Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary Dzisiaj, 00:28   #717
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 907
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 6 godz 21 min 17 s
Domyślnie Nieobiektywny kibic

W drużynie "Dream Teamu" Johana Cruyffa był jedną z najważniejszych figur nie tylko ze względu na umiejętności czysto piłkarskie, lecz przede wszystkim charakter. Christo Stoiczkow miał potężny, precyzyjny strzał i ego wielkości Sagrady Famílii, ale jego największą zaletą było to, że nie pękał przed nikim.

Holender bardzo cenił Bułgara, o czym wspomniał w swojej autobiografii:

– Potrzebowałem Christa nie tylko ze względu na jego piłkarskie umiejętności. Miał wojowniczy charakter i był, w dobrym znaczeniu tego słowa, uparty. Potrafił wstrząsnąć drużyną – w której tak naprawdę nie było zbyt wielu silnych osobowości – nie tylko w szatni, ale i na boisku.

Połączenie dryblingów i inteligencji Michaela Laudrupa, atomowych uderzeń Ronalda Koemana z zadziornością i skutecznością Stoiczkowa zapewniły Cruyffowi na ławce trenerskiej Blaugrany ogromne sukcesy w latach 90. Wówczas Barça aż cztery sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii i osiągnęła dziejowy sukces na arenie międzynarodowej, zdobywając w 1992 roku w pierwszy w historii Puchar Europy.

Barcelona odmieniła życie Stoiczkowa. Uczyniła go piłkarzem klasy światowej, co podkreślali nawet słynni kibice największego rywala Dumy Katalonii, np. Julio Iglesias:

– Jesteś najlepszy, chociaż jesteś z Barcelony...

W latach 1993-1995 “El Pistolero" stworzył na Camp Nou niezapomniany duet z Romário, geniuszem, który grał w piłkę i żył na własnych zasadach. Bułgar świetnie rozumiał się z Brazylijczykiem na boisku, dzięki czemu ich współpraca zaowocowała lawiną goli dla Barcelony.

Po latach Stoiczkow wrócił myślami do okresu, w którym tworzył bramkostrzelny atak Barcelony z "Baixinho"

– Zachowywał się super. Niesamowicie przyjacielsko. Zwracał się w szczególności do mnie o porady, a w trakcie gry szukał współpracy i szybko dopasowaliśmy się do siebie jak folia do parówki. Widziałem w tym szansę na zaskoczenie przeciwników, którzy nie dość, że znali mnie osobiście, to zazwyczaj nie przebierali w środkach, żeby tylko mnie zneutralizować. Mieliśmy grać z klasyczną dziewiątką, a nie fałszywą, jak to często bywa. Odkrywało to więcej możliwości zarówno dla mnie, jak i dla Romiego, jak pieszczotliwie zaczęliśmy nazywać Romário. (...) Nieprzypadkowo do dziś wraz z Romário pojawiamy się we wszystkich rankingach najbardziej odlotowych duetów w dziejach futbolu.

Poza murawą też świetnie się dogadywali i imprezowali w mieście Gaudiego aż po świt.

Latem 1994 roku obydwaj panowie rozegrali znakomity mundial w USA. Romário został mistrzem świata z Canarinhos, a Stoiczkow doprowadził Bułgarię do czwartego miejsca i z sześcioma trafieniami na koncie wespół z Olegiem Salenką został królem strzelców całego turnieju. Mistrzostwo Hiszpanii wywalczone z Barceloną i wyborna forma strzelecka na MŚ sprawiły, że w grudniu 1994 roku Stoiczkow otrzymał Złotą Piłkę, nagrodę od „France Football”, o której marzył od dawna:

– Nigdy w swojej karierze nie przedkładałem indywidualnych potrzeb nad dobro drużyny. Nigdy! Złota Piłka jest jednak czymś szczególnym, nieporównywalnym z innymi osiągnięciami. Marzenia o niej zamieszkały w mojej duszy na długo przed rozpoczęciem kariery sportowej, zanim jeszcze spojrzałem życiu w oczy. Dla mnie, dzieciaka ze Wschodu, łobuza z wytartymi tenisówkami, rozciągniętą koszulką i zdartymi kolanami, była jak największa z gwiazd na nocnym niebie. Tak, każdy jeden brzdąc marzy – jeden chce być strażakiem, drugi lekarzem, trzeci policjantem, czwarty kosmonautą… A ja pragnąłem być wielkim piłkarzem i zdobyć Złotą Piłkę! Wyobrażałem sobie, jak pewnego pięknego dnia przytulę swoich sławnych idoli. Tylko że zrobię to jedną ręką, bo drugą będę przytulał Złotą Piłkę. Marzenia, marzenia… Teraz stwierdzam, że były bardzo śmiałe i szalone, nawet jak na marzenia! Jakaś fantasmagoria, zważywszy, że w tym momencie Bułgaria ma już dwóch kosmonautów, ale tylko jednego posiadacza Złotej Piłki. (…) Istniał jeszcze jeden plus mojego triumfu – utworzyłem historyczną „złotą czwórkę”. Do tamtego momentu tylko trzech piłkarzy zdobyło dwa najważniejsze indywidualne trofea: Złota Piłka dla gracza numer 1 w Europie i Złoty But dla najlepszego strzelca na kontynencie. Sławny Eusébio, znakomici Gerd Müller i Marco van Basten oraz… waszmość Stoiczkow.

Po wspaniałych momentach pojawiły się problemy. Stoiczkow zaczął drzeć koty z Cruyffem w sezonie 1994/1995, i nie chodziło fakt, iż Holender nie potrafił nauczyć go ćwiczenia na skakance, tylko o starcie dwóch samców alfa. Ich konflikt osiągnął apogeum przed meczem Ligi Mistrzów przeciwko PSG w Paryżu, gdy Bułgar w rozmowie z dziennikarzami powiedział:

– Barcelona musi wybrać: albo ja, albo Cruyff!

Topora wojennego nie udało im się zakopać i Stoiczkow musiał opuścić Barcelonę, a Cruyff już nie był w stanie odbudować swojej "Drużyny Marzeń".

Bułgar w lipcu 1995 roku trafił do Parmy napędzanej pieniędzmi sponsora, czyli Parmalatu. Dołączył do plejady gwiazd, bowiem na Stadio Ennio Tardini występowali wówczas m.in. Fabio Cannavaro, Gianfranco Zola, Dino Baggio, Fernando Couto, Antonio Benarrivo, Tomas Brolin, a także młodzi i zdolni Gigi Buffon oraz Filippo Inzaghi. Mimo to Christo nie potrafił się zgrać z niektórymi piłkarzami Gialloblu. Nie pomogły mu także wysokie zarobki. Stoiczkow zarabiał wtedy więcej niż uwielbiany na Półwyspie Apenińskim Gianfranco Zola, któremu nie odpowiadało, że obcokrajowiec w Serie A ma wyższą pensję od niego. Po rocznym epizodzie we Włoszech Stoiczkow wrócił do Katalonii, za którą tęsknił:

– Okropnie brakowało mi Barcelony. Parma to małe i wyjątkowe miasto, o długiej historii i romantycznym klimacie, ale… nie okazało się miejscem dla mnie. Każdy powrót do Katalonii dostarczał mi silnych emocji, które nie opuszczały mnie jeszcze długo po powrocie na włoską ziemię. A tam nieustannie szukałem powodu do wskoczenia do samolotu lecącego na lotnisko El Prat. Po pewnym rozdaniu nagród w Barcelonie, na którym byłem razem z Cruyffem, zaprosiłem go na kolację. Oznajmiłem mu wtedy, że chcę wrócić. Bez żadnego wahania Mister odpowiedział „okej” i w jego obecności zadzwoniłem do prezydenta Josepa Núñeza, żeby zorganizować operację „Chłopiec powraca”. Moim zdaniem Cruyff w końcu zrozumiał, że modelowanie nowego "Dream Teamu” to nie tylko pomysły, metodyka czy treningi. Potrzeba również właściwych zawodników – jak ci z oryginalnego zespołu – i dodatkowo odpowiedniego czasu, sprzyjającej atmosfery oraz, naturalnie, szczęścia. Życie to pokazało. Ponadto wydarzyło się coś, co uważałem za rzecz nie do pomyślenia. Cruyff odszedł z klubu! I to dokładnie wtedy, kiedy wróciłem. Minęliśmy się w drzwiach. Tak, nasze plany to rozrywka dla Pana Boga. Nowy odcinek z prztyczkiem w nos ze strony nieba.

Drugi pobyt bułgarskiego snajpera w Katalonii nie był już tak owocny, jak poprzedni ze wglądu na eksplozję talentu nowego napastnika w zespole Bobby’ego Robsona, Ronaldo Luísa Nazário de Limę, który rozegrał sezon życia w Barcelonie.

Zimą 1998 roku Stoiczkow przestał być "Sztyletem" Barçy i wrócił do klubu, który był dla niego trampoliną do wielkiej kariery – CSKA Sofia. Później spróbował swoich sił jeszcze w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Buty na kołku zawiesił w grudniu 2003 roku.

Christo, który otrzymał imię po swoim dziadku, zapracował sobie na bilet do sławy. Pokonał wszelkie przeciwności losu. Wychowany w państwie socjalistycznym Stoiczkow głęboko wierzył, że futbol da mu dobre życie i miejsce w historii sportu. Niezłomna postawa została mu wynagrodzona. Został najlepszym piłkarzem w historii Bułgarii i zasłużył na miejsce wśród innych wielkich gwiazd futbolu, takich jak Romário.

Dziś 60. urodziny obchodzi Christo Stoiczkow, który mógłby obdzielić swoim temperamentem kilka współczesnych drużyn.

Wszystkiego najlepszego, legendo.

Przytoczone wypowiedzi pochodzą z książek: ”Christo Stoiczkow. Autobiografia” i "Johan Cruyff. Autobiografia”.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem