Wracając do bieszczadzkich miśków.
Odłowili 8 sztuk, zaczipowali, zaobrączkowali (miśkom zakłada się obroże na szyje) i wywieźli gdzieś na zadupie. To oczywiście niewiele zmieni, bo misiek, chociaż zazwyczaj codziennie raczej spaceruje (grzebiąc w poszukiwaniu żarełka) i kręci się w promieniu kilku kilometrów, to jak chce to potrafi zrobić 50km (a były przypadki, że nawet i 150). Jak ten jeden zasmakował ludzkiego mięsa, to raczej już go niewiele powstrzyma, żeby znowu poszukać i spróbować.
Teraz najlepsze.
Khhmmmm... "ministra" Herman-Klęska (ta od systemu kaucyjnego i innych poronionych zielonych pomysłów) o miśkach:
"Potrzebujemy podpisu prezydenta pod ustawą umożliwiającą użycie broni gładkolufowej. Tylko tak skuteczne możemy płoszyć niedźwiedzie, by przepędzać je z terenów zamieszkiwanych przez człowieka. Bez tego w procesie płoszenia możemy tylko używać paintball'a."
Nie wiem, o co kaman z tą ustawą, ale czuję tu jakiś przekręt (bo jest już jakaś ustawa o użyciu broni gładkolufowej np. przez policję), a miśki są tu tylko pretekstem. Jak pisałem wyżej o skuteczności kul gumowych - równie dobrze mogłaby wysyłać leśniczych, żeby kaloszem kopali miśka w zadek.