View Full Version : Historia jednego podwórza czyli Elwood, skąd Ty mieszkasz?
El Czariusz
17.02.2026, 12:57
Przepraszam!
Jak tak, bez ozdobnika muzycznego?!
Nie zostawić podpisu?!
pvQjefmbvWA
Olle!!
El Czariusz. Fascynujesz mnie. Chciałbym Cię poznać osobiście :D
El Czariusz
18.02.2026, 07:43
Podpis.
uB196LrUyaw
Ale to na stałe?
Czy tylko na badania?
Tylko ręce myj przed posiłkiem, bo bedą za Tobą wołali "gówniany Darek".
Panie pamiętliwy....
Aaaa pamiętasz Pawła?
El Czariusz
23.02.2026, 10:42
Zgłoszenie przyjęte.
Ad. 1:
Maniana.
Ad. 2:
Oczywiście, że pamiętam! To już piąty (czy szósty rok) leci, jak jestem pod nieustającym wrażeniem.
BPBG25eyc1M
https://i.ibb.co/tM7mkHCt/Screenshot-2026-02-22-16-46-11-160-com-google-android-youtube.jpg (https://ibb.co/wN903d6X)
A tu moje pawełki. Podmieniłem toksyczne na widok...
https://i.ibb.co/ZRLNVwxX/IMG-20260223-092936.jpg (https://ibb.co/NgV7skKC)
...szarych renet z czereśnią na torcie.
Ad. 3:
gsq14uqiCEE
El Czariusz. Fascynujesz mnie. Chciałbym Cię poznać osobiście :D
Też chciałbym. Jak poznasz, to daj znać.
Dla tych, co chcą mnie poznać.
https://www.facebook.com/share/r/1D2CQU9XUn/
Minął rok kiedy zapadła decyzja by otworzyć nową filię Biura Turystyki Nieodpowiedzialnej...
https://i.ibb.co/gx20PcH/IMG-20250224-162641.jpg (https://ibb.co/7qf3R08)
...Przystanek Wschód. Luty 2025.
Tu zapadła...
https://i.ibb.co/nNhHBZZ7/IMG-20250226-133409.jpg (https://ibb.co/gLs5dHHS)
...podczas wizyty włości na rubieżach wraz...
https://i.ibb.co/PvmCLGJy/IMG-20250227-144930.jpg (https://ibb.co/Mx2NvkKH)
...ze Strażnikiem Domowym i naszym Dobrodziejem.
Widzimy w Lany Poniedziałek.
Tymczasem podpis pierwszy:
https://i.ibb.co/qLzDHqjB/IMG-20260223-102515.jpg (https://imgbb.com/)
I drugi:
JlTHsTamdws
El Czariusz
18.03.2026, 18:20
Pisałem, że odezwę się tutaj jak będzie się działo to, co obiecałem w "odezwie".
Więc się dzieje.
Ale dzisiaj nie o tym.
Poświęciłem już gamoniowi kilka fajnych postów. Wiem, że były fajne, bo sygnalizowali mi to sygnaliści. Te pozytywne pedały, "bo sygnalistów było wielu..."
Ja też jestem sygnalistą ale z innego pokolenia. Z tego pokolenia, które zacięcie trzymało gębę na kłódkę nawet, gdy było złapane za rękę. Z racji mego szalonego podejścia do komuny, nie potrafiła ona znaleźć na mnie haka.
W sumie jestem (znaczy chciałbym być) jak Pan Fronczewski.
Znakomity aktor.
Jego komuna też próbowała złamać. Załatwił ich bez mydła.
Mnie w 1984, kiedy porzuciłem wojsko "akademickie", w które wpakowałem się jak w granicę z AFG w 2008-ym, spotkało to samo. I to trzy razy, za każdym razem skutecznie.
Jest tu z nami uzer "dra-twa". W jednym z wątków napisał, że ma już dość powtarzania "tych samych"...
Ja w moim wątku powielam f-cznie moje wspomnienia - powtarzam. Za każdym razem, kiedy tu wracam...
Na tym polega uczenie.
Nie wiem, na czym polega "popularność" tego wątku. Gonię ATomka i zaraz dogonię jego "Samych Swoich"...
Polega to na czym...?
Ale wyobraźcie sobie teraz Fazika, który nie "politykuje" i otwiera podobny wątek.
Przekonałem go do tego.
Jutro się będziemy korespondencyjnie targować. Będzie jatka na całego.
El Czariusz
19.03.2026, 06:54
Dzisiaj ostatni, pełny dzień zimy.
Oo widzę, że rower gdzieś jedzie :)
CzarnyEZG
19.03.2026, 13:28
Ale wyobraźcie sobie teraz Fazika, który nie "politykuje" i otwiera podobny wątek.
Przekonałem go do tego.
Jutro się będziemy korespondencyjnie targować. Będzie jatka na całego.
I pięknie :)
El Czariusz
19.03.2026, 15:33
Z pozdrowieniami dla Pana Inżyniera.
El Czariusz
21.03.2026, 09:41
Kurde mołek... To już sobota?
Z wczoraj...
El Czariusz
21.03.2026, 10:00
I jeszcze takie cuś z wczoraj.
O przedwczoraj napiszę jak wrócę.
:Thumbs_Up::D Rowerem kielichy wozisz i krzesła ?
El Czariusz
21.03.2026, 10:43
No nie było łatwo to wszystko targać.
Najgorzej to było z tym strumieniem. W Poszukiwany, poszukiwana dyrektor zjednoczenia przesunął jezioro a ja...
Walczyłem z wilkami na skraju Puszczy Knyszyńskiej. Cholery przegryzły mi oponę w rowerze i to mnie chyba uratowało. Stara, 33-letnia guma niesmaczna była.
Do wsi zlatują się bociany.
Wiosna Panie sierżancie.
Fajnie Ci widzieć jak ptaszyska się zlatują, ja tylko na niebie klucze oglądam, tak wiosna panie sierżancie
El Czariusz
21.03.2026, 13:29
Wczorajsze trele.
qXK2TfXY1xI
Boćki zaś klekoczą.
Czarny kot na drodze :eek: panie ja pluję trzy razy przez lewe ramię i liczę od 10 do 1 :D. Wypróbuj więcej kapcia nie będzie
El Czariusz
21.03.2026, 16:09
Jaki on tam był, to on sam wie;)
W nocy wszystkie są czarne.
Do miasteczka mam po zakupy 4km. 2x 4km z buta już zaliczone. Opona już na śmietnik, pokleiłem raczki, byle w poniedziałek do Osowca dojechać. Miałem wracać jutro ale pogoda rokuje. Odpalam się i czytam o zabytkowej ciesiołce. Zduna .AM umi9nego na po świętach, drewno do remontu chaty z rozbiórki, załatwione.
Podlasie chyba lepsze od gazikowego NRD.
To, co piszę Gazik.w temacie wschodnich Niemiec potwierdza nasz wspólny kumpel, który siedzi na budowie w Dreźnie.
Nasz inżynier jest uwiązany budową ale zaliczył targi mostowe w Dreźnie, zatem targowaliśmy się korespondencyjnie.
P.S.
Gniazdo obok mnie nie wiem czy ostatecznie zajęte. Przed południem siedział tam biało czarny kolega jak wczoraj ale chyba bez kobity. Muszę doczytać, jak się w te pary dobierają.
Poszukaj jakiejś biało czarnej panny dla niego , nasz Gazik nie zmordowany w walce z lewa...w górę ;)
El Czariusz
21.03.2026, 17:58
Ja tu z lewą stroną w ogóle się nie widzę:)
Zduny umówiony. Przywróci do życia trzon kuchenny. Zaakceptował mnie jako swojego, dlatego cena naprawdę przyjazna. Do tego dostałem cynka, bym się powstrzymał z kupowaniem drewna na remont chaty, bo materiał po okolicy jest i zaprawdę po taniości.
Drewno oczywista w dobrym stanie i praktycznie za darmo. Tylko przewieźć a i z tym nie ma problemu.
Panie w sklepie już mnie kojarzą. Zwłaszcza taka fajna babka z działu mięsnego. Dzisiaj była golonka w promocji:
- Bierz pan. Mięsko jak ta lala.
Droga pani, ta lala jest jedną, którą tu widzę.
Itd.
Pod kuchnią napalone.
Chrustu suchego po wycince w listopadzie skolka ugodna. Do gotowania ideał. Zima tu była ostra, drewno wyschło na wiór.
Lekko zawilgotniały szybko dosudzy się na ruszcie.
Zero bodźców, tylko te, które towarzyszyły człowiekowi od zarania dziejów.
Pisanie na smartfonie dopuszczalne.
Golonka się warzy...
Z wywaru klasycznego będzie barszcz.
El Czariusz
21.03.2026, 19:40
Golonka dochodzi.
Jestem po rozmowie z wnukiem.
Chce jeździć po wsi karocą (między kurami, gęsiami, kurami) i mieć betonowy basen. Dziadek wytłumaczył mu, że jak chce rozrabiać na wsi do woli, to karocę zastąpi fura, a betonowy basen staw lub okoliczne jeziora.
No i będziemy rozrabiać.
CzarnyEZG
22.03.2026, 09:15
gęśmi się mówi.
El Czariusz
22.03.2026, 13:55
Gęsiami, rodzaj babski.
Gęśmi rodzaj męski.
Bicykl gotowy do podróży. Ostatnia inwentaryzacja chałupy, i ta zostanie odtworzona "z klocków". Stodoła stoi. Zimę przeżyła.
Nadmiar pożywienia z wczorajszego gotowania upchać do słoików pozostaje. Po proszonym obiedzie, to ja już tylko barszczem będę się raczył.
Bociek czeka na kobitę.
Słońce świeci.
Dzieci lubią misie.
El Czariusz
23.03.2026, 08:33
No i w którą stronę zachód dziki?
Jak będziesz wystarczająco długo jechał na wschód to dojedziesz na zachód :D
El Czariusz
23.03.2026, 16:02
Nie ma takiej opcji. Nie na tej szerokości geograficznej i nie z buta czy rowerem.
Nawet przy zamarzniętej Cieśninie Beringa i M. Arktycznym. Nie darmo klapsy na dupę zaliczył syn Kazika.
Jutro przy kawie zamknę temat. Temat PKP. Nad taryfami pracowały tęgie głowy. Cudem nie mieszam tego z Mazurkasa sugestią. Nie trzeba. Globus pl rzeźbi w gównie co rusz jakieś kwiatki, jakby się ścigał z kolorami wiosny.
consigliero
23.03.2026, 16:07
A wieloryby ?
No i w którą stronę zachód dziki?
W każdą byle dalej .....piękny widok który swą cichością aż krzyczy i zaprasza w otchłań spokoju z dala od amoku .......coraz częściej chce mi się takich dylematów , w którą stronę kiedy w każdą jest pięknie ....:Thumbs_Up:
El Czariusz
24.03.2026, 11:08
No tak...
Jest do wzięcia Neptun 210 w bdb stanie z przyczepą i silnikiem elektrycznym, dwoma kompletami żagli w bdb stanie, toaleta przenośna, pełne olinowanie.
Przyczepa - komplet dokumentów DMC 750.
Jacht gotowy do sezonu, cena: 14 400zł.
5 dni na granicy z cywilizacją.
To nie było bezpieczne... Do tego geriatrycznie - po raz kolejny spore wyzwanie.
Prawdziwa...
https://i.ibb.co/CKNjYqSw/IMG-20260323-114730.jpg (https://ibb.co/60VKT2qy)
Wszędzie zagrożenie...
https://i.ibb.co/wN2w17TR/IMG-20260323-123846.jpg (https://ibb.co/d0HLytSr)
Kosmiczne propozycje...
https://i.ibb.co/fYF4qTDL/IMG-20260323-143406.jpg (https://ibb.co/99gscdZS)
https://i.ibb.co/vCK0XZdw/IMG-20260323-143411.jpg (https://ibb.co/9mCQZs48)
Jak ja się...
https://i.ibb.co/9H7gXPcj/IMG-20260323-142832.jpg (https://ibb.co/RTqbn8YW)
...że mam to już za sobą.
Odcisk na mózgu i skraju odbytu.
A było to tak...
Przy zakupie witamin Webasto gratis :haha2:
El Czariusz
24.03.2026, 13:06
Ten wyjazd, to nie była...
https://i.ibb.co/Gv2K0Wk6/IMG-20260323-141346.jpg (https://ibb.co/6RP3mHbM)
To był wyjazd edukacyjny.
Z pewnymi kłopotami.
Np. kupnem biletu z Przystanku Oliwa do Sokółki z przesiadką w W-wie Zachodniej. Kluczem był rower.
System nie akceptował roweru na tej trasie. Akceptował z przesiadką na Wschodniej.
Miała być W-wa Zachodnia, bo stamtąd mi było bliżej rowerowo (i przede wszystkim szybciej) do Ptak EXPO.
System się uparł.
Postanowiłem się nie upierać. Kupiłem jak Kasa PKP przykazała. Ów problematyczny odcinek przejechałem sobie na gapę.
Targi były poświęcone stolarstwu. Mnie interesował konkretnie jeden temat. Temat stolarski ale w wersji makro. Obróbka ciesielska z wykorzystaniem profesjonalnych narzędzi.
Konkretniej - np. wycinanie zamków. Jeszcze konkretniej - np. łączenia popularnie nazywanego jaskółczym ogonem na wrąb, czyli łączenie dwóch belek/płazów pod kątem 90st.
Zatem utknąłem na chwilę przy stanowisku mafell`a. Niestety pan przedstawiciel nie miał o tym zielonego pojęcia. Był szablon, całkiem spory (Arunda System) ale nie do tego, czego ja potrzebowałem.
Może pan był już zmęczony. Dzień targów trzeci, w południe. Miał prawo być zmęczony. Sprzęt super.
Np.:
- Pilarka łańcuchowa ciesielska... Nawet nią pociąłem sobie (z regulacją kąta cięcia). Nawet mam film z operacji, bo fajna pani mnie zachęciła. Bardziej fajna od pana. Stwierdziła po cięciu, że jestem idealnym, marketingowym modelem. W sensie mój pokaz cięcia - idealny. Jak w reklamie: kup zestaw witamin a dostanie webasto. Byłem witaminą. Cena "targowa" - 23 516,00 zł + VAT.
- Frezarka górnowrzecionowa, cena: 2 936,00 zł + VAT.
- Akumulatorowa frezarka do wręg, cena: 9 908,00 zł + VAT.
Poza tym dłutownica i wiele innych.
Mocno okupowany był dział Festool`a. Też uznana marka.
No i firmy od strugarek/wyrównywarek z całą potęgą stołów roboczych umożliwiających prace w kilku płaszczyznach plus mocno już profesjonalny sprzęt do kompleksowej obróbki drewna.
No cóż... Pozostaje mi skorzystać z wiedzy pana inż. Franciszka Kopkowicza, tabl. XVL str. 40 wydania z 1947: Ciesiołka wiejska i małomiasteczkowa.
W niej instrukcja:
"... rysunek 120 przedstawia rzut pionowy lewej i prawej strony ściany od strony zewnętrznej. Dla ułatwienia wykonania węgłów podaję w rys. 121, 122, 123, 124 sposób, który w praktyce nie zawodzi. Wg rys. 120 dzielimy wysokość płazy na 12 części.
Wycinamy listewkę o długości równej dwu szerokościom płaz i odcinamy na pionowych 2, 3, 4 części, otrzymanych z podziału płazy. Na rys. 122 odkreślamy szerokość węgła, oś płazy i zaczynamy odrys listewka jak na rycinie.
Rys. 123 przedstawia drugi odrys od czoła płazy, a na rys. 1124 końcowy odrys.
Jeżeli zajdzie potrzeba pozostawienia szpar między płazami na uszczelnienie, np. wełnianką, to na miejscu osi wstawiamy wymiar szpary. tak samo w niczym nie zmienia się posługiwanie listewką, jeżeli zajdzie potrzeba pozostawienia z węgła ostatków..."
Nie sprawdzałem już cen systemu Arunda mafell`a. Ów jest szablonem oczywista, który umożliwia prowadzenie frezarki górno-wrzecionowej ograniczając do zadanego posuw.
Wycięcie listewki/szablonu wg instrukcji inż. Franciszka Kopkowicza kosztuje...
A tak, to wygląda.
https://i.ibb.co/Hpf4b4Lt/W-gie-s-owia-ski.png (https://imgbb.com/)
Łączenie na zrąb/zręb. Tzw. węgieł słowiański.
https://i.ibb.co/G4VJdWkC/Grafika-szablony-jask-czy-ogon.png (https://ibb.co/q3RnDN9m)
Do instrukcji obrazek.
El Czariusz
24.03.2026, 14:11
Zatem było 5:32 Przystanek Oliwa.
W "południe" targi.
Potem się przejechałem na Centralną, bo tam "mój" pkp miał zaplanowany ciut dłuższy postój.
Następnie zostałem zawieziony owym do Sokółki już z opóźnieniem 17 minut.
O tyle to było dla mnie istotne, że zachód słońca na wschodzi jest szybszy niż na zachodzie i zasadniczo jak najmniej się chciałem tarabanić po ciemnicy na wieś.
Miałem do tej pory w nogach 40km a przede mną jeszcze 26/28km. Oczywista wybrałem najkrótszy dojazd i to był błąd.
Jeszcze dwa lata temu, tak dzielony dystans byłby dla mnie "średnim" wyzwaniem. Tym razem jednak...?
Roczny rozbrat z rowerem plus powrót na forum... To może wyjałowić człowieka geriatrycznego;)
No więc czekając w wagonie nr 13 w Białym na przetoczenie lokomotywy czułem się już do cna wyjałowiony.
Rower ćwiczyłem ledwie od tygodnia, wracając nawet z Rumi do Przystanku Oliwa na tymże ale to nie giancie tym (tylko innym)i nie z plecaczkiem, któren to teraz wciskał mnie w siodło kpiąc z pośladków - już plujących jadem.
Dojazd do gminnego, sennego miasteczka zajął mi dwie godziny, co nazwałem sukcesem. Odliczałem każdy metr i mając już tablicę miasteczka za sobą bezceremonialnie przebiegł mi drogę kot...
Przebiegł sobie dobre 100m przede mną, w świetle ulicznej lampy widoczny jako kot czarny. Może nie był czarny ale był kot a przed kotem wagon nr 13.
Kto nie jest przesądny, temu to wisi.
Robiłem wszystko mentalnie, by i mi to wisiało ale ja niestety jestem przesądny. Z wrażenia zapomniałem spluć przez lewę ramię i...
Pół godziny później pchałem już rower obciążony dodatkowo 5-cioma piwami w opakowaniach szklanych i kilogramem kiszonej kapusty.
Na szczęście tego pchania było ledwie 2km, stąd domniemywuję, że kocur nie do końca był czarny ale jednak.
21.10 otworzyłem podwoje wiejskiego domu.
W środku nic się nie zmieniło. Otworzyłem piwo i wziąłem się za rozpalanie w piecu.
Wypakowałem zawartość plecaczka, w tym dwa słoiki. Jeden z golonką (samemu pieczoną), drugi z wątróbką za 2,99zł/kg. Taka promocja była. Kurze podroby, to obecnie najtańsze jedzenie i biorąc pod uwagę udział przetworzonego jadła w naszej diecie obecnej, to jest o jedno ze zdrowszych pokarmów mimo wszystko.
Nawet, kiedy nim te kurczę padło pod nożem, przyjmując może sterydów i antybiotyków, to jednak nie jest to pestycyd ale... nie o tym. O zdrowiu ciut później.
Ostatni wsad do pieca poszedł o 0.30. Zbiegł się z ostatnim łykiem piwa. Byłem dokładnie 20h na nogach, dupie, pedałach itd. Wyziębiona zimą chata powoli nabierała ciepła...
El Czariusz
24.03.2026, 14:50
Szykuje się rozbrat z piwem.
Nie nie wiem, na jakich warunkach jeszcze. Od dwóch lat piję rzadko. W sensie spożywam alkohol:) Zabrzmiało to tak, jak bym wcześniej chlał wręcz. Nie.
Fakt, że od stołu wstaje ostatni ale od dwóch lat narzuciłem sobie limit.
Zasadniczo powszechna jest (winna być) wiedza, że "alkohol to zguba ludzkości"... Piwo zawsze traktowałem jako słabszy wzorzec ale ma jeden ogromny minus. Powoduje szybki i wysoki wyrzut insuliny. To tak, jakbym jadł jeden pączek za drugim.
Zatem to takie moje pożegnanie z Afryką. Zostawiam sobie jego konsumpcję na wyjątkowe okazje, tak jak do tej pory czyniłem z mocnymi alkoholami. Raz w roku, to często bywało.
Po co o tym piszę...?
El Czariusz
24.03.2026, 16:03
Ogólnie, to czuję się winny.
Nie było mnie ledwie 5 dni a świat oszalał.
Tymczasem w piątek miałem szybki przegląd z rana stanu ogumienia. Nie wyglądało to dobrze. Potem wiejskie spotkanie robocze z przeglądem niektórych rozwiązań konstrukcyjnych w chałupie okiem miejscowego cieśli, służącego mi swoim wieloletnim doświadczeniem i radą.
Spodobała mu się moja koncepcja zachowania oryginalnej tkanki. Autentycznie spodobała.
Chłop w okolicy nie jeden piec postawił i to on weźmie na siebie odtworzenie trzonu kuchennego. Obgadaliśmy przy okazji moje doświadczenia z "paleniem w piecu", bo zastanawiający jest obieg ciepłego powietrza w całym systemie.
Bo nie jest wcale też tak, że wszystko leciało w piecowych konstrukcjach na jedno kopyto. Jak to ostateczni jest, wyjdzie w praniu.
Mnie tymczasem pozostało nic innego jak zdążyć z zakupami (w tym większych łatek do łatania opony od wewnątrz) przed topieniem ciuka.
nie chciałem nikogo z zaprzyjaźnionych sąsiadów kłopotać podrzuceniem mnie do wiejskiego agro w mieście. Uznałem, że przemarsz z buta dobrze zrobi mojej kondycji.
8km zrobiło mi tak, że nie marzyłem już o niczym więcej, poza topieniem ciuka w rzeczce i moczenia ust w piwnym alkoholu. Z nadzieją jednakowoż, że tego dnia pójdę wcześniej spać, jak Pan Bóg przykazał i noc będzie bardziej przyjazna.
Wszystko poszło jak należy. Konsumpcja browarnej piątki, palenie w piecu, w tym przygotowanie zapasu opału. Co do piwa, to konsumowane było słabsze. W polskiej kulturze spożywania piwa słabsze, to te poniżej 5%. Niepasteryzowany kasztelan spełnia ten warunek. Niestety, i tej nocy wstawałem do toalety 5 lub 6 razy. I to mimo świetnego samopoczucia oraz wczesnej pory ułożenia się do snu.
W sobotę kulminacja zmęczenia. Brałem pod uwagę wcześniej nawet powrót w sobotę ale zbumbliłem piątek a tu jeszcze dodatkowa inwentaryzacja rozwiązań konstrukcyjnych przede mną...
Lekki niedoczas... Ponowny spacer "do miasta", już luźniejszy. Zapadła decyzja, że wracam w poniedziałek. Namówiła mnie Strażnik Domowy, której zwierzyłem się z piwnych doświadczeń.
Zrobiłem zatem zakupy pokarmowe, w tym golonkę z warzywami i barszczem w torebce. Ze słabą silną wolą dokupiłem jeszcze 6-ciu kasztelanów. Jak kończyć, to z przytupem.
Najważniejsze, pogoda rokowała i czyniła dobro. Południowa strona chaty nawet ładnie się dogrzewała w słońcu.
To i korzystałem z faktu, ogołacając ciało z zewnętrznej skorupy, wystawiając zwłoczyny do słońca. W ciągu pół godziny wyprodukowałem w sobie morze wit. D. Sądzę, że 30 000 jednostek minimum.
No i ten spokój... Z telefona słucham muzyki. Starego, polskiego rocka. Tego mniej znanego. W ogóle to niemal trójmiejskiego.
Z tego środowiska wywodziło się tyle znanych kapel, co i mniej znanych. Tu zaczynał karierę rockową Niemen.
9VFy1gdk2u8
Kto "siedzi w Niemenie", ten wie co (i kto) był powodem napisania tej piosenki, która ma dokładnie tyle lat, co ja...
"...czas upływa jak sen..."
"...zgubiłem twój ślad i teraz w świat, pójdę już sam...?
Tym razem nie zebrałem ze sobą gitary. W ogóle wyjeżdżałem tak, jakbym szedł po bułki do sklepu, pakując się o 4.30, bo niby nie miałem co... Dobrze, że nie zapomniałem czołówki...
Tak, że w sobotę naprawdę byczyłem się przesuwając ostatnie pomiary na niedzielę, która również zapowiadała się ładnie i co istotne, nie była już alkoholowa. W miejsce alkoholu był proszony obiad. Schabowy z kapustą, dukane z masłem ziemniaki i surówka z białej kapusty z dodatkami.
Na obiad jechałem już rowerem. Mijając Romka, zaatakowały mnie jego psy podwórkowe.
Taki wesoły przerywnik. Trzy psy konkretne. W tym potężny pitbull. Już na sam widok jej (bo to suczka) tradycyjnie posrałbym się w majty ale ją akurat znam. bardzo towarzyska i radosna. Ale doberman złapał mnie za buta.
Zanim zleciały się kolejne. Na szczęście wystarczyło zejść z roweru i przywitać się "pitbułką".
To, co zapomniałem zabrać ze sobą, to silny gaz pieprzowy. Teraz mógłby się przydać ale w czwartek wieczorem jechałem przez Puszczę Knyszyńską i to na ten odcinek dedykowany miał być gaz.
Spać poszedłem mając za oknem morze gwiazd, które niemal biły się o mnie, tylko sięgnąć i rwać jak pierwsze, wiosenne owoce...
El Czariusz
24.03.2026, 17:30
Niedziela rano, ten sam problem.
Później były psy, obiad i powrót na chatę. Powtórka z psami. Tym razem po przywitaniu z pitbułką chwytam za kamień. Natychmiastowa reakcja. Zapamiętam.
Wczesnym popołudniem inwentaryzuję chałupę w konkretnym celu. Wyłapać wszystkie rozwiązania. Niektóre przeczą logice budowy/zastosowanego rozwiązania w konstrukcji chaty.
W przypadku stodoły ogarnąłem w końcu konstrukcję przyłapu i rolę jaką akurat tu (i w ogóle) pełni.
Godzina konkretnych pomiarów, drugie tyle dokumentacja wątpliwości/szukania dziury w całym. Konkluzja jedna. Czytać dokładniej opracowania, które posiadam. Do tego wszystkiego potrzeba trochę wyobraźni przestrzennej a ta mi gdzieś ulatuje.
Sarkopenia, bark ruchu. Fizyczny zjazd po równi pochylej. Na to jest tylko jedno lekarstwo. Nie można jednak przedawkować.
W poniedziałek dosypiam ile mogę po nocnych "czuwaniach". Niedziela wolna od piwa ale organizm już w trybie przedawkowania węglowodanami piwnymi ze wsparciem prostaty.
Wstaję 7.50
Oczy spuchnięte. To u mnie symbol... wyspania. Mimo wymuszonych przerw, gdzieś regeneracja miała miejsce. Ogólnie fizycznie czuję się dużo lepiej niż w piątek np. Dużo lepiej.
Drugie, to twarde posłanie. To nie jest mój domowy materac. To drugi czynnik, który zawsze wymaga dłuższej adaptacji. Przyzwyczajenie ciała do niewygód.
Sprzątam chatę, podgrzewam barszcz, który przed drogą wypiję. Golonkę pakuję do litrowego słoika, do drugiego kiszoną kapustę. Pakuję trzy jajka ugotowane na lekko twardo.
Startuję 11.15.
Pociąg regio mam 15.25, 15.50 TLK.
Przede mną 40km.
Z tyłu głowy - potencjalna, kolejna skucha opony. Tym razem poświęciłem przy łataniu opony należytą koncentrację. Minęło 48h. Co miało się zwulkanizować... Ok, skup się na działaniu. Trasa wyznaczona asfaltowo. Nieciekawie wygląda profil trasy. Nieciekawie pod kątem mojej fizyki. Bardziej pod górę w mocno pofałdowanym terenie. W południe wiatr miał mi sprzyjać, potem zmienić kierunek na wmordęwind.
Zatem jadę.
Jadę "po nic".
Mniej więcej w połowie drogi trafia mi się prawdziwa perła z lamusa..
El Czariusz
24.03.2026, 19:19
https://i.ibb.co/pvwXftZg/IMG-20260323-133947.jpg (https://ibb.co/VW9Bg7Dd)
https://i.ibb.co/nNm6w49J/IMG-20260323-133807.jpg (https://ibb.co/0R2mn1Tb)
https://i.ibb.co/h1dpDFZK/IMG-20260323-133747.jpg (https://ibb.co/G3MgcQtV)
https://i.ibb.co/4n2nqL95/IMG-20260323-134013.jpg (https://ibb.co/xtYtkbPR)
Jeden z dwóch lamusów (ten ma dopisek plebański) podcieniowych na Podlasiu.
Z wrażenia nie zdokumentowałem konstrukcyjnych detali ale nie omieszkam przy kolejnej okazji.
Może jeden post poświęcę rozwiązaniom na moim przykładzie.
Podrzucam jeszcze oryginalny szkic instrukcji z rysunkami do odwzorowania na belce/płazie inż. Kopkiewicza.
https://i.ibb.co/dJG7YPyG/FB-IMG-1774295695783.jpg (https://ibb.co/zHGNvXwG)
A tu...
https://i.ibb.co/q390CGsG/IMG-20260322-154711.jpg (https://ibb.co/hJHXc5W5)
...mój lewy narożnik ściany północnej, a tu...
https://i.ibb.co/JRz9Xb5r/IMG-20260322-143837.jpg (https://ibb.co/tMb9yN8Y)
...prawy.
Dociekłem ostatecznie jak wygląda wieniec mojej chaty.
Mój dach, to dach rozporowy bezwiązarowy. Stężenie przeciwko sile wiatru kompensują wiatrownice. Para krokwi łączona u góry bantem jest zazębiona z belką stropową.
Dokładnie jak na tym szkicu Kopkiewicza.
https://i.ibb.co/ZpjcWXw4/IMG-20260324-182334.jpg (https://ibb.co/nNGQzmVd)
W moim przypadku elewację północną dzieli łątka (jej ideę rozumiem) ale nie rozumiem czemu przesunięto płazy o połowę w górę? Ti idei nie łapię.
na tej ścianie poprzedni właściciel zastąpił podwalinę rzędem betonowych bloczków. Tu się chata niczego nie trzyma. Podwaliny (normalnie) są spięte zamkami (tworzą dolny wieniec oparty na fundamencie kamiennym) i dodatkowo łączenie narożne było wzmacniane metalową klamrą (jak w moim przypadku).
Dom ogólnie wymaga wypoziomowania, bo jego narożnik lewy (zachowując oznaczenie) od strony elewacji południowej opadł o 13 cm licząc poziom między nim a prawym.
Zatem chatę wypoziomuję, wymieniając tę betonową podwalinę i nie jest powiedziane czy tę od strony wschodniej również.
W niedzielę wymienialiśmy dyrdymaly z jednym, fajnym kumplem i ostatecznie mnie przekonał, by najpierw "robić" dom a później brać się za stodołę.
Stodoła to mieszaniec węgłowo-sumikowy. Na szczytowej ścianie zachodniej narożniki spięte są konstrukcją węgłową (jak dom) i tu się konstrukcja w miarę trzyma, choć płazy "powypadały" z łątek. Obrazek poniżej.
https://i.ibb.co/jkfMg9Bs/IMG-20260322-143324.jpg (https://ibb.co/hF9WDxhw)
Podwalina chowa się w "podmurówce"... Ta ciągnie wilgoć z gleby i...
Teraz to nasłoneczniona dość strona ale wcześniej zarośnięta chaszczami konkretnych leszczyn byla.
Ściana wschodnia (domowa) to konstrukcja sumikowo-łątkowa. W miejsce zrębu są słupy. I tu się mocno temat rozjechał, bo brakowało kleszczy/mieczy.
Nie wiem, czy nie zaliczę konkretnego, ciesielskiego szkolenia dla takich jak ja. Bo takie namierzyłem. Konkretnego... tak wynika z trzydniowego programu i ten obejmuje to, na czym mi zależy. Cena nie zabija jak dojadę... rowerem:)
El Czariusz
24.03.2026, 23:26
W Mońkach zameldowałem się po 3,5h jazdy. Na 40 min przed odjazdem regio do Ełku.
Zasadniczo na tym się moja wycieczka skończyła.
Zadzwoniłem do sąsiada, co nigdy na urlopie nie był (z mojej wsi), by dać znać, że dojechałem bez przygód.
Kiedy ja jeszcze spałem on już kończył dojenie krów, wszystko wedle dawno już ustalonego porządku. Krowy wygojone, obora oporządzona, kury na wybiegu. Kiedy wstawałem Wojtek z Hanią siadali zapewne do śniadania mając za sobą blisko 3h pracy.
Dzień jak co dzień... Ten kończy się dla nich o 20-tej.
Całe życie bez dnia urlopu, z krótkimi pauzami na wesela. Wtedy po prostu krócej śpią.
Żyją i pracują w poczuciu obowiązku, z nieustającą motywacją, że tak trzeba ale sensu tej pracy coraz mniej.
I ja z tym rowerem jak Filip z konopii...
El Czariusz
25.03.2026, 07:20
"...Pewnego wieczoru, mając 16 lat Jack wpadł do wody kompletnie pijany. Prąd porwał go w głąb Zatoki. Płynął w ciemności, nie widząc brzegu, nie czując w lodowatych wodach nóg, nie wiedząc, w która stronę jest ląd.
Godziny mijały... Dopiero o świcie, gdy brzegu wciąż nie było widać, dotarło do nie go z całą mocą, że umiera.
I wtedy, w lodowatej wodzie Zatoki San Francisco w chłopaku, który nie widział sensu w życiu, obudziło się coś, co było silniejsze od alkoholu, od zmęczenia, od rozpaczy. Chciał żyć...
Płynął jak opętany walcząc z prądem, własnymi mięśniami, z ciężarem przemoczonych ubrań i cudem dotarł do brzegu...
Tej nocy nie stal się innym człowiekiem, nie rzucił picia, nie porzucił nabrzeży, nie zapisał się na kurs kaligrafii ale coś się w nim przesunęło...
Jak kamień, który przez lata blokował strumień i wreszcie drgnął o milimetr. Jack London zrozumiał, że chce żyć i, że żyć, to nie to samo co przetrwać..."
W wieku 15 lat też nie widziałem sensu w takim zap…niu w gospodarstwie jak czynili rodzice zmuszając i mnie , może teraz mam większy szacunek do ludzi pracujących fizycznie nie oglądających się na pomoc i pożyczki gdzie dzień trwał od świtu do zmierzchu
El Czariusz
25.03.2026, 17:56
To cytat:
nekWQSX76FM
Może co przy kawie z rana skrobnę, może już jako Natalia.
Bardzo mi taka koncepcja opowiada:)
P.S.
Biografia Londona, to gotowy scenariusz do filmu.
El Czariusz
26.03.2026, 07:37
...
Kapitan Krzysztof Baranowski trzeci raz samotnie opływa świat, mając prawie 88 wiosen na karku. Wszystkim Wam i sobie :) życzę takiej sprawności w tym wieku.:) W 1983 roku mój kolega płynął z nim Pogorią w pierwszej " szkole pod żaglami".
Rejs rozpoczął 16 listopada 2025 z Teneryfy, a aktualnie płynie przez Pacyfik.
Tutaj można śledzić jego relację z rejsu:
https://meteorhart.pl/dziennik-kapitana/
*
Też zaglądam do Baranowskiego i ta sama refleksja.
88 lat.
Wiek, w którym odszedł mój rodziciel. Nie wytrzymał starcia z ministerstwem zdrowia.
Ale... kilka raz dziennie musiał wędrować na trzecie piętro swojego mieszkania z buta, bo nie było w kamiennicy windy.
Kumpel z roku na początku lat 90-tych otworzył "fitnes" pt.: Tlen darem życia.
Sprzedawał ów tlen za złotówkę. Za 1zł. Kuracja trwała 2 minuty. Po prostu zawodnik wdychał tlen i... tyle. Ale myk polegał na tym, że trzeba się było wtarabanić pieszo na czwarte piętro.
Ten niuans zastopował z mety mój sarkazm a wywołał uśmiech podlany podziwem dla kreatywności.
Miał zagorzałych klientów. Starszych ludzi, których zachęcał do "kuracji" dwa razy dziennie:) Oni po dwóch tygodniach owej widzieli pozytywne efekty.
Zdrowy biznes.
Konkluzja z innej bajki. Współczesnej.
Jak to możliwe, że prowadzenie takiego biznesu się opłacało...?
*
Odpowiadam tutaj, bo intencja postu Szoka szersza, niźli tylko samo zdrowie.
Melon...
Polecam głębszą analizę eksperymentu Calhouna. Sam kilka razy do niego nawiązywałem, w kontekście walki o przetrwanie, jako niezbędny proces do budowania właściwych relacji międzyludzkich (w finalnym eksperymencie - międzymysim).
Niespełna dwa tygodnie temu zabieramy ze Strażnikiem Domowym Kacpra na pierwszą, "prawdziwą" wycieczkę rowerową do lasu. Chłopak ma już 6 lat. Mały wulkan energii.
Nie pasuje mu rower kupiony trzy lata temu przez dziadka. Ciężki, ale do wzrostu dopasowany. Kacper twierdzi, że za mały.
Parkujemy na leśnym parkingu. trójmiejski Park Krajobrazowy oferuje doskonałe warunki do każdej formy rowerowych doświadczeń.
Ruszamy w prosty teren. Trochę asfaltu (na drodze zamkniętej dla ruchu samochodów), potem droga gruntowa ale nieźle utwardzona. Unikam wzniesień. Rower Kacpra ma 5 biegów, sterowanych klasycznie manetką na kierownicy. Ze zmianą biegów sobie radzi.
Nie radzi sobie jednak z wysiłkiem i pragnieniem. Fakt, zapomnieliśmy o wodzie. Akurat za ten element odpowiedzialna była druga połowa ale... to dobrze.
Może kilometr, może ciut więcej Kacper staje, bo go nogi bolą. Ok - krótki postój, jedziemy dalej. Ja z przodu, Strażnik Domowy zamyka peleton.
Pracuję nad motywacją szkraba.
Wprowadzam elementy rywalizacji, działa. Rzucam Strażnikowi hasło.
- Przy kolejnym postoju Kacpra nie zatrzymuj się od razu. Stań po 40 metrach, mimo jego nawoływań. Stań i czekaj, ja będę na szpicy czekał. Jak ruszy, automatycznie ty tez i trzymaj dystans min. 20m.
No ale przecież nie można go zostawić.
- Można, a nawet trzeba. gdzie on ma się nauczyć tej wewnętrznej dyscypliny jak nie teraz?
Niestety... nauczyciel w-f z wieloletnim stażem nie potrafiła się przełamać.
Ok. Będziemy o tym rozmawiać jeszcze.
Pragnienie.
- Chce mi się pić!
Niestety... Zapomnieliśmy picia.
- Ale mi się chce.
No, mi też. i Co teraz?
- Ale mi się chce!
No i...?
Strażnik się rozczula w poczuciu winy. Niepotrzebnie. To wspaniała lekcja przetrwania. Nauczony, że wszystko ma pod nos a tu trzeba cierpliwie poczekać, bo nie ma i na razie nie będzie.
Akurat scena rozgrywa się w obecności starszego państwa, które też rowerowo spędzało czas i razem zatrzymaliśmy się przy leśniczówce, przycupnęliśmy przy stole.
Kacper zrzędzi a pani starsza sięga po bidon i go częstuje. Bardzo sympatyczna pani informuje, że to zrobiony przez nią izotonik z dodatkiem soli.
Kacper bierze łyczek. Słone, nie smakuje mu ale dziękuje. Starsi państwo odjeżdżają, sympatycznie się żegnamy.
- Coś niesamowitego... ta pani dała mi pić w środku lasu...
Uśmiecham się. Tej lekcji nie przewidziałem.
Tu kolejna refleksja.
oZ2sTiwYwg8
Konkluzje w punkt.
Dla 90% młodej populacji globusa pl pierwszy problem (i po kolei dalsze w punktach):
1. Wysłuchać do końca z uwagą.
2. Zrozumieć.
3. Streścić.
4. Wolne wnioski.
Bardzo dobry temat na lekcję wychowawczą dla... rodziców.
Wysłuchać do końca, potem zweryfikować treść, jednym słowem: doczytać/dosłuchać/przemyśleć. Wynotować istotne, kluczowe hasła. Jeszcze raz przemyśleć.
Finalnie sformułować proces naprawczy o ile dotyczy, próbować wdrożyć.
Wracając do Baranowskiego.
Zostało mi ledwie 15 lat, by móc zrealizować podobny projekt. Znaleźć swój ocean i płynąć, ciesząc się przy tym życiem.
5 noclegów na wsi, z ograniczonym komfortem, to dobra baza do przemyśleń.
P.S.
Dlatego panie Elwood...
Nie przejmuj się i pisz swoje bajki.
Jutro przytoczę jedną z nich i tak po kolei będzie. Bajka za bajką...
GGiJstIgkq4
Nie przejmuj się, że ktoś zarzuca ci... kreatywność.
Pisz, pisz, to leczy :oldman:
No tak El , tam zapomniałem napisać umiesz liczyć, licz na siebie i ten zapier…l wtedy jak i teraz ma sens, a przy okazji wychowujemy potomstwo
El Czariusz
26.03.2026, 19:59
...Żeby pisać, trzeba najpierw uwierzyć, że jest o czym...
El Czariusz
27.03.2026, 09:56
Dwa lata bez infekcji i wczoraj zaczęło mnie brać...
Już 15 lat powraca jak bumerang. Złapałem koronawirusa w Afganistanie.
To skutek stresu.
Zacząłem poważniej myśleć o Rajdzie Podlaskim. I to chyba było niepoważne.
Co dwie godziny 1/3 łyżeczki wit. C w proszku w otoczeniu tajemnej mikstury od wczorajszego powrotu z roboczego podwórka. Musze do jutra stanąć na nogi.
Zdanie o udziale w rajdzie wyraziłem w dedykowanym wątku ale zaintrygowała mnie symbolika mojego drugiego imienia. Jednoznacznie kojarzona z uprawianiem roli.
Rajd stricte będzie przebiegał w moich rodzinnych stronach. Po mieczu rodzinnych, po kądzieli wskutek repatriacji. Tak czy owak Kowalski i Nowak.
W 2017-tym wybrałem się ze Strażnikiem Domowym na Białoruś. Golfem 2 na zlot... camperów. Akurat taka akcja i wizy były gratis. Na zlot nie dojechaliśmy. Celem pierwsza w życiu wizyta w owych stronach. Dlatego w programie pobytu był Nieśwież (tu urodziła się mama), Słonim gdzie mama mieszkała i Baranowicze, do których od czasu do czasu jeżdżono.
Strasznie sentymentalny był to wyjazd...
Polecam biały napar, sika się co chwila ale działa zajebiście:
3 cm kory cynamonowca cejlońskiego
3 cm korzenia imbiru – koniecznie go obierz ze skórki i pokrój w cienkie plastry
8 goździków
1 gwiazdka anyżu (zwróć uwagę, żeby to był oryginalny anyż od dobrego producenta)
2 pręciki szafranu – naprawdę 2 wystarczą i zrobią świetną robotę 🙂 (to informacja z samego Maroka od Pana, który go hoduje)
miód do smaku – tylko dodaj go dopiero, gdy napar lekko wystygnie.
Ja miodu nie dodaje.
El Czariusz
27.03.2026, 12:35
Ale gdzie kupić cynamon cejloński? Żeby był cejloński?
CzarnyEZG
27.03.2026, 13:38
Na Allegro :)
Ale gdzie kupić cynamon cejloński? Żeby był cejloński?
No ja tam daje cynamon a skąd on, to nawet nie wiem.
El Czariusz
27.03.2026, 14:27
Do tej pory używałem chińskiego.
Podstawa mikstury to imbir, kurkuma (w Intermarche) kupiłem swego czasu za 16zł/kg, ów cynamon i pieprzem jako mocno synergiczny z kurkumą.
Równolegle nieśmiertelny czosnek itd.
Kupiłem cejloński na allegro. Porównam. Cejloński nie ma tyle kumaryny
Dzisiaj zjadłbym muchomora, gdyby miał mi pomóc. Czekają mnie cztery dni zapier...
El Czariusz
27.03.2026, 20:06
Przygoda, to wyrwa w rutynie.
Wszystko może być przygodą. Np. ogródek.
El Czariusz
28.03.2026, 07:15
Niemy bandyta.
Największe bogactwo mego mieszkania stanowi widok roztaczający się z moich okien: morze i pokryte lasami wzgórza otaczające Gdynię. Na dach przed moimi oknami można od biedy dostać się po gałęziach olbrzymiego drzewa włoskiego orzecha, rosnącego przed domem. Przejście z dachu do mieszkania nie przedstawia wielkich trudności.
Gdy wróciłem któregoś dnia do domu, nic nie wskazywało, by ktoś obcy dostał się do mieszkania. Okna wyglądały na nienaruszone. Szyby były całe. Powiesiłem płaszcz w moim miniprzedpokoju. Przeszedłem przez pokój, w którym piszę przy oknie z widokiem na Hel. Żadnych śladów bytności obcego człowieka. W sypialni zdjąłem kurtkę i podszedłem do drzwi pokoju, w którym pracuję. Na drzwiach są szaragi. Za drzwiami kaflowy piec z drzwiczkami od paleniska. Za nimi drzwi do umywalni.
W momencie gdy byłem odwrócony plecami do drzwi od łazienki i usiłowałem powiesić rozpiętą już na wieszaku kurtkę, poczułem nagle przyłożoną do kręgosłupa lufę rewolweru. Zastygłem z rękami podniesionymi do góry. Odwrócony plecami do napastnika, czekałem na jakiś jego rozkaz. Przyszło mi na myśl, że musiał znajdować się w łazience, w chwili gdy byłem odwrócony do niego plecami, i błyskawicznie wsunął się do sypialni przez bezszelestnie otwierające się drzwi. Wtedy przystawił mi lufę rewolweru do pleców. Byłem zaskoczony niezwykłością nieprzewidywalnej i — jak mi się wydawało — najzupełniej bezsensownej sytuacji. W żadnym wypadku nie mógł to być czyjś żart. Czekałem milcząc.
— Panie, o co panu chodzi?
Bandyta milczał.
— Pieniądze są w kurtce. Kilkaset złotych. Powiesiłem ją przed chwilą na drzwiach.
Brak odpowiedzi.
— Panie, nie mogę się domyślić, czego pan ode mnie chce. Proszę powiedzieć.
Głucha cisza.
— Jak długo ma pan zamiar mnie tak trzymać?
I to pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Sytuacja wydawała mi się coraz bardziej bezsensowna. Gdyby nie dobrze wyczuwalny koniec lufy, przytknięty do pleców, myślałbym, że zasnąłem stojąc i śnię. Usiłowałem wczuć się w sytuację bandyty. Dlaczego milczy? Jeśli mnie nie unieszkodliwi, podniosę alarm. Za łup kilkuset złotych nie opłaci mu się siedzieć. Prawdopodobnie jest to nowicjusz. Być może zastanawia się, co będzie, jeśli mnie zamorduje. Ale w jaki sposób? Strzał posłyszeć mogą sąsiedzi. Uwięzić mnie w pokoju nie może, bo jak sam już się przekonał — żadne drzwi w domu nie zamykają się na klucz, z wyjątkiem wyjściowych.
Rozumując dalej, doszedłem do wniosku, że do mieszkania trafił przypadkowo i nie zdążył wyjść przed moim powrotem. Zaskoczyłem go. W mieszkaniu oprócz książek nie ma nic wartościowego. Stara maszyna Remington do taśmy jedenasto milimetrowej, której już nikt nie produkuje.
— Panie — mówiłem do bandyty — rozumiem, dlaczego pan milczy. Pomylił się pan. Nie mam do pana pretensji. Będzie pan mógł spokojnie odejść. Nie mam zamiaru pana ścigać. W mieszkaniu oprócz książek, starej maszyny do pisania i kilkuset złotych nic więcej nie ma. Nie wiem, co pana do mego domu sprowadziło. Zbierał pan na drzewie orzechy i wpakował się bezmyślnie w trudną sytuację, bo drzewo do pana się nie nachyliło, gdy chciał pan zejść z dachu. Jeszcze raz powtarzam, nie mogę się domyślić, co pan zamierza i czego pan chce. Proszę, niech pan wreszcie powie.
Bandyta uparcie milczał. Zacząłem tracić cierpliwość.
— Jeśli pan nie chce, bym pana widział, bo może jest pan moim znajomym, to ja przesunę się do łazienki, zamknie pan od niej drzwi paskami wiszącymi w szafie obok. Przywiąże pan klamkę od łazienki do drzwiczek pieca. Nie będę mógł uwolnić się natychmiast, pan tymczasem wyjdzie spokojnie z domu. Zanim uda mi się wybić szybę w drzwiach łazienki i zdjąć paski z klamki, pan już będzie daleko. Zgadza się pan?
Bandyta milczał.
— Proszę pana, wydaje mi się, że jest to najbardziej rozsądne i dla pana korzystne rozwiązanie. Jeśli to panu nie odpowiada, proszę powiedzieć, czego pan chce ode mnie?
Bandyta milczał.
— Jeśli panu nie dogadza moja propozycja kompletnej bezkarności, znaczy to, że chodzi panu o coś zupełnie innego. Czy przyszedł pan mnie zabić? Jeśli tak, jest pan zupełnie niepoczytalny, a na to nie mam już żadnej rady. A więc niech pan strzela! Proszę przesunąć lufę wyżej i w lewo. Nie mam ochoty długo się męczyć.
Bandyta milczał.
— Nie chce pan strzelać z tyłu? Niech pan strzela z przodu. ODWRACAM SIĘ!
Zrobiłem półobrót w lewo, lufa rewolweru przesunęła się po plecach i po chwili usłyszałem stuknięcie trzonka miotły o kafle pieca. Wychodząc z domu, zostawiłem miotłę w równowadze chwiejnej przed drzwiami łazienki. W chwili gdy wieszałem kurtkę, miotła zmieniła się w niemego bandytę, przykładając mi koniec kija do pleców. Kij wspaniale imitował lufę rewolweru.
Treść z: „Kapitan Własnej Duszy. Borchardt znany i nieznany” Ewy Ostrowskiej.
El Czariusz
28.03.2026, 07:57
Pamietacie?
Gdzies tam w pomroku wykasowanych postow El pisal...
Dzień dobry,
zawsze bałem się pustyni. Może nie tak, jak dżungli, bo dżungli to boję się bardziej niż hipochondryk koronawirusa.
Przemierzam teraz rowerem pustynię, taka prawdziwą, bez wody, bez niczego, bez ludzi... Dziwne... niczego mi nie brakuje.
Nieuchronnie zmierzam ku dżungli... cha cha. Może mnie jednak wcześniej pustynia pochłonie. Tne ją na szagę ale ona mnie nie chce... codziennie, niezmiennie wypluwa.
Przyplątał się mi jakiś szajbnięty Francuz i nie odpuszcza. Ni chuja go nie rozumiem.
Taszczy ciężki w chuj akordeon w trudzie, jak ja pcham mego ruska i tak razem przez te piachy już od bodaj czterech czy pięciu dni, brniemy bez sensu na południe.
Wieczorami tniemy razem. On na akoerdonie, ja na defilu - polskiej gitarze, co ni chuja nie stroi. Dostałem ja w prezencie od kolegi, którego babcia była ostatnim prezesem tej lutniczej fabryki a gitara rzeczona, ostatnim instrumentem, który upadłą fabrykę opuścił.
Wieczory upływają nam mniej więcej w takim klimacie:
_Ij5JaEIcPc
tak sobie popierdalamy... nie ma potrzeby nic rozumieć.
El Czariusz
28.03.2026, 08:03
Dzień dobry,
pora procesu wybrana nie przypadkowo.
Strach zabija duszę a ona musi mi jeszcze trochę towarzyszyć. Musi, nie musi...
Idzie jak krew z nosa, bo pustynią nie da się jechać na rusku. Trzeba ruska pchać a kiedy wieje... Dlatego nie będę już tędy wracał.
Wspierają mnie wyże znad Atlantyku. Natura uparcie pcha mnie w objęcia dżungli, ja uparcie pcham ruska. Zasadniczo nie jest to nic nowego. Nauczyłem się go pchać w niebotycznych górach po środku niczego ale to jak pierdnięcie muchy w huraganie. Pierdnięcie do tego, co się dzieje tutaj.
Kusi asfalt z jednej strony i wiatr, który wieje w plecy, czasami ze znaczną siłą.
W plecaku mam Gobi Messnera i Zielone piekło Maufraisa. Czytam, kiedy jestem sam. Jeszcze nie pora na zielono piekło. Nadejdzie z porą deszczową.
Teraz mam tego Francę na karku... No nie da się typa nie lubić.
Zresztą nie umiem mu powiedzieć po prostu "spierdalaj", bo nie wiem jak to jest po francusku. Miałem rozmówki polsko-francuskie ale zgubiłem.
Jest gógle translator w hammerze ale nie działa i nie będzie.
Bo tryb jest - lata 80-te.
Ukraina tylko "nie z trybu", bo rocznik 1974. Zresztą miałem dwa ruski do wyboru. Ją albo białorusina MWW3, młodszego ale w takiej podróży doświadczenie ma znaczenie.
Piszę, kiedy mam dostęp do internetu. Mam, to piszę. Europa się nie liczy.
Nie ma już Europy lat 80-tych. Afryka bywa. Pustynia jest.
No i jest Franca z akordeonem...
To, czego nie ma to pieniędzy i odwrotu. To, co jest na 100%, to znana choroba cywilizacyjna XX/XXI w. To nie bzdet - koronawirus, bo ten zdaje się teraz poniewiera (umysły bardziej) Europejczyków. Moja to prawdziwy król.
Ten król nie bierze jeńców.
Jest jeszcze dziennik w kratkę i długopis. Nikt nie wierzy, że pisze go ja, dopóki nie przeczyta. Ten charakter pisma absolutnie nie pasujący do sprawcy...
Długopis z jednym wkładem, którego na pewno nie zużyję do końca.
Gdzieś tam dotarło, że "mnie już nie ma". Moje serce zostało w domu, podróżuje ciało, oba łączy dusza i żona.
Ale nie o tym, bo resztki łez wyciska... a H2O w cenie jest.
Tu i teraz wstaje słońce i wstaje Żak. I się kurwa cieszy... Król życia. Nijak nie pasuje mi do trybu... ale jest. Jego marzeniem (najprawdopodobniej) jest przejechać się koleją Nawazibu – Zuwirat w wagonie towarowym, na węglu czy tam rudzie...
My marzymy o kolei transsyberyjskiej, Francuzi o mauretańskiej. Niech mu będzie na zdrowie, też się przejadę. Toubkala mam za sobą, przede mną/nami ostaniec Kudjat Idżdzil.
Pierwotnie w ogóle o tym nie myślałem ale spotkałem Francę. Franca Żak. Strasznie mu te nadane przeze mnie imię pasuje. Pasuje mu w sensie, kiedy go tak nazywam. Umie już całkiem ładnie powtórzyć:
- wstawaj kurwa franco żaku!
Z dobry kwadrans tłumaczyłem mu zawiłości polskiego języka w kwestii zwrotu "franca żak" - "franco żaku".
Wydaje mi się jednak, że nie do końca zrozumiał, o co chodzi. Powtarza jedno i drugie, nie oczekuje nagrody. Podejrzewam, że "wstawaj kurwa" traktuje jako "dzień dobry".
Wstaje i szczerzy zęby.
Wczoraj, kiedy po raz kolejny pokazywał mi wyświechtane zdjęcie z jakiejś francuskiej gazety - murzyna na węglu w wagonie kolei mauretańskiej zrozumiałem, że coś nas jednak łączy.
Franca Żak ma 63 lata a ja dokładnie tyle ile kolej mauretańska. Czy to jest jakiś znak?
FOQSW0q0aPE
Franca Żak.
Cdn.
El Czariusz
28.03.2026, 08:29
"Baśń" pisałem z początkiem marca 2020.
Teraz jadę do roboty. Nie udało mi się pozbierać, trza będzie cierpieć jak na pustyni.
El Czariusz
28.03.2026, 15:54
Wytrzymałem do 15-tej.
Karpik zauważył, że mam ryj tak czerwony, jak najbardziej czerwony komunista. W komunie przeżyłem 26 lat więc doświadczenie mam.
El Czariusz
28.03.2026, 17:52
Szukając inspiracji.
https://www.facebook.com/share/r/18dec4iPqw/
SK5hczMDL-A
El Czariusz
28.03.2026, 19:36
Zdycha mi się, czyta mi się...
Mam cztery gitary. Nic takiego. Esteve nr 1. Typowe flamenco i dwie Yamahy. C40M i CG120-A. Ta druga wpadła mi w ręce przypadkowo. Bez strun i brakuje siodełka w mostku.
Bardzo jestem ciekaw jej brzmienia.
Wyląduje na przegląd:
http://segaguitars.com/o-mnie/
Czwarta to akustyk.
A skoro gitarowo, to zacytuję gitarową historię z profilu aeroświr.
W 2008 roku kanadyjski muzyk Dave Carroll leciał przez lotnisko Chicago OâHare. W pewnym momencie pasażer siedzący obok niego spojrzał przez okno i powiedział: "O mój Boże, oni rzucają gitarami." Okazało się, że pracownicy obsługi bagażu faktycznie rzucali instrumentami podczas rozładunku samolotu. Wśród nich była gitara Carrolla â warta około 3500 dolarów Taylor.
Po wylądowaniu okazało się, że instrument jest zniszczony. Carroll przez dziewięć miesięcy próbował uzyskać odszkodowanie od United Airlines, ale linia odmówiła wypłaty, tłumacząc, że zgłoszenie zostało złożone po 24-godzinnym terminie reklamacyjnym.
Wtedy muzyk zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Napisał piosenkę pod tytułem "United Breaks Guitars" i wrzucił ją na YouTube w 2009 roku.
Film w ciągu tygodnia osiągnął milion wyświetleń i stał się najpopularniejszym klipem muzycznym na świecie. Do dziś ma dziesiątki milionów wyświetleń.
Skutki były bardzo poważne. Sprawa stała się głośna na całym świecie, a według analiz wartość akcji United spadła o około 10%, co przełożyło się na spadek wartości firmy o około 180 milionów dolarów. Wszystko przez jedną zniszczoną gitarę i źle potraktowanego klienta.
Linia lotnicza w końcu zadzwoniła do Carrolla z przeprosinami i zaproponowała odszkodowanie, ale było już za późno. Muzyk odmówił przyjęcia pieniędzy i poprosił, aby przekazano je na cele charytatywne. United przekazało 3000 dolarów na instytut jazzowy Thelonious Monk Institute.
Historia stała się później studium przypadku w Harvard Business School jako przykład tego, jak w erze internetu jedna historia klienta może wpłynąć na wizerunek i finanse wielkiej korporacji.
Bo czasami jedna piosenka może być silniejsza niż dział prawny dużej firmy.
5YGc4zOqozo
A skoro gitara, to i muzycznie. Minęło tyle lat, ile żyję od czasu, kiedy w polskim radio puszczono pierwszy raz Beatles'ów.
To wszystko jest coraz bardziej smutne. Mój czas przyspiesza. I to jest zgodnie z ogólną teorią względności zgodne, bo ja wyraźnie zwalniam.
Dzisiaj kulminacja.
Grabież jednej godziny akurat teraz, kiedy ja się muszę regenerować...
Chamstwo i wielkomieszczaństwo.
Przeżyłeś 26lat i co, masz jakieś pomysły na ten ustrój ?
El Czariusz
29.03.2026, 06:50
Komuniści mają.
Z perspektywy 63 lat mogę dodać tylko, że nic nie trwa wiecznie. Warto nie popełniać tych samych błędów, umieć się do nich przyznać.
Wszystkie działania Niemców od 2015 roku, to jedna wielka pomyłka. Sami przyznają.
Teraz wracają do... węgla.
Zmierza na poludnie tyle wiemy
https://imgupload.pl/images/2020/02/29/88992172_184667146174017_5706094812738879488_n.jpg
wyglada na to ze juz go nie zobaczymy.. z rodzina pozegnal sie na amen.
To nie byl kierunek ktory oficjalnie zapodal.
odezwal sie tylko raz
Dzień dobry,
co to znaczy - cywilizacyjny zasięg... Zupełnie wyjątkowa sytuacja dla mnie, Ciągle jest mnie dwóch w zasięgu..
Ten jeden chce żyć, ten drugi umiera... Ale ciało jedno. Dwóch nie pomieści. Dusza tak...
Pojedźcie do byle jakiego szpitala i usiądźcie przy łóżku umierającego na raka. Powiedzmy na tego, który mnie dopadł.
O czym będziecie z nim/ze mną rozmawiać?
Nieba przychylicie?
Męczące jest to trwanie przy ciele...
Na szczęście to nie koronawirus. Zwykły rak nieborak, bo statystyka dla raka jest bardziej chujowa niż dla eboli np. Przegrywa.
Wszyscy mamy raka. Jedni umierają na niego stricte sensu, drudzy z nim, trzeci i tak...
To był mój drugi pobyt w szpitalu. W 2017-stym pierwszy raz w życiu. Pierdola. Teraz drugi. Nie pierdoła. Wynik? Standardowo 3 m-ce życia.
Nagły zjazd fizyczny w finale, szybki połów w Styksie, koniec. Statystycznie dwa tygodnie.
Decyzja?
Zwiewam.
Zawsze bałem się trzech żywiołów. Wody, pustyni i dżungli. ZAWSZE.
Pływać nauczyłem się tak późno, że później nie można było. Na egzaminach wstępnych na AWF.
Potem wszyscy moi najbliżsi kumple byli... pływakami. Pływakami bardzo lub jeszcze lepiej, niż dobrymi.
Wszystkim jak jeden, złamałem kariery. Piłem z nimi alkohol. Dopóki mnie nie znali, nie znali smaku alkoholu.
Jeden z nich, który był bliski złamania 54 sek. na 100m dowolnym (1984) poznając mnie złamał nogę.
Był pierwszym chłopakiem mojej przyszłej żony.
El Czariusz
29.03.2026, 06:52
Czy czytają ten wątek ludzie z Czarnego Lądu?
Dzień dobry,
pustynia.
Sobie tam jestem sam.
Uciekam, a oni zawsze tam są...
Zawsze towarzyszyło mi "szczęście". Praktycznie zawsze... W najbardziej dramatycznych okolicznośiach przychodziło "szczęście" i coś tam załatwiało za mnie.
Nie ma szczęścia.
Nie oczekuję.
Chcę być sam.
Pustynia.
Pusto jak chuj, definitywnie kończy się woda. I tak wiem, że w Maroko nie ma pojęcia pustki, choćbym akurat teraz tej pustki bardzo chciał.
On się na bank pojawi... Tubylec... i coś powie.
El Czariusz
29.03.2026, 06:57
Dzień dobry,
PYpg4BypJoA
Pocałunek.
W końcu odezwała się planeta i wysłala umyślnego. Ten czekał z wieściami do rana w bucie.
Hieroglify popłyneły z kolca, nie odczytalem kodu.
Spokojnie czekałem.
Wieczorem przyszła gorączka. Franca Żak był przy mnie. Siedział i patrzył tymi swoimi ciepłymi oczami. Pedał... ale...
Co on tu właściwie robi...? Towarzyszy mi kolejny dzień nie mając nic. Jedyne co ma, to ten kurwa akordeon... Dekatlonowe ciuchy w których śpi bezpośrednio na glebie, wcześniej moszcząc sobie legowisko na zasypanych piaskiem kamieniach kumulujcych ciepło ogniska... Na dzień odpina nogawki na wysokości kolana, na wieczor przypina.
Przypałętaj się po środku niczego.
W miejscu, w ktorym szybciej spodziewalbym sie końca świata niźli człowieka białego. Od dwóch dni nie widziałem nikogo, kompas prowadził mnie prosto na poludnie, w objęcia Algierii. Wtedy myślałem tylko jedno. Niech się dzieje co ma dziać. Dnia trzeciego skończyłaby się woda i wtedy pojawił się Żak.
Znikąd. Po prostu rano był.
Kiedy usłyszalem dźwięk akordeonu przyszły mi do głowy trąby Jerycha. Słucham tych trąb i myślę sobie: pustynia spiewa.
Wagnerowski ton... martwy, pusty dwor.
wT_ObQMSs3U
Otworzył butelkę i podał mi wodę...
-----------------------------------------
Kładzie mi kompres z chusty afgańskiej mej oryginalnej i patrzy...
Czego kurwa ty ode mnie chesz?!
Po nocy przychodzi dzień, słoneczny - ze swoją gorączką, mojej nie ma. Został spuchnięty serdeczny, prawy palec i on.
Gorzka, czarna kawa zagotowana na ruskim prymusie, dwa kubki.
Ostatni chlup śmietany sprawiedliwie wypłukanej do ostatniej kropli z kartonika.
Pcham rower na zachód od kiedy Żak sie pojawił. Nie wiem czemu. Sakrum zostało profanum. Wrócę na pustynię sam. Teraz ocean.
Wsiąść do łodzi, płynąc z prądem Golfstromu pchany passatami w objęcia Morza Sargassowego...
OqPwjmi9hCg
William Wiliis...
Niespełnione marzenie, Mój rusek mój One - pchany przez pustynię. Martwe morze stąpi wokoół nas, nadziei brak na wiatr...
El Czariusz
29.03.2026, 06:58
Dzień dobry,
kiedy człowiek umiera, zwiększa się zainteresowanie jego ososbą, o ile kto wie.
Co umierający typ ma do powiedzenia, staje się mniej istotne.
Pustynia, to dobre miejsce do umierania.
Ale nie przy głównej drodze.
Wyjebać się w kosmos na przypadkowej minie, każdy glupek potrafi.
Pójść w pizdu - ciut trudniej. Tak zrobiłem ja i praktyka pozkazała, że chuja to warte.
Mam kolegów, którzy takie samobójstwo popełniają za każdym razem, kiedy ruszają tyłek w teren. Tam - są zupelnie innymi ludźmi. Potem wracają i znowu są sobą... Tam, z dala od domu grali... Fajni aktorzy.
Ja tak nie potrafię...
Tam jestem sobą, gram na miejscu. To stąd dysonans poznawczy tych, którzy mieli nieprzyjemność.
Moja nieprzyjemność, to gra.
bGPo1Nm66Rw
Tam u was dzień kobiet?
To powiedzcie im, niech rodzą dzieci.
El Czariusz
29.03.2026, 07:02
Dzień dobry,
Afryka zaczyna się tu, Afryka znana mi z literatury, zwana czarnym lądem.
Może to lepiej, że tu rozmieniam ostatnie 100eu...? Wiza do piekła.
Normalnie kipiałbym emocjami. Nawet best frend z zaparkowango przed granicą mercedesa czuje, że coś tu jest nie tak, ciągniąc od okienka do okienka, macha zniechęcony reką. Jakby nie chcial jej ostatecznie przyłożyć do tego, co ma mnie spotkać.
Nic nie czuję poza jakąś dziwną awersją. Jestem na bazarze z butami... Muszę jakieś kupić, bo nie mam w czym chodzić. Sterty używanych i nowych chińskich... Tak się właśnie czuję. Kupuję, biorę, idę...
Inna sprawa, to Franca Żak. Na jego widok szef wszystkich szefów wyraźnie podekscytowany zaprosił go do siebie. Wyściskali się i kiedy ja zaliczałem okienka (5 czy 6) jak na dworcu kolejowym, niósł się dźwięk akordeonu.
Widać, że się panowie znają i to całkiem nieźle... Normalnie, to mega atut ale mi jest wszystko jedno. Pomyślalem nawet, by wsiąść na ruska i pojechać samemu. W sensie spierdolić po prostu.
Dokładnie w tym momencie dźwięki ucichły i chwilę potem pojawił się Żak. Złapał mnie za rękę i coś pierniczył po swojemu. Wydaje się, że o jakimś aucie.
W istocie po kwadransie wylataną do granic białą toyotą corollą zajechał czarny jak smoła jegomość.
By się zapakować muszę odkręcać oba koła, co mnie na maksa zniechęca. To ostatnia rzecz na jaką mam ochotę.
Nie chcę, dojadę... Nawazibu, Nawazibu... Ni chuja.
Smoła szybko sięga po worek z kluczami i sprawnie odkręca kola, w oka mgnieniu. Nie ma sensu prostestować. Wciskam się między nie i rower na tylnym siedzeniu z otwarta klapą.
Dopiero teraz tak naprawdę uświadamiam sobie istnienie muru. Wału ciągnącego się na przestrzeni blisko 3000km. Fizycznie go widzę i nie ma opcji, by go przejść. Dociera to do mnie teraz ze wzmożona siłą. Ciasnota w aucie potęguje...
Czuję się fatalnie... Spętany, bez możliwości ruchu...
I w tym momencie siedzący na fotelu pasażera Żak odwaraca się do mnie i wymachuje swoim kawałkiem gazety.
Uwolnić się, uwolnić natychmiast!
Stajemy przy kilku chatach rybackich. Wita nas drugi Smoła, potem trzeci.
Czuję się jak w Rewie. Przysiadam na ławeczce z widokiem na ocean.
Dzieje się coś dziwnego...
Beh0cqEUER8
El Czariusz
29.03.2026, 07:06
Łezka mi chciała pocieć... Wstrząsany atakami kaszlu od godziny, próbuję się odnaleźć ponownie na Czarnym Lądzie...
Dzień dobry,
musimy się spieszyć, bo czas ukieka. Życie przecieka przez palce...
Wracam pamięcią do pierwszych obrazów pustyni utrwalonych pocztówkami z lat 80-tych ubiegłego wieku.
Jej wyobrażenie w oczach przeciętnego turysty, to morze piasków przypominających wydmy w Łebie. Takie i moje było.
Z tych wyidealizowanych, piaszczystych, to... nie widziałem praktycznie żadnej. Stałem u wrót Taklamakan i na tym koniec.
Pierwszą moją zaliczoną, prawdziwą pustynią - taką z geograficznej nazwy, była pustynia Lut. Tej po drodze - Wielkiej Pustyni Solnej jakoś nie zauważyłem.
Myślałem wtedy, co to kurwa za pustynia, na której nie ma plażowego piasku...? Do momentu, kiedy zjebała się ciężarowka, która nas wiozła na granicę z Pakistanem...
W środku perskiego lata, w zenicie... Wtedy zrozumialem, co to znaczy pustynia... Nagrzany piasek topił osnowę opony, roztapiał nam mózgi.
1986r.
31 lat później zatrzymałem toyotę (Elwooda), by poprawić fanty na bagażniku.
2007... przystanek w kazachskim stepie gdzieś za Karabutak. Flauta, upał... Wspomnienia wróciły. Mówię dwóm pedałom, moim towarzyszom, że gdyby się nam teraz toyota zjebała i nikt by nie przejechał w ciągu trzech dni, to wypiłbym ich krew, by przetrwać.
Parę godzin poźniej spadł deszcz... Kazachowie ten 380km odcinek do początków asfaltu przed Aralskiem do 1105 kilometra nazywali doliną śmierci.
Dzisiaj leży tam piękny asfalt i nikt nie kojarzy w cziom dzieło.
Smoła z braćmi, czy ki chuj tam, przynoszą smażone, morskie ryby. Schodzą się wszyscy rybacy i siedzą. Siedzą i jedzą... Franca chwyta akordeon i gra Gigue and Rondeau... Wdzięczny kawałek na duet. Linia na gitarę nie jest trudna więc wchodzę... Troche gubię się w allegro ale Franca finiszuje.
Zgiełk...
Palce jakby podają... wieczór kończe kaprysem arabskim... nieporadnie ale w pełnej ciszy...
P7ZLcUYzvnc
El Czariusz
29.03.2026, 07:08
Dzień dobry,
jeszcze tego wieczora Żak wyrywa mnie z letargu.
Nie wiem, co się dzieje ale wszyscy mnie ponaglają.
No to wstaję i lecę z nimi.
W jakimś polu nadjeżdża pociąg... Spóźniony. Smoła z rodziną, Żak... Podekscytowani jak chuj... nic nie widać ale nagle coś trąbi i przelatuje. Pociąg wpada na "dworzec" ale nie zatrzymuje się - napierdala... Nie wiem ile ale po jakimś czasie, to wszystko zwalnia i staje...
Jesteśmy na końcu składu. Ludzie pakują się do ostatniego wagonu tak całkiem po europejsku. Nawet jest jakis służbowy kolo w jasnym khaki, który to niby kontroluje.
Ale my nie.
Żak pakuje się do metalowej trumny i drze ryja: darek, darek!
Da się wejść po skraju wagonu towarowego.
Wdrapuję się za Żakiem...
Smoła z rodziną ciesza się jak nawiedzeni... Krzyczą: darek, darek, darek... Echo się niesie jak na stadionie Legii...
lL8FXwdhXfU
Ciągle przybywa 'kibiców". Wszyscy wymawiają tylko jedne słowo... darek, darek, darek...
Chyba cala wiocha już drze się...
Siadam, opieram się plecami o zimny blat...
El Czariusz
29.03.2026, 07:13
Dzień dobry,
pobudka przywraca równowagę. Świeci słońce, wieje wiatr od.. oceanu.
Nie ma pociągu, nie ma wagonu towarowego... Jest Franca Żak z kawą i jeden ze smołowatych. Smołowaty uśmiecha sie i kiwa głową.
Acha, czyli jeszcze nie jedziemy?
Pierwszy raz od długiego czasu i ja się uśmiecham. Nie był to sen, który chciałbym, by trwał, chociaż...?
Ten Smoła akurat mówi trochę po angielsku, tyle co ja. Train tuday, ok? Ok.
Woda w oceanie też ok. Kilkanaście stopni - w sam raz dla mojej chorej tkanki.
Pojawia się coś, na miarę szczątek entuzjazmu.
Mam ochotę pozwiedzać. Widzę świat zbieżny z oczekiwanym. Życie toczy się rano i wieczorem. Smoliści łowią, załatwiają sprawy. Ich żony gotują, dzieci biegają.
Z tym załatwianiem spraw, to się trochę wyrwałem. Nie chcę tu w każdym razie zostać ani dnia dłużej. Nie moje życie, nie moja sprawa.
Raportuj zły post
El Czariusz
29.03.2026, 07:15
Dzień dobry,
z rajskiego ogrodu na stację kolejową jest dobrych kilka km. Wieter duje w pysk niemożliwie. Mrużę oczy, by sprawdzić, która godzina mimo okularów.
W smolistej wiosce dokonalem korekty drugiego ruska, czyli mego zegarka.
Jak masz czas, słońce i patyk, to jego korekta jest banalnie prosta - dokonasz jej w samo południe. Około kwadransa zajmie ci ustalenie skrajnego wychylenia. Tak i uczyniłem pod baczną uwagą kilkoro małych smolistych.
Patrzysz na cyferblat i wyznaczasz swoje.
Taka dokładność... Cóż w końcu znaczy kwadrans?
Na cywilizacyjnej planecie, gdzie mierzy się wszystko - bardzo wiele. W ciągu kwadransa twoje życie może wywrócić się do góry kołami tylko dlatego, że narzucony ci/sobie pomiar czasu - wyznacza normy i granice.
Tutaj kwadrans nie ma żadnego znaczenia. I tak już od wielu dni sterują mną rytmy dobowe.
One narzucają mi naturalny stan aktywności, na koniec tylko zamykasz oczy...
Tak sobie dywagując, stwierdzam że, jedyny porządny wynalazek cywilizacyjny, to chronometr. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy ile można zmierzyć, mając dostęp do pomiaru z dwóch zegarków...
Zbliża się 15:00, zbliża się pociąg. Można by napisać - punktalny. F-cznie w pierona długi. Dlaczego wszyscy piszą o nim, że najdluższy na świecie a nic dworcu? Mnie fascynuje nie pociąg a dworzec. Żaka dokładnie odwrotnie.
Jeździła kiedyś kowbojka z Czeremchy do Sokołowa Podlaskiego i stawała w polu. Tak ludzie wsiadali i wysiadali. Nie wiem na jakiej zasadzie... Miałem wtedy 8 lat i jechałem nią (kowbojką) pierwszy i ostatni raz w życiu.
Małe deja vu.
Przez chwilę wracam do beztroskiego okresu w życiu... Tylko przez chwilę. Rower zostawiłem w rajskiej wsi. Istotnie rajskiej w kontekście portowego otoczenia Nawazibu. Znaczy wrócę tu, w wagonie załadowanym rudą.
Nawet się cieszę... Gdyby nie Żak, to w mojej przestrzeni pociąg by nie zaistniał... A teraz mam ochotę wywiedzieć się jakie są inne połączenia kolejowe Mauretanii i czy w ogóle są?
Czy da się Afrykę pokonać koleją? Hm...
El Czariusz
29.03.2026, 07:22
W chacie 12,5 stopnia. O 6.15 włączam ogrzewanie. Nie śpię od 4.45.
O 7.18 już tylko z rzadka wstrząsa ciałem nagły skurcz międzyżebrowych i przepony.
Niedziela Palmowa.
Wielki Tydzień.
Za dwie dekady taka konkluzja może mieć już inny ciężar... Czy ja dożyję?
Czy będę miał normalny kontakt z wnukami, które dzisiaj mają wszystko...?
El Czariusz
29.03.2026, 18:15
Wracam na chwilę do Europy.
Moja Ukraina, to rocznik 1974.
A tu epicki etap Giro z tego roku.
BCEKPR7vxjk
Jeden z komentarzy: to byli ludzie twardsi niż gwoździe do trumny.
Ładne porównanie.
Jakie kadencję... Gwoździe i uda ze stali. Głowy bez kasków, na wielu etapach końcowe podjazdy bez asfaltu.
A ja...?
Leżę od 13-tej w łóżku i łykam mikstury.
Tak się dzisiaj napracowałem. Ale zawsze.
Na wsi cieplej niż w Gdańsku. Sodomia i Gomoria z tą pogodą
El Czariusz
29.03.2026, 21:25
Melon zaliczył Zejście smoka, to mu polski scenariusz podsyłam.
https://youtu.be/-lO_IZaOgeY?is=84i6DF-3KZA1tDFw
Zawsze miałem pewien kłopot z symboliką Niedzieli Palmowej. W końcu to jedyny tydzień w roku, co ma 8 dni.
Zaczyna się radośnie a potem lecą bomby jedna za drugą. Tak... Dożyć końca tego tygodnia z radosnym finałem. Wszystko za płotem, za drogą, za miedzą, z okna, z ławki... Wszystko widać jak na dłoni.
Elegancko.
Wzorowo.
Cudownie.
...jak wiele trzeba zmienić, by nic się nie zmieniło...
El Czariusz
30.03.2026, 09:38
Dzień dobry,
jaki jest najlepszy kraj do umierania?
-------------------------------------------
Errata
Na onkologicznym oddziale jest już za późno. Moje wyniki nie pozostawiały wątpliwości.
Dawno temu Strażnik Domowy "poprosił", bym jej samej nie zostawiał. Siedziała na kanapie, ja w swoim fotelu...
- Chcę odejść pierwsza.
El Czariusz
30.03.2026, 09:40
Dzień dobry,
budzę się w Szum, w środku nocy... Gdzieś w połowie trasy kolei.
Wysadzamy z Żakiem dwie Niemki, które wpakowały nam się do wagonu w Nawazibu. To znaczy pomogliśmy się im wpakować... Dwie grube, NRDowskie feministki, nie kryjące się ze swoim homoseksualizmem.
Żak, jak przystało na wykształconego Francuza opanował biegle język francuski i na tym się jego językowa edukacja skończyła.
Po chuj mu więcej było? Ano po chuj... skoro w całej północnej i równikowej Afryce do szczęścia komunikacji - więcej nie potrzeba?
Było to dla mnie irytujące. Czepił się mnie jak rzep psiego ogona ale do sprawnej komunikacji międzyludzkiej wymagania są ciut większe...
Nie byłem tkanką żywicielem.
Potrafię być nieznośny, kiedy wiem, czego chcę. Możecie mnie wtedy wołami nawracać i nic to nie da.
Sprzężenie zwrotne.
Żak nawracał mnie jakby, swoją dobrocią bycia... Tylko do czego? Do łagodnej śmierci? Takiej wiesz, kozak... nagle przyjmuje wyrok na siebie z całą tą ewangelizacją... W porywie jeszcze kogoś i ty nawrócisz...
W tym momencie trafiają ci się takie dwie cipy enerdowskie ze swoim światem liberte...
Zasadniczo pogodzony z losem mogłem je olać... Wczytać się do zachodu słońca w Zielone piekło dla równowagi. Ale nie...
Wdałem się z nimi w dyskusję i skończyła sie ona na tym, że nie jest specjalnym problemem dla desperaty o przeciwpołożnych poglądach (czytaj mnie) wyjebać - w takich oklicznościach przyrody, słabszą stronę w kosmos, celem prostej eliminacji.
Rozlana świeżo droga mleczna na niebie, niczym astromiczny kleks wybrzmiała nagle, ku mnie sms-em. Włączyłem bowiem telefon.
Z ich powodzi odebrałem jeden. Ten z domu... Pierwszy raz od tygodni nie był "cichym oskarżeniem".
Pierwszy raz od wielu tygodni niósł nadzieję...
Doznałem kolejnego deja vu...
24986349
El Czariusz
30.03.2026, 09:44
Dzień dobry,
szybciej diabła bym się spodziewał niźli Dzidki w Lublinie. Lublin na blachach Sanoka w Tiszit. Lublin w wersji autobus - żółty.
Dzidkę spotkałem na rogatkach Nawakszut. W dniu jej urodzin. Wyprzedziła mnie, następnie w lusterku upewniła się, że kogoś takiego jeszcze nie widziala i zapragnęla poznać...
Zatrzymaliśmy się w Tiszit.
Tymczasem koronawirus szaleje w Europie - dowiaduję się. Nie wiem, co to znaczy szaleje ale zastanawiają mnie statystyki. Czytam sms od Fazika. berlin ma zapasy żarcia jeszcze tylko na dwa tygodnie...
Co tam się kurwa dzieje...?
Od Atar jestem już innym człowiekiem. W Nawazibu skończyła sie nasza wspólna podróż z Żakiem. Na pożeganie zagral mi marsyliankę.
Powoli wracam z zaświatów, asymiluje ponownie do życia i... trafiam na Dzidkę, czystą radość z życia - nieskażoną dyplomacją.
Jej Lublin w pełnym oryginale, zarejestrowany na 15 osób przypomina mojego przed rewitalizacją.
Ogólnie prezentuje się lepiej, no i przede wszystkim ma sprawny system otwierania bocznych drzwi. Silnik, który napędza ustrojstwo, to silnik od wycieraczek. Mi go brakowało, teraz wiem - czego. Oryginalne kanapa i fotel kierowcy + 12 siedzeń plastikowych w kolorze blue.
Pierwotnie miał iść do czarnych ludzi ale Dzidka się zafiksowała już półmilionowym nalotem i klimatem... Nie wiem, nie znam się.
O sobie nic nie mówię. Coś mi się w dekiel stało i skneblowało język.
Jednego dnia życie staje ci na głowie, drugiego wstajesz jak ten feniks tyle, że ze skneblowanym jęzorem.
Słucham, co mówi Dzidka. Z mojej strony konwersację sprowadzam do zdawkowych pytań.
44 lata (skończone), spod Pieniężna, wychowana na kolonii wsi Radziejewo.
Chłopka na hektarach, które porzuciła (zostawiła rodzeństwu), kupiła Lublina i pojechała w czarne pizdu...
Skoro dojechała do Nawakszut, to znaczy, że sobie radzi... Blondyna, ponad 170cm bez obcasów (ale w kowbojkach). Nie wiem - czy brzydka czy ładna. Blondynka. Po prawniczych studiach i romansie z Warszawą. Lewicowo zryty beret.
Wcześniej Franca teraz Dzidka. Nie wiem czemu ale... zabrałem się. Dlatego, że była sama. To spełniało moje zapotrzebowanie na jakość/ilość towarzyską, do tego mówiła/mówi po polsku. Zastępuje mi radio w podróży.
Tu, w Tiszit już czuć wnętrze Sahary. Po te wnętrzności tu przyjechała a ja za nią.
El Czariusz
30.03.2026, 09:47
Dzień dobry,
Dzidka czułaby się pewniej, gdyby wiedziała o mnie wszystko, ja w relacji - przeciwpołożnie.
Ostatnie o czym chciałbym wiedzieć, to po co się tu znalazła?
- Pewnie jesteś ciekaw, co ja tutaj robię?
Nie.
Ma młodszego o cztery lata brata - hipochondryka. Dwie doby stykły, bym wiedział, co się dzieje w kraju i na świecie. To strasznie determinuje dzidkowe tu i teraz.
- Jedziesz autobusem taki szmat drogi... po co? By codziennie wracać do cywilizacji łacińskiej czy odkrywać czarny ląd a przy okazji trochę siebie, tej nieznanej? To było pierwsze zadane jej przeze mnie pytanie, po pierwszej towarzyskiej rozkmince.
Dokładnie tak.
- To licz na siebie... tak, jakby mnie nie było.
Patrzę na jej wysuszone dłonie, paznokcie z resztkami lakieru. Czuje mój wzrok i od razu je usprawiedliwia. Nie ważne.
Tak przy okazji robię przegląd fantów.
No nie jest źle jak na wycieczkę po cywilizowanym Maroko. Kompresor jest, dobry do gumek Tico. Pompki (dobrej nożnej) nie ma. Jest podnośnik oryginalny ale nie ma go czym podeprzeć od gruntu. Wycieraczka pod nogi jak chusteczki do nosa... Nic, co można by uznać za kawałek trapu. Koło zapasowe... Można zgubić w każdej chwili. Trzyma się w szkielecie rdzy - cud, że jeszcze... Wszystko ładnie od spodu zapaćkane barankiem.
Z nagrzewnicy pod ostatnią ławką cieknie płyn, pedał hamulca wpada w podłogę... Drzwiami tylnymi bym tak nie trzaskał, bo sypią się jak choinka po sześciu królach a prawy tylny słupek ma tego wyraźnie dość.
Silnik jak to Andoria. Wiele zniesie.
Mauretania, to doskonałe miejsce do umierania. Nim taki Lublin zejdzie dostanie minimum dwa życia.
Tymczasem trza poza uzupełnieniem fantów trochę przy Lublinie podłubać. Odpowietrzyć hamulec, być może wymienić klocki (pasują od Laguny) wstawić by pass w miejsce nagrzewnicy, koło zapasowe wrzucić do środka.
Nie da się tego jednak zrobić uniwersalnym kluczem do roweru. Tym bardziej ściągnąć koła.
El Czariusz
30.03.2026, 09:48
Dzień dobry,
barak 3x4m z łóżkiem zamiast drzwi. Wokoło zamiecione do czysta, kilkanaście metrów dalej sterta śmieci.
Powoli wracam w stare tryby.
Dzidka do kuchni, wcześniej na bazar. Ja z "Alim" do roboty. On do przednich piast, ja na zadek.
Zdejmuje obejmy, demontuję nagrzewnicę, wciskam kawałek rurki, skracam jeden przewód ciut, zakladam obejmy, skręcam. Ali podchodzi z klockami, których nie ma. Oglądam tarcze proforma. "Zlecam" czyszczenie "czego się da", bo inaczej tego nie wytlumaczysz ale Ali kuma.
Wracam na zadek i ściągam zapas. Z nim cały szkielet jego ramy, ktory rozsypuje sie w piżdziec puchu marnego..
To ch...j. Zapas jest ale na 15-stce (z wersji 2,9t) i nie ten rozmiar gumy... Różnica na oko, ze 3cm w średnicy całego koła. Nasza to 225/75 zapas 195/70...
Nie trzeba być Szerlokiem jadąc do Afryki, by wiedzieć, że opona tutaj, to podstawa a akacje wszyscy kojarzą z kolcami.
Dzidka, to bardziej dr Watson. Akacja dla niej to piękny tupecik pustyni w czerwieni zachodzącego szybko słońca.
Stan zapasu na warunki lokalne, to salonowy wyrób. "Tłumaczę" Alemu gustlikowe machniom. łapie proces w try miga. Zabiera koło i znika na dobrą godzinę. Wraca z felgą 16-stką i naszym rozmiarem opony. No coż... zamienił stryjek siekierkę na kijek więc wysyłam Alego jeszcze raz w miasto by zalatwił dwie opony na zapas ale z widoczna linią bieżnika a ten slick niech wiezie do wytwórni sandałów.
Spojrzał na mnie jak Dzidka, która w lusterku zauważyła zmarszczki ale... polecenie wykonał. Wykonał przy tym gest, że to będzie kosztowało. No więc powiedziałem po polsku:
- Ali, kurwa... z naszego zapasu wystrugałbym ci komplet opon do lublina! Przywież kurwa dwa zapasy, więcej niż takie od jako.
Po polsku ale bez konialnego akcentu.
Z butów, dopiero wyrywa Alego sałatka Dzidki. Części zapasowych nie ma, narzędzi ale worek przypraw, oliwek, czego tam jeszcze i ten dryg, by z krowiego łajna zrobić perukę dla królowej - to ma.
Ten radosny blond uśmiech... nie dość, że Ali MA zjeść z nami, to jeszcze MUSI umyć dłonie.
Jest Dzidka, jest miska, jest woda w dzbanku i biały ręcznik.
Zaczynam tę babę lubić...
Na deser odkręcam dwa pojedyńcze krzesełka z Lublina i proszę Alego by dospawał do stelarza w poziomie łącznie 8 prętów, po cztery na jeden fotelik. Wrzucam je luzem na pakę z informacją, że będą od teraz slużyły jako kamperowe krzesła na zewnątrz.
Ali zalatwia mi jeszcze klucz do kół i z pewnego źródła możemy nabrać 50 litrów wody.
Na finał przypominam sobie o filtrze powietrza! I bardzo dobrze, bo jego metalowy korpus jest przeżarty na wylot, dekiel zaś rozlatuje się przy demontażu. Sam filtr, to obraz nędzy i rozpaczy.
Oczywista zapasowego nie mamy. Ja zajmuje się czyszczeniem rzeczonego a Ali w tym czasie ekspresowo na wzór, z dużej puszki po owocach, dorabia duplikat.
Bardzo sympatyczny jegomość i kreatywny. Taka kompilacja Bikera z Fazikiem.
Ona im z suszonych grzybów i maryśki torcik marcello zrobi, oni w rewanżu z zużytego filtra oleju lokownicę.
I tak nam dzień zleciał. Całość kosztowała Dzidkę 50eu. W ramach tychże wymiana plynu hamulcowego z przesmarowaniem wszystkich kalamitek.
Ali gdzieś zadzwonił i kazał nam czekać. Po kwadransie na rowerze przyjechał smolisty brzdąc i mieliśmy jechać za nim.
Tak dojechaliśmy do chatki Alego, gdzie czekała juz na nas jego liczna rodzina.
Kp8DBZ1Xh9k
El Czariusz
30.03.2026, 09:58
Dzień dobry,
anatomia obłędu.
26 lutego poszedłem do kościoła. Jak co roku, raz w roku. Tego wieczora kościelnego sypią ci twój glupi łeb popiołem. Dlaczego glupi? Bo nie jest mądry.
Mądry, to jest Polak po szkodzie.
Sypiesz na zaś, to do spowiedzi idziesz z tym co było, jak chcesz. Potem 40 dni postu. Każdy go potrzebuje. Każdy nosi "kilogramy", które potrzebuje zrzucić.
W skrajnym przypadku izolacja.
W czwartek rano odbieram wyniki badań. Nie o taki wynik mi chodziło... Nie pozostawia złudzeń... Nie ma już o czym dyskutować. Na plaży w Jelitkowie nie urosną pomidory...
Startujemy 28 rano.
Dosiadam się do Marka po prawej. Kierunek Hiszpania - Lloret de Mar. To stały kierunek kumpla bodaj od 8 lat? Jestem tam kilka torów motocrossowych, w tym jeden cudownie położony w okolicznych górach.
Apartament za grosze, zresztą kasa nie gra tu roli. Jedziemy w dwie pary.
-Stary niech se jeździ. My Kasiulek w tym czasie zwiedzimy Hiszpanię. O nic się nie martw! Sama bym nie pojechała. Rumuna wysadzimy w Algeciras i tydzień dla nas.
Namawiali nas od Sylwestra, jak co roku zresztą. Byliśmy tam z Rumunami te 8 lat temu, kiedy Mistrzu przeniósł obozy zimowe z Włoch do Hiszpanii.
Jakimś cudem nas namówili. Mnie wiele nie trza było ale Strażnika Domowego przekonaliśmy z trudem.
No, bo to nie wypada... Bo my nie mamy pieniędzy. Nie można tak na cudzym garnku...
- Słuchaj Aśka... Pogadaj ze Strażnikiem, ja jestem chętny. Znasz mnie... korzystanie z uroków waszej kasy, to jeden z moich celów w życiu. Będzie mnóstwo wina, wycieczki, szopingi. Kurwa... Będzie pięknie! Ja stawiam jeden warunek. Weźmiecie mi rower!
Było, jak miało być - ferie zimowe naprawdę super.
Barcelona, muzem morskie, Columb, stare mapy... Wieczorami wino do oporu w sombrerze za kitajskie 2eu na czajniku. I śmiech... Wszechobecny śmiech.
Pod koniec dwutygodniowego, darmowego praktycznie urlopu przysiedliśmy na kawę przy promenadzie. W słońcu może jakie 16st. Nie wiesz, jak się ubrać, idealne pole dla grypy.
Wtedy zobaczyłem ją... Dopływała do brzegu. Wyszła z wody w piance przyciągając wzrok wszystkich dookoła. Większość opatulona, z szalami... A tu baba z wody...
- Widzisz Rumunie! A ty co?!
Kwadrans później z wody wylazł otyły jegomość. Przykuł oczy wszystkich bez wyjątku. Ociekając słoną wodą z nagiego torsu, podszedł do stolika, gdzie siedziały dwie niewiasty cudnej urody. Po drodze rzucił do kelnera:
- Lornetę z meduzą bitte!
??
- Cwaj sznaps und draj sznaps - sofort!
Tak zacząłem się morsować
Jedna noc zmieniła wszystko.
- Czołem Rumun. Jedziemy ale stawiam jeden warunek. Zabieram rower.
El Czariusz
30.03.2026, 10:00
Dzień dobry,
kiedy myślisz, że jest tylko źle, to wiedz, że może być tylko gorzej.
W takim stanie ducha zostawiłem za plecami Europę, zostawiłem wszystkich i wszystko...
Zawsze byłem uparty... W sensie potrafiłem. Potrafiłem bronić redut nie do obrony. W sensie, to nie ma sensu a tylko ty widzisz w tym sens...
Dzisiaj nie będzie stałego "dzień dobry", choć pora najbardziej właściwa.
Info z ostatniej chwili.
Kolega DoCent z Dzidką wjechali wczoraj lublinem do Mali, najkrótszą drogą prowadzącą do Timbuktu.
El Czariusz
30.03.2026, 10:05
Dzień dobry,
czym jest fart?
Pomiarem stanu.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?!
Czekałem na to pytanie. Wiedziałem, że w końcu padnie, nie wiedziałem tylko kiedy.
Spisała sobie moje dane w Nawaszkut. W końcu to ona płaciła za malijskie wizy. W sumie za wszystko płaciła.
Potem się zbyt dużo działo.
W końcu Mopti... Ponoć przypadkowo mnie wygóglała.
Obiecałem sobie, że jak to pytanie padnie, to nasze drogi się rozejdą.
W Europie dzieją się równolegle rzeczy, których nie pojmuję. Wzbudzają mój niepokój.
Dzidka jest na bieżąco, gdy tylko ma internet w zasięgu. Musi mieć łączność ze "stadem". To jej toaleta. Nie może siedzieć w łazience, to siedzi w internecie, z którego leje się "cała prawda".
- Ty jesteś Elwood?!
Jestem wyschnięty na wiór.
Za sobą pustynia, jaką chcialem zobaczyć.
Kiedy Dzidka kładła się spać stawiałem krzesło w piachu i patrzałem w gwiazdy. Ich liczba w obserwowanym Wszechświecie jest równa liczbie wszystkich ziaren piasku na planecie. Jednym słowem tryliard... W sumie dwa.
Liczby, to twór stricte abstrakcyjny. Nabywają znaczenia, mając rzeczywisty punkt odniesienia.
Ziarna piasku na lini horyzontu lączą się ze sobą spinając w kosmiczną sumę.
Lubie bawić się liczbami. Na szczęście zbyt mało inteligentny jestem, by doprowadziły mnie do obłędu.
Wiedza potrafi zabić.
Nośnikiem śmierci jest strach.
O Mali wiedziałem bardzo mało. Na tyle mało, że nie bałem się tam wjechać. Mauretańczycy sa jacy są. Ci na granicach są nieznośni ale takich już dawno wypraktykowałem. Bardzo pomagała nieznajomość francuskiego.
Co prawda uczyłem się tego języka przez rok ale nie wiele mi to dało. W sensie tyle, co mojej żonie nieznajomość czeskiego.
Kiedy pierwszy raz wsiadałem do jej Lublina, pojawiło się morze pytań. Miałem na nie jedną odpowiedź.:
- Zabiłem człowieka.
Ale... jak...??
- Chcesz wiedzieć jak to zrobiłem? Czy dlaczego?
...??
Zadawał mnóstwo pytań...
Po przeglądzie Lublina i magicznej nocy, wróciliśmy się do Nawaszkut. Kosztowałem Dizidkę 50eu, - skoro chciała za mna jechać do Mali.
W Mauretanii handel niewolnikami nadal kwitnie. W drodze do Tiszit spłaciłem dług.
W Tiszit ustaliłem, że każdy kolejny dzień podróży ze mną będzie ją kosztował 50eu. Dzidka nie byla mi potrzebna. Potrzebne mi były jej pieniądze.
To pozwoliło na zbudowanie między nami odpowiednich relacji. Do kupienia był również seks. Z otwartymi oczami 500, z zamkniętymi 700. W euro oczywista.
W Mopti upomniałem się o kasę. 8x50, 1x700, 3x500.
Trzy ostatnie linie - gdybym miał monitor to bym go opluł :) doceniam.
El Czariusz
30.03.2026, 11:09
Dzień dobry,
nasz mózg jest tak zaprojektowany, że nie toleruje sprzeczności. Albo jesteś dobry albo jesteś zły. Stan najprostszy.
Sytuacja sie komplikuje, kiedy stany występują równolegle w jednym ale nie potrafisz ich oznaczyć. Kiedy mierzysz, to trafiasz raz na złego, raz na dobrego... Zaczyna ci się lasować mózg.
Ogólna Teoria Względności, zasada nieoznaczoności.
Do Tiszit jazda była męką. Nie dla mnie, dla niej.
Natura dała jej piękną lekcję pokory. Zakopani po osie wieczorem jeszcze widzieliśmy coś na kształt drogi. Rankiem jej nie było... Ani przed nami, ani za nami. Zero jakichkolwiek śladów. Tych po oponach w ogóle...
Miałem już taką sytuację. W nocy w Bieszczadach, kiedy zakopałem się Elwoodem w glinie i straciłem zasięg w telefonie. Z Muchą to było. Nie mieliśmy czołówki, żadnego źródła światła. W lesie, przy zachmurzonym niebie, kiedy nie wyznaczysz bez kompasu kierunku.
Kazałem Musze siedzieć na dupie i się nie ruszać. Żeby mi się biedak nie zgubił jak Grażyna z Bukowca.
Wlazłem na drzewo przy aucie i złapałem zasięg. Godzinę później po naszych śladach dojechały dwie terenówki. Elwooda nie byliśmy wstanie wyciągnąć.
Przesiedliśmy się do Mario i zjechaliśmy do wsi.
Teraz byliśmy dokładnie w takiej samej sytuacji. Tyle, że za dnia, nie byliśmy wstanie do nikogo zadzwonić i zero śladów.
W sumie to był mój błąd, bo poprzedniego wieczora pozwoliłem Dzidce jechać po zachodzie słońca. Do celu około 30km.
Dzidka dostaje spazmów. Takich typowo babskich. Z tupaniem nogami i szukaniu winnych. Przyglądam się jej z rozbawieniem.
To ją nakręca na maksa. Dostaje histerii.
Czekam.
- Zrób coś!
Wziąłem krzesło, postawiłem i czekam.
Po kwadransie:
- Dzień zaczynam od kawy. Pijesz, czy chcesz se jeszcze trochę polatać/pokrzyczeć - kolejność dowolna?
Ale...
- Kawy?
No i bek... W sensie morze płaczu. Jak to ładnie i rzewnie się prezentowało...
odpaliłem butlę z pytaniem:
- Powinni chyba w Tiszit mieć ten 'mobilny" propan, bo się nam kończy?
Ale, ale... ale jak my się tam dostaniemy? Chlipała Dzidka.
- Normalnie. Jak biali ludzie... Lublinem. Ale bez kawy się nie ruszam.
Widzę kolumnę aut. Nic Dzidce nie mówię, poza krótkim - pilnuj wody i ruszam przez małą wydmę.
Kolumna zatrzymuje się, na całkiem dobrej drodze...
Trzy godziny później, po obiedzie z komendantem Tiszit składam Dzidce rzeczoną propozycję.
W obecności komendanta. Kumpla ze studiów. Poznaliśmy się w Techno Serwisie, studenckiej spółdzielni pracy za komuny. Był pierwszym murzynem jakiego poznałem i ostatnim. Skierowany przez rząd Senegalu na studia w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni.
Świat jest kurwa bardzo mały.
Abdoulaye się śmieje.
190cm wzrostu tylko w pasie już nie ten. Nie poznałem go ale pytanie po polsku:
- Co tu robisz?
wyrwało mnie lekko z butów. Nie wiele trzeba było, by ustalić proste fakty z przeszłości. Jaki to cud, że nigdy nie byłem rasistą?
Gry plan był dalej prosty.
Jeszcze tego samego dnia ruszyliśmy w eskorcie wojskowego konwoju do Walata. Długie odcinki szutrowo-piaszczystej drogi. W sumie solo dla nas nie do przejechania. Powietrze w kołach spuszczone do granicy zdjęcia opony z felgi.
Do Walate wjeżdżamy w nocy, kilkanaście razy ciągani na holu.
Pierwszy raz prowadziłem ja. Dzidka milczała... Już wtedy miłla na ustach pytanie: kim ty jesteś?
- Słuchaj...
Nic nie mów i o nic nie pytaj proszę...
El Czariusz
30.03.2026, 11:24
Dzień dobry,
w Afryce łatwiej chyba wyjechać z danego kraju niż wjechać ale to nieważne.
Im dalej na wschód, tym bardziej gorąco i sucho. W ciągu dwóch dni, temperatura podniosła się o 20st a wilgotność powietrza spadła do granic percepcji nabłonka a ów jak ważny jest, dowiadują się ofiary wirusa.
Wieść niesie w sieci 3G czy może 4... Nie wiem, bo mam zjebaną ładowarkę, która działa chimerycznie. Mam standardowo wyłączony telefon, który służy raz na dwa dni do wysłania smsa. Jest ta chwila przy włączeniu, kiedy bramka w markecie się otwiera i klienci wpadają między półki.
Czasami przemknie znajomy numer....
Dzisiaj wiem, że chcę wrócić, tylko nie wiem do czego wrócę. Do kogo - mam i tego się trzymam. Jeszcze dwa tygodnie temu nie miałem.
Kumpel - trol norweski, spędził dwa m-ce na pulmonologii. Diagnoza - rak płuc. Diagnoza okazała się błędna. Dwa m-ce wycięte z kalendarza. Plus?
Odwyk.
Zmiana w życiu o 180st. - przejście na buddyzm. Miał mi skurczybyk robić mi łazienkę.
Miast tego zadzwonił i poprosił o wsparcie.
Zadzwoni do mnie pani i poprosi o opinię, no że niby Rutek pracował u mnie ostatnie kilka lat... Pani zadzwoni zw imieniu norweskiej firmy ale:
- Nie martw się El, ona mówi po polsku!
Takie kafle kurwa w łazience...
Pani zadzwoniła następnego dnia. Tydzień później Rutek przysłał zdjęcie z jakiegoś szlaku trola i tej skały, co jest wizytówką norweskiego krajobrazu.
Takie kurwa kafle w łazience... Po mojej "rekomendacji" dostał... podwyżkę.
Kiedy wyszło, że jest źle, opowiedział mi swoją historię. Wzruszające ale co to cie w tym momencie obchodzi? Tym masz już wklepaną do mózgu swoją koncepcję na skończenie z życiem. Wypierasz, co masz wyprzeć i działaś w swoim ślepym kierunku.
Nie widzisz studzienki na końcu ślepej uliczki (Żądło z Retfordem i Niumanem)...
Granica malijska.
Nie wymówię francuskiej nazwy. Jesteśmy bardziej egzotyczni niźli odbiór tego postu we współczesnej eksplorerce. Zdążyła to sprawdzić Dzidka.
- Darek...
Dojechałaś tutaj?
- No tak, ale...
Zmarszczki.
- Co, zmarszczki?!
Przypudruj.
EG90AAJsRBM
Napisałeś jakieś książki? Chętnie przeczytam :) A jak nie, to powinieneś. Dla wnuków, choćby...
El Czariusz
30.03.2026, 11:29
Dzień dobry,
procedury trwają, bo muszą ale nie są żadnym problemem. Dzidka płaci dwa razy po 5000CFA, coś tam jeszcze, dostaje jakiś papier na Lublina i wjeżdżamy w inny świat.
Wszystko jakby zostało za nami. Jakbyś wjechał w alpejski tunel w burzy śnieżnej, wyjechał w czyste, słoneczne niebo bez chmurki (co mi się już zdarzyło). To samo uczucie masz, kiedy gondolą (albo z buta) wyniesiesz się poza granicę chmur.
Na tej granicy masz właśnie takie uczucie.
Mówię to Dzidce ale ona widzi tylko zło. Przecież na granicy mówili...
Ona nie rozumie, że pies, czy inna żyrafa z kulawą szyją, się nami nie zainteresuje... Ja to wiem ale za mną stoi doświadczenie.
Czułem się trochę jak Dzidka, w 2008-ym. Nie miałem wtedy nikogo przy sobie, kiedy wjeżdżałem do Afganistanu. Były lufy karabinów i różne takie...
i co...?
Nic się nie dzieje, poza faktem, że droga chujowa na maksa, gorąco jak pierun. W tym kontekście wjeżdżamy do piekła i na tym się porównanie kończy.
Dzidka siedzi jak skamieniała. Prowadzę i śpiewam: gdzie ta keja...
El Czariusz
30.03.2026, 11:35
Złe wieści z Nigru...
El nadepnął rano na efę piaskową. Ukąsiła go tylko raz, dość szczęśliwie.
Dzidka nie spanikowała i szybko odessała, co się dało pompką do jadu ale rana dość obficie krwawi i nie ma jak tego zatrzymać.
Do Nyamei dojadą najszybciej wieczorem. Jadą z północy, bardzo złą drogą.
Gada zauważyła Dzidka ale El nie rozróżnia kolorów i mimo ostrzeżenia postawił stopę dokładnie tam, gdzie nie powinien...
On oczywista bagatelizuje i żąda wypłaty zaległego "wynagrodzenia" nazywając Dzidkę efą do kwaratu.
Co ta Dzidka tam z nim ma... tak czy owak dzielna kobita. Zero paniki, racjonalne działanie. El coś chyba ściemniał wcześniej, bo lepszej pielęgniarki daleko szukać.
Tragedii ponoć nie ma ale...
Dzień dobry,
w nocy wstałem i poszedłem się wysikać.
Otworzyłem nie te drzwi, pośliznąłem się na stopniu i po schodach, jak po rynnie zjechałem do... kostnicy.
Dramat zaczął się później. Drzwi miały klamkę ale tylko z zewnątrz.
Pewnie nigdy bym się już z niej nie wydostał, gdyby nie Dzidka.
Obudziła mnie pytaniem:
- No i jak się czujesz?
Byłem w kostnicy.
- Co?!!
Podobno straciłem przytomność. Jeżeli tak się umiera z powodu upływu krwi, to polecam. Ale ja chyba byłem niewyspany... raczej na pewno. Opowiem o tym później, bo... Mogłem sprzedać... Dzidkę. Zdzisławę W.
Takie zapewne ogłoszenie ukazało by się w pitavalu sądu/posterunku malijskiego/policji w Timbuktu. Do celu... Przez kilka dób czas miałem wypełniony jak obecny minister zdrowia na planecie PL.
Teraz jestem wyspany i zdolny do rzeczy wielkich.
- Masz tego wirusa... głos Dzidki załamał się.
Dostałeś surowicę, krew i zrobili ci test...
A gdzie kwarantanna?
- Nie wiedzą, co zrobić. Przywieźli cie Niemcy. Małżeństwo. To cud, że żyjesz...
Czemu Niemcy?
- Stanęliśmy z braku paliwa... Znaczy ja. Nie wiedziałam, co się dzieje. Lublin nie chciał odpalić a mi nie przyszło do głowy, że to paliwo... Możesz z nimi porozmawiać, znasz niemiecki. Są tutaj. Gdyby nie oni...
Gówno prawda... Chciałaś się mnie pozbyć, bo wisisz mi w chuj kasy.
- Co ty mówisz?! Darek! Masz gorączkę?!
A nie chciałaś...?
- Jak mogłeś tak pomyśleć?!
Eee... zwykły melodramat. Powiedz mi teraz, że mnie kochasz a mi się łezka zakręci. Odpowiem: ja ciebie też ale nie mogę, bo... kurwa, jak mi się chce siku!!
El Czariusz
30.03.2026, 11:43
El odszedł dzisiaj w nocy...
Wstrząs anafilaktyczny.
Nie potrafię dopisać nic więcej...
Będzie mi brakowało tych postów. :)
Jeden z ciekawszych wątków.
I tak mogło być do tego Cape na południu Afryki i z powrotem wschodnią Afryką.
I komu to przeszkadzało...?
El Czariusz
31.03.2026, 10:52
W życiu nie porwał bym się na taką Afrykę.
Do Maroko "jechałem" dwa razy. Dwa razy mnie coś zatrzymało. Czarny Ląd nie dla mnie.
Choć miałem jeszcze jedno, trzecie rowerowe podejście (wcześniej Elwoodem), tym razem szukałem transportu linią Euro Afryka, bo tam były jakieś dojścia.
Skoro tak "nie lubię" Afryki, to pasowała mi taka wyimaginowana podróż. Jako znój do podszewki w bardzo ciężkim okresie dla mnie. Pozwolić się przeciorać na papierze. Lubiłem za to wkręcać kolegów ale nie solo.
Trzy lata temu na przełomie stycznia/lutego byłem zdecydowany ruszyć rowerowo na Bliski Wschód i do Azji Mniejszej. To była dobrze zaplanowana impreza. Z lotem LOTem do Tbilisi, dalej nocnym pociągiem do Baku. Kilka tematów w Azerbejdżanie, dalej Iran. Z Iranu przez cieśninę Chormus na Półwysep Arabski. Tu celem Arabia Saudyjska. Z KSA do Jordanii, potem Irak.
Powrót przez Turcję.
Plan jak to u mnie, był na tyle szczegółowy, że mógłby robić za scenariusz każdemu. Rower i lokalne środki transportu. Najmniej uwago poświęciłem Iranowi ponieważ ten kraj dobrze znam i tanie podróżowanie po Iranie jest banalne. Zresztą to kraj, którego ludziom warto zostawić pole do zagospodarowania ciebie.
Zaskoczyła mnie Arabia Saudyjska pozytywnie. Ichniejsze ministerstwo turystyki organizuje darmowe wycieczki, w tym np. zwiedzanie Rijadu. To wszystko było ogarnięte.
No i to wszystko za śmieszne pieniądze. Naprawdę śmieszne. Wielokrotnie o tym pisałem, że najlepszą formą nie wydawania pieniędzy jest ich brak.
gwarantuję, że poziom wydatków spadnie do niezbędnego minimum.
Ale były by emocje, gdyby szeryf django nagle się dowiedział, że podróżuję palcem po mapie! Po jego stronie na pewno. Nie rozumiem takich ludzi i nie chcę już rozumieć.
Na pewno nie jest tak, że "zmyślam" w rzeczywistych wyprawach. Mam taką przypadłość, że przygoda, czepia się mnie jak rzep i pisze niebanalne scenariusze.
Na wyrypach staram się unikać lokalnego towarzystwa. Jeżdżąc sam lubię być wyłączony. Zamykam się w swojej bańce,"mojej" przygody i prowadzę z nią nieustający dialog.
Moja Arabia się nie udała. Intensywnie planowana trzy m-ce przed wyjazdem. Wcześniej tylko ogólne założenia, bo życie ma swoją dynamikę.
Jakiż to ma dzisiaj realny wymiar... Spokojnie mógłbym teraz siąść do klawiatury i rozpocząć podróż w Tbilisi.
Napisałeś jakieś książki? Chętnie przeczytam :) A jak nie, to powinieneś. Dla wnuków, choćby...
Cały czas piszę.
El Czariusz
31.03.2026, 13:08
Wróciłem od... lekarza płci żeńskiej.
Jestem chory.
Motto na dziś:
Uff.. Dobrze żeś EL przytoczył swe alter Ego- zbanowanego EL Komendante
Dziwne uczucie miałem że opowieść z Dzidką skądś znam..
Chomiku gdyby choć 80% tego co jest w wątkach ELa (Czariusza i Komendante) wydrukować to by się ładna książka zebrała.
fanem jestem choć nie wszystko dociera do mnie/nie pojmuję - staram się :)
I jak kuż kiedyś pisałem, te historie są jak anagram jednej z partii politycznych- nie zawsze "wchodzą dobrze" niektórzy mają bad tripy ;)
El Czariusz
31.03.2026, 16:10
Leżę i cierpię jak prawdziwy facet w każdym skoku temperatury.
Cierpienie łagodzą miłe słowa.
Nie pamiętam jak było z El Komendante. Te konto dla jaj założył Fazik na potrzeby Komendantury Posterunku Granicznego w Rybnem. Kiedy znawcami już mnie do poziomu cebulek włosów, by żaden nie odrósł, skorzystałem z niego jako pomocniczego.
W nazwie myli przedrostek "El". Chodziło po prostu o komendanta/przywódcę zbiegowiska podróżników i ludzi dziwnych.
Nie ma pomyłki, to było fajne zbiegowisko te Biesowisko.
Dzisiaj korzystam z odwilży ale sukcesywnie ograniczam aktywność do własnego podwórka.
El Czariusz
31.03.2026, 19:37
"znawcami już mnie" - winni być "zbanowano już mnie".
Cynamon cejloński już w skrytce ale ja grzecznie w pidżamie leżę po antybiotyku. Nie jestem sobie wstanie przypomnieć kiedy ostatni raz jakikolwiek brałem...
W każdym razie - pech.
Za to będę mógł się zająć "struganiem" stodoły!
Jak samopoczucie wróci, może jakieś "opowiadanie" do kawy wrzucę z serii: wojsko jego mać.
eGkvkmfKIBI
El Czariusz
01.04.2026, 10:29
Nie lubię fantazy, bo przez całe moje życie, zarzucano mi jej nadmiar.
Ale ta recenzja mnie zachęciła.
Problem polega na tym, że w kolejce czeka morze lektur z podobnego (podróżniczego) podwórka.
Ale... miałem opowiedzieć historię.
1 kwietnia to dzień wzorowy na opowiadanie każdej.
Przedwczoraj wieczorem z wieczora, kiedy to temperatura skoczyła mi pod 39 kresek poprosiłem Strażnika Domowego, by dała mamie zlecenie na zapisanie mnie do lekarza. Zatem Strażnik Domowy dzwoni:
- Mamo, mam prośbę, zapisz Darka jutro rano do lekarza. On tam nie wie, jak to się robi a poza tym szybciej zapomni.
Dobrze, nie ma sprawy, a jak się czuje?
- Nie najlepiej. Teraz mierzył temp. i ma 38,5.
O jej... W jego przypadku, to już wrzątek.
- Aaaa... nic nie mów... Jeszcze chwilę przed miał... 35st. przecież to stan agonalny mówię.
Jak to...?!
- Nie uwierzysz... On sobie ten termometr włożył pod pachę odwrotnie...
No i panie się ze mnie śmieją a ja umieram przecież!
O jejku kontastuje ze śmiechem babcia. On musi być naprawdę chory:)
Ubieram się i idę po ten cynamon cejloński.
Jak się wczoraj Strażnik Domowy dowiedziała, że kupiłem tych lasek kilogram...
Idę.
El Czariusz
01.04.2026, 12:36
A teraz rewelacja.
Zarejestrowałem się na forum 18.04.2025.
Nie zamierzałem tyle tu siedzieć i szczerze pisząc - nie zamierzam tego przedłużać.
Nie jestem motocyklistą (chociaż byłem koszowym( i raczej już nie będę. Piszę "raczej", bo np. muszę odebrać moje simsony od Szparaga. Szkoda roboty Pastora, który ramę opędzlował lepiej niż fabryka z Suhl by to zrobiła w swoim złotym okresie.
To MUSZĘ załatwić jeszcze tej wiosny.
No... ale wtedy zostanę co najwyżej komarzystą. Komarzystą byłem i do niedawna miałem nawet dobrze zachowanego komara ale sprezentowałem go koledze, który mi dużo majstrował przy Lublinie a ja mu się inaczej nie potrafiłem odwdzięczyć.
Szybciej jednak mogę zostać kierownikiem ciągnika.
Tymczasem w związku ze związkiem zamknięcia pewnego chujowego etapu w moim życiu postanowiłem rozpocząć nowy.
Nie w sensie dosłownym, zresztą trudno było by mi teraz powtórzyć taki numer, jaki sobie sam wycinałem przez kilka ładnych lat, by ten numer nazwać chujowym. Ten, w sensie tamten.
Nowy numer to ten, którego większość z czytelników się domyśla.
Rok, to taki ładny okres do podsumowania, zwłaszcza już 1 kwietnia. Cokolwiek napiszę dzisiaj, zawsze będzie to miało przynajmniej dwa znaczenia.
Nim ten rok upłynie, się rozstaniemy. Nie ma w tym żadnej egzaltacji. Wiem, wiem... Sprawa jest prozaiczna. Szkoda czasu na karmienie kilku srok, skoro te świetnie wyżywią się same.
Zanim się jednak rozstaniemy wykorzystam konto El Czariusza do zgromadzenia potrzebnych mi danych, które wygodnie mi będzie w tym wątku uzupełniać/gromadzić.
To będą dane wiejskie. Może i ktoś z was z nich skorzysta, może zupełnie nieświadomie dane te zmusza do refleksji nad światem, który przemija...
Pierwszy etap, to budowa modelu stodoły w oparciu o rzeczywiste i zweryfikowane przeze mnie dane. Niektóre obciążenia trzeba będzie finalnie przeliczyć, co może mieć wpływ na pewne, dopuszczalne modyfikacje.
Ostatecznie historia ciesiołki to przykład rozwoju rzemiosła w oparciu o rosnące doświadczenie.
No i ja mam fajny wentyl.
Ci, którzy mi zarzucają, że ściemniam mogą być usatysfakcjonowani:D
El Czariusz
01.04.2026, 13:13
https://i.ibb.co/LdTW8Fr3/IMG-20260401-124342.jpg (https://ibb.co/60KxmM8k)
Zalety cynamonu były mi znane ale cejlońskiego w proszku chyba w żadnej sieci nie kupisz. Zapas chińskiego zużyty został na obsyp ziemi w moich "sadzonkach".
Przypomniała mi się edukacyjna rozmowa z wnuczką.
- Marysiu... skoro w takim lidlu istnieje stoisko ze zdrową żywnością, to jaką żywność w tym sklepie kupujemy na pozostałych stoiskach?
Na blacie zauważymy litrowy słoik drylowanymi oliwkami. Kosztuje on 10zł w Dino. Masa oliwek 470 gr. Ten owoc składa się praktycznie ze 100% tłuszczu i zerze czystych węglowodanów (pozostaje błonnik). Mamy zatem dostęp do "najlepszej" oliwy z możliwych.
100 gr dziennie takiej przekąski będzie już miało zauważalny wpływ na stany zapalne.
Jest słoik miodu spadziowego.
No niestety, to czysty cukier prosty ale... jeżeli już ktoś musi słodzić herbatę albo użyć jako konserwant... To łyżeczka dziennie nas nie zabije.
Ważne... Starać się nie łączyć węglowodanów (skoro bez nich nie możecie żyć) z tłuszczami, co ma miejsce np. w wyrobach czekoladowych.
A już największą zbrodnią w naszej diecie, to taka słodka przekąska kilka razy w ciągu dnia.
Wasze dzieci wam "podziękują" za taką dietę.
El Czariusz
01.04.2026, 15:53
Wczoraj były dwa międzynarodowe wydarzenia, z których jedno powinno mieć miejsce dzisiaj.
Które?
Mecz Szwecja - Polska
Międzynarodowy Dzień Widoczności Osób Transpłciowych.
El Czariusz
01.04.2026, 18:47
Jakie ja miałem szczęście, że mnie to ominęło. Ja po prostu jeździłem kompletnie nieprzygotowany. Kompletnie bez kompletnie.
U mnie to wszystko nazywało się kapuśniak na świńskim ryju.
Z FB profil: góro wskaz.
Lista sprzętu na wyprawy rowerowe.×
Wątek sprzętowy często pojawia się w zapytaniach u innych zaczynających swoją przygodę z sakwiarstwem więc przy okazji postanowiłem zaprezentować co ja zabieram ze sobą w okresie od maja do września w Polsce , może komuś się przyda 😉 Dodam tylko że dwukrotnie na początku czerwca miałem temperatury + 3 stopnie więc niech nikogo nie zmyli skrót myślowy że to lato .
Oczywiście jest to moja autorska lista i nie znaczy że mam jedyną słuszną rację. Cały ekwipunek mam spakowany do sakw Crosso 2 x 30 litrów oraz worka transportowego Crosso 30 litrów. Jedni powiedzą że to strasznie dużo, że zbieram pół chałupy, inni że czemu tak mało.
Mój ekwipunek jest sumą doświadczenia z pieszych wędrówek oraz kilku dłuższych wypraw rowerem. Za pierwszym razem miałem również 2 sakwy z przodu, zabrałem więcej sprzętu żeby go przetestować, zobaczyć na własnych błędach co jest niepotrzebne. Teraz już wiem czego potrzebuje i gdzie przebiega granica mojego komfortu, poniżej niej nie chcę już zwyczajnie schodzić.....mogę ale nie chcę !
Zdjęcia ekwipunku są sprzed 3 lat i niektóre drobne rzeczy uległy zmianie jak rezygnacja z panelu słonecznego czy wymiana ekspanderów na troki, nowy materac i poduszka.
Nie korzystam już z przednich sakw i nie odczuwam żeby cały ciężar z tyłu gorzej wpływał na wygodę jazdy , rzekłbym że nawet łatwiej mi się manewruje po wąskich ścieżkach, lasach.
Nabijanie kilometrów nigdy nie ma znaczenia na moich wyjazdach, bikepaking również mnie nie interesuje. Mam 16 letni rower fitness do którego wsadziłem max szerokie opony jakie tam weszły 35 mm, więc jeżdżę zwyczajnie tym co mam 😄
Co do jedzenia to na śniadanie i kolacje kupuję to co jest w sklepach i tylko gotuje wrzątek a w ciągu dnia jem jeden ciepły posiłek w knajpach 🤤
Waga sakw + worka z zawartością bez jedzenia wynosi 14 kg (10 kg sakwy + 4 kg worek)
Jeśli ktoś uważa że powinienem zmniejszyć wagę ekwipunku to myślę że warto spojrzeć tak na wszystko bardziej całościowo ponieważ użytkownik też wlicza się do końcowego wyniku. Warto zacząć od zrzucenia swojej własnej wagi osobniczej 😏 nie ma potrzeby wydawać kilka tysięcy zł na super lekki namiot, śpiwór itp żeby zjechać potem kilka kg. W końcowym rozrachunku wyjdzie znacznie lżej jeśli obetniemy parę kg u siebie, lepiej na zdrowie oraz nie wydrenuje to tak budżetu. Uważam że lepiej jechać z tym co się już ma nawet jeśli będzie to cięższe, gorszej jakości, niż siedzieć w domu i wydać całą kasę na super ekwipunek. Wtedy może okazać sie, że nie będziemy mieć już pieniądzy na wyjazd albo czasu.
Rower Centurion Cross Speed 800
16 letni rower typu fitness czyli sztywniak bez amortyzatorów.
Sakwy Crosso Dry – 2 x 30 litrów
Worek transportowy Crosso - 30 litrów
Torba na ramę Rockbros – 2 litry
Torba na kierownicę - Aliexpress
Namiot Naturehike Star River 2 – waga 2100 gram
Śpiwór puchowy Aura Tuba – komfort +7 stopni (już nie produkowany)
Materac dmuchany + worek do dmuchania - Widesea (Aliexpress )
Karimata składana – Widesea (Ali)
Poduszka dmuchana - Widesea (Ali)
Zapewne ktoś się zastanawia czemu wożę materac i karimatę ? Sam materac jest za cienki i zbyt zimny na temp poniżej 10 stopni. Jest to tani materac a nie zamierzam kupować Thermaresta za 800 zł, z kolei sama karimata jest dla mnie zbyt niewygodna. Osobno mają wady, razem tworzą tani ideał. Karimata odpowiada za izolację a materac za wygodę. Dodatkowo jeśli materac pęknie karimata pozwoli normalnie spać i wyjazd będzie uratowany. Karimatę polecam składaną w harmonijkę wtedy można też wygodnie usiąść. Cena mojego zestawu ok 130 zł.
Śpiwór wrzucam na dno sakwy bez żadnego dodatkowego worka, wtedy idealnie wypełnia mi przestrzeń na spodzie sakwy.
W worku transportowym przewożę: namiot, karimatę, materac dmuchany, ,rękawice robocze.
Ubrania w tym te które mam na sobie :
Kurtka wodoodporna - Rockrider
Poncho - Ali
Sweterek (kurtka) puchowy - Ali
Wiatrówka - Kwark
Bluza - Odlo
Koszulka z długim rękawem – Brubeck Active Wool (merino/syntetyk)
Koszulka z krótkim rękawem - Decathlon (syntetyk)
Spodnie Milo Brenta ( biwak + jazda w zimniejsze dni)
Spodenki biegowe – Decathlon
Bokserki biegowe 2 szt. – Decathlon
Skarpety 2 szt.
Chusta wielofunkcyjna (tzw. buff) 2 szt.
Rękawiczki do jazdy w zimnie – Ali
Czapka z daszkiem – Decathlon
Buty z siateczką Crivit - Lidl
Bielizna do spania :
Koszulka z długim rękawem – Brubeck Active Wool (merino/syntetyk)
Leginsy termiczne Crivit - Lidl
Bokserki - Brubeck Active Wool (merino/syntetyk)
Skarpety merino - Smartwool
Czapka merino - Icebreaker
Buff na szyję lub zamiast czapki
Jeśli jest mi zimno to zakładam dodatkowo bluzę lub sweterek puchowy i daję radę do 0 stopni.
Część ubrań jest spakowana do worka z siatki żeby było trochę porządku i można było szybciej dostać się do pozostałego sprzętu wyciągając tylko ten worek z ciuchami.
Kosmetyczka z cienkiego woreczka :
Pasta Ajona koncentrat – 25 ml (bardzo wydajna pasta)
Szczoteczka składana – Rossman
Antyperspirat w sztyfcie
Pomadka ochronna do ust
Obcinaczka do paznokci
Ręczniczek szybkoschnący – malutki
Papier toaletowy
Miniłopatka do zakopywania kupki – zostawiam porządek po swoim biwaku, poza tym wszechobecne walające się papierzaki wyglądają tragicznie i robią złą opinie osobom biwakującym na dziko więc warto dbać o ten aspekt.
Kilka słów o higienie. Podczas wyjazdów staram się myć o ile to możliwe w rzekach, jeziorach korzystając z samej wody bez żadnych detergentów. Nie wierzę w żadne biodegradowalne kosmetyki które są neutralne dla środowiska. Mi wystarcza sama woda, oczywiście nie jest to samo co prysznic ale mi w zupełności wystarcza. Dodam tylko że nie korzystam z żadnych kremów do opalania których samą wodą raczej bym nie zmył. Dlatego używam koszulki z długim rękawem i czapki z daszkiem co znacząco chroni mnie przed słońcem. Poza tym od jednej nocy bez mycia można spokojne przeżyć 😏
Kuchnia :
Butelka 1 litr - Ali
Butelka pet 1 litr Polaris
Kuchenka Fire Maple FMS – 117 T
Kubek 800 ml – Widesea ( Ali)
Kartusz Meva 240 gr
Adapter do napełniania kartuszy
Nie kupuję oryginalnych kartuszy gazowych tylko korzystając z adaptera (wielkości paznokcia) samemu napełniam posiadany już kartusz korzystając z tanich kartuszy tzw. sprejowych które są najłatwiej dostępne w sklepach budowlanych i kosztują max 10 zł a oryginalny ok 30 zł i jest trudniejszy do zdobycia.
Kawałek szmatki do owinięcia kartusza przewożonego w kubku + zmywak kuchenny
Zapalniczka
Nóż do jedzenia
Łyżka tytanowa – Ali
Worek wodoszczelny do przewożenia jedzenia które może się uszkodzić podczas transportu i zabrudzić pozostały ekwipunek - Ali
Torba płócienna do zakupu jedzenia i jego przewożenia
Obrus z kawałka koszuli żeby położyć gdzieś jedzenie na biwaku.
Herbata, cukier, sól , wszystko w osobnej torebce strunowej.
Elektronika :
Telefon Xiaomi RN 12S – nawigacja
Stary telefon Xiaomi RN 4A do robienia zdjęć, co ciekawe robi ładniejsze zdjęcia niż nowy
Powerbank 30 tys – Ali
Niedawno kupiłem telefon z szybkim ładowaniem więc nie będę zabierał już panela solarnego tylko telefon będzie ładowany podczas posiłku w knajpach lub sklepach spożywczych w przerwie na małe co nieco.
Ładowarka – 2 szt
Kabel USB – 3 szt (2 x typu C, 1x micro, 1 przejściówka C - micro)
Latarka czołowa Sofirn SP 40 – Ali
Minilampki przód+ tył na USB - Ali
Apteczka w torebce strunowej :
Gripex
Żel po ukąszeniu
Folia Nrc
Plastry
Bandaż elastyczny
Opatrunek medyczny
Lasso na kleszcze
Zestaw naprawczy w woreczku :
Klucz wielofunkcyjny - Crivit z Lidla
Pompka - Decathlon
Dętka 1 szt.
Łatki do dętki
Łyżki do opony
Hak do przerzutki
Skuwacz do łańcucha
Spinki do łańcucha 3 szt.
Adapter do pompowania zaworów presta na stacji benzynowej.
Zapasowe zawory presta 2 szt. Plastikowy miniklucz do dokręcania zaworów presta
Trytytki 10 szt.
Łatki samoprzylepne do naprawy materaca
Taśma naprawcza – 2 metry
Linka kevlarowa – 3 metry
Rurka naprawcza do łączenia złamanego stelaża od namiotu
Olej do łańcucha – 20 ml
Szmatki do czyszczenia łańcucha 5 szt.
Rękawiczki nylonowe jednorazowe do czyszczenia łańcucha 5 szt.
Rękawice robocze w razie naprawy
Dodatkowe rzeczy :
Miniplecak 10 litrów – Decathlon
Przewożę w nim wszystkie luźne duperele , wartościowe rzeczy i zabieram na czas zakupów
Portfel, karta płatnicza
Mini otwieracz do piwa
Linka Abusa
Mały lekki ulock
Kawałek plandeki żeby wypakować cały ekwipunek na biwaku
Minikarimata/ Poddupnik żeby usiąść na suchym czystym podłożu w trasie lub na biwaku
Rękawice robocze do prac obozowych
Troki 2 szt. – do przypięcia worka transportowego na bagażniku
Gaz pieprzowy
Linka Paracord grubość 2 mm – 2 szt po 10 metrów. Wiąże pomiędzy drzewami do suszenia śpiwora, ciuchów , namiotu, podłogi od namiotu itp.
Uchwyt na telefon Gub Pro 2
Lusterko Zefal Dooback 2
KONIEC
To nie jest prima aprilis.
× Bez tego nie podchodź;)
El Czariusz
01.04.2026, 18:57
A tu historyczna ciekawostka w klimacie 1 kwietnia.
Cyfrowa animacja Bitwy Pod Parkanami. Nie tylko Pod Wiedniem była istotną.
Q75fIwHQ4sE
El Czariusz
02.04.2026, 13:06
Zajmująca fizyka...
Ry8O_E7uhNM
...polecałem już książkę z tej serii. Powinna zagościć w biblioteczce każdego rodzica.
W filmie: "...pytanie jak działa rower? - jest zaskakująco podobne do pytania: jak lata samolot?. Nie ma jednej, krótkiej odpowiedzi. To nie jeden mechanizm, lecz synergia wielu efektów: stabilizacja żyroskopowa, geometria ramy, mikrokorekty kierownicą, interakcja opony z podłożem. A do tego jeszcze integracja biologii z techniką â mięśni z przekładnią, metabolizmu z mechaniką klasyczną....".
I jak zawsze bogata bibliografia. Jeden z moich ulubionych współczesnych prezenterów nauki, który w fascynujący sposób przybliża nam fizykę na co dzień.
Warto przesłuchać dwa lub trzy razy, porobić notatki i sięgnąć do literatury. Szukać potwierdzenia, stawiać samemu sobie pytania i udzielać odpowiedzi.
Z fizyką jest jak z wychowaniem fizycznym. Pokaz czyni cuda.
Oczywiście wiedza, dlaczego rower jedzie - w niczym rodzicowi do nauki dziecka niepotrzebna poza jednym, że po którejś, kolejnej próbie puszczenie gagatka samopas, po prostu przyniesie efekt. Im mniej jednakowoż troskliwy tata będzie w tym procesie nauki, fizycznie dziecku pomagał, tym lepiej.
Z czasem rowerzysta może dojść do poziomu speca od niezbędnej listy zbędnych fantów i wiedzy eksperckiej pozwalającej wytłumaczyć, że gravel to...
Ja nie czuję się rowerowym ekspertem, by rozwiązać zagadkę zawartości rowera w rowerze, bo zatrzymałem się w rozwoju na etapie rowerowego Grzesiuka.
"...Dwieście kilometrów z bagażem to nie byle co, ale jak ja tę trasę przerobiłem w obie strony nogami, to co to dla roweru? Jeden dzień - i jestem w Lublinie, następny dzień - na miejscu. [...]
Rano pogoda była taka coś nie bardzo, ale, od czego optymizm - pogoda się ustali. I faktycznie. Ledwie dojechałem do Wawra, zaczął kropić mały deszczyk. Drobiazg - tydzień taki deszcz musi padać, żeby mnie przemoczyć. Ale jemu, draniowi, widocznie się śpieszyło, bo zaczął padać gęściej. [âŚ]
Pech, cholera! W Wiązownej pękła przekładnia, dalej jechać nie mogę, bo spada. Rower za rogi i dalej piechotką, a rower obok mnie. Jest kuźnia. Pytam kowala, czy da rade z naprawieniem przekładni. Dobra nasza - jest jakaś stara przekładnia, którą nałożył mi na miejsce pękniętej za jedne trzydzieści złotych.[...]
Jest niedziela, deszcz nie pada, szosa z wybojami się skończyła, teraz jadę po asfalcie i śpiewam sobie wesoło. Śpiewająco dojadę do Lublina. Pech! W rowerze urwał się prawy pedał, a ja jestem dopiero w połowie drogi między Rykami a Kurowem. Więc swojego bydlaka za rogi i marsz przed siebie - i szosa dobra, asfaltowa i deszcz nie pada. Ciągnąłem go ze trzy kilometry, zanim doszedłem do wsi przy szosie. W pobliżu szosy kuźnia. Podchodzę - zamknięta. Prawda, przecież to niedziela. Odnalazłem kowala i proszę o przyczepienie pedału.- W niedzielę nie będę robił, choćby mi pan nie wiem ile zapłacił â odpowiedział na moja propozycję dobrej zapłaty. A tu pogoda ładna i dopiero godzina jedenasta rano.[...]
Gdy byłem już na przedmieściach Lublina - pech! Widzę, przednie koło coś dziwnie mi się kiwa, jak pijane obija się po bokach widelca. Zlazłem z roweru i cóż: pękła ośka. Cholerny, zbuntowany rower! Bydlę przeklęte. Za kierownice go i znów piechotą przez cały Lublin [...]
Było już po południu, gdy wyjechałem z Lublina. A tu trzeba przejechać jeszcze prawie sześćdziesiąt kilometrów. Którędy jechać? Przez Piaski dalej - ale szosa. Przez Łęczną bliżej - ale kawałek chłopską drogą, jak mi tłumaczono. Ale to dobra droga. Rowerem dobrze się jedzie. Wybrałem drogę przez Łęczną i przekląłem Łęczną, drogę, rower, wojnę, Niemców oraz cały świat razem z jego satelitami, już nie ważne nawet było to, że co kilkanaście minut padał deszcz - ale to, co zobaczyłem, gdy minąłem Puchaczów. Ten kawałek dobrej drogi to chyba osiem kilometrów błota i gliny zalanej wodą. [...]
Poprzedniego dnia jeden gospodarz przywiózł mi z Chełma pięć kilogramów tytoniu i dziesięć litrów spirytusu. Na spirytus przywiozłem z sobą ośmiolitrową bańkę i dwie jednolitrowe wojskowe manierki. Spirytus był koloru żółtego i zalatywał rdzą - podobno przechowywany był w zardzewiałej beczce - ale to drobiazg, najważniejsze, że siłę przepisową posiadał. [...]
Tym razem zaczęło się dobrze. Deszczu nie było, kałuż też nie było, wiec tra-la-la, śpiewająco się pedałuje. Ale pech to pech. Kilometr przed Piaskami pękł mi łańcuch. Dociągnąłem rower do miasteczka, kowal zajął się jego reperacją..."
Książkę skąd pochodzi cytat, każden młodzieniec powinien przeczytać.
npBvPN6F090
Podobnie zawiasem oczu objąć coś Ze wspomnień cyklisty. To idealne ujęcie moich przygód no i klasycznie - snów na jawie. Fakt, że zebrał je w całość Aleksander Głowacki nadaje moim przygodom właściwy im wymiar.
Wydanie tych wspomnień miało dla pana Aleksandra dość poważne konsekwencje, bo ponieważ po sukcesie/skandalu tychże autor ukrył się pod pseudonimem i świat już nigdy o nim nie usłyszał.
majkowski1
02.04.2026, 14:30
Wasze dzieci wam "podziękują" za taką dietę.
Ja nie mogę przekonać mojej córki do miksu porannego... Mimo, że wszystkie składniki osobno uwielbia, to nie potrafi się przekonać do mojej "kuracji"..
U mnie raz na kwartał przez 10 dni taki mix:
1/4 łyżeczki cynamonu cejlońskiego mielonego, 1/8 łyżeczki czarnuszki mielonej, troszkę czosnku zgniecionego (lub bez w zależności jak dzień ma przebiegać, aby nikomu nie przeszkadzało), pół cytryny, zalewam ciepłą wodą, dodaję 2 łyżki zielonej mętnej oliwy i na koniec mała łyżeczka miodu (mój ulubiony do tego lawendowy lub jaśminowy). Wypić z rana i po 2h mega głód zacznie się pojawiać ;) Pychotka i każdemu polecam :Thumbs_Up:
Można zrezygnować z czosnku czy czarnuszki jeśli ktoś ma problemy ze zgagą po niej... tutaj już w zależności co kto lubi... ;) I uważać, jeśli cynamon zwykły cassia, aby nie przesadzać z ilością, bo zawiera kumarynę, co może szkodzić wątrobie..
A zamiast tych specyfików z apteki, polecam kupić tymianek i na drobniutko zmielony dodać do tej mikstury i też rewelacja na bolące gardło czy kaszel, również kaszel "poszlugowy"... :lol8:
Syrop na kaszel czy kipę też domowy: 2 cebule drobno do słoiczka z tymiankiem i majerankiem, zasypać troszkę cukrem, zakręcić i postawić w ciepłym miejscu... po 3h odlać soczek i wycisnąć z resztek i po łyżce z rana i na wieczór, można też miodem doprawić... kaszel czy kipa szybciej i łagodniej mija... ;) Nie trzymać dłużej niż 3 dni w lodówce... Babcine recepty najlepsze !! :D
El Czariusz
02.04.2026, 18:15
Mam nadzieję, że chcący/potrzebujący wymiotowali, co trzeba.
Na razie nie mogę docenić smaku, bo zero węchu i pełny nos.
Tymczasem powolutku wątek przejdzie w formę archiwum.
Biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do map , im starszych, tym lepiej a zwłaszcza do identyfikacji starych duktów i traktów, to podsyłam linka:
zXm_Ym-icIs
dla równie zainteresowanych.
W szeroko pojętej okolicy Przystanku Oliwa mam zlokalizowane kilka traktów, które w niezmienionej (sic!) formie przetrwały kilkaset lat.
Sądzę, że o takie nietknięte rodzynki będzie mi łatwiej odnaleźć w rejonie Suwalszczyzny i Podlasia. Eksplorowanie z kulminacja mi jak znalazł.
Redzisław mi potwierdził, że w trakcie jednej z naszych wspólnych, rowerowych wycieczek zaliczyliśmy kulminację Wzgórz Sokólskich.
Zatem będę się teraz kierował bardziej na północ.
El Czariusz
03.04.2026, 09:01
Śmietanka do kawy...
"W małym, szarym państwie o wielkich aspiracjach, gdzie ulice pachniały wilgocią i strachem, od wielu lat działały dwie bandy. Pierwsza, zwana „Prawdziwi Prawi”, kupiła wielką beczkę trucizny. Sprzedawali ją na początku dyskretnie – w małych fiolkach, jako „specyfik na szczury”. Ludzie brali i pili truciznę bo wszyscy wokoło krzyczeli że jest plaga szczurów. Przecież Prawdziwi Prawi obiecywali szybkie rozwiązanie problemów.
Druga banda, „Lewi Czerwoni”, gdy dowiedziała się o interesie i natychmiast zaczęła naciskać:
– Kupcie więcej! Uruchomcie lepsze kanały dostaw, musimy zaszczepić dwa razy tyle obywateli aby nie zjadły ich szczury!!!
Prawdziwi Prawi ochoczo zajęli się kupowaniem. Dostarczyli kolejną beczkę, tym razem większą. Beczki jedna za drugą były dostarczane do małego, szarego państwa gdzie ludzie umierali, jak się okazało 'ponad-wymiarowo' Ale to zapewne była wina procedury stukania kijaszkiem w parapet dzięki czemu otwierały się drzwi do gabinetu lokalnego szamana.
Później gdzieś wybuchła wojna i nagle 'trucizna na szczury' magicznie nie była już potrzebna...szczury wyparowały.
Kiedy przyszło co do czego czyli trzeba było zapłacić za zamówione beczki trucizny, Prawdziwi Prawi odmówili zapłaty.
– Sami sobie radźcie – powiedzieli. – My już swoje zainwestowaliśmy. Lewi Czerwoni natomiast siedzieli cicho, udawali że nic nie wiedzą i nic nie słyszą. Nie nasze małpy nie nasz cyrk mówili i koncentrowali się na krytykowaniu jakiegoś przekopu...
Ale gdy wielki nadzorca wszystkich wokoło nakazał zapłacić zwołali zebranie w opuszczonej hali i zaczęli krzyczeć:
– To jest niegospodarność! Marnotrawstwo! Wy, Prawdziwi Prawi, kupiliście za dużo, a teraz nie chcecie zapłacić! Przez was tracimy pieniądze i reputację! Prawdziwi Prawi nie pozostawali dłużni:
– To wy Lewi Czerwoni nalegaliście! Myśmy chcieli kupić mniej!
Kłótnia rosła. Ludzie na ulicach zaczęli szeptać. Niektórzy leżeli w szpitalach – trucizna działała jak się okazało nie tylko na szczury, czyli dobrze ale tak jakby skutecznie inaczej.
Wtedy obie bandy opamiętały się i zgodnie odwróciły głowy w jedną stronę. Na rogu ulicy stał stary jednooki gość z megafonem. Od miesięcy chodził po państwie i ostrzegał:
– Nie bierzcie tego świństwa! To trucizna! Zabije was! Prawdziwi Prawi splunęli z odrazą
– To przez niego! Ostrzegał ludzi, więc mniej kupowali! Lewi Czerwoni pokiwali głowami:
– Dokładnie! Gdyby nie on, wszystko poszłoby gładko. Wszyscy obywatele wypiliby wszystkie zakupione beczki trucizny! A tak jest problem co z nimi zrobić!
To On jest winny całemu bałaganowi! Obie bandy, choć jeszcze przed chwilą gotowe się pozabijać, teraz zgodnie pokazywały palcami na jednookiego. – On zniszczył rynek! – krzyczeli razem.
– On jest winny, że trucizna nie sprzedała się lepiej!
A w tle, w ciemnych bramach, kolejni ludzie kupowali małe fiolki. Bo przecież ktoś musiał mieć rację. Tylko jednooki, który widział więcej, wciąż powtarzał cicho, zachrypniętym głosem:
– Nie bierzcie… to wszystko trucizna."
Historia całkowicie zmyślona.
Taka sobie. Ale mam lepszą.
Wczoraj wieczorem minęło 21 lat, kiedy odszedł pewien starzec. Przybył z dalekiego kraju i nosił się na biało. Na czarnym tle był mocno widoczny.
Był ludziom potrzebny, kiedy było im źle.
Uczynił świat wkoło nas lepszym ale... Nie mów o tym nikomu.
Można by jeszcze jedną historię przytoczyć. O pasterzu, który nie miał owiec. To jest dopiero historia. Jeszcze wczoraj jadł kolację, akurat jak ten biały odchodził. Pasterz bez owiec... Dobre sobie. Dlatego pisał o jednej chociaż.
Ludzie do dzisiaj wierzą w tę bajkę.
Dlatego lubimy bajki.
Młodsza koleżanka z pracy Strażnika Domowego, dla której Strażnik jest mentorem (osoba prowadząca) uzyskała tytuł mgr z pedagogiki.
Broniła pracę z... bajkoterapii. Tatiana jest Ukrainką. Modelowy przykład asymilacji migranta. Mama została z ojcem na zajętej przez Rosjan części Zaporoża. Brat walczy po właściwej stronie już czwarty rok. Rodzice żyją tylko dlatego, że tata Tatiany jest Rosjaninem.
Wspiera brata jak może. Jak dzwoni do mamy, zawsze melduje się rosyjskie "echo".
- No i jak tam ci w tej Polsce... dobrze?
Kolejna historia zmyślona.
Lubię bajki...
El Czariusz
03.04.2026, 11:27
Formalnie, to za co skazał Jezusa sanhedryn?
El Czariusz
03.04.2026, 12:36
qHhAeOqqqpc
Tradycję chrześcijańską, z całą jej symboliką zamienić na miłe, uśmiechnięte śniadanie przy stole, bo akurat weekend przedłużony.
El Czariusz
03.04.2026, 18:11
Kompleksowy przewodnik po zakupie używanych maszyn do obróbki drewna
Wyposażenie warsztatu stolarskiego od zera lub modernizacja obecnego parku maszynowego to ogromna inwestycja finansowa. Rozważenie zakupu używanych maszyn do obróbki drewna to doskonały sposób na znaczne obniżenie kosztów początkowych, a jednocześnie szansa na zdobycie sprzętu o legendarnej wręcz trwałości. Ten przewodnik krok po kroku przeprowadzi Cię przez proces poszukiwań, weryfikacji i zakupu używanego sprzętu stolarskiego, aby Twoja inwestycja była bezpieczna i opłacalna.
Dlaczego warto kupować używane maszyny stolarskie?
Wielu początkujących i doświadczonych stolarzy zadaje sobie pytanie, czy warto ryzykować zakup sprzętu z drugiej ręki. Odpowiedź w większości przypadków brzmi twierdząco. Istnieje kilka kluczowych zalet takiego rozwiązania.
Po pierwsze, starsze maszyny często charakteryzują się nieporównywalnie lepszą jakością wykonania. Urządzenia produkowane w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych przez renomowane europejskie firmy, takie jak SCM, Felder czy Robland, opierały się na potężnych odlewach żeliwnych. Żeliwo doskonale tłumi wibracje, co bezpośrednio przekłada się na precyzję cięcia i gładkość obrabianej powierzchni. Współczesne maszyny z niższej półki cenowej często wykorzystują lżejsze stopy aluminium lub tłoczoną blachę, które nie oferują takiej samej stabilności.
Po drugie, oszczędności finansowe są ogromne. Używana piła formatowa w dobrym stanie może kosztować ułamek ceny nowego odpowiednika o podobnych parametrach. Zaoszczędzone w ten sposób środki możesz przeznaczyć na zakup wysokiej jakości narzędzi skrawających, takich jak tarcze tnące marki Freud czy CMT, lub na modernizację systemu odciągu trocin, który jest kluczowy dla zdrowia w warsztacie.
Kluczowe elementy do sprawdzenia przed zakupem
Niezależnie od tego, czy kupujesz piłę taśmową, wyrówniarkę czy frezarkę dolnowrzecionową, istnieje zestaw uniwersalnych cech i funkcji, na które musisz zwrócić szczególną uwagę podczas oględzin.
Stan blatów roboczych i prowadnic
Serce każdej maszyny stolarskiej to jej stół roboczy. Zabierz ze sobą na oględziny precyzyjny liniał krawędziowy oraz szczelinomierz. Przyłóż liniał do blatów pod różnymi kątami, aby sprawdzić, czy nie są one wypaczone. Niewielki rdzawy nalot na żeliwie nie jest problemem, ponieważ można go łatwo usunąć za pomocą włókniny ściernej i środków odrdzewiających, takich jak WD-40. Należy jednak unikać maszyn z głębokimi wżerami rdzy lub widocznymi pęknięciami odlewów. Prowadnice (na przykład w pile formatowej) muszą przesuwać się płynnie, bez żadnych zacięć i wyczuwalnych luzów bocznych.
Silnik i układ napędowy
Silnik to najdroższy element wymienny w większości maszyn. Poproś sprzedawcę o uruchomienie urządzenia. Zwróć uwagę na dźwięk podczas rozruchu. Silnik powinien pracować równo, bez dziwnych trzasków, pisisków czy nadmiernego buczenia. Jeśli maszyna posiada silnik trójfazowy (często nazywany siłowym), upewnij się, że masz odpowiednie przyłącze w swoim warsztacie. Sprawdź również stan pasków klinowych. Popękane paski są tanie w wymianie, ale mogą świadczyć o tym, że maszyna stała nieużywana przez długi czas w nieodpowiednich warunkach.
Łożyska i wrzeciona
Zużyte łożyska to bardzo powszechny problem w starych maszynach. Nasłuchuj metalicznego szumu lub wycia podczas pracy urządzenia, co jest klasycznym objawem zatartego łożyska. W przypadku frezarek i pilarek warto chwycić za wał lub wrzeciono przy wyłączonej maszynie z odłączonym zasilaniem i spróbować poruszać nim na boki. Jakikolwiek wyczuwalny luz dyskwalifikuje maszynę lub oznacza konieczność natychmiastowego remontu.
Na co uważać w poszczególnych typach maszyn?
Każdy typ urządzenia wymaga specyficznego podejścia podczas inspekcji.
Piły taśmowe
Piły taśmowe, takie jak klasyczne modele marek Record Power czy Laguna, to niezwykle wszechstronne narzędzia. Przy ich zakupie najważniejsze jest sprawdzenie kół napędowych. Otwórz drzwiczki i obejrzyj gumowe okładziny na kołach, tak zwane bandaże. Jeśli są one stwardniałe, popękane lub nierówno zużyte, taśma tnąca będzie spadać lub wibrować. Sprawdź również mechanizm napinania taśmy oraz stan prowadnic górnych i dolnych. Prowadnice łożyskowe są zazwyczaj lepszym i trwalszym rozwiązaniem niż stare prowadnice klockowe.
Wyrówniarki i grubościówki
W przypadku maszyn strugających kluczowy jest wał nożowy. Sprawdź, w jakim stanie są śruby mocujące noże. Często bywają one wyrobione lub zapieczone. Coraz bardziej popularne staje się wymienianie tradycyjnych wałów na wały spiralne, które są cichsze i dają lepszą jakość powierzchni. Jeśli maszyna ma standardowy wał, upewnij się, że mechanizm podnoszenia i opuszczania blatów działa płynnie. W grubościówkach koniecznie sprawdź stan wałków ciągnących, ponieważ zużyte wałki gumowe nie będą prawidłowo przesuwać materiału.
Pilarki stołowe
Przy zakupie pilarki stołowej najważniejsza jest precyzja. Sprawdź, czy przykładnica równoległa blokuje się solidnie i czy po zablokowaniu jest idealnie równoległa do tarczy tnącej. Zwróć uwagę na mechanizm podnoszenia i pochylania tarczy. Powinien on działać lekko, bez konieczności używania dużej siły. Obejrzyj również mechanizm wewnętrzny pod kątem nagromadzenia zbitego pyłu drzewnego, który może blokować zębatki.
Testowanie maszyny pod obciążeniem
Nigdy nie kupuj używanej maszyny stolarskiej bez wcześniejszego przetestowania jej w praktyce. Zabierz ze sobą na oględziny kawałek twardego drewna, na przykład dębu lub buka. Poproś o możliwość wykonania cięcia próbnego lub przestrugania materiału. Obserwuj, jak maszyna radzi sobie z oporem. Czy silnik nie zwalnia drastycznie? Czy cięcie jest czyste i pozbawione śladów przypaleń? Test pod obciążeniem powie Ci o stanie maszyny znacznie więcej niż tylko jej włączenie “na sucho”.
Często Zadawane Pytania
Gdzie najlepiej szukać używanych maszyn stolarskich?
Najlepszymi miejscami do poszukiwań są lokalne portale ogłoszeniowe, specjalistyczne grupy na portalach społecznościowych zrzeszające stolarzy oraz aukcje likwidacyjne zakładów stolarskich. Warto również pytać w lokalnych tartakach i większych zakładach, które czasami wymieniają sprzęt na nowszy.
Czy warto kupować maszyny wymagające remontu?
Zakup maszyny do remontu ma sens tylko wtedy, gdy masz odpowiednią wiedzę mechaniczną, dostęp do części zamiennych i czas. W przeciwnym razie koszty naprawy i frustracja mogą szybko przewyższyć wartość sprawnego, gotowego do pracy urządzenia.
Jak bezpiecznie przetransportować ciężką maszynę żeliwną?
Transport maszyn żeliwnych wymaga odpowiedniego przygotowania. Niezbędny będzie samochód dostawczy z windą załadowczą lub przyczepa o odpowiedniej ładowności. Do załadunku i rozładunku zawsze używaj pasów transportowych o wysokiej wytrzymałości, wózków paletowych, a w przypadku bardzo ciężkich maszyn warto wynająć usługi firmy dysponującej wózkiem widłowym. Nigdy nie podnoś maszyn za blaty robocze, ponieważ może to doprowadzić do ich uszkodzenia lub rozkalibrowania. Chwytaj zawsze za główny korpus urządzenia.
© 2026 CORALDOCTORS • Copyright • Disclaimer • Privacy
El Czariusz
03.04.2026, 19:06
Matematyka to AI Boga.
1RVIG0EYF98
Istnienie Boga, to kwestia komfortu. Wygodniej jest w niego nie wierzyć.
No i nie ma tych obowiązków. Wystarczy ująć to hasłem: metafizyka, to wersja bezpieczna. Metafizyczny czyli ten, którego rozumem nie ogarniesz.
P.S.
Szukając odpowiedzi na pytanie: dlaczego nauka tak nas robi w balona, utknąłem ostatnio w strukturze rewolucji naukowych. Czuję się teraz jak ten student z Harvardu, którego pięknie w barze wyjaśnił buntownik z wyboru.
Nauka to ciągły proces. Proces pomyłek.
Czasami w złości wystarczy splunąć na projekt, by dnia następnego otrzymać długo spodziewany wynik. Tak wynaleziono duraluminium np.
Dzisiaj Wielki Piątek.
Współczesna wersja, to... boom na zakupy. No bo kiedy, skoro jutro zamknięte?
Ktoś przypadkiem zauważy, że na krzyżu ktoś wisi ale teraz nie. Nie ma czasu.
W sumie to zimno jest.
Ja tam się nie znam ale pisałeś ,że fizyka najważniejsza jest więc rób jak z niej wyszło.
Ja się starałem żyć wg. przykazań tych dziesięciu...co prawda nie zawsze wychodzi ale...to już coś dla udających inteligentów lub co sie zwą nimi uważając innych bez wykształcania za chodzących w czapeczkach foliowych...
El Czariusz
04.04.2026, 11:14
Jesienią 1788 r. w Palermo aresztowano ubogą starowinę Giovannę Bonanno, która, jak powszechnie szeptano, była czarownicą. Ale Giovanna nie wyczarowywała zgubionych sakiewek ani zbłąkanych owiec. Miała poważniejszą specjalizację.
Pozbywała się mianowicie mężów.
Czyniła to za pomocą balsamu przeciwko wszom, który sporządzał miejscowy zielarz, Severio La Monica. Giovanna Bonanno doszła mianowicie do wniosku, że specjał ten posiada pewne komercyjne możliwości, jakże cenne dla niewiasty, która w słusznym wieku 76 lat zmuszona jest utrzymywać się z żebrów. Mając empiryczne zacięcie, wypróbowała specyfik na pewnym bezdomnym psie, któremu zaserwowała nasączony balsamem kawałek chleba. Kiedy pies padł razem ze swymi wszami – jeśli je posiadał – jęła oferować to cudowne remedium na małżeńskie niesnaski wszystkim, którzy byli za nie gotowi zapłacić.
Trucie mężów odbywało się z poszanowaniem wartości chrześcijańskich, jako że kordiał pani Bonanno wymagał od 8 do 15 dni, by osiągnąć pożądany skutek, co oznaczało, że delikwent zdążył się wyspowiadać i przyjąć eucharystię, zanim niemiło skonał wśród objawów przypominających cholerę. Poza tym, jak wyznała potem jedna z zadowolonych klientek, które ze wsparciem Giovanny Bonanno rozwiązały swoje małżeńskie kłopoty, w przeciwieństwie do magii, która była jednym wielkim szalbierstwem i wyłudzaniem kasy, naprawdę działał.
Takich szczęśliwie owdowiałych klientek było więcej. Sąd zdołał namierzyć sześć.
Był to już sąd nowego rodzaju, oświecony i kontestujący czary oraz polowanie na babiny, które jakoby hulały po nocach z czartem. Czasy się zmieniły, w Palermo czarownice uwalniano z więzień i puszczano wolno. Niestety Giovanna Bonanno nie wierzyła w czary. Wszystkie swoje klientki przekonywała, że jej cudowny balsam na kłopoty z mężami nie ma nic wspólnego z magią.
Sąd roztropnie postanowił zweryfikować jej słowa. W dwa kolejne bezdomne psy później uznał, że owszem, pani Bonanno nie jest czarownicą. Kordiał na wszy zawierał arszenik, była więc po prostu fachową trucicielką.
Giovanna Bonanno, nie dyskryminując i nie będąc seksistką, pomagała i żonom, i mężom. Wsparła na przykład pewnego piekarza, Giuseppe A’Ancona, od 14 lat żonatego, ale ze skłonnością do pozamałżeńskich romansów oraz małżeńskiej przemocy.
Nie zajmowała się również moralnością. Z upodobaniem ratowała małżonki, przydybane in flagranti i zagrożone zemstą przez rozjuszonych małżonków. Co ciekawe, finansowaniem trucicielstwa zajmowali się kochankowie.
Nie, zielarz nie zadawał pytań, dlaczego stareńka pani Bonanno nieustannie walczy z wszami. Bez słowa inkasował kasę, mimo że leki na arszeniku miał prawo sprzedawać jedynie tym, którzy okazali mu zalecenie lekarskie.
Interes się kręcił szczęśliwie przez dwa lata, póki grupka kobiet z sąsiedztwa – wskutek kłótni, odnotował kronikarz – nie zadenuncjowała Giovanny. Można rzec, że do zguby przywiodła ją matczyna miłość.
Otóż jedna z jej ofiar – niejaki Francesco Costanzo – miał nieszczęście zastać ślubną małżonkę na wymianie uprzejmości z kochankiem. Wprawdzie kilka dni później sąsiedzi doprowadzili do pojednania zwaśnionych małżonków, lecz niebawem Francesco zaczął słabować. Co wtedy uczynił? Uciekł do mamusi, gdzie niestety w kilka dni potem, pomimo jej starań oraz wysiłków sprowadzonych medyków, skonał. Mamusia, pielęgnując synalka, nabrał słusznych podejrzeń. Zwierzyła się z nich jego matce chrzestnej, ta zaś udała się do domu Giovanny Bonanno, gdzie dokonała zakupu kontrolowanego.
Następnie zrozpaczona matka pobiegła do spowiedzi, by wyznać w konfesjonale, jaka to się w okolicy zalęgła straszliwa czarownica i jak za pomocą czarów zamordowała jej syna. Ale ksiądz wykazał się nowożytnym sceptycyzmem, bo takie to już były paskudne czasy, że księża nie wierzyli w czary, ostatnią czarownicę spalono tam w 1724 r. Doradził jej natomiast, żeby wydała władzom trucicielkę, zanim ta doprowadzi do śmierci kolejnych ofiar.
Tym sposobem sprawa wyszła na jaw.
Śledztwo było gigantyczne, przesłuchiwano całe ulice. Ostatecznie Giovannę Bonanno skazano na śmierć. Większości pań, które pozbyły się mężów, wymierzono kary więzienia, co najmniej 3 lata. Jedną uniewinniono, nie wiadomo dlaczego, historycy spekulują, że może miała wpływowego kochanka, który pociągnął za sznurki. Piekarz trafił na wygnanie na jakiejś wyspie na 18 lat.
Zielarza, który sporządzał specyfik na wszy i nie zadawał pytań, puszczono wolno.
Za: Giovanna Fiume, Te Old Vinegar Lady, or the Judical Modernization of the Crime of Witchcraft, [in:] History from Crime, ed. Edward Muir, Giudo Ruggiero, trans. Corrada Biazzo Curry, Margaret A Gallucci, Mary M. Gallucci, Baltimore & London: The Johns Hopkins University Press, 1994, pp. 65-87.
Zamówiłem w nocy biografię Jacka Londona.
Walczę z infekcją, która szarpie mi gardłem, to czytam/słucham, by sprawniej "odlecieć".
Irving Stronę był zawsze na moim topie. Jestem pewien, że się nie zawiodę.
Historia mojego "podwórza" to biografia Jacka w takiej małej pigułce. Podejrzewam, że linkowana tu historia Jacka, oparta jest właśnie na Żeglarzu na koniu.
Widzę sporo podobieństw, tylko ja miałem więcej szczęścia.
El Czariusz
04.04.2026, 17:45
Uwiedzeni ilością bodźców, z natychmiastową nagrodą...
e75X_qQGiaw
I pamiętaj... życia nie zmienisz ale możesz zmienić ubiór, kolor włosów, paznokci, zjeść ciastko.
P.S.
Dla tych, co widzą przystań w Tajlandii na emeryturę. Takie obecnie szybciej wymierają niż my.
El Czariusz
05.04.2026, 08:36
Po 5-ciu latach małżeństwa mamy coś ma kształt domu.
Mamy coś, czego jesteśmy panami i jednocześnie coś, czemu musimy służyć...
mLFo1iTX-CA
El Czariusz
05.04.2026, 11:35
Do kompletu:
6wsLZL1bMzg
tAcKC7g5FDs
El Czariusz
05.04.2026, 12:18
III część
Od 13:O0
Te czasy wróciły.
Podobno policja jest niedofinansowana. Służba zdrowia też.
Skoro pali się w piecu kasą, to kasy musi zabraknąć.
Jest jeszcze piasek na pustyni.
Jak pustynia wejdzie do UE, to...
El Czariusz
05.04.2026, 14:40
Jest tu jeden piewca wolności.
Dla niego to kułactwo było.
3L3VKscD5BQ
Od myszy po cesarza, wszyscy żyli z gospodarza.
Pamiętam te czasy za Gierka. Chwilowa odwilż, kredyty... Później powtórka, lata 90-te. Cudownie zrealizowany plan uwłaszczenia partyjnej nomenklatury. To dla niej była ustawa Wilczka.
Później plan Balcerowicza. Mit liberalnej gospodarki i grabież polskiej gospodarki. Równolegle utopia Korwina, dzisiaj scentralizowanego Mentzena. Taki Morawiecki Konfederacji z wodzowskim zacięciem.
Na pomniki wynoszą Leppera, Millera, Kwaśniewskiego...
A gdyby tak wywalić wszystkie regulacje do kosza i zacząć od nowa?
Czy naprawdę potrzebujemy kolczyka w uchu świni?
O obowiązkowego ubezpieczenia od wszystkiego?
To nieświąteczne myślenie... Dzisiaj wypada się uśmiechać. Jutro tylko trzeba uważać, bo cię jakiś Julian może oblać wodą. To ma pewno będzie kibol ale dziecko kibola
Dzisiaj w nocy po mordach tłukło się dwóch dziadków. To była łącznie ich 101 walka. W sumie na ringu stanęło 82 lata. Starszy wyszedł po kasę, młodszy bo mu uczniów stanął na dużym minusie. Chcę jeszcze zostać mistrzem.
W mojej pamięci zostanie jednak inna Natalia ciężkich...
Foreman - Lyle
1ohgKqeZoyg
.
El Czariusz
05.04.2026, 18:21
Dzisiaj żegnamy Czariusza.
Mówio, że forum odżyło. Kilka trupów padło ale Znachor wziął się za nich. Na szklanym ekranie świeżym popołudniem trzy wiodące szklane stacje wyemitowały ekranizację kultowej powieści Dołęgi-Mostowicza. Świąteczne szaleństwo.
Stawiałem na Potop ale potop będzie na Boże Narodzenie.
Nomen omen polecam biografię autora, bo to taki masz Jacek z Londynu.
5kaa0MqdbmU
Misja nie została wypełniona ale miło było się tu popisać.
W dobie powszechnej inwigilacji, podwórkowo też już Czariusza nie zobaczymy. Jego kolejne porażki mogły by nic rekordy popularności ale w każdym, brazylijskim Kamiennym Kręgu ktoś w końcu musi skończyć.
m4EqOf1PBps
El Czariusz
09.04.2026, 20:05
149785
El Czariusz
09.04.2026, 22:51
Świat zwariował, czy stał się bliższy sercu?
Bo co... Dostrzegamy coś więcej...?
Tymczasem ja w...
4s9KpL03PSc
El Czariusz
10.04.2026, 15:03
Zarejestrowałem się z duszą na ramieniu prawie rok temu na forum.
Ponownie. Dzięki Wierny.
Data pierwszej rejestracji stawiała by mnie przed Wasilczukiem np.
Wspominałem o tym (ale tym postom pozwalałem "żyć" w ściśle określonym terminie) by zachować taką ciągłość narracji na jakiej mi zależało i by moje samobiczowanie, nie zdominowało tego wątku.
Wątek powstał w określonym celu. O tym też pisałem.
W momencie, kiedy się rejestrowałem toczyłem wojnę. Wojnę z władzami Gdańskich Nieruchomości, z sąsiadem, który przejął kontrole nad kamienicą w której mieszkam i był wstanie zdobyć się na każdą podłość, by osiągnąć swój cel.
Istotą sporu było program Wspólne Podwórko 2023. Nie będę opisywał tego, co się działo. Dopiero po roku czasu mogłem dzisiaj stanąć przed Wysokiem Sądem (nie bez kozery piszę urząd z dużej litery) i w końcu przedstawić moje racje.
Wysoki Sąd ze względów proceduralnych uniemożliwił mi korzystanie z niezbędnych, bardzo obszernych notatek. Wytłumaczył mi dlaczego ale zapowiedział, że będę je mógł wnieść na kolejnej rozprawie jako materiał dowodowy.
Zapowiedział, kiedy mnie wysłuchał...
Ja już dawno zatraciłem zdolność do ustnego przekazu. Są wyjątki. Wyjątkiem są młodzi ludzie, do których potrafię trafić jeszcze z tym ustnym przekazem. Czasami w pociągu ktoś mnie pociągnie za język ale ja się już ze swoimi "tematami" nie wyrywam. W podróży, to ja jestem intuicyjnie (jeszcze) "zaczepiany"...
Czego już nie potrafię w środowisku moich przyjaciół, bo przypominam starą, zgraną płytę. Taki syndrom mojego bardzo serdecznego kolegi, który ma tu swój wątek i działa w tym samym trybie. Wystarczy zamknąć gębę, wyłączyć nadawanie. Jezuuuu, jak się tego uczę!
Dzisiaj przed Wysokim Sądem stanąłem za tą "mównicą" i pierwsze, co usłyszałem, to prośbę by odłożył ten bardzo grubą teczkę notatek, pogrupowanych w odpowiednie czasowe koincydencje itd...
Była tam wiodąca strona, na której miałem wypisane hasła miały mi ułatwić narrację w określonym porządku.
Wszystko też po to, by nie "rozciągać tematów", co niestety mam w zwyczaju.
Nie bez kozery wstawiłem wczoraj ilustrację strony tytułowej biografii Jacka z Londynu.
Jego biografia to esencja duszy wojownika z jednej strony, z drugiej człowieka szukającego swojej tożsamości. Determinacja, z jaką walczył z zimnymi wodami Zatoki San Francisco przypomina moje "potyczki" z życiem... Nie w takim wymiarze ale finalnie to nieustająca walka z dyskomfortem. Porażka, za porażką ale... do przodu.
Siedzimy wczoraj w południe z sąsiadką przy stole w jej mieszkaniu. Sąsiadka po udarze, jej mąż po dwóch. Wszystko ma miejsce w ciągu tego roku, kiedy ja do Was nadaję. Piszę pierwszy raz "W"as, z dużej litery. Nie musicie tego wiedzieć. Wystarczy, że ja wiem.
Siedzi przy tym stole też Strażnik Domowy z nasilonymi migrenami... Tylko mi kurwa nic nie jest...
Cdn...
El Czariusz
10.04.2026, 16:40
No więc zeznaję.
Nie potrzebuję tych grubych notatek. Operuję datami, cytuję treści zawarte w mailach, dokumentach, kosztorysach zawierających setki informacji.
Pisałem o tym w tym wątku.
W jaki sposób opanowałem język węgierski w wojsku (na chuj komu potrzebny), jak potrafiłem wykuć na blachę przy tym regulamin służby wewnętrznej w ... stronami... wierszami... Nie wspominając o opanowanie banalnie ubogie w treści regulaminy: warty czy musztry...
Na tym etapie "przesłuchań" Wysoki Sąd uprzedził mnie, że mam odpowiadać na pytania Sądu przede wszystkim...
Wspominałem o tym. Przepraszam kolegę dra_twa, że po raz kolejny nadaję to samo. No właśnie tak mam, starcza słabość...
Pozbawiony ułatwiających mi przedstawienie naszego punktu widzenia narzędzi, zaczynam nadawać... Mówię nieprzerwanie niemal przez pół godziny. Wysoki Sąd mi nie przerywa, dopytuje tylko jak gdzieś się trochę zapędziłem.
Ale przede wszystkim... podaję dane jak z komputera. Jak bym miał ten zapis zdarzeń przed oczami. I najważniejsze... Cytuję seriami kłamstwa wypowiedziane przez sąsiada odnosząc je do nagranych rozmów.
Podaję raz za razem dokładny czas wypowiedzianych słów/zdań, które stoją w sprzeczności do zeznań... cisza. Przywołuję daty, godziny, treści. Cytuję je z pamięci. Jak katarynka. Pół godziny...
Pozycje z kosztorysów, dziesiątki wierszów... Strona ta i ta, wiersz ten i ten, pozycja taka, koszt taki... Krok po kroku demaskuje kłamstwa tak banalne...
Sąsiad nie wierzył, że go nagrałem, sąsiad uważał, że będzie jak było...
Było się skończyło.
Czułem się jak na granicy TJK/KGZ w 2018-tym.
Podszedł do mnie Bartek Grąbczewski, mocno już ogarnięty "granicznie" chłopak, który doskonale posługuje się językiem rosyjskim i ukraińskim i mówi:
- El... Nie jesteśmy wstanie przeskoczyć tematu. Bez 10$ od łebka nie ma przejazdu...
Ok.
Znikam z gościem na pół... godziny. Jak w sądzie. Czas dla chłopaków ciągnie się jak guma z majtek. W końcu się pojawiam z... innym gościem i mówię:
- Potrzebuję garnek.
Wszyscy szukają garnka. Ostatecznie znajduję mój "wyprawowy". Nadaje się.
Po co ci ten garnek?
- Za to, co jest w tym garnku w życiu byśmy tej granicy nie przekroczyli.
Cdn...
El Czariusz
10.04.2026, 16:54
Tu "wtręt".
Pojawia się moim wątku/życiu ni pies, ni wydra - chuj mazeno.
Mazeniak - to miano nadane mu przeze mnie. Tu się ukrywał pod nickiem "arbo".
Z tym chujem będę walczył na tym forum - jego bronią. I chuja wychowam.
Już dobra zostaw Mazeniaka , pisz co tam w sądzie nawywijałeś bo akcja trwa. :D
El Czariusz
10.04.2026, 18:09
Wrócił Elwood.
Cmq_AIKslDo
Tu "wtręt".
Pojawia się moim wątku/życiu ni pies, ni wydra - chuj mazeno.
Mazeniak - to miano nadane mu przeze mnie. Tu się ukrywał pod nickiem "arbo".
Z tym chujem będę walczył na tym forum - jego bronią. I chuja wychowam.
Nie czytam Twoich wypocin (bo nie wchodzą mi nudne wyznania zakompleksionego narcyza), ale mi podkablowali, że znowu za mną tęsknisz.
Formę "Mazeniak" wymyślił mój kumpel od wspinania "dr Know" z Kielc, na długo zanim poznałem Ciebie.
Znowu nie jesteś pierwszy, choćbyś chciał.
Ciągle wychodzą z Ciebie kompleksy na moim punkcie jak nic. I ciągle musisz o mnie wspominać. Chyba masz z tym gruby problem.
El Czariusz
10.04.2026, 19:28
Nie ma twojego punktu.
Jest mazeniak, o którym nikt nie słyszał, dopóki ci tego miana nie nadałem. W przeciwieństwie do Fazika. Też ode mnie otrzymał te "miano', które ty używasz i nawet nie wiesz dlaczego. Wszędzie za mną łaziłeś i przyszedłeś też tutaj.
Będę cię wychowywał i doznasz mojej szkoły.
Sam tego chciałes i otrzymasz baty z nawiązką.
Twoja wersja dlaczego Fazik jest Fazik również nie zgadza się z rzeczywistością, bo akurat o to pytałem Fazika jakiś miesiąc temu.
Możesz sobie wymyślać tysiące różnych wersji własnej rzeczywistości. Mnie ona wali. Może jedynie świadomość, że łazisz za mną i dopraszasz się mojej uwagi, w minimalnym stopniu łechce moje ego. Może. Ale bez tego (czy jak wolisz pomimo tego) mnie się życie udaje. Tobie chyba nie bardzo, skoro tak wyłazi z Ciebie zazdrość.
El Czariusz
11.04.2026, 06:43
Gdyby nie Fazik, w ogóle byś tu nie zaistniał.To jest otwarty wątek więc poziom kultury twoich wypowiedzi rośnie.
Nie ma "wypierdalaj" jak w wątkach, które wymagają logowania nie ma innych inwektyw.
Bardzo dobrze mały gnojku.
Ja ciebie tu wychowam.
To, co ty piszesz nie ma żadnego znaczenia. Jak tracisz argument, wymyślasz nowy, którego nie ma sensu weryfikować. Dla mnie jesteś szmatą, przypisująca sobie dokonania innych a szczytem chamstwa były twoje wypowiedzi na Brytanie.
Kopiujesz wszystkie moje pomysły, bo nigdy nie byłeś kreatywny.
Nasz wyjazd w Panie Lublinem i Golfem wiesz ile kosztował? Dopytaj Fazika. Tyle ile ty skasowałem kasy od "kumpla" jadąc rok po nas "pioniersko" jakimś VW (chyba Vento).
Taki z ciebie Kozak.
My zaś rzekomo obwieszeni reklamami... Dobre sobie. Golf obwieszony zdjęciami z wypraw kolegów, w tym słynne zdjęcie z dupą Pastora na 4655. To była oiękna reklama tylko do końca nie wiem dlaczego.
Jakie rozkminy przy tym. Weszli na "piątkę" ale co to za oiątka, po której szczycie można chodzić:)
Na Lublinie za to była piękna, jedna reklama. Firmy transportowej MARLEP, która przygotowała Lublina blacharski, bo pracował w niej Zepsuty. Miał z nami jechać ale rodzinnie mu się położył temat
Ta jedyna reklama miał swój fajny, osobisty wymiar głupi gnojku.
Otóż autor tego malunku (aerografem) równiez pracujący w MARLEPie był autorem oięknej grafiki na polskim TIRze jeżdżącym po GB.
Było głośno o tej grafice nie tylko w Polsce ale i na Wyspach, bo przedstawiała Dywizjon 303.
I tak to byliśmy obwieszeni reklamami matole...
Oto pierwsza reklamowa choinka
sqZC9rGlzJ0
A tu druga matole...
0nr12OVFT50
Zżerala cię zwykła zazdrość.
Ja ciebie tu wychowam
Nawet mi Cię nie żal.
I wypierdalaj.
El Czariusz
11.04.2026, 14:24
Kto cię nazwał mazeno a Fazika fassi, nie wiele mnie obchodzi. Spolszczyłem Fazika a ty zostaleś mazeniakiem.
Jesteś baba bez jaj. Zalogowałem się tutaj ukrywajac się tutaj pod nickiem arbo. Zmieniłeś czcionkę, zacząłeś nawet pisać Polak, Polska z dużej. To akurat plus.
Wysypał cię Heniek.
Możesz spadać leszczu.
heniekstar
11.04.2026, 14:59
:):) Paradne mazeniak.
Przez swoje wysrywy i błyskotliwość więcej osób zraziłeś do tego miejsca
niż zachęciłeś... Rozdajesz "wypierdalaj" jakbyś przyciągnął tych użytkowników do których kierujesz swoje dzbanowate teksty, Tadziu.
Kot ma nowe imię. Wkrótce poznasz.:D
Co za kocioł :) masakra jakaś
El Czariusz
11.04.2026, 17:17
E tam...
ghtZc2IBnlY
Matjas, nie dostałeś jeszcze priva od leszcza?
Nie wierzę, że nie.
Nie ftroncaj się a będzie dobrze;)
El Czariusz
12.04.2026, 07:30
Na ostatniej rozprawie Sąd zdecydował o powołaniu mediatora. Sąsiad, to mentalnie mazeniak.
Ten ostatni nigdy nie przyzna się do błędu i jesteśmy pewni, że sąsiad również tego nie zrobi.
Dał pokaz manipulacji, którą obnażałem krok po kroku. Sąd zdecydował, że dopuści moje dowody, które przedstawiałem. Wszystkie maja poparcie w faktach.
Jego żona (już raczej była) to radca prawny. Wymiksowała się ze sprawy ale nie z odpowiedzialności. Oboje sądzili, że info o nagraniu sąsiada, to mój blef. Obecnie posiadają 3 lokale z 6-ściu i dysponują większością głosów, ze względu na metraż. Do tego doszło do zmian własnościowych, w której sąsiad ma obecnie dwa mieszkania a jego rodzice trzecie.
Po zmianach przepisów przez które zostaliśmy "dużą" wspólnotą, nie mamy obecnie nic do gadania, tym bardziej, że jeden lokal należy do miasta, które teraz robi wszystko, by doprowadzić "projekt" do końca i że zarząd w osobie małżeństwa działał zgodnie z prawem.
Nie będę wchodził dalej w szczegóły, bo to się epopeja zrobi jak moja 25-cio letnia batalia z ZUS.
Minął rok czasu i dopiero teraz zostałem przesłuchany (jako ostatni) i dokonałem sporego zwrotu akcji. Moja zona i druga rodzina (zostaliśmy wydymani przez sąsiadów), to po prostu uczciwi ludzie.
Ja jestem gruboskórny ale też zaufałem sąsiadowi. Wydawało by się to niewiarygodnym, co oni zrobili ale to są powszechne praktyki. Powszechne tam, gdzie źli ludzie idą po trupach do celu.
To już jest nieważne.
Jako słabsi podjęliśmy walkę z oszustami (nie boję się tego otwarcie napisać), bo takie jest nasze zdanie. My tej sprawy nie przegramy, bez względu na ostateczny wynik. Pozwana strona dostała warunki ugody.
Nie przegramy, nawet, gdy jej wynik okaże się dla nas niekorzystny. gdybyśmy zrezygnowali z walki, bylibyśmy przegranymi.
Mazeniaka mam w dupie ale dodam jedną historię jaka miałem z jego udziałem i to nie ja byłem "sędzią" w ocenie. "Uśmiechniętym" świadkiem.
Sędzią okazała się Strażnik Domowy i mój serdeczny kolega.
E tam...
ghtZc2IBnlY
Matjas, nie dostałeś jeszcze priva od leszcza?
Nie wierzę, że nie.
Nie ftroncaj się a będzie dobrze;)
Nie mogę nic napisać bo to narusza tajemnicę korespondencji ;)
pierdupierdu
pierdupierdu
Heniek i Elwood, ale się fajnie miziacie się po sisiorkach.
Wart Pac pałaca.
El Czariusz
12.04.2026, 10:55
Ja zaczynam rozumieć Twoją krucjatę Szymbeuszu. Dopiero z pewnej perspektywy człowiek widzi lepiej. Udzielasz się w wielu wątkach ale wykazujesz sporo empatii. Pomijam wątki stricte mechaniczne, bo to nie moje podwórko i ich nie czytam choć coś zadrgalo jak pojawiła się w ofercie dr-ka 350...
Szybko wyrzuciłem jej obraz z pamięci, bo gdybym miał pojeździć sobie gdzieś dalej, to właśnie na niej ale... mam Simsona "pastorowego" u Szparaga i pora go od niego zabrać. Dam się zobowiązał, że mi go zrobi ale wyszło jak wyszło.
Nieźle przećwiczył mnie sąsiad ale z nim pozostaje mi żyć.
Z mazeniakiem nic mnie nie łączy już i nie mam zamiaru nawiązywac relacji z nim.
Opiszę za to, jak się "pożegnaliśmy".
To w ramach jego wychowania i moich inklinacji pedagogicznych.
heniekstar
12.04.2026, 11:19
Heniek i Elwood, ale się fajnie miziacie się po sisiorkach.
Wart Pac pałaca.
Cytne se. Szybciej znajdę na okoliczność.:D
A podumowując: Szkocka się rozlała lub szambo wybiło. Można zamiennie.
:D
Primum non nocere - czyli po pierwsze nie cerować ;)
To tak apropos empatii mej.
Twierdzę że każdy człowiek to historia. Każda historia, tak jak każde życie wymaga uszanowania i naprawdę im jestem starszy tym bardziej właśnie tak myślę nawet o głupim dresie w BMW co koniecznie chce być pierwszy.
Oczywiście - mam już dość niemłode stopy i gdzieniegdzie odcisk.
El Czariusz
12.04.2026, 18:12
Mnie się nie tak dawno podsumowanie Mazurkasa spodobało. Po iekad do niego nawiązałeś i niech tak zostanie.
W sumie, to mi dwa poważne tematy zostały do zrobienia i szkoda czasu na jakiegoś arbo.
Sąsiad i wiejski dom.
Dwa potrzebne, do ułożenia sobie życia na starość.
Trzeci, nieustający to wnuki. Ostatnio za rzadko się widujemy i boję się, że im komfort w dochodach poprzewraca.
Jest plan je wywieźć na biwak gdzieś bliżej ale muszę zrobić Lublina. Na bliżej jest zgoda z dzieciakami, na wieś już nie bardzo ale z teściową załatwię l temat, bo ona chętnie się na wieś wybierze, nawet śpiąc na materacu. Ale prababci to ja łóżko złożę, z oięknego zabytku na miejscu.
El Czariusz
12.04.2026, 20:03
Miało być: komfort w dupciach poprzewraca.
Moje wnuki mają wszystko a nawet więcej.
Nie cieszysz się że mają?
Wiercę słonym palcem w ranie, wiem.
Moje dzieci też mają wszystko, na moje własne życzenie. Dla ich własnego dobra wolałbym żeby nie miały nic i miały takie piękne dzieciństwo jak ja miałem ale ONE nie chcą takiego pięknego dzieciństwa. Gdybym miał wnuki to już w ogóle rozziew byłby ogromny.
Oczywiście, okazjonalne ognisko, nocleg w chałupie⌠brum brum Lublinem. Można. Trzeba.
Ale nie wstrzymasz tej rzeki czasu.
El Czariusz
12.04.2026, 21:43
Jo.
Szukam sposobu. Dokształcam się, uczę się czytać dzieci. Ważne - próbować. Jakoś się wkomponować, ostatecznie być ostoją. No i ta szczera radość, kiedy się spotykamy. Największą nagrodą.
El Czariusz
13.04.2026, 08:20
W sądzie sąsiad chciał pokazać zdjęcie pomieszczenia gospodarczego, które jeszcze cudem ostało się na podwórku a na tym zdjęciu...
Sąd olał sąsiada ale ja napiszę, co zdążył powiedzieć sąsiad.
- Wysoki Sądzie, pomieszczenie jest zastawione sprzętem budowlanym i złomem rowerowym! Nie mogę z pomieszczenia korzystać!
Pomijam fakt, że spokojnie może, ale nazywanie mojego rowerowego magazynu złomem?! Akurat w pomieszczeniu stoją asy mojej kolekcji, w tym dwa karbonowe gianty, o innych nie wspomnę.
Stoi ich tam (i wisi) 8 ale na potrzeby sądowej narracji padła z ust sąsiada liczba 30.
To tylko jeden przykład aberracji, stąd może niektórzy mimo wszystko wybaczą mi moje emocjonalne wycieczki w przestrzeń polskiego/forumowego eteru. łatwiej mi o tym pisać niż mówić.
P.S.
Zwracam cejloński cynamom, ponieważ nie jest zgodny z przedstawioną ofertą i opisem. Kupiony na allegro więc procedura reklamacyjna akurat jest dość przyjazna konsumentowi. Musiałem kilka lasek zużyć, by się o tym przekonać. No zawiedziony jestem. Więcej aromatu ma kora brzozy niż ten cynamon a smak, to już w ogóle. Podparłem się autorytetem babci, która testowała ów w każdej postaci.
I taki jest ten świat...
Świat jest do dupy ale życie jest cudem. Chcę jeszcze pożyć w dobrej kondycji 25 lat.
Teraz rozliczyć robotę, wziąć urlop i pojechać na wieś stawiać trzon kuchenny od nowa, robić porządki w stodole no i ruszać z tematem.
W sądzie kolejna rozprawa pod koniec lipca ale wyprzedzamy bieg wypadków i będzie kolejny pozew. Jak mamy się porozumieć, to teraz na moich zasadach.
El Czariusz
13.04.2026, 15:23
Dzisiaj odpoczywam.
Czyszczę komputer.
https://i.ibb.co/prW2tLY2/nysa-camp.jpg (https://ibb.co/n83rHLxr)
https://i.ibb.co/HTTwMGNB/51112bca8c079-p.jpg (https://ibb.co/Jjj6brxm)
https://i.ibb.co/7xbV2L9v/51112c372bdd8-p.jpg (https://ibb.co/wZYCMjvy)
https://i.ibb.co/hJDYvM5N/Pod-Araratem.jpg (https://ibb.co/8L6YVB3w)
El Czariusz
13.04.2026, 15:37
https://i.ibb.co/yBdLRvKY/Fotka-zbiorowa.jpg (https://imgbb.com/)
https://i.ibb.co/xt9z8x3h/przygoda4x4-retro1.jpg (https://ibb.co/Kp4VzTm6)
https://i.ibb.co/5XhyNnF7/Targi-w-Trypolis-1962.jpg (https://imgbb.com/)
El Czariusz
13.04.2026, 20:49
Moc dyskomfortu.
9UJ_xR64OqM
Twarda dziewczyna i tak się powinno dzieci wychowywać , a nie srajfon, facebuk i piękniejemy.
vBulletin v3.8.4, Copyright ©2000-2026, Jelsoft Enterprises Ltd.