych i najbardziej sugestywnych elementów tego zespołu jest muzealna wystawa stolarni, wypełniona historycznym wyposażeniem oraz tysiącami narzędzi stolarskich ręcznych i mechanicznych.

Ekspozycja stolarska pokazuje wielowiekowy rozwój rzemiosła – od prostych, niemal archaicznych narzędzi, po coraz bardziej wyszukane i wyspecjalizowane przyrządy. Obok toporów ciesielskich, siekier i dłut można tu zobaczyć heble różnego rodzaju: zdzieraki, równiaki, spustniki i strugi profilowe do wykonywania ozdobnych listew. Są piły ramowe i płatnice, świdry i wiertarki korbowe, pobijaki, młotki, ściski stolarskie, kątowniki, znaczniki traserskie, cykliny do wygładzania drewna, a także dawne tokarki i maszyny stolarskie napędzane ręcznie lub przy pomocy prostych mechanizmów pasowych. Każde z tych narzędzi nosi ślady intensywnej pracy i stanowi materialny zapis doświadczeń kolejnych pokoleń rzemieślników.

To jednak nie jest muzeum „za szybą”. Zgromadzone narzędzia są podstawą do prowadzenia przez Pana Krzysztofa Mnicha warsztatów stolarskich dla młodzieży i osób starszych. Pod okiem gospodarza uczestnicy nie tylko oglądają narzędzia, lecz uczą się ich praktycznego użycia. Własnoręcznie wykonują proste przedmioty – deseczki, skrzynki, ramki czy drobne elementy użytkowe – które stają się cenną pamiątką spotkania z żywym rzemiosłem i dowodem, że tradycyjne stolarstwo wciąż może być źródłem radości i satysfakcji.
„Wioska Mnicha” to jednak znacznie więcej niż tylko stolarnia. To całe uniwersum kolekcjonerskie, będące świadectwem tytanicznej pracy jednego człowieka. Na szczególną uwagę zasługuje chyba największa w Polsce kolekcja siekier – narzędzi prostych w formie, a jednocześnie niezwykle zróżnicowanych pod względem kształtu, przeznaczenia i pochodzenia. Obok niej można zwiedzać ekspozycję Starej Kowalskiej Kuźni, przypominającą czasy, gdy metal, ogień i młot stanowiły podstawę lokalnej gospodarki i rzemiosła.

Wyjątkowym dopełnieniem całości jest zbiór historycznych szyldów emaliowanych – pochodzących sprzed II wojny światowej oraz z okresu PRL. Te barwne, dziś już niemal zapomniane tablice przywracają pamięć nazw i adresów nieistniejących firm, szkół i instytucji. Wiele z nich to także świadectwa pracy służb BHP – ostrzeżenia, nakazy i zakazy, których celem było zapewnienie możliwie bezpiecznych warunków pracy w fabrykach, warsztatach rzemieślniczych i na placach budów. Każdy szyld to mały dokument epoki, fragment codzienności minionych dekad.
Historia stolarstwa – w Polsce i na świecie – sięga najdawniejszych cywilizacji. Już w starożytnym Egipcie wytwarzano meble i skrzynie, Grecy i Rzymianie rozwijali techniki łączenia drewna, a średniowieczna Europa opierała system rzemieślniczy na cechach i długim procesie nauki zawodu. W Polsce drewno przez wieki było podstawowym materiałem budowlanym i artystycznym, a kunszt stolarski i snycerski osiągał wysoki poziom, zwłaszcza w epoce renesansu i baroku.
Nieprzypadkowo symboliczną postacią tego zawodu pozostaje św. Józef – uznawany za najbardziej znanego stolarza w historii świata. Jest on uosobieniem cierpliwej, uczciwej i odpowiedzialnej pracy rąk. Ten właśnie etos przenika „Wioskę Mnicha” – miejsce stworzone nie dla szybkiego efektu, lecz z miłości do pracy, historii i rzeczy prostych, ale trwałych.

Ogrom zgromadzonych eksponatów, różnorodność tematyczna kolekcji oraz ich spójność pokazują skalę wysiłku, jaki Pan Krzysztof Mnich włożył w stworzenie tego niezwykłego muzealnego świata. „Wioska Mnicha” jest dziś nie tylko prywatną kolekcją, lecz prawdziwym centrum pamięci rzemiosła, pracy i codzienności minionych pokoleń – miejscem, gdzie historię nie tylko się ogląda, ale można jej dotknąć, usłyszeć i doświadczyć.

chomik
12.01.2026, 19:20
Pewnie pisane po winie.


Oj, to źle trafiłeś, ostatni alkohol jaki piłem to w Białej.

A Rodziny mogą być różne.

A moja uwaga łączy się z obserwacją, co mówią, piszą ludzie, co dla nich staje się ważne z biegiem, czasu. Tak samo to odczuwam, ale nie jestem takim egocentrykiem aby uważać, że jak ja, to wszyscy, była to moja obserwacja na temat świata. Ty wcale mogłeś nie dojść do tego etapu i luzz.

El Czariusz
12.01.2026, 20:04
Alkohol to zguba ludzkości.

https://event.webinarjam.com/registration/thank-you/2/k50gxrbzi38hziw0gw?fbclid=IwVERDUAPSFgJleHRuA2FlbQ IxMABzcnRjBmFwcF9pZAwzNTA2ODU1MzE3MjgAAR5idm24AN07 DHSNp-dJW0cRdwaCaOR9VC_DyujlGAXb1e2fnh5ybf7WsclC_w_aem_L zzdG903X978q0hpuLfdmg
Ja się zapisałem.
Zostały mi trzy czereśnie i walczą o przetrwanie.
Spisana na straty szara reneta (nasiona) zaczęła kiełkować w inkubatorze.

Artek
12.01.2026, 20:07
Oj, to źle trafiłeś, ostatni alkohol jaki piłem to w Białej.


Mój wpis dotyczący wina odnosił się do spisanej myśli (zdanie powyżej wina) przez Wolter'a, który był Francuzem. Absolutnie nie do Ciebie. Mnie nic do tego kto co i ile robi ze swoim życiem.

chomik
12.01.2026, 20:39
Mój wpis dotyczący wina odnosił się do spisanej myśli (zdanie powyżej wina) przez Wolter'a, który był Francuzem. Absolutnie nie do Ciebie. Mnie nic do tego kto co i ile robi ze swoim życiem.

Rozumiem, przepraszam, nie jestem obeznany w filozofach, i nie skumałem, ja prosty chomik.
Po za tym dałeś quotę z tym co napisałem, więc sugerowałem się, że to do mnie bezpośrednio i, że niby na bańce to napisałem w przypływie uczuć ogólnospołecznych :D

Artek
12.01.2026, 21:00
Każdy przypadek jest inny.
Cytat zasłyszany od pewnego chirurga-ortopedy:) Świetnie pokazuje też analogię do moich obserwacji różnych ludzi/rodzin. Choć schematów w mych obserwacjach mnóstwo.

Ja bym chciał być lepszy z UCZUĆ. Ale już coraz rzadziej bym chciał.
Zdrowia! Nie w formie toastu, a szeroko rozumianego dobrostanu ciała i ducha.

El Czariusz
12.01.2026, 21:31
Mam/muszę/vhcę wrócić na zaordynowaną ścieżkę.
Zostałem zdyscyplinowany.
Gadulstwo jest złą manierą. Pauza miała być i koniec
Miał być "po" stodole jak klocki LEGO.
To prawda.

Ale nałożono mi (w sumie w formie kontynuacji terapii) dodatkowe zadania.
Ten wątek zaczyna się Sonatą księżycową, którą miałem opanować na 50-tkę mojego zacnego Kolegi. Zrezygnowałem po 1/3...
Zatem w ramach terapii douczyć się mam pozostałych 2/3 (tempo large) i postawić 50-tkę owemu Koledze i potem zagrać Sonatę w zadanej już sobie transkrypcji.
Zatem tak szybko się tu nie zamelduję.

Mało tego, za nonszalancję i trele wszelkie opanować/zagrać mi zadano ten utwór.
Zatem raz jeszcze: stodoła, sonata i romans...
Może się wyrobię na dzień dziecka?
Dziękuję za bat na tyłek i tylko trzy konkrety.
Zaprawdę wolałbym ich 100 mieć na sumieniu. Kto tam by się ich doliczył.
Nie mam, nie muszę do niczego wracać nawiasem pisząc.

4UijpIBlkK4

Dobranoc.

El Czariusz
14.01.2026, 22:56
Drodzy i już nie tani
Eksperyment dobiegł końca.
Postanowiłem pożegnać się z wami ogłoszeniem.

SPRZEDAM PRYWATNE PAŃSTWO (LUB SCENERIĘ DO HORRORU/FILMU O DRWALACH)

Masz dość sąsiada, który kosi trawnik o 6:00 rano? Chcesz zniknąć tak bardzo, że nawet Google Maps zapyta „Gdzie Ty, do diabła, jesteś?”? Mam dla Ciebie 15 hektarów świętego spokoju pod Marwałdem.

DLACZEGO WARTO? (CZYLI JAK WADY ZAMIENIĆ W STYL ŻYCIA):
DOM? RACZEJ "INSTALACJA ARTYSTYCZNA": Budynek ma 325 m² i oferuje tzw. „architekturę otwartą” – głównie dlatego, że wymaga generalnego remontu (albo egzorcystów i nowej wizji). To czysta karta! Możesz tam zrobić butikowy hotel, albo udawać, że mieszkasz w ruinach zamku.

DŻUNGLA AMAZONKI W POLSCE: 80% działki to las. Możesz zostać potentatem wykałaczek, zbudować 500 domków na drzewie albo po prostu biegać nago i nikt Cię nie zobaczy. Drzewa możesz wyciąć, więc jeśli nienawidzisz tlenu – droga wolna!

WŁASNE SPA (BŁOTNE): Obok płynie strumyk i jest staw. Idealne miejsce, żeby Twój pies wrócił do domu czarny, a Ty żebyś mógł poczuć się jak w „Pocahontas”, tylko z większą ilością komarów.

MEDIA: Prąd jest (możesz podłączyć czajnik!). Woda jest we własnej studni (pijesz jak król, prosto z ziemi!). Dojazd jest drogą szutrową – idealna okazja, żeby w końcu sprawdzić, czy Twój SUV naprawdę ma napęd 4x4, czy tylko taki znaczek na klapie.

CO MOŻESZ TU ZROBIĆ?
Glamping: Postawisz dwa namioty, nazwiesz to „Organic Wild Silence” i będziesz brał 500 zł za noc od ludzi z Warszawy, którzy nigdy nie widzieli krowy.

Stadninę koni: Konie będą zachwycone. Będą miały 15 hektarów do biegania, a Ty będziesz miał co wpisać w bio na Instagramie.

Prywatną rezydencję: Będziesz jak Bruce Wayne, tylko zamiast jaskini Batmana będziesz miał własny las i 600 metrów do najbliższego sklepu w Marwałdzie po bułki.

BONUS DLA ODWAŻNYCH:
Jako właściciel agencji nie tylko sprzedam Ci ten „diament do oszlifowania” (czyt. kawał ziemi z wyzwaniami), ale pomogę ogarnąć Warunki Zabudowy. Powiedz mi, co chcesz tam postawić – zamek, lądowisko dla UFO czy eko-farmę jarmużu – a ja powalczę o to w urzędzie.

Cena? Do dogadania. Widoki? Jak ze Wzgórz Dylewskich, tylko taniej. Energia? Nie do podrobienia (serio, to miejsce ma klimat!).

Odbieram telefony od poniedziałku do niedzieli (9:00-21:00). Dzwoń, zanim kupi to ktoś, kto ma więcej wyobraźni od Ciebie!
Nr tel... Znajdziesz jak się postarasz.

Jeżeli chodzi o mnie, to kupię konia i łódkę z żaglem.

El Czariusz
17.01.2026, 19:18
Nie mogę sobie odmówić.
Współczesna wersja - emigracja do NRD.

MaDkIBu8IWM

Coś pięknego.
Książkę kupię.
Dwie, jedną dla pana inżyniera.

El Czariusz
18.01.2026, 21:37
Elwood nic nie musi.
Jedyne, co musi, to wypróżnić się przed opuszczeniem miejsca zamieszkania.
Nawet lepiej, żeby musiał. Adam Musiał.

Ten drugi, to dziecko, co bytuje w swoim Iranie i ma już wyj... Taki wierszyk.

_mo5OPrivfE

Jeżeli Rosja i Niemcy, to pośladki...
Mertz powiedział, że Rosja jest największym sąsiadem Niemiec. Na globusie niemieckim nie ma planety Polska.
Nie ma.
Ale... Jest Elwood.

El Czariusz
18.01.2026, 23:04
Nigdy na to nie zwracałem uwagi i pod wpływem zjawiska przeprowadziłem pewien eksperyment. O nim przy okazji, jego wynikach, bo były zastanawiające co najmniej.
Prosta zaś obserwacja prowadzi mnie dzisiaj do tego, że każda moja interakcja, zwłaszcza po dłuższej przerwie wywoluje wzrost zainteresowania tym/o czym piszę.
To, co mnie bardzo cieszy, że nikt mi nie przerywa, od czasu do czasu interakcje o ile nie poruszam jakiegoś drażliwszego tematu.
Jak np. ten wywiad z Konecznym.

Ten wywiad to kwintesencja mojej mózgowej esencji. Poprzedni post pisany był na szybko z telefonu, teraz siadłem do kompa. Akurat muszę zrobić skan dwóch dokumentów. Z ZUS i US o niezaleganiu w podatkach.
Konieczne one są jako załączniki do aneksu do umowy. Część prac jest wykonana i rozliczona protokołem oraz f-rą. bez tych dwóch załączników nie było by płatności.
Umowa, ankes, załączniki, to razem łącznie 112 stron. Aneks 49.

Roboczo robotę z aneksu nazwałem szukaniem obrączki premiera. W kanałach. Robota prosta 49 stron plus kilka załączników.
Budowa prestiżowa.

Opowiem wam historię.
Na weekend w ramach fuchy dorobił sobie u mnie stosunkowo młody człowiek.
Robota prosta. Chłopak też prosty. Uprzedził mnie, że wyszedł niedawno z więzienia.
Dzisiaj odwożąc go do jego lokum (wynajmuje pokój) zagaja:
- Po raz pierwszy od momentu wyjścia z paki nikt mnie o nic nie pytał. Zwraca się bezpośrednio do mnie. Pracuję, zero rozmów, cisza, spokój, zero presji, zero pytań, krótkie konkretne polecenia... Dawno nie byłem tak zrelaksowany... pracą.
Nie odzywam się, bo mam zapalenie krtani.
- Zero pytań o więzienie, za co siedziałem, praca...
Za co siedziałeś?

-------------------------------------------------------------

Każden qpek wie od dawna, że jest mnie dwóch czasami trzech. Normalni nie zadają pytań, nie komentują. Czytają lub nie. Jednych chuj obchodzi, co piszę, drudzy czytają. Ci, co czytają mogą od kilku dni żałować, bo nie będę już pisał więcej, bo miałem możliwość edycji posta. To były dość osobiste sprawy, teraz już takiej opcji nie ma. Przeczytane, ja kasuje lub konkretnie edytuję. Zscalam posty, wątek mimo wszystko pozostaje przejrzysty.

Zostawiałem to, co mnie satysfakcjonowało.

--------------------------------------------------------------

Podoba ci się taka robota?
- Tak.
Kiedyś zatrudniałem wiele ludzi. Problem w tym, ze ja nie umiem zarządzać ludźmi. W sensie większymi zespołami. Straciłem przez to kilka milionów złotych, zyskałem ponad trzy miliony długu i doświadczenie.
Długi wygenerowała moja inteligencja, spłaciła fizyczna praca i wsparcie Strażnika Domowego. Ile siedziałeś?
- Wyszedłem po ośmiu.
Ja siedziałem w gównie (długów) trzy razy dłużej.

---------------------------------------------------------------

Długów jeszcze nie spłaciłem ale... obecny front robot (do końca lutego) może już mnie od nich uwolnić.
Uwolnić od stresu przede wszystkim. Mnie i Strażnika Domowego.
hacjenda na Podlasiu to barter. Inna pula.
Ten stres narastał latami. Batalia z ZUSem wielu ludzi kosztowała zdrowie, wielu życie. ZUSowi poświęcę jeden rozdziała w mojej książce.
Dlatego tak "wrażliwy" jestem na system i polityków, którzy go hodują. Patrz - Koneczny.

Niestety. Ma rację. Tylko ofiara w postaci trupów po jakiejś kolejnej SWO w środku naszej dupy chwilowo przywróci/zresetuje system. Zresetuje do zera.

------------------------------------------------------------------

Jeszcze dwa lata temu średnia temperatura zimą w moim Przystanku Oliwa wynosiła 13,5st. Dla gości 15.
Dzisiaj to już 15 wyjściowo. Dorabiamy się. Tylko ja mam 63 lata... Przydałby się mózg bardziej niż fizyka. Niestety... Mózgiem to ja nie potrafię. Musze napierdalać fizycznie do 80-tki.
Pani Laura z finansowego (fajna babka) dała mi 40 lat (z ponczem na głowie). Mam 20 lat w suchym zatem.
Jutro przez trzy dni wnuki będą demolować chatę jak dziadek będzie w pracy. Potem razem z dziadkiem. Zatem jutro i pojutrze tylko 8h, by się tałatajstwem nacieszyć trochę.

A pogoda przecudna. Wreszcie prawdziwa zima. Kiedyś zima zaczynała się od -10st. Człowiek/dziecko wracało z dworu spocone, przemoczone, z mokrymi butami i czerwonymi rękoma, które amatorzy ogrzewali na kaloryferze, by potem jeszcze bardziej cierpieć. I co z tego? Dnia następnego powtórka z rozrywki i znowu ręce na kolryfer.
Kto nie sprawdzał, czy się język na mrozie lepi do metalowej barierki niech siedzi jak mysz pod miotłą i się nie odzywa. Jak jutro sprawdzi, niech pisze.

Tymczasem w tv kolejna dobra afera. Zima właśnie i prorocze wizje. Zresztą nie tylko w tv. W tym małym gównie z ekranikiem to samo. By nakręcić gówno na patyk obrazy z Kamczatki na topie.

ten drugi, co w Iranie swoim siedzi długo się nie odezwie. Będzie składał stodołę, grał na gitarze... Kompletnie oderwane od rzeczywistość/realu dziecko. Jutro będzie miał dobre towarzystwo... I ja na to muszę zapierdalać...

BfzEMvNKN-Q

0vGhgtS5I8c

El Czariusz
19.01.2026, 08:52
Dziś w nocy Elwood jako pierwszy na świecie, serfował nocą na Lanzarote.
Walnął 50-tkę soku z kiszonego buraka (tego też nikt przed nim na falach Lanzarote nie zrobił) wziął deskę pod brzuch i popłynął za skuterem.

Wszystko w świetle czołówki na oczach tłumów wiwatujących ludzi. Jak udało mu się ich na klifie w tak ogromnej ilości zebrać? Puścił info na fb, że tej nocy po 24-tej lub po 0:00 czasu lokalnego z oceanu wynurzy się rosyjska Hermenegilda. Najnowszy, atomowy okręt podwodny FR, którego nikt jeszcze nie widział.
Tysiące ludzi szczelnie wypełniły każdy cm kwadrat skalistego brzegu.

Nagle ktoś odpalił z samochodu potężny szperacz, ktoś inny drugi. Potem trzeci, czwarty, 10-ty. Snopy światła zaczęły drenować ocean w poszukiwaniu okrętu, gdy ktoś krzyknął:
- Tam jest serfer!!!
Jezus Maria ktoś westchnął, ktoś zawturował. Tłum zafalował...
Wtedy pojawił się Redzik...

Kurwa mać! To Elwood!! Elwood Chuj! Krzyczał Redzik.
Tłum podchwycił! CHUJ CHUJ CHUJ!!
Wtedy napłynęła ONA. Największa w historii odkąd Juan Jorge Alvarez notuje wysokości fal. Robi to pieczołowicie. Tej nocy nie mogło go oczywista zabraknąć.
Była OGROMNA.
Elwood puścił linkę...

Fala wyniosła go na niebotyczne 83,74 metra wysokości. Wrzeszczy Alvarez:
REKORD REKORD REKORD.
Ale to nie jest ważne, tłum zamarł... Przecież on może zginąć, zginie na pewno!
Tymczasem Elwood uchwycony światłem reflektorów płynąc na ogromnej fali wyciąga coś zza pazuchy i rozwija jakąś białą wstęgę. Po chwili tłumowi objawia się na niej napis!

REDZIKU DRUCHU DROGI!! STO KURWA LAT!! DŁUGICH I SZCZĘŚLIWYCH!!

Ale to jeszcze nie wszystko! W jego dłoniach pojawiają się perły...

https://i.ibb.co/nqRLBR6Y/5c3a4c0688937af5390c01fa3f5e9b48res-Net-Final-14.jpg (https://ibb.co/GfF59Fn8)

El Czariusz
19.01.2026, 09:25
Tuż po...

hUYZzHf66OY

O wschodzie słońca, kiedy atlantycki był już spokojny.

https://i.ibb.co/0jnCWTW1/423954bbb7583c59fb7a5b30ef5b8b73kd.jpg (https://ibb.co/27FvLxLR)

A poznali się pod kościołem...

El Czariusz
19.01.2026, 22:21
Straciłem głos przy 36,0 temp. ciała. Zapalenie "krtani". Blisko dwa lata nie złapałem infekcji, to pierwsza po dłuższej przerwie.
Opiekujący się może mnodcinkiem robót kierownik robót przerażony/zmartwiony, bo nas terminy gonią. Jadę zgodnie z harmonogramem ale dużo ode mnie zależy. Sytuacja losowa ale stres frontowi towarzyszy.
- Mam się martwić?
Nie. Spokojnie. Umieram dopiero przy 37,1.

Mój absolwent z Kurkowej że względu na mrozy (robota na zewnątrz stanęła) nie ma roboty więc z własnej inicjatywy przyjechał pomóc.
- Nie chcę siedzieć... nawet w fotelu.

v42Dx5eIoFQ

Lalala...

Panie ministrze, co to za zegarek na pana ręku? Czy to nie omega?
- Tak.
To drogi zegarek. Dlaczego nie ma go w pana orzeczeniu majątkowym?
- To nie omega.
Mogę zobaczyć?
- Nie.

El Czariusz
21.01.2026, 08:18
Moja zajawka, to motolotnia.
Jak wrócę do sprawności fizycznej czterdziestolatka, to może...

A jaki to jest poziom w tym wieku? Bo zastanawiam się na jakim etapie ja jestem :)

Policzę dokładniej.
Junior miał wtedy 16 lat. Odstawił wyczynowe pływanie po swoich ostatnich MP w Puławach.
Zatem El czterdziestolatek miał wtedy 42 lata.
Z początkiem jesieni junior przyszedł z propozycją:
- Vader... choć pójdziemy na siłownię. Samemu to trochę słabo, byś mi pomógł, doradził... Własnie otworzyli w jednym biurowcu mega siłownię, widziałem.
Nie ma wszystkiego.
- Byłeś tam?
Nie.
- To skąd wiesz?
Ja wiem wszystko.

Mimo zajmowaniem się sportem przez wiele młodzieńczych i nie tylko lat nigdy nie zrobiłem przysiadu ze sztangą 100kg i nie wycisnąłem na ławeczce tożsamego ciężaru. Sam ważyłem wtedy tych kilo 97.
Taki sobie postawiłem zatem cel. przysiąść i wycisnąć te 100kg na sztandze.
To, czego nie było na tej nowej siłowni, to klimatu.
Wybrałem osiedlową, z luźnymi ciężarami, zapachem setek litrów wylanego potu i półświatkiem, który schodził się tam z kikudzieciotysięcznego osiedla, jednej z sypialni Trójmiasta.

Ja zostałem "tatą", junior "młodym".
Na początku z nas pokpiwano. Klasyka. Ojciec z synem... na ile im starczy zapału, garstka słomy?
3 m-ce później było już tylko przybijanie piątek i rosnący szacunek. Podziwiali juniora.
- Będą z niego ludzie! Wytrzymuje taki reżim...
Nie wiedzieli, że przez 9 lat zaliczał dwa treningi dziennie, ucząc się w szkole sportowej. 6.00 - 8.00 i 16.00 - 18.00. Samo rozpływanie na treningu, to było 2/3km a potem w dupę.
Tę samą szkołę przeszła jego mama.

W kwietniu "tato" podszedł do sprawdzianu.
Cała siłownia bila "tacie" brawo. Klepali po plecach goście co setką się rozgrzewali.

_4lqPY2GUnI

Po trzech m-cach masa ciała spadła mi do 90-ciu kg ale cały czas chudłem. Ubywający tłuszcz zamieniał się po prostu we mięśnie. Oczywiście odpowiednia dieta itd.
Październik 2005 - obwód w bicepsie 33cm.
Kwiecień 2006 - 37cm.
Jeden z obserwowanych parametrów.

Młody jeszcze cały czas rósł ale zachwycał konsekwencją.

Front robót (a teraz zapalenie krtani) spowolniło mój tegoroczny start ale na koniec czerwca limit wynosi 3x 85. Ciało, ławka, nogi. Wracam na tę samą, osiedlową siłownię w marcu.
Dodatkowo - bieg godzinny. Tu już dystans nie odgrywa takiej roli. Będzie to forma dużej zabawy biegowej docelowo z elementami skocznościowymi.
20 lat temu bym tylko prychnął i brał się do roboty...

W kolejnym poście uzasadnię i rozwinę.

chomik
22.01.2026, 10:52
No 20 lat temu to ja byłem murzynem i grałem w kosza :)

mareksz007
22.01.2026, 21:22
Policzę dokładniej.
Junior miał wtedy 16 lat. Odstawił wyczynowe pływanie po swoich ostatnich MP w Puławach.
Zatem El czterdziestolatek miał wtedy 42 lata.
Z początkiem jesieni junior przyszedł z propozycją:
- Vader... choć pójdziemy na siłownię. Samemu to trochę słabo, byś mi pomógł, doradził... Własnie otworzyli w jednym biurowcu mega siłownię, widziałem.
Nie ma wszystkiego.
- Byłeś tam?
Nie.
- To skąd wiesz?
Ja wiem wszystko.

Mimo zajmowaniem się sportem przez wiele młodzieńczych i nie tylko lat nigdy nie zrobiłem przysiadu ze sztangą 100kg i nie wycisnąłem na ławeczce tożsamego ciężaru. Sam ważyłem wtedy tych kilo 97.
Taki sobie postawiłem zatem cel. przysiąść i wycisnąć te 100kg na sztandze.
To, czego nie było na tej nowej siłowni, to klimatu.
Wybrałem osiedlową, z luźnymi ciężarami, zapachem setek litrów wylanego potu i półświatkiem, który schodził się tam z kikudzieciotysięcznego osiedla, jednej z sypialni Trójmiasta.

Ja zostałem "tatą", junior "młodym".
Na początku z nas pokpiwano. Klasyka. Ojciec z synem... na ile im starczy zapału, garstka słomy?
3 m-ce później było już tylko przybijanie piątek i rosnący szacunek. Podziwiali juniora.
- Będą z niego ludzie! Wytrzymuje taki reżim...
Nie wiedzieli, że przez 9 lat zaliczał dwa treningi dziennie, ucząc się w szkole sportowej. 6.00 - 8.00 i 16.00 - 18.00. Samo rozpływanie na treningu, to było 2/3km a potem w dupę.
Tę samą szkołę przeszła jego mama.

W kwietniu "tato" podszedł do sprawdzianu.
Cała siłownia bila "tacie" brawo. Klepali po plecach goście co setką się rozgrzewali.

_4lqPY2GUnI

Po trzech m-cach masa ciała spadła mi do 90-ciu kg ale cały czas chudłem. Ubywający tłuszcz zamieniał się po prostu we mięśnie. Oczywiście odpowiednia dieta itd.
Październik 2005 - obwód w bicepsie 33cm.
Kwiecień 2006 - 37cm.
Jeden z obserwowanych parametrów.

Młody jeszcze cały czas rósł ale zachwycał konsekwencją.

Front robót (a teraz zapalenie krtani) spowolniło mój tegoroczny start ale na koniec czerwca limit wynosi 3x 85. Ciało, ławka, nogi. Wracam na tę samą, osiedlową siłownię w marcu.
Dodatkowo - bieg godzinny. Tu już dystans nie odgrywa takiej roli. Będzie to forma dużej zabawy biegowej docelowo z elementami skocznościowymi.
20 lat temu bym tylko prychnął i brał się do roboty...

W kolejnym poście uzasadnię i rozwinę.
Dawaj dalej z tą historią.

El Czariusz
22.01.2026, 22:24
Panie Mareczku, specjalnie dla Pana się przygotuję do kontynuacji ze względu na rocznik ale...

Nie odmówię sobie pochwały dla Szanownego Pana za fizyczne dokonania. Sam byłem świadkiem takowego na Białorusi naszej wspólnej.
Kiedy to nieopacznie wypiliśmy po bardziej niż kilka browarów a Pan pokazał awanturującej się (nie wiedzieć czemu) białoruskiej ekipie sportowców jak to pięknie technicznie pokonuje się jezioro wpław, nie ważne czy wszerz czy wzdłuż.

Mareczku Drogi.
Łączy nas nierozerwanie karkówka, Kwiatkowski i Strażnik Domowy, która Ciebie lubi. Jak Redzisława PonÓrego zresztą.

_pmHu4PNvvc

Akcja, którą odpierdoliłeś na naszym pierwszym spotkaniu nigdy nie zostanie zapomniana. Jak moje pierwsze spotkanie z Redzisławem PonÓrym też.

El Czariusz
23.01.2026, 00:07
Jutro coś wam przedstawię, co mnie na dzień dziadka wyrwało z butów. Możesz grać zaplanowane role, kreować się a dziecko i tak...
Dziecko zawsze prawdę ci powie o tobie.

Melon
23.01.2026, 00:10
Dokładnie albo cię lubi albo nie

El Czariusz
23.01.2026, 09:14
Panowie Chomik i Marek.
Mnie i Marka dzieli od Chomika jedno pokolenie. Tak domniemam.
To, co doświadczam od kilku lat to starcza atrofia mięśni czyli sarkopenia.
Jednoznacznie uzmysłowiłem to sobie 6m-cy fruher pomagając koledze układając mu program rehabilitacji "kulszowej".
Wymagało to ode mnie sporego nakładu teoretycznej pracy a ponieważ nie czyniłem tego bezrefleksyjnie odnosiłem się również do własnego jestestwa fizycznego.

Moja sarkopenia, to poważny problem mój.
Tak poważny, że nie ma bagatelizowania, prokrastynacji czy innego beżbożnego pierdolingu. Bez natychmiastowego działania zostanę po 70tce fizycznym kaleką.
Mózg już ratuje.
Jedno jest pewne... Moje ciało żyje z ruchu. jego brak mnie zabija.

Tymczasem wczoraj był dzień dziadka.
Dziadek Darek dostał dwie piękne laurki od wnuczków. O ile od faceta (Kacperka) nie ma co się spodziewać jakiejś ELokwencji w kwintesencji o tyle Marysia...

Narysowała serduszko (duże serce) i naokoło niego powklejała kilkanaście piesków, z których każdy przedstawiał jakieś "emocje" dziadka.
Pieskowi w kasku rodem z futbolu amerykańskiego przypisała haslo: dziadek wie wszystko.

I wszystko w temacie.

Ale nie w temacie małego faceta.
Wczoraj mocno rozrabiał. Nawet bardzo mocno czyli normalnie.
Działo się to w Chwaszczynie, w domu juniora. Babcia towarzyszyła Marysi przy tworzeniu laurki w jej pokoju. Kacper robił wszystko by zniweczyć ten plan. Skończyło się na tym, że został chwilowo wyekspediowany do swojego pokoju.
Po kilku minutach nagle chatą całą zatrzęsło. Dosłownie. Jak przy trzęsieniu ziemi. Potworny huk zaraz potem dwa gwizdy...
Babcia przerażona patrzy na Marysię, za okno, a Marysia ze spokojem:
- Pewnie Kacper czymś walnął.

Po chwili rozdzwoniły się telefony od bezpośrednich sąsiadów. Wszystki domy w najbliższej okolicy się zatrzęsły...
To nie Kacper jednak a dwa eFy (najprawdopodobniej) przeleciały tuż nad dachami tego małego osiedla. Kawałek dalej poleciały szyby komuś w oknach.
Dlaczego leciały tak nisko...?
Domyślam się...

A może to nie eFy a radzieckie "migi"? Czyje nie były leciały tak nisko by nie były widoczne dla obrony przeciwlotniczej. Tylko czyjej?
Oficjalny komunikat mówi o radzieckich myśliwcach, które co prawda nie naruszyły polskiej przestrzeni powietrznej ale zmusiły do poderwania naszych.
Ludziom w tych chatach, co zadrżały jak osika na wietrze różne mysli zaczęły latac po glowie jak te myśliwce...

chomik
23.01.2026, 10:02
To ćwicz, ćwicz, ja też ćwiczę, bo jak o AT trzeba dbać tak i o siebie trzeba dbać, aby jeszcze jeździło się bez przestojów...

No i pisz, pisz, bo miło rano przy kawie poczytać.

mareksz007
23.01.2026, 15:33
https://www.youtube.com/watch?v=dF_YaJ5sLjI
El, wspominając Białoruś to takie historyczne ujęcie trójstyku znalazłem.
Nie była to tania wycieczka, 300 złotowy mandat na pamiątkę.
Obecnie wysoki płot i strefa zakazu przebywanaia.
Już nie zaśmiecam.

El Czariusz
24.01.2026, 08:31
Ooo, potraktowali Ciebie ulgowo. Normalnie 500.
Co za ładny, spokojny obrazek.
Dodam, że ja śmigając wzdłuż granicy kiedyś, zawsze zgłaszałem to SG. Nauczyłem się tego na Biesowisku wiele lat temu i dlatego tak ładnie wypadło to w 2011-tym bodaj.
Utrzymywaliśmy świetne relacje z SG Wetlina.

...
Jesteś jedną z ostatnich osób z jakich chciał bym brać przykład ...
Bardzo się cieszę.
Wolę zostać niezależnym. Powtarzalnym niezależnym. Czasami ością w dupie.
Nie ma lekko.

Podoba mi się ten z Django w obrazku.
Będzie musiał się z tym obrazkiem na długo zaprzyjaźnić.
Mam plan.
Elwood nigdzie nie będzie odchodził, choć to kusząca wersja potencjalnych wydarzeń.

https://i.ibb.co/qLfRQ2n8/IMG-20260123-092034.jpg (https://ibb.co/FkMBTdW1)
To jego miejsce.

https://i.ibb.co/WpzKphgN/IMG-20260123-180452.jpg (https://ibb.co/YTdjTCp4)

To laurka dla dziadka Darka.
Ten w hełmie, to ten dziadek, który wie wszystko.
Zakuty w wiedzę łeb.
To pisze/mówi dziecko, które dobrze wie w czym dziadek jest "słaby". Ważniejszy jest ten drugi - co wszystko wie. Kacprowi, jak "nie idzie" coś, to mówi: nie lubię dziadka. A jak nam coś wychodzi, to dodaje: kocham cie dziadku!

Byc kochanym... Coś wspaniałego.
To jest ta "niespodziewana" zmiana. Piętno wieloletniego stresu, nieustającego rozliczania się ze swoich błędów...

Obecnie siedzę w kanale. Kanał ma 825m, 1765mb kątownika do zabezpieczenia antykorozyjnego.
Zdjęcie zabudowy (łącznie 3520 ceowników o wadzie 20kg jeden) wstępne czyszczenie (skrobanie) do określonej klasy czystości, przeszliwowanie, odkurzenie, mycie, trzykrotne malowanie, oklejenie taśmą.
80% pracy za mną.
Dzisiaj musimy skończyć malowanie.

Symboliczne wyjście z tego kanału, będzie zasadniczo zamknięciem długoletniej walki z wyjściem finansowego dołka.
Czeka mnie jeszcze klatka schodowa, to bęzie pierwszy od 25 lat - marsz "w górę".

To pisze wam "Grzegorz Braun" tego forum.

El Czariusz
25.01.2026, 12:51
Holenderski poseł Dirk Gotink z Komisji kontroli budżetowej uzyskał dostęp do księgowości Komisji Europejskiej. I się zagotował.

Gotink mówił o systemie „fantomowego lobbingu podważającego zaufanie do instytucji europejskich”.
I dodawał, że "urzędnicy europejscy pracowali na bazie kampanii perswazyjnych, które sami sfinansowali".

I co? I nic.
Może ktoś słyszał o ciągu dalszym tej historii, mnie takie info ominęły.

Liliana Sonik.

Tymczasem staruchy (takie jak ja) wstawajcie z krzeseł.

65fZUsSIxXc

Ja nie wstaję na razie. Wczoraj zwiedziłem kanał z innej perspektywy. Gasząc światło na hali kończąc pracę, nagle znalazłem się 1,20m niżej, w eleganckim wykroku.
10 dni pracy min stop i na finał taki brak koncentracji.
Tak Elwood... Jednak musisz.

Czasami potrzebny jest bodziec/sygnał dający przyspieszenie.

El Czariusz
25.01.2026, 16:36
23.
Nie cieszy mnie wynik absolutnie. Z niższego fotela niż krzesła ale nie cieszy.
Zapalenie krtani ustąpiło, zastąpiło stłuczone kolano, goleń i podbicie stawu skokowego oraz spuchnięty palec... wskazujący lewej ręki. Uniemożliwia poprawny chwyt Barre.
Czy ja narzekam?
Nie.
Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.

fxL8IrlqAV4

El Czariusz
25.01.2026, 22:15
Banalne ćwiczenie.
W tv film sensacyjny. Reklama, to "wstaję". Wynik 20.
20 lat temu na siłowni rozgrzewałem się z gryfem = 20 przysiadów.
Potem 8 przysiadów z obciążeniem 50kg i dalej progresja...
Od jutra "wstawanie" do upadku mięśniowego w trzech seriach.

Jedzie do mnie ławeczka od Dzieja.

Wracam do pompek, drążka i brzucha. Bez względu na to, ile czasu spędzę w robocie.

El Czariusz
26.01.2026, 08:28
El Czariuszu, dobrze to przedstawiłeś, pytanie brzmi czy ludzie potrafią, czy zechcą to zrozumieć czy wolą żyć w sterowanym amoku.
No i czy są jeszcze tacy z kim można by to przerwać.

Dzisiejsze "koszty" energii, to w połowie podatki.
Nie sprawdzałem ale mamy już chyba najdroższą energię na globusie unijnym.
55 lat temu w trzeciej klasie szkoły podstawowej rozwiązywałem układ równań z dwiema niewiadomymi. Nie tylko ja... To był program algebry powszechnie obowiązujący.
To znaczy, że dziecko w czwartej klasie 55 lat temu mogło lepiej czytać rachunek za prąd niż nie jeden współczesny - dorosły.

Medycyna.
Tworzymy instrukcję obsługi regulującej "życie jednostki". Jednostką możesz być ty lub jakimś organizm społeczny np. szpital. Nie postępujesz zgodnie z instrukcją - łamiesz prawo, jesteś karany.
To jest znakomity biznes, który tworzy wynaturzenia lokalnie jak np. apteki, w których możesz się zaszczepić.
Nie chodzi o to, że szczepienie (tu na grypę) jest psu na budę (bo jest). Chodzi o procedurę. Ta z czasem ma szansę rozrosnąć się z lokalnego, do powszechnego i naturalnie obowiązkowego procesu. Komu z tym po drodze?

Gdzie jest profilaktyka?
Wchodzisz do Lidla i szukasz sekcji ze zdrową żywnością. Lidl dba o ciebie jak może. Prawda?
Ale... pozostaje jedno proste pytanie: co z pozostałą żywnością? Ta w "sekcji eko" jest zdrowa a pozostała? To jest dopiero dysonans poznawczy.

Takie "zagadki" omawiam z Marysią. Skoro sklep sprzedaje zdrową i niezdrową, to...

Za chwilę druga kawa, fotel i...

c79ZbaMX-oQ

El Czariusz
26.01.2026, 09:02
Leci kawa druga. Już po przysiadach.
Jeszcze rozciąganie (to dłuższy proces niż moje męskie golenie), szycie roboczych portek, co mi się porwały z lotem do kanału i dalej w kanał.
Dzisiaj będzie już wkładanie ceowników a to jak przerzucanie worków z cementem w porcie.

Ruch to życie. To już nie tylko zdrowie, jak mawiał nieodżałowany redaktor Hopfer.
Przede mną ponad 3500 ceowników x 20kg do zakrycia kanałów. To daje 70T.
mam na to 20h. 3,5T na godzinę.

Nie ma lekko...

6rdLv2jx1M4

https://i.ibb.co/3y5bnwYd/Azja-2013-449.jpg (https://ibb.co/hRxNSk19)

https://i.ibb.co/9m8C3GRb/Azja-2013-466.jpg (https://ibb.co/20nfY5Xv)

https://i.ibb.co/cXXYQ8RL/Azja-2013-495.jpg (https://ibb.co/WppVfz7t)

https://i.ibb.co/7t28LPSw/Azja-2013-501.jpg (https://ibb.co/b5zqDT6S)

El Czariusz
26.01.2026, 13:46
Jednak 30kg sztuka...
Człowiek wyciągał i nie wiedział, szło szybko.

El Czariusz
26.01.2026, 20:19
Przerzuciłem 30T.
Moje wsparcie drugie tyle.
Jutro już "tylko" po 20...
Tak, że dzisiaj tylko rekonwalescencja.

kylo
26.01.2026, 21:49
Foty z rowerem - Wspaniałe.

El Czariusz
27.01.2026, 08:58
A dziękuję za pochwalę zdjęciową. Rzadkość to w moim przypadku.
Rozumiem, że bardziej środek lokomocji i otoczenie robi wrażenie.
Tak... Ukraina w Pamirze albo Pamir na Ukrainie - 2013.

Towarzysko niezbyt udana impreza, bo zrealizowana w roku nieparzystym. Czasami tak jest, że człowiek nie pasuje do systemu (czyli ja) i nie potrafi się dostosować do ekipy. To jedna z moich słabości, nad która pracuję.
Do tej pory w bogatym życiu wycieczkowym spotkało mnie to dwa razy.


Zbieram się od lat, do opisania kilku wycieczek, które były sztosem. Towarzyskim pełnym sukcesem, czystą radością. Wracasz wtedy " do siebie" i zastajesz pustkę.
Wszystkie te wycieczki mają jedną, wspólną cechę. Zrealizowałem je w ciągu 12 lat studiów w okresie 1982-1993.
W tym trzy epokowe. Jedna z nich - pierwsza wyprawa życia, najbardziej szalona przypominała duchem Szlakiem Grąbczewskiego.
Jednym z uczestników był dzisiejszy, bardzo znany w branży menedżer. Urodzony sprzedawca. Handlowiec roku itp. Wizjoner z wyobraźnią podobną do mojej. Człowiek sukcesu. To nas łączyło. "Sukces". Łączyło całą ekipę w liczbie czterech "gigantów" rocka i drolla.
Nasza wyrypa była tak niewiarygodną, że musielibyśmy się zebrać we czwórkę i ją odpowiedzieć przed kamerami.

Łączyło nas jeszcze jedna, bardzo ważna cecha. Spontaniczna ciekawość świata.
Ukraina w Pamirze czy Pamir na Ukrainie to malutki, nie wiele znaczący epizod. Pierdnięcie muchy w huraganie.
Jedną z takich wycieczek sygnalizowałem. Nawet upomniał się o nią Stopa.

Nie wiem, jak to będzie z opisywaniem tej czy tamtej. Teraz jestem skupiony na naprawie siebie. Fizycznie i psychicznie.
Muszę też postawić Lublina na nogi, przysposobić go do rodzinnych wycieczek. Babci z dziadkiem z ich wnukami.
Najpierw po polskich zadupiach, potem się zobaczy. Chciałbym aby dzieci zasmakowały tych słodkości, które ma do zaoferowania dziadek. Babcia zawsze będzie gwarantem dla rodziców, że ekipa "nie spali lasu."

Kylo... Dla Ciebie moje ulubione foty z rowerowej wycieczki Ukrainą rok 1974 po Korytarzu Wachańskim. Practica MTL5B.
To była wyrypa w stylu la 80-tych. Jedynym odstępstwem był namiot.

https://i.ibb.co/dwnzWcwJ/45840031.jpg (https://ibb.co/nNh5g0N8)

https://i.ibb.co/LXNqh1LN/45840032.jpg (https://ibb.co/zT6LHZy6)

https://i.ibb.co/hJ3Bk7L3/45840033.jpg (https://ibb.co/PvqcRmFq)

https://i.ibb.co/QvtbL054/45840036.jpg (https://ibb.co/TMdv6yCs)

Ostatnie zdjęcie robione specjalnie "dla siebie".
W 2008 zawracałem na tej wysokości Elwoodem, tylko po afgańskiej mańce.
Wtedy gonił mnie strasznie czas (2008). Wtedy moim celem (jadąc lewym brzegiem Pandżu) było zobaczyć dwóch socjalistów i szybko wracać na granicę, bo dwa dni później kończyła mi się wiza... tadżycka.

El Czariusz
27.01.2026, 19:29
20T za mną.
Znaczy "przerzuciłem" łącznie w 4 dni 100T przez moje barki i kręgosłup.
Wygrałem z szefem budowy dwie flaszki.

El Czariusz
27.01.2026, 19:55
Internaty.

Polska: "Będziemy was ścigać 10 lat po przedawnieniu" Cypr: "Obniżamy podatki. Belka? 0% Crypto? 8%." Dwa kraje. Dwa kierunki. Dwie filozofie.

Polska, styczeń 2026: Ministerstwo Finansów planuje zniesienie art. 44 § 2 KKS. Co to oznacza? Że nawet po przedawnieniu podatku, Urząd Skarbowy może wszcząć przeciwko Tobie postępowanie karne. Pomyłka w VAT z 2025? Może wrócić w 2035. A jak umknie Ci postanowienie o zarzutach (bo stary adres albo wyjechałeś) to znaczy, że się ukrywasz i kolejne 10 lat.

Cypr, też styczeń 2026: Największa reforma podatkowa od 22 lat. I idzie w przeciwną stronę. Utrzymano całkowite zwolnienie od podatku zysków kapitałowych (podatek Belki wynosi 0%) a dodatkowo:
- Crypto opodatkowane liniową stawką 8% – najniższa w całej Unii Europejskiej (wcześniej crypto było problematyczne)
- Kwota wolna od podatku wzrasta z 19 500 do 20 500 euro (prawie 90 tyś PLN)

No cóż dla mediów ważniejszy jest zamach prawicy na lewicę w Minnesocie.

El Czariusz
28.01.2026, 09:29
Po 100T chwila resetu.
Co to jest 100T? Nic moi drodzy i tani. Większość z nas przerzuca zbędne kilogramy dzień w dzień. Przytłaczają nas rożne ciężary.
Jedne jest łatwo zmierzyć. Obwodem pasa, wagą, drugie nie tak łatwo. Te drugie mierzy ilość kurew rzucanych w eter.
Przemieszczając się w kanałach co jakiś czas leciała taka, jak przekupa na targ.
A to wspornik od kanału na przewody, a to za wysoki pręt zbrojeniowy a to, a to tamto.
Jest jeden czynnik determinujący wszystkie pozostałe. Najlżejszy na wejściu. Najcięższy na wyjściu.
Głupota.
Jestem specjalistą w tej ostatniej dziedzinie.

Mam 19 lat.
Nie rzucam kurew.
To były czasy... Teraz znowu czasy są. Tylko ja tymi kurwami. I to mnie wkurwia najbardziej.
Ale... nie rzucam (jeszcze) kurwami kiedy jestem sam. Sam, gdzieś daleko. Daleko, nie znaczy - koniec świata. Daleko od bieżących problemów.
To znaczy, czasami z rzadko rzucę: "o żesz ty kurwa", ale tak jakoś inaczej...
Tak swojsko, ciepło, z podziwem bardziej, niemal z szacunkiem... albo czystym zdumieniem.

Było tak, jak wracałem z Albanii w 2011. Wracałem wtedy ze Szkodry na rowerze.
Tak to sobie przed wyjazdem na Bałkany zaplanowałem. Z jednym takim najpierw jeździliśmy po Bałkanach terenówką jego. Ja jeździłem za 80zł dziennej dniówki. To była dobra stawka.
Za 80zł w Macedonii mogliśmy co prawda kupić wtedy np. cztery skrzynki (4x 20kg) pomidorów czy tyle samo prawdziwej, czerwonej papryki. Ciemnych winogron już mnie ale też fciul kg.
Tak temu jednemu moje towarzystwo odpowiadało, że dostałem po płatnych sześciu jeszcze extra 4 dni w gratisie.

O rowerze nie wspominam poza faktem, że była to Koga Mijata pożyczona od Lupusa i w kompletnie nie moim rozmiarze. Za mała rama itd. Ale pożyczonej Kodze w pedały czy ramę się nie zagląda.
W każdym razie Koga miała dwie sakwy i to do nich musiałem się spakować.
Jakoś wcześniej za bardzo tego nie przemyślałem. W sensie sakwiarze potrafią tam zmieścić cały swój dobytek, znaczy dorobek całego życia.
No więc ja teoretycznie nie powinienem mieć z tym żadnego problemu, bo mój dorobek, to było całe 50eu w gotówce, trzy pary gaci, tyleż skarpet, trzy koszulki (bawełniane oczywiście)...

https://i.ibb.co/SDtJ2ZNc/IMG-1592.jpg (https://ibb.co/WNksQRn0)

...i te podrabiane kroksy...

https://i.ibb.co/jvhPw3j4/IMG-0959.jpg (https://ibb.co/JRnwprSk)

Cdn.

P.S.
W temacie kulinariów.
Żurek, to Barszcz Sosnowskiego.

El Czariusz
28.01.2026, 20:09
Mój dziadek ma na imię Darek. Ma 63 lata. Radość sprawia mu wolny od pracy czas. Mój dziadek najchętniej zajmuje się odpoczynkiem. Jego największym marzeniem jest wieczny odpoczynek.

Tymczasem na chacie juniora pojawił się stół do "pindla".
Dziadek Darek wygrał z tatą 11:9 przy oszałamiającym dopingu wnuków dla dziadka.

1980 Obóz zimowy.
Urodziny.
Impreza do śnieżnego poranka. Finał na stołówce. Szło na 5.30, meczem w ping ponga kończymy imprezę. Tuż przed wchodzi właściciel pensjonatu i widząc nas rzuca:
- Prawdziwi sportowcy. Przed świtem już na nogach i trening.

BW-tTIqsVew

El Czariusz
28.01.2026, 23:39
Wracamy do czasów komuny.
FWP - dawne 500+ w wersji lajt.
Skoro upał się wzmógł nieco, "wróćmy nad jeziora"...

Kn7MJRnSp3M

El Czariusz
29.01.2026, 09:12
Wszyscy pytają, jak dałem radę z tym rowerem z Albanii do globusa Pl ledwie 5 dni... A pytanie winno być postawione inaczej.
Jak rower dał se radę ze mną?

Otóż, mało kto wie, ale mam za sobą profesjonalną, zawodniczą karierie kolarską. Wystarczy wpisać w gógle Darek Elwood i wyskoczą wszystkie moje osiągnięcia i mistrzowskie tytuły.
Bylem wielokrotnym MP i jednokrotnym MŚ w jeździe indywidualnej na czas.
I teraz postanowiłem wykorzystać wcześniej stosowaną, a prostą arytmetykę kolarską. Gdy kondycji nie staje, istotną rolę odgrywa czas. Drastycznie wzrasta nań zapotrzebowanie i tu nikt nigdy nie był w stanie mnie pokonać.

W końcu przeszedł ten dzień, kiedy wypadało się pożegnać z kierownikiem.
Dostałem opierdol, za złe spakowanie szpeju, bo bicykl po załadowaniu od razu fiknął orła do tyłu.
Poirytowany kierownik zajął się tym razem sam wszystkim i po 15.145 sek. rower stał gotowy do jazdy. Pan Tadeusz zdążył jeszcze zmienić dętkę w tylnym kole, bo w 3 sek. ułamał wentyl.

https://i.ibb.co/Z1vFx958/IMG-2070.jpg (https://ibb.co/DgmvQdhC)

Spojrzeliśmy na siebie i... wtedy doznałem poważnej kontuzji brzemiennej w skutki. Kierownik z jakąś dziką pasją wymierzył mi solidnego kopa na szczęście...
Kolejne pięć dób mego powrotu do Polski, to zmaganie się z ową kontuzją, znaczy potwornym bólem tyłka. Nie powiem, pewien udział miały w tym bezczelne dwa pedały, z którymi w miejsce kierownika przyszło mi się związać.
Ten romans okazał się...

Przede mną ponad 1400km do Bielska Białej. Grubo ponad 200km dziennie, do tego bez mapy, bo po co zawodowcowi mapa? Wio na północ i tyle.

Dzieju
29.01.2026, 10:29
Syna kolega pojechał z Warszawy do Mrągowa tak na raz w jeden dzień.
Pewna dziewczyna pojechała sobie rowerem z Polski lekko zachodniej do Hanoveru na weckend.
Także trochę ludzi dalekobieżnych jest.
Ja tam tylko do 100km w jednym dniu w większości wertepowo/leśno/szutrowo trochę po twardym.
Oczywiście na nogach nie na prądzie jak to teraz robią.
Ale po 200 dziennie i kilka dni......nooo to trzeba kondycji i szosówki.
Przejechałem się kolegi lekkim i szybkim rowerem, sam jedzie, 10x mniej energii potrzeba.
Tak, to robi różnicę w zasięgu.

El Czariusz
29.01.2026, 17:06
Nim zostanę bohaterem zwrócę uwagę - historia po globusie PL niezmiennie kołem się toczy. Jak moje (lupusowe znaczy) z ziemi albańskiej do Polski.
Ciągle to samo...
Konkretnie opowiedziana historia bajońskich sum.
W pauzie bałkańskich zapisków, lektura na wieczór.
Na koniec tygodnia... W sumie na całe życie.

SUtT3N2DWJQ

Tymczasem padła mi jedna z czterech ostatnich czereśni. Podejrzewam przyczynę.
Z nadmiaru roboczych obowiązków nie zdążyłem wysłuchać nasionowego webinaru. Właśnie link wygasł ale nie szkodzi...
Decyzja podjęta "wracam na wieś", znaczy ponownie zostanę rolnikiem.
Muszę wybrać jakąś specjalizację i będą (o ile taka jest) drzewa owocowe. Sądownictwo w jakimś węższym zakresie.

Przede mną piękny rok. Remont domu itd.
Jutro powoli będę zamawiał narzędzia.
Mrozy w mojej wsi tęgie ale stodoła stoi i elegancko wysycha.

El Czariusz
29.01.2026, 20:53
Zapowiadał się świetnie...
https://youtube.com/shorts/94LQCYNcxVM?si=hLUsHlPTMpJIidEY
To dokładnie jak ja.
Mnie co prawda nikt nie zapowiadał poza banalnym stwierdzeniem: zdolny ale leniwy. Twoje losy rozstrzyga dom i ulica.
Dlatego ja do nauki odkąd pamiętam, miałem jeden zeszyt. To był zeszyt do wszystkiego.
Z polskiego, to ja w ogóle nie potrzebowałem zeszytu. Nie czytałem lektur, nie idrabiałem lekcji.

IwH6t7AekPo

Zawsze śniłem.
Nigdy jednak o bogactwie. Po prostu chciałem mieć trampki, dżinsy wycieruchy jak Paragon i taką "harcerska kurtkę bez kieszeni tradycyjnych tylko jedną na piersi. Ona miała swoją nazwę.
Chciałem mieć rower, gitarę... Lubiłem się przemieszczać. Daleką jazdę pociągiem z nosem wklejonym w szybę, autobusem jak najbliżej kierowcy.
55 lat temu jechałem z Władykawkazu do Tbilisi Drogą Wojenną, na całym odcinku szutrową. Ludzie częstowali mnie słodkościami. Konduktor pozwolił zająć swoje miejsce... Było wspaniale.

Dzisiaj na kolację gulasz z kurzych żołądków. Chodził ten gulasz za mną już kilka ładnych lat. Wyszedł bomba. Najpierw miał być na modlę koreańską ale poszedłem w polski klasyk z akcentem madziarskim.
Powoli przymierzam się do postu. Post w moim rozumieniu. Rygorystyczny jak pierun. Cel: odtłuszczenie wątroby i trzustki.
Ponad rok temu wpadły mi w oczy ciekawe badania dotyczące kondycji trzustki właśnie. O ile problem stłuszczonej wątroby jest powszechnie znany i o zgrozo dotyka już otyłe dzieci (czyli znaczną większość) to nikt nie zwraca uwagę na trzustkę. Jej też to dotyczy. Więc w tym, by oczyścić trzewia z tłuszczu (w tym trzustkę) to już operacja co najmniej specjalna.
Rygorystycznie ograniczona w kalorie dieta (maks 850kcal) i to przez min 65 dni, to mega wyzwanie.

Jestem już bliski podjęciu wyzwania. Start w Środę Popielcową. Ten dzień zawsze jest dla mnie szczególny. Bardziej niż świąteczne dni Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy.
Tego dnia zobaczycie mnie na pewno w kościele jak co roku.
Po zapaleniu krtani nie ma już śladu więc w po oddziałem pierwszy wybieg albo zimowy rower.

JSVQFSE1r14

Ramadan w dagestani.

El Czariusz
29.01.2026, 23:09
Mam jutro prawie wolne, to dobie jeszcze poużywam, jak mój warszawski kolega - szpec od kapeluszy jak Hanka Bielicka, tylko męskich.

"Dzwoni telefon. Numer 597207380. Młoda (sądząc po głosie) niewiasta przedstawia się że pracuje dla kancelarii prawnej specjalizującej się w naprawianiu sytuacji finansowej swoich klientów. Pyta czy jestem zainteresowany. Odpowiadam że nie jestem klientem. Niewiasta ochoczo pyta mnie czy chciałbym zostać i czy mam trudną sytuację finansową. Odpowiadam że TAK jak najbardziej.

Uradowana niewiasta pyta mnie czy chcę zamówić prywatną konsultację z mecenasem, który oceni co trzeba zrobić aby wyciągnąć mnie z tarapatów. Odpowiadam że z wielką chęcią. Umawiamy dzień i godzinę oraz miejsce spotkania którym ma być kancelaria pana mecenasa w Warszawie. Frasuje się nieco i odpowiadam że obecnie nie stać mnie na podróż do Warszawy jako że mam kłopoty finansowe.

Niewiasta proponuje rozwiązanie jakim ma być zapewnienie mi transportu do Warszawy na koszt firmy. Pyta gdzie mieszkam. Odpowiadam że w Nowej Południowej Walii, w Sydney i że nie jestem wymagający. Bilet na "business class" wystarczy

Słyszę w słuchawce: pi pi pi pi pi pi pi ......

I tak to jest, niby człowiekowi chcą pomóc ale okazuje się że dyskryminują wedle miejsca zamieszkania."

P.S.
Zamówiłem, opłaciłem (za urodzinowe dutki) dłuta czeskie. Rozmiary od 6 do 32mm. Plus jeszcze jedno ciesielskie wydanie zbiorowe w wersji papierowej - używane.
Jeszcze tylko piły japońskie.
Jutro jedziemy że Strażnikiem Domowym wymienić zużyte paski na nowe.
Czy może do Maroko na dowód? Strażnik chciałaby zobaczyć Marakesz. Ja też.
Ale najpierw kupię sobie porządny wełniany kapelusz. To nie są tanie rzeczy.
Marzą mi się też buty szyte na miarę, porządne, wieczne pióro i porządny zegarek. Omega Szejny nie ale Atlantic ok.
Robią jeszcze dżinsy z grubego drelichu? Rurki bym chciał mieć z takiego.
Jeszcze gitarę pode mnie robioną. Zleciłbym zrobienie Sergiuszowi Stańczakowi.

Chciałbym zobaczyć na ławkę oskarżonych wszystkich polityków, którzy kierowali/kierują globusem pl. Z wysokimi wyrokami na finał.
Wszyscy WON.

RonDell
30.01.2026, 08:39
Chciałbym zobaczyć na ławkę oskarżonych wszystkich polityków, którzy kierowali/kierują globusem pl. Z wysokimi wyrokami na finał.

Rozmarzyłem się. Ehh...

El Czariusz
30.01.2026, 09:21
Tak... Nie miałem mapy. Chyba miałem kupić ale nie kupiłem, bo nie miałem.
Miałem jeszcze karte bankomatową ze sobą i na niej (chyba) 100zł.
Poza nią wspomniane 50euro.
No i miałem proste zadanie.
Dojechać z rowerem w 5 dni do Bielsko Białej. To miałem, tego nie miałem, wiedziałem, co wiedziałem ale nie wiedziałem np. - ile jest faktycznie km do tej Bielsko Białej i w zasadzie, którędy jechać?

Którędy jechać to ja się szybko przekonałem, a było to tak.
https://mapy.com/s/remamefoku
Dokładnie w najniższym punkcie tej trasy stał pan i informował o zamkniętej drodze z powodu... niewybuchu. Miałem w tym momencie pierwsze trzydzieści kilka km za sobą i nawet mi się jechało. Na granicy spora kolejka ale ja służbowo na granicę więc odprawa migiem. Było kilka osłów na tejże i było z górki. Było, że dupa boleć poczynała ale, że z górki to łatwiej.

Gdzie stał pan, było płasko. Prawie każdy z was tą droga jechał więc wie, że to żadna historia.
Tam, gdzie stał pan, było coś jeszcze... Kurewsko wręcz gorąco. Mimo połowy września, naprawdę kurewsko. Gorąco i wilgotno. Było i nie było. Nie było wody na pokładzie ale... wodę dostałem od stojącego pana. Pan był Czarnogórcem więc nie było żadnego problemu z dogadaniem się.
Jeszcze coś było. Było południe.

Nie udało mi się pana przekonać, że mnie bomba nie tyka. Pokazał objazd...
To była pionowa ściana, po której szutrowa droga wiła się jak ten teksański padalec z grzechotką w dupie. Do tego wszędzie grzechotało ile wlezie.
Po kilku zakrętach pod górę, padłem jak kawka rażona jadem grzechotnika.
Wtedy po raz pierwszy pomyślałem: na chuj ci to było... bez pytajnika. Proste stwierdzenie faktu. W oczach wyobraźni stanął mi szlak do doliny Małego Pamiru, który przedreptałem ledwie rok temu.
Wtedy też miałem podobne rozterki.

Wtedy też nie wiedziałem, co spotka mnie za następnym zakrętem, kolejnym podejściem. Nie wiedziałem np. że przewyższenie tu i teraz ma ledwie 150m. Ja widziałem ścianę płaczu... Ileż tych ścian myśmy pokonali przez te 10 dni z Panem Tadeuszem... Wchuj!
Zatem podejmuję jedyną słuszną decyzję. Szukam cienia i zalegam pod jakimś drzewem oliwnym albo innym laurowym. Nogi mi się już w cieniu nie mieszczą. Ale... jedno mnie zastanawia... Na granicy była spora kolejka a tędy nikt nie jedzie... Zaczynają się we mnie kłębić myśli różne...

Szybko jednak je przeganiam na bezchmurne niebo. Na wyrypie myśli się pozytywnie. Wiadomo... że jest twój... Alter Egon na miejscu. On zawsze jest z tobą i pojawia się właśnie wtedy. Chcesz odpocząć w cieniu, zebrać myśli, nastawić się pozytywnie albo w ogóle się nastawić a on...?
Siedzi na twoim prawym ramieniu i nadaje. Jak masz wodę to, że ciepła. Jak nie masz, to on ci wyrzuca, że chlałeś ją bez opamiętania, to teraz masz za swoje. I, że on by teraz zimnej coli się napił, chociaż dobrze wie, że ty tego ścierwa nie pijesz...

Zdycham pod drzewem na południowym stoku. Na Szkoderskim jeziorze nawet zmarszczki, żadnej chłodnej bryzy. Nic.
Po dwóch godzinach się zbieram. Wypijam resztki cieplej wody i zaczynam prowadzić rower. Nie pomyślałem o czapce przed wyjazdem...
Zakładam więc na spocony łeb... gacie. Pasują idealnie...

Cdn.

chomik
30.01.2026, 10:00
Chciałbym zobaczyć na ławkę oskarżonych wszystkich polityków, którzy kierowali/kierują globusem pl. Z wysokimi wyrokami na finał.


Rozmarzyłem się. Ehh...

A ja się rozmarzyłem aby byli tacy kandydaci, których można wybrać i potem nie trzeba wsadzać, na finał....

El Czariusz
30.01.2026, 10:04
W końcu staję na szczycie...

Dosiadam rumaka i czuję... dupę. Dwa pedały wzięły sprawę w swoje ręce...
Kto się pojawia?
- A trzeba było chociaż trochę poćwiczyć... Przecież miałeś!
Co miałem ćwiczyć jak rower był zamocowany i się dobrze trzymał koła?

https://i.ibb.co/wFMbKZQj/IMG-0429.jpg (https://ibb.co/LXnqCDgH)

https://i.ibb.co/Z6gdbv2N/IMG-0454.jpg (https://ibb.co/7Jpv0Bkb)

https://i.ibb.co/1fNmWYGW/IMG-0538.jpg (https://ibb.co/LzyZ7Dd7)

https://i.ibb.co/hFxMBmnH/IMG-0572.jpg (https://ibb.co/3m5spC8W)

https://i.ibb.co/hRR6yCpT/IMG-0652.jpg (https://ibb.co/jvvNTH7j)

https://i.ibb.co/xK5hnFjn/IMG-0734.jpg (https://ibb.co/V0BVFwSF)

https://i.ibb.co/fdtSMSD2/IMG-0784.jpg (https://ibb.co/4RMfWf17)

https://i.ibb.co/ym7sx6SJ/IMG-0802.jpg (https://ibb.co/ZR7TbBmC)

https://i.ibb.co/q3JJDRnX/IMG-0862.jpg (https://ibb.co/5gKK159t)

https://i.ibb.co/HR8nXPZ/IMG-0874.jpg (https://ibb.co/qhQkxg6)

https://i.ibb.co/cc5P2RjC/IMG-0931.jpg (https://ibb.co/0jNkY1xF)

https://i.ibb.co/v47St0mB/IMG-0964.jpg (https://ibb.co/wh9fv5CL)

Mało ci...?

El Czariusz
30.01.2026, 10:26
Marzyciele...

A Alter Egon swoje...
- Co za problem ściągnąć rower z kola i potem powiesić z powrotem?
To ściągaj.

https://i.ibb.co/7xshDsj1/IMG-1019.jpg (https://ibb.co/35gKbg4C)

https://i.ibb.co/fztthGFf/IMG-1248.jpg (https://ibb.co/G4kkK3py)

https://i.ibb.co/rRQSQkWg/IMG-1370.jpg (https://ibb.co/Kp5k561Y)

https://i.ibb.co/HTKqmQ1t/IMG-1372.jpg (https://ibb.co/JjcHXP0v)

https://i.ibb.co/SwDkmQJr/IMG-1376.jpg (https://ibb.co/s9pT15tH)

https://i.ibb.co/j9rrHRj8/IMG-1400.jpg (https://ibb.co/hxmmCfTg)

https://i.ibb.co/pBWDPK06/IMG-1402.jpg (https://ibb.co/PvTpYWms)

https://i.ibb.co/jPR6j4pf/IMG-1419.jpg (https://ibb.co/gLVjcgn9)

https://i.ibb.co/1GC1XTsj/IMG-1424.jpg (https://ibb.co/chW08QbV)

https://i.ibb.co/5gNNThPm/IMG-1492.jpg (https://ibb.co/ycww0Frt)

https://i.ibb.co/DD3SZX6z/IMG-1606.jpg (https://ibb.co/0jPdxNWm)

https://i.ibb.co/Vp09ZG7c/IMG-1667.jpg (https://ibb.co/yBmP1Cwc)

https://i.ibb.co/PZLjWZ8j/IMG-1680.jpg (https://ibb.co/VW19CW89)

https://i.ibb.co/FLfLP3h1/IMG-1702.jpg (https://ibb.co/5gzg7413)
Przeklęty krajobraz...

El Czariusz
30.01.2026, 10:43
Poka dupę!

https://i.ibb.co/fV3ZdYyp/IMG-1776.jpg (https://ibb.co/V0FbYWzS)

https://i.ibb.co/d0gJfhzY/IMG-2050.jpg (https://ibb.co/vxYvctKn)

A z dupą coraz gorzej.
Zjeżdżam ekspresowo licząc na pachtę, bo mijam ogrody pełne dojrzałych brzoskwiń, granatów, winogron... Wszystko jednak ogrodzone!
Śliwy... nie jestem wstanie sięgnąć...
Nie widzę owoców. Widzę wiszące szklaneczki wody. Woda z nich ocieka...
Nahle... Jest!

Jest stacja paliw! Tam musi być woda!
Opieram rower o elewację, biorę peta i wchodzę do sklepu. Gościu na mnie patrzy i od razu krzyżuje dłonie. Ja, że wodę tylko i pokazuję na widoczny kran. NIE NIE NIE!
Jestem zaskoczony... Alter Egon podkulił ogon... Wychodzę... Szok.
Nie mówię tradycyjnego: chuj ci w dupe, tylko wciskam pustego peta do sakwy, chwytam za kierownicę...
Wtem ze sklepu wybiega sprzedawca. Czego on jeszcze ode mnie chce, przecież odjeżdżam...
- NIE NIE NIE! TAK TAK TAK!
Zaprasza mnie z powrotem do sklepu. Sam wyciąga z sakwy peta i wskazuje drogę do kranu na zapleczu. Nabieraj ile chcesz i daje mi jeszcze pustą, plastykową piątkę. Pokazuje kciuk do góry i wykonuje cały szereg pozytywnych gestów, że aż Alter spierdolił się z ramienia na glebę, szorując po niej swoja czerwoną gębą.

Nabieram wodę i patrzę w lustro, które przede mną wisi... Chcę umyć twarz...
Widzę siebie zarośniętego, czerwonego, spoconego, brudnego jak święta ziemia, z gaciami na głowie...
Stoję przed lustrem w połatanych pałertejpem, podrobionych kroksach.

El Czariusz
30.01.2026, 10:56
Moje stare notatki wydają mi się ciekawsze dziś, niż były kilka lat temu....

Gdy Kazimierz Wielki skończył 18 lat, na drugim końcu świata w rodzinie biedaków urodził się założyciel dynastii Ming. Wychował się w buddyjskim klasztorze, bo tam oddali go głodujący rodzice. Potem stanął na czele chłopskiego powstania, przepędził rządzących Mongołów i został cesarzem o imieniu Hongwu.

Gdy zdobył górzysty Junnan ucięto 60 tysięcy głów, a 380 synów wrogów wykastrowano. Nikt w tym nie upatrywał szczególnego okrucieństwa: praktyka była często stosowana, a kastraci przydawali się jako niewolnicy.

Dziesięcioletniego eunucha Zheng He przydzielono do służby cesarskiego syna. U boku księcia brał udział w ekspedycjach wojskowych. Zapewne się wyróżnił, gdy ‘jego’ książę skutecznie - i krwawo - zdobywał tron.

Nowy cesarz Yongle brał rewanż na życiu: urodził się bowiem znacznie przed czasem, a jego matkę, koreańską konkubinę, zamęczono na torturach za to, że nie donosiła ciąży.

Cesarz Yongle mianował Zheng He admirałem floty. Wg chińskich kronik w ciągu 3 lat zbudowano 317 statków, w tym 62 giganty przekraczające 120 metrów długości.
Pierwsza z 7 morskich wypraw admirała Zhen He rozpoczęła się 11 lipca 1405 roku, czyli 5 lat przed bitwą pod Grunwaldem. Płynęło z nim 28 tysięcy ludzi, którzy mieli od Chin uzależnić porty, szlaki morskie i ustanowić reguły handlu.

Cesarz Yongle i eunuch Zhen He użyli metody, którą 5 wieków później zastosuje Teodor Roosevelt wysyłając w świat „Wielką Białą Flotę” aby zademonstrować potęgę Ameryki. Prezydent USA tłumaczył, że zainspirowało go afrykańskie przysłowie: „Mów cichym głosem i noś duży kij, a zajdziesz daleko".

Ściemniał, bo takiego przysłowia nikt w Afryce nie znał lecz określenie ‘dyplomacja Wielkiego Kija’ do dziś funkcjonuje.

Admirał Zhen He osiągał cel samym pokazem siły i potęgi. Żadnych roszczeń terytorialnych! Żadnych podbojów, tylko wspaniałe prezenty. Nieliczni, którzy tym argumentom nie ulegli, drogo za zuchwałość zapłacili. Przy okazji oczyszczono ocean z piratów. Jak widać u dowódcy talent organizacyjny i przywódczy są ważniejsze od specjalistycznego przygotowania. Wszak Zheng He o żegludze nie miał pojęcia.

Jego flotylle dotarły do Jawy, Sumatry, Indii, Cejlonu, cieśniny Ormuz, Zatoki Perskiej, Omanu, Jemenu, Mogadiszu i Mombasy. Od Afryki po Japonię zapanował kontrolowany porządek. Europę Chińczycy znali lecz zlekceważyli.

Przekonani, że nad wszystkimi górują nie eksterminowali, bo „W PORZĄDKU ŚWIATA leży konieczność zachowania bytów niższych aby podkreślały prestiż bytów wyższych”. Co nie znaczy, że ‘byty niższe’ można ignorować: w Nankinie powołano akademię języków obcych, gdzie uczono m.in. tybetańskiego i perskiego.

Aby mieć pod ręką „duży kij” cesarz utrzymywał milionową (!) armię. Przydały się drzewa, które kazał sadzić jego ojciec. Zbudowano 2700 okrętów wojennych w czasach gdy angielska Navy Royal liczyła ich 58. Równocześnie 230 tysięcy rzemieślników przez 15 lat budowało nowy Pekin. A w nim dzielnicę administracyjną oddzieloną od reszty miasta wysokim 15 metrowym murem wewnętrznym o długości 24 km. Młody architekt Kuai Xiang postawił pałac cesarski o wymiarach – bagatelka - 960 x 750 metrów (720 tys. m²). Kraj przecinano kanałami irygacyjnymi, a 2180 uczonych i skrybów spisywało w jednym dziele całą dostępną w Chinach wiedzę.

Encyklopedia Cesarza Yongle jest tak wielka, że zdetronizowała ją dopiero Wikipedia. Ta gigantyczna kompilacja tekstów o medycynie, rolnictwie, astronomii, geologii, technologii, historii, sztuce, literaturze i religii powstała w jednym egzemplarzu. Zgodnie z zasadą, że „kto ma wiedzę, ten ma władzę”.

W XV wieku Chiny nie miały rywali; nikt im nie dorównywał.
Ale, jeszcze niewidoczny, w stronę Państwa Środka pełzł schyłek.

Liliana Sonik.

El Czariusz
30.01.2026, 13:21
Dzisiaj dzień urzędowy.
Mam numerek A 138. Obecnie do okienka podchodzi A92. Opłata parkingowa 13zł.
Dokument 140, zdjęcia 43.
Kolejka jak po zasiłek.
Przynajmniej z czystym sumieniem jako senior mogę siedzieć. Z każdą upływającą minutą starzeję się o minutę. To zdecydowanie wpływa na moje sumienie.

Mogłem wziąć stolarstwo Heinricha ze sobą.

RonDell
30.01.2026, 15:18
A ja się rozmarzyłem aby byli tacy kandydaci, których można wybrać i potem nie trzeba wsadzać, na finał....

Rozmarzyłem się. Ehh...

Prawdopodobnie niewykluczone, że do polityki idzie się w jednym celu. W jakim to prawdopodobnie można się domyślić.


Elwood,
opowieść i zdjęcia sztos. Dzięki.

El Czariusz
30.01.2026, 16:18
Wiesz Rondelku, co musimy uwarzyć.

Tymczasem, w sumie się nie dziwię, że tak często na granicach padała oferta: zjedzie pan na bok...

El Czariusz
30.01.2026, 16:59
Dzień urzędowy za mną, świat za m-c ponownie przede mną.
Była chwila grozy.
- Przyłoży pan lewy palce wskazujący.
Dobrze, że nie prawy.
- A co ma pan z prawym?
Prawy jest w żywicy.
- Zobaczymy, czy przejdzie.
Przeszedł.

Tymczasem ja po zatankowaniu wody dojechałem szczęśliwie do Podgoricy. Podgorica to południowy węzeł kolejowy Czarnogóry. Zatem najpierw pojechałem na dworzec, by zapoznać się z mapą. Znaczy na to liczyłem i mapa była. Dworzec, mimo że główny okazał się pierdołą ale miał pompę, więc się rozebrałem do wstępnego negliżu i umyłem jak tylko mogłem najdokładniej.
Osobiście uważam, ze tylko brudasy się myją ale na wyrypach nie trzymam się tej zasady. Zasadniczo myję się/kąpię ile mogę... na zapas, że tak powiem.

Do spania mam zawsze świeżą bielizna na zmianę. Taki kurwa czyścioszek ze mnie.
Ale ważniejsza była mapa. Z mapy gołym okiem wynikało, że teraz to już tylko pod górę mam... Ja góry kocham, jak ta pani pana Grzegorza...

30IrUagiyuU

...ale nie aż tak Czarne Góry, żeby zostać prezydentem.
Linia kolejowa prowadziła w trzech kierunkach. Skąd przyjechałem, na południe i na północ. Kusząco na północ.
No więc tak... tylko tym razem, wyjątkowo tak, i tak żeby nikt nie wiedział...
udałem się do... najbliższego sklepu na zakupy. Alter Egon już piał za zimnym piwem zatem ja wybrałem... chłodne dwa. Niech mu będzie, bo jeszcze wydechnie mnie na tym ramieniu z suchot... jedno dla mnie, drugie dla niego. Oczywiście nie omieszkał donieść:
- No kurwa El... tylko dwa dla mnie?!

Wjeżdżając do Podgoricy namierzyłem piniowy gaj po lewej mańce. Teraz powinien być po prawej. Tam się rozbijam cały szczęśliwy. Dupa mnie boli okrutnie ale upał już nieco zelżał więc otworzyłem pierwszą puszkę.
Ciche "pssssyt" poniosło smaczny sms między chóry cykad...

El Czariusz
30.01.2026, 20:51
W kalendarzu gógla Środy Popielcowej nie ma. Nie ma ooczątku Wielkiego Postu ale są Walentynki.
Tak ma być.
Polski uczeń ma dochodzić do przyjemności w nauce jak najkrótszą drogą. Nie naruszając strefy komfortu.

mahjtfJFJHU

Dzieci, mając przed sobą obraz powyżej przedstawcię swoją wersję tej krótkiej historii.

Tymczasem jutro czeka mnie pierwszy, niezwykle morderczy etap długiej wspinaczki. Ja, pedały i dwutysięcznik na wyciągnięcie ręki. Tak wynika z Zapisków bałkańskich. Bardzo długi i ciężki.
Na Przystanku Oliwa spodziewany znaczny spadek temperatury nocą. Dwa lata temu polowałem na takie warunki i testowałem w terenie jurajskie śpiwory puchowe.

Jak tam ofiary zielonej polityki, co piece zamienili na pompy ciepła? Na Podlasiu armagedon. Dla tych, którzy ulegli czarowi złotej wymiany.
Kiedy się ludzie ockną?

Melon
30.01.2026, 21:59
Tak samo jak Polski Prezydent głosu nie zabrał w A... tylko googlowy wiceprezes
z pejsami

RonDell
30.01.2026, 22:51
Wiesz Rondelku, co musimy uwarzyć.



Ell,
oczywiście. Czkamy na wiosnę i warzymy:at:
https://i.imgur.com/ZXo0LmT.jpeg

El Czariusz
31.01.2026, 08:45
Tak jest Kolego.
Po uwarzeniu będziemy świętować koniec projektu pt.: uwarzenie Elwooda.
To będzie kolejny etap naprawy mojego wewnętrznego świata.
Pierwszy zakończy się z chwilą, kiedy przy tytułowym zapisie (obecnym) pojawi się "0".
Dzisiaj jest 19. Odliczanie trwa.

Cudowne jest naprawianie siebie a nie świata. Sygnalizować upadek tego drugiego jednak nie zaszkodzi. Najważniejszym, to nie stać między ludźmi ze swoimi problemami. Można spokojnie stać z boku.
Stać i mimo wieku uczyć się.

Mój świat wewnętrzny trochę się powiększył. To troje wnuków. One mnie socjalizują z jednej strony, z drugiej - zmuszają do nauki. To, co jest dzisiaj, jest dla nich ważne.
Ja nie chcę tych szkrabów zawieźć. Wczoraj się dowiedziałem, że nie umiem robić herbaty. Babcia (Strażnik Domowy) robi dobrą. Lepszej Kacprowi nie trzeba. Koniec dyskusji.

Tymczasem.
Wasz bohater (czyli naturalnie ja) melduje się o poranku na dworcu. Do wczorajszego poranka wycieczka odbywała się na warunkach Pana Tadeusza.
Były elegancko określone. Spisałem się jak długopis.
Wczoraj wieczorem wymieniłem wkład.
Na dworcu go wyciągam. Długopis. Pisze doskonale. Więc tak.

Tak, jak w dowcipie: frajerzy pojechali zwiedzać piramidy a ja nad...

PMWDLlB5qMA

El Czariusz
31.01.2026, 10:12
Jednak te 15 lat temu miałem więcej w jajach niż dzisiaj.
Dzisiaj musiałbym naładować smartfona, bez tego ani rusz. bez mapy w telefonie, ani rusz. Obliczony dystans itd.
A 15 lat temu...?

Kierunek globus pl i tyle kombinowania.
Od razu w założeniu było, że będę się posiłkować "czym popadnie".
Pociąg na północ odchodził z rana. Coś kole przed 9-tą a celem moim było Bijelo Pole. No jakąś godność wycieczkową trza mieć.
Zatem założenie wycieczkowe było takie, że góry, to ja robię transportem zastępczym ale wszystkie granice rowerem. No i taki gryplan wydał mi się doskonały. Tak czy owak ograniczał moje swawole budżet z jednej strony i ewentualna kondycja z drugiej. W sumie o kondycję to ja się nie martwiłem.
Dupa boli, to boli. Koga przerzutek miała moc. Rama za mała i że czubkiem buta zdarzało mi się spotkać z przednim kołem?
Dobrze, że miałem pompkę. Nie miałem już zapasowej dętki (wentyl w starej ułamał pan Tadeusz) a z kluczy tylko te do zamków moich drzwi domowych?

Nie, nie, nie... Na cholerę sobie tworzyć problemy? W sensie martwić sie o to, na co nie mam wpływu? Absolutnie nie ja.
No był jeden problem...
- Cudownie El, że zmieniłeś warunki. Ale się jebnę na kanapie w pociągu i w końcu odpocznę! Rozmarzył się Alter Egon.
Ty?
- No!
Ty nie. Ja odpocznę a ty wsiadasz na rower i pedałujesz do Bijelo Polie.
- Ale jak?!
Pedałujesz i jedziesz a pod górę prowadzisz, jak ci rura zmięknie.

Bilet na mnie, Egona i na rower kosztował kilka euro. Chyba płaciłem kartą, trzymając rezerwę (50Eu) na czarną godzinę. I tu zrobiłem błąd ale... gdybym rozmienił banknot w kasie, moje dalsze wycieczkowe życie potoczyło by się innym trybem. Efekt motyla.
Pociąg, do którego zapakowałem się z rowerem był międzynarodowym. Ostatnią jego stacją/przystankiem na czarnogórskiej ziemi było Bijelo Pole.
Z mapy na dworcu wynikało, że do Priljepolie po serbskiej stronie jest kole 50km. Czyli mniej więcej tyle, co miałem już w nogach więc nie jest źle.
Mój pociąg finalnie ocierał się o Peszter - serbski Pamir.

Zatem odjazd!

https://i.ibb.co/SYj9PDr/IMG-2085.jpg (https://ibb.co/HwSkVLd)

El Czariusz
31.01.2026, 11:12
Dzieju, miało miejsce takie.
http://renowacjaposadzek.pl/blog/moja-pierwsze-rowerowe-200km/

Dzisiaj na Przystanku Oliwa obudziło mnie na chacie 12,5st na plusie wewnątrz i 14 na minusie na zewnątrz.
Świeci słońce i jak mówi pani Zielińska, jest fajnie. Tu się akurat z nią zgadzam, wyrywając ją z kontekstu. Poza tym ta kobieta bredzi.
Jest kłamczuchą i ma beret zryty algami.
Do tego jest głupia jak but z mojej lewej nogi. Inteligentna ale głupia jak but.
Powoli wymiera gatunek ludzi mądrych.

Pozostaje ten wykształcony z rodzynkami: ministerka Kotula. W zasadzie, gdyby nie dociekliwość jakiejś osoby dziennikarskiej, to może ministerka Kotula była by już dzisiaj doktorem. Może nawet doktorem nauk? To znaczy doktorką. Doktorką, doktorczynią. Czyniącą doktorat nieustannie.
Ministerka kultury zwykłą chamką, ministra edukacji nienarodowej wręcz tuzem "mądrości"...

oklajhQS5dc

P.S.
Współczynnik dzietności w Sopocie = 0,57.
To rzut beretem ode mnie.

El Czariusz
31.01.2026, 19:53
Internaty.

Roger Scruton opisuje lewicową rewolucję niszczącą uniwersytet od lat 60.
(...) w latach 60 pojawił się zupełnie nowy rodzaju nonsensu, przeznaczony na użytek rewolucyjnej młodzieży. Nowy gatunek nonsensu natychmiast przyswoili sobie profesorzy, którzy nie chcieli dać się prześcignąć studentom w rewolucyjnym zapale i uczynili z niego fundament postmodernistycznego programu nauczania. Od tej pory na uniwersytetach można było propagować największe bzdury, które nie podlegały krytyce, jeśli w swojej wymowie sprawiały wrażenie niepodważalnie lewicowych.
Jak większość rewolucji również ta zaczęła się w Paryżu. Młodzi rewolucjoniści, których znałem w 1968 roku, byli zafascynowani Louisem Althusserem, którego "Pour Marx" czyta się jak liturgiczne zaklinanie diabła skomponowane przez kogoś, kto bez zrozumienia wyjmuje zwroty z kiepskiego przekładu "Kapitału".
(...)
"Pour Marx" składa się wyłącznie z (...) wyrafinowanej terminologicznie pustki znaczeniowej (...) Niezrozumiałość jego tekstów gwarantowała, że są istotne.

Po Althusserze łono historii (...) wydało się sobie rwący strumień niedorzeczności. Swoje eseje publikowali (…) Derrida, Kristeva, Sollers, Deleuze, Guattari i tysiąc innych producentów śmieciowej myśli, której tylko jeden aspekt miał być zrozumiały, mianowicie jej rewolucyjna "wywrotowość". Styl wyroczni polegający na używaniu słów jako zaklęć, a nie argumentów, zainspirował niepoliczalnych naśladowców na wydziałach humanistycznych w całym zachodnim świecie. Nareszcie każdy mógł być myślicielem. Nie trzeba już było mieć własnych przemyśleń (...)".

Scruton przywołuje kilka fragmentów z tej napuszonej mowy. Althusser:
"To nie jest tylko sytuacja w zasadzie (zajmowana przez nią w hierarchii przypadków w relacji do przypadku determinującego: w społeczeństwie, gospodarce) ani tylko sytuacja w rzeczywistości faktycznej (niezależnie od tego, czy w rozważanej fazie jest dominująca czy podporządkowana), lecz jest to relacja tej sytuacji w rzeczywistości faktycznej do tej sytuacji w zasadzie, czyli ta sama relacja, która czyni z tej sytuacji w rzeczywistości faktycznej wariację "inwariant" struktury, w dominacji, totalności."
I inny przykład z jakiegoś kapłana:
W obrębie tej konfliktogennej ekonomii kolonialnego dyskursu, którą Edward Said opisuje jako napięcie pomiędzy synchroniczną panoptyczną wizją dominacji "żądaniem identyczności, zastoju "i kontr presją diachronii historii âzmiana, różnica – mimikra reprezentuje ironiczny kompromis. Jeśli wolno nam przyswoić sobie Samuela Webera formułę marginalizującej wizji kastracji (...)".

El Czariusz
01.02.2026, 09:30
Arbo... nie pisz do mnie na forumowego piwa. Nie pisz do mnie w ogóle.
Myślisz, że jak piszę "Pan Tadeusz", to już możesz? Nie, nie możesz.
Miałeś szansę... Teraz WON. Nie z forum. Tu możesz zostać moderatorem jak "Lupus" lub "Jagienka".

Zwłaszcza ta druga osoba kobieca. Jej lewicowe poglądy są dla mnie zbyt dużą barierą. Dla mnie moderatorem była tragicznym. Ty będziesz moderatorem super. Na pewno Grzegorz Braun nie urodzi dziecka. Tu jesteśmy zgodni w poglądach.

Mój skromny profil był przeglądany 110x. Po co?

Tymczasem.
Dzisiaj mamy piękny, zimowy poranek. No nie pamiętam tak niskich temperatur na Pobrzeżu Kaszubskim. Rozbiłbym sobie namiot na podwórku ale po jego "rewitalizacji" awersja do "sąsiada" mnie blokuje.
W każdym razie na liczniku 18.

W mediach widmo katastrofy humanitarnej. Ludzie umierają na chodnikach, zamarzają na ulicach, propaganda zła w najlepsze. Zielińska i Fenig Chłopska milczą. Ich pompy ciepła dają zdaje się maks 45st. na grzejniku.
No chyba, że ogrzewanie podłogowe babcia z dziadkiem mają, wtedy może być. No chyba, że wymiennik (czy co tam) im zamarznie na zewnątrz na kość mamuta.

Dawno nie oglądany obrazek. Po zamarzniętej Motławie ludzie spacerują, jeżdżą na łyżwach... Pięknie? Nie. Nieodpowiedzialnie! Przecież jak się załamie lód to... Nie ważne, że to już ponad 30cm jego grubości. Ważne, by pierdolić o nieodpowiedzialności.
Marzenie z mojego dzieciństwa. Przekleństwo obecnego. Przepełnione SORy, połamane ręce i nogi... To się dobrze sprzedaje. Wzorowo ustawione bezradne społeczeństwo. Gotowe przyjąć kolejne wskazówki jak lepiej w mrozach żyć.

Kolejnym tymczasem.
Wczoraj dotarł do mnie komplet dłut i książka. Ta ostatnia pozycja to konieczne uzupełnienie mojej obecnej "drewnianej" literatury/biblioteki.

https://i.ibb.co/whN5qjsd/IMG-20260201-073241.jpg (https://ibb.co/RTpRKdyg)
Tak... wiem... Pobijak mogłem sobie zrobić sam. Zrobię, większy. jak bęzie potrzebny (a będzie) sam sobie taki zrobię.

Obie, to kolejny mały kroczek do realizacji założonego celu. Podziękowałem babci za urodzinowy prezent. Podziękowałem wczoraj na obiedzie z okazji jej urodzin. Jeszcze tylko rok i pęknie 80... Moja teściowa. Wspaniała kobieta.
Przygotowała całą siatkę słodkości dla mnie. Musiałem je wczoraj zjeść, bo dzisiaj 1 lutego. Początek (mojej) rewolucji lutowej.
Ogólnie węglowodany WON od dzisiaj. To straszne...

Do środy popielcowej ograniczenie spożywanych kcal, od środy głodówka. Podstawą diety kapusta, rzepa i buraki. Tylko te węglowodany będą akceptowane. Jeszcze marchew... Niechętnie ale będzie jako urozmaicenie miski bez ryżu za to z pomidorami na deser. W formie przecieru.
Wszystko w dbałości o moją trzustkę. Co prawda Hiszpanie znaleźli sposób na raka trzustki ale... u myszy. Zespołem Hiszpańczyków kieruje dr Barbacid. Ten, co w latach 80-tych odkrył onkogen.
Zanim dostanę ewentualny zastrzyk w dupę, działam na własny odbyt. Wielki Post = 40 dni. Muzułmanie wchodzą w Ramadan, my w Wielki Post.
850kcal/dziennie.

Chudemu nie polecam. Ja mam z czego zrzucać. Miskę bez ryżu ubogacę jajkami i oliwą.
od 1 marca siłownia.
Na razie wstaję z krzesła (coraz lepiej mi to idzie) i wykręcam się w schemacie porannej, japońskiej gimnastyki.

Z nadzieją, że mnie nie zapomnicie, jak odejdę.

https://i.ibb.co/JjSnMFps/13581986-517505855108475-5453589901917398680-o.jpg (https://ibb.co/zVts0H24)

https://i.ibb.co/TMvV67jV/88992172-184667146174017-5706094812738879488-n.jpg (https://imgbb.com/)

matjas
01.02.2026, 09:42
Ta opowieść o katastrofie mnie przygnębia.
Po co piszesz o tym co mówią, jak będzie, jak ktoś ma żyć.
Każdy ma swój rozum i żyje jak potrafi - czujesz się w potrzebie opowiadać jak jest źle lub jak źle będzie? Proroczo? Bo niesiesz kaganiec oświaty? Nie kumam tego ale czyta się to źle.
Takie tam poranne dwa słowa znad kawy.
Pociesz sie tymi ludźmi na Motławie i nie myśl o tym co kto mówi - jaki to ma sens a co ważniejsze cel.

El Czariusz
01.02.2026, 10:37
Czytam zapiski i już wiem, dlaczego wysiadłem w Bijelo Polje tak czy owak.
Próbowałem kupić bilet na międzynarodowy do granicy (zgodnie z hasłem, że granicę, to ja nie z rowerem ale na rowerze) ale nie można było doń zabrać roweru. Zatem ten, którym jechałem z Podgoricy nie był międzynarodowy tylko w Bijelo Polje po prostu kończył bieg.

Zatem wysiadłem, dosiadłem kogę i pojechałem na granicę. Nie kojarzę, czy było gorzej czy lepiej. Tu się zapiski urywają. Brakuje też kilku zdjęć. Pamiętam, że robiłem je przejeżdżającemu pociągowi, który to pojawiał się, to znikał w tunelach wykutych w skale. Ja też pokonywałem typowe dla Dormitoru tunele z całą masa uch igielnych przez które się przetykałem.

https://i.ibb.co/Dfv2vpkV/IMG-2102.jpg (https://ibb.co/7tZmZ4VY)
Pamiętam krowę srbską.

Za to bardzo dobrze pamiętam mój pobyt w Priljepolje, do którego dojechałem dość szybko. Była to sobota po południu, co było dość brzemienne w skutki.
Bo ponieważ nie mogłem wymienić euro na dinary, bo żaden bank już nie rabotał. Znaczy to, że zostałem odcięty od zaopatrzenia. To po pierwsze primo. Drugie primo było takie, że ten węzeł w Priljepolje nie obsługuje pociągów pasażerskich...

Oba info zaposiadłem w pomieszczeniu drużników i z tym info przysiadłem na dworcowej ławce, na pustym dworcu w sobotnie popołudnie, z którego nie mogłem odjechać ani pociągiem, ani rowerem.
To znaczy rowerem jeszcze mogłem... Wyraz "jeszcze" niesie w sobie ogromny, jeszcze nieujawniony potencjał. A w zasadzie brak potencjału ale z ogromnymi widokami.
To, co wydarzy się za chwilę, to znaczy wydarzyło się, kiedy na ławce przysiadłem... może ukoi strapioną duszę Matjasa na moment.

El Czariusz
01.02.2026, 11:42
Pojadę Lutrem:

"War is the greatest plague that can afflict humanity, it destroys religion, it destroys states, it destroys families. Any scourge is preferable to it."

Nie ma bardziej destrukcyjnej grupy społecznej niż oszalałe z nienawiści kobiety pragnące rządzić i decydować.
Wszystko jest lepsze niż one. Zaraza, głód, pożary, wojna...
Nic tak nie zniszczy człowieka i społeczeństwo jak kobiety które uwierzyły że mają jakieś mityczne prawa....

Tymczasem.
Buraki się kwasić będą. Druga nastawa w sezonie. Dodane trochę soku z kiszonej przeze mnie kapusty. Ta ostatnia bajeczną. Cynamonem przpruszony "dekiel". Droga dla pleśni zamknięta.

El Czariusz
01.02.2026, 12:27
Miała być wycieczka nad morze ale... paliwo w scudo sobie zamarzło. Elegancko.
No to wracam do przysiadów.
Skoro dr Stefan o tym nakręcił film, to musi być coś na rzeczy.

Nn76mq0SX5A

A tak się ładnie dzień zaczął... Wszystko przez te feministki wszystkie, co na mnie ryja darły. Stałem i słuchałem gorącej przemowy, to znaczy tego wrzasku i... Żałuję, że tej gorącej atmosfery nie doznała komora silnika.

Tymczasem koledzy się bawią...

arbo
01.02.2026, 12:51
To Ci napiszę tu.
Jak już wrzucasz zdjęcia czyjegoś auta to przynajmniej wymaż numery. Całkiem to chujowe z Twojej strony.

I pozbądź się kompleksu mazeniaka, bo to co wyżej zrobiłeś, to jego potwierdzenie. Łazisz za mną jak jakaś niedopieszczona pizdeczka.

El Czariusz
01.02.2026, 14:26
F-cznie. Rower zasłaniał. Czego ty tu szukasz?:D

https://i.ibb.co/RG1qMPhv/IMG-0738.jpg (https://ibb.co/zW1zLb8n)

Tymczasem siedzę sobie na tej ławce w Priljepolje i jeszcze nie wiem, że arbo mi fotek nie udostępni, bom ich nie godzien. Nie wiem rownież, że kilkanaście lat później mu żyłka strzeli na hemoroidzie z ciśnienia. przynajmniej nie napisze, że mu zdjęcia ukradłem.

Pamiętasz...
https://i.ibb.co/35D3M2Yv/IMG-1022.jpg (https://ibb.co/Q72gCLjk)
...jaką pizdeczką byłeś pod Korabem?
Niewyspany ze strachu, bo wieczorem usłyszałeś ryk niedźwiedzia. Dla mnie to był jeleń. Nieważne. Byłeś tak posrany, że aż mi się ciebie szkoda zrobiło. Spalić kubik drewna, by odstraszyć zwierza... cha cha!
Zrobiłeś mi wtedy poranek.
Znowu zrobiłeś się taki malutki?:)

Siedzę dalej. W trakcie mego niewiedzenia podchodzi do mnie pracownik obsługi stacji, obecnie w czasie wolnym.
- Dobry rower.
Uśmiecham się.
- Też mam taką. Chcesz zobaczyć?
Po chwili przyjeżdża na pięknej kodze kolarzówce.
Rower zadbany w każdym calu.
- 20 lat temu zdobywałem na niej mistrzostwo Serbii w jeździe indywidualnej na czas.

Fiu fiu, gwiżdżę z niekłamanym zachwytem.
Rozmawiamy jeszcze chwilę i dostaję propozycję:
- Piwka się napijesz?
Prowadzimy rowery na zaplecze stacji. Mój nowy kolega znika, by wrócić z dwoma piwami. Sączymy i rozmawiamy. Sprzedaję mój chwilowy problem.
Wracamy już wspólnie do pomieszczenia dróżników. Zasadniczo chodzi o to, by jakoś rozmienić mi te 50Eu.
Nie ma gdzie... Chłopaki sprawdzają najpierw jaki jest kurs. Dzwonię z telefonu na korbę (sic!) do centrali w Belgradzie. Ta ustala kurs i podaje.

Chwila zastanowienia i... Dróżnicy postanawiają odkupić ode mnie te euro!
Ja pierdziu... Wprowadza mnie to w prawie tak dobry nastrój jak arbo pod Korabem.
To był mój pierwszy, faktyczny kontakt z Serbami w życiu. Do chwili naszego spotkania mieli bardzo złą (ogólnie) prasę. Ja specjalnego zdania o tej prasie nie miałem. Czytam własną i na jej podstawie wyciągam wnioski.
Zatem zbudowany ich postawą żegnam się z moimi Serbami, i z "pomocą" w kieszeni jadę kupić na mieście coś do żarcia oraz poszukać gdzieś nad rzeką miejsca na nocleg.

Jest bardzo przyjemnie. Nie za gorąco ale ciepło. W sam raz. W małym sklepiku przy lokalnym targu kupuję owoce. Tak sobie myślę, że dzisiaj to się dowitaminizuję a jutro w ciągu dnia coś zjem, przemieszczając się na północ, dokąd mi w nogach energii starczy.
Z tymi owocami ląduję nad brzegiem rzeki. Najpierw kąpiel. Woda bardzo rześka. Wprowadza mnie w jeszcze lepszy nastrój, zdecydowanie lepszy niż arbo z niedźwiedziem.

Wykąpany, odświeżony wcinam śliwki, przegryzając winogronami. Ta miejscówka dobra do kąpieli ale do bytowania nie bardzo. Za mało miejsca, za blisko drogi itd. Trza się zbierać i szybko szukać docelowego placu bo słońce już ku zachodowi się chyli.
Jak się zebrałem, to znowu pomyślałem, że może jednak piwko do snu było by super. Już nie myśląc więcej, pognałem do tego mojego sklepiku na rowerze.

W sklepiku piwo było. A jakże. Biorę dwa ale... znowu tak jakoś mi się myślenie włączyło... Głupio tak te pożegnanie na stacji... To... liczę na szybko: dwóch dróżników, mój kolarz... Po piwie dla każdego, to trzy. Plus jedno na zapas plus dwa dla mnie.
Z pełną siatą wracam teraz na dworzec.
Najpierw do dróżników. Akurat jeden kończy pracę więc... Pytam o kolarza. Mistrz jest w minutę.

Siadamy razem na zapleczu. Mówię chłopakom, że w sumie zostaję i nigdzie mi się nie spieszy już. No i git. Jest super. Piwo znika ekspresowo, zostało jedno akurat dla kolejarza, co tez kończył pracę.
Już kończymy ale kolejarz proponuje rewanż. Nawet nie proponuje, tylko informuje o rewanżu, bo tak nie wypada.

https://i.ibb.co/Dgb9FyS4/IMG-2116.jpg (https://ibb.co/sJPK4GMj)
W sumie, to jest już nas sześciu. Mistrz po mojej prawej.

No to ja informuję, że z przyjemnością zrewanżuję się awansem. Okazuje się, że ze stacją od zaplecza sąsiaduje taki ichni (na wtenczas) "selgros". Jakaś lokalna, hurtowa marka. Normalnie piwa nie kupisz ale... kolejarze mają dyskont i to dosłownie. Zrabatowane piwo kosztuje w przeliczeniu... 1 złoty na nasze.
No kur... Zatem grzecznie się pytam pani sprzedawczyni na kasie czy ja mogę skrzynkę?
- Oczywiście.
A co z kastą?
- Jak pan zdąży, to odda a jak nie, zostawi kolegom.

Przychodzę do chłopaków ze skrzynką. Zdziwienie poważne, jednakowoż z aprobatą.
- Widać, że Polak, to nie... Słoweniec. Słoweńców nie lubią. To kutwy, jak arbo.
Jest aplauz i pełna akceptacja ale...
Nie wypada Serbom nie odpowiedzieć na gawlę. Są honorowi. Do 20-tej mamy dwie gawle za sobą i jedna na zapas do środka.
Do środka, to znaczy do kolejowej noclegowni. Nie mam zdjęcia z tejże ale cały, duży stół był zastawiony butelkami a wokoło my.

Zapadają ustalenia poważne.
- Darek... Z dyżurnym wsio dogadane. Zatrzymamy międzynarodowy jadący do... Suboticy.
Ale ja mam rower.
- Spokojnie. Musimy tylko trafić na naszego konduktora. O nic się nie martw.

Ten o 20-tej chłopaki nie zdążyli objąć kuratelą. Około 22-iej kładę się spać. Pierwsza pobudka o północy. Obsługa czarnogórska. O 3.30 druga.
- Darek dawaj!
Ledwo żyję. Z rowerem trafiam w ręce serbskiego konduktora. Jestem żegnany z honorami. Przy okazji zyskuje jakaś wycieczka serbskich harcerzy co się przypałętała po nocy.
Czuję się (i wyglądam) jak Franek Dolas. Pociąg nabity ludźmi jak nocny Stoczniowiec za komuny w relacji Warszawa - Gdynia. Ledwo się z tym rowerem zapakowałem.

Było kilka fajnych epizodów w drodze do Belgradu ale szczegółów już nie pamiętam. W Belgradzie zmieniła się obsada konduktorska dla której nie bylem już Frankiem Dolasem ale za równowartość dwóch euro mogłem już w pustym pociągu kontynuować podróż do Suboticy jak człowiek, w pustym przedziale.
Nie powiem, kac mnie do samej Suboticy męczył ale nie ważne... Ważne, że w dwie doby dojechałem na granicę z Węgrami, co jak na kolarza amatora uważam za sukces.

arbo
01.02.2026, 14:44
Zdjęć to Ty mi do tej pory nie udostępniłeś, za to ode mnie masz wszystkie, więc nie ściemniaj. Jak i z całą pozostałą resztą, w tym z tymi 200km dziennie na rowerze, zrobiłeś co najwyżej 50km do Podgoricy, śmiech na sali.
Miałem Cię za kolegę, ale Ty nie potrzebujesz kolegów, tylko adoratorów, a ja nie klękam przed nikim.
Jesteś żałosną pipą i nie dziwię się, że na moją propozycję rozejmu zareagowałeś również jak pipa.
Bez odbioru.

El Czariusz
01.02.2026, 15:08
Możesz sobie pipczyć. Dostałeś propozycję ode mnie. Jest w treści i tego nie wymarzesz. Twoje jęczenia nic tu nie zmienią.
Jesteś zwykłym trolem.

A ile km zrobiłem, to wychodzi w relacji:D
Na razie do Suboticy zrobiłem razem 100 cha cha! Widać, jak frajer arbo czyta.
Teraz dzieciaku WON.

https://i.ibb.co/pBkmhyRN/IMG-0711.jpg (https://ibb.co/hJTqYfZr)
W 2016 robiłem ten szuter po drugiej stronie już w golfie.

Pokazałem Strażnikowi Domowemu kilka ciekawych miejscówek z innej perspektywy.

https://i.ibb.co/MyZsrM65/IMG-0483.jpg (https://ibb.co/FkmK2gVq)
W dole Skopje.

https://i.ibb.co/jkc41t5X/IMG-0975.jpg (https://ibb.co/TMVhFyT3)

https://i.ibb.co/YBrdms3H/IMG-0976.jpg (https://ibb.co/CKr9gGzR)

https://i.ibb.co/sJ3KfDC3/IMG-1111.jpg (https://ibb.co/0VJC7WKJ)

El Czariusz
01.02.2026, 16:58
W Suboticy pożegnałem się z kacem i Serbią.
Wiedziałem, że tu wrócę "na moich" warunkach. Wróciłem golfem w 2016 i się nie zawiodłem.

kJ9RiOeMAV4

Utrwalił mi się obraz gościnnej Serbii. W 2017 wzmocnił. W 2024 nie zdążyłem wyrobić sobie zdania, bo celem była Macedonia i Albania. W 2025-tym byłem już rozczarowany zmianami.

Tymczasem mam sporą garść serbskich wariatów w kieszeni i wymieniam je z powrotem na euro. Dotarłem w zapiskach do dokładnego kosztorysu więc skoryguję nieznacznie niektóre wydatki, w tym polskie i ceny zadziwią.
Do Suboticy na pedałach natłuczone 100km. Co dalej?
No... dalej to już bohatersko. Pojechałem jak przecinak. Po zjedzeniu kebaba w Suboticy. Dopiero po zjedzeniu wymieniłem wariaty.
W sumie, to miałem kasy fciul przez chwilę. Po wymianie jakby mniej ale nie było na co narzekać.

No więc granicę przekroczyłem i pognałem "na Budapest". gdzieś między Tompą a Kinkushalas wyhamowałem. Bliżej tego drugiego, bo do dzisiaj pamiętam ile natłukłem km dnia następnego.
Tymczasem hamuję na podwórku przydrożnego baru. Rozbijam się bez rozbijania namiotu na majdanie zaplecza za zgoda właściciela baru.
na Węgrzech czuję się jak ryba w wodzie, bo madziarski to mój drugi, ojczysty język. Nie miałem zatem żadnego problemu by się z panem o cygańskich rysach dogadać.

_0NTzdxDDgo

El Czariusz
02.02.2026, 09:00
Matjas, nie czytaj tego, bo popadniesz w depresję.

Węgry...
To moja druga ojczyzna.

DySKk2HkksY

W niemieckim podręczniku do historii "Horizonte"wydawnictwa Westermann, z którego uczą się dzieci (?) w NRD, napaści Niemiec na Polskę i okupacji naszego globusa poświęconych jest dokładnie 11 linijek tekstu.
Zdaniem autorów tej historycznej książki obie strony dopuszczały się okrucieństw, a niemieckie społeczeństwo było zastraszone i uwikłane w system.

Węgry...
To moja druga ojczyzna.

Po raz kolejny zaczyna się na mnie nagonka. I to jest poważna sprawa.
Z największego podróżniczego forum rowerowego na planecie PL wyleciałem za poglądy polityczne. Ludzie, którzy się tam nie logowali, w sumie nie wiedzieli dlaczego.
Ot, po prostu człowiek zniknął.
Nie będzie odszczepieniec pluł nam w twarz.

I tu kopie pode mną... arbo. To zawodowiec. Nie ci amatorzy jak pseudo django czy Matjas. Obaj chłopcy do rany przyłóż. Akurat nie moich. Przez tego pierwszego chciałem kiedyś kupić rower, zostałem manipulantem.
Tego drugiego poznałem kiedyś na mojej imprezie. Ją tą imprezę opiszę po mażenadzie o ile zdążę.
Poznacie z tej relacji Matjasa jakiego ja poznałem. To było bodaj 15 lat temu.
Na razie nieważne.

Tak, poczułem się urażony epitetami jakimi okrasił mnie arbo. Że pizdeczka, że tchórz - ja w sensie.
To dziwne... ja tu prezentuję poglądy i swoje stanowisko otwarcie. Nawet z ryja. Przy odrobinie zlej woli łatwo mnie wytropić w internatach. Z imienia i nazwiska. Nawet się linkowalem...

A tu tadeusz juda d... (de jak dupa) ukrywa się pod pseudonimem (kolejnym) i dzielny jest tylko w zamkniętych dla ogółu wątkach. Jego jeszcze łatwiej wytropić w sieci z imienia i nazwiska.
Skradziono mu w pytę zdjęć podobno. A ja mam kalendarz pana d... jak dupa nawet.

czego sie pan tadeusz wstydzi? to jego czcionka. tak sie wyroznial. nawet "polak" pisal z malej litery.
Taki styl. Wszyscy z małej bez wyjątku. Ciebie będzie pouczał z "polskiego".
Widz, rydz, wic itd.
To tadeusz juda de kopie pode mną dołek. Tchórz i złodziej, który kradnie czyjeś pomysły i przedstawia je jako swoje.

Węgry...
To moja druga ojczyzna.

El Czariusz
02.02.2026, 09:04
Węgry...
To moja druga ojczyzna.

To najbardziej zaskakujący lud Europy.
Pod względem swego genotypu i fenotypu dzisiejsi Węgrzy mogą uchodzić za wzorcowych mieszkańców Europy Środkowej, niemal nic ich nie wyróżnia od słowiańskich sąsiadów poza językiem, który jest tak niezwykły i odmienny od wszelkich innych znanych języków Europy, jak żaden inny.
Język czyni jednak różnicę, wpływa na ogląd świata, na kulturę, tożsamość, mentalność.

Oczywiście nie wszystkie języki europejskie wywodzą się od wspólnego dla Europy i Indii prajęzyka, którym mówili kiedyś stepowi pasterze między Wołgą, Donem a Kaukazem. Baskowie też mówią dziś językiem, odmiennym od wszystkich innych, ale geneza baskijskiego jest rodzima, wiemy, że w czasach rzymskiego podboju znaczne części Hiszpanii i Galii mówiły podobnymi językami i że Baskowie to dawna ludność Starej Europy stworzonej przez neolitycznych rolników anatolijskich.
Finowie też mówią zupełnie odmiennym językiem, ale zamieszkują północne tereny Europy ciągnące się od środka Półwyspu Skandynawskiego po góry Ural, gdzie różne ludy mówią zbliżonymi do siebie, choć nie identycznymi językami, od Saamów (Lapończyków) na zachodzie po Permiaków na wschodzie.
Finowie mają więc wielu bliższych, jak Karelowie, Ingrowie, Wepsowie, Wotowie, Estończycy, i dalszych kuzynów, jak Maryjczycy, Mordwini czy Komi-Permiacy. I Finowie, i Baskowie, mieszkają na swych ziemiach od zawsze, tzn. nie mamy pojęcia, kto mieszkał tam przed nimi. Pewnie jacyś mezolityczni łowcy zbieracze.

Węgrzy natomiast wpakowali się w środek Europy w roku 896 do Kotliny Panońskiej, nad Dunaj, w miejsce, gdzie wcześniej żyli: Słowianie, Awarowie, Gepidowie i inni Germanie, Hunowie, Sarmaci, Rzymianie, Celtowie, Dakowie, Panonowie, Sigynnowie, Scytowie i tu kończą nam się nazwy etniczne, ale mamy jeszcze 5 tysiące lat środkowoeuropejskich kultur archeologicznych poczynając od pierwszych neolitycznych rolników, którzy stąd zrobili sobie bazę do powolnej ekspansji we wszystkie Europy strony. Węgrzy pojawili się w Europie, wtedy kiedy pojawiały się w niej także inne koczownicze ludy, tureckie, tylko że Węgrzy nie mówili językiem tureckim.

El Czariusz
02.02.2026, 10:04
Wstaję raniutko.
Niestety nie dałem zarobić gospodarzowi, choćby pijąc u niego kawę ale podejrzewam, że mój obraz w żaden sposób nie pozwalał na jakiekolwiek przypuszczenie.

Węgry są płaskie jak deska do prasowania, poza małymi wyjątkami. Nie to, co przed traktatem z Trianon. Że nie wspomnę o czasach średniowiecza, kiedy to zamknięci w podkowie Karpat pustoszyli co rusz nowy dla siebie kontynent.
Gdzie tych szatanow nie poniosło...
Robili długie, zbrojne wycieczki aż po Katalonię. Pojawiali się "paląc, grabiąc, mordując"...

SXHurG3eN-4

Nie było na nich Kmicica. Mroczna Europa, upadła po rzeziach Hunów i miała ich obraz w pamięci. Madziarzy niczym się specjalnie od Hunów nie różnili, poza jeszcze bardziej niezrozumiałym językiem.
Na czym zatem polega pech Madziarów...?

Tymczasem ja już zmierzam w kierunku Budapestu. Na pierwszej krzyżówce drogowskaz z liczbą km. 150 z jakimś małym hakiem utkwiło mi w głowie.
Ogólnie miałem farta i to dużego. Wspierał mnie południowy wiatr, co na otwartej przestrzeni miało dla mnie kluczowe znaczenie. Pierwsze kilkadziesiąt km jechałem w tempie 20/25km/h. Było optymistycznie ale dupa miała inne zdanie.
Prawy do lewego, lewy do prawego... bujałem tak tyłkiem ile mogłem, by pośladkowe odciążać. Gdyby nie ból dupy to do Budapestu dojechałbym w...
Ale dupa, to dupa. Miała swoją rację.

Pan Brooks wyraźnie jej nie służył.
Pan inżynier może nie pamiętać ale to na tej samej kodze robił ze mną drugą czieską pedaliadę.

Ajsw9Y4l3lg

W kadr wchodzi mój fahrad manufaktur.

nQkSh0w8Cyk

Tu koga w pełnej krasie. W tej krasie zmierzałem właśnie ku...

El Czariusz
02.02.2026, 12:29
W sumie to cztery litery determinowały wycieczkę tego dnia.
W Dunavoldar przekroczyłem Dunaj. Dzisiaj zrobiłbym inaczej. W Dunatetetlen odbiłbym na darmowy camp nad Dunajem z pełną infrastrukturą, który Strażnik Domowy wyczaiła 5 lat później. napiłby się człowiek węgierskiego piwa z kija i odpoczął jak człowiek. Wykąpał w Dunaju itd.

I nie tak dalej tylko bliżej, ja pojechałem na Dunavoldar. W Dunavoldar mogłem sobie kupić węgierski sagan żeliwny przy Templom utca za to.
Tak czy owak przystanąłem na chwilę, by się napatrzyć na kociołki jak w Tule na samowary. Patrzyłem i patrzyłem dając odpocząć czterem literom, które przypominały już dobrze zbite, dwa kwaśne jabłka.
Trudno. Wieje w plecy, trza jechać i korzystać. Słońce opadało już z zenitu gdy kolejna tablica informacyjna wskazała kilometrów 80 do celu...

Gdyby nie ta dupa...
Szło na 20-stą gdy dotarłem na to rondo...
https://mapy.com/s/kalavozela

To nie był Budapest ale było blisko. I na tym rondzie tego dnia, dokładnie w zaznaczonym punkcie, rzuciłem fanty na glebę, rower oparłem o drzewo (najpierw go przenosząc przez barierki), wyjąłem karimatę i padłem jak kawka. Nogi cały czas dawały radę, tylko dupa... Upewniłem się jeszcze proforma, czy mnie widać (i tak mi było wszystko jedno) czy nie z poza tych barierek z potencjalnej perspektywy kierowcy, zwłaszcza radiowozu.
Widać nie było, skoro rano mogłem się spokojnie z ronda zwinąć i pojechać dalej.

lJMM04IpPWg

Ale zanim...
Kierowcy mieli mnie w dupie ale nie te żyjątka, którym wbiłem tak brutalnie na chatę. Chyba mrówki to były albo inne co. Nie ważne, gryzły mnie przez całą noc... jak nie urok, to mrówki. Tylko dupie było wszystko jedno.

El Czariusz
02.02.2026, 13:52
Rankiem dnia kolejnego, bardzo wczesnym - ewakuowałem się ekspresowo.
O 6-tej rano, pogryziony przez mrówki wjeżdżalem już do Budy.

k6lJU9VbkQg

Nie tak skocznie ale jakoś kręciłem pośladkami na pokuszenie. Wczorajszego dnia nawinąłem na koła ponad 160km. Leci czwarta doba, muszę więc kręcić dalej.
Dzisiaj, to bym zaliczył miejsce urodzenia Viktora Orbana. Od "mojego" ronda dosłownie rzut beretem ale pan Viktor mógł być tego dnia w pracy, kiedy mijałem węgierski parlament przeciwpołożnie.
Za Margitsziged zmieniłem brzeg Dunaju na lewy (optycznie na prawy). Przyjąłem prostą strategię. Trzymać się tego brzegu jak najbliżej a przy zakolu odbić na Bańską Bystrzycę.
Drugie, póki wiatr mnie wspomagał a noga podawała cisnąć na pedały jak najmocniej. Każde mocniejsze depnięcie, to też ulga dla pośladka pracującej nogi. Tak to sobie biomechanicznie wytłumaczyłem.

Szło elegancko do Vamosmikola... Miałem już ponad 120km w nogach, kiedy przede mną wyrosły góry parku narodowego Dunaj/Ipola.
W połowie podjazdu wydechłem.
Zsiadłem z roweru i położyłem się w krzakach. Pan Brooks z hrabiną Vier de Liter toczył bitwę za bitwą już od dłuższego czasu. te rozwydrzone babsko w końcu wzięło górę. Akurat w połowie podjazdu.
- Nie jadę i ... Zaklęła tak prostacko,
że aż pan Brooks spadł z siodełka.
Ależ pani Hrabino, co za język!
- A ... panu w ...
Dość tego!! Leżeć! Leżeć i się nie odzywać!

Pan Brooks zaległ w przydrożnym rowie, pani hrabina na mnie i tak przeleżeliśmy dobre dwie godziny.
Dwie godziny później hrabina dostała propozycję bez wyjścia. Albo siedzisz na panu Brooksie albo siedzisz na panu Brooksie.
Koło 18tej zjeżdżam do Sah. Po niemiecku, to Eipelschlag. Schlag trafił hrabinę.

Z węgierskiego przechodzę na płynny słowacki. Na stacji stoi pociąg, przy nim konduktor. Kasy na dworcu zamknięte. Główny węzeł kolejowy w tej części Słowacji wygląda jak supeł na małym trzosie...
Przedstawiam panu konduktorowi moja wizję.
- Panie konduktorze, ja chcę z tym rowerem po prostu do Polski.
Dobrze. Pociąg odchodzi za trzy godziny. Wsiądzie pan, pomyślimy wspólnie jak do Polski dojechać.
- A mogę wpierw do baru?
Ależ oczywiście.
Dworzec zamknięty ale bar przy dworcu otwarty, dokładnie do czasu odjazdu pociągu.

Kurwa... ja nic więcej nie potrzebuję. Pal sześć, że złoty bażant w euro.

https://i.ibb.co/8nNDKTky/IMG-2162.jpg (https://ibb.co/GfnvxBmZ)
Na pustym (prawie) dworcu senna atmosfera.

Ja do odjazdu pociągu ustrzeliłem trzy bażanty. Nawet hrabina złapała lepszy humor, co dopiero ja.
Zgodnie z umową wsiadłem do pociągu (pustego) parę minut przed odjazdem i oddałem się do dyspozycji pana konduktora.

https://i.ibb.co/DPrJFfvP/IMG-2165.jpg (https://ibb.co/WNVhXvMN)

Poprosiłem pana konduktora, by tak zaplanował mi podróż, bym miał jak najmniej przesiadek ale tak by jak najbliżej i najlepiej dostać się do... Bielsko Białej.
Padło na Skalite. Sahy - Żylina - Cadca - Skalite.
W Skalite miałem wylądować nad ranem. Pasowało.

Tego dnia nabiłem blisko 150km. Całe Węgry na kołach. Kończyłem czwartą dobę. Jak dojechałem do Sah, byłem z siebie dumny. Jak wsiadałem do pociągu dumny bardziej. Już prawie bohater...

El Czariusz
02.02.2026, 15:03
I tak z tymi przesiadkami dojechałem do Cadcy.
W Sahach wczorajszego wieczora żegnał mnie bardzo ciepły, bezchmurny wieczór. Skalite przywitało mnie deszczem i kilkoma stopniami.
Próbowałem przeczekać trochę pogodę na dworcu ale po dwóch godzinach pora była w końcu ruszyć do Bielsko Białej.
Wczesnym popołudniem byłem na miejscu. W gawrze Lupiego.
Po tej wycieczce kupiłem sobie pierwszy od 10-tek lat rower. Z przerzutkami itd. nazwałem go Lupi.
Lubię nadawać nazwę przedmiotom. Zyskują dzięki temu duszę. Lupiego skradziono mi w trakcie remontu Przystanku Oliwa.

Nabiłem nim sporo km. Był marki fahrad manufaktur. w 2024 kupiłem tej marki "salonowca".

https://i.ibb.co/sJRDR1ft/IMG-20240111-104004.jpg (https://ibb.co/BK3736pw)
Sam sobie sprawiłem mały prezent na urodziny. Kosztował tyle, co te czeskie dłuta z książką razem wzięte.

13 stycznia 2024 zrobiłem nim sobie wycieczkę po trójmiejskiej promenadzie. Prezentował się znakomicie.

https://i.ibb.co/dsPHgL83/FB-IMG-1705090342181.jpg (https://ibb.co/zWXtJ7qL)

https://i.ibb.co/4R76Lrfv/FB-IMG-1705090354677.jpg (https://ibb.co/ch1G9nvf)

https://i.ibb.co/mFJkcXrG/FB-IMG-1705090361744.jpg (https://ibb.co/dJBF5Lsr)

https://i.ibb.co/4g213S6k/FB-IMG-1705090372572.jpg (https://ibb.co/x8YFdgpZ)
Prawdziwy elegant.

I na tym opis tej wycieczki zakończę, podobnie jak dalsze pisanie. Co prawda chciałem jeszcze koszty wrzucić jako ciekawostkę, za ile da się, za ile można podróżować ale...
Forumowy edytor bardzo mi odpowiada ale ja forum nie. Miał rację Dubel. Nie udał mi się ten powrotny eksperyment.

Konto sobie zostawię. Pasuje mi ten nick - El Czariusz...
Będę "czarował" gdzie indziej.
Wygrałeś Matjas ciesz się własną nicością tutaj do woli.

Ten obrazek dedykuję sympatykom.

https://i.ibb.co/pBnVns4j/IMG-6597-1.jpg (https://ibb.co/8LXvXRPg)
Niech spełniają się Wasze marzenia.

I moje...
https://i.ibb.co/4gJXMdbX/IMG-6655.jpg (https://ibb.co/rfvzMsBz)
...też.

matjas
02.02.2026, 15:06
Nikt nie powiedział Ci abyś się wynosił :D ale jebniesz focha jak zawsze. No cóż skoro taka wola.

Będę w nicości oczekiwał Twojego ponownego nadejścia.

El Czariusz
07.02.2026, 09:44
xiA6qe5S2wU

CzarnyEZG
08.02.2026, 14:01
https://www.youtube.com/watch?v=pt3g8HPwDSc&list=RDpt3g8HPwDSc&start_radio=1

Człowieku z liściem na głowie, Twoją opowieść z wymiaru gdy latało się umysłem a nie samolotem czytam, choć czasami wymaga to ode mnie sporego wysiłku komórek, które nadal pozostały.
Pisz Pisz, bo inaczej zostaną tutaj jedynie tematy o wyższości okrągłej narzędziówki nad kwadratową i wynurzenia niedorobionych zbawcuf świata mających proste odpowiedzi na skomplikowane pytania.

El Czariusz
09.02.2026, 08:22
Jednych cukier krzepi, drugim szkodzi.

namwCh9mi10

uH3V5x-FvWw

Czarny kruku, czemu krążysz
Nad mą głową, blisko, tuż ?
Ty zdobyczy tu nie złowisz,.
Czarny kruku, ja nie Twój!
Ty zdobyczy tu nie złowisz,
Czarny kruku, ja nie Twój!

Czemu szpony swe otwierasz
Nad mą głową, blisko, tuż ?
Na zdobycz Ty pewnie czekasz.
Czarny kruku, ja nie Twój!

Poleć w me strony rodzinne,
Powiedz mateczce mojej,
Jej powiedz, donieś, najmilszej,
Żem za ojczyznę poległ.

Gdzie czeka kochana moja,
Zanieś chusteczkę krwawą,
Jej powiedz, że jest, że jest już wolna,
Ożeniłem się z inną.

Gdy była bitwa straszliwa,
Ze mną strzała wzięła ślub.
Widzę, śmierć moja, moja przybywa.
Czarny kruku, jestem Twój.
Widzę, śmierć moja, moja przybywa,.
Czarny kruku, jestem Twój.

Autor nieznany.
Przekład Renata Miłosz

El Czariusz
09.02.2026, 18:11
"...goście z tymi banami, szczególnie jeden, mają od lat podobny schemat - wchodzą po cichu, obwąchują, piszą najpierw przyjaźnie, logicznie, dopasowując się do atmosfery, po czym dość szybko przechodzą do świadomego mącenia wody kontrowersyjnymi postami (zakładam, że dla zwrócenia na siebie uwagi), żeby za chwilę strollować prawie każdy popularny wątek (a to wyśmiewając autora wycieczki że słaba ta wycieczka, a to wpadając w cudzy wątek, żeby opisać na wielu ekranach cudzego wątku SWOJE WŁASNE przemyślenia o całym świecie i ilością tego spamu przytłoczyć temat zaczęty przez autora, a to przechodząc w argumentacji do tekstów typu „chuj ci w dupę”, itd.) - na końcu koniecznie kasując większość swoich postów przez co całe duże wątki stają się bezsensowne i nieciągłe..."

Jeżeli to do mnie było, to miałem okazję się wytłumaczyć.
Trzeba było czytać a nie wpaść do kościoła i przeciągiem zdmuchnąć świece.

Nie do końca się widzę jako bohater tego genialnego wpisu ale tu odpowiem.
Dobrze wczytałem się w słowa i dalej nie rozumiem, jak można sadzić takie trele, kiedy można spokojnie nie brać udziału w dyskusji w tych ledwie kilku wątkach, które budzą emocje.
Stosując się do zaleceń, postanowiłem oczyścić kilka tych wątków ze swoich postów, a już na pewno z wątku ukraińskiego. I bardzo się z tego cieszę, bo mi licznik postów spadł a dla czytelności tych wątków nie miało to znaczenia.
Nie było mnie kilka ładnych lat i co widzę? Co czytam? Moja tu nieobecność powoli zabiła... forum.
Naprawdę...?

Dziesiątki działów, kilka wątków z setek wątków, które rozpierdalają to forum? Bardzo często są to hasła od userów, którzy deklarowali/zarzekali się, że będą takich jak ja ignorować. Znaczy używać funkcji "ignoruj", bo taka jest. Potem narzekają.
No więc to jest bardzo dobre narzędzie.
Padła nawet propozycja - teraz czytam, że na zlot, tylko na motorach. Super.
Właśnie podarowałem fajnego komara koledze a od Szparaga jeszcze nie odebrałem Simsonów.

Ja nie przyjadę na zlot. Ale nie dlatego, że nie szanuję userów tego forum. Nie przyjadę, bo ich szanuję. Znaczy szanuje ich komfort, z drugiej strony, by po prostu uniknąć ostracyzmu. Tego na pokaz. Przy okazji - ceniąc własny komfort.

Przepraszam Czarny, nie tego oczekiwałeś zapewne ale musiałem takie epitafium dodać. Sam sobie cha cha...
Ja "umieram". Sygnalizowałem. Jeszcze trochę przykozaczę. Wstawię zdjęcie makiety czy co tam.

Zapuściłem włosy, i strzeliłem sobie farbę na nie. Zgoliłem wąsy, brodę na łyso, nowym dżiletem sensorem czy jakoś tak. Schudłem 16,5kg i wczoraj... mnie kumpel nie poznał. Przyjechał po wiertarkę i pyta się mnie, czy jest Darek? Nie widzieliśmy się od Wszystkich Świętych.
Fizyczne zmiany już za mną.
Teraz pora na mental i to, co pod blond włosami się obecnie kryje. Acha... inwestycja w ust korale będzie. Nowa ceramika ale to w marcu, jak ostatecznie pozbędę się długów. Znowu będę mógł miażdżyć mięso a nie chrupać robaki, miksować zupki.

Do tego wszystkiego garnitur z wełny, jedwabny krawat, buty szyte na miarę jak ten garnitur. Te buty to chodzą już za mną dobre 20 lat, jak wieczne pióro i zegarek. Mam już co prawda zwykłe lanco z wojennej serii. Ale to robotniczy sort był. Tym nie mniej fabryka zatrudniała wtedy (1944) 5000 robotników!
Kumacie? W swoim najlepszym czasie Stocznia Komuny Paryskiej blisko 10 000 ale to mega zakład był. A tu zegarki...

Na zegarek jeszcze pomysłu nie mam. Na 50-tkę dostałem od Strażnika Domowego w klasycznej kopercie Atlantic. Piękny był, jak zima w te moje 50-te urodziny. Z tej radości poszliśmy z żoną do lasu na... sanki!
Wróciłem bez zegarka... Zgubiłem... takie to były krótkie moje urodziny, czas stanął gdzieś w lesie, zakopany w śniegu.

Moja Marysia w sobotę kończyła... no właśnie nie wiem ile...? Wychodzi, że już 8 lat. Świętowaliśmy w piątek. Zagrałem z nią w tenisa stołowego. Mówię ze smutkiem:
- Po raz ostatni gram z moją siedmioletnią Marysią...
Ale mówią mi teraz, że grałem z ośmioletnią. Liczę teraz na palcach i fakt. Jak skończyła 8, to ile ma teraz lat?
Potem zostałem wyzwany na pojedynek przez synową. Tydzień temu ograłem juniora. Cała rodzina kibicowała. Wnuki dziadkowi i dziadek wygrał 11:6, 11:6.
Dekoncentrowała synową moja nowa blond fryzura zapewne, bo gra dość dobrze jak na słabego amatora. Gdybyśmy tak przez dwa tygodnie młócili po dwie, trzy godziny dziennie, to nie poszło mi by tak łatwo. A tak stłukłem babę i tyle. Plus, że nie głupią.

Grałem 30-to letnim baterflajem. Taką deską grał jeszcze Andrzej Grubba zapewne. Zmienić na porządne okładziny i...
Wysłałem kumplowi film z serii moich ćwiczeń. Kazał mi się oszczędzać a to tylko przysiady były...

Co jeszcze?
Polityka.
Nie było przecież nic o polityce.
Chomik pisał w jednym wątku, że gdyby nie szczepienia w szale kowitowym, to zmarło by nie tyle ile zamarło, a 50 mln ludzi. Teraz mi się już fandzoli... Ile ofiar pochłonęła IIWŚ? No i czy Chomik brał pod uwagę Chiny? Bo Chińczyków to ubyło, że ho ho!
Zatem za jednym zamachem zaliczyłem politykę i zdrowie.

Nie wypada nie wspomnieć o Igrzyskach Olimpijskich.
Po raz pierwszy w historii, z Igrzysk dowiedziałem się, gdzie rozgrywane są Igrzyska. I jeszcze coś ciekawszego! Dowidziałem się tego, nie oglądając Igrzysk!
Fajne Igrzyska, to były te letnie w Japonii. Ale nie ostatnie. Te pierwsze, które się odbyły w roku 1964. Jaka tam była super atmosfera w wiosce olimpijskiej. Sportowcy wychodzili na miasto i wszyscy się im kłaniali. Do wioski olimpijskiej też każdy mógł wejść, dostać autograf.
Kurde... jak przed laty na tym forum. Sielanka, dopóki nie pojawiłem się ja.
Niszczyłem te forum tyle razy. Najbardziej, jak mnie nie było. Ale było przynajmniej na kogo zrzucić.

Dla sławy brałem to na klatę i zawsze wracałem. Najpierw po cichu, że niby nie ten człowiek. No i masz. Blondyn, młodszy o 16,5kg w garniturze...
Aaa... Krzyż! No... krzyżyk ale złoty. Delikatny, nie na łańcuchu dla psa, tylko takim delikatnym właśnie. Subtelnym. Subtelny - bardziej pasuje.
Mały, złoty krzyż na subtelnym, delikatnym łańcuszku. Perły między ustami, ceramika w sensie.

Na razie idę w pizdu, jeszcze nie w tych butach szytych ale boso, bez ostróg. Idę ale widzę już swój powrót. W Lublinie, z wymienioną skrzynią, w wełnianym, czarnym gajerze (rzeczony już mam), czarne buty, białe, bawełniane skarpetki, czarny, jedwabny krawat, biały szal z merino i...
tak jest. Rajbany i wełniany, porządny czarny kapelusz.
Piórem będę rozdawał autografy. Ktoś zapyta o godzinę, spod mankietu białej koszuli wysunę zegarek piękny i czas podam.

BrMnkbkzvik

Coś autor tego ładnego wstępu o chuju i dupie wspominał?
Proszę bardzo.

https://i.ibb.co/Q4bJP6N/3.jpg (https://ibb.co/978pbqT)
Jeden chuj i nawet: i chuj.

https://i.ibb.co/j9kSb4Qq/1.jpg (https://ibb.co/0pyxmJ61)
Trzy dupy, jedna africatwin i andoria blues.

https://i.ibb.co/N2X65dqc/2.jpg (https://ibb.co/5hdWmg3b)
I oczywiście Elwood.

Skoro cytowany bohatera prądem...? To kij mu w oko, skoro i tak ślepy.

El Czariusz
10.02.2026, 00:28
W drużynie "Dream Teamu" Johana Cruyffa był jedną z najważniejszych figur nie tylko ze względu na umiejętności czysto piłkarskie, lecz przede wszystkim charakter. Christo Stoiczkow miał potężny, precyzyjny strzał i ego wielkości Sagrady Famílii, ale jego największą zaletą było to, że nie pękał przed nikim.

Holender bardzo cenił Bułgara, o czym wspomniał w swojej autobiografii:

– Potrzebowałem Christa nie tylko ze względu na jego piłkarskie umiejętności. Miał wojowniczy charakter i był, w dobrym znaczeniu tego słowa, uparty. Potrafił wstrząsnąć drużyną – w której tak naprawdę nie było zbyt wielu silnych osobowości – nie tylko w szatni, ale i na boisku.

Połączenie dryblingów i inteligencji Michaela Laudrupa, atomowych uderzeń Ronalda Koemana z zadziornością i skutecznością Stoiczkowa zapewniły Cruyffowi na ławce trenerskiej Blaugrany ogromne sukcesy w latach 90. Wówczas Barça aż cztery sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii i osiągnęła dziejowy sukces na arenie międzynarodowej, zdobywając w 1992 roku w pierwszy w historii Puchar Europy.

Barcelona odmieniła życie Stoiczkowa. Uczyniła go piłkarzem klasy światowej, co podkreślali nawet słynni kibice największego rywala Dumy Katalonii, np. Julio Iglesias:

– Jesteś najlepszy, chociaż jesteś z Barcelony...

W latach 1993-1995 “El Pistolero" stworzył na Camp Nou niezapomniany duet z Romário, geniuszem, który grał w piłkę i żył na własnych zasadach. Bułgar świetnie rozumiał się z Brazylijczykiem na boisku, dzięki czemu ich współpraca zaowocowała lawiną goli dla Barcelony.

Po latach Stoiczkow wrócił myślami do okresu, w którym tworzył bramkostrzelny atak Barcelony z "Baixinho"

– Zachowywał się super. Niesamowicie przyjacielsko. Zwracał się w szczególności do mnie o porady, a w trakcie gry szukał współpracy i szybko dopasowaliśmy się do siebie jak folia do parówki. Widziałem w tym szansę na zaskoczenie przeciwników, którzy nie dość, że znali mnie osobiście, to zazwyczaj nie przebierali w środkach, żeby tylko mnie zneutralizować. Mieliśmy grać z klasyczną dziewiątką, a nie fałszywą, jak to często bywa. Odkrywało to więcej możliwości zarówno dla mnie, jak i dla Romiego, jak pieszczotliwie zaczęliśmy nazywać Romário. (...) Nieprzypadkowo do dziś wraz z Romário pojawiamy się we wszystkich rankingach najbardziej odlotowych duetów w dziejach futbolu.

Poza murawą też świetnie się dogadywali i imprezowali w mieście Gaudiego aż po świt.

Latem 1994 roku obydwaj panowie rozegrali znakomity mundial w USA. Romário został mistrzem świata z Canarinhos, a Stoiczkow doprowadził Bułgarię do czwartego miejsca i z sześcioma trafieniami na koncie wespół z Olegiem Salenką został królem strzelców całego turnieju. Mistrzostwo Hiszpanii wywalczone z Barceloną i wyborna forma strzelecka na MŚ sprawiły, że w grudniu 1994 roku Stoiczkow otrzymał Złotą Piłkę, nagrodę od „France Football”, o której marzył od dawna:

– Nigdy w swojej karierze nie przedkładałem indywidualnych potrzeb nad dobro drużyny. Nigdy! Złota Piłka jest jednak czymś szczególnym, nieporównywalnym z innymi osiągnięciami. Marzenia o niej zamieszkały w mojej duszy na długo przed rozpoczęciem kariery sportowej, zanim jeszcze spojrzałem życiu w oczy. Dla mnie, dzieciaka ze Wschodu, łobuza z wytartymi tenisówkami, rozciągniętą koszulką i zdartymi kolanami, była jak największa z gwiazd na nocnym niebie. Tak, każdy jeden brzdąc marzy – jeden chce być strażakiem, drugi lekarzem, trzeci policjantem, czwarty kosmonautą… A ja pragnąłem być wielkim piłkarzem i zdobyć Złotą Piłkę! Wyobrażałem sobie, jak pewnego pięknego dnia przytulę swoich sławnych idoli. Tylko że zrobię to jedną ręką, bo drugą będę przytulał Złotą Piłkę. Marzenia, marzenia… Teraz stwierdzam, że były bardzo śmiałe i szalone, nawet jak na marzenia! Jakaś fantasmagoria, zważywszy, że w tym momencie Bułgaria ma już dwóch kosmonautów, ale tylko jednego posiadacza Złotej Piłki. (…) Istniał jeszcze jeden plus mojego triumfu – utworzyłem historyczną „złotą czwórkę”. Do tamtego momentu tylko trzech piłkarzy zdobyło dwa najważniejsze indywidualne trofea: Złota Piłka dla gracza numer 1 w Europie i Złoty But dla najlepszego strzelca na kontynencie. Sławny Eusébio, znakomici Gerd Müller i Marco van Basten oraz… waszmość Stoiczkow.

Po wspaniałych momentach pojawiły się problemy. Stoiczkow zaczął drzeć koty z Cruyffem w sezonie 1994/1995, i nie chodziło fakt, iż Holender nie potrafił nauczyć go ćwiczenia na skakance, tylko o starcie dwóch samców alfa. Ich konflikt osiągnął apogeum przed meczem Ligi Mistrzów przeciwko PSG w Paryżu, gdy Bułgar w rozmowie z dziennikarzami powiedział:

– Barcelona musi wybrać: albo ja, albo Cruyff!

Topora wojennego nie udało im się zakopać i Stoiczkow musiał opuścić Barcelonę, a Cruyff już nie był w stanie odbudować swojej "Drużyny Marzeń".

Bułgar w lipcu 1995 roku trafił do Parmy napędzanej pieniędzmi sponsora, czyli Parmalatu. Dołączył do plejady gwiazd, bowiem na Stadio Ennio Tardini występowali wówczas m.in. Fabio Cannavaro, Gianfranco Zola, Dino Baggio, Fernando Couto, Antonio Benarrivo, Tomas Brolin, a także młodzi i zdolni Gigi Buffon oraz Filippo Inzaghi. Mimo to Christo nie potrafił się zgrać z niektórymi piłkarzami Gialloblu. Nie pomogły mu także wysokie zarobki. Stoiczkow zarabiał wtedy więcej niż uwielbiany na Półwyspie Apenińskim Gianfranco Zola, któremu nie odpowiadało, że obcokrajowiec w Serie A ma wyższą pensję od niego. Po rocznym epizodzie we Włoszech Stoiczkow wrócił do Katalonii, za którą tęsknił:

– Okropnie brakowało mi Barcelony. Parma to małe i wyjątkowe miasto, o długiej historii i romantycznym klimacie, ale… nie okazało się miejscem dla mnie. Każdy powrót do Katalonii dostarczał mi silnych emocji, które nie opuszczały mnie jeszcze długo po powrocie na włoską ziemię. A tam nieustannie szukałem powodu do wskoczenia do samolotu lecącego na lotnisko El Prat. Po pewnym rozdaniu nagród w Barcelonie, na którym byłem razem z Cruyffem, zaprosiłem go na kolację. Oznajmiłem mu wtedy, że chcę wrócić. Bez żadnego wahania Mister odpowiedział „okej” i w jego obecności zadzwoniłem do prezydenta Josepa Núñeza, żeby zorganizować operację „Chłopiec powraca”. Moim zdaniem Cruyff w końcu zrozumiał, że modelowanie nowego "Dream Teamu” to nie tylko pomysły, metodyka czy treningi. Potrzeba również właściwych zawodników – jak ci z oryginalnego zespołu – i dodatkowo odpowiedniego czasu, sprzyjającej atmosfery oraz, naturalnie, szczęścia. Życie to pokazało. Ponadto wydarzyło się coś, co uważałem za rzecz nie do pomyślenia. Cruyff odszedł z klubu! I to dokładnie wtedy, kiedy wróciłem. Minęliśmy się w drzwiach. Tak, nasze plany to rozrywka dla Pana Boga. Nowy odcinek z prztyczkiem w nos ze strony nieba.

Drugi pobyt bułgarskiego snajpera w Katalonii nie był już tak owocny, jak poprzedni ze wglądu na eksplozję talentu nowego napastnika w zespole Bobby’ego Robsona, Ronaldo Luísa Nazário de Limę, który rozegrał sezon życia w Barcelonie.

Zimą 1998 roku Stoiczkow przestał być "Sztyletem" Barçy i wrócił do klubu, który był dla niego trampoliną do wielkiej kariery – CSKA Sofia. Później spróbował swoich sił jeszcze w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Buty na kołku zawiesił w grudniu 2003 roku.

Christo, który otrzymał imię po swoim dziadku, zapracował sobie na bilet do sławy. Pokonał wszelkie przeciwności losu. Wychowany w państwie socjalistycznym Stoiczkow głęboko wierzył, że futbol da mu dobre życie i miejsce w historii sportu. Niezłomna postawa została mu wynagrodzona. Został najlepszym piłkarzem w historii Bułgarii i zasłużył na miejsce wśród innych wielkich gwiazd futbolu, takich jak Romário.

Dziś 60. urodziny obchodzi Christo Stoiczkow, który mógłby obdzielić swoim temperamentem kilka współczesnych drużyn.

Wszystkiego najlepszego, legendo.

Przytoczone wypowiedzi pochodzą z książek: ”Christo Stoiczkow. Autobiografia” i "Johan Cruyff. Autobiografia”.

Mech&Ścioła
10.02.2026, 09:04
Dzięki El za przytoczenie tej historii!

El Czariusz
10.02.2026, 09:05
Wracam do odliczania.
Dowcipem (dla mnie) roku:
Tu jest Polska (w tym miejscu flaga globusa pl)!
To nie folwark!
Narodowa duma! (tu emotikon bicepsu)

Autorem dowcipu jest europoseł Krzysztof Śmiszek.
Więcej syropu glukozowo-fruktuzowego tu:

6kcCc3vWmEc

No, to lewicę mam już z głowy. I nie, nie, nie... To nie polityka, to kabaret.
Prawdziwa polityka robi się/dzieje gdzie indziej. A pan, panie Prabucki, będziesz wisiał.
Jak ten odważnik w zegarze ściennym, co to go muszę zamontować. Zegar już wisi. Dostaliśmy go od naszego Juniorstwa w prezencie. Chyba z okazji zakończenia remontu mieszkania.
Remont wydawał mi się długi. Na pewno się dłużył. Niestety przebił mnie Pan Inżynier. Ostatnio tak go obgadywałem, że aż na chwilę zawiesił pypcia na klawiaturze.
Już się o niego martwiłem ale alarm okazał się kulawy w płocie.

Przez trzy dni siedział w knajpie i pił piwo. Pił piwo, by mi potem wmawiać, że odstawił mocny alkohol. I, że nie ma pracy. Nie, nie, nie... O prawidłowo fizyczne rozchodzi się prawidło. Wiecie, wzór fizyczny: praca to... itd.
I oni (pijący z Panem Inżynierem) stwierdzili, że praca w gówno się obraca.

Kurde molek... Od razu przypomniała mi się domowa definicja korby. Kto o niej nie słyszał niech zatem, własnemi słowami tę definicje poda.
Znaczy niech ten ktosiek stanie sobie przed lustrem i niech podaje definicję sobie przed sobą, bacznie siebie w lustrze obserwując. Dlatego przed lustrem trzeba stanąć.

A teraz przyjrzyjmy się temu perkusiście:

Cmq_AIKslDo

Tak moi drodzy i tani... To ja. Elwincyj.
Że niby nie blond?
Ja się tam na kolorach nie znam. Może być szatyn ale chyba nie brunet. Brunet, to mi się zaraz z granatową koszulą kojarzy i z NSDAP.

O co się rozchodzi z tym: że to ja?
To piękna historia i tę piękną historię dedykuję Czarnemu. Z ta historią było tak...

P.S.
Czarny kojarzy mi się z czarnym jak smoła murzynem. Tym z elementarza Falskiego.
Wszystkie dzieci, uczące się z tego elementarza miały kota na punkcie murzyna. Murzyna, zwanego w elementarzu murzynkiem (dla późniejszej niepoznaki).
Tu Czarny ukrywa się jeszcze pod skrótem EZG ale każden, kto czytał/uczył się ze wspomnianego elementarza wie, że to nie żaden Zgierz, tylko (w wolnym tłumaczeniu) Bambo.
Nie znalem dziecka, czytającego ten elementarz, które by Bambo źle kojarzyło. W sensie murzynka. Mało tego... Każden takim murzynkiem chciał być a jak nie być, to koziołkiem przynajmniej Matołkiem.

Coś w tym świecie popierdoliło się, że Bambo został kozłem ofiarnym. Za pewne dlatego, że urósł.
Jak urósł, to wydano go za Helenę. Też czarną jak smoła ale już w dobrej wierze. W dobrej wierze Netflixa. Niekoniecznie już Greków ale co tam... Przecież cywilizacja urodziła się w Afryce. Stąd Szwedzi (to znaczy taki jeden ich profesor czy inny ktosiek) dość kontrowersyjnie przyznał, że Szwedzi pochodzą z Afryki jednak.
Zmutowali się do albinosów ze względu na biały śnieg i brak słońca.

I tu... zabił ćwieka oponentom. No bo jakby na to nie patrzeć...? Ja spojrzę jeszcze dalej. To znaczy zawsze starałem patrzeć dalej, jak ten mały człowieczek z góry Markowcowej w Rumi.
Wszyscy pochodzimy od małpy i gdybyśmy nie jedli tego zasranego mięsa, bylibyśmy dzisiaj szczęśliwą planetą małp.
Ale nie... musieli iść za tym lodowcem, co się cofał. Jeden taki szedł za szybko, wyprzedził epokę i znaleźli go zamarzniętego na kość w Austrii.

W sumie, ten proces trwa dalej. Dzisiaj ci zamarznięci, stanowią drogowskaz dla innych śmiałków. Widać to w kolejce na Mount Everest, którego nikt już nie nazywa Czomolugmą.
Czy ta wybielona w Szwecji rasa jest górą? W sensie - nie Czomolugmą, lepszą?
Ja, jako farbowany blond nie wiem ale sukcesywnie staje się gorszą, napiętnowaną. Helena Trojańska w kolorze czarnym jak smoła, za chwilę stanie się koniem.
Tak czarno to widzę.

Cieszmy się zatem na forumie, że mamy Czarnego. Wystarczy zapoznać jego historię, którą streścił w swoim podpisie. Zostawię to już bez (dalszego) komentarza. Tylko zaakcentuję. Pojawia się w niej (historii w podpisie) m.in. czarny Jaszczomp i cztery Afryki oraz jej pół. I niech nie przejdzie bez echa jego uwaga... "...bo ja fruwam Żatkim Bolkiem na promie kosmicznym".


Zatem wracając do nr 10.
Perkusista.

Cdn.

El Czariusz
10.02.2026, 10:59
Wstęp.

RXaDS1KGKl4

Parę dni temu dzwoni do mnie jeden z administratorów. Nie, nie, nie...
Nie z tego foruma.
Z większego foruma. Znacznie większego - podróżniczego.
Tu przecież postacie motocyklowe przestały pisać z mojego powodu. Otóż ten administrator pyta się mnie o Brauna. Jak mnie wyrzucał z forum przez Brauna, to się o mnie nie pytał.
- Co sądzisz o Braunie?

Zastanawiam się, w jaki sposób nad tym ubolewać. Naprawdę się zastanawiam.
Nie, że tam od razu martwię, ale to spora odpowiedzialność, która próbuje mi się jakoś wcisnąć na barki - wracając do postaci motocyklowych.

Nawet jeden taki, dodał mi kilka centymetrów do mojego siurka. To znaczy, że niby ja dodaję sobie ale to odbyło się jego ustami, że na papier/klawiaturę w sensie. Wiecie... tak zgrabnie, włożył sobie mojego siurka w usta i go podrzucił.
Rozumiem - wypluł. Może nawet splunął a dodał przecież, że nie wyrzuca mnie z foruma.
Prześledźmy zatem proces jaki zainicjował ów adwersarz cichy mój. Nie wyrzucił, bo wypluł?

Tak może być!
Ma wspólnika. Ten mi zarzucił brak jaj... Ja połączyłem te kropki. Do czego służą facetowi jaja? Do produkcji nasienia. Ze smutkiem stwierdzam, że właśnie padła mi jedna z trzech ostatnich czereśni. Dokładnie dzisiaj... Przy okazji tylko o tym.
W pewnych okolicznościach...

nM3fglmaRrA

...nasienie wędruje z jajek do siurka.
Tu jest wiele antykoncepcji, co można z tym nasieniem zrobić.
Np. sprzedać nasienie w skupie nasienia. Nieźle płacą więc kolejka jest długa. Nagle na końcu staje kobieta... Zdziwieni faceci dopytują:
- Pani też do skupu nasienia?
Yhym.
Ale na końcu może być też "taki" facet. No i tutaj historia z moim za dużym siurkiem znajduje swoje ujście. W takim wypadku jednak, trudno znaleźć świadków, trudniej odeprzeć... Sam fakt wywołuje grymas na ustach.
Ale co zrobić, kiedy ktoś ci zarzuci brak jaj?

Jeden ruch...
https://i.ibb.co/jk3bV1Pd/IMG-20260210-082125.jpg (https://ibb.co/pj4bW9Bg)
...i szach mat.

Wytrzymajcie ze mną jeszcze te 10 dni. Przepraszam OSIEM!!
Już poprawiłem w nagłówkowej stopce. Naturalnie, że osiem! W końcu było 8* i jakoś wszyscy to znieśli.
Będzie i tak też tutaj.

Zasymulowałem się:

https://i.ibb.co/BK73zzRp/IMG-20260210-084128.jpg (https://ibb.co/6Jpwnn5M)

To jest poważna sprawa.

Należy koniecznie przyjąć...
https://i.ibb.co/rGdDpJcg/IMG-20260207-102324.jpg (https://ibb.co/RpjR6WB1)
...kompot (imbirowy) i kreskę (monohydratu).

A następnie zrobić na sobie samogwalt. W sensie na komórkach mięśniowych. Koniecznie oporowo. Dlaczego...?
Strażnik Domowy przed podjęciem dzisiaj pracy (W = F x s) rzuciła we mnie (niczym nie pluła!):
- Tylko na litość... przed wyjazdem do szkoły się wykąp!
Samogwałt musi być konkretny. Taki, by się spocić. Bez potu, to ja się nie kąpię, co najwyżej umyję.

Jest jeszcze jeden fajny sposób na mycie. Spowiedź. Właśnie jej tutaj doznajecie. taka nowoczesna, bez konfesjonału. Wchodzisz i się spowiadasz.
Każden widzi a nie tylko ksiądz, jaki i kim jesteś.
Wiem, że mogą być ofiary tej spowiedzi. Np. na zlocie w Białej (a dlaczego nie Czarnej - rasiści?) pojawi się nagle przypadkowy, nowy user fat - biały, atrakcyjny, szczupły blondyn...
Atrakcyjny... Klata jak u pirata, uwodzące (kobiety) spojrzenie. No i bęc!!
- Elwood, ty chuju!

El Czariusz
10.02.2026, 11:53
GNpTn8LVa9I

Podkręciłem korbą przed lustrem i jestem w małym szoku.
Ciało zaczyna przybierać. Jak tak dalej pójdzie znowu dorównam muskulaturą Frankowi Zane albo Stefkowi Revers.
To podziwiały zawsze we mnie kobiety. Smukłość ale wyrazistość i harmonię kształtu mej mady mięśniowej. Wąskie biodra, talia szerszenia, nad wyraz szerokie barki...
Trochę słabsze uda, za to piękne łydki.

No i ten mostkowo-obojczykowo-sutkowy... A nawet dwa w pełnej harmonii z piersiowymi wielkimi.
Do tego ten brak tłuszczu! Piękny kaloryfer, którego zawsze zazdrościli mi koledzy. Stąd też dużo we mnie ciepła. Jestem po kursie (intensywnym) dykcji i efekty są zdumiewające. To tembr głosu decyduje, że ludzie chcą ciebie słuchać lub nie. Banalna sztuczka ale zdumiewające efekty. Okupione jednak pracą F x s. S, to droga. Jeżeli chcesz osiągnąć odpowiedni efekt, musisz się nachodzić na początku, by ktoś ciebie wysłuchał. Potem już tylko kocyk, piasek bali i takie tam trele do ucha zakochanych w twoim tembrze po uszy plejady pięknych kobiet i mężczyzn.

I zaprawdę nieważna pogoda.
Czy to deszcz czy słota, zmierza juz ku mnie fanów szara piechota.

Przede mną druga seria, potem trzecia, czwarta i tak jeszcze 8 dni.
Potem cisza...
Ale pamiętajcie... Szare szeregi Piechoty i Testament mój... Jak ten oświaty kaganek.

El Czariusz
10.02.2026, 13:45
Chwilowa przerwa.
Kaloryfer parzy. Temp. 15,5 st. nad memłonem. Wzbudzi to ocean pary pod prysznicem. W instalacji woda około 7st.
Ale to jeszcze nie koniec ćwiczeń. Widok muskulatury mej dla mych oczu, to jak testosteron dla mózgu mego.

Tak na gorąco szybko zapodam coś z historii kina. Będzie o scenie, która tym kinem wstrząsnęła. Zwłaszcza moim. Wyobraźcie sobie mnie na koniu.

W takiej szacie...
https://i.ibb.co/Sw32QK7P/FB-IMG-1768323117215.jpg (https://ibb.co/N2yX1Lns)
...czołowej.

Już prezentowanej ale pokaz w nauce wf to clou (klucz z polska) do...
...El Komendante na koniu. Widzicie to oczętami wyobraźni? Nie?
To pomagam.

UNwJb6n5Vhw

Tu się dzieją rzeczy niewiarygodne. Niewiarygodne dla laika, czy też mamy dziecka, które:
- Mamo, Indianie!
Tak tak synku...
Czy jakoś tak.

Nieważne.
Puśćcie sobie jako podkład jeszcze raz Elwincyj Jamesa w drumm kowerze.

Cmq_AIKslDo

I Jeszcze raz, i jeszcze, jeszcze...

Tego można słuchać w nieskończoność. Energia tego kawałka niesie się już w kosmosie od dziesiątek lat i starzeje tylko z naszej perspektywy. Podobnie strzępki mojej duszy. Znajdziesz je bliżej...
Np. wpadasz w oset po przekwitnięciu i te kulki z kolcami wbijąją ci się w twoje drogie fchuj merino, że już kurwa tylko se w łeb strzelić...

A to strzępki duszy mej, które o każdej dobie...

XCXzICdoo-4

Melon
10.02.2026, 14:27
wpadasz w oset po przekwitnięciu i te kulki z kolcami wbijąją ci się w twoje drogie fchuj merino, że już kurwa tylko se w łeb strzelić...
:haha2:

magneto
10.02.2026, 20:56
A ja się cieszę, że Tobie Twój (choć odrobinkę "mój") nick się podoba.
Trzym się dobrze...

El Czariusz
11.02.2026, 11:51
I ja się cieszę z Tobą magneto.
Zawsze będziesz mi się kojarzył z dużym Magneto:)
Widzę, że jesteś z Allenstein a to mi po drodze. Po drodze nawet bardziej, bo Łynę będę robił po swojemu, bo w jej okolicy mam (po drodze) kilka wyniosłości do zaliczenia.

A duży Magneto wcale nie z Pancernymi, tylko z jego ślubem. Piękna historia. Jak nie zapomnę, to przypomnę ją, kiedy "nicość" dojdzie do zera. Wtedy będzie pasować jak ten świat Bronco i braci Blues do mnie.

Właśnie dochodzę powoli kim jestem. Dla jednym Kim dlatego im kilim. Dla mnie w dupie byli i gówno widzieli. Nie, nie, nie... Nie ma w tym nic obraźliwego. Ja też bywałem w dupie, też zwracałem uwagę na gówno. Jak każdy, który w dupie bywał/jest czy będzie.
Nikomu nie życzę chyba, że mi zajdzie za skórę. Wtedy musisz się ratować, nawet jeżeli znaczyć to ma, że mu z tej dupy zrobię jesień średniowiecza.
Pocieszę.
Na tym forum takich nie ma. Tu, na forumie, z którymi toczę sobie boje mniejsze lub większe, to są ci nieszkodliwi. Byli/są w dupie - gówno widzieli/widzą. To im sprzedaję od czasu do czasu pieszczotliwe - chuj wam w dupę lub znacznie bardziej wulgarne - kij ci w oko.

Uwierzcie mi... Łatwiej chuja w dupie znieść niźli kij w oku. Ten z kijem w oku, musi uruchomić w dupie zmysł węchu dodatkowo.
To już jest poważna operacja zaczepna.
Zatem to jest duży plus. Nikt z was mi za skórę nie wlazł i niech lepiej tego nie robi.
No chyba, że che wrócić do Średniowiecza przez duże Ś.
I to nie będzie zabawa Szparaga z milicją na lodowisku w Murmańsku, które to zamieszanie mogliście oglądać na miejskiej kamerze w samo południe. Dokładnie to od godz. 12.04

Fchuj ludzi z tego forum (ale) w lutym 2012 o 12.04 widziała to zamieszanie. Kłębowisko łyżwiarzy z awanturą na 5 fajerek. Kto ma prawdziwy trzon kuchenny, ten wie dlaczego 5 a nie trzy, czy cztery.
Relecjonowałem to zdarzenie online. Ci, co to oglądali i przeżywali skorzystali z mojej łaski.
Otworzyłem im przestrzeń. Przestrzeń niedostępną nawet dla uczestników tej wspanialej wyrypy. Bo kiedy wszyscy emocjonowali się faktem i widzieli już pojmanego Szparaga przez radziecka milicję, to mimo, że mało kto Szparaga lubił, większość mu nie złorzeczyła.

A Szparag mi częściowo za skórę próbował się dostać.
Ale to później.
Sprawa jest do banalnego wyjaśnienia i w tym sezonie tę sprawę wyjaśnię.

Wracając na lodowisko i nowej przestrzeni. To, co widzieli uczestnicy relacji w oku murmańskiej kamery, to była czarna dupa. To był dramat, z którego udało mi się znaleźć wyjście.
Tego nie wymyślił by żaden Tarantino. Przejęte chłopaki nie mieli czasu tego rozkminiać, bo ich przestrzeń była zajęta naprawą czegoś, co się zjebało zaraz po wyjeździe z bazy Pastora. Zdaje się Brytolowi.
Oni jednak do tego Murmańska dojechali.

Co prawda bodaj 10 dni później, licząc od momentu, w którym uruchomiłem oko kamery ale kij w oko faszystom.
Takie to były piękne czasy kiedyś na tym forum.

37422799

Nicość 6 to nie błąd. Znowu się pomyliłem ale to dla niektórych dupników lepiej.
Start chłopaków miał miejsce "tydzień później" ale mnie już tu nie będzie.

Po tym krótkim (jak na mnie) wstępie, opowiem wam historię prawdziwą...

El Czariusz
11.02.2026, 13:53
Edycja.
Pasuje jak ulał.

-6dwiJ-m4K4

Jeszcze się odniosę do jednego dupnika (a nawet dwóch/trzech/czterech... n dupników a nawet n+1).
Jeden z nich (już cytowany przeze mnie) - upadły na ryj moderator napisał, że ja piszę po to, by zaistnieć czy coś w tym stylu. Muszę bo się uduszę.

I tu się z upadłym zgadzam. Dokładnie po to. Oczywiście mógłbym każdy post w ładnym pergaminie wciskać do butelki i topić w Zatoce. W linii prostej mam do Zatoki 3km.
To nawet fajny pomysł ale... tu przeszkadzały by mu butelki. Mógłbym je pakować do skrzynek i chłodzić ale gdzie frajda? Tak pływają sobie te posty w butelkach nie po kolei przecież.

Piszę, by zaistnieć bo mam enpede. Czyli we współczesnej nomenklaturze jestem jakby chory. Powinienem być leczony. Nie wnikłem jeszcze w siebie na tyle głęboko, by stwierdzić jakie leczenie mi pomoże ale jest tu specjalista od leczenia. On mnie oczywista nie czyta.
Spada nagle, jak kuropatwa, składa jajo i znika. Akcentuje, że ma. Szanuję jak chuj.

W nocy pięknie padał śnieg.
Cudowna biała pierzyna. Zatem wziąłem się za odsnieżanie. Odsnieżam za siebie i dwoje sąsiadow, którzy dostali udaru z powodu chujstwa, które wyrządził nam ten zły księciulo z cruellą de Mon.
Zostałem sam na placu boju ale tego tematu już nie będę rozwijał. Księciulo z cruellą zaleźli mi za skórę.
W nocy się przez nich drapię w lewe ramie przy łokciu. W okolicach przyczepu mięśnia trójgłowego ramienia i naramiennego.
Tu nie ma: chuj w dupę czy kij ci w oko. Tu jest wojna.

Zatem odśnieżam.
Sąsiad z udarem odśnieża akurat samochód i przeprasza mnie, że nie może pomóc.
- Po chuj odśnieżasz auto?
Rzucam pieszczotliwie. Przy okazji to robię na koniec (kiedy jest potrzeba) na swoim PaSkudzie i udarowców. Tak po prostu, bezwiednie z automatu.

Ale nie o tym.
O pani, która odśnieża sąsiednią, poważną posesję czteropiętrowego, kilku klatkowego bloku. Fajna babka... można oko zawiesić, opierając się o łopatę.
Można powiedzieć, że się już znamy. Dzisiaj po raz kolejny razem na posterunku. Niby nic, a jakoś tak przyjemniej. Żartuję:
- Fajna gimnastyka z rana.
Mi to sprawia autentyczną przyjemność. Odpowiada. Człowiek się porusza, energia pozytywna w człowieka wchodzi. I się uśmiecha.

No k... jego itd. Jakie wspaniale podejście do życia. Prawie jak moje. Tej mej nicości jeszcze tylko 6 dni!
Cudownie mi się dzisiaj odśnieżało w takim duecie.
W ogóle jakoś cudownie dzisiaj jest.
Wraz z tym pięknie sypiącym śniegiem przypomniało mi się... Uwaga.
Przypomniało mi się, co wydarzy się za pół roku, a miało miejsce 20 lat temu.

Otóż... zapnijcie pasy. Zabiorę was na.. ślizgawkę. Historyczną. Wczoraj przechodziliśmy z Marysia koło takiej.
- Zjeżdżałaś na niej?!
Tak! Podchodziłam pod nią.
Chwila palenia zwojów dziadkowych... Nie dopytywałem dlaczego.

Mówią o takich apsztyfikantach, że mówi się, że wolą pchać sznurek niż ciągnąć. Wieczorem (wczoraj) dodarła do mnie opowieść kryminalna. Autorstwa Marysi. Ale się musiałem nagimnastykować by poprawnie odczytać.
Wszystko na końcu podsumowała rysunkiem. COŚ PIĘKNEGO.
Miałem czytać Festung Brezlau... Nie przeczytałem jeszcze żadnej modnej, polskiej kryminalnej powieści. Podobno to dobra szkoła - ta polska powieść kryminalna. Nie. Nie będę czytał. Będę "namawiał/zachęcał" Marysię dalszego pisania.

Tymczasem ja chcę zdążyć ze ślizgawką.
To historia o trzech towarzyszach, którzy prawdopodobnie nigdy by się nie poznali, gdyby nie wełniany sweter. Nie jakieś tam merino... Stara, dobra wełna z owcy. Jak ona cipie...?!
Pedały od merino nie mają zielonego pojęcia.
Nie jestem wrogiem merino. Absolutnie. To wełna dla pedałów. Sam mam chyba tego z 10 sztuk, w tym dwie pary kalesonów nawet.

Nawet te z papieru emkowego. Super na lato. Używam jednakowoż tylko do wyryp.
Pisałem o swetrze na pewno ale przypomnę. Bo zanim za pół roku wydarzy się to, co wydarzyło 20 lat temu "wydarzył" się sweter.
Sweter na drutach zrobiła mi mama. Wydarzyło się to pół wieku temu. W rok po zrobieniu swetra wydarzyły się MŚ 1974 w piłce nożnej.
W 1974-tym kupiłem sobie sam Ukrainę ale o niej pisałem i nie będę więcej pisał.

tej zimy, roku dla mnie pamiętnego pojechałem w tym swetrze na Podlasie.
Do babci. Z tekturową walizką. Miałem wtedy 10 lat i miałem już za sobą jeden wyjazd solo do babci ale latem. Miałem wtedy 8 lat i tez o tym wspominałem, więc nie będę już o tym pisał.
Byłem tej/tamtej zimy dwa lata starszy. Tym bardziej się nikt o mnie nie martwił czy ja się przypadkiem nie zgubię po drodze. Po drodze z Gdyni do Zabłocia. Kolej dochodziła do Nurca. Dokładniej do Nurzec Stacja.

Ponieważ byłem już "dorosły" mama w liście napisała babci, żeby ta się nie martwiła i jak nie da rady, to nie wysyłała wujka Żeńka z furą po mnie.
Darek juz dorosły. Te 5km zimą z buta opyli bez mrugnięcia okiem sam.
To pamiętam. Ten brak troski. To nie znaczy, że się o mnie nie troszczono.
To po prostu było naturalne spostrzeżenie. Skoro przecież potrafiłem biegać po podwórku za piłką przez cały Boży Dzień, to co to jest 5km z buta z tekturową walizką?

ja co prawda bardzo chciałem, żeby po mnie wujek Żeniek wyjechał furą, bo ja po prostu przepadałem jeździć furą. Gdybym miał wtedy wybierać: gra w piłkę czy jazda furą, zdecydowanie wybrałbym oglądanie końskiego zadka.
Nie z lenistwa. To była największa podróżnicza frajda. To znaczy oczywista poza siedzeniem w autobusie dalekobieżnym na miejscu konduktora.
Tego ostatniego nic nie było wstanie przebić.
Najlepsze jest to, że nie pamiętam już czy Żeniek po mnie wyjechał, czy maszerowałem z buta a może babcia po mnie wyszła...? Tego już nie pamiętam.
Pamiętam jednak doskonale, jak mnie ten kurwa sweter cipiał!

P.S.
Starzy jeszcze może kojarzą jak pachniał listowy papier...

https://i.ibb.co/bjJyngfY/FB-IMG-1636037548211.jpg (https://ibb.co/Y4ZKG7rJ)

Droga Mamo,

za m-c w ferie Darek przyjedzie do Ciebie. Spodziewaj się go w niedzielę. Będzie jechał tym sobotnim przez Białystok z przesiadką w Czeremsze. Włożę mu w walizkę najpotrzebniejsze rzeczy. Pidżamy nie, bo wiem, że u Ciebie jest.

Całuję serdecznie
Ada

P.S.
Co u Ciebie?
U nas wszystko w porządku.

zimiok
11.02.2026, 14:33
Uwierzcie mi... Łatwiej chuja w dupie znieść niźli kij w oku.

Gratuluję coming out'u i szanuję za odwagę!
Każdy ma prawo żyć tak jak chce!

El Czariusz
11.02.2026, 15:01
Gratuluję coming out'u i szanuję za odwagę!
Każdy ma prawo żyć tak jak chce!
Cha cha. Dobre!

Wystarczy, że chujowo papier do wycierania tyłka złożysz i pojawia się akcent, który może cie w wycieczce do głębi pokonać.
Ty jesteś detalista, ja mam wyobraźnię:D
Nikt nie jest już wstanie mnie urazić. Jestem na misji.

Ale dalej się zastanawiam po co Ty, czy Węgrzyn tu zaglądacie?

El Czariusz
11.02.2026, 15:06
Obaj Panowie u płota:D

Wegrzyn
11.02.2026, 15:06
A dlaczego bym mial nie zagladac ?

El Czariusz
11.02.2026, 15:10
A dlaczego bym mial nie zagladac ?
Nie o to pytałem.
Pytałem: po co?
Bardziej mnie interesuje Twoja odpowiedź.
Do zimioka retorycznie. On lubi szukać dziury w dupie, aczkolwiek zawsze jednak można dopytać. Kto pyta, nie zbłądzi w dupie zimioka. Moja stoi dla niego otworem.

Wegrzyn
11.02.2026, 15:14
Lubie Twoje wpisy, czasem nakierowuja mnie na jakies ciekawe tematy, ktorych bym pewnie nigdy nie ruszyl.

zimiok
11.02.2026, 15:17
Nie o to pytałem.
Pytałem: po co?
Bardziej mnie interesuje Twoja odpowiedź.
Do zimioka retorycznie. On lubi szukać dziury w dupie, aczkolwiek zawsze jednak można dopytać. Kto pyta, nie zbłądzi w dupie zimioka. Moja stoi dla niego otworem.

Nie mierz wszystkich swoją miarą. Choć jak wspomniałem wcześniej - szanuję i niezmiennie uważam, że każdy ma prawo do życia jak i z kim mu się podoba.

A zaglądam bo poziom odklejenia tak wielki, że w całości rekompensuje mi blokadę od Warzechy (a później rezygnację z x'a). Wiesz, takie łąpu capu przy kawie.

matjas
11.02.2026, 15:24
Ja zaglądnąłem tylko na chwilę ze swojej nicości sprawdzić czy wróciłeś.
Sprawdziłem. Długo nie trzeba było czekać :D nie, żebym czekał.

El Czariusz
11.02.2026, 15:49
...
A zaglądam bo poziom odklejenia tak wielki, że w całości rekompensuje mi blokadę od Warzechy (a później rezygnację z x'a). Wiesz, takie łąpu capu przy kawie.
Zaczynam szanować.

Cudownie być odklejonym. Nawet z chujem w dupie.
Wierz mi.
Rozumiem, że odnosisz się do polityki. To by mi ulżyło. Tu (polityka) bardziej jestem przyklejony.
Bo jak byś się czepiał 8-mio czy 10-cio letniego chłopca albo jego rodziców, którzy wysyłali swoje dziecko na drugi koniec Polski same pociągiem i to z przesiadkami, to nie rozumiem.

Zaglądać w ogóle z powodu odklejenia kogokolwiek - gdziekolwiek, zakrawa mi na jakąś formę perwersji. Jak dzieciak z późnej podstawówki, który zobaczył na zdjęciu pierwszy raz goły cycek. Przyłapany twierdzi, że cycek odklejony. I tak za każdym razem.
Cudownie.

Wdziewam sweter, co cipie, by siła przekazu była większa. Tego, co nastąpi.
Zatem najpierw podkład.

PDNsG5JTmYo

Z czarzastymi grałem w piłkę. Zakładałem im siaty, to poszli z niesmakiem w polityke, bo nie zmogli znieść "małego" między nogami. Już wtedy bylem kawałkiem chuja.

Ja zaglądnąłem tylko na chwilę ze swojej nicości sprawdzić czy wróciłeś.
Sprawdziłem. Długo nie trzeba było czekać :D nie, żebym czekał.
Dobrze, że nie czytasz. Beret by Ci zryło.
Jednak poświęcę Ci odcinek.
Jak zdążę, bo nie wiele znaczysz.

Melon
11.02.2026, 16:21
Fajny filmik i ciekawe komentarze , choćby ten : Słyszałem, że jest takie staropolskie prawo, jeszcze z czasow pierwszych Piastów, że RAZ DO ROKU MOŻNA STRZELAĆ DO STARYCH KOMUCHÓW bezkarnie ... lub ten:Co za chore czasy. Przywódca kraju masowych morderców z pragnieniem na pokojową nagrodę nobla (SICK!), atakowany przez starego komucha, wybranego na marszałka demokratycznego kraju (SICK!)... Gdzie ja kurw4 żyję?!
Ja proponuję Putina do nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny. Jedną decyzją wyleczył 8 mld ludzi (cały świat) z Dawida 19. Trumpowski Nobel hipokryzji ginie w blasku przy tym :D

El Czariusz
11.02.2026, 16:53
Tu się politycznie czasami spuszczam, by nie było wątpliwości, z kim mi nie po politycznej drodze. A skoro politycznej, to i w pozostałej też.
To znaczy, że nie nawiązuję nowych, lewicowych znajomości. I absolutnie nie zamierzam.

Zatem teraz już spokojniej, działam dalej w systemie binarnym.

nxrkLr2o2-8

Te pierwsze ferie zimowe u babci zapamiętałem z dwóch powodów. Pierwszy, to fakt, że to pierwszy zimowy ferie u babci, który zapamiętałem:)
Drugi, to ten sweter. Sweter wydawał mi się tragiczny ale był jedynym w czym/jakim zostałem wyekspediowany.
Ja nie miałem kurtki.

Babcia miała kożuch. Mogłem się w niego co prawda ubrać ale sięgał mi za pięty butów i utrudniał przemieszczanie. Pamiętam jeszcze dlatego, że nie było śniegu ale był mróz. Taki kilkudniowy, z każdym dniem tężejący.
Moje trzewiki (tak się wtedy mówiło na buty inne niż trampki) porzuciłem na korzyść walonek. Walonki były bardzo ciepłe. Podobnie jak sweter. Jak nastał mróz, przestało wiać. Okazało się, ze sweter i koszulka (nawet z krótkim rękawkiem) zupełnie wystarczały, by utrzymać ciepło, które generowało własne ciało.
Nosiłem wełnianą czapkę z pomponem i wełniane, jednopalczaste rękawiczki.

Po latach zajechałem w rodzinne strony mojej mamy i ojca. Stanąłem przed domem, który kiedyś był szkołą i przez wiele lat po śmierci babci był niezamieszkały. Kupił go jakiś Warszawiak.
Była chwila "napięcia". Nie jakaś taka mocno egzaltowana... ale była...
Stałem i patrzałem na ogród (było to z jakie 10 lat temu)... Wracały wspomnienia ale interesowało mnie jedno. Tak naprawdę jedna rzecz mnie "nurtowała". Rzecz... Nie rzecz a odległość. Odległość od domu do stawu...

Melon
11.02.2026, 17:02
To jest ten dom co obecnie remontujesz ?

El Czariusz
11.02.2026, 17:37
Nie.
Jak wspomniałem, kupił go jakiś Warszawiak.
Szukałem w okolicy. W trakcie oględzin różnych, wpadliśmy z Bikim do Wasyla i zabrakło nam... paliwa:D
Była jeszcze jedna chata w regionie, tuż przy granicy z BLR ale już nie dojechaliśmy.

Kupiliśmy po "drugiej stronie" Białego ostatecznie.

El Czariusz
11.02.2026, 19:34
Dwa lata wcześniej latem, byłem Winnetou. Winnetou w wersji ubogiej. Na golasa, ze słomiana przepaską na tyłku i łukiem z leszczyny. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że Winnetou to biały Francuz a film/kolejne części kręcono w Jugosławii. Dlatego strasznie żałowałem, że nie mam jego stroju z indiańskimi ozdobami ale najbardziej żałowałem mokasynów. Do dzisiaj mam słabość do takiego obuwia. Pierwsze buty, jakie zlecę do szycia, to będą właśnie mokasyny.
W zeszłym roku roku nabyłem dwie pary. Po raz pierwszy od lat dziesiąt "normalny" obuw. W którym można i do kościoła i na spacer po bulwarze. namawiała Strażnik Domowy i namówiła. Wydałem 490zł o rabacie 30%... mokasyno podobne.
Wiem, że długo już nie będę namawiany. Jak siebie znam, to starczą mi do końca życia nawet, gdy dojadę do setki.

Tymczasem Winnetou zakradł się na wierzbę górującą nad stawem. Prowadziła do niej wąska, grząska ścieżynka, która lubiły też chadzać do stawu gęsi i kaczki sąsiada przez dziurę w plocie. Nikomu to nie przeszkadzało poza Winnetou. Mimo, że szedł jak prawdziwy Indianin i stawiał stopy "krok w krok", odchody domowego ptactwa przeciskały mu się między palcami jak mielone w maszynce do mięsa babci.
Kłóciło to się z honorem indiańskiego wodza ale trudno. Zawsze to lepsze ptasie, niż te krowie placki. Wdepnąć w taki, to jak Winnetou zaleźć za skórę.

W każdym razie Winnetou z łukiem w garści chciał dać nauczkę tym cholernym gęsiom i kaczkom taką, że...
Wdrapawszy się na konkretną gałąź i kiedy miał obie ręce zajęte polowaniem nagle...! Czyli WTEM!!
Gałąź się złamała i Winnetou wpadł prosto w morze pokrzyw pod nią na skraju stawu...
Wrzask jaki się podniósł wypłoszył ptactwo nie tylko ze stawu ale wzburzył też konia w stajni. Ze zboża uniosło się kilka buszujących tam kuropatw i...

Dwa lata później (dokładniej półtora roku) Winnetou poszedł nad staw już nie tak skąpo odziany. W zestawie odpisanym wcześniej prezentował się na tle zmarzniętej do szpiku przyrody naprawdę efektownie.
Winnetou żył jeszcze wtedy obrazami prezentowanymi w tvp 1. Był tylko jeden kanał i obsługiwał wszystkich. Od dzieci po starców. Niestety...
Ani Wakacje z duchami, ni Podróż za jeden uśmiech czy Pan Samochodzik emitowane świeżo w tv opisywały tylko letnie przygody.

Do tych Winnetou był przygotowany, że hej. Bardziej niż przykładnie ale zimowo...? Tabula niezapisana eksploracyjnie. Oczywista sanki, łyżwy - koncertowo, śmiganie na butqach itp. - znakomicie, ale bardziej zaawansowany plener to nawet nie po łebkach.
Zimowego Winnetou strasznie kusił staw. Tym bardziej, że cały już był pokryty lodem. Wszystko już elegancko zamarznięte... gdyby tak mieć łyżwy! Łyżwy owszem, miała siostra i mogła pożyczyć, bo w Rumi ani mrozu, ani śniegu. Ale wiadomo...

d2SlMuMBGqQ

No więc nasz Winnetou cały niemal w wełnie, w pięknych walonkach zaczął sprawdzać czy lód trzyma. Lód trzymał ale gdzieś w połowie drogi do geometryczno-geograficznego środka zatrzeszczał i...??
Trwało to migiem, kiedy staw pochłonął Winnetou`ego... Nie było wrzasku, tylko trzask i plum!

Na szczęście zimowy niski poziom wody ugrzązł gdzieś między pepkiem a klatą pirata, znaczy Winnetou`ego. Pierwsze wrażenie? Nie jest wcale tak zimno. Ale to było pierwsze wrażenie.
Do dziś pamiętam niemal każdy szczegół akcji samoratunkowej. Najważniejszym było dotrzeć do brzegu. I to jakoś szło. Tu brawo dla Winnetou, bo nie wdrapywał się na lód (po pierwszej próbie) tylko łamał własnym ciężarem to, co było przed nim a po paru krokach już mógł wyjść normalnie na brzeg.

Ale... co się dzieje...? Nogi zamarzają w walonkach eksresowo! Winnetou chce biec ale opada z sił, znaczy jakby nie może, bo ciało drętwieje. Przewraca się i nie może wstać... Zaczyna się czołgać, coś krzyczy... Nikt go jednak nie słyszy... Czołga się resztkami sił przez ogród, "mijając" po prawej oborę, drewutnię. Nie krzyczy... na to też już nie ma sił... Nawet na to.
Udaje mu się doczołgać do furtki ale...

biE3gpfPLT4

El Czariusz
11.02.2026, 21:01
OU8DdYfosQA

Stoimy tak pod płotem ze Strażnikiem Domowym `i wspominam historie z babcinego podwórka...
- Co było dalej?
Furtka zamykana była na taki charakterystyczny skobel. Kiedy jakąś resztką sił się do niej wspiąłem nie mogłem tego skobla nacisnąć. Przede mną kilka metrów do kolejnych drzwi od sieni... Widzę je przez mglę.
Nagle furtka puszcza. To impuls, który jest sygnałem dla ostatniego strzału adrenaliny.

Nie pamiętam, jak znalazłem się w sieni. Dopiero wtedy w drzwiach od kuchni pojawiła się babcia...
- Synku, co ci jest?
Potem cisza.

Obudziłem się wieczorem.
W świetle lampy naftowej ujrzałem babcię siedzącą przy mnie na skraju łóżka. Ginąłem w ogromnej poduszce przykryty kołdrą. Obie wypełnione puchem gęsim. Było mi ciepło. Babcia podeszła do pieca. Z kuchni zdjęła kubek z mlekiem. Tradycyjnie... Z dodatkiem masła, wyciśniętym czosnkiem, łyżeczką miodu...
- Pij wnusiu. Wypij i śpij. Rano obudzisz się z nowymi siłami i wszystko babci opowiesz.
Babcia ponownie podeszła do pieca i zdjęła z niego mój sweter. Na przypiecku stały same filce z walonek. Z takim obrazkiem zasnąłem.

Kiedy mnie babcia rozbierała do łóżka wszystkie ciuchy miałem zamarznięte na kość razem ze skarpetami.
Wszystko zmarzło na mnie na dystansie niecałych 80-ciu kroków.

Może dlatego 45 lat później, niedaleko mojej obecnej "małej ojczyzny" bez cienia egzaltacji brnąłem w rozlewiskach Biebrzy pod Dolistowem na pożegnanie zimy.
Ale wtedy nie było -9, jak wskazywał babciny, rtęciowy termometr tylko kilka (bodaj trzy czy cztery) stopni na plusie.

4ZMcNE0aMlE

Opis tej wycieczki w trybie lat z epoki MWW3 na którym sobie jechałem - poniżej w linku.
Jeszcze 5 tyg. wcześniej leżałem na oddziale Szpitala Marynarki Wojennej za rogiem willi państwa Wałęsów.
Zabieg usunięcia przepukliny pępkowej mnie tam czekał. Nomen omen w fajnym towarzystwie. Zakonnika (misjonarza) i emerytowanego pułkownika lotnctwa. Ten ostatni służył w Bośnii cudem przeżył ale zasłynął czym innym.
W którymś z Borewiczów zaangażowano go i... śmigłowiec, który miał pilotować w jednej ze scen. Niby nic za komuny ale scena wymagała pilota z dużym doświadczeniem i umiejętnościami ponieważ śmigłowiec miał latać w... centrum Łodzi na bardzo niskim pułapie. Wszystko szlo gładko, dopóki nasz pilot nie wtarabanił się między wieżowce (co zakładał scenariusz).

Z okien bloków posypały się szyby od fali uderzeniowej i zrobiła się afera. Afera, bo śmigłowiec tak jakby załatwiono z wojskiem na lewo. No i takie tam.
Zatem kto chce wiedzieć jak to było z brodzeniem Biebrzą i zaczemu, opisane tu:
http://renowacjaposadzek.pl/blog/bajkalajka/

Idealna opowieść dla wielbicieli trybu lat 80-tych. W sam raz do poduchy dla moich sympatyków.
Dzisiejszy dzień żegnam z przytupem. Baby nie tylko na motóry.

V2sv1-1n1yw

El Czariusz
12.02.2026, 09:16
Ja dalej nic nie muszę. Robię.
Te rozstania i powroty.
Góra, podróż na Podlasie 1, Tytus Romek i ATomek, Podróż na Podlasie 2, wełniany sweter.
Pierwsza sprawa w sądzie.
Pierwsza emigracja.

A ja mam dopiero 10 lat i nie mam nic.
Ale nic jest początkiem wszystkiego. Akcentuję to po raz kolejny.
NIC JEST POCZĄTKIEM WSZYSTKIEGO.

Mając 10 lat zostaję sam.
I co istotne, wychodzę z trybu nakazowego. W kluczowym wieku. W domu przestają mi mówić, co mam robić. Ojciec w Rumi, mama już na emigracji.
My (ja i siostra) z nią. Z nami bogaty księgozbiór ale mnie książki nie interesują. Kompletnie - poza jedną, potem drugą.
Ta pierwsza, to Znaczy Kapitan.

Nie wiem, jak to się stało, że ją otworzyłem.
W lutym mam już 11 lat. Śpię na podłodze. Na perskim dywanie. Prawdziwym, perskim dywanie. Jestem Dariuszem Pierwszym. To mi wmawia uparcie mama. Znaczy wmawiała, kiedy byłem bardzo mały. Też już o tym wspominałem.
Latanie na perskim dywanie było dla mnie codziennością. Nie bylem jak Ikar. Latałem tak, by nie dotknąć słońca.

Dlaczego?
To banał... Latałem nocami. We własnej baśni tysiąca i jednej nocy. Nikt mi nie kazał latać. Mama zachęcała. Potem nie miała już czasu, żyła w swoim świecie. Byłem jej rodzyneczkiem. Ale ja nie godziłem się na... taką rolę.
Zimiok coś tu o odlotach pisał...

Chłopcze... Nie masz pojęcia, czym jest odlot.
Mama to miała odloty.
Na studiach moim kolegom oczy wyłaziły na wierzch. Pierwsze, co ich dziwiło, to imię - jakim przedstawiałem mamę. MATYLDA.
Takie "egzotyczne". Nikt przecież nie śmiał ująć tego inaczej. W sensie np.: rany Julek... ale głupie imię? Imię jak imię, ni głupie, ni mądre.
Egzotyczne z akcentem na nieprzewidywalność.

NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ.
Dla mnie codzienność, dla przyjaciół egzotyka.
- Ale przecież twoja mam ma inne imię.
Tak.
- To czemu zawsze mówisz o niej Matylda?

Zawsze wtedy tylko uśmiechałem się. "Mama" przecież dla wszystkich była ikoną. Dla mnie nie była. Im bardziej pogrążała się w chorobie psychicznej, tym w domu było gorzej.
Ciśnienia nie wytrzymywała siostra dlatego szybko się usamodzielniła. Mnie tam mój pokój pasował. To był mój świat. Z perskim dywanem.
Zresztą mama jako ceniony pedagog języka rosyjskiego jeździła do ZSRR na różne sympozja, letnie kursy itp. Sporo tego było. Często trwały tygodniami i wtedy naturalnie zostawaliśmy sami. Pisałem juz o tym ale zimiok, Sudden czy inny Matjas tego nie czytali.
Sudden przeczytał trafną opinie o mnie w... szkockiej. Autorem opinii Pan Inżynier. Pana Inżyniera, to ja szanuję. Suddena, który zrobił (niemal) kopiuj wklej - nie. na tym się zatrzymam. Dziękuję.

Dzisiaj reaguję bardzo emocjonalnie. Kiedyś w ogóle.
tego nauczyła mnie mama. Bezwiednie. Bez trybu nakazowego. Bardzo mi przypisanie mamie imienia Matylda w tym pomagało.
Wszyscy swoje mamy kochali. Ja kochałem Matyldę. Ale... zawsze przychodził ten dzień, kiedy moje "otoczenie" poznawało Matyldę.
Wtedy wszystkim szczęki opadały, mózg szorował po podłodze.
- O rany... Ale kultura zdrowej relacji nie pozwalała na nic więcej.
pal sześć zdrowa kulturę. Ja nie pozwalałem na żadne "osobiste" wycieczki komukolwiek. To była moja Matylda. Koniec kropka.

Teraz moją Matyldą jest El Czariusz. Wara matjasom, zimiokom suddenom od niego.
Wara jeszcze tylko przez 5. Dnia szóstego będę miał już was serdecznie w dupie. I jeszcze kilku.

Ale... zatrzymałem się na Karolu Olgierdzie Borhardt. Nie odmienię nazwisko Pana Olgierda, bo można sobie na tym język połamać.
Winnetou poszedł w odstawkę jak z bicza strzelił...

RdR6MN2jKYs

chomik
12.02.2026, 09:52
Ja znów Meissnera bandera, krzyże co to były za przygody... ale K.O.B. to Szamana Morskiego.
Uwielbiam i uwielbiałem siedzieć przed biblioteką i czytać tytuły, a potem coś wybrać. Tak miałem w domku, w bibliotece i księgarni. Szkoda, że papier znika, miało to coś w sobie magicznego, jak płynąć przez ocean i odwiedzać wyspy, na których wszystko jest możliwe...ten zapach, nowych, starych książek, faktura, okładka a teraz będzie tylko palec po ekranie....

CzarnyEZG
12.02.2026, 10:24
...ten zapach, nowych, starych książek, faktura, okładka a teraz będzie tylko palec po ekranie...

Nie chciałbym psuć wzniosłości chwili, ale jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś sobie tabletem dupę podtarł, a w przypadku tradycyjnych nośników literatury wszelakiej i owszem.

chomik
12.02.2026, 10:39
Nie chciałbym psuć wzniosłości chwili, ale jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś sobie tabletem dupę podtarł, a w przypadku tradycyjnych nośników literatury wszelakiej i owszem.

Szykuj się jednak, że większość będzie te dupy myła wodą :p

El Czariusz
12.02.2026, 11:55
Czarny... Ty Małpiszonie. Dla Ciebie chowam odcinek. Na pewno zdążę. Matjasowi chciałem coś przypomnieć. Nasz wspólny udział w jednej imprezie. Na niej mnie poznał. Dokładnie takiego - jakim jestem.
Zdarza się w życiu poznać przypadkowych ludzi. Matjas to przypadek. Nie poświęcę mu odcinka. Co najwyżej sobie mogę i kilku nieprzypadkowym gościom tej imprezy. Miałeś tam bardzo krótki epizod. Zjawiłeś się przed świtem z informacją, że kawalkada eMek utknęła pod Komańczą. nawet nie pamiętam, czy brałeś udział w akcji ratowniczej.

Szaman Morski, to już dla dojrzałego osobnika. To znaczy takiego, co perskim lata jak ta lala. Taki gość może być np. chomikiem. Przy tym jednocześnie w Afryce i na Afryce. Żeby to jeden raz. Taki chomik wie, gdzie leży równowaga w kulturze relacji. I chyba wie, że tryb nakazowy nie jest dobry w budowaniu tychże. Tak do zerówki jeszcze robi...

W trylogii Znaczy Kapitan, Krążownik spod Somosierry, Szaman Morski nie od parady jest trzecią i kwintesencją wykształconego gruntownie człowieka z ogromną wyobraźnią. Właściwie - to z wyobraźnią bez granic.
Przecież przygoda nie ma granic. Dlatego moja książka miała mieć pierwotnie tytuł: Przygoda Bez Granic. I nie o fizyczne granice się rozchodzi.
Taksówkarz w Paryżu... Mierzenie wysokości słońca z ręki... Ja dzięki Panu Karolowi polubiłem fizykę. Zawsze chciałem jego poznać. Zabrakło mi determinacji.

Poleciłem wyżej:
http://renowacjaposadzek.pl/blog/bajkalajka/

To był luty 2017.
Po operacji/zabiegu przepukliny leżałem w łóżku. To była dla mnie krytyczna sytuacja. Zobowiązania m-czne netto = 7000zł. Bezwzględne minimum m-cznej egzystencji (trzyosobowa rodzina w tym osiemnastolatek) to 4000 zł, w tym 2500zł wynajem mieszkania z kosztami eksploatacji.
Strażnik Domowy spina budżet jak mało kto. 1500zł (wtedy) zapewnia nam domową egzystencję. Nadwyżka idzie na utrzymanie na utrzymanie firmy w ruchu. Transport, materiały, wynagrodzenia, urzędy w normalnym trybie... Dochodowy, VAT, ZUS...

Leżę w łóżku ze świadomością deficytu. Przepuklina to jak świnka. Musisz po zabiegu przeleżeć, potem trzy m-ce min. bardzo oszczędnej fizyki. Bardzo oszczędnej. Tak oszczędnej, że dla zachowania potencjalnej sprawności MUSISZ powstrzymać się od jakiegokolwiek wysiłku angażującego mięśnie brzucha. Delikatne napięcie tak. Ale żadnych gwałtowniejszych ruchów czy dźwiganie czegokolwiek. Ale... dla mnie: nie ma muszę. To forma trybu nakazowego, wewnętrznego rozkazu. Musisz, bo jak nie to...
Owszem, mam to z tylu głowy. ja tego nie muszę, ja to robię.

Zabieg przekładam kilkukrotnie. W końcu przychodzi data "eksmisji" do szpitala. Ja mam za sobą trzymiesięczny, konsekwentny trening. Cztery razu w tygodniu. Podstawą są pompki. W trzech seriach 100. Wiem, ze jak do tej granicy dojdę, będzie dobrze. To robię. Poza tym drążek. Wspierania w przednim zamachu, małe kołowroty, wymyki w seriach... Nie musiałem się motywować. Od pewnego momentu odpalił się tryb wewnętrzny. Automat. Uzależnienie od ruchu. Przyjemność.
5 tygodni po zabiegu...

na blogu takich relacji mam dużo. Otwartych dla "publiczności" jest około 20%. Zamknięte pozostają Azje Centralne, Afganistany, Bałkany i Bajkałajka.

Bajkałajka.
odbyta w lutym. Tym lutym, kiedy leżałem w łóżku po zabiegu. O zabiegu nikt nie wiedział, poza najbliższymi kolegami. To wtedy wpadłem na pomysł realizacji jednego z moich marzeń. Smyrnąć się składakiem zimą przez Bajkał. Bałkaj jest ogromnym jeziorem. jak ogromnym? na blogu gdzieś tam mam link do programu z siatka Merkatora. Pozwala ona "realnie" np. taki Bajkał wpisać w globus PL. Te syberyjskie jezioro da się wpisać w nasz globus w osi płd. zach/płn. wsch.
No to sobie wpisałem. Żeby było zimowo, musiałem zrealizować wycieczkę plus/minus w okresie zimowym. Okazja sama się nadarzyła.

Ale, żeby było ciekawiej, pojechałem ten Bajkał na składaku Wigry 3. Musiała to byc mocno realistyczna wyrypa, bo wkręciłem w nią wysokiej klasy podróżnika z mojego otoczenia. Finałem jego dokonań (razem z Dominiką) było okrążenie Afryki przez rok. Miał już za sobą Syberię, objechał Bajkał, Mongolię i inne cuda na kiju. Azję Centralną też.
Umówiłem się z Lupusem i kilkoma jeszcze kumplami, żeby uwiarygodnili moją wycieczkę. Ja z łóżka pisałem sms-y, które krążyły wśród przyjaciół ale chodziło konkretnie o hOMERA.
Wkręcił się na maksa. Kibicował!

Mi osobiście najbardziej najbardziej podobały mi sie odcinki z dostawą mojego jestestwa bezpośrednio nad Bajkał przez ekipę rosyjskich akademików. oczywista helikopterem. Inspiracją był tu emerytowany pułkownik o którym wspominałem. On latał nielegalnie między wieżowcami Łodzi. Ja między Jakuckiem a Bajkałem. Aż się łezka w oku kręci...
nie musiałem się za bardzo sprężać, tylko kopiować doświadczenia kolegów winnej oprawie tylko.
Sudden rżną z pana Inżyniera w Szkockiej, ja oprawiałem w Bajkał przelot Pana Inżyniera nad M. Kaspijskim.
praktycznie nic nie musiałem. Tylko ciut inaczej opowiedzieć przelot Fazika z pijanym pułkownikiem nad Machaczkałą i trochę dalej ciut. Skoro przydarzyło się to Fazikowi, znaczy mogło.

Nomen omen, w przerwie pierdolingu o wadach i zaletach NRD, mógłby Fazik przybliżyć swój odlot w Rosji. Jego wyrypa, to kwintesencja Lotu Nad Kukułczym Gniazdem.

Takie preludium jazdy po zamkniętym dla cywilnego ruchu (tylko za specjalnym permitem) lotnisku w... lepiej nie pisać. Lepiej obejrzeć...

PO_QtfMnWfk

W każdym razie tak wkręciłem hOMERA, że się na mnie... obraził. Za długo się nie obrażał ale z rok chyba było:)

Zatem jeszcze raz zachęcam.
http://renowacjaposadzek.pl/blog/bajkalajka/
Jeszcze"otwarta" wycieczka. jJdna z moich ulubionych.

"...Z każdego takiego wyjazdu wracam z bagażem większym niż startowałem. To bagaż doświadczeń… Banalne w rzeczy samej stwierdzenie ale to one wypełniają tę pustkę w mózgu równoważąc cywilizacyjny uwiąd.

Pierwsze, to rozczarowanie. Rozczarowałem się sobą… Trochę do tego dochodziłem ale taki jest wynik w istocie. Nie dotarłem na miejsce zbiórki a tak chciałem przecież… Tylko gdzie droga, Kolego El…? Za nim zacerujesz, musisz zaakceptować dziurę w skarpecie.
Drugie, to właściwa ocena tego, co miało miejsce. Nikt nie był wstanie po mnie wyjechać i kropka. Koniec wewnętrznej dyskusji, kto powinien i co powinien.
Stąd dedykuję sobie słowa św. Tomasza z Akwinu.

Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary.
Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.
Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym; czynnym lecz nie narzucającym się.
Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty Panie wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół.
Wyzwól mój umysł od nie kończącego się brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy.
Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień w miarę jak ich przybywa a chęć wyliczania ich staje się z upływem lat coraz słodsza.
Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach, ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich.
Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię o większa pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi.
Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić.
Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać.
Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy; to jeden ze szczytów osiągnięć szatana.
Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach; daj mi Panie łaskę mówienia im o tym...'

Jakże to, co kursywą jest aktualne...
El Czariusie... Zostało ci już tylko 5.

El Czariusz
12.02.2026, 12:21
Dzisiaj tłusty czwartek.
Ja we wspanialej fizycznej formie.
Wczoraj specjalnie na te okazję przebiegłem w głębokim, zmarzłym śniegu TPK 8km 900m. Tylko po to, by móc dzisiaj zjeść kilka pączków.

Na moim rodzinnym stole zawsze rządziły faworki. Dzisiaj najtaniej Strażnik Domowy widziała je po 130zł/kg. Niby dużo ale ile się trzeba przy takim kilogramie narobić, ile smalcu zużyć, ile energii...
Nie pamiętam, by ktoś na wsi sprzed elektryfikacji Zabłocia (1976) cokolwiek smażył na jakimś oleju. Królował smalec z masłem.

Zatem na dziś tyle do kawy.

El Czariusz
12.02.2026, 21:23
Zanim ktoś mi podpowie co ze Sri Lanką, wstawię coś z drugiej strony akieanów.

Robert F. Kennedy Jr. ogłosił decyzję nakazującą wszystkim lekarzom zdobycie formalnego wykształcenia w zakresie żywienia, powołując się na przewlekłą zachorowalność na choroby związane z dietą, takie jak otyłość, cukrzyca i choroby serca.
Kształcenie medyczne tradycyjnie koncentrowało się na lekach i chirurgii, z ograniczonym naciskiem na żywienie.
Kennedy twierdzi, że ta luka sprawia, że ​​lekarze nie są przygotowani do zajmowania się pierwotnymi przyczynami chorób, którym można zapobiec.
Propozycja kładzie nacisk na oparte na dowodach badania naukowe dotyczące żywienia, zdrowia metabolicznego i wpływu systemu żywnościowego na zdrowie publiczne. Zwolennicy twierdzą, że mogłoby to przesunąć opiekę zdrowotną w kierunku profilaktyki, a nie leczenia.

Krytycy ostrzegają, że wdrażanie musi być rygorystyczne pod względem naukowym i wolne od ideologii. Eksperci ds. zdrowia są jednak zasadniczo zgodni, że silniejsza edukacja żywieniowa mogłaby poprawić długoterminowe wyniki leczenia pacjentów i obniżyć koszty opieki zdrowotnej.

Jakie to proste, nie?
"Leczyc' profilaktyką.
Polska edukacja leży też z banalnego powodu.
Po pierwsze, nie wiadomo czego uczyć.
Jak uczyć? Nie ma prostej już prostej odpowiedzi. Świat przyspieszył, państwowa edukacja nie nadąża i nie będzie. Nie jest wstanie. Zmiany, które się dokonały tylko w ostatnich dwóch dekadach są ogromne.

Mogę jedynie próbować odnieść się do wychowania zdrowotnego i wychowania fizycznego ale i tu zdecyduje ostatecznie zasada lustra.
Dzieci to odbicie rodziców i kółko się zamyka.
Z tego koła nie ma eyjścia
Wypada z niego ledwie kilka procent. W większosci to procent, nad którym mocno pracują rodzice. Zachęcają/gonią do nauki. "Gonić' też trzeba umieć. I znowu się koło zamyka
Z powodzi potencjalnych geniuszy zostają soki Weroniki.

Przeczytałem raz jeszcze opowiadanie kryminalne Marysi. Pozwoliłem sobie poprosić ja do telefonu.
- Marysiu a napisała byś mi jeszcze jedno takie opowiadanie? Takie specjalne, dla dziadka?
Dobrze. Napuszę książkę. Poczekaj, zaraz ci powiem ile będzie miała stron.
Czekam... Coś tam szeleści w tle...
142 strony. Melduje Marysia.
- A może tak na szybko mi coś przeczytasz? Np.: Dzieci z Bullerbyn?
Już dawno całą przeczytałam!
- Hm... Na pewno?
Tak.
- To może kilka zdań, tak dla przypomnienia?
Nie... Ona (książka) jest bardzo głęboko schowana.
- Acha.
Teraz czytam Dziki Świat. To książka dla forosłych. Z niej ci mogę poczytać.
- Dawaj!

Marysia czyta. Bardzo płynnie. Skomplikowane wyrazy.
- A powiedz: stół z powyłamywanymi nogami?
Stół z powyłamywanymi nogami.
- A, wyalienowaliśmy się z rozentuzjazmowanego tłumu?
Wyanalli..
- A co pije krowa?
Dziadek...! Wodę!

El Czariusz
13.02.2026, 08:10
Piątek 13-tego.
Gołoledź na A1 albo się lepiej ubierz.

Kto wie bez patrzenia w kalendarz ile luty ma w tym roku dni? Ten, kto wie, jest człowiekiem inteligentnym. Kto nie wie, ten nie wie.
Ja nie wiem ale... zastanawiam się czy taka wiedza jest mi teraz do czegoś potrzebna?

Coś, co się może przydać.
Czujesz spadek energii?
To do ciebie adresowany jest ten post. Zapraszam na bezpłatny webinar, w którym... ostatecznie otrzymasz informację, że wiedza kosztuje.

zHLSm2hqURw

Ode mnie za darmo się dowiesz, ile kosztuje.
Kosztuje poświęcony czas.
Czas jest bezcenny - mówią... I co teraz?
Nie martwcie się. kto chciałby rozwiązać ten/tą problem/zagadkę, to ten post jest adresowany właśnie do ciebie. Zapraszam na bezpłatny webinar, w którym...

Ode mnie, dowiesz się tego za darmo.
jeżeli chcesz zgłębić ten temat, to ten post jest adresowany właśnie do ciebie. Zapraszam...

No więc...
Kto wie bez patrzenia w kalendarz ile luty ma w tym roku dni? Ten, kto wie, jest człowiekiem inteligentnym. Kto nie wie, ten nie wie.
Ja nie wiem ale... zastanawiam się czy taka wiedza jest mi teraz do czegoś potrzebna?

Powtórzmy to wszystko 100x teraz.
Co otrzymamy?
100 konkretów.

Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć o choćby jednym, zrealizowanym konkrecie, który przyczynił się do... To ten post jest adresowany właśnie do Ciebie.
Zapraszam na...

Tymczasem jednak...
Ludolfino 0.
Piątek 13-tego.
Gołoledź na A1 albo się lepiej ubierz.

Dzień świstaka. Ten siedzi i zawija... Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć, co zawija...

Dzień dobry Państwu.
Piszę Państwa z dużej litery.
Jeżeli ktoś z Państwa chciałby...

Niestety.
Ludolfino 0.
Piątek 13-tego...

Moi Drodzy i Tani.
Piszę Was wszystkich dzisiaj z dużej litery, bo zostało mi...
Jeżeli ktoś z Państwa...

Zostało 5 dni.
Znowu źle policzyłem.
Jeżeli ktoś z Państwa chciałby się dowiedzieć, do czego?
Dnia szóstego od dzisiaj rozpoczyna się Wielki Post.
Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć, co ja mam z tym wspólnego, to ten post jest adresowany właśnie do Ciebie.

LSu0i4bIqUg

El Czariusz
13.02.2026, 18:20
Szykuj się jednak, że większość będzie te dupy myła wodą :p
No to opowiem historię o dupie.
13-tego w piątek.
A było to tak.

Wracaliśmy z Afganistanu 2010, bazując ostatni raz wspólnie w dwa auta w... homestay (chyba tak się to pisze). W homestay w Sary Tasz mając za plecami jedną z piękniejszych panoram w Azji Centralnej. Masyw Kurumdy z Pamirem Sarykolskim po lewej, Górami Zaałajskimi po prawej. Ja bym tam w homestayu nie bazował ale opłaciły pedały z wyrypy, to bazowałem.

Tak już jest, że ze mną albo wyrypa udana jest albo wcale. W sumie w całym swoim nędznym żywocie miałem dwie nieudane wyrypy i obie były do Azji Centralnej.
Pierwsza, choć z dużym zastrzeżeniem, bo sobie na tej wycieczce (2007) nie miałem wiele do zarzucenia. Druga, to Pamir na Ukrainie (2013). W trakcie tej drugiej mogłem przyjąć strategię "mażenady". Nie dałem rady.
To był mega trudny okres w moim biznesowym życiu. Mogłem ale... nie chciałem. Dzisiaj uważam, że powinienem i było by po prostu dobrze.
Z arbo nie było problemu, bo preferowaliśmy dokładnie ten sam styl.

Zatem, wracając do historii z dupą.
Na zachętę dupa z dziurą:

https://i.ibb.co/WpVvJQz9/IMG-1249.jpg (https://ibb.co/yB4FjDkT)

https://i.ibb.co/kgCvz79N/IMG-1250.jpg (https://ibb.co/xSTdwkfx)
Dupa najwyraźniej miała w dupie dziurę.

Bo to fajna dupa była...

Melon
13.02.2026, 20:02
Prosto zapytam znaczy nie jesteś lewak ?

Melon
14.02.2026, 00:37
Prosto zapytam znaczy nie jesteś lewak ?
Nie mogę skumać, nikt na nich nie głosował , a mają marszałka ???
Może czas się pytać kolegów za czym jesteś ???

El Czariusz
14.02.2026, 08:25
Prosto zapytam znaczy nie jesteś lewak ?
Mamy kolejny srebrny medal na IO dla globusa pl.
Zdobył go Rosjanin.
Z polskim obywatelstwem.

Kto za tym wszystkim stoi?

MlIHZ-wVq0Y

Kto chce zniszczyć ten piękny socjalizm?

7MHPrdAbse0

On już wiedział, że trzeba nawijać powyżej 8 minut, by niosło się po sieci. On wiedział, ze trzeba powtarzać w kółko to samo, co godzinę, by do ludzi dotarło.

Mam cztery lata do hipotetycznej emerytury. Kim jestem?
Zostanę oportunistą.
Jeżeli trzeba będzie, będę walczył o prawa wszystkich bez prawa. Do czego prawa? Nieważne. Nie ważne czy z lewa czy z prawa.
Będę żądał godnej emerytury!

W dupie będę miał dziurę w wykształceniu osoby cżłowieczej - Kotuli. W dupie będę miał to, że kłamała. W końcu połowa obywateli globusa pl godziła się na kłamstwa jednych, potem drugich. Dla mnie zabrakło miejsca.
Znalazłem się miedzy pośladkami (tymi połowami). Dla części tego foruma wydzieliną, dla innych hemoroidem.
Obecnie korzystam z praw hemoroida do bycia na forumie.
Ktoś niespełna rozumu - czytaj chomik, uznał, że tak może być.

Dostrzegłem swoją szansę. Po chwili egzaltacji pokasowałem wszystkie moje "kontrowersyjne" posty, by docenić ale... Władza miała już plan.
Wystarczy uniemożliwić kropkowanie lub wycinanie i "my" siłą rzeczy dostosujemy się. Bo przecież będą wisiały te nędzne wypociny teraz.
Jak były minister na szubienicy (miał zdaje się wisieć). W sensie nie ja go tam chciałem powiesić.
Powiesiłbym jego obrazek przy tym obrazku.

Tym, który już tu wstawiałem. Z "poczekalni" Szpitala Miejskiego w Gdyni.
Nie będę powtarzał tego co godzinę, przez ponad 8 minut.

A`propos dupy Chomiku,
wystarczy, że nie będziesz miał jej czym wytrzeć. Wtedy zaczniesz myć.
Dlatego zawsze ceniono wodę. Ona nie tylko do picia ale również dla zachowania higieny.
Papier toaletowy to narzędzie zniewolenia. Podobnie jak 21 st. (i więcej).
Wszyscy ci, którzy wycierają dupę papierem toaletowym i sądzą, że w domu ma być > 21st. nie mają pojęcia o prawdziwej wolności.

A z papierem toaletowym, to jest tak. Zamiast myć dupę, wycieramy ją papierem, bo ponieważ całkowicie satysfakcjonuje nas obraz stanu czystości naszej dupy (duszy) na białym papierze.
W metodologii badania czystości dupy, zastosowana metoda nazywa się metodą badania pośredniego.
Kiedy Houston ma problem?

https://i.ibb.co/PZfqp5n0/IMG-20190622-173231-1-CS.jpg (https://ibb.co/zh0qcSYD)
Kim ty kurwa jesteś, by nam tu...

Wszystko wolno! Hulaj dusza!
Do niczego się nie zmuszaj!
Niczym się nie przejmuj za nic!
Nie wyznaczaj sobie granic!
I nie próbuj nic zrozumieć
Nie pochodzi - mieć - od - umieć
Możesz wierzyć, lub nie wierzyć
Nic od tego nie zależy

Nie wyznaczaj sobie zadań
Kto się nie wspiął - ten nie spada
A kto pragnie być na szczycie
Będzie spadał całe życie
Nie stać cię na luksus troski
Jesteś wszakże dziełem boskim
No a Boga przecież nie ma
Więc to tyle na ten temat

Wszystkie mody, wszystkie style
Równie piękne są - i tyle
Lub, jak chcesz, równie szkaradne
Konsekwencje tego żadne
Zachwyt tyle wart, co wzgarda
Stryczek tyle, co kokarda
Prawda tyle, co jej brak
Smaku brak - tyle co smak

Bo to o to w końcu chodzi
By niczego nie dowodzić
Nie wykuwać tarcz utopii
I nie kruszyć o nie kopii
Nie planować i nie marzyć
Co się zdarzy - to się zdarzy
Nie znać dobra ani zła
To jest gra - i tylko gra!

Ktoś się wzburza, że tak nie jest
Niech się wzburza! - Ty się śmiejesz!
Nie daj wzburzać się, ni wzruszać
Wszystko wolno! Hulaj dusza!

Oj, nie wolno rzeczy wielu
Kiedy celem jest - brak celu
Zwłaszcza, jeśli duszy nie ma
I to wszystko na ten temat


Pan Jurek.
Ale nie... Kurde...
1997

Strażnik Domowy kieruje do mnie wiele próśb ale jedna jest wiodącą.
Bym umarł po jej odejściu.

El Czariusz
14.02.2026, 18:11
Rosjanin z polskim paszportem ustawiony do końca życia w kartonowym globusie pl.

TD5rS6Kuc3U

Dzisiaj użyłem trapów po raz pierwszy w śniegu. To wina tego wariata zza oceanu.
Uwolnił klimat i u nas sypie albo mróz trzyma albo jedno i drugie.
Przez tego wariata uśmiechnięci w Gdańsku pchali autobusy, by nimi dojechać do celu.
Solidarni z klimatem.
Zazdroszczę tej radosnej inicjatywy. W tym czasie chciałbym sobie napalić w kominku. Niestety, do tego bym palił w kominku potrzebna jest wojna. Wic w tym, że mi palenie w kominku służy a nie wojna.

Już nie odliczam.
Cieszę się, że mogę się cieszyć.

El Czariusz
14.02.2026, 19:23
y3cW2qng79E

El Czariusz
14.02.2026, 22:20
...chomik.
Tak, że ten:
http://renowacjaposadzek.pl/blog/zrozum-przyjacielu-i-putiowka-w-zyzn/
O pułapce na chomika i nie tylko.

Finał z dupą.
Świat jest do dupy ale życie jest cudem.

El Czariusz
15.02.2026, 07:56
Oczywiście!
Moje "podanie" nabiera mocy urzędowej, zatem zapraszam na kawę.
Podanie... Prośba nie cierpiąca zwłoki:)

Moja pierwsza "wielka miłość" była istnym darem natury. Skończyła się tak, jak moja sympatia do pisania tutaj. Tamta miłość była realną, ta - wirtualną.
Nagle okazuje się, że jesteśmy rozbieżni jak zez.
Miałem 17 lat i dostałem taki list, że wypadłem z moich jedynych butów w dwa pasy.
Miałem taki wyraz twarzy, że wzbudziłem litość nawet w oczach mojej siostry. Wzięła ode mnie ten list, podarła go i powiedziała krótkie: zapomnij. Nie tak do końca ale esencja.

Siostra, z którą darliśmy od lat koty, o których się w oliwskim ZOO nie śniło, nagle stała mi się bardzo bliska. To niewiarygodne, jak jedna sytuacja, gest może odmienić twój mały świat. Wszystko poszło w niepamięć. Przytuliła mnie i nagle okazało się, gdzie jest ta wartość największa.

Do tej pory zostawieni samemu sobie, żyjący obok - znowu razem. Mama nie miała już na mnie żadnego wpływu. Na siostrę tak, doprowadziła do jej wyprowadzenia się z domu ale to nas tym bardziej zbliżyło.
Dlatego wcześniej napisałem, że nie odpowiadała mi rola, którą pisała mi mama.
Czuję się z całej tej mojej życiowej perspektywy chwilami, jak profil zaufany. Wjebano w niego miliony a on sypie się, robiony na kartonie globusa pl jak te wszystkie zieleniny ładne.

Ale kiedy czuję się lepiej:

WmaisJyU2BQ

Taki mi wychodzi palec.

El Czariusz
15.02.2026, 08:54
To jest podsumowanie.
Tego, co wydarzy się za pół roku, dwadzieścia lat... temu a...

https://i.ibb.co/fdxr1KPd/IMG-20190608-201423-1-CS.jpg (https://ibb.co/7t1rYT6t)
..skończyło się w czerwcu 2019.

Idealny skład:

https://i.ibb.co/qQN3M3J/Logo-biura.png (https://imgbb.com/)

Autorem obrazka Kolega Redzisław Nieponóry.

https://i.ibb.co/9HrN5pws/71190395-2751376681561933-5194503090400657408-n.jpg (https://ibb.co/b5KP96Hz)

Nie ma ludzi (i kobiet), którzy robili Afrykę lepiej lub gorzej. Są przede wszytkim ci, którzy ją zrobili.

Melon, pytałeś o mój rozbity łeb?

https://i.ibb.co/x9TFs8J/DSC05265.jpg (https://imgbb.com/)

https://i.ibb.co/5x190dc9/DSC05266.jpg (https://imgbb.com/)

To był konkretny przyjeb w lastrico.
Oleg był przerażony. Krew lała mi się z głowy a ja ostatkiem sił, jeszcze przez pół godziny zbierałem odkurzaczem popłuczyny z posadzki, bo następnego dnia studenci AM mieli już po niej hasać.

Przyjechała po mnie synowa. W bardzo zaawansowanej ciąży, bo nikt nie mógł. Zawiozła mnie na SOR Szpitala Miejskiego w Gdyni.
W nim się urodziłem kiedyś.
Dwa tygodnie później urodziła się Marysia. Moje dzisiejsze oczko w głowie w miejscu blizny.

Współczuję tym, którym życiowych blizn nie zastąpią takie oczka na świat.
Idę robić drugą kawę.
By wrócić jeszcze za chwilę i Czarnemu dogodzić:)

El Czariusz
15.02.2026, 09:57
Cmq_AIKslDo

Poza Czarnym, dedykuję również: Dziejowi, Chomikowi i Wiernemu.
Dziejowi wchodzę w dupę, bo mam do niego interes:D
Nie, nie jest to palec.

Jeszcze jestem kapralem. Jest wiosna 1982. Przeżywam pierwszy poważny kryzys w życiu. Przeżywam właśnie 1,5 roku w wojskowym drylu.
W "tymczasie" wojska OTK na na Karmelickiej w Krakowie. Dumnie nazywało się je wojskami Obrony Terytorialnej Kraju. Mniej dumnie żołnierze jeździli do pracy.
Moja kompania obsługiwała Krakowskie Zakłady Tytoniowe. Produkowano tam m.in. polskie Marlboro. Moja drużyna - Zakłady Zbożowe na jakimś zadupiu pod Krakowem.

Usunięcie konta przez Dubela* potrwa to zapewne, być może więc zdążę jeszcze wspomnieć o Karmelickiej, bo to piękny kawałek mojej podłogi był.
Tymczasem teoretycznie miałem w cholerę czasu w trakcie edukacji zbożowej mej.
To były czasy smutne ale...
Razu pewnego w sobotę jakąś po południu, będąc już umówionym na spożywanie alkoholu z pisarzem kompanijnym - Kaczorem i d-cą drużyny z mojego plutonu - Bańką przechodziłem koło kompanijnej świetlicy.

Do tej pory (ze dwa m-ce) jeszcze tam nie zajrzałem. Tej soboty też bym nie zajrzał ale doszły do mnie dziwne dźwięki.
Jakieś strzępki pochodu basowego, urywane akordy w rytm and bluesie... Pogłos sprzężenia... z głośnika przebijało się: i believe i'll dust my broom
Przystanąłem.
Jakieś głosy, komentarze kilku osób...
Wchodzę.

Świetlica zastawiona jakimiś meblami, wypełniającymi niemal całą salę. Między te meble wciśnięta... perkusja. Przy niej znany mi żołnierz ze złamaną ręką. Tuż obok zestaw nagłaśniający, do niego podpięty basista i "prowadzący".
Co tu się pięknego wyrabia?!
Moi Drodzy i nie tani... Wylądowałem w samym środku muzycznego podziemia.

Dust my broom, to jeden z tych kawałków, który uwielbiam słuchać w pętli. Słucham i słucham aż do "zesrania" się czyjeś psychy. Strażnik Domowy wypracowała już sobie strategię kontr słuchu. Po prostu udaje, że nie słyszy.
No czasami tylko, kiedy moja pętla ma miejsce po 20-tej cicho prosi:
- Ścisz trochę.
Albo"
- Załóż słuchawki.
Potem ogląda swoje seriale.
Genialna harmonia.

I believe i'll dust my broom... Co to jest kurwa grane?!

El Czariusz
15.02.2026, 10:30
Chłopaki przerywają jak na komendę.
Widzą swój - ulga.
Nie ma już grania. Okna świetlicy wychodzą na Karmelicką. jest zakaz. Ludziom po drugiej stronie przeszkadza w wypoczynku.
Grajkowie część mebli przesunęli tak, by "zalepić" okna.
Oniemiałem...

Panowie... mogę zagrać...?
- Na czym?
Na perkusji.
- Grałeś kiedyś?
Nigdy.
- To jak chcesz kurwa grać?
Normalnie.

Chłopaki patrzą na mnie. Ja tylko na perkusję.
Zagrać na prawdziwej perkusji, to moje marzenie od kilku lat. Prawdziwy zestaw. Mały bęben, duży bęben, mały kocioł, duży kocioł, breake maszyna i jeden czynel...
Dzisiaj, to bym im całą historię mego "grania na perksusji, na której nie grałem"" opowiedział. Wtedy było inaczej. Mało mówiłem, więcej robiłem.
Widzę, że jestem mało przekonujący ale jestem... kapralem. Oni - szeregowi.
Ale nie to zdecydowało.

Za mną do tej jednostki dotarła historia o mnie.
Szanowano mnie. To znaczy, nikt się do mnie nie wyrywał. Miałem w tej jednostce niepodwarzalny status. Status gościa nieprzewidywalnego, z określonym dosier.
Ten ze złamaną ręką przełamał się pierwszy.
- Zagraj sobie, tylko nie napierdalaj, bo wyjebią nas stąd na amen.
Wziąłem pałeczki do ręki...

Pauza.
Idę sobie otworzyć... browara.
Jak za czasów studenckich. W niedzielę, o 7.30 rano. Teraz już nie to. Jest 9.30. Były już dwie kawy. Obchodzę karnawał.

Słuchamy...

Cmq_AIKslDo

El Czariusz
15.02.2026, 11:06
Cmq_AIKslDo

Biorę pałeczki od złamanego.
Próbuję się najpierw odnaleźć w zestawie. Krzesło jest regulowane. Nawet to... Nie pomyślałem... Mój zachwyt sięgał zenitu. Uderzam w breake...
tak, by wyczuć odległość.
Prawą ręką...
Przesuwa maszynę mało ją nie wywracając, wszystko ze zdenerwowania. Boję się tego paraliżującego spięcia, które miewałem przy gitarze. Na niej uczyłem się grać przez trzy lata. Po osiem godzin dziennie. Nauczyłem się sam. Czytać nuty itd.
Byłem tym swoim graniem mega rozczarowany. Tyle pracy i chuj w moją dupę. O tym zjawisku pisałem panie dżjango czy tam inny, co mi wytykał to, co ja wtykałem niby.

Nieważne.
Niedługo się rozstaniemy i nigdy nie spotkamy.
Z moim przyszłym szwagrem i małym założyliśmy w technikum zespół. Kazek grał w ognisku muzycznym na perkusji ale jemu pasował bas. Ja grałem na gitarze ale mi była pisana perkusja. mały nie grał na niczym ale ekspresowo uczył się grać na gitarze. Mały, to taki współczesny Kacper Tomasik był. Wczoraj układał swoje smukłe paluchy na strunach, dzisiaj już gra.

Mały grał na moim akustyku Defila, Kazek na jakimś basowym wynalazku podpiętym przez wzmacniacz do radia. Ja grałem pałeczkami Kazka na...

Pauza.
Pierwsze białe kozelo wtargnęło we mnie z siłą mickiewiczowskim siklaw.

Cmq_AIKslDo

El Czariusz
15.02.2026, 12:58
Cmq_AIKslDo

Mamy rok 1980.
Nowa metoda gry na małym bębnie.
Dostałem ją (książeczkę) od Kazka z pałeczkami w prezencie. Nie chcę teraz jej szukać w eterze, by przywołać wspomnienia. Wolę egzaltować pozostałe w czajniku komórki szarej strefy.
Tej, do której zawsze włamywałem na moim wyprawach. To przestrzeń zastrzeżona dla wybranych. Jestem jednym z nich. To przestrzeń podróżników, pokonujących przestrzeń samotnie.

W kilka tygodni opanowałem wszystkie podstawowe rytmy, które były ujęte w tej literaturze. Klasyka.
Problem w tym, że ja tłukłem po dziełach Marksa, Engelsa i Lenina. Jakościowy mocny krok naprzód nastąpił, kiedy się dowiedziałem od Kazka, że można ćwiczyć (i należy) na okładzinie z gumy przybitej do deski... Podłoże musiało rezonować. No chyba, że jesteś...

1J69Avl8N28

El Czariusz
15.02.2026, 13:49
Cmq_AIKslDo

Lewa ręka chwyt klasyczny.
Gram paradidle... cichą dynamiką. Pojedyńczy, podwójny... Przenoszę... Akcenty
Jestem w perkusyjnym niebie...
Złamaniec patrzy a ja się bawię.
- Co ty pierdolisz... Ty grasz.
Co...?
- Co ty pierdolisz, że nie grasz, grałeś...
A mogę teraz zagrać?
- Ale co...
No ten kawałek, coście ćwiczyli...

Cmq_AIKslDo

Minęło tyle lat.
Wróciłem do klasyki gitarowej.
Jak stodoła dostanie nowe życie, stanie tam zestaw podstawowy.

Nie muszę być Jo Jo...

vJDATHEaeK8

Wystarczy być.

Żegnam państwa.
Panie chomiku, proszę o usunięcie mojego konta.

El Czariusz
15.02.2026, 19:52
A więc urlop.

NOWOCZESNY FEMINIZM?
Najgłośniej o sile kobiet mówią te, które najbardziej walczą z mężczyznami.
A prawdziwa siła nie potrzebuje wroga…
I zanim ktoś napisze, że „Ania Buba zdradziła kobiety” ... spokojnie.

Równość praw? Oczywiście!
Prawo głosu, prawo do nauki, prawo do decydowania o swoim życiu? Walczyłyśmy o to i chwała nam za to.

Ale jeśli nowoczesny feminizm zaczyna wmawiać kobietom, że jesteśmy takie same jak mężczyźni... to ja wysiadam.

Kolejny post miał być o niebieskich damskich butach.
O kobiecości. O wyborze.
Ale będziecie musieli poczekać…

… bo w środę, przez osiem godzin wyciągaliśmy zmiażdżony samochód spod pociągu.
Na miejscu kilkudziesięciu facetów.
I ja, jedyna kobieta.

Nie byłam tam po to, żeby błyszczeć.
Nie udowadniałam nic światu.
Robiłam swoje dokładnie tam, gdzie moje kompetencje mają sens.

I kiedy chłopaki podnosili elementy konstrukcyjne, kiedy rwali stal jakby była puszką, ja mogłam pomagać, wspierać, zabezpieczać, ogarniać.
Ale nie mogłam ich zastąpić.

I to nie jest brak równości.
To jest biologia.

Tak samo jak mężczyzna nie urodzi dziecka. Nie będzie miał okresu. Nie zrozumie, co to znaczy, że hormony potrafią w pięć minut zmienić cię z wojownika w płaczącą dziewczynę.

Możemy udawać, że to wszystko kwestia „społecznego wychowania”.
Tak jak możemy udawać, że każda różnica to opresja.

Ale świat nie działa na ideologii.
Świat działa na konstrukcji.

Ja lubię być prowadzona.
Lubię być zaopiekowana.
I jednocześnie decyduję sama.

Nie potrzebuję udawać faceta, żeby być silną kobietą.
Nie potrzebuję wojny z mężczyznami, żeby mieć godność.

Równość to nie identyczność.
Różnica to nie zagrożenie.

A prawdziwa siła?
Ona nie krzyczy.
Ona robi swoje.

https://www.facebook.com/share/p/1BtZ89ny26/

fassi
15.02.2026, 19:57
Facet może urodzić dziecko! Zostalo przegłosowane w Brukseli kilka dni temu.

Wyjdź z tego zaścianka , wejdź w nowoczesnosc i przestań pisać takie herezje. Podważasz prawo ustanowione przez polityków i tym razem nie zglosze Ciebie do odpowiednich służb. Na razie żółta kartka.

CHamuj się!

El Czariusz
16.02.2026, 07:14
Zanim zalejesz pierwsza kawę.

Według Tomasza Gabisia na UE składają się:

„nacjonalistyczna uniformizacja („harmonizacja”) na skalę kontynentalną, centralizm, socjaletatyzm, elementy gospodarki planowej, nieograniczona wiara w kontrolę administracyjną i odgórne sterowanie życiem społecznym, „prewencjonizm” i prohibicjonizm wszelkiego rodzaju, ograniczenia pluralizmu ideologicznego i wolności słowa”.

Unia jest: „państwem ideologicznym”, wręcz „państwem wyznaniowym” z dominującą świecką religią „praw człowieka” – przekształciła się w swego rodzaju postępowo-demoliberalną klerokrację. Pierwsza UE, co z pewnością nie leżało w intencjach pierwszych powojennych założycieli wspólnoty europejskiej, stała się – w swojej schyłkowej fazie – Unią biurokratów, funkcjonariuszy, planistów, socjalnych inżynierów i menedżerów pozostających w symbiotycznym związku z bankierami, szefami wielkich koncernów i lobbystami wszelkiej maści. Coraz bardziej przypominała wykastrowanego kocura, impotentnego, a grubego i nieruchawego, przygniatającego i tłumiącego swoim cielskiem wszelki ruch, życie, rozwój. Było jasne, że jeśli elity głównych państw europejskich nadal dążyć będą do realizacji błędnej i szkodliwej dla narodów europejskich koncepcji jedności europejskiej, rezultatem będzie erozja i degradacja Unii Europejskiej”.

Tomasz Gabiś, Gry imperialne, wyd. Ośrodek Myśli Politycznej, 2025 r.

El Czariusz
16.02.2026, 07:47
Będzie o zimowych IO we Włochlandii.

Na imię mu... Nie ma to znaczenia zasadniczo ale np. Wieńczysław. Nazwisko - Nieszczególny.
O Wieńczysławie wspominają tu:

tmYijZtJilc

Zasadniczo mowa tam o recepcie na medal. Dwa razy i ja wrzuciłem hasło o Rosjaninie z polskim paszportem.
Ja dodaję jeszcze jeden wymiar tego europejskiego Rosjanina - oportunisty. Sprzedał swoje nogi temu, kto mu za nie zapłacił. Prawdziwy europejski Rosjanin. Jestem biedny, mam dyskomfort. Zmieniam ojczyznę na tą, która zapewni mi komfort.

Emigracja zarobkowa - level TOP.

Na mistrzostwach świata w Katarze w półfinale (piłka ręczna) gramy z Katarem. Oficjalnie. Nieoficjalnie z reprezentacją Serbii, którą w boju wspiera delegat Naczewski. Spokojnie, to nie paszportowiec naszego globusa.
Końcówka - ski - rządzi na Bałkanach. W Macedonii, Bułgarii, w Serbii...

Nie możemy wygrać tego meczu. Katar łamie reprezentację Polski.
W drugim półfinale Francuzi przechodzą Hiszpańczyków.
To kraj o niezwykłej historii. Nie jestem pewien ale w kategorii wojen domowych, to chyba ich była największa po naszej.
O naszej nakręcono nawet film dla młodzieży. Nieważne.

O trzecie miejsce gramy z ojczyzną wojny domowej. Przypomnijmy sobie te szoł...

5cu6EtBHDaI

zimiok
16.02.2026, 08:14
Facet może urodzić dziecko! Zostalo przegłosowane w Brukseli kilka dni temu.

CHamuj !

Udowodnij!
(i stawiam dolary przeciw orzechom, że po raz kolejny dajesz dowód swojego wtórnego analfabetyzmu)

El Czariusz
16.02.2026, 09:02
Zaprawdę cieszę się zimiok, że nie urodzisz dziecka. Ale jest to możliwe.
Ja wiem kiedy.

Tymczasem.
Ja tam z panami co mają na pieńku nie ze wszystkim się zgadzam.
Tak na 70%.
Będę bardziej ostrożny w oprocentowaniu siebie niż nasz forumowy statystyk.
Ale też pisałem już o tym.
Np. uważam łyżwiarstwo szybkie czy figurowe za wspaniałą formę spędzania wolnego czasu na świeżym, zimowym powietrzu. Uprawianie tej dyscypliny samodzielnie jest śmiesznie tanie. Zwłaszcza w warunkach globalnego ocieplenia.
W naszej szerokości geograficznej przejawia się ono "anomaliami". To jest oficjalna narracja. Przykładem nad wyraz gorące lata czy kapryśny wir polarny zimą, ktory niesie nam falę niespotykanych mrozów.
Nie ma w tym żadnego mojego sarkazmu, czy spodziewanej (być może) złośliwości.

Po prostu tak jest.
Mamy w Polsce północno-wschodniej idealne warunki do uprawiania sportów zimowych obecnie. Akweny wodne pozamarzane na kość. Duża pokrywa śnieżna - zwłaszcza w lasach daje szanse łyżwowania nartami do wczesnej wiosny na luzie.
Kiedyś, za komuny popularne były sztuczne lodowiska. na wyznaczonym terenie straż pożarna wylewała cienką warstwę wody i wystarczył niewielki mróz, by to ściąć i człowiek śmigał po tym lodzie na czym tylko miał.

Dzisiaj?
Lepiej zasponsorować ruskiej onucy komfortowe warunki za kilka milionów złotych by sobie poprawić humor. Sobie. Nie nam. To "sobie" to np. Polski komitet olimpijski, polski związek narciarski itp.
Tak, napisałem ruskiej onucy.
Obecnie, wg poselskiej narracji 99% posłów, to ruskie onuce. Zwróciliście na to uwagę?

https://i.ibb.co/yBGfKbHN/FB-IMG-1770705513111.jpg (https://ibb.co/zHjnC0qm)

Ten pan powyżej rozdaje onuce z lewa na prawo. Drudzy, z prawa na lewo.
Jego partner także.
Ja rozumiem, że wątku o KSEF, 90% to mieszacze ale poseł, który mówi mi jak powinienem żyć nie wie, jaki się na globusie pl płaci VAT?

Oni tam grają w jednej lidze.
Sami giganci.

UM98CNCoGvU

To były dyrektor szkoły. Nauczyciel wielu zawodów. Poseł omnibus.
Takich ludzi wybraliście. Nie personalizuję ale ja tych ludzi nie wybierałem.
I nie pozwolę się szantażować im emocjonalnie.

Od środy jestem na urlopie więc muszę się streszczać.

P.S.
Panowie na pieńku wspominają o inżynierii społecznej ale są nie do końca doinformowani w temacie inżynierii finansowej.
Mowa tu o zadłużeniu globusa pl itd. Wic w nowoczesnej teorii monetarnej.
Dlatego byłego rotacyjnego uważam za idiotę. To ten, co był miłośnikiem szybkiej strefy euro na planecie pl.
Kilka lat temu w temacie uświadomił mnie pan Wróblewski w swoim programie Wolność w remoncie.

Nie będę tu robił wykładu ale za szałkowita dawał on (Wróbleski bodaj) przykład Japonii i roli jej banku centralnego. Misteria inżynierii.
Ale jak ktoś z was drodzy i nie tani chciałby bardziej zgłębić...

l5_i4b7kOzw

El Czariusz
16.02.2026, 09:52
Trochę z mojego podwórka.

Piękna zima. Na szczęście nie jestem ministrą klimatyczną więc uniknę jobów z prawej strony.
W naszym przewidywalnym globusie na ile starczyło sił, by walczyć z zimą?
A chłód ze wschodu ciągnie.
W uśmiechniętym Gdańsku pchają autobusy ale jak poleca bombki, to już nie bardzo.

Przystanek Oliwa leży w strefie bezpośredniego rażenia. Kolibki to najwęższy przesmyk. Latem turyści mają frajdę, bo to właśnie tu z SKM-ki widać może.
przez chwilkę ale widać.
Dawniej tu przebiegała granica Wolnego Miasta Gdańska.
https://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=27004.0

Linkuję bo jak komu chce się kopać przez moje wycieczki, to znajdzie tam ciekawy projekt objechania owej, całej granicy.
Wiem, że jeszcze nikt tego nie zrobił rowerowo. Pewien nie jestem ale mógłbym swoją Zajebistość zachęcić, gdyby mi się chciało a nie chce.
Na forum geocachingu w każdym razie ktoś wykonał kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty i próbował odnaleźć słupy graniczne. Ja zaś kopałem się w literaturze granicznej i chętnie bym sobie gdzieś mapę tej granicy nabył.

Ja tam się rowerowo o kilka punktów z tej granicy otarłem, np. byłem w Piekle.
Wspominam o tym, bo jeden taki, co tu ciągle zagląda (dzisiaj też namierzyłem) uważa, że tylko tutaj jakieś osły lubią mnie czytać. On nie czyta. To znaczy tak wybiórczo, by mu nikt nie zarzucił, że czyta.
- Dzień dobry! Czy są bułki?
Wczorajsze.
- A dzisiejsze?
Jutro.
I tak to się kręci te rowerowe koło. Zawsze znajdziesz na nim punkt, który się będzie kręcił do tylu.

I właśnie dojechałem dzisiaj do celu!
Będzie, jak matematycznie uzasadnić moje urojenia. Będę się musiał cofnąć trochę w czasie ale nie aż tak daleko, by czekać z tym do jutra.
Chociaż nie wiem.

W każdym razie - nie będzie już politycznie. Będzie matematycznie! Będą też elementy samokrytyki oraz sceny płonącej planety ale tylko, dla podgrzania atmosfery. Nic więcej!

El Czariusz
16.02.2026, 11:10
Ludolfino - 17st. parę minut po 8-mej. O 6:50 było -18.
Ludolfino, to zabytkowy dworek z XVIII w. Tu znajduje się jeden z dwóch gdańskich punktów pomiaru temp. Obecnie czytelnia z biblioteką AWF (to znaczy zawsze była). Drugi na Rembiechowie - lotnisko.

Ludolfino jest ode mnie rzut beretem. 500m. Dlatego nie mierzę temp. na zewnątrz. Mierzę w piwnicy, klatce schodowej oraz chacie.

Planeta zaczyna...
https://i.ibb.co/39csf2PB/IMG-20260216-065640.jpg (https://ibb.co/xt6smWrJ)
...płonąć mimo, że jest -18.
Strażnik Domowy startuje do pracy.

Na obrazku mogą państwo zaobserwować:
- Plan pierwszy, dwie czereśnie. Nie robię sobie nadziei ale... nadzieja jest. przynajmniej dopóki nie padną. Nad wyraz odporne na ogień bestie.
- Plan drugi. Podwórko, które zachwyca jedną małżeńską parę i Gdańskie Nieruchomości. Pozostałych członów wspólnoty w liczbie trzech par, już nie, w tym dwoje po udarach z powodu braku zachwytu.

Na podwórku Lublin już dwa razy odśnieżany i golf - podobnie. Akumulatory wyjęte.
Jest pięknie.

Godzinę później na klatce schodowej pomiar wskazuje:

https://i.ibb.co/KpRWXHFZ/IMG-20260216-085945.jpg (https://ibb.co/Q3zMfGrB)

Ściana naszej sypialni bezpośrednio oddziela nas od korytarza.
Czujnik zewnętrzny mierzy temp. kilka cm nad drewnianą posadzką stropu piwnicznego.
Czujnik wewnętrzny na wysokości mego pasa.

Tymczasem zaordynowałem wietrzenie salonu.

https://i.ibb.co/YFLHnjJL/IMG-20260216-080922.jpg (https://ibb.co/gLRkqgQR)
Czujnik wewnętrzny na koszu na pościel. Czujnik zewnętrzny wpuszczony w otwór wentylacyjny. Świeże powietrze płynie rurą aluminiową giętką od lufcika piwnicznego (w otulinie styropianu - lufcik) na dystansie 5,5m. Piwnica robi za rekuperator.

Na zewnątrz -17.
Wewnątrz dwa pomiary, jak widać. Różnica 21,5st. Taki uzysk.

Na chwile wrócimy do ściany korytarz/sypialnia. Nominalnie grubość tej ściany 24cm, plus tynk.
W tę ścianę na korytarzu wpuszczone są trzy liczniki w tym główny, zasilający kamienicę w prąd. To dość duża powierzchnia, gdzie grubość ściany spada do jednej cegły - 12 cm. To jest zima nasza lodówka.
Dzisiaj chłodzi ekonomicznie jak widać. Zamraża delikatnie na dole, górna półka idealna do stratyfikacji nasion np.

Pisze o tym dla zrozumienia, dlaczego tak chłodno podchodzę do niektórych tematów, czy userów foruma.
Tyle o płonącej planecie.

Teraz o stanie w którym tłumaczył będę (pokrótce) dlaczego w moim kwadracie jednak wynik = -1 "i" dlaczego tak jest.
To w temacie moich urojeń.

zimiok
16.02.2026, 11:31
Zaprawdę cieszę się zimiok, że nie urodzisz dziecka. Ale jest to możliwe.
Ja wiem kiedy.


Jesteś w mylnym błędzie. Nie będzie to możliwe i nie potrzebuję mieć tego zapisanego w żadnym akcie prawnym czy formalnym. Ale jak widać niemiecka nauka upadła tak nisko, że nawet zdobycie tam tytułu inżyniera nie gwarantuje nabycia tej podstawnej wiedzy i niemieccy inżynierowie muszą mieć stosowną uchwałę.

El Czariusz
16.02.2026, 12:21
Jesteś w mylnym błędzie. Nie będzie to możliwe i nie potrzebuję mieć tego zapisanego w żadnym akcie prawnym czy formalnym. Ale jak widać niemiecka nauka upadła tak nisko, że nawet zdobycie tam tytułu inżyniera nie gwarantuje nabycia tej podstawnej wiedzy i niemieccy inżynierowie muszą mieć stosowną uchwałę.
Nie będę adwokatem pana inżyniera z Piekła rodem ale podam moje rozwiązanie.
Otóż pan inżynier i ja (ale wolę mówić tylko za siebie) nie mamy pewności czy jesteś mężczyzną. Ja na pewno. Ale nawet, gdybyś był kobietą (bez urazy żadnej wyjątkowo), też mógłbyś nie urodzić.
Raz, że do tego trzeba dwojga, drugie - trzeba po obu stronach być płodnym.

Sam fakt, że piszę o tym jest formą cudu i moich głębokich przemian. Ten kolega, co wspomniał o Choroszczy w temacie usuwania mojego konta ma 100% racji.
Ale to się nie bierze znikąd. Siebie ja już zdiagnozowałem i nie jeden tutaj w tym mi pomógł.
Pokazałem światu moje słabości. Świat to pięknie wykorzystał. Skoro jednak moja droga prowadzi przez Piekło, idę więc dalej tak, jakbym był jej właścicielem. Tak mi podpowiedział Bruce Lee.

Nie no... rozbawiłeś mnie. No chyba, że generujesz odpowiedzi w trybie AI. Wtedy powinienem wierzyć.

Przyda mi się ten urlop.
Ale zanim, to ten świat urojony jeszcze.

Wstęp.
Już trzy lata temu około 800-iu set stron generujących treści AI publikowało 1200 artykułów dziennie.
Rok później MIT Technology Review oszacowało, że ponad 50% treści w niszowych portalach"wellnes" i "rozwoju osobistego" jest już generowane przez LLM-y i nikt tego nie redaguje.

Dlatego koniecznym jest ten urlop.
Bardzo konieczny.

zimiok
16.02.2026, 12:34
Raz, że do tego trzeba dwojga, drugie - trzeba po obu stronach być płodnym.


Jedno już uzgodniliśmy, ale z tym to cię poniosło. Jest bowiem średniej wielkości kraj w centrum Europy, gdzie za podważanie teorii dziewictwa czternastoletniej matki mieszkającej pod jednym dachem z ok. czterdziestoletnim rozwodnikiem można trafić za dwa lata za kratki. Byłbym więc na twoim miejscu ostrożnym!

El Czariusz
16.02.2026, 12:58
Mam.
Ty jesteś przekupa.

Edycja.
Nie zdążę już dzisiaj z urojonym tematem, z drugiej - zimiok tak uroczo wtargnął w wielowymiarowe rozmaitości algebraiczne, że...

W każdym razie w podróżach ze mną (ci, co wchodzą w temat bez stawiania warunków) zaczynacie nadawać na tych samych falach, harmonicznie a kiedy jesteśmy zespoleni, wykręcamy wspaniałe piruety na lodowej płaszczyźnie. Ty 'i" ja.

fassi
16.02.2026, 17:30
Zimiok, uzylem zlego slowa. Przegłosowane , miałem na myśli że poddanie głosowaniu. , które się odbyło w brukselskim pierdolniku . "Za" (mężczyzna może urodzić dziecko) głosowała była minister zdrowia z Polski, wykształcony medyk.

Jakby przeszło,to napisałbym , że przeszla ustawa. Sorry za złe użycie słowa.

Piszesz, żeby być ostrożnym w pisaniu. Miałeś na myśli małżeństwa z nastoletnia dziewczynka w Berlinie?

S3VMe0kSB-o?


Wiele nastoletnich dziewczynek podczas ferii letnich wychodzi za mąż , bo rodzina ja do tego znusza. Często jej mężem jest 40-50 letni obleśny dziad, który ma forsę i sobie czyjas córkę kupił.

Nie mogę znaleźć filmu, z targów żon, gdzie rodziny wystawiają swoje nastoletnie wystrojone dziewczyny na targu jak bydło i przychodzi właściciel i sobie bierze za żonę, jak da odpowiednio kasy.

Tonsie wszystko dzieje w postępowej Europie, która ma pierdylion praw dziecka i nic nie może zrobić bo tolerancja. Dziecko niezapiete w pasach w samochodzie? Mandat!. Dziecko wydane za mąż za oblesnego starego dziada? Postęp i nowoczesność

Ha tfu!

El Czariusz
16.02.2026, 18:25
Precyzyjniej - dwoje. Dwoje byłych ministrów zdrowia.
Ale to był tylko dodatek - akurat te głosowanie. Dodatek do całości. Nie mieli wyboru.
Nigdy nie mają wyboru. W końcu jakie to ma znaczenie, kto rodzi, ważne kto wychowuje. A, że na końcu procesu nie ma dzieci tylko wysterylizowane zwierzęta domowe...? Kotów wychowujemy najwięcej na planecie.
Sądziłem, że zimiok ogarnięty i sobie kpi ale przestałem rozumieć.

Mała korekta do lokalnych, porannych temperatur. U nas, głosem dobrego sąsiada o 6.30 było -21 st. Koleżanka Strażnika Domowego z Barniewic, przed siódmą opuszczała miejsce zamieszkania w temp. -25st.
Zima jest naprawdę konkretną.

Kupuję łyżwy, biegówki chodzą również za mną już od paru ładnych lat. Przymierzę sobie hokejówki, bardziej uniwersalne. Pod warunkiem, że będzie trzymała cholewa. Mówiło się, że jazdy na rowerze i łyżwach się nie zapomina. Na tych drugich w moim przypadku, to porzekadło się nie do końca się sprawdziło.
Na ten sezon się już nie załapię. uwzględniając jednak anomalie, przyszły będzie stał otworem.

Świat urojony mój zostawiam do jutrzejszej, finalnej kawy.

zimiok
16.02.2026, 18:58
Zimiok, uzylem zlego slowa. Przegłosowane , miałem na myśli że poddanie głosowaniu. , które się odbyło w brukselskim pierdolniku . "Za" (mężczyzna może urodzić dziecko) głosowała była minister zdrowia z Polski, wykształcony medyk.

Jakby przeszło,to napisałbym , że przeszla ustawa. Sorry za złe użycie słowa.

Kłamiesz, albo nie rozumiesz tego co czytasz.

Piszesz, żeby być ostrożnym w pisaniu. Miałeś na myśli małżeństwa z nastoletnia dziewczynka w Berlinie?

S3VMe0kSB-o?


Wiele nastoletnich dziewczynek podczas ferii letnich wychodzi za mąż , bo rodzina ja do tego znusza. Często jej mężem jest 40-50 letni obleśny dziad, który ma forsę i sobie czyjas córkę kupił.

Nie mogę znaleźć filmu, z targów żon, gdzie rodziny wystawiają swoje nastoletnie wystrojone dziewczyny na targu jak bydło i przychodzi właściciel i sobie bierze za żonę, jak da odpowiednio kasy.

Tonsie wszystko dzieje w postępowej Europie, która ma pierdylion praw dziecka i nic nie może zrobić bo tolerancja. Dziecko niezapiete w pasach w samohchodzie? Mandat!. Dziecko wydane za mąż za oblesnego starego dziada? Postęp i nowoczesność

Ha tfu!

Jak wyżej. Nie rozumiesz co czytasz a głos zabierasz.

fassi
16.02.2026, 19:00
Jaki masz problem wstawić linka że to nieprawda co pisze?

Wstaw i pokaż że nie było takiego głosowania albo że nastoletnie dziewczynki nie są na siłę zmuszane do hajtania obleśnych dziadów.

Co trzeba wielce rozumieć widząc dziecko na ołtarzu z pedofilem?

zimiok
16.02.2026, 19:07
Ale to dzwonisz.
To ty wrzucasz jakieś zdupy wzięte newsy, że przegłosowali, że mężczyźni mogą rodzić. Więc ciężar dowodu na tobie spoczywa.

A gdzie ja coś pisałem o Berlinie? Przeczytaj raz jeszcze, sylaba po sylabie, a jak dalej nie zakumasz to może szwagier koleżanki sołtysa ze wsi obok w barze w kolejnym powiecie ci pomoże.

Brzeszczot
16.02.2026, 21:05
Ale to dzwonisz.
To ty wrzucasz jakieś zdupy wzięte newsy, że przegłosowali, że mężczyźni mogą rodzić. Więc ciężar dowodu na tobie spoczywa.

A gdzie ja coś pisałem o Berlinie? Przeczytaj raz jeszcze, sylaba po sylabie, a jak dalej nie zakumasz to może szwagier koleżanki sołtysa ze wsi obok w barze w kolejnym powiecie ci pomoże.Tutaj jest głosowanie 😉https://x.com/i/status/2021981944452624803 a tutaj , skąd wzięła się cała idea 😁https://x.com/i/status/2022695339875311636

Wysłane z mojego 23117RA68G przy użyciu Tapatalka

zimiok
16.02.2026, 21:15
nie wczytuje się.
bądź mężczyzną i daj treść dokumentu, który był głosowany. musi tam byś napisane czarno na białym, że mężczyźni mogą rodzić, skoro tak zaciekle bronicie andronów fassieg

Melon
16.02.2026, 21:18
Tutaj jest głosowanie 😉https://x.com/i/status/2021981944452624803 a tutaj , skąd wzięła się cała idea 😁https://x.com/i/status/2022695339875311636

Wysłane z mojego 23117RA68G przy użyciu Tapatalka

:Thumbs_Up::lol8:

arbo
17.02.2026, 00:06
nie wczytuje się.
bądź mężczyzną i daj treść dokumentu, który był głosowany

Bądź mężczyzną i przestań marudzić. Idz se na strony PE, EU, WEF, WHO, CIA czy to tam jeszcze. Wszystko czarno na białym. Chyba jesteś na tyle duży, że nie trzeba za Ciebie gugielować.

fassi
17.02.2026, 00:31
Nie, nie Arbo, dobrze że Zimiok pyta i zacząłem szukać i czytać dzięki niemu.

Cytat
W lutym 2026 roku Parlament Europejski rzeczywiście głosował nad rezolucją dotyczącą priorytetów UE na 70. sesję Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet (UN CSW70). W trakcie prac nad dokumentem (sprawozdanie A10-0010/2026) grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) zgłosiła poprawkę (nr 13), która miała na celu doprecyzowanie, że „tylko kobieta może zajść w ciążę”.
Oto kluczowe fakty dotyczące tego głosowania:
Wynik głosowania: Parlament Europejski odrzucił tę poprawkę. Za jej przyjęciem opowiedziało się 141 europosłów, przeciw było 340, a 37 wstrzymało się od głosu.
Treść poprawki: Zmiana zmierzała do podkreślenia biologicznej definicji ciąży, wskazując, że jest ona stanem zastrzeżonym wyłącznie dla kobiet.
Kontekst historyczny: Podobne dyskusje miały miejsce już wcześniej. W grudniu 2025 roku, podczas głosowania nad rezolucją dotyczącą inicjatywy „Mój głos, mój wybór”, analogiczna poprawka ECR została przyjęta minimalną większością głosów. Jednak w lutym 2026 r. większość europarlamentarzystów opowiedziała się przeciwko takiemu sformułowaniu w nowym dokumencie.
Argumentacja stron: Grupa ECR i środowiska konserwatywne argumentowały, że bronią „biologicznej oczywistości”. Z kolei przeciwnicy poprawki uznawali ją za ideologiczną i wykluczającą osoby transpłciowe oraz niebinarne, które zgodnie z niektórymi definicjami medycznymi również mogą przechodzić przez proces ciąży.

Koniec

Dzięki Zimiokowi, dowiaduje się o kolejnych poziomach popierdolenia tego naszego kontynentu. Skrobanki będą robione na długiej przerwie w szkołach a ruchać się będziemy na przerwach krótkich.

Mam nadzieję, że reszta normalnego świata unicestwi jak najszybciej to anzycywilizacyjne źródło , które kobiety zniża do obiektu do ruchania i skrobania w jednym.

Ha Tfu

El Czariusz
17.02.2026, 02:48
Taa...
Przychodzi baba do lekarza cała obsrana.
- Co pani jest?
Przekupa.

Panie Marku, zwany w naszym środowisku Dziadkiem, masz Pan rację. Tu, też miałeś.

Młody nieuk i na finał hipokryta. Typ mego sąsiada.
Nieukowi może przyda się jeszcze lekcja o pewnym założeniu, które jest dowodem pośrednim na istnienie Boga. Może.

O imaginacji będzie. Ja nie postawię kropki nad imaginacją ale zabawimy się liczbami. Najpierw wymiernymi, potem tymi mniej, by skończyć na zespolonych.
Trzeba wejśc na poziom abstrakcji by opisać życie płaszczaka. Co dopiero
3D...

Zacznijmy jednak koniec karnawału od 4D.

wsa0sOEdGa4

El Czariusz
17.02.2026, 08:03
Zatem zabawmy się.

Cmq_AIKslDo

Dzisiaj trochę później ta moja kawa.
Nastrój taki niekarnawałowy ale w śledzika można dać do pieca. Jutro zwali się na dzisiaj i będzie dobrze.

Najpierw o lodowce.
Jak nie chcesz jeść mięsa, a bardzo lubisz, to nie trzymaj go w lodówce.
To, doradzą ci wegetarianie.
Jeżeli nie chcesz jeść słodyczy, nie trzymaj ich w szafce.
To doradzam wam ja.

zimiok
17.02.2026, 08:49
Zaraz, zaraz. W poście #756 piszesz, że Facet może urodzić dziecko! Zostalo przegłosowane w Brukseli kilka dni temu.

Po czym wklejasz tekst poprawki, która nie została przyjęta jako irrelewantna dla treści całego dokumentu.

Nie, nie Arbo, dobrze że Zimiok pyta i zacząłem szukać i czytać dzięki niemu.

Cytat
W lutym 2026 roku Parlament Europejski rzeczywiście głosował nad rezolucją dotyczącą priorytetów UE na 70. sesję Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet (UN CSW70). W trakcie prac nad dokumentem (sprawozdanie A10-0010/2026) grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) zgłosiła poprawkę (nr 13), która miała na celu doprecyzowanie, że „tylko kobieta może zajść w ciążę”.
Oto kluczowe fakty dotyczące tego głosowania:
Wynik głosowania: Parlament Europejski odrzucił tę poprawkę. Za jej przyjęciem opowiedziało się 141 europosłów, przeciw było 340, a 37 wstrzymało się od głosu.
Treść poprawki: Zmiana zmierzała do podkreślenia biologicznej definicji ciąży, wskazując, że jest ona stanem zastrzeżonym wyłącznie dla kobiet.
Kontekst historyczny: Podobne dyskusje miały miejsce już wcześniej. W grudniu 2025 roku, podczas głosowania nad rezolucją dotyczącą inicjatywy „Mój głos, mój wybór”, analogiczna poprawka ECR została przyjęta minimalną większością głosów. Jednak w lutym 2026 r. większość europarlamentarzystów opowiedziała się przeciwko takiemu sformułowaniu w nowym dokumencie.
Argumentacja stron: Grupa ECR i środowiska konserwatywne argumentowały, że bronią „biologicznej oczywistości”. Z kolei przeciwnicy poprawki uznawali ją za ideologiczną i wykluczającą osoby transpłciowe oraz niebinarne, które zgodnie z niektórymi definicjami medycznymi również mogą przechodzić przez proces ciąży.

Koniec

Dzięki Zimiokowi, dowiaduje się o kolejnych poziomach popierdolenia tego naszego kontynentu. Skrobanki będą robione na długiej przerwie w szkołach a ruchać się będziemy na przerwach krótkich.

Mam nadzieję, że reszta normalnego świata unicestwi jak najszybciej to anzycywilizacyjne źródło , które kobiety zniża do obiektu do ruchania i skrobania w jednym.

Ha Tfu

Przy okazji trochę rynsztokowego języka. Pisałeś będąc w szynku?

Pozwól zatem, że ci pomogę i wrzucę treść całych, przyjętych wytycznych (no dobra, link, bo i tak nikt tego nie przeczyta):

https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/A-10-2026-0010_PL.html

Konia z rzędem temu, kto wskaże mi palcem w powyższym tekście gdzie jest napisane Facet może urodzić dziecko! Zostalo przegłosowane w Brukseli kilka dni temu.

Żalisz się, że roboty nie masz i pewnie się nudzisz to podsunę ci jeszcze dwie spiskowe teorie świetnie pasujące do twojego toku "rozumowania":
1) nie przegłosowali w tym sprawozdaniu, że Ziemia ma kształt elipsoidy. Ergo musi być płaska!
2) nie przegłosowali również że do tego trzeba dwojga, drugie - trzeba po obu stronach być płodnym.. Ergo, niepokalane poczęcie jest nadal możliwe!

PS. z ciekawości wpisałem w googlach "czy PE przegłsował, że mężczyzna może urodzić dziecko". Wyskoczyły same szurowskie strony i jakieś iksy fiksum-dyrdum.
Dziękuję, dobranoc.

Brzeszczot
17.02.2026, 09:12
Zaraz, zaraz. W poście #756 piszesz, że

Po czym wklejasz tekst poprawki, która nie została przyjęta jako irrelewantna dla treści całego dokumentu.



Przy okazji trochę rynsztokowego języka. Pisałeś będąc w szynku?

Pozwól zatem, że ci pomogę i wrzucę treść całych, przyjętych wytycznych (no dobra, link, bo i tak nikt tego nie przeczyta):

https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/A-10-2026-0010_PL.html

Konia z rzędem temu, kto wskaże mi palcem w powyższym tekście gdzie jest napisane

Żalisz się, że roboty nie masz i pewnie się nudzisz to podsunę ci jeszcze dwie spiskowe teorie świetnie pasujące do twojego toku "rozumowania":
1) nie przegłosowali w tym sprawozdaniu, że Ziemia ma kształt elipsoidy. Ergo musi być płaska!
2) nie przegłosowali również . Ergo, niepokalane poczęcie jest nadal możliwe!

PS. z ciekawości wpisałem w googlach "czy PE przegłsował, że mężczyzna może urodzić dziecko". Wyskoczyły same szurowskie strony i jakieś iksy fiksum-dyrdum.
Dziękuję, dobranoc. Jeżeli fassi cię nie przekonał, to może Pani Anna Żukowska , z koalicji obywatelskiej https://youtube.com/shorts/hu6ogLjL6mA?is=AevxGPBdLYefhN61

Wysłane z mojego 23117RA68G przy użyciu Tapatalka

zimiok
17.02.2026, 09:17
Ziomek, ale nie rób mi tu kurtyzany z logiki!
Co ma wspólnego wypowiedź Żukowskiej sprzed minimum dwóch lat z głosowaniem w PE o których mowa?
(na marginesie, ona nie jest z Koalicji Obywatelskiej)

El Czariusz
17.02.2026, 09:18
Podsumowanie.

Książka gotowa.
Format 2xA4. Nie wiem jaki to ale na takim pisałem. Znalazłem w piwnicy pożółkły papier "po ojcu".

https://i.ibb.co/V0BVCm5T/IMG-20260217-074836.jpg (https://ibb.co/nqkr1Ctj)

Jego pogrzeb miał miejsce w moje imieniny. W szczycie szałkowita. W tym największym. Nawet kruki z wronami się pochowały, choć to nie ich pogrzeb byl.
Cmentarz był pusty.
Przed wejściem ja, Strażnik Domowy i babcia Ela. Babcia Ela jest hipochondrykiem. To mama Strażnika Domowego. Wiem, jakie to było dla niej wyzwanie.
Junior z synową wpadli "na chwilę". Trzymali dystans. Przeprosili, że nie wezmą udziału w ceremonii, bo wirus... Szybki uścisk dłoni, żadnych egzaltacji.

Stoisz tak na tym pustym cmentarzu, przed kaplicą. Nikogo z rodziny tej dalszej, to już w ogóle. Wiadomo... wirus. W koronie...
I wtedy na plac przed cmentarzem wjeżdża bus...

Konieczna pauza.
Łzy krokodyle lecą mi po policzkach.

fassi
17.02.2026, 09:22
Może byś w końcu wlazł z tej chaupy i zrobił normalne zdjęcie ze śniegiem, dla ludzi lubiących śnieg? Nawet nie widać ile go tam leży.

Dla mnie to ważne, bo mamy w tej chwili najzimniejsza fale upałów w najgorętszym lutym wszechczasów, podczas epoki największego oglupienia ludzi , myślących że płacąc podatek schlodzisz planetę.

Brzeszczot
17.02.2026, 09:37
Ziomek, ale nie rób mi tu kurtyzany z logiki!
Co ma wspólnego wypowiedź Żukowskiej sprzed minimum dwóch lat z głosowaniem w PE o których mowa?
(na marginesie, ona nie jest z Koalicji Obywatelskiej)Tak Pani Anna jest z koalicji rządzącej , na resztę Masz odpowiedź w linkach które rzekomo się nie otwierają 😉 jest głosowanie, jak i sama idea Złapałeś fasiego za słówko bo jak zwykle zajebał się w akcji 🤣

Wysłane z mojego 23117RA68G przy użyciu Tapatalka

zimiok
17.02.2026, 09:49
Koalicja rządowa to jednak nie to samo co Koalicja Obywatelska.
Słówka mają znaczenie. Zwłaszcza jak chcesz kręcić pseudoafery.

No ale skoro tak stajesz w jego obronie, to może ty potrafisz wskazać gdzie PE przegłosował, że Facet może urodzić dziecko! Zostalo przegłosowane w Brukseli kilka dni temu.

El Czariusz
17.02.2026, 09:54
224 strony zapisane gęsim piórem.
Na 112 pożółkłych kartkach, mających kilkadziesiąt lat.
Zapisanych "w moim stylu". Drobnym, lekko pochyłym maczkiem, który zawsze budził zdziwienie.

aYJDFfB4rhM

Dla większości jestem niepoukładanym gościem. Jedyne jednak, co u mnie poukładane jest, to pismo. Regularny kształt. Taki mój znak rozpoznawczy.
Drugie... Jak się na coś uprę, to mnie wolami z drogi nie zawrócisz.
Intuicyjnie, idę swoją drogą do Piekła. Piekło, to formalnie zbieg granic.
Jeżeli zdążę, to wyjaśnię i moje Piekło.

Wracając do pisma.
Format mojej książki był dla mnie ważny. Wybór był tylko jeden. Wybór łatwy (dla mnie) wykonanie nie. Bardzo trudne... Nie stać mnie było na wydanie książki. Dlatego postanowiłem napisać ją w dwóch egzemplarzach.
Tradycyjnie - dla siebie.
Nieparzyste strony zapisałem lewą ręką wspak. Parzyste ich odbiciem lustrzanym.

Pół roku przed 50-tymi urodzinami Karpika, specjalnie dla niego wróciłem do gry na gitarze. na moim defilu nie dało się już grać. Uczyła się na nim grać Marysia, uczył Kacperek. Defil nie przeżył.
Przeżył jednak ze mną kupę lat zatem "pochowany" został w szczególnym miejscu.

https://i.ibb.co/Kz0dgp9t/IMG-20260217-084354.jpg (https://ibb.co/WpxZX4cr)
Symbolika niezamierzona.

Wzruszenie silne 2.

Brzeszczot
17.02.2026, 10:20
Koalicja rządowa to jednak nie to samo co Koalicja Obywatelska.
Słówka mają znaczenie. Zwłaszcza jak chcesz kręcić pseudoafery.

No ale skoro tak stajesz w jego obronie, to może ty potrafisz wskazać gdzie PE przegłosował, żeNo tak , rodziny się nie wybiera ,a koalicjanta wtedy gdy ma się zbieżne poglądy już tak. Jak to leciało?🤔 Pokaż mi swoich przyjaciół ,a ja pokażę ci twoją przyszłość czy jakoś tak 🫣 i nie ma się czego wstydzić ,ja tam lubię posłuchać co ma do powiedzenia Pani Anna

Wysłane z mojego 23117RA68G przy użyciu Tapatalka

El Czariusz
17.02.2026, 10:36
Jako, że lubię się motywować postanowiłem w dniu jego urodzin zagrać mu coś nad Pilicą.

PqfkMgVaOeY

45 lat wcześniej przez pół roku uczyłem się tego, do stanu wykonania. Takie wspomnienie z z dawnej mojej determinacji. Słabo to grałem ale grałem.
Wtedy nie było dzisiejszych poradników (to jest duży plus) na tubie.
Najpierw młody człowiek musiał się samemu nauczyć nut, potem je czytać, poznać teorię z zeszytów i książek, by w końcu zdobyć zeszyt pt: Mistrzowskie Utwory Gitarowe pana Powroźniaka i dzień w dzień, tydzień w tydzień, m-c w m-c próbować to zagrać, nigdy tego utworu wcześniej nie słysząc.

45 lat później kupiłem Yamachę 30M i zacząłem ćwiczyć. Cała moja literatura gitarowa (dzisiaj rarytas) zaginęła gdzieś po drodze licznych przeprowadzek.
Kupiłem zatem jeszcze dość drogie wydanie/zbiór 50-ciu klasyków, stanowiących podstawę koncertów.
W tym zbiorze są utwory, które będę grał.
Gitarowo poprzedni post otworzyłem wspaniałym wykonaniem Asturias. To nie jest trudny utwór dla kogoś, kto opanował technikę tremolo i grę arpeggio. Opanował w stopniu minimum podstawowym. To mi się akurat udało.

Nad Pilicą Karpikowi Wspomnienie zagrałem. Wtedy jeszcze słabo ale pierwszy krok zrobiłem.
Dzięki poradnikom w necie udało mi się w ciągu dwóch lat poprawić technikę gry do stopnia, który mnie zadziwił. A nie powinien.
Dalej gram słabo ale coraz lepiej.

50-tka Karpika skończyła się potworną migreną Strażnika Domowego.
Wszyscy wyjeżdżali a my nie mogliśmy. Do tego przed 16-tą zaczęło padać...
Normalnie powinniśmy zostać ale nie było za bardzo jak.
W przerwach między wymiotami siedziałem zbity jak pies i doglądałem Strażnika, wiedząc, że nic jej nie pomogę.
Ta migrena to stygmat. Wiąże go ze sobą. Cierpienia Strażnika jako odkupienie (za każdym razem) mej niepokornej duszy.

Siedząc tak, czekając na deszcz przyszło mi do głowy, by napisać książkę. Napisać ją w takim formacie. Bo to, że w ogóle napisać to już było dawno bezdyskusyjne.
Postawiłem sobie jednak warunek. Pismo wspak musi oddawać charakter lustrzanego czyli "normalnego". Dokładniej - musi to być technika płynna. W tym sensie "charakter". Nie jakieś gnioty. Po prostu pismo wyćwiczone.
Już po, obecnym etapie Marysi.

https://i.ibb.co/p6SgMx5c/IMG-20260210-WA0001.jpg (https://ibb.co/vCSbTHRp)

El Czariusz
17.02.2026, 10:53
Nie chcesz być Lonardo ale musisz...?
Nie tędy droga. Nic nie muszę. Chciałem.
Nie chciałem być Leonardo da Vinci. To był jego znak rozpoznawczy.
Mój o tyle, że jak się o tym jego piśmie dowiedziałem 50 lat wcześniej, to po prostu wziąłem ołówek i zacząłem pisać.
Wspominałem o tym. Wspominałem też, że tę rzadką cechę "odziedziczyła" po dziadku Marysia.

Zatem kupiłem sobie zeszyt w linię i zacząłem ćwiczyć. Pierwszy zapisałem zgodnie z nowa metodą nauki pisania.
Drugi - etiudami.
I tak do dnia, kiedy zszedłem do piwnicy, po pożółkły papier...

W międzyczasie kupiłem drugą gitarę, yamahę 40M.

e3M_lf9CsVs

Trochę czasu w Wiśle upłynie ale jest w kolejce.

El Czariusz
17.02.2026, 11:11
Gram coraz lepiej, piszę coraz lepiej ale łamię mały palec lewej ręki.
Na rowerze.
Jedziemy ze Strażnikiem Domowym zbadać teren sopockiego grodziska.
Ma być tam jakaś fajna impreza dla dzieci i młodzieży, dla wszystkich chętnych kilka dni później. Zabierzemy tam nasze szkraby.

Zanim jednak, za słabo podrywam koło przednie, by pokonać krawężnik przed wejściem głównym. Fikam takiego orła, że aż się ludzie zbiegli by mi pomóc.
Wszyscy, poza Strażnikiem Domowym, która pokłada się ze śmiechu. Z tego powodu nie jest wstanie mi pomóc.
Wzdycham i wstaję. Chodnik elegancki, antypoślizgowy. Wstaję z oporami.
Cały. Dlatego Strażnik Domowy się śmieje. Dobrze wie, że ja zawsze spadam na cztery łapy.
W lewej ręce zostają mi już tylko cztery w pełni sprawne palce.

Przerwa w pisaniu i graniu trwała z dobry m-c. Pal sześć, że trochę się krwi polało przy tym ale ja już stary jestem i rany goją się na mnie dużo dłużej albo wcale.
Mieliśmy w planie tego pięknego, słonecznego letniego dnia zobaczyć jeszcze odremontowany Dom Zdrojowy w Brzeźnie i zaparkować na chwilę przy Wisłoujściu. To na drugim końcu 3city.
No to pojechaliśmy, tylko musiałem trochę uważać, bo lewą rękę, to ja mogłem tylko na kierownicy oprzeć.

El Czariusz
17.02.2026, 11:43
Wiem, że o zespolonych miało być jeszcze ale to innym razem.
W teorii może z urlopu wrócę ale powoli wpadam w stan "zniechęcenia".

Innym razem z mojej strony albo wcale, bo tu jest genialne ujęcie wstępu do zrozumienia mojego świata.
By go zrozumieć, trzeba założyć coś, co wydaje się irracjonalne. Bywamy strasznie ślepi. Zaślepieni znaczy.

Widząc druty wysokiego napięcia nie widzimy nic więcej. Nie widzimy pochodu mrówek, które sobie na jednej z linii przesyłowych urządziły karnawał.
By je dostrzec trzeba się mocno przybliżyć. Ale... może cię zdrowo kopnąć.
I... nagle są!
Zrozumieć "minus jeden". To pierwszy krok.

bb9QfhAnjxY

No więc, żegnam się państwem.