Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09.02.2022, 19:50   #141
dawid8210
 
dawid8210's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Oct 2011
Miasto: Kiełczygłów
Posty: 1,365
Motocykl: RD07a
Przebieg: 00000
dawid8210 jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 miesiące 1 tydzień 6 dni 23 godz 25 min 53 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał desant Zobacz post
CeloFan, fantastyczne opowieści, świetne zdjęcia, nie mogę się doczekać kolejnych części!
W oczekiwaniu na cześć dalszą obejrzeć możesz ,,O górach, drodze w chmurach i o kłopocie w błocie" autorstwa kolegi Celofana.
Ja zaraz poczynię to raz enty
dawid8210 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13.02.2022, 14:58   #142
RAVkopytko
 
RAVkopytko's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jun 2009
Miasto: Kamieniec Wrocławski
Posty: 2,960
Motocykl: XT660Z-konik garbusek
Przebieg: Ł
RAVkopytko jest na dystyngowanej drodze
Online: 4 miesiące 2 tygodni 1 dzień 16 godz 39 min 40 s
Domyślnie

Dawid,ten film to jak dobra przypowiesć.co parę tygodni trzeba oglądnąć dla zdrowia psychicznego.

Celofan,wiem,że się powtarzam.Wydrukuj te wszystkie opowiesci.

Aaaa i chcę zobaczyć Tę okładkę,jak się da
__________________
Stary nick: Raviking GSM 505044743
... mój Dziadek nie Chciał opowiadać o wojnie ...
RAVkopytko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09.06.2022, 13:33   #143
Dredd

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Warszawa
Posty: 187
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Dredd jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 2 dni 18 godz 9 min 24 s
Domyślnie

Pomimo, że nikt z czytających nic nie pisze, ponaglając do snucia opowieści, w powietrzu bardzo wyraźnie unosi się atmosfera wyczekiwania...
Mnie w udziale przypada zatem nazwanie tego, co jest oczywiste dla każdego zaglądającego do niniejszego wątku i zaapelowanie do Autora:
Czekamy! Pisz Waść!
Ponieważ czytanie nad wyraz przyjemne, tym mniej przyjemne czekanie...
Dredd jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13.06.2022, 23:26   #144
CeloFan
 
CeloFan's Avatar


Zarejestrowany: Jan 2011
Miasto: Warszawa
Posty: 562
Motocykl: brak
Galeria: Zdjęcia
CeloFan jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 2 tygodni 1 dzień 15 godz 31 min 13 s
Domyślnie



O kruca fiks! Tyle się dzieje u mnie teraz, że... zapomniałem na śmierć! No zapomniałem. Dziękuję za przypomnienie. Jak pokończę różne sprawy, wrócę do opisu.
CF
__________________
Pełne zadowolenie składa się z małych uciech rozłożonych w czasie.
https://www.facebook.com/CFact1/
CeloFan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23.06.2022, 09:13   #145
Żaki-Czan
 
Żaki-Czan's Avatar


Zarejestrowany: Feb 2021
Miasto: Maksymów
Posty: 33
Motocykl: XL650V
Żaki-Czan jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 dzień 16 godz 35 min 16 s
Domyślnie

Wchłonąłem dotychczasową część relacji szybciej niż najlepszą powieść. Nie dość, że ewidentny talent do słowa pisanego, to jeszcze świetne fotki. Tak ja piszą przedmówcy - z tego mogłaby wyjść niezła pozycja drukowana
Żaki-Czan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.06.2022, 12:19   #146
CeloFan
 
CeloFan's Avatar


Zarejestrowany: Jan 2011
Miasto: Warszawa
Posty: 562
Motocykl: brak
Galeria: Zdjęcia
CeloFan jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 2 tygodni 1 dzień 15 godz 31 min 13 s
Domyślnie




29–ty dzień. 18 maja.

Licznik: 102865 – 102889
24km

Dulab (wyspa Qeshm)

Klimatyzator schłodził pokój do takiej temperatury, że zmarzłem. Jest piąta rano, a czuję się wyspany za wszystkie czasy. Zaciągnąłem na siebie śpiwór i robię notatki. Pamięć to taka instytucja, że z każdą godziną umykają szczegóły, wypaczając fakty, a luki te wypełnia wyobraźnia. Trochę jak z wędkarzem, który złapał rybę. Ryba z czasem, w opowieściach, staje się coraz większa, walczy na wędce coraz mocniej, a hol przypomina dramatyczny bój o przetrwanie wędkarza i jego sprzętu.
6.45. Pukanie do drzwi wyrywa mnie z pisanego skupienia. To 11-letnia córka Assada, bezpardonowo wchodzi do mojego pokoju bez czekania na zaproszenie. Dziwi mnie jej odwaga, pewność siebie, otwartość, kiedy tak sobie weszła, nie mając pojęcia, w jakim stanie ubieralności jest mężczyzna w środku. Rozbawiła mnie najbardziej, jej dziecięca pogarda dla tradycji zakrywania włosów i twarzy, co na wyspie i w ogóle wśród Szyitów jest bardzo przestrzegane, choć z zakrytymi włosami też ją widywałem. Widziałem, jak tutaj kobiety zakrywają twarze maskami. W tej chwili dziewczynka skrzętnie korzysta ze swojego dziecięcego przywileju, włosów nie zakrywając wcale. Co dziwniejsze, na jej niewinnych ustach, wyraźnie widać ślad mocnej, czerwonej szminki, a na paznokciach nieudolnie położony lakier. Do tego kolczyki, zwiewna kiecka do kolan, pod nią dżinsy, a na stopach trampki. Niczym, ale to zupełnie niczym, nie różni się od dzieciaków z Polski.
Przyszła i obwieszcza płynnym angielskim, że o siódmej śniadanie.





Zanim zdążyłem się ubrać, wróciła, żeby powiedzieć, że śniadanie będzie w domu, bo na zewnątrz jest za gorąco.
Rzeczywiście. Kiedy tylko otworzyłem drzwi, buchnęło we mnie gorące, rozgrzane porannym słońcem powietrze. Mój skromnie urządzony pokój, pozbawiony jest łazienki. Trzeba kawałek przejść, żeby się umyć. Umywalka jest przy prysznicu.
Wodę się oszczędza. Na każdym dachu, każdego domostwa jest biały zbiornik. Tutaj też. Taki zbiornik zaopatruje prysznic, kran i resztę. Wprawdzie kran nad umywalką ma dwa kurki, ale woda jest zawsze gorąca, niezależnie od tego, którym kurkiem kręcić.

Dom Assada urządzony jest raczej w stylu europejskim. Jednym z niewielu i to wątpliwym świadectwem przynależności domostwa do ziem irańskich i tutejszych zwyczajów, są buty zawsze pozostawiane przed wejściem.
W głównym pokoju, jak i w aparycji dziewczynki, która mnie przywołała na śniadanie, niewiele tradycji irańskiej kultury, czy uwielbienia Koranu. Jest regał pod ścianą, a na nim płaski telewizor, na którym, wzorem europejskich mediów, wyświetla się klasyczny, propagandowo—szkolący materiał, uczący poglądów i przekonań. Jest siódma, więc są wiadomości i bloki reklamowe co chwila. Naprzeciwko telewizora, wygodna kanapa. Pośrodku przestronnego pokoju dywan. Pod sufitem żyrandol. Całość chłodzi wydajny klimatyzator.
Talerzyki z białym serem, dżemem, masłem, kandyzowanymi owocami, i brązową masą o konsystencji kisielu na ciepło, podaje żona Assada. Córka opiekuje się swoim kotem.



Stół zapełnia się tymi smakami, a na koniec placki chlebowe. Nibykisiel, w połączeniu z plackami chlebowymi, jest smaczny, łamie suchość sera i jego słony smak. Herbata z imbirem, nalana z dzbanka, musi odstać swoje do ostygnięcia.

Jestem tak rozleniwiony porannym upałem, że nie w głowie mi już wycieczki, choć miałem taki zamiar. Zamiast tego, w cieniu zadaszenia, rozkręciłem pokrywę zębatki zdawczej w motocyklu. Oprócz wyłamanej części dozownika olejarki wszystko wygląda dobrze. Tylna zębatka za to jest na wykończeniu. Być może w Turcji będę musiał kupić nową albo i cały napęd. Póki co, w kilka chwil reguluję naciąg łańcucha. Może doraźnie pomoże na „strzelanie” łańcucha. Skończył się też olej w olejarce i brakuje nieco płynu chłodniczego.






***

Nieprzyzwyczajony do dodatkowego, tak ciężkiego balastu, Assad niepewnie ruszył z miejsca swoją 115 tką. Mały jednocylindrowiec, zostawiając za sobą niebieskawą chmurę dymu, przetoczył się wolno po nierównej, nieutwardzonej drodze i wjechał na asfalt. Tutaj odżył nieco i rozpędzony, przestał się chwiać na boki.



W zasadzie mogłem przyjść tu pieszo. Sklep motoryzacyjny oddalony jest o niecały kilometr, dzieląc wolnostojący budynek z serwisem wszelakiego gatunku pojazdów, tuż przy głównej drodze.





W środku zbawienny chłód. Assad wie już, czego potrzebuję, więc zasadniczo jak ja mogłem przyjść sam, tak on teraz tłumaczy sprzedawcy, co jest potrzebne, a ja jestem zbędny. Kupuje więc 3 litry płynu do chłodnic i pół litra oleju 50W. Mniejszych opakowań nie ma. Z tym towarem, jedziemy do sklepu spożywczego. Jest gęsty sok brzoskwiniowy, który tak lubię. Sok i dwa napoje gazowane. To wszystko, czego mi potrzeba.









W takim sklepie, można kupić też benzynę.





Uzupełniam płyn chłodniczy w motocyklu i dolewam olej do olejarki. Zabieram zapas obydwu specyfików do dwóch małych butelek i chowam je w zapasowej oponie przytroczonej do motocykla.







Nieznośny, wilgotny upał przedpołudnia, zapędza mnie do mojego małego, klimatyzowanego pokoju.
Przyjemny chłód przywraca mi siły na tyle, że przestaję się pocić i mogę dokończyć notatki. Kiedy kręciłem kluczami przy motocyklu, lało się ze mnie jak z durszlaka.
Chłód nie na długo mnie ocucił i niewiele napisałem. Ołowiane powieki przesłoniły obraz świata i żadną siłą nie mogłem odgonić snu.

W samo południe obudziły mnie pokrzykiwania Assada, wołającego na obiad.
Rześki już i wypoczęty, po raz kolejny zderzyłem się ze spiekotą dnia. Tak naprawdę, obiadu jeszcze nie ma. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do nadmiaru światła, natknąłem się na taki widok: Assad siedząc w kucki, jedną ręką przytrzymuje wielką, zamrożoną na kość rybę, w drugiej dzierży tasak, zagłębiony w karku ryby. Pełen ufności czeka, aż jego żona, wprawnymi ruchami raz za razem waląc młotkiem, łeb rybie odetnie. Później pośrodku, na koniec przed ogonem. Jeden błąd i Assad długo piątki nikomu nie przybije. Mimo to, stojąc tak i prażąc się w świetle słońca, zazdroszczę Assadowi tego zmrożonego truposza, chłodzącego teraz jego dłonie. Z jaką lubością można by odebrać zdechłej rybie ten chłód zbawienny. Tę temperaturę ujemną. To antidotum na przegrzanie. Skończyłem wewnętrzne dywagacje, kiedy spojrzawszy na mnie, Assad roześmiał się od ucha do ucha, jakby wiedział, o czym myślę…







A więc na obiad ryba. Ryba polana pysznym ostrawym sosem, ryż z przyprawami i chłodna woda w dużej ilości. Na taką temperaturę, to aż nadto.
Po obiedzie, znając już mój ulubiony napój, gospodarz proponuje jeszcze jeden poczęstunek. Żeby nie nadużywać gościnności, mimo że opłaconej, odmówiłem i przyniosłem własną, kupioną jeszcze w Stambule, na pył zmieloną, wyjątkowo aromatyczną kawę. Papierowa torebka, przesiąknięta aromatem, już roznosi woń palonego ziarna po kuchni. Teraz ja sam mogę przyrządzić ją na specjalny sposób.
Wsypuje się do rondelka kawę w odpowiedniej ilości do przyszłej mocy napitku. Stawia się rondel na niewielkim gazie i czeka, aż lekko będzie dymić. Naprawdę tylko, tylko. Dzięki temu uwalnia się jeszcze więcej aromatu. Teraz zalewa się kawę wodą, w takiej ilości, ile kawy ma być i z powrotem stawia na gaz. Nie wolno mieszać! Czeka się, aż kawa zacznie kipieć i już na początku kipienia, kończy się ten prosty proces. Gotowe. Teraz, wystarczy czarny płyn przelać do filiżanki i delektować się czarnym napojem.
Po wspólnym wypiciu kawy mogę zająć się kartami pamięci. Na pewno będą straty, bo podczas kopiowania wyskakują błędy, ale liczę, że i tak większość materiału dowiozę w całości. Jedna karta niby jest skopiowana, ale bez pierwszego folderu. Reszta pokazuje jakieś szlaczki. No trudno. Przynajmniej podłej jakości zdjęcia z telefonu, zachowały się w całości. Mam nauczkę, że następny wyjazd muszę zaopatrzyć w swój sprawdzony laptop.

***

Wieczorem, kiedy największy upał zelżał na tyle, żeby jajko nie dało się usmażyć całkowicie, jeszcze przed zachodem słońca, wsiadłem na motor i pojechałem do kanionu Chahkooh.
Już dojazd asfaltem, wśród przedziwnych form skalnych jest dla mnie wydarzeniem samym w sobie.













Jednak na miejscu…
Wjeżdżam między drzewa, po nierównym bezdrożu, gdzie stoi zaparkowany pickup. Obok, w cieniu siedzi na ławce człowiek. Zapewne strażnik parkingowy. Chciałem jak inni zaparkować tutaj, ale ten macha, żebym jechał dalej. Dokąd dalej? W ostatniej chwili zauważyłem niewielki nasyp, wyglądający na ścieżkę wychodzoną przez turystów. Tych jednak, oprócz mnie tu nie ma. To nie sezon.
No to jadę w tę ścieżkę.
Rodeo! Po skałach, po kamieniach, po piachu i żwirze i znów po skałach, aż do równego. Moje szczęście, że za kilkaset metrów ścieżka kończy się kanionem. Cieszę się, że nie naubierałem się motocyklowo. Zabrałem tylko rękawice z przyzwyczajenia. Byłbym się stopił jak świeczka od tych wrażeń.

















Na końcu ścieżynki zakole, otoczone wysokimi ścianami skalnymi. W zakolu jedno rozłożyste drzewo, dające cień. Wiadomo gdzie zaparkowałem motocykl. Oprócz powrotu, jedyną dalszą drogą jest wejście do kanionu.





Erozja. Oto artystka, która spowodowała te kuliske kształty, te łyżki, te zagłębienia, łagodne esy i owale. Gęby wykrzyczane, oczodoły bez życia, zwierzęta zmyślone, dziury wydrążone, niczym pułapki. Nie ma tu jednego rantu, czy kąta ostrego. Wszystko spływa, leje się, zaowala i meandruje, miesza ze sobą, przenika, bez najmniejszego oporu materii skalnej.





















Nie można rzetelnie opisać tego imponującego tworu i nie da się przekazać fenomenu artystycznego żadną fotografią. Erozja jest wieczna. Tworzy tu już tak długo, że jej dzieło w najwyższej części ścian, zapomniane już kruszeje, kiedy tu, na dnie kanionu, skała łagodnie obli się w każdy możliwy sposób.



Stoję tak pośrodku, na skrzyżowaniu rozpęknięć, jak na skrzyżowaniu dróg. Cisza. Słychać tylko migawkę mojego starego, poczciwego aparatu i łopot skrzydeł gołębia, który zerwawszy się z wysokiej półki skalnej, zabrał ze sobą znalezioną gałązkę. Pewnie buduje gniazdo.



Przestałem na długą chwilę fotografować. Ciche, ale jednak natarczywe zdaje mi się to kłapanie migawki. Zbędne. Tym bardziej że z wrażenia, wcale do zdjęć się nie przyłożyłem. Tak się dzieje, kiedy zachwyt nakazuje zapamiętać WSZYSTKO, a nie ma jak. Na pewno nie aparatem. Chciałbym tu być, kiedy mocno wieje. Kiedy burza piaskowa przewala się nad rozpadliną. Kiedy natura nie szczędzi swojej siły. Czy wtedy skały przemawiają? Czy te obłości wydają z siebie pomruk jakiś, jęk może, albo świst, czy gwizdanie przerażające? Nie wiem. Teraz panuje cisza, a kiedy spojrzeć w górę, widać jak popołudniowe słońce oświetla zaledwie skraj skały, nie sięgając tutaj swoim żarem, choć chłodno wcale nie jest.
Spokój samotny i rozmyślania niedorzeczne, przerwali goście nieoczekiwani. Tak zatraciłem się w plądrowaniu wzrokiem kształtów ścian, że zdało mi się, że mimo że to publiczne miejsce i turystycznie przecież nawiedzane, nie ma dostępu tu nikt oprócz mnie. Takie naiwne zawłaszczenie mentalne. Człowiek ten nie przyszedł sam. Jest z nim kobieta. Za nimi jeszcze dwie niewiasty, ale widać, nie spodobało się, bo ledwo omiotły wzrokiem dookoła i odeszły.
Para została. Nie trzymają się za ręce, nie obejmują, ale wyraźnie widać, że cieszą się swoim towarzystwem. On pokazuje jej gdzie stawiać kroki, ona posłusznie idzie za nim, ufna i uśmiechnięta. Chwyciła mnie ta nonszalancja, wyrażana w tak naturalny, jednocześnie niejawny sposób. Jakież to przeciwieństwo otwartej, bezpruderyjnej, czasem ordynarnej, a na pewno nieskromnej eskalacji uczuć i seksualności wśród Europejczyków w miejscu publicznym.
W kanionie jest studnia z wodą. Jedyne miejsce stworzone ręką ludzką to betonowy krąg, niepozwalający zsunąć się do owej studni. Mężczyzna wyciągnął za sznur, niewielki pojemnik ze studni, podał wodę kobiecie. Ona wypiła kilka łyków, zaspokajając pragnienie. Uśmiechy promienują na ich twarzach. Rozmawiają. W końcu ona odeszła kilka kroków, podziwiając kanion. On został, żeby zanieść należną modlitwę swojemu Bogu.





Nie mogę być już niewidoczny. Przyszło więcej ludzi i nie są tak fascynujący. Zwykli turyści jak ja. Nastrój przepadł, poruszony hałasem rozmów, zamazał się mistyczny obraz falujących skał. Zostały kamienie, w których woda wyryła brzemię swojej siły, na spółkę z czasem.

***

Droga powrotna, choć taka sama, nie zrobiła już na mnie takiego wrażenia. To znaczy, widoki wciąż są egzotyczne, ale sama jazda, okazała się wiele łatwiejsza, niż w tamtą stronę. Dlatego zatrzymywałem się co jakiś czas na tym krótkim odcinku, żeby popatrzeć.













Zachód słońca na motocyklu to coś, czego wszyscy zazdrościliby nam, gdyby wiedzieli, co tracą…





Jutro pojadę szukać delfinów w zatoce Perskiej.

CF

Mapy:



__________________
Pełne zadowolenie składa się z małych uciech rozłożonych w czasie.
https://www.facebook.com/CFact1/
CeloFan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.06.2022, 12:40   #147
CzarnyEZG
 
CzarnyEZG's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Aug 2013
Posty: 2,078
Motocykl: RD04
CzarnyEZG jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 6 dni 4 godz 37 min 28 s
Domyślnie

Angol mówi: How nice.
Niemiec mówi: Wie szune.
Rusek mówi: Kak priekrasno.

Polak mówi: Okurwajapierdole...
__________________
www.kolejnydzienmija.pl

2014: Żatki Bolek na promie kosmicznym
2015: Veni Vidi Wypici
2016: Muflon na latającym gobelinie
2017: Garbaty Jednorożec
2018: Czarny Jaszczomp
2019: Rodzina 50ccm plus
2020: Żółwik Tuptuś
2021: Chiński Syndrom
2022: Nie lubię zapierdalać
CzarnyEZG jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.06.2022, 19:36   #148
CeloFan
 
CeloFan's Avatar


Zarejestrowany: Jan 2011
Miasto: Warszawa
Posty: 562
Motocykl: brak
Galeria: Zdjęcia
CeloFan jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 2 tygodni 1 dzień 15 godz 31 min 13 s
Domyślnie



Byłbym zapomniał. Okładka dla RAVkopytko
Nic nadzwyczajnego, jak dla mnie tam niema.

__________________
Pełne zadowolenie składa się z małych uciech rozłożonych w czasie.
https://www.facebook.com/CFact1/
CeloFan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.06.2022, 19:51   #149
matjas
 
matjas's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: May 2008
Miasto: Brzezia Łąka
Posty: 11,085
Motocykl: nie mam AT jeszcze
matjas will become famous soon enough
Online: 3 miesiące 2 tygodni 2 dni 10 godz 32 min 52 s
Domyślnie

na czole wilka jest niezadowolona twarz. wiedziałeś, że tam jest?

Czarny - trafienie w dychę
__________________
Po wielu latach postanowiłem zmienić avatar. Do odwołania.
matjas jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Junakiem po świecie Neo Kwestie różne, ale podróżne. 8 23.12.2021 08:34
Kraina krętych dróg – Korsyka 2018 Hermes Trochę dalej 5 09.04.2020 17:00
Curvature - mapa krętych dróg na świecie Neo Inne tematy 0 20.04.2017 13:18
Polskie zakątki na świecie QrczaQ Przygotowania do wyjazdów 8 22.10.2014 22:11
50 najleszych dróg motocyklowych na świecie sambor1965 Umawianie i propozycje wyjazdów 10 24.06.2010 21:39


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:19.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.