|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 851
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 4 dni 15 godz 42 min 51 s
|
Uwagi.
By liczyć nie potrzebujesz umieć czytać ani pisać. Dowiedzione. W najprostszym wydaniu wystarczy liczydło i do tego właśnie służyło. Wczoraj Marysia dostała od dziadka zadanie. - Zeszyt ma 60 kartek. Gdzie jest zero? Na odpowiedź nie czekałem trzech sekund. Jaka jest prawidłowa? Jutro podam. Podam też kilka ciekawych rozwiązań pozornie trudnych zagadnień z zakresu budownictwa drewnianego.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#2 |
![]() Zarejestrowany: Oct 2010
Miasto: Reszel
Posty: 895
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Online: 4 miesiące 2 tygodni 4 dni 11 godz 40 min 0
|
Okładka
|
|
|
|
|
|
#3 |
|
Administrator
![]() |
__________________
www.motopodroze.pl |
|
|
|
|
|
#4 |
![]() Zarejestrowany: Oct 2010
Miasto: Reszel
Posty: 895
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Online: 4 miesiące 2 tygodni 4 dni 11 godz 40 min 0
|
|
|
|
|
|
|
#5 |
|
Administrator
![]() |
Mimo wszystko, z drugiej strony także możesz tak oznaczyć. Weź zeszyt z Mangą i już masz odwrotnie
__________________
www.motopodroze.pl |
|
|
|
|
|
#6 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 851
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 4 dni 15 godz 42 min 51 s
|
Oddaję 3 sekundy Marysi
![]() - Dziadek! Jak je wszystkie wyrwę, to w środku zostanie ich zero. Trzy sekundy... To był ciąg "matematycznych" zdarzeń. Lubimy się bawić w matematykę. Próbowałem dzieciom sprzedać abstrakcyjną rolę liczb. W sensie, co znaczy np. "dwa"? Dwa to co? Dwa jabłka, to już zupełnie co innego. Została liczbie przypisana konkretna, zrozumiała wartość/jakość. Przecież dwa "siedzi wszędzie", bo może być np. różnicą. A "zero"...? - Zero, to nic odpowiada Marysia. Hm... "Nic" powiadasz? No to... I tu właśnie dziadek postawił zadanie z "zeszytem" Najlepsze jest to, że ja nie znałem odpowiedzi. Ona (odpowiedź) miała się dopiero wykluć w dalszych rozważaniach! Sam byłem ciekaw, do jakiego rozwiązania nas doprowadzą.A tu trzy sekundy i... dziadkowi szczęka opadła. Tymczasem... Blisko 40 lat temu dwa razy musiałem przygotować wykład/referat, do wygłoszenia których naprawdę musiałem się przygotować. Po pierwsze dlatego, że były one dla mnie formą kary za "różnice w poglądach". Na studiach oczywista. Pierwszy odczyt był o żeglarstwie. Istniało takie ogólne przekonanie, że na AWF to zdają osiłki, zdolni tylko do fikołków itp. Zawsze walczyłem z tym poglądem. Ambicjonalnie oczywiście. I tu pan z żeglarstwa chcąc niewątpliwie utrudnić życie a być może i upokorzyć zlecił mi jedno, krótkie (w ustach jego) zadanie: - Przygotuje pan referat pt: dlaczego łódka płynie? Na następnych zajęciach zamienimy się miejscami. Zajęcia z żeglarstwa trwały 45 minut. Dr Honzik byłby w swoim żywiole ale... ja musiałem się w tych 45-ciu minutach zmieścić. Zasadniczo jak ostrzyć, by nie stępić. Najpierw szybki kurs z teorii wektorów, podstawowe definicje, przykłady, potem działania na wektorach - przykładem: "łódka płynie" z pokłonami dla Newtona i Eulera. Na koniec prosty dowód na to, że żaglówką można też płynąć centralnie pod wiatr. Bo można. Kto zna odpowiedź? Skończyłem wykład niemal równo z "dzwonkiem". Pan magister patrzył na mnie, patrzył na grupę... - Panie Docencie El... znakomity wykład. Nie powiem... Byłem w małym szoku, że potrafił pan mgr docenić moją pracę. Ja po prostu lubiłem fizykę. Do wykładu z żeglarstwa na przygotowanie konspektu wystarczył mi jeden wieczór. Drugi przypadek to już była wyższa szkoła jazdy. Psychologia... Od kolegów z uniwerku dostałem cynka, że psychologii będzie nas uczyła "niedorobiona" magister. Psychologię mieliśmy na II roku - dwa semestry. Info dostałem, pracując w studenckiej spółdzielni latem. Mogłem się zastanawiać nad panią mgr przez cały rok, bo po pierwszym roku wylądowałem na urlopie dziekańskim. Krótki wywiad na uczelni i fakt... pani mgr z założenia (wewnętrznego) traktowała studentów AWF jak studentów drugiej kategorii. A`priori. Taki student to musi śmierdzieć potem. Ona bujała w chmurach i a te aromaty... Zawsze (jak się okazało) na pierwszych zajęciach robiła studentom testy na "inteligencję". Zawsze te same. No więc ja postanowiłem moją nową grupę na ten test przygotować. Pierwszy był pamięciowy. Co roku pani dyktowała 20 wyrazów i po ostatnim przez nią wyartykułowanym, studenci zapisywali, co zapamiętali. Nie było z tego tytułu na szczęście żadnych konsekwencji poza westchnieniem pani mgr, że poziom... dramatyczny itd. Pani psycholog nie krępowała się wyrażaniem swoich "uczuć" i oceny. No i, że ona musi w takich warunkach i otoczeniu pracować. Nie uczyć... Pracować. Mój pomysł na panią mgr polegał na tym, że moje bezpośrednie otoczenie było odpowiedzialne za zapamiętanie w danej sekwencji "swoich" dwóch wyrazów i ciche ich mi przekazanie. Wyszło elegancko. Praktycznie mogłem zapisać wszystkie wyrazy ale jeden odpuściłem. Wynik "19" jest naprawdę dobrym wynikiem. Pani zebrała podpisane z nazwiska kartki, przebiega po kolejnych znudzonymi oczami gdy nagle... Wyczytuje moje i zdumiona pyta: który to z panów?! Nieśmiało wstaję. - No niezwykłe... pan zapamiętał prawie wszystkie... Tego jednego nie byłem pewien a skoro nie bylem, to nie zapisałem. - A potrafi pan powiedzieć jaki to wyraz? Proszę... Pani mgr jest w szoku. Szczerze artykułuje, że to pierwszy przypadek w całej historii jej "nauczania". Ba... Dodaje: - I to wśród studentów AWF?! Jestem zdumiona... Mieliśmy dla pani mgr jeszcze jedną niespodziankę. Taki nasz sposób na Alcybiadesa. Wszyscy byli przygotowani na test drugi i większość wypadła bardzo dobrze. Jeszcze większy szok. Zajęcia "stanęły". Ich treść wypełniły jakieś luźne rozmowy a na koniec pani podała temat referatu dla odważnego. Było wiadomym, że referat będzie i umówiliśmy się z chłopakami, że ja go "wezmę". - Pani magister... Podniosłem rękę... Ja chętnie spróbuję. Jestem po technikum i tam nie mieliśmy poza polskim żadnych humanistycznych wyzwań. Znakomicie, znakomicie. Koniec zajęć. Opuszczamy salę. Pani mgr stoi w drzwiach. Szepta do mnie: - Czy może pan na chwilkę zostać? Wiem o niej dużo. Ważne: zbliża się do 40-stki i jest singlem. Gdyby zrzuciła parę kg, to... - Chciałam dopytać o pana zainteresowania... Patrzę jej prosto w oczy... Onieśmiela mnie pani intelektem i... urodą. Przepraszam, za śmiałość z drugiej strony ale na tej uczelni wszyscy patrzą na tę drugą, fizyczną stronę, nie na głębię, która się pod nią kryje. Czuję się tutaj jak spętany... Nie pasuję ale muszę tu być... - O tak... Moje zainteresowania... Obecnie, by oderwać się od problemów patrzę na... Szekspira okiem Barańczaka. Cytuję: "...Rody Werony: wraży raban. Młodzi: hormony. Starzy: szlaban. Mnich: lekarstwem zielarstwo? Finał: trup grubą warstwą..." Pani mgr zaraz zemdleje. - Och... jakie ma pan problemy?! Ach... Pani Ewo... Przepraszam. Musze już iść... do pracy. Mam trudną sytuację materialną, by studiować muszę pracować po szkole, taki mój osobisty kierat.... Jeżeli pani pozwoli wrócimy do tematu po następnych zajęciach, kiedy już będę miał referat za sobą. Treści referatu nie pamiętam ale spędziłem nad nim długie godziny w czytelni w tym m.in. cały weekend. To była jakaś masakra. Powstał mega elaborat a ja miałem problem by go... zrozumieć. Coraz więcej odwołań, rozwinięć co rusz jakiś cytat... Zaczął się z tego robić skrypt. Na zajęcia przyszedłem z plikiem spiętych kartek kancelara i... stertą książek. W tych książkach powkładane ponumerowane karteczki, ołówkiem podkreślone treści. Po kwadransie pani mgr udostępnia mi katedrę. Opowiadam, cytuję, coś bazgram na tablicy... 1,5h dla mnie jak z bicza strzelił... Nie wyrobiłem się... A w ogóle, to czuję się z tymi treściami, książkami jak Himilsbach z angielskim. W przygotowaniach pomagał mi jeszcze serdeczny kumpel, którego poznałem w pracy a on studiował psychologię. W ogóle jego kumple kibicowali mi strasznie, bo wszyscy ją znali. Ja miałem zaś jedno zadanie. Dla mnie kluczowe. Koniec zajęć. Wszyscy opuszczają salę ja niezdarnie zbieram książki, szereg notatek, te wypadają mi z rąk. Jestem taki niezdarny, pani mgr pomaga mi zbierać "rozlatane" kartki A4. W pełnym momencie nasze dłonie spotykają się na jednej... Jej jest taka ciepła... - Pani drży...?
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#7 | |
![]() Zarejestrowany: Sep 2017
Miasto: B..wała
Posty: 415
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Online: 3 tygodni 5 dni 12 godz 24 min 52 s
|
Cytat:
... "Konstruktor Trurl stworzył maszynę, która potrafiła wygenerować wszystko, co zaczynało się na literę „n”. Wynalazca testował swoje dzieło. Maszyna więc stworzyła nici, naparstki, norę, natryski, nastawienia, i napary... [...] Trurl pękał z dumy i stwierdził, że to „wykapana nauka”. Klapaucjusz nie był jednak zadowolony z efektu. Postanowił, że maszyna Trurla ma zrobić nice, czyli drugą stronę wszystkiego (nicować – przewracać na podszewkę). „Maszyna jednak działała już od dobrej chwili. Maszyna zaczęła robić najpierw antyprotony, potem antyelektrony, antyneutrina, antyneutrony, i tak długo pracowała, nie ustając, aż natworzyła bez liku antymaterii, z której zaczął się z wolna, podobny do dziwnie błyszczącej chmury w niebie, formować antyświat”. Choć wynalazca nie był do końca zadowolony, uznał zadanie za wykonane i zlecił kolejne. Klapaucjusz poprosił maszynę, by stworzyła „nic”. Maszyna Trurla przez dłuższy czas nie ruszała się, co wyraźnie ucieszyło Klapaucjusza. Wynalazca Trurl nie rozumiał, dlaczego jego gość tak się cieszy, przecież maszyna wykonała polecenie Klapaucjusza. Mężczyzna uważał, że miała nic nie robić, więc nic nie robiła. Klapaucjusz wyjaśnił mu to w następujący sposób: „Miała zrobić Nic, a tymczasem nie zrobiła nic, więc wygrałem. Nic bowiem, mój ty przemądrzały kolego, to nie takie sobie zwyczajne nic, produkt lenistwa i niedziałania, lecz czynna i aktywna Nicość, to jest doskonały, jedyny, wszechobecny i najwyższy Niebyt we własnej nieobecnej osobie!!”. Niespodziewanie, maszyna rozumna zwróciła się do kłócących się mężczyzn. Stwierdziła, że wie, czym jest „Niebyt, Nicość, czyli Nic, ponieważ te rzeczy należą do klucza litery n, jako Nieistnienie” i że za chwilę świat przestanie istnieć, innymi słowy czeka ich zagłada świata. Bohaterowie zamarli z przerażenia, a maszyna zaczęła usuwać kolejne rzeczy ze świata. Usunęła już natągwie, nupajki, nurkownice, nędzioły, nałuszki, niedostópki i nędasy. Kiedy jednak zniknęły kolejno: niesmak, niepospolitość, niewiarę, niedosyt, nienasycenie i niemoc, wtedy wydawało się, jakby zamiast redukować, dodawała coś. Wynalazca Trurl martwił się, co z tego wyniknie, lecz Klapaucjusz przypomniał mu, że maszyna usunie jedynie to, co zaczyna się na literę „n”. Maszyna Trurla zaprzeczyła jednak, mówiąc, że tworzyć potrafi jedynie rzeczy na tę literę, ale niszczyć może wszystko. Na koniec maszyna rozumna zażądała od konstruktora Klapaucjusza, by ten przyznał, że „jest uniwersalna i że wykonuje rozkazy, jak się należy. Przerażony bohater kazał maszynie przestać, ale zanim to zrobiła, zniknęło wiele rzeczy, a najbardziej ucierpiało niebo. Maszyna rozumna wyjaśniła Klapaucjuszowi, że gdyby stworzyła Nicość, wykonując tym samym polecenie Klapaucjusza, nie byłoby ani jej, ani konstruktorów, więc nie można byłoby stwierdzić, czy dobrze wykonała rozkaz."... Nie zaśmiecam więcej
|
|
|
|
|
|
|
#8 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 851
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 4 dni 15 godz 42 min 51 s
|
Fajnie fajnie Bołdun!
Cały czas szukam inspiracji do pracy własnej dzieci nad wyobraźnią. Marysia jest w pierwszej klasie i się strasznie nudzi. Świetnie już czyta. Do tego stopnia, że się już jej czytać nie chce ![]() Tymczasem... Udało się. Umówiłem się z panią mgr, że potraktuje mnie indywidualnie. Dwie konsultacje domowe i domowe "zaliczenie" oraz "egzamin". Byłem jej naprawdę wdzięczny i ogólnie nie było z nią wcale tak źle, bo miała głębię... Zatem dwie godziny w tygodniu miałem z głowy i rzeczywiście mogłem pracować. Wykorzystałem też fakt, że student po urlopie (takim czy innym) lądując z powrotem na studiach dostawał z dziekanatu karteczkę o treści: proszę dopisać studenta takiego a takiego do grupy. Pieczątka, podpis. Grupa docelowa nie była wskazana. Zatem ja dopisywałem się do kilku grup, nawet żeńskiej w taki sposób, by wszystkie zajęcia upchać we dwa lub maksymalnie trzy dni. Łącznie (w trakcie fikołkowych studiów) dopisywałem się tak 5-ciokrotnie. Stąd dość niezwykły wynik jak na 4 lata studiów. Łącznie studiowałem na AWF-ie lat 10. Był jeszcze lepszy myk. Za drugim razem na studiach pojawiłem się w drugiej połowie października i nikt nie pytał się czemu z takim opóźnieniem. Być może tłumaczył mnie fakt, że to były studia "sportowe" poniekąd i wielu znanych sportowców z takiej opcji (ze względu na wyjazdy itp.) bezwiednie korzystało. Ale nie o tym, bo miało być krótko i zwięźle. 40 lat później...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|