A dziękuję za pochwalę zdjęciową. Rzadkość to w moim przypadku.
Rozumiem, że bardziej środek lokomocji i otoczenie robi wrażenie.
Tak... Ukraina w Pamirze albo Pamir na Ukrainie - 2013.
Towarzysko niezbyt udana impreza, bo zrealizowana w roku nieparzystym. Czasami tak jest, że człowiek nie pasuje do systemu (czyli ja) i nie potrafi się dostosować do ekipy. To jedna z moich słabości, nad która pracuję.
Do tej pory w bogatym życiu wycieczkowym spotkało mnie to dwa razy.
Zbieram się od lat, do opisania kilku wycieczek, które były sztosem. Towarzyskim pełnym sukcesem, czystą radością. Wracasz wtedy " do siebie" i zastajesz pustkę.
Wszystkie te wycieczki mają jedną, wspólną cechę. Zrealizowałem je w ciągu 12 lat studiów w okresie 1982-1993.
W tym trzy epokowe. Jedna z nich - pierwsza wyprawa życia, najbardziej szalona przypominała duchem Szlakiem Grąbczewskiego.
Jednym z uczestników był dzisiejszy, bardzo znany w branży menedżer. Urodzony sprzedawca. Handlowiec roku itp. Wizjoner z wyobraźnią podobną do mojej. Człowiek sukcesu. To nas łączyło. "Sukces". Łączyło całą ekipę w liczbie czterech "gigantów" rocka i drolla.
Nasza wyrypa była tak niewiarygodną, że musielibyśmy się zebrać we czwórkę i ją odpowiedzieć przed kamerami.
Łączyło nas jeszcze jedna, bardzo ważna cecha. Spontaniczna ciekawość świata.
Ukraina w Pamirze czy Pamir na Ukrainie to malutki, nie wiele znaczący epizod. Pierdnięcie muchy w huraganie.
Jedną z takich wycieczek sygnalizowałem. Nawet upomniał się o nią Stopa.
Nie wiem, jak to będzie z opisywaniem tej czy tamtej. Teraz jestem skupiony na naprawie siebie. Fizycznie i psychicznie.
Muszę też postawić Lublina na nogi, przysposobić go do rodzinnych wycieczek. Babci z dziadkiem z ich wnukami.
Najpierw po polskich zadupiach, potem się zobaczy. Chciałbym aby dzieci zasmakowały tych słodkości, które ma do zaoferowania dziadek. Babcia zawsze będzie gwarantem dla rodziców, że ekipa "nie spali lasu."
Kylo... Dla Ciebie moje ulubione foty z rowerowej wycieczki Ukrainą rok 1974 po Korytarzu Wachańskim. Practica MTL5B.
To była wyrypa w stylu la 80-tych. Jedynym odstępstwem był namiot.
Ostatnie zdjęcie robione specjalnie "dla siebie".
W 2008 zawracałem na tej wysokości Elwoodem, tylko po afgańskiej mańce.
Wtedy gonił mnie strasznie czas (2008). Wtedy moim celem (jadąc lewym brzegiem Pandżu) było zobaczyć dwóch socjalistów i szybko wracać na granicę, bo dwa dni później kończyła mi się wiza... tadżycka.