Wczoraj (a w sumie to dzisiaj bo było już po północy) po raz kolejny zahipnotyzowałem dzika. Jadąc na niego rowerem po leśnej ścieżce najpierw pokazały się dwie lampki wybałuszonych oczu, potem pysk z tą **bniętą zdziwioną miną i na koniec cała postać. Takiej fotki jeszcze w kolekcji nie mam ale zawsze jakoś brakuje mi śmiałości, przy pierwszym spotkaniu stanąłem i zacząłem się wycofywać a dzik zrobił to samo, wczoraj (dzisiaj) już mi się nie chciało robić tej całej ceremonii więc tylko wydarłem ryja kontynuując jazdę na tarana a locha spier**liła do rowu.
Zatrzymać się następnym razem i focić, czy to pachnie nagrodą Darwina?
__________________
"Każdy wątek jest kogoś, bo go zakłada, ten ktoś. Sama idea forum jest przecież taka."
|