NICość 5
Ja dalej nic nie muszę. Robię.
Te rozstania i powroty.
Góra, podróż na Podlasie 1, Tytus Romek i ATomek, Podróż na Podlasie 2, wełniany sweter.
Pierwsza sprawa w sądzie.
Pierwsza emigracja.
A ja mam dopiero 10 lat i nie mam nic.
Ale nic jest początkiem wszystkiego. Akcentuję to po raz kolejny.
NIC JEST POCZĄTKIEM WSZYSTKIEGO.
Mając 10 lat zostaję sam.
I co istotne, wychodzę z trybu nakazowego. W kluczowym wieku. W domu przestają mi mówić, co mam robić. Ojciec w Rumi, mama już na emigracji.
My (ja i siostra) z nią. Z nami bogaty księgozbiór ale mnie książki nie interesują. Kompletnie - poza jedną, potem drugą.
Ta pierwsza, to Znaczy Kapitan.
Nie wiem, jak to się stało, że ją otworzyłem.
W lutym mam już 11 lat. Śpię na podłodze. Na perskim dywanie. Prawdziwym, perskim dywanie. Jestem Dariuszem Pierwszym. To mi wmawia uparcie mama. Znaczy wmawiała, kiedy byłem bardzo mały. Też już o tym wspominałem.
Latanie na perskim dywanie było dla mnie codziennością. Nie bylem jak Ikar. Latałem tak, by nie dotknąć słońca.
Dlaczego?
To banał... Latałem nocami. We własnej baśni tysiąca i jednej nocy. Nikt mi nie kazał latać. Mama zachęcała. Potem nie miała już czasu, żyła w swoim świecie. Byłem jej rodzyneczkiem. Ale ja nie godziłem się na... taką rolę.
Zimiok coś tu o odlotach pisał...
Chłopcze... Nie masz pojęcia, czym jest odlot.
Mama to miała odloty.
Na studiach moim kolegom oczy wyłaziły na wierzch. Pierwsze, co ich dziwiło, to imię - jakim przedstawiałem mamę. MATYLDA.
Takie "egzotyczne". Nikt przecież nie śmiał ująć tego inaczej. W sensie np.: rany Julek... ale głupie imię? Imię jak imię, ni głupie, ni mądre.
Egzotyczne z akcentem na nieprzewidywalność.
NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ.
Dla mnie codzienność, dla przyjaciół egzotyka.
- Ale przecież twoja mam ma inne imię.
Tak.
- To czemu zawsze mówisz o niej Matylda?
Zawsze wtedy tylko uśmiechałem się. "Mama" przecież dla wszystkich była ikoną. Dla mnie nie była. Im bardziej pogrążała się w chorobie psychicznej, tym w domu było gorzej.
Ciśnienia nie wytrzymywała siostra dlatego szybko się usamodzielniła. Mnie tam mój pokój pasował. To był mój świat. Z perskim dywanem.
Zresztą mama jako ceniony pedagog języka rosyjskiego jeździła do ZSRR na różne sympozja, letnie kursy itp. Sporo tego było. Często trwały tygodniami i wtedy naturalnie zostawaliśmy sami. Pisałem juz o tym ale zimiok, Sudden czy inny Matjas tego nie czytali.
Sudden przeczytał trafną opinie o mnie w... szkockiej. Autorem opinii Pan Inżynier. Pana Inżyniera, to ja szanuję. Suddena, który zrobił (niemal) kopiuj wklej - nie. na tym się zatrzymam. Dziękuję.
Dzisiaj reaguję bardzo emocjonalnie. Kiedyś w ogóle.
tego nauczyła mnie mama. Bezwiednie. Bez trybu nakazowego. Bardzo mi przypisanie mamie imienia Matylda w tym pomagało.
Wszyscy swoje mamy kochali. Ja kochałem Matyldę. Ale... zawsze przychodził ten dzień, kiedy moje "otoczenie" poznawało Matyldę.
Wtedy wszystkim szczęki opadały, mózg szorował po podłodze.
- O rany... Ale kultura zdrowej relacji nie pozwalała na nic więcej.
pal sześć zdrowa kulturę. Ja nie pozwalałem na żadne "osobiste" wycieczki komukolwiek. To była moja Matylda. Koniec kropka.
Teraz moją Matyldą jest El Czariusz. Wara matjasom, zimiokom suddenom od niego.
Wara jeszcze tylko przez 5. Dnia szóstego będę miał już was serdecznie w dupie. I jeszcze kilku.
Ale... zatrzymałem się na Karolu Olgierdzie Borhardt. Nie odmienię nazwisko Pana Olgierda, bo można sobie na tym język połamać.
Winnetou poszedł w odstawkę jak z bicza strzelił...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
|