|
|
#741 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 929
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 13 godz 18 min 13 s
|
Stoimy tak pod płotem ze Strażnikiem Domowym `i wspominam historie z babcinego podwórka... - Co było dalej? Furtka zamykana była na taki charakterystyczny skobel. Kiedy jakąś resztką sił się do niej wspiąłem nie mogłem tego skobla nacisnąć. Przede mną kilka metrów do kolejnych drzwi od sieni... Widzę je przez mglę. Nagle furtka puszcza. To impuls, który jest sygnałem dla ostatniego strzału adrenaliny. Nie pamiętam, jak znalazłem się w sieni. Dopiero wtedy w drzwiach od kuchni pojawiła się babcia... - Synku, co ci jest? Potem cisza. Obudziłem się wieczorem. W świetle lampy naftowej ujrzałem babcię siedzącą przy mnie na skraju łóżka. Ginąłem w ogromnej poduszce przykryty kołdrą. Obie wypełnione puchem gęsim. Było mi ciepło. Babcia podeszła do pieca. Z kuchni zdjęła kubek z mlekiem. Tradycyjnie... Z dodatkiem masła, wyciśniętym czosnkiem, łyżeczką miodu... - Pij wnusiu. Wypij i śpij. Rano obudzisz się z nowymi siłami i wszystko babci opowiesz. Babcia ponownie podeszła do pieca i zdjęła z niego mój sweter. Na przypiecku stały same filce z walonek. Z takim obrazkiem zasnąłem. Kiedy mnie babcia rozbierała do łóżka wszystkie ciuchy miałem zamarznięte na kość razem ze skarpetami. Wszystko zmarzło na mnie na dystansie niecałych 80-ciu kroków. Może dlatego 45 lat później, niedaleko mojej obecnej "małej ojczyzny" bez cienia egzaltacji brnąłem w rozlewiskach Biebrzy pod Dolistowem na pożegnanie zimy. Ale wtedy nie było -9, jak wskazywał babciny, rtęciowy termometr tylko kilka (bodaj trzy czy cztery) stopni na plusie. Opis tej wycieczki w trybie lat z epoki MWW3 na którym sobie jechałem - poniżej w linku. Jeszcze 5 tyg. wcześniej leżałem na oddziale Szpitala Marynarki Wojennej za rogiem willi państwa Wałęsów. Zabieg usunięcia przepukliny pępkowej mnie tam czekał. Nomen omen w fajnym towarzystwie. Zakonnika (misjonarza) i emerytowanego pułkownika lotnctwa. Ten ostatni służył w Bośnii cudem przeżył ale zasłynął czym innym. W którymś z Borewiczów zaangażowano go i... śmigłowiec, który miał pilotować w jednej ze scen. Niby nic za komuny ale scena wymagała pilota z dużym doświadczeniem i umiejętnościami ponieważ śmigłowiec miał latać w... centrum Łodzi na bardzo niskim pułapie. Wszystko szlo gładko, dopóki nasz pilot nie wtarabanił się między wieżowce (co zakładał scenariusz). Z okien bloków posypały się szyby od fali uderzeniowej i zrobiła się afera. Afera, bo śmigłowiec tak jakby załatwiono z wojskiem na lewo. No i takie tam. Zatem kto chce wiedzieć jak to było z brodzeniem Biebrzą i zaczemu, opisane tu: http://renowacjaposadzek.pl/blog/bajkalajka/ Idealna opowieść dla wielbicieli trybu lat 80-tych. W sam raz do poduchy dla moich sympatyków. Dzisiejszy dzień żegnam z przytupem. Baby nie tylko na motóry.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#742 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 929
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 13 godz 18 min 13 s
|
Ja dalej nic nie muszę. Robię.
Te rozstania i powroty. Góra, podróż na Podlasie 1, Tytus Romek i ATomek, Podróż na Podlasie 2, wełniany sweter. Pierwsza sprawa w sądzie. Pierwsza emigracja. A ja mam dopiero 10 lat i nie mam nic. Ale nic jest początkiem wszystkiego. Akcentuję to po raz kolejny. NIC JEST POCZĄTKIEM WSZYSTKIEGO. Mając 10 lat zostaję sam. I co istotne, wychodzę z trybu nakazowego. W kluczowym wieku. W domu przestają mi mówić, co mam robić. Ojciec w Rumi, mama już na emigracji. My (ja i siostra) z nią. Z nami bogaty księgozbiór ale mnie książki nie interesują. Kompletnie - poza jedną, potem drugą. Ta pierwsza, to Znaczy Kapitan. Nie wiem, jak to się stało, że ją otworzyłem. W lutym mam już 11 lat. Śpię na podłodze. Na perskim dywanie. Prawdziwym, perskim dywanie. Jestem Dariuszem Pierwszym. To mi wmawia uparcie mama. Znaczy wmawiała, kiedy byłem bardzo mały. Też już o tym wspominałem. Latanie na perskim dywanie było dla mnie codziennością. Nie bylem jak Ikar. Latałem tak, by nie dotknąć słońca. Dlaczego? To banał... Latałem nocami. We własnej baśni tysiąca i jednej nocy. Nikt mi nie kazał latać. Mama zachęcała. Potem nie miała już czasu, żyła w swoim świecie. Byłem jej rodzyneczkiem. Ale ja nie godziłem się na... taką rolę. Zimiok coś tu o odlotach pisał... Chłopcze... Nie masz pojęcia, czym jest odlot. Mama to miała odloty. Na studiach moim kolegom oczy wyłaziły na wierzch. Pierwsze, co ich dziwiło, to imię - jakim przedstawiałem mamę. MATYLDA. Takie "egzotyczne". Nikt przecież nie śmiał ująć tego inaczej. W sensie np.: rany Julek... ale głupie imię? Imię jak imię, ni głupie, ni mądre. Egzotyczne z akcentem na nieprzewidywalność. NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ. Dla mnie codzienność, dla przyjaciół egzotyka. - Ale przecież twoja mam ma inne imię. Tak. - To czemu zawsze mówisz o niej Matylda? Zawsze wtedy tylko uśmiechałem się. "Mama" przecież dla wszystkich była ikoną. Dla mnie nie była. Im bardziej pogrążała się w chorobie psychicznej, tym w domu było gorzej. Ciśnienia nie wytrzymywała siostra dlatego szybko się usamodzielniła. Mnie tam mój pokój pasował. To był mój świat. Z perskim dywanem. Zresztą mama jako ceniony pedagog języka rosyjskiego jeździła do ZSRR na różne sympozja, letnie kursy itp. Sporo tego było. Często trwały tygodniami i wtedy naturalnie zostawaliśmy sami. Pisałem juz o tym ale zimiok, Sudden czy inny Matjas tego nie czytali. Sudden przeczytał trafną opinie o mnie w... szkockiej. Autorem opinii Pan Inżynier. Pana Inżyniera, to ja szanuję. Suddena, który zrobił (niemal) kopiuj wklej - nie. na tym się zatrzymam. Dziękuję. Dzisiaj reaguję bardzo emocjonalnie. Kiedyś w ogóle. tego nauczyła mnie mama. Bezwiednie. Bez trybu nakazowego. Bardzo mi przypisanie mamie imienia Matylda w tym pomagało. Wszyscy swoje mamy kochali. Ja kochałem Matyldę. Ale... zawsze przychodził ten dzień, kiedy moje "otoczenie" poznawało Matyldę. Wtedy wszystkim szczęki opadały, mózg szorował po podłodze. - O rany... Ale kultura zdrowej relacji nie pozwalała na nic więcej. pal sześć zdrowa kulturę. Ja nie pozwalałem na żadne "osobiste" wycieczki komukolwiek. To była moja Matylda. Koniec kropka. Teraz moją Matyldą jest El Czariusz. Wara matjasom, zimiokom suddenom od niego. Wara jeszcze tylko przez 5. Dnia szóstego będę miał już was serdecznie w dupie. I jeszcze kilku. Ale... zatrzymałem się na Karolu Olgierdzie Borhardt. Nie odmienię nazwisko Pana Olgierda, bo można sobie na tym język połamać. Winnetou poszedł w odstawkę jak z bicza strzelił...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#743 |
|
Administrator
![]() |
Ja znów Meissnera bandera, krzyże co to były za przygody... ale K.O.B. to Szamana Morskiego.
Uwielbiam i uwielbiałem siedzieć przed biblioteką i czytać tytuły, a potem coś wybrać. Tak miałem w domku, w bibliotece i księgarni. Szkoda, że papier znika, miało to coś w sobie magicznego, jak płynąć przez ocean i odwiedzać wyspy, na których wszystko jest możliwe...ten zapach, nowych, starych książek, faktura, okładka a teraz będzie tylko palec po ekranie....
__________________
www.motopodroze.pl |
|
|
|
|
|
#744 |
|
Moderator
![]() |
Nie chciałbym psuć wzniosłości chwili, ale jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś sobie tabletem dupę podtarł, a w przypadku tradycyjnych nośników literatury wszelakiej i owszem.
__________________
www.kolejnydzienmija.pl 2014: Żatki Bolek na promie kosmicznym 2015: Veni Vidi Wypici 2016: Muflon na latającym gobelinie 2017: Garbaty Jednorożec 2018: Czarny Jaszczomp 2019: Rodzina 50ccm plus 2020: Żółwik Tuptuś 2021: Chiński Syndrom 2022: Nie lubię zapierdalać 2023: Statek bezpieczny jest w porcie, ale nie od tego są statki 2024: Uwaga bo ja fruwam 2025: Ekwipunek Załogi Gogurka 2025: Cztery i pół Afryki 2026: Bambo ze Zgierza |
|
|
|
|
|
#745 | |
|
Administrator
![]() |
Cytat:
__________________
www.motopodroze.pl |
|
|
|
|
|
|
#746 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 929
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 13 godz 18 min 13 s
|
Czarny... Ty Małpiszonie. Dla Ciebie chowam odcinek. Na pewno zdążę. Matjasowi chciałem coś przypomnieć. Nasz wspólny udział w jednej imprezie. Na niej mnie poznał. Dokładnie takiego - jakim jestem.
Zdarza się w życiu poznać przypadkowych ludzi. Matjas to przypadek. Nie poświęcę mu odcinka. Co najwyżej sobie mogę i kilku nieprzypadkowym gościom tej imprezy. Miałeś tam bardzo krótki epizod. Zjawiłeś się przed świtem z informacją, że kawalkada eMek utknęła pod Komańczą. nawet nie pamiętam, czy brałeś udział w akcji ratowniczej. Szaman Morski, to już dla dojrzałego osobnika. To znaczy takiego, co perskim lata jak ta lala. Taki gość może być np. chomikiem. Przy tym jednocześnie w Afryce i na Afryce. Żeby to jeden raz. Taki chomik wie, gdzie leży równowaga w kulturze relacji. I chyba wie, że tryb nakazowy nie jest dobry w budowaniu tychże. Tak do zerówki jeszcze robi... W trylogii Znaczy Kapitan, Krążownik spod Somosierry, Szaman Morski nie od parady jest trzecią i kwintesencją wykształconego gruntownie człowieka z ogromną wyobraźnią. Właściwie - to z wyobraźnią bez granic. Przecież przygoda nie ma granic. Dlatego moja książka miała mieć pierwotnie tytuł: Przygoda Bez Granic. I nie o fizyczne granice się rozchodzi. Taksówkarz w Paryżu... Mierzenie wysokości słońca z ręki... Ja dzięki Panu Karolowi polubiłem fizykę. Zawsze chciałem jego poznać. Zabrakło mi determinacji. Poleciłem wyżej: http://renowacjaposadzek.pl/blog/bajkalajka/ To był luty 2017. Po operacji/zabiegu przepukliny leżałem w łóżku. To była dla mnie krytyczna sytuacja. Zobowiązania m-czne netto = 7000zł. Bezwzględne minimum m-cznej egzystencji (trzyosobowa rodzina w tym osiemnastolatek) to 4000 zł, w tym 2500zł wynajem mieszkania z kosztami eksploatacji. Strażnik Domowy spina budżet jak mało kto. 1500zł (wtedy) zapewnia nam domową egzystencję. Nadwyżka idzie na utrzymanie na utrzymanie firmy w ruchu. Transport, materiały, wynagrodzenia, urzędy w normalnym trybie... Dochodowy, VAT, ZUS... Leżę w łóżku ze świadomością deficytu. Przepuklina to jak świnka. Musisz po zabiegu przeleżeć, potem trzy m-ce min. bardzo oszczędnej fizyki. Bardzo oszczędnej. Tak oszczędnej, że dla zachowania potencjalnej sprawności MUSISZ powstrzymać się od jakiegokolwiek wysiłku angażującego mięśnie brzucha. Delikatne napięcie tak. Ale żadnych gwałtowniejszych ruchów czy dźwiganie czegokolwiek. Ale... dla mnie: nie ma muszę. To forma trybu nakazowego, wewnętrznego rozkazu. Musisz, bo jak nie to... Owszem, mam to z tylu głowy. ja tego nie muszę, ja to robię. Zabieg przekładam kilkukrotnie. W końcu przychodzi data "eksmisji" do szpitala. Ja mam za sobą trzymiesięczny, konsekwentny trening. Cztery razu w tygodniu. Podstawą są pompki. W trzech seriach 100. Wiem, ze jak do tej granicy dojdę, będzie dobrze. To robię. Poza tym drążek. Wspierania w przednim zamachu, małe kołowroty, wymyki w seriach... Nie musiałem się motywować. Od pewnego momentu odpalił się tryb wewnętrzny. Automat. Uzależnienie od ruchu. Przyjemność. 5 tygodni po zabiegu... na blogu takich relacji mam dużo. Otwartych dla "publiczności" jest około 20%. Zamknięte pozostają Azje Centralne, Afganistany, Bałkany i Bajkałajka. Bajkałajka. odbyta w lutym. Tym lutym, kiedy leżałem w łóżku po zabiegu. O zabiegu nikt nie wiedział, poza najbliższymi kolegami. To wtedy wpadłem na pomysł realizacji jednego z moich marzeń. Smyrnąć się składakiem zimą przez Bajkał. Bałkaj jest ogromnym jeziorem. jak ogromnym? na blogu gdzieś tam mam link do programu z siatka Merkatora. Pozwala ona "realnie" np. taki Bajkał wpisać w globus PL. Te syberyjskie jezioro da się wpisać w nasz globus w osi płd. zach/płn. wsch. No to sobie wpisałem. Żeby było zimowo, musiałem zrealizować wycieczkę plus/minus w okresie zimowym. Okazja sama się nadarzyła. Ale, żeby było ciekawiej, pojechałem ten Bajkał na składaku Wigry 3. Musiała to byc mocno realistyczna wyrypa, bo wkręciłem w nią wysokiej klasy podróżnika z mojego otoczenia. Finałem jego dokonań (razem z Dominiką) było okrążenie Afryki przez rok. Miał już za sobą Syberię, objechał Bajkał, Mongolię i inne cuda na kiju. Azję Centralną też. Umówiłem się z Lupusem i kilkoma jeszcze kumplami, żeby uwiarygodnili moją wycieczkę. Ja z łóżka pisałem sms-y, które krążyły wśród przyjaciół ale chodziło konkretnie o hOMERA. Wkręcił się na maksa. Kibicował! Mi osobiście najbardziej najbardziej podobały mi sie odcinki z dostawą mojego jestestwa bezpośrednio nad Bajkał przez ekipę rosyjskich akademików. oczywista helikopterem. Inspiracją był tu emerytowany pułkownik o którym wspominałem. On latał nielegalnie między wieżowcami Łodzi. Ja między Jakuckiem a Bajkałem. Aż się łezka w oku kręci... nie musiałem się za bardzo sprężać, tylko kopiować doświadczenia kolegów winnej oprawie tylko. Sudden rżną z pana Inżyniera w Szkockiej, ja oprawiałem w Bajkał przelot Pana Inżyniera nad M. Kaspijskim. praktycznie nic nie musiałem. Tylko ciut inaczej opowiedzieć przelot Fazika z pijanym pułkownikiem nad Machaczkałą i trochę dalej ciut. Skoro przydarzyło się to Fazikowi, znaczy mogło. Nomen omen, w przerwie pierdolingu o wadach i zaletach NRD, mógłby Fazik przybliżyć swój odlot w Rosji. Jego wyrypa, to kwintesencja Lotu Nad Kukułczym Gniazdem. Takie preludium jazdy po zamkniętym dla cywilnego ruchu (tylko za specjalnym permitem) lotnisku w... lepiej nie pisać. Lepiej obejrzeć... W każdym razie tak wkręciłem hOMERA, że się na mnie... obraził. Za długo się nie obrażał ale z rok chyba było ![]() Zatem jeszcze raz zachęcam. http://renowacjaposadzek.pl/blog/bajkalajka/ Jeszcze"otwarta" wycieczka. jJdna z moich ulubionych. "...Z każdego takiego wyjazdu wracam z bagażem większym niż startowałem. To bagaż doświadczeń… Banalne w rzeczy samej stwierdzenie ale to one wypełniają tę pustkę w mózgu równoważąc cywilizacyjny uwiąd. Pierwsze, to rozczarowanie. Rozczarowałem się sobą… Trochę do tego dochodziłem ale taki jest wynik w istocie. Nie dotarłem na miejsce zbiórki a tak chciałem przecież… Tylko gdzie droga, Kolego El…? Za nim zacerujesz, musisz zaakceptować dziurę w skarpecie. Drugie, to właściwa ocena tego, co miało miejsce. Nikt nie był wstanie po mnie wyjechać i kropka. Koniec wewnętrznej dyskusji, kto powinien i co powinien. Stąd dedykuję sobie słowa św. Tomasza z Akwinu. Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary. Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym; czynnym lecz nie narzucającym się. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty Panie wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół. Wyzwól mój umysł od nie kończącego się brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy. Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień w miarę jak ich przybywa a chęć wyliczania ich staje się z upływem lat coraz słodsza. Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach, ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich. Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię o większa pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi. Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać. Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy; to jeden ze szczytów osiągnięć szatana. Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach; daj mi Panie łaskę mówienia im o tym...' Jakże to, co kursywą jest aktualne... El Czariusie... Zostało ci już tylko 5.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#747 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 929
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 13 godz 18 min 13 s
|
Dzisiaj tłusty czwartek.
Ja we wspanialej fizycznej formie. Wczoraj specjalnie na te okazję przebiegłem w głębokim, zmarzłym śniegu TPK 8km 900m. Tylko po to, by móc dzisiaj zjeść kilka pączków. Na moim rodzinnym stole zawsze rządziły faworki. Dzisiaj najtaniej Strażnik Domowy widziała je po 130zł/kg. Niby dużo ale ile się trzeba przy takim kilogramie narobić, ile smalcu zużyć, ile energii... Nie pamiętam, by ktoś na wsi sprzed elektryfikacji Zabłocia (1976) cokolwiek smażył na jakimś oleju. Królował smalec z masłem. Zatem na dziś tyle do kawy.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|