|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#31 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 893
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 1 godz 30 min 17 s
|
W Suboticy pożegnałem się z kacem i Serbią.
Wiedziałem, że tu wrócę "na moich" warunkach. Wróciłem golfem w 2016 i się nie zawiodłem. Utrwalił mi się obraz gościnnej Serbii. W 2017 wzmocnił. W 2024 nie zdążyłem wyrobić sobie zdania, bo celem była Macedonia i Albania. W 2025-tym byłem już rozczarowany zmianami. Tymczasem mam sporą garść serbskich wariatów w kieszeni i wymieniam je z powrotem na euro. Dotarłem w zapiskach do dokładnego kosztorysu więc skoryguję nieznacznie niektóre wydatki, w tym polskie i ceny zadziwią. Do Suboticy na pedałach natłuczone 100km. Co dalej? No... dalej to już bohatersko. Pojechałem jak przecinak. Po zjedzeniu kebaba w Suboticy. Dopiero po zjedzeniu wymieniłem wariaty. W sumie, to miałem kasy fciul przez chwilę. Po wymianie jakby mniej ale nie było na co narzekać. No więc granicę przekroczyłem i pognałem "na Budapest". gdzieś między Tompą a Kinkushalas wyhamowałem. Bliżej tego drugiego, bo do dzisiaj pamiętam ile natłukłem km dnia następnego. Tymczasem hamuję na podwórku przydrożnego baru. Rozbijam się bez rozbijania namiotu na majdanie zaplecza za zgoda właściciela baru. na Węgrzech czuję się jak ryba w wodzie, bo madziarski to mój drugi, ojczysty język. Nie miałem zatem żadnego problemu by się z panem o cygańskich rysach dogadać.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|