Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14.06.2010, 11:52   #141
wieczny
Common Rejli
 
wieczny's Avatar


Zarejestrowany: Mar 2008
Miasto: Warszawa
Posty: 3,746
Motocykl: R650GS Adventure & LC6 750 Adventure
Przebieg: dupa
wieczny jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 tygodni 1 dzień 5 godz 39 min 17 s
Domyślnie

Cytat:
Po co przyjechałem do Maroko?
Rok 2005 Grudzień. Mam od roku Afrykę, jeżdżę to tu to tam nieświadomy istnienia afrykańskiej wirtualnej społeczności. Któregoś dnia, zwalony grypą wpisuję przeglądarkę AfricaTwin. Trafiam na stronę Puffa. Czytam kilka dni, zapominam o chorobie. Trafiam na wątek Sambora o Maroko. W zasadzie to właśnie stamtąd piszą. Są tam. Jeżdżą po pustyni, wspinają się na wydmy. Jestem posikany… Już po mnie… Zdrowieję w 5 minut. A raczej jestem dopiero chory...
Znam to fajne uczucie. Siedziałem na starym forum kilka dni po zakupie AT i czytałem relacje. Urdele, Transfogarska, serpentyny alpejskie... I kilka lat później sam to wszystko zobaczyłem.

Kiedyś było łatwiej. Dziś Maroko, Stany, Himalalaje . No ale jest o czym myśleć i co planować.
__________________
BRW 1991
I tak wszyscy skończymy na mineralnym. | Powroty są do dupy. | Trzy furie afrykańskie: pompa, moduł, regulator. Czy jakoś tak... | Pieprzyć owiewki . I stelaże.
NIE SPRZEDAM!

wieczny jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22.06.2010, 14:47   #142
czosnek
 
czosnek's Avatar


Zarejestrowany: May 2008
Miasto: Kraków/Brzozów/Gdańsk/Zabrze
Posty: 2,914
Motocykl: RD07a/1190r
czosnek will become famous soon enough
Online: 10 miesiące 3 tygodni 6 dni 7 godz 23 min 54 s
Domyślnie

Halooo halooo! Się czeka się. Śmiało
__________________
Wiesz... taki kuter...

czosnek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22.06.2010, 17:23   #143
podos
 
podos's Avatar


Zarejestrowany: Jan 2005
Miasto: Kraków
Posty: 3,996
Motocykl: RD07a
Galeria: Zdjęcia
podos jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 14 godz 28 min 34 s
Domyślnie

Cięzko mi sie zmierzyć z 10 kwietnia... Nie idzie mi ten odcinek.
__________________
pozdrawiam, podos
AT2003, RD07A
------------------
Moje dogmaty
0. O chorobach Afryki: (klik)
1. O Mikuni: Wywal to.
2. O zębatce: Wypustem na zewnątrz!!!
3. O goretexie: Tylko GORE-TEX
4. O podróżach: Jak solo to bez kufrów
5. O łańcuszkach rozrządu: nie zabieram głosu.
6. Lista im. podoska Załącznik 10655
7. O BMW: nie miałem, nie znam się, nie interesuję się, zarobiony jestem.
8. O KN: Wywal to.
9. O nowej Afripedii: (klik)
podos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22.06.2010, 22:26   #144
jacoo
 
jacoo's Avatar


Zarejestrowany: Jun 2010
Miasto: Zakopane / Kraków
Posty: 403
Motocykl: XL700VA
Przebieg: rośnie
Galeria: Zdjęcia
jacoo jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 3 godz 4 s
Domyślnie

ze się wtrącę....ciąg dalszy POTRZEBNY W TRYBIE PILNYM !!

gooood wyprawa i relacja
jacoo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23.06.2010, 01:18   #145
Waldek
 
Waldek's Avatar


Zarejestrowany: Jun 2008
Miasto: Tarnów
Posty: 207
Motocykl: Czelendz
Waldek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 3 dni 12 godz 54 min 50 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał podos Zobacz post
Cięzko mi sie zmierzyć z 10 kwietnia... Nie idzie mi ten odcinek.
To może ja zaczne a Ty skończysz.
Bedzie bez zdjęć bo nie znalazłem odpowiednich, i w ogóle jakoś mi nie pasują.

Sobota 10.04
Niestety ten sobotni poranek był przykrą ( a może nie..) zapowiedzią wielu innych poranków. Zasada, że starzy śpią krócej działała bezwzględnie. Pomimo niełatwego poprzedniego dnia i kilku flaszeczek wypitych późnym wieczorem połączonych z udanymi próbami połączenia się z Samborem rozpoczynającym kwietniowy zlot, wstałem najwcześniej.
-Ooo Wielki Manitou!- pomyślałem, życie jest piękne!.
Miły dreszczyk emocji bycia znowu na szlaku i wyzierająca a to z prokajaka a to z tankbagu uśmiechnięta od ucha do ucha gęba przygody zrobiły swoje. Wstawać, wstawać...

Motorki w równym rzędzie stały zaparkowane przed knajpą ze śniadaniem. Taszcząc ekwipunek uśmiechnąłem się sam do siebie: jak ogiery przed saloonem. I nie w samo południe ale w rześki marokański poranek.
Dobra, juki na koń i do koryta. Tym bardziej, że juz dziewiąta.
W restauracji dwóch lokalnych dżentelmenów udawało że coś robią. Po ustaleniu że oni nie mówić po angielski a ja nie mówić po francuski udało nam się osiągnąć porozumienia co do śniadania. Próbowałem jeszcze ich przekonać żeby papu było szybciej niż wolniej, bo już za chwile będziemy w komplecie. I jakby na potwierdzenie tego zobaczyłem przez dużą szybę chłopaków przechodzących przez placyk między motelem a knajpą.
-Idą jak wojsko- przeleciało mi przez głowę. Wory w jednej, hełmy w drugiej ręce. Rozpięte buty i kurtki. Wypisz wymaluj: Parszywa Dwunastka. Norbi został lekko w tyle i wyraźnie utykał. To skutek wczorajszej gleby. Cholera, mogą być problemy, tym bardziej, że wieczorem jego prawa stopa upodobniła się do konewki...
-Ej, mister...so sorry....many people died...your President. So sorry... Obok mnie stał gość z obsługi i z dosyć niewyraźną miną pokazywał palcem na ekran dużego telewizora w rogu sali.
O kurde, Lech Kaczyński w marokańskiej telewizji. Właśnie leciał serwis Al Jazeera i spiker dawał komentarz do jakiś uroczystości pod Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie z udziałem Kaczyńskiego. Aż dziw, że tego wcześniej nie zauważyłem.
-A, no tak. Przecież dzisiaj Kaczor miał być w Katyniu. Pewno o tym mówią, a że nie mają zdjęć z uroczystości bezpośrednio w Rosji dają byle co. Dla Berberów czy Katyń czy Warszawa, wsio rawno... Tylko jak to wytłumaczyć Marokańczykowi który tak przeją się losem tysięcy pomordowanych polskich oficerów. I ze dla nas to jest naprawdę ważne i dlatego obecność Prezydenta i w ogóle...
A może on coś źle zrozumiał i myśli, że Rosjanie ich teraz zabili? Nie, nie, bez jaj. Przecież to po ichniemu mówią no i piszą, bo jak to bywa w serwisach na dole ekranu, na czerwonym pasku przewijają się jakieś robaki.
-O yes, of course. Thank you!- z lekkim uśmiechem próbowałem się odwdzięczyć za jego troskę.
(No cóż, obawiam się, że wobec tego co naprawdę się wydarzyło zrobiłem na nim wrażenie kompletnego kretyna. - taka refleksja po czasie)
-O, Kaczor w telewizji, ale jaja- schodziliśmy się z wolna do stołu i każdy widząc na obczyźnie twarz naszego Wodza rzucał jakiś komentarz. Wyglądało na to, że raczej nie należymy do twardego elektoratu braci Kaczyńskich.
Gadając, śmiejąc się i błądząc myślami juz gdzieś w okolicach Merzugi, jemy, trzeba przyznać, dosyć mało urozmaicone śniadanko. Miętowa herbata, kawa, chleb, masło, dżem i... i tyle. Ale co tam, wakacje, dzida, reszta się nie liczy... Mam wrażenie, że każdy z nas czuje to samo.
W rozmowę wplata się dzwonek przychodzącego sms-a. Pewnie z domu cos w rodzaju: Kochanie powiedz jak Ci źle beze mnie. I jak tu nie mieć wyrzutów sumienia...
-K..wa! Słuchajcie: Dzisiaj rano w czasie lądowania w Smoleńsku rozbił się polski samolot z delegacją na uroczystości w Katyniu. Wszyscy zginęli: Prezydent, jego żona, Gosiewski, Szmajdziński, Powroźnik, w sumie ponad 90 osób.


Nie pamiętam do kogo był ten sms. Ale po chwili wszyscy dostaliśmy podobne.
Okazało się, że satelita w restauracji odbierają również CNN. Relacja była ilustrowana zdjęciami z dymiącymi jeszcze resztkami samolotu.
Nie ma sensu pisać co było dalej, o czym rozmawialiśmy. Pewnie w większości domów było podobnie.
Nie zwlekając za bardzo, pozbieraliśmy sie do kupy i ruszyli w dalszą droge chcąc zostawić gdzieś w tyle wszystkie te złe wiadomości.

Pierwsze kilometry były jak łyk zimnego piwa w upalne popołudnie. A smakowały tym bardziej, że gdzieś w tyle głowy coś ciągle upierdliwie mówiło: vanitas vanitatum...

O nie! Zycie jest piękne, zwłaszcza jadąc na stojąco z szybką otwartą na maksa!
__________________
Pozdrawiam, Waldek
Waldek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23.06.2010, 01:49   #146
bajrasz
świeżym warto być:)
 
bajrasz's Avatar


Zarejestrowany: Mar 2008
Miasto: DWR
Posty: 1,241
Motocykl: RD07a
bajrasz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 2 tygodni 4 dni 5 godz 21 min 28 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał Waldek Zobacz post
To może ja zaczne a Ty skończysz.
Hmm, może lepiej, przejdźcie od razu do 11tego, lub 12tego.
__________________
pozdrawiam
Pan Bajrasz





bajrasz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.07.2010, 09:21   #147
puszek
 
puszek's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2008
Miasto: Krakuff
Posty: 4,769
Motocykl: RD07a
puszek jest na dystyngowanej drodze
Online: 4 miesiące 3 tygodni 1 dzień 15 godz 48 min 14 s
Domyślnie

W oczekiwaniu na następny odcinek Podosa....

Ostatnio edytowane przez puszek : 05.07.2010 o 17:36
puszek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.07.2010, 10:08   #148
majki
 
majki's Avatar


Zarejestrowany: Mar 2009
Miasto: Gwe/Warszawa
Posty: 3,508
Motocykl: CRF1000, RD04
majki jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 miesiące 1 tydzień 2 dni 7 godz 59 min 38 s
Domyślnie

Czadzik!!
majki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.07.2010, 17:34   #149
podos
 
podos's Avatar


Zarejestrowany: Jan 2005
Miasto: Kraków
Posty: 3,996
Motocykl: RD07a
Galeria: Zdjęcia
podos jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 14 godz 28 min 34 s
Domyślnie

Dzień czwarty
Przez Atlas na pustynię.

Schodzę pierwszy na śniadanie, nikogo jeszcze nie ma i czekając co podadzą zerkam na Aldżazirę a tu nagle pokazują obchody katyńskie z placu Piłsudskiego z Warszawy i przemawiającego Kaczyńskiego. No, no, jaka ta arabska telewizja otwarta na świat, nawet tu interesują się polskimi obchodami – pomyślałem robiąc komórką zdjęcie telewizora. Uznałem ze będzie śmiesznie zamieścić to na forum po powrocie.

Kelner przyniósł sok pomarańczowy a ja z dumą, wskazując telewizor mówię :

- Bolanda! [arabski: Polska]



Na to kelner mówi, że straszna rzecz się stała, i najchętniej by mi nie mówił ale rozbił się samolot z prezydentem i nikt nie przeżył. Oczywiście nie uwierzyłem, ale czerwony pasek informacyjny na ekranie z pokryty niezrozumiałym arabskim pismem i widoczną liczbą 87 zaczyna nabierać nowego znaczenia. Po 15 minutach ciągłego pokazywania zdjęć Kaczyńskiego i ceremonii obchodów z Polski, mam przekonanie, że coś się jednak stało. Schodzą się chłopaki i pierwszy SMS z Polski rozwiewa nasze wątpliwości. Norbert powoli odczytuje nazwiska zabitych w katastrofie…
Znajdujemy jeszcze CNN, ale słowa nie są już potrzebne…

Dojadamy śniadanie i zwijamy się powoli, każdy pogrążony w swoich myślach, wspomina osoby mu bliższe lub dalsze, których już nigdy nie zobaczy.
[*][*][*]

Nasz plan przewiduje dziś dotarcie do Merzougi i słynnych wydm Erg Chebbi. Ta nieprawdopodobna kupa piachu ma około 7-8 km szerokości i około 30 długości a piaskowe szczyty sięgają 170 m. To najwyższe wydmy Maroka.
Zanim jednak do nich dotrzemy musimy pokonać pasmo Atlasu Wysokiego. Wiedzie przez niego wygodna asfaltowa droga, równa jak stół, zupełnie bez emocji.



Przełęcz też nie przekracza 1900 metrów, jest jeden króciutki Tunel Legionistów koło malowniczego przełomu Rzeki Ziz.
Kręcimy zakręty pod górę z dużą przyjemnością, Paweł zjeżdża do samej rzeki jakąś boczną szutrówką i stęskniony offroadu zakopuje się po osie. Jest zatem okazja do małej przerwy.







Dalsza droga to już zjazd coraz niżej i niżej, góry zostawiamy za sobą, klimat staje się suchszy i staje się coraz cieplej. Morskie wilgotne powietrze skutecznie jest zatrzymywane prze góry Atlasu, zieleń została po drugiej stronie gór, gaje palmowe występują tylko w skupiskach w dolinach rzek. Zabudowa również już saharyjska, niskie gliniane kwadraciki, raczej bardzo ubogie. Jesteśmy w innym kraju. Mijamy kolejne miejscowości Errachida, Erfoud.









Pierwszy piach napotykamy w okolicach Rissani, ale ponieważ najwyraźniej często wdzierał się na nacjonalkę zostaje ujarzmiony charakterystycznymi płotkami. Na szczęście, bo moje wilki nieuchronnie zryłyby je kostką.





W przerwie obiadowej w knajpce koło ostatniej cywilizowanej stacji benzynowej w Rissani dostajemy namiar od kelnera na kabash przy samych wydmach Erg Chebbi. Zapamiętujemy cenę 150 od łba albo 250 z wielbłądową wycieczką na wschód słońca. Kilkanaście kilometrów za Rissani robi się płasko jak stół dookoła, równina po horyzont pokryta jest drobniutkim kamieniem. Uznaję, że poloneza czas zacząć i zjeżdżam z czarnego…
Rozwydrzona dzicz za moimi plecami tylko na to chyba czekała, Pooooszliii! Świsnął szuter spod kół, i zniknęli w chmurze pyłu. Na horyzoncie majaczyły już wydmy Erg Chebbi. Jeszcze tylko wbiłem waypoint ze spaniem i też odkręciłem manetkę.





Niedługo później dojeżdżamy do wieeelkiej piaskownicy. Prawie 200 metrowe hałdy piachu górują nam nad głowami, Ogromne wydmy wzbudzają respekt, kompletnie nie widzę możliwości przejechania przez nie.








Widzę ze chłopaki aż rwą się żeby wjechać na najwyższą tę 170 metrową Erg Chebbi. Mimo iż podróżnicze tuzy odradzają wjazd wewnątrz wydm listując długą listę niebezpieczeństw czyhających aby pognębić niedoświadczonego motocyklistę, nie mam złudzeń, że nie uda mi się namówić kogokolwiek na porzucenie prób ataku na piach.
To, że da się to zrobić, to wiemy, tyle, że na trochę lżejszym sprzęcie.



Jest już późne popołudnie, szybko znajdujemy poleconą Kasbę (Erg Chebbi zresztą), nie dajemy się naciąć powołując się na kuzyna z Rissani i błyskiem zrzucamy bety z motocykli (Pussy nawet odkręcił swoją lodówko-chłodziarkę-zamrażarkę do lodów bambino) i rzuciliśmy się w przylegające wydmy.









Łatwo powiedzieć: „nie rozdzielamy się” - trudniej zrobić, po 30 sekundach byłem sam w swoim własnym piaskowym korytarzyku… Każdy wybrał jakąś swoją scieżkę po „twardym” dnie lub grzbiecie wydmy i odjechał w niewiadomym kierunku.
Ja tez sobie odkręcałem mocno manetkę, co utrzymywało mnie na wierzchu aż postanowiłem podjechać pod niską wydmę od jej ostrej krawędzi. Miała może z 1,5 metra wysokości, więc uznałem ze rozpędem sobie na nią wskoczę. Odkręciłem bardziej szykując się do lotu i… Motocykl wbił się po osie w sypki jak mąka piach pod kątem 45 stopni. I tak został. Ja oczywiście walnąłem betami w bak i spadłem obok. To była bardzo szybka lekcja o konstrukcji i twardości wydm saharyjskich (pewnie innych też). Zatem zapisujemy sobie: wydmę bierzemy od strony łagodnej i unikamy jej ostrego spadku po stronie przeciwnej.
No, ale moto zakopane stoi „na sztorc” lampą w górę a ja samiuteńki… Wkoło panuje idealna cisza. Zdaje się, że wszyscy skończyli szybko i podobnie jak ja…
Ni z stąd ni zowąd wyskakuje za pobliskiego wzgórka arab w błękitnym turbanie lokalnych Tuaregów. To prawdziwy fachura, widać że nie jeden pojazd wyciągnął z tutejszego piachu. Nic go nie przerażają gabaryty Afryki z politowaniem patrzy na mnie szarpiącego się z zakopanym motocyklem i instruuje swoim niezłym angielskim. Motocykl przewracamy, zakupujemy dziury po kołach i ciągnąć za przednie koło obracamy motocykl kołem w dół. Stawiamy i z łatwością zjeżdżam na równe. Obracam się a mój Arab już siedzi na piasku i rozkłada swój mały kramik a gadżetami. Skamieliny, jaspisowe jajka i tuaregowskie naszyjniki. Gadkę ma przygotowaną, nie chce kasy za pomoc tylko żeby ja coś kupił i tak pomógł jemu i jego tuaregowskiej rodzinie przetrwać. Nie przeżyć tylko przetrwać. Mnie jest głupio jak cholera, on wie ze jest mi głupio, taka lokalna gra-pułapka, na którą dałem się złapać. Nie chce nic kupować, nie mam gdzie wziąć zakupów i nie mam kasy – wszystko na bazie, a my chcemy jeździć. Arab czyta w moich myślach – proponuje zakupy jutro rano przed naszym wyjazdem. Idę na to i błyskawicznie się zrywam. Jeszcze tylko mój nowy koleszka upewnia się jak mam na imię.
- Krzysztof – prezentuję się.
- Achmed – przedstawia się Achmed – i już wiem ze mam przesrane.

Jadę z powrotem tam gdzie się pogubiliśmy. Spotykam Kajmana – na trzęsących się nogach opowiada jak o mało co nie „strzelił dacha” swoim Patrolem, oczywiście pociągnęła go stroma cześć wydmy… Za chwilę oglądamy jak Puszek wali spektakularnego „dacha” – również na stromej krawędzi. Zjeżdżają się po kolei chłopaki, każdy bardziej lub mniej pokonany… Waldek przyjeżdża ostatni, z miną nie wyraźną – też się gdzieś wrypał i wyciągnął do jakiś arab w niebieskim turbanie. Jest z nim umówiony na zakupu na rano... Erg Chebbi niezdobyta i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. Wracamy do bazy i oczekując na kolację robimy szybką przepierkę naszych śmierdzących ciuchów. Duże wzięcie ma korek do umywalki z listy im. Podoska. Tradycyjnie późnym wieczorem wjeżdża obiad – tradycyjne Tajin i miętowa herbata, no i w ramach ubijania obcej flory bakteryjnej – cola i jakaś polska wódeczność. Padamy na twarz i zasypiamy błyskawicznie.





Stan budzika: 1092km, Przebieg 308 km


Następny odcinek (klik)
__________________
pozdrawiam, podos
AT2003, RD07A
------------------
Moje dogmaty
0. O chorobach Afryki: (klik)
1. O Mikuni: Wywal to.
2. O zębatce: Wypustem na zewnątrz!!!
3. O goretexie: Tylko GORE-TEX
4. O podróżach: Jak solo to bez kufrów
5. O łańcuszkach rozrządu: nie zabieram głosu.
6. Lista im. podoska Załącznik 10655
7. O BMW: nie miałem, nie znam się, nie interesuję się, zarobiony jestem.
8. O KN: Wywal to.
9. O nowej Afripedii: (klik)

Ostatnio edytowane przez podos : 06.09.2010 o 10:52
podos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.07.2010, 17:47   #150
yasiu71
Z AT od 2006
 
yasiu71's Avatar


Zarejestrowany: Dec 2009
Miasto: JASŁO
Posty: 182
Motocykl: rd 04,m-72
Galeria: Zdjęcia
yasiu71 jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 16 godz 18 min 28 s
Post

Cudnie. Zachęcać Cię do dalszego pisania nie będę lecz czekam z niecierpliwością
yasiu71 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Maroko na żywo, kwiecień 2011 stoner Umawianie i propozycje wyjazdów 4 01.04.2011 17:43
Maroko kwiecień 2009 consigliero Trochę dalej 12 18.01.2010 09:56


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:10.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.