|
|
#731 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 921
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 10 godz 50 min 37 s
|
Nie o to pytałem.
Pytałem: po co? Bardziej mnie interesuje Twoja odpowiedź. Do zimioka retorycznie. On lubi szukać dziury w dupie, aczkolwiek zawsze jednak można dopytać. Kto pyta, nie zbłądzi w dupie zimioka. Moja stoi dla niego otworem.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#732 |
![]() |
Lubie Twoje wpisy, czasem nakierowuja mnie na jakies ciekawe tematy, ktorych bym pewnie nigdy nie ruszyl.
__________________
XRV750 RD07 / BMW R1200RT |
|
|
|
|
|
#733 | |
![]() |
Cytat:
A zaglądam bo poziom odklejenia tak wielki, że w całości rekompensuje mi blokadę od Warzechy (a później rezygnację z x'a). Wiesz, takie łąpu capu przy kawie. |
|
|
|
|
|
|
#734 |
![]() |
Ja zaglądnąłem tylko na chwilę ze swojej nicości sprawdzić czy wróciłeś.
Sprawdziłem. Długo nie trzeba było czekać nie, żebym czekał.
__________________
'Przestań naprawiać kiedy zaczynasz psuć' - Ojciec matjasa |
|
|
|
|
|
#735 | ||
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 921
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 10 godz 50 min 37 s
|
Cytat:
Cudownie być odklejonym. Nawet z chujem w dupie. Wierz mi. Rozumiem, że odnosisz się do polityki. To by mi ulżyło. Tu (polityka) bardziej jestem przyklejony. Bo jak byś się czepiał 8-mio czy 10-cio letniego chłopca albo jego rodziców, którzy wysyłali swoje dziecko na drugi koniec Polski same pociągiem i to z przesiadkami, to nie rozumiem. Zaglądać w ogóle z powodu odklejenia kogokolwiek - gdziekolwiek, zakrawa mi na jakąś formę perwersji. Jak dzieciak z późnej podstawówki, który zobaczył na zdjęciu pierwszy raz goły cycek. Przyłapany twierdzi, że cycek odklejony. I tak za każdym razem. Cudownie. Wdziewam sweter, co cipie, by siła przekazu była większa. Tego, co nastąpi. Zatem najpierw podkład. Z czarzastymi grałem w piłkę. Zakładałem im siaty, to poszli z niesmakiem w polityke, bo nie zmogli znieść "małego" między nogami. Już wtedy bylem kawałkiem chuja. Cytat:
Jednak poświęcę Ci odcinek. Jak zdążę, bo nie wiele znaczysz.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
||
|
|
|
|
|
#736 |
![]() |
Fajny filmik i ciekawe komentarze , choćby ten : Słyszałem, że jest takie staropolskie prawo, jeszcze z czasow pierwszych Piastów, że RAZ DO ROKU MOŻNA STRZELAĆ DO STARYCH KOMUCHÓW bezkarnie ... lub ten:Co za chore czasy. Przywódca kraju masowych morderców z pragnieniem na pokojową nagrodę nobla (SICK!), atakowany przez starego komucha, wybranego na marszałka demokratycznego kraju (SICK!)... Gdzie ja kurw4 żyję?!
Ja proponuję Putina do nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny. Jedną decyzją wyleczył 8 mld ludzi (cały świat) z Dawida 19. Trumpowski Nobel hipokryzji ginie w blasku przy tym
__________________
kto smaruje ten jedzie |
|
|
|
|
|
#737 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 921
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 10 godz 50 min 37 s
|
Tu się politycznie czasami spuszczam, by nie było wątpliwości, z kim mi nie po politycznej drodze. A skoro politycznej, to i w pozostałej też.
To znaczy, że nie nawiązuję nowych, lewicowych znajomości. I absolutnie nie zamierzam. Zatem teraz już spokojniej, działam dalej w systemie binarnym. Te pierwsze ferie zimowe u babci zapamiętałem z dwóch powodów. Pierwszy, to fakt, że to pierwszy zimowy ferie u babci, który zapamiętałem ![]() Drugi, to ten sweter. Sweter wydawał mi się tragiczny ale był jedynym w czym/jakim zostałem wyekspediowany. Ja nie miałem kurtki. Babcia miała kożuch. Mogłem się w niego co prawda ubrać ale sięgał mi za pięty butów i utrudniał przemieszczanie. Pamiętam jeszcze dlatego, że nie było śniegu ale był mróz. Taki kilkudniowy, z każdym dniem tężejący. Moje trzewiki (tak się wtedy mówiło na buty inne niż trampki) porzuciłem na korzyść walonek. Walonki były bardzo ciepłe. Podobnie jak sweter. Jak nastał mróz, przestało wiać. Okazało się, ze sweter i koszulka (nawet z krótkim rękawkiem) zupełnie wystarczały, by utrzymać ciepło, które generowało własne ciało. Nosiłem wełnianą czapkę z pomponem i wełniane, jednopalczaste rękawiczki. Po latach zajechałem w rodzinne strony mojej mamy i ojca. Stanąłem przed domem, który kiedyś był szkołą i przez wiele lat po śmierci babci był niezamieszkały. Kupił go jakiś Warszawiak. Była chwila "napięcia". Nie jakaś taka mocno egzaltowana... ale była... Stałem i patrzałem na ogród (było to z jakie 10 lat temu)... Wracały wspomnienia ale interesowało mnie jedno. Tak naprawdę jedna rzecz mnie "nurtowała". Rzecz... Nie rzecz a odległość. Odległość od domu do stawu...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#738 |
![]() |
To jest ten dom co obecnie remontujesz ?
__________________
kto smaruje ten jedzie |
|
|
|
|
|
#739 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 921
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 10 godz 50 min 37 s
|
Nie.
Jak wspomniałem, kupił go jakiś Warszawiak. Szukałem w okolicy. W trakcie oględzin różnych, wpadliśmy z Bikim do Wasyla i zabrakło nam... paliwa ![]() Była jeszcze jedna chata w regionie, tuż przy granicy z BLR ale już nie dojechaliśmy. Kupiliśmy po "drugiej stronie" Białego ostatecznie.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#740 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 921
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 10 godz 50 min 37 s
|
Dwa lata wcześniej latem, byłem Winnetou. Winnetou w wersji ubogiej. Na golasa, ze słomiana przepaską na tyłku i łukiem z leszczyny. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że Winnetou to biały Francuz a film/kolejne części kręcono w Jugosławii. Dlatego strasznie żałowałem, że nie mam jego stroju z indiańskimi ozdobami ale najbardziej żałowałem mokasynów. Do dzisiaj mam słabość do takiego obuwia. Pierwsze buty, jakie zlecę do szycia, to będą właśnie mokasyny.
W zeszłym roku roku nabyłem dwie pary. Po raz pierwszy od lat dziesiąt "normalny" obuw. W którym można i do kościoła i na spacer po bulwarze. namawiała Strażnik Domowy i namówiła. Wydałem 490zł o rabacie 30%... mokasyno podobne. Wiem, że długo już nie będę namawiany. Jak siebie znam, to starczą mi do końca życia nawet, gdy dojadę do setki. Tymczasem Winnetou zakradł się na wierzbę górującą nad stawem. Prowadziła do niej wąska, grząska ścieżynka, która lubiły też chadzać do stawu gęsi i kaczki sąsiada przez dziurę w plocie. Nikomu to nie przeszkadzało poza Winnetou. Mimo, że szedł jak prawdziwy Indianin i stawiał stopy "krok w krok", odchody domowego ptactwa przeciskały mu się między palcami jak mielone w maszynce do mięsa babci. Kłóciło to się z honorem indiańskiego wodza ale trudno. Zawsze to lepsze ptasie, niż te krowie placki. Wdepnąć w taki, to jak Winnetou zaleźć za skórę. W każdym razie Winnetou z łukiem w garści chciał dać nauczkę tym cholernym gęsiom i kaczkom taką, że... Wdrapawszy się na konkretną gałąź i kiedy miał obie ręce zajęte polowaniem nagle...! Czyli WTEM!! Gałąź się złamała i Winnetou wpadł prosto w morze pokrzyw pod nią na skraju stawu... Wrzask jaki się podniósł wypłoszył ptactwo nie tylko ze stawu ale wzburzył też konia w stajni. Ze zboża uniosło się kilka buszujących tam kuropatw i... Dwa lata później (dokładniej półtora roku) Winnetou poszedł nad staw już nie tak skąpo odziany. W zestawie odpisanym wcześniej prezentował się na tle zmarzniętej do szpiku przyrody naprawdę efektownie. Winnetou żył jeszcze wtedy obrazami prezentowanymi w tvp 1. Był tylko jeden kanał i obsługiwał wszystkich. Od dzieci po starców. Niestety... Ani Wakacje z duchami, ni Podróż za jeden uśmiech czy Pan Samochodzik emitowane świeżo w tv opisywały tylko letnie przygody. Do tych Winnetou był przygotowany, że hej. Bardziej niż przykładnie ale zimowo...? Tabula niezapisana eksploracyjnie. Oczywista sanki, łyżwy - koncertowo, śmiganie na butqach itp. - znakomicie, ale bardziej zaawansowany plener to nawet nie po łebkach. Zimowego Winnetou strasznie kusił staw. Tym bardziej, że cały już był pokryty lodem. Wszystko już elegancko zamarznięte... gdyby tak mieć łyżwy! Łyżwy owszem, miała siostra i mogła pożyczyć, bo w Rumi ani mrozu, ani śniegu. Ale wiadomo... No więc nasz Winnetou cały niemal w wełnie, w pięknych walonkach zaczął sprawdzać czy lód trzyma. Lód trzymał ale gdzieś w połowie drogi do geometryczno-geograficznego środka zatrzeszczał i... ![]() Trwało to migiem, kiedy staw pochłonął Winnetou`ego... Nie było wrzasku, tylko trzask i plum! Na szczęście zimowy niski poziom wody ugrzązł gdzieś między pepkiem a klatą pirata, znaczy Winnetou`ego. Pierwsze wrażenie? Nie jest wcale tak zimno. Ale to było pierwsze wrażenie. Do dziś pamiętam niemal każdy szczegół akcji samoratunkowej. Najważniejszym było dotrzeć do brzegu. I to jakoś szło. Tu brawo dla Winnetou, bo nie wdrapywał się na lód (po pierwszej próbie) tylko łamał własnym ciężarem to, co było przed nim a po paru krokach już mógł wyjść normalnie na brzeg. Ale... co się dzieje...? Nogi zamarzają w walonkach eksresowo! Winnetou chce biec ale opada z sił, znaczy jakby nie może, bo ciało drętwieje. Przewraca się i nie może wstać... Zaczyna się czołgać, coś krzyczy... Nikt go jednak nie słyszy... Czołga się resztkami sił przez ogród, "mijając" po prawej oborę, drewutnię. Nie krzyczy... na to też już nie ma sił... Nawet na to. Udaje mu się doczołgać do furtki ale...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|