Gwiazda nie była tak szczęśliwa, ubecki pierścień zaciskał się coraz mocniej. Działalność grupy Kulika "Tarzana" - pisze Daniel Czerwiński w pracy "Pierwsza dekada. Aparat bezpieczeństwa w województwie gdańskim w latach 1945-1956" - została odnotowana w styczniu 1946 roku. A więc kilka miesięcy po przyjeździe kapitana Kulika na Wybrzeże.
Akcje ekspropriacyjne, dzięki którym zebrano kilkaset tysięcy złotych, musiały zwrócić uwagę milicji, ubeków i zapewne NKWD. Tym bardziej że zostawiano pokwitowania informujące, iż pieniądze biorą żołnierze niepodległościowego podziemia.
A więc nie bandyci, ale partyzanci. Podczas napadu na sklep Polskiego Monopolu Tytoniowego ginie milicjant, inny zostaje ranny. To mobilizuje "bezpieczniaków".
------------------------------------
Podejrzane jest to, że "Weneda" strzelał do Gruny z bliskiej odległości i nie trafił. Może nie chciał trafić?
Żeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować, trzeba wspomnieć o zaufanym adiutancie Kulika - „Cieniu”. - Dziś wiemy, że "Cień" zdradził - dodaje Waldemar Kowalski, który uważa, że "Cień" przeszedł na stronę ubeków, przekabacony właśnie przez „Wenedę”. Co przemawia przeciwko „Cieniowi”? Aresztowano go razem z Kulikiem, ale udało mu się uciec z aresztu, a w dokumentach UB pojawiła się notatka: "Umożliwiono mu ucieczkę dla dobra śledztwa, by dotrzeć do innych członków KD 111". I podobnie jak "Weneda", "Cień" zniknął.
------------------------------------
Adres Stanisława Kulika bezpieka ustaliła prawdopodobnie dzięki przypadkowemu aresztowaniu łączniczki 22 marca 1946 roku - pisze Daniel Czerwiński. Waldemar Kowalski precyzuje, że była to Helena Wulf „Danuta”, którą poddano brutalnemu przesłuchaniu. Potem umieszczono ją w celi z funkcjonariuszką UB, która zdobyła jej zaufanie i przejęła gryps. To pozwoliło ubekom na ustalenie adresów i na kolejne aresztowania. Stanisława Kulika złapano w Gdyni 29 marca.
W rozbiciu zgrupowania wyróżnili się porucznik Jan Wołkow, podporucznik Erazm Żmijewski oraz chorąży Jan Babczenko - w latach 60. współautor cytowanej już książki „Kryptonim KD 111”, w której nazwał Kulika „zupakiem”.
Zatrzymanych przewieziono do aresztu na Kurkową do Gdańska. Przejęto gryps Henryka Ernesta „Bogdana” do żony. Pisał: "Niczego nie żałuję". Stanisław Kulik przez jednego ze strażników nawiązał kontakt z "Szarotką" i planował ucieczkę. Nie udała się, strażnik zawiadomił władze więzienne.
Trzydziestego pierwszego października 1946 roku zapadły wyroki. Na karę śmierci zostali skazani: Stanisław Kulik (za nakłanianie swoich podwładnych do popełnienia gwałtownego zamachu przy użyciu broni palnej na sekretarza PPR na Obłużu Wincentego Grunę), Jan Drelich "Dziewiętnastka" (lat 27), związany z podziemiem od 1945 roku, oraz Henryk Ernest "Bogdan" (lat 21), w okresie okupacji członek Gryfa Pomorskiego, od 1942 roku w AK, od marca do września 1945 w I Brygadzie Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, dwukrotnie ranny w trakcie walk o Oksywie.
Wyrok śmierci dostał też Zenon Jagła "Rom", ale prezydent KRN, Bierut zamienił go na 15 lat więzienia. Pozostali skazani zostali na kary długoletniego więzienia.
Wyroki śmierci wykonano w więzieniu w Gdańsku 28 grudnia 1946 roku. Przed egzekucją Kulik zawołał: "Żegnajcie, bracia, już się więcej nie zobaczymy na tym świecie!".
------------------------------------
W sprawie Kulika ciągle jeszcze nie wszystko jest jasne. W 2011 roku, na wniosek ministra sprawiedliwości, Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu unieważnił wyrok, jednak tylko częściowo. Wątpliwości sędziów wzbudził właśnie rozkaz zastrzelenia Wincentego Gruny. Ich zdaniem, zebrany materiał nie wskazuje, że Gruna zagrażał bezpieczeństwu organizacji. Sprawa będzie jednak miała ciąg dalszy, bo o dobre imię Kulika walczy teraz także jego wnuczka.
Dziś"żołnierze wyklęci" są bohaterami zbiorowej wyobraźni. Zaś Wincenty Gruna nie jest już bohaterem. Tablicę pamiątkową zdjęto. Patronem ulicy na Obłużu został admirał Józef Unrug.
Ot, polskie losy. "Pokolenia żałobami czarne".
Barbara Szczepula.
Od autorki:
Korzystałam z biogramu Stanisława Kulika sporządzonego przez Waldemara Kowalskiego z Muzeum II Wojny Światowej, z materiałów Muzeum Miasta Gdyni, z książki Jana Babczenki i Rajmunda Bolduana "Kryptonim KD 111" i Daniela Czerwińskiego "Pierwsza dekada".
Kiedy "moja" ulica zyskała nowe imię, ja realizowałem się na kolejnym urlopie dziekańskim w Niemczech.
Tuż przed (listopad 1990) sortowałem butelki w rozlewni Heinekena w Leerdam w bluzie z napisem (na plecach): AZS GDAŃSK.
O reakcji Holendrów wspominałem już w tym wątku.
A kim był admirał Józef Unrug?
__________________
Jam nie Babinicz...
|