|
|
#711 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 911
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 7 godz 38 min 53 s
|
I tak z tymi przesiadkami dojechałem do Cadcy.
W Sahach wczorajszego wieczora żegnał mnie bardzo ciepły, bezchmurny wieczór. Skalite przywitało mnie deszczem i kilkoma stopniami. Próbowałem przeczekać trochę pogodę na dworcu ale po dwóch godzinach pora była w końcu ruszyć do Bielsko Białej. Wczesnym popołudniem byłem na miejscu. W gawrze Lupiego. Po tej wycieczce kupiłem sobie pierwszy od 10-tek lat rower. Z przerzutkami itd. nazwałem go Lupi. Lubię nadawać nazwę przedmiotom. Zyskują dzięki temu duszę. Lupiego skradziono mi w trakcie remontu Przystanku Oliwa. Nabiłem nim sporo km. Był marki fahrad manufaktur. w 2024 kupiłem tej marki "salonowca". ![]() Sam sobie sprawiłem mały prezent na urodziny. Kosztował tyle, co te czeskie dłuta z książką razem wzięte. 13 stycznia 2024 zrobiłem nim sobie wycieczkę po trójmiejskiej promenadzie. Prezentował się znakomicie. ![]() ![]() ![]() ![]() Prawdziwy elegant. I na tym opis tej wycieczki zakończę, podobnie jak dalsze pisanie. Co prawda chciałem jeszcze koszty wrzucić jako ciekawostkę, za ile da się, za ile można podróżować ale... Forumowy edytor bardzo mi odpowiada ale ja forum nie. Miał rację Dubel. Nie udał mi się ten powrotny eksperyment. Konto sobie zostawię. Pasuje mi ten nick - El Czariusz... Będę "czarował" gdzie indziej. Wygrałeś Matjas ciesz się własną nicością tutaj do woli. Ten obrazek dedykuję sympatykom. ![]() Niech spełniają się Wasze marzenia. I moje... ![]() ...też.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#712 |
![]() |
Nikt nie powiedział Ci abyś się wynosił
ale jebniesz focha jak zawsze. No cóż skoro taka wola. Będę w nicości oczekiwał Twojego ponownego nadejścia.
__________________
'Przestań naprawiać kiedy zaczynasz psuć' - Ojciec matjasa |
|
|
|
|
|
#713 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 911
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 7 godz 38 min 53 s
|
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#714 |
|
Moderator
![]() |
https://www.youtube.com/watch?v=pt3g...&start_radio=1
Człowieku z liściem na głowie, Twoją opowieść z wymiaru gdy latało się umysłem a nie samolotem czytam, choć czasami wymaga to ode mnie sporego wysiłku komórek, które nadal pozostały. Pisz Pisz, bo inaczej zostaną tutaj jedynie tematy o wyższości okrągłej narzędziówki nad kwadratową i wynurzenia niedorobionych zbawcuf świata mających proste odpowiedzi na skomplikowane pytania.
__________________
www.kolejnydzienmija.pl 2014: Żatki Bolek na promie kosmicznym 2015: Veni Vidi Wypici 2016: Muflon na latającym gobelinie 2017: Garbaty Jednorożec 2018: Czarny Jaszczomp 2019: Rodzina 50ccm plus 2020: Żółwik Tuptuś 2021: Chiński Syndrom 2022: Nie lubię zapierdalać 2023: Statek bezpieczny jest w porcie, ale nie od tego są statki 2024: Uwaga bo ja fruwam 2025: Ekwipunek Załogi Gogurka 2025: Cztery i pół Afryki |
|
|
|
|
|
#715 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 911
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 7 godz 38 min 53 s
|
Jednych cukier krzepi, drugim szkodzi.
Czarny kruku, czemu krążysz Nad mą głową, blisko, tuż ? Ty zdobyczy tu nie złowisz,. Czarny kruku, ja nie Twój! Ty zdobyczy tu nie złowisz, Czarny kruku, ja nie Twój! Czemu szpony swe otwierasz Nad mą głową, blisko, tuż ? Na zdobycz Ty pewnie czekasz. Czarny kruku, ja nie Twój! Poleć w me strony rodzinne, Powiedz mateczce mojej, Jej powiedz, donieś, najmilszej, Żem za ojczyznę poległ. Gdzie czeka kochana moja, Zanieś chusteczkę krwawą, Jej powiedz, że jest, że jest już wolna, Ożeniłem się z inną. Gdy była bitwa straszliwa, Ze mną strzała wzięła ślub. Widzę, śmierć moja, moja przybywa. Czarny kruku, jestem Twój. Widzę, śmierć moja, moja przybywa,. Czarny kruku, jestem Twój. Autor nieznany. Przekład Renata Miłosz
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#716 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 911
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 7 godz 38 min 53 s
|
"...goście z tymi banami, szczególnie jeden, mają od lat podobny schemat - wchodzą po cichu, obwąchują, piszą najpierw przyjaźnie, logicznie, dopasowując się do atmosfery, po czym dość szybko przechodzą do świadomego mącenia wody kontrowersyjnymi postami (zakładam, że dla zwrócenia na siebie uwagi), żeby za chwilę strollować prawie każdy popularny wątek (a to wyśmiewając autora wycieczki że słaba ta wycieczka, a to wpadając w cudzy wątek, żeby opisać na wielu ekranach cudzego wątku SWOJE WŁASNE przemyślenia o całym świecie i ilością tego spamu przytłoczyć temat zaczęty przez autora, a to przechodząc w argumentacji do tekstów typu âchuj ci w dupęâ, itd.) - na końcu koniecznie kasując większość swoich postów przez co całe duże wątki stają się bezsensowne i nieciągłe..."
Jeżeli to do mnie było, to miałem okazję się wytłumaczyć. Trzeba było czytać a nie wpaść do kościoła i przeciągiem zdmuchnąć świece. Nie do końca się widzę jako bohater tego genialnego wpisu ale tu odpowiem. Dobrze wczytałem się w słowa i dalej nie rozumiem, jak można sadzić takie trele, kiedy można spokojnie nie brać udziału w dyskusji w tych ledwie kilku wątkach, które budzą emocje. Stosując się do zaleceń, postanowiłem oczyścić kilka tych wątków ze swoich postów, a już na pewno z wątku ukraińskiego. I bardzo się z tego cieszę, bo mi licznik postów spadł a dla czytelności tych wątków nie miało to znaczenia. Nie było mnie kilka ładnych lat i co widzę? Co czytam? Moja tu nieobecność powoli zabiła... forum. Naprawdę...? Dziesiątki działów, kilka wątków z setek wątków, które rozpierdalają to forum? Bardzo często są to hasła od userów, którzy deklarowali/zarzekali się, że będą takich jak ja ignorować. Znaczy używać funkcji "ignoruj", bo taka jest. Potem narzekają. No więc to jest bardzo dobre narzędzie. Padła nawet propozycja - teraz czytam, że na zlot, tylko na motorach. Super. Właśnie podarowałem fajnego komara koledze a od Szparaga jeszcze nie odebrałem Simsonów. Ja nie przyjadę na zlot. Ale nie dlatego, że nie szanuję userów tego forum. Nie przyjadę, bo ich szanuję. Znaczy szanuje ich komfort, z drugiej strony, by po prostu uniknąć ostracyzmu. Tego na pokaz. Przy okazji - ceniąc własny komfort. Przepraszam Czarny, nie tego oczekiwałeś zapewne ale musiałem takie epitafium dodać. Sam sobie cha cha... Ja "umieram". Sygnalizowałem. Jeszcze trochę przykozaczę. Wstawię zdjęcie makiety czy co tam. Zapuściłem włosy, i strzeliłem sobie farbę na nie. Zgoliłem wąsy, brodę na łyso, nowym dżiletem sensorem czy jakoś tak. Schudłem 16,5kg i wczoraj... mnie kumpel nie poznał. Przyjechał po wiertarkę i pyta się mnie, czy jest Darek? Nie widzieliśmy się od Wszystkich Świętych. Fizyczne zmiany już za mną. Teraz pora na mental i to, co pod blond włosami się obecnie kryje. Acha... inwestycja w ust korale będzie. Nowa ceramika ale to w marcu, jak ostatecznie pozbędę się długów. Znowu będę mógł miażdżyć mięso a nie chrupać robaki, miksować zupki. Do tego wszystkiego garnitur z wełny, jedwabny krawat, buty szyte na miarę jak ten garnitur. Te buty to chodzą już za mną dobre 20 lat, jak wieczne pióro i zegarek. Mam już co prawda zwykłe lanco z wojennej serii. Ale to robotniczy sort był. Tym nie mniej fabryka zatrudniała wtedy (1944) 5000 robotników! Kumacie? W swoim najlepszym czasie Stocznia Komuny Paryskiej blisko 10 000 ale to mega zakład był. A tu zegarki... Na zegarek jeszcze pomysłu nie mam. Na 50-tkę dostałem od Strażnika Domowego w klasycznej kopercie Atlantic. Piękny był, jak zima w te moje 50-te urodziny. Z tej radości poszliśmy z żoną do lasu na... sanki! Wróciłem bez zegarka... Zgubiłem... takie to były krótkie moje urodziny, czas stanął gdzieś w lesie, zakopany w śniegu. Moja Marysia w sobotę kończyła... no właśnie nie wiem ile...? Wychodzi, że już 8 lat. Świętowaliśmy w piątek. Zagrałem z nią w tenisa stołowego. Mówię ze smutkiem: - Po raz ostatni gram z moją siedmioletnią Marysią... Ale mówią mi teraz, że grałem z ośmioletnią. Liczę teraz na palcach i fakt. Jak skończyła 8, to ile ma teraz lat? Potem zostałem wyzwany na pojedynek przez synową. Tydzień temu ograłem juniora. Cała rodzina kibicowała. Wnuki dziadkowi i dziadek wygrał 11:6, 11:6. Dekoncentrowała synową moja nowa blond fryzura zapewne, bo gra dość dobrze jak na słabego amatora. Gdybyśmy tak przez dwa tygodnie młócili po dwie, trzy godziny dziennie, to nie poszło mi by tak łatwo. A tak stłukłem babę i tyle. Plus, że nie głupią. Grałem 30-to letnim baterflajem. Taką deską grał jeszcze Andrzej Grubba zapewne. Zmienić na porządne okładziny i... Wysłałem kumplowi film z serii moich ćwiczeń. Kazał mi się oszczędzać a to tylko przysiady były... Co jeszcze? Polityka. Nie było przecież nic o polityce. Chomik pisał w jednym wątku, że gdyby nie szczepienia w szale kowitowym, to zmarło by nie tyle ile zamarło, a 50 mln ludzi. Teraz mi się już fandzoli... Ile ofiar pochłonęła IIWŚ? No i czy Chomik brał pod uwagę Chiny? Bo Chińczyków to ubyło, że ho ho! Zatem za jednym zamachem zaliczyłem politykę i zdrowie. Nie wypada nie wspomnieć o Igrzyskach Olimpijskich. Po raz pierwszy w historii, z Igrzysk dowiedziałem się, gdzie rozgrywane są Igrzyska. I jeszcze coś ciekawszego! Dowidziałem się tego, nie oglądając Igrzysk! Fajne Igrzyska, to były te letnie w Japonii. Ale nie ostatnie. Te pierwsze, które się odbyły w roku 1964. Jaka tam była super atmosfera w wiosce olimpijskiej. Sportowcy wychodzili na miasto i wszyscy się im kłaniali. Do wioski olimpijskiej też każdy mógł wejść, dostać autograf. Kurde... jak przed laty na tym forum. Sielanka, dopóki nie pojawiłem się ja. Niszczyłem te forum tyle razy. Najbardziej, jak mnie nie było. Ale było przynajmniej na kogo zrzucić. Dla sławy brałem to na klatę i zawsze wracałem. Najpierw po cichu, że niby nie ten człowiek. No i masz. Blondyn, młodszy o 16,5kg w garniturze... Aaa... Krzyż! No... krzyżyk ale złoty. Delikatny, nie na łańcuchu dla psa, tylko takim delikatnym właśnie. Subtelnym. Subtelny - bardziej pasuje. Mały, złoty krzyż na subtelnym, delikatnym łańcuszku. Perły między ustami, ceramika w sensie. Na razie idę w pizdu, jeszcze nie w tych butach szytych ale boso, bez ostróg. Idę ale widzę już swój powrót. W Lublinie, z wymienioną skrzynią, w wełnianym, czarnym gajerze (rzeczony już mam), czarne buty, białe, bawełniane skarpetki, czarny, jedwabny krawat, biały szal z merino i... tak jest. Rajbany i wełniany, porządny czarny kapelusz. Piórem będę rozdawał autografy. Ktoś zapyta o godzinę, spod mankietu białej koszuli wysunę zegarek piękny i czas podam. Coś autor tego ładnego wstępu o chuju i dupie wspominał? Proszę bardzo. ![]() Jeden chuj i nawet: i chuj. ![]() Trzy dupy, jedna africatwin i andoria blues. ![]() I oczywiście Elwood. Skoro cytowany bohatera prądem...? To kij mu w oko, skoro i tak ślepy.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#717 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 911
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 7 godz 38 min 53 s
|
W drużynie "Dream Teamu" Johana Cruyffa był jedną z najważniejszych figur nie tylko ze względu na umiejętności czysto piłkarskie, lecz przede wszystkim charakter. Christo Stoiczkow miał potężny, precyzyjny strzał i ego wielkości Sagrady Famílii, ale jego największą zaletą było to, że nie pękał przed nikim.
Holender bardzo cenił Bułgara, o czym wspomniał w swojej autobiografii: – Potrzebowałem Christa nie tylko ze względu na jego piłkarskie umiejętności. Miał wojowniczy charakter i był, w dobrym znaczeniu tego słowa, uparty. Potrafił wstrząsnąć drużyną – w której tak naprawdę nie było zbyt wielu silnych osobowości – nie tylko w szatni, ale i na boisku. Połączenie dryblingów i inteligencji Michaela Laudrupa, atomowych uderzeń Ronalda Koemana z zadziornością i skutecznością Stoiczkowa zapewniły Cruyffowi na ławce trenerskiej Blaugrany ogromne sukcesy w latach 90. Wówczas Barça aż cztery sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii i osiągnęła dziejowy sukces na arenie międzynarodowej, zdobywając w 1992 roku w pierwszy w historii Puchar Europy. Barcelona odmieniła życie Stoiczkowa. Uczyniła go piłkarzem klasy światowej, co podkreślali nawet słynni kibice największego rywala Dumy Katalonii, np. Julio Iglesias: – Jesteś najlepszy, chociaż jesteś z Barcelony... W latach 1993-1995 “El Pistolero" stworzył na Camp Nou niezapomniany duet z Romário, geniuszem, który grał w piłkę i żył na własnych zasadach. Bułgar świetnie rozumiał się z Brazylijczykiem na boisku, dzięki czemu ich współpraca zaowocowała lawiną goli dla Barcelony. Po latach Stoiczkow wrócił myślami do okresu, w którym tworzył bramkostrzelny atak Barcelony z "Baixinho" – Zachowywał się super. Niesamowicie przyjacielsko. Zwracał się w szczególności do mnie o porady, a w trakcie gry szukał współpracy i szybko dopasowaliśmy się do siebie jak folia do parówki. Widziałem w tym szansę na zaskoczenie przeciwników, którzy nie dość, że znali mnie osobiście, to zazwyczaj nie przebierali w środkach, żeby tylko mnie zneutralizować. Mieliśmy grać z klasyczną dziewiątką, a nie fałszywą, jak to często bywa. Odkrywało to więcej możliwości zarówno dla mnie, jak i dla Romiego, jak pieszczotliwie zaczęliśmy nazywać Romário. (...) Nieprzypadkowo do dziś wraz z Romário pojawiamy się we wszystkich rankingach najbardziej odlotowych duetów w dziejach futbolu. Poza murawą też świetnie się dogadywali i imprezowali w mieście Gaudiego aż po świt. Latem 1994 roku obydwaj panowie rozegrali znakomity mundial w USA. Romário został mistrzem świata z Canarinhos, a Stoiczkow doprowadził Bułgarię do czwartego miejsca i z sześcioma trafieniami na koncie wespół z Olegiem Salenką został królem strzelców całego turnieju. Mistrzostwo Hiszpanii wywalczone z Barceloną i wyborna forma strzelecka na MŚ sprawiły, że w grudniu 1994 roku Stoiczkow otrzymał Złotą Piłkę, nagrodę od „France Football”, o której marzył od dawna: – Nigdy w swojej karierze nie przedkładałem indywidualnych potrzeb nad dobro drużyny. Nigdy! Złota Piłka jest jednak czymś szczególnym, nieporównywalnym z innymi osiągnięciami. Marzenia o niej zamieszkały w mojej duszy na długo przed rozpoczęciem kariery sportowej, zanim jeszcze spojrzałem życiu w oczy. Dla mnie, dzieciaka ze Wschodu, łobuza z wytartymi tenisówkami, rozciągniętą koszulką i zdartymi kolanami, była jak największa z gwiazd na nocnym niebie. Tak, każdy jeden brzdąc marzy – jeden chce być strażakiem, drugi lekarzem, trzeci policjantem, czwarty kosmonautą… A ja pragnąłem być wielkim piłkarzem i zdobyć Złotą Piłkę! Wyobrażałem sobie, jak pewnego pięknego dnia przytulę swoich sławnych idoli. Tylko że zrobię to jedną ręką, bo drugą będę przytulał Złotą Piłkę. Marzenia, marzenia… Teraz stwierdzam, że były bardzo śmiałe i szalone, nawet jak na marzenia! Jakaś fantasmagoria, zważywszy, że w tym momencie Bułgaria ma już dwóch kosmonautów, ale tylko jednego posiadacza Złotej Piłki. (…) Istniał jeszcze jeden plus mojego triumfu – utworzyłem historyczną „złotą czwórkę”. Do tamtego momentu tylko trzech piłkarzy zdobyło dwa najważniejsze indywidualne trofea: Złota Piłka dla gracza numer 1 w Europie i Złoty But dla najlepszego strzelca na kontynencie. Sławny Eusébio, znakomici Gerd Müller i Marco van Basten oraz… waszmość Stoiczkow. Po wspaniałych momentach pojawiły się problemy. Stoiczkow zaczął drzeć koty z Cruyffem w sezonie 1994/1995, i nie chodziło fakt, iż Holender nie potrafił nauczyć go ćwiczenia na skakance, tylko o starcie dwóch samców alfa. Ich konflikt osiągnął apogeum przed meczem Ligi Mistrzów przeciwko PSG w Paryżu, gdy Bułgar w rozmowie z dziennikarzami powiedział: – Barcelona musi wybrać: albo ja, albo Cruyff! Topora wojennego nie udało im się zakopać i Stoiczkow musiał opuścić Barcelonę, a Cruyff już nie był w stanie odbudować swojej "Drużyny Marzeń". Bułgar w lipcu 1995 roku trafił do Parmy napędzanej pieniędzmi sponsora, czyli Parmalatu. Dołączył do plejady gwiazd, bowiem na Stadio Ennio Tardini występowali wówczas m.in. Fabio Cannavaro, Gianfranco Zola, Dino Baggio, Fernando Couto, Antonio Benarrivo, Tomas Brolin, a także młodzi i zdolni Gigi Buffon oraz Filippo Inzaghi. Mimo to Christo nie potrafił się zgrać z niektórymi piłkarzami Gialloblu. Nie pomogły mu także wysokie zarobki. Stoiczkow zarabiał wtedy więcej niż uwielbiany na Półwyspie Apenińskim Gianfranco Zola, któremu nie odpowiadało, że obcokrajowiec w Serie A ma wyższą pensję od niego. Po rocznym epizodzie we Włoszech Stoiczkow wrócił do Katalonii, za którą tęsknił: – Okropnie brakowało mi Barcelony. Parma to małe i wyjątkowe miasto, o długiej historii i romantycznym klimacie, ale… nie okazało się miejscem dla mnie. Każdy powrót do Katalonii dostarczał mi silnych emocji, które nie opuszczały mnie jeszcze długo po powrocie na włoską ziemię. A tam nieustannie szukałem powodu do wskoczenia do samolotu lecącego na lotnisko El Prat. Po pewnym rozdaniu nagród w Barcelonie, na którym byłem razem z Cruyffem, zaprosiłem go na kolację. Oznajmiłem mu wtedy, że chcę wrócić. Bez żadnego wahania Mister odpowiedział „okej” i w jego obecności zadzwoniłem do prezydenta Josepa Núñeza, żeby zorganizować operację „Chłopiec powraca”. Moim zdaniem Cruyff w końcu zrozumiał, że modelowanie nowego "Dream Teamu” to nie tylko pomysły, metodyka czy treningi. Potrzeba również właściwych zawodników – jak ci z oryginalnego zespołu – i dodatkowo odpowiedniego czasu, sprzyjającej atmosfery oraz, naturalnie, szczęścia. Życie to pokazało. Ponadto wydarzyło się coś, co uważałem za rzecz nie do pomyślenia. Cruyff odszedł z klubu! I to dokładnie wtedy, kiedy wróciłem. Minęliśmy się w drzwiach. Tak, nasze plany to rozrywka dla Pana Boga. Nowy odcinek z prztyczkiem w nos ze strony nieba. Drugi pobyt bułgarskiego snajpera w Katalonii nie był już tak owocny, jak poprzedni ze wglądu na eksplozję talentu nowego napastnika w zespole Bobby’ego Robsona, Ronaldo Luísa Nazário de Limę, który rozegrał sezon życia w Barcelonie. Zimą 1998 roku Stoiczkow przestał być "Sztyletem" Barçy i wrócił do klubu, który był dla niego trampoliną do wielkiej kariery – CSKA Sofia. Później spróbował swoich sił jeszcze w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Buty na kołku zawiesił w grudniu 2003 roku. Christo, który otrzymał imię po swoim dziadku, zapracował sobie na bilet do sławy. Pokonał wszelkie przeciwności losu. Wychowany w państwie socjalistycznym Stoiczkow głęboko wierzył, że futbol da mu dobre życie i miejsce w historii sportu. Niezłomna postawa została mu wynagrodzona. Został najlepszym piłkarzem w historii Bułgarii i zasłużył na miejsce wśród innych wielkich gwiazd futbolu, takich jak Romário. Dziś 60. urodziny obchodzi Christo Stoiczkow, który mógłby obdzielić swoim temperamentem kilka współczesnych drużyn. Wszystkiego najlepszego, legendo. Przytoczone wypowiedzi pochodzą z książek: ”Christo Stoiczkow. Autobiografia” i "Johan Cruyff. Autobiografia”.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#718 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2010
Miasto: Warszawa
Posty: 357
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 6 dni 22 godz 26 min 18 s
|
Dzięki El za przytoczenie tej historii!
|
|
|
|
|
|
#719 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 911
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 7 godz 38 min 53 s
|
Wracam do odliczania.
Dowcipem (dla mnie) roku: Tu jest Polska (w tym miejscu flaga globusa pl)! To nie folwark! Narodowa duma! (tu emotikon bicepsu) Autorem dowcipu jest europoseł Krzysztof Śmiszek. Więcej syropu glukozowo-fruktuzowego tu: No, to lewicę mam już z głowy. I nie, nie, nie... To nie polityka, to kabaret. Prawdziwa polityka robi się/dzieje gdzie indziej. A pan, panie Prabucki, będziesz wisiał. Jak ten odważnik w zegarze ściennym, co to go muszę zamontować. Zegar już wisi. Dostaliśmy go od naszego Juniorstwa w prezencie. Chyba z okazji zakończenia remontu mieszkania. Remont wydawał mi się długi. Na pewno się dłużył. Niestety przebił mnie Pan Inżynier. Ostatnio tak go obgadywałem, że aż na chwilę zawiesił pypcia na klawiaturze. Już się o niego martwiłem ale alarm okazał się kulawy w płocie. Przez trzy dni siedział w knajpie i pił piwo. Pił piwo, by mi potem wmawiać, że odstawił mocny alkohol. I, że nie ma pracy. Nie, nie, nie... O prawidłowo fizyczne rozchodzi się prawidło. Wiecie, wzór fizyczny: praca to... itd. I oni (pijący z Panem Inżynierem) stwierdzili, że praca w gówno się obraca. Kurde molek... Od razu przypomniała mi się domowa definicja korby. Kto o niej nie słyszał niech zatem, własnemi słowami tę definicje poda. Znaczy niech ten ktosiek stanie sobie przed lustrem i niech podaje definicję sobie przed sobą, bacznie siebie w lustrze obserwując. Dlatego przed lustrem trzeba stanąć. A teraz przyjrzyjmy się temu perkusiście: Tak moi drodzy i tani... To ja. Elwincyj. Że niby nie blond? Ja się tam na kolorach nie znam. Może być szatyn ale chyba nie brunet. Brunet, to mi się zaraz z granatową koszulą kojarzy i z NSDAP. O co się rozchodzi z tym: że to ja? To piękna historia i tę piękną historię dedykuję Czarnemu. Z ta historią było tak... P.S. Czarny kojarzy mi się z czarnym jak smoła murzynem. Tym z elementarza Falskiego. Wszystkie dzieci, uczące się z tego elementarza miały kota na punkcie murzyna. Murzyna, zwanego w elementarzu murzynkiem (dla późniejszej niepoznaki). Tu Czarny ukrywa się jeszcze pod skrótem EZG ale każden, kto czytał/uczył się ze wspomnianego elementarza wie, że to nie żaden Zgierz, tylko (w wolnym tłumaczeniu) Bambo. Nie znalem dziecka, czytającego ten elementarz, które by Bambo źle kojarzyło. W sensie murzynka. Mało tego... Każden takim murzynkiem chciał być a jak nie być, to koziołkiem przynajmniej Matołkiem. Coś w tym świecie popierdoliło się, że Bambo został kozłem ofiarnym. Za pewne dlatego, że urósł. Jak urósł, to wydano go za Helenę. Też czarną jak smoła ale już w dobrej wierze. W dobrej wierze Netflixa. Niekoniecznie już Greków ale co tam... Przecież cywilizacja urodziła się w Afryce. Stąd Szwedzi (to znaczy taki jeden ich profesor czy inny ktosiek) dość kontrowersyjnie przyznał, że Szwedzi pochodzą z Afryki jednak. Zmutowali się do albinosów ze względu na biały śnieg i brak słońca. I tu... zabił ćwieka oponentom. No bo jakby na to nie patrzeć...? Ja spojrzę jeszcze dalej. To znaczy zawsze starałem patrzeć dalej, jak ten mały człowieczek z góry Markowcowej w Rumi. Wszyscy pochodzimy od małpy i gdybyśmy nie jedli tego zasranego mięsa, bylibyśmy dzisiaj szczęśliwą planetą małp. Ale nie... musieli iść za tym lodowcem, co się cofał. Jeden taki szedł za szybko, wyprzedził epokę i znaleźli go zamarzniętego na kość w Austrii. W sumie, ten proces trwa dalej. Dzisiaj ci zamarznięci, stanowią drogowskaz dla innych śmiałków. Widać to w kolejce na Mount Everest, którego nikt już nie nazywa Czomolugmą. Czy ta wybielona w Szwecji rasa jest górą? W sensie - nie Czomolugmą, lepszą? Ja, jako farbowany blond nie wiem ale sukcesywnie staje się gorszą, napiętnowaną. Helena Trojańska w kolorze czarnym jak smoła, za chwilę stanie się koniem. Tak czarno to widzę. Cieszmy się zatem na forumie, że mamy Czarnego. Wystarczy zapoznać jego historię, którą streścił w swoim podpisie. Zostawię to już bez (dalszego) komentarza. Tylko zaakcentuję. Pojawia się w niej (historii w podpisie) m.in. czarny Jaszczomp i cztery Afryki oraz jej pół. I niech nie przejdzie bez echa jego uwaga... "...bo ja fruwam Żatkim Bolkiem na promie kosmicznym". Zatem wracając do nr 10. Perkusista. Cdn.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#720 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 911
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 7 godz 38 min 53 s
|
Wstęp.
Parę dni temu dzwoni do mnie jeden z administratorów. Nie, nie, nie... Nie z tego foruma. Z większego foruma. Znacznie większego - podróżniczego. Tu przecież postacie motocyklowe przestały pisać z mojego powodu. Otóż ten administrator pyta się mnie o Brauna. Jak mnie wyrzucał z forum przez Brauna, to się o mnie nie pytał. - Co sądzisz o Braunie? Zastanawiam się, w jaki sposób nad tym ubolewać. Naprawdę się zastanawiam. Nie, że tam od razu martwię, ale to spora odpowiedzialność, która próbuje mi się jakoś wcisnąć na barki - wracając do postaci motocyklowych. Nawet jeden taki, dodał mi kilka centymetrów do mojego siurka. To znaczy, że niby ja dodaję sobie ale to odbyło się jego ustami, że na papier/klawiaturę w sensie. Wiecie... tak zgrabnie, włożył sobie mojego siurka w usta i go podrzucił. Rozumiem - wypluł. Może nawet splunął a dodał przecież, że nie wyrzuca mnie z foruma. Prześledźmy zatem proces jaki zainicjował ów adwersarz cichy mój. Nie wyrzucił, bo wypluł? Tak może być! Ma wspólnika. Ten mi zarzucił brak jaj... Ja połączyłem te kropki. Do czego służą facetowi jaja? Do produkcji nasienia. Ze smutkiem stwierdzam, że właśnie padła mi jedna z trzech ostatnich czereśni. Dokładnie dzisiaj... Przy okazji tylko o tym. W pewnych okolicznościach... ...nasienie wędruje z jajek do siurka. Tu jest wiele antykoncepcji, co można z tym nasieniem zrobić. Np. sprzedać nasienie w skupie nasienia. Nieźle płacą więc kolejka jest długa. Nagle na końcu staje kobieta... Zdziwieni faceci dopytują: - Pani też do skupu nasienia? Yhym. Ale na końcu może być też "taki" facet. No i tutaj historia z moim za dużym siurkiem znajduje swoje ujście. W takim wypadku jednak, trudno znaleźć świadków, trudniej odeprzeć... Sam fakt wywołuje grymas na ustach. Ale co zrobić, kiedy ktoś ci zarzuci brak jaj? Jeden ruch... ![]() ...i szach mat. Wytrzymajcie ze mną jeszcze te 10 dni. Przepraszam OSIEM!! Już poprawiłem w nagłówkowej stopce. Naturalnie, że osiem! W końcu było 8* i jakoś wszyscy to znieśli. Będzie i tak też tutaj. Zasymulowałem się: ![]() To jest poważna sprawa. Należy koniecznie przyjąć... ![]() ...kompot (imbirowy) i kreskę (monohydratu). A następnie zrobić na sobie samogwalt. W sensie na komórkach mięśniowych. Koniecznie oporowo. Dlaczego...? Strażnik Domowy przed podjęciem dzisiaj pracy (W = F x s) rzuciła we mnie (niczym nie pluła!): - Tylko na litość... przed wyjazdem do szkoły się wykąp! Samogwałt musi być konkretny. Taki, by się spocić. Bez potu, to ja się nie kąpię, co najwyżej umyję. Jest jeszcze jeden fajny sposób na mycie. Spowiedź. Właśnie jej tutaj doznajecie. taka nowoczesna, bez konfesjonału. Wchodzisz i się spowiadasz. Każden widzi a nie tylko ksiądz, jaki i kim jesteś. Wiem, że mogą być ofiary tej spowiedzi. Np. na zlocie w Białej (a dlaczego nie Czarnej - rasiści?) pojawi się nagle przypadkowy, nowy user fat - biały, atrakcyjny, szczupły blondyn... Atrakcyjny... Klata jak u pirata, uwodzące (kobiety) spojrzenie. No i bęc!! - Elwood, ty chuju!
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|