|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
W drużynie "Dream Teamu" Johana Cruyffa był jedną z najważniejszych figur nie tylko ze względu na umiejętności czysto piłkarskie, lecz przede wszystkim charakter. Christo Stoiczkow miał potężny, precyzyjny strzał i ego wielkości Sagrady Famílii, ale jego największą zaletą było to, że nie pękał przed nikim.
Holender bardzo cenił Bułgara, o czym wspomniał w swojej autobiografii: – Potrzebowałem Christa nie tylko ze względu na jego piłkarskie umiejętności. Miał wojowniczy charakter i był, w dobrym znaczeniu tego słowa, uparty. Potrafił wstrząsnąć drużyną – w której tak naprawdę nie było zbyt wielu silnych osobowości – nie tylko w szatni, ale i na boisku. Połączenie dryblingów i inteligencji Michaela Laudrupa, atomowych uderzeń Ronalda Koemana z zadziornością i skutecznością Stoiczkowa zapewniły Cruyffowi na ławce trenerskiej Blaugrany ogromne sukcesy w latach 90. Wówczas Barça aż cztery sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii i osiągnęła dziejowy sukces na arenie międzynarodowej, zdobywając w 1992 roku w pierwszy w historii Puchar Europy. Barcelona odmieniła życie Stoiczkowa. Uczyniła go piłkarzem klasy światowej, co podkreślali nawet słynni kibice największego rywala Dumy Katalonii, np. Julio Iglesias: – Jesteś najlepszy, chociaż jesteś z Barcelony... W latach 1993-1995 “El Pistolero" stworzył na Camp Nou niezapomniany duet z Romário, geniuszem, który grał w piłkę i żył na własnych zasadach. Bułgar świetnie rozumiał się z Brazylijczykiem na boisku, dzięki czemu ich współpraca zaowocowała lawiną goli dla Barcelony. Po latach Stoiczkow wrócił myślami do okresu, w którym tworzył bramkostrzelny atak Barcelony z "Baixinho" – Zachowywał się super. Niesamowicie przyjacielsko. Zwracał się w szczególności do mnie o porady, a w trakcie gry szukał współpracy i szybko dopasowaliśmy się do siebie jak folia do parówki. Widziałem w tym szansę na zaskoczenie przeciwników, którzy nie dość, że znali mnie osobiście, to zazwyczaj nie przebierali w środkach, żeby tylko mnie zneutralizować. Mieliśmy grać z klasyczną dziewiątką, a nie fałszywą, jak to często bywa. Odkrywało to więcej możliwości zarówno dla mnie, jak i dla Romiego, jak pieszczotliwie zaczęliśmy nazywać Romário. (...) Nieprzypadkowo do dziś wraz z Romário pojawiamy się we wszystkich rankingach najbardziej odlotowych duetów w dziejach futbolu. Poza murawą też świetnie się dogadywali i imprezowali w mieście Gaudiego aż po świt. Latem 1994 roku obydwaj panowie rozegrali znakomity mundial w USA. Romário został mistrzem świata z Canarinhos, a Stoiczkow doprowadził Bułgarię do czwartego miejsca i z sześcioma trafieniami na koncie wespół z Olegiem Salenką został królem strzelców całego turnieju. Mistrzostwo Hiszpanii wywalczone z Barceloną i wyborna forma strzelecka na MŚ sprawiły, że w grudniu 1994 roku Stoiczkow otrzymał Złotą Piłkę, nagrodę od „France Football”, o której marzył od dawna: – Nigdy w swojej karierze nie przedkładałem indywidualnych potrzeb nad dobro drużyny. Nigdy! Złota Piłka jest jednak czymś szczególnym, nieporównywalnym z innymi osiągnięciami. Marzenia o niej zamieszkały w mojej duszy na długo przed rozpoczęciem kariery sportowej, zanim jeszcze spojrzałem życiu w oczy. Dla mnie, dzieciaka ze Wschodu, łobuza z wytartymi tenisówkami, rozciągniętą koszulką i zdartymi kolanami, była jak największa z gwiazd na nocnym niebie. Tak, każdy jeden brzdąc marzy – jeden chce być strażakiem, drugi lekarzem, trzeci policjantem, czwarty kosmonautą… A ja pragnąłem być wielkim piłkarzem i zdobyć Złotą Piłkę! Wyobrażałem sobie, jak pewnego pięknego dnia przytulę swoich sławnych idoli. Tylko że zrobię to jedną ręką, bo drugą będę przytulał Złotą Piłkę. Marzenia, marzenia… Teraz stwierdzam, że były bardzo śmiałe i szalone, nawet jak na marzenia! Jakaś fantasmagoria, zważywszy, że w tym momencie Bułgaria ma już dwóch kosmonautów, ale tylko jednego posiadacza Złotej Piłki. (…) Istniał jeszcze jeden plus mojego triumfu – utworzyłem historyczną „złotą czwórkę”. Do tamtego momentu tylko trzech piłkarzy zdobyło dwa najważniejsze indywidualne trofea: Złota Piłka dla gracza numer 1 w Europie i Złoty But dla najlepszego strzelca na kontynencie. Sławny Eusébio, znakomici Gerd Müller i Marco van Basten oraz… waszmość Stoiczkow. Po wspaniałych momentach pojawiły się problemy. Stoiczkow zaczął drzeć koty z Cruyffem w sezonie 1994/1995, i nie chodziło fakt, iż Holender nie potrafił nauczyć go ćwiczenia na skakance, tylko o starcie dwóch samców alfa. Ich konflikt osiągnął apogeum przed meczem Ligi Mistrzów przeciwko PSG w Paryżu, gdy Bułgar w rozmowie z dziennikarzami powiedział: – Barcelona musi wybrać: albo ja, albo Cruyff! Topora wojennego nie udało im się zakopać i Stoiczkow musiał opuścić Barcelonę, a Cruyff już nie był w stanie odbudować swojej "Drużyny Marzeń". Bułgar w lipcu 1995 roku trafił do Parmy napędzanej pieniędzmi sponsora, czyli Parmalatu. Dołączył do plejady gwiazd, bowiem na Stadio Ennio Tardini występowali wówczas m.in. Fabio Cannavaro, Gianfranco Zola, Dino Baggio, Fernando Couto, Antonio Benarrivo, Tomas Brolin, a także młodzi i zdolni Gigi Buffon oraz Filippo Inzaghi. Mimo to Christo nie potrafił się zgrać z niektórymi piłkarzami Gialloblu. Nie pomogły mu także wysokie zarobki. Stoiczkow zarabiał wtedy więcej niż uwielbiany na Półwyspie Apenińskim Gianfranco Zola, któremu nie odpowiadało, że obcokrajowiec w Serie A ma wyższą pensję od niego. Po rocznym epizodzie we Włoszech Stoiczkow wrócił do Katalonii, za którą tęsknił: – Okropnie brakowało mi Barcelony. Parma to małe i wyjątkowe miasto, o długiej historii i romantycznym klimacie, ale… nie okazało się miejscem dla mnie. Każdy powrót do Katalonii dostarczał mi silnych emocji, które nie opuszczały mnie jeszcze długo po powrocie na włoską ziemię. A tam nieustannie szukałem powodu do wskoczenia do samolotu lecącego na lotnisko El Prat. Po pewnym rozdaniu nagród w Barcelonie, na którym byłem razem z Cruyffem, zaprosiłem go na kolację. Oznajmiłem mu wtedy, że chcę wrócić. Bez żadnego wahania Mister odpowiedział „okej” i w jego obecności zadzwoniłem do prezydenta Josepa Núñeza, żeby zorganizować operację „Chłopiec powraca”. Moim zdaniem Cruyff w końcu zrozumiał, że modelowanie nowego "Dream Teamu” to nie tylko pomysły, metodyka czy treningi. Potrzeba również właściwych zawodników – jak ci z oryginalnego zespołu – i dodatkowo odpowiedniego czasu, sprzyjającej atmosfery oraz, naturalnie, szczęścia. Życie to pokazało. Ponadto wydarzyło się coś, co uważałem za rzecz nie do pomyślenia. Cruyff odszedł z klubu! I to dokładnie wtedy, kiedy wróciłem. Minęliśmy się w drzwiach. Tak, nasze plany to rozrywka dla Pana Boga. Nowy odcinek z prztyczkiem w nos ze strony nieba. Drugi pobyt bułgarskiego snajpera w Katalonii nie był już tak owocny, jak poprzedni ze wglądu na eksplozję talentu nowego napastnika w zespole Bobby’ego Robsona, Ronaldo Luísa Nazário de Limę, który rozegrał sezon życia w Barcelonie. Zimą 1998 roku Stoiczkow przestał być "Sztyletem" Barçy i wrócił do klubu, który był dla niego trampoliną do wielkiej kariery – CSKA Sofia. Później spróbował swoich sił jeszcze w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Buty na kołku zawiesił w grudniu 2003 roku. Christo, który otrzymał imię po swoim dziadku, zapracował sobie na bilet do sławy. Pokonał wszelkie przeciwności losu. Wychowany w państwie socjalistycznym Stoiczkow głęboko wierzył, że futbol da mu dobre życie i miejsce w historii sportu. Niezłomna postawa została mu wynagrodzona. Został najlepszym piłkarzem w historii Bułgarii i zasłużył na miejsce wśród innych wielkich gwiazd futbolu, takich jak Romário. Dziś 60. urodziny obchodzi Christo Stoiczkow, który mógłby obdzielić swoim temperamentem kilka współczesnych drużyn. Wszystkiego najlepszego, legendo. Przytoczone wypowiedzi pochodzą z książek: ”Christo Stoiczkow. Autobiografia” i "Johan Cruyff. Autobiografia”. |
|
|
|
#2 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Wracam do odliczania.
Dowcipem (dla mnie) roku: Tu jest Polska (w tym miejscu flaga globusa pl)! To nie folwark! Narodowa duma! (tu emotikon bicepsu) Autorem dowcipu jest europoseł Krzysztof Śmiszek. Więcej syropu glukozowo-fruktuzowego tu: No, to lewicę mam już z głowy. I nie, nie, nie... To nie polityka, to kabaret. Prawdziwa polityka robi się/dzieje gdzie indziej. A pan, panie Prabucki, będziesz wisiał. Jak ten odważnik w zegarze ściennym, co to go muszę zamontować. Zegar już wisi. Dostaliśmy go od naszego Juniorstwa w prezencie. Chyba z okazji zakończenia remontu mieszkania. Remont wydawał mi się długi. Na pewno się dłużył. Niestety przebił mnie Pan Inżynier. Ostatnio tak go obgadywałem, że aż na chwilę zawiesił pypcia na klawiaturze. Już się o niego martwiłem ale alarm okazał się kulawy w płocie. Przez trzy dni siedział w knajpie i pił piwo. Pił piwo, by mi potem wmawiać, że odstawił mocny alkohol. I, że nie ma pracy. Nie, nie, nie... O prawidłowo fizyczne rozchodzi się prawidło. Wiecie, wzór fizyczny: praca to... itd. I oni (pijący z Panem Inżynierem) stwierdzili, że praca w gówno się obraca. Kurde molek... Od razu przypomniała mi się domowa definicja korby. Kto o niej nie słyszał niech zatem, własnemi słowami tę definicje poda. Znaczy niech ten ktosiek stanie sobie przed lustrem i niech podaje definicję sobie przed sobą, bacznie siebie w lustrze obserwując. Dlatego przed lustrem trzeba stanąć. A teraz przyjrzyjmy się temu perkusiście: Tak moi drodzy i tani... To ja. Elwincyj. Że niby nie blond? Ja się tam na kolorach nie znam. Może być szatyn ale chyba nie brunet. Brunet, to mi się zaraz z granatową koszulą kojarzy i z NSDAP. O co się rozchodzi z tym: że to ja? To piękna historia i tę piękną historię dedykuję Czarnemu. Z ta historią było tak... P.S. Czarny kojarzy mi się z czarnym jak smoła murzynem. Tym z elementarza Falskiego. Wszystkie dzieci, uczące się z tego elementarza miały kota na punkcie murzyna. Murzyna, zwanego w elementarzu murzynkiem (dla późniejszej niepoznaki). Tu Czarny ukrywa się jeszcze pod skrótem EZG ale każden, kto czytał/uczył się ze wspomnianego elementarza wie, że to nie żaden Zgierz, tylko (w wolnym tłumaczeniu) Bambo. Nie znalem dziecka, czytającego ten elementarz, które by Bambo źle kojarzyło. W sensie murzynka. Mało tego... Każden takim murzynkiem chciał być a jak nie być, to koziołkiem przynajmniej Matołkiem. Coś w tym świecie popierdoliło się, że Bambo został kozłem ofiarnym. Za pewne dlatego, że urósł. Jak urósł, to wydano go za Helenę. Też czarną jak smoła ale już w dobrej wierze. W dobrej wierze Netflixa. Niekoniecznie już Greków ale co tam... Przecież cywilizacja urodziła się w Afryce. Stąd Szwedzi (to znaczy taki jeden ich profesor czy inny ktosiek) dość kontrowersyjnie przyznał, że Szwedzi pochodzą z Afryki jednak. Zmutowali się do albinosów ze względu na biały śnieg i brak słońca. I tu... zabił ćwieka oponentom. No bo jakby na to nie patrzeć...? Ja spojrzę jeszcze dalej. To znaczy zawsze starałem patrzeć dalej, jak ten mały człowieczek z góry Markowcowej w Rumi. Wszyscy pochodzimy od małpy i gdybyśmy nie jedli tego zasranego mięsa, bylibyśmy dzisiaj szczęśliwą planetą małp. Ale nie... musieli iść za tym lodowcem, co się cofał. Jeden taki szedł za szybko, wyprzedził epokę i znaleźli go zamarzniętego na kość w Austrii. W sumie, ten proces trwa dalej. Dzisiaj ci zamarznięci, stanowią drogowskaz dla innych śmiałków. Widać to w kolejce na Mount Everest, którego nikt już nie nazywa Czomolugmą. Czy ta wybielona w Szwecji rasa jest górą? W sensie - nie Czomolugmą, lepszą? Ja, jako farbowany blond nie wiem ale sukcesywnie staje się gorszą, napiętnowaną. Helena Trojańska w kolorze czarnym jak smoła, za chwilę stanie się koniem. Tak czarno to widzę. Cieszmy się zatem na forumie, że mamy Czarnego. Wystarczy zapoznać jego historię, którą streścił w swoim podpisie. Zostawię to już bez (dalszego) komentarza. Tylko zaakcentuję. Pojawia się w niej (historii w podpisie) m.in. czarny Jaszczomp i cztery Afryki oraz jej pół. I niech nie przejdzie bez echa jego uwaga... "...bo ja fruwam Żatkim Bolkiem na promie kosmicznym". Zatem wracając do nr 10. Perkusista. Cdn. |
|
|
|
#3 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Wstęp.
Parę dni temu dzwoni do mnie jeden z administratorów. Nie, nie, nie... Nie z tego foruma. Z większego foruma. Znacznie większego - podróżniczego. Tu przecież postacie motocyklowe przestały pisać z mojego powodu. Otóż ten administrator pyta się mnie o Brauna. Jak mnie wyrzucał z forum przez Brauna, to się o mnie nie pytał. - Co sądzisz o Braunie? Zastanawiam się, w jaki sposób nad tym ubolewać. Naprawdę się zastanawiam. Nie, że tam od razu martwię, ale to spora odpowiedzialność, która próbuje mi się jakoś wcisnąć na barki - wracając do postaci motocyklowych. Nawet jeden taki, dodał mi kilka centymetrów do mojego siurka. To znaczy, że niby ja dodaję sobie ale to odbyło się jego ustami, że na papier/klawiaturę w sensie. Wiecie... tak zgrabnie, włożył sobie mojego siurka w usta i go podrzucił. Rozumiem - wypluł. Może nawet splunął a dodał przecież, że nie wyrzuca mnie z foruma. Prześledźmy zatem proces jaki zainicjował ów adwersarz cichy mój. Nie wyrzucił, bo wypluł? Tak może być! Ma wspólnika. Ten mi zarzucił brak jaj... Ja połączyłem te kropki. Do czego służą facetowi jaja? Do produkcji nasienia. Ze smutkiem stwierdzam, że właśnie padła mi jedna z trzech ostatnich czereśni. Dokładnie dzisiaj... Przy okazji tylko o tym. W pewnych okolicznościach... ...nasienie wędruje z jajek do siurka. Tu jest wiele antykoncepcji, co można z tym nasieniem zrobić. Np. sprzedać nasienie w skupie nasienia. Nieźle płacą więc kolejka jest długa. Nagle na końcu staje kobieta... Zdziwieni faceci dopytują: - Pani też do skupu nasienia? Yhym. Ale na końcu może być też "taki" facet. No i tutaj historia z moim za dużym siurkiem znajduje swoje ujście. W takim wypadku jednak, trudno znaleźć świadków, trudniej odeprzeć... Sam fakt wywołuje grymas na ustach. Ale co zrobić, kiedy ktoś ci zarzuci brak jaj? Jeden ruch... ![]() ...i szach mat. Wytrzymajcie ze mną jeszcze te 10 dni. Przepraszam OSIEM!! Już poprawiłem w nagłówkowej stopce. Naturalnie, że osiem! W końcu było 8* i jakoś wszyscy to znieśli. Będzie i tak też tutaj. Zasymulowałem się: ![]() To jest poważna sprawa. Należy koniecznie przyjąć... ![]() ...kompot (imbirowy) i kreskę (monohydratu). A następnie zrobić na sobie samogwalt. W sensie na komórkach mięśniowych. Koniecznie oporowo. Dlaczego...? Strażnik Domowy przed podjęciem dzisiaj pracy (W = F x s) rzuciła we mnie (niczym nie pluła!): - Tylko na litość... przed wyjazdem do szkoły się wykąp! Samogwałt musi być konkretny. Taki, by się spocić. Bez potu, to ja się nie kąpię, co najwyżej umyję. Jest jeszcze jeden fajny sposób na mycie. Spowiedź. Właśnie jej tutaj doznajecie. taka nowoczesna, bez konfesjonału. Wchodzisz i się spowiadasz. Każden widzi a nie tylko ksiądz, jaki i kim jesteś. Wiem, że mogą być ofiary tej spowiedzi. Np. na zlocie w Białej (a dlaczego nie Czarnej - rasiści?) pojawi się nagle przypadkowy, nowy user fat - biały, atrakcyjny, szczupły blondyn... Atrakcyjny... Klata jak u pirata, uwodzące (kobiety) spojrzenie. No i bęc!! - Elwood, ty chuju! |
|
|
|
#4 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Podkręciłem korbą przed lustrem i jestem w małym szoku. Ciało zaczyna przybierać. Jak tak dalej pójdzie znowu dorównam muskulaturą Frankowi Zane albo Stefkowi Revers. To podziwiały zawsze we mnie kobiety. Smukłość ale wyrazistość i harmonię kształtu mej mady mięśniowej. Wąskie biodra, talia szerszenia, nad wyraz szerokie barki... Trochę słabsze uda, za to piękne łydki. No i ten mostkowo-obojczykowo-sutkowy... A nawet dwa w pełnej harmonii z piersiowymi wielkimi. Do tego ten brak tłuszczu! Piękny kaloryfer, którego zawsze zazdrościli mi koledzy. Stąd też dużo we mnie ciepła. Jestem po kursie (intensywnym) dykcji i efekty są zdumiewające. To tembr głosu decyduje, że ludzie chcą ciebie słuchać lub nie. Banalna sztuczka ale zdumiewające efekty. Okupione jednak pracą F x s. S, to droga. Jeżeli chcesz osiągnąć odpowiedni efekt, musisz się nachodzić na początku, by ktoś ciebie wysłuchał. Potem już tylko kocyk, piasek bali i takie tam trele do ucha zakochanych w twoim tembrze po uszy plejady pięknych kobiet i mężczyzn. I zaprawdę nieważna pogoda. Czy to deszcz czy słota, zmierza juz ku mnie fanów szara piechota. Przede mną druga seria, potem trzecia, czwarta i tak jeszcze 8 dni. Potem cisza... Ale pamiętajcie... Szare szeregi Piechoty i Testament mój... Jak ten oświaty kaganek. |
|
|
|
#5 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Chwilowa przerwa.
Kaloryfer parzy. Temp. 15,5 st. nad memłonem. Wzbudzi to ocean pary pod prysznicem. W instalacji woda około 7st. Ale to jeszcze nie koniec ćwiczeń. Widok muskulatury mej dla mych oczu, to jak testosteron dla mózgu mego. Tak na gorąco szybko zapodam coś z historii kina. Będzie o scenie, która tym kinem wstrząsnęła. Zwłaszcza moim. Wyobraźcie sobie mnie na koniu. W takiej szacie... ![]() ...czołowej. Już prezentowanej ale pokaz w nauce wf to clou (klucz z polska) do... ...El Komendante na koniu. Widzicie to oczętami wyobraźni? Nie? To pomagam. Tu się dzieją rzeczy niewiarygodne. Niewiarygodne dla laika, czy też mamy dziecka, które: - Mamo, Indianie! Tak tak synku... Czy jakoś tak. Nieważne. Puśćcie sobie jako podkład jeszcze raz Elwincyj Jamesa w drumm kowerze. I Jeszcze raz, i jeszcze, jeszcze... Tego można słuchać w nieskończoność. Energia tego kawałka niesie się już w kosmosie od dziesiątek lat i starzeje tylko z naszej perspektywy. Podobnie strzępki mojej duszy. Znajdziesz je bliżej... Np. wpadasz w oset po przekwitnięciu i te kulki z kolcami wbijąją ci się w twoje drogie fchuj merino, że już kurwa tylko se w łeb strzelić... A to strzępki duszy mej, które o każdej dobie... |
|
|
|
#6 | |
![]() |
Cytat:
__________________
kto smaruje ten jedzie Z pozytywów styka być 22dni po pierwszej dawce i nic nie trzeba mieć więcej. |
|
|
|
|
|
|
#7 |
![]() Zarejestrowany: Nov 2018
Miasto: Olsztyn (Wa-Ma)
Posty: 343
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: mój 3,5
Online: 1 tydzień 6 dni 17 godz 55 min 2 s
|
A ja się cieszę, że Tobie Twój (choć odrobinkę "mój") nick się podoba.
Trzym się dobrze...
__________________
Psy szczekają, a motocykl jedzie dalej... |
|
|
|