![]() |
Turysta vs. dzika zwierzyna i inne niebezpieczne sytuacje
Byłem w Gruzji w tamtym roku, krótko (raptem lekko ponad tydzień) i co prawda tylko przejazdem (i głównie off), ale nie zauważyłem jakoś tych Ruskich dużo. A już zupełnie mi nie przeszkadzali i nie epatowali nienawiścią czy agresją, wręcz przeciwnie (dotyczy to również Rosjan w Rosji, zarówno na granicy jak i w interiorze). Za to odniosłem wrażenie, że Gruzini jakby tacy mało przyjaźni w stosunku do Polaków się zrobili (również zarówno na granicy jak i w interiorze), ale może ja mam zbyt wysoko podniesiony poziom odczuwania gościnności przez kontakty z Pamircami. Szerzej pisałem tutaj:
https://africatwin.com.pl/showthread.php?t=48075 No i nie wiem, ale jakoś nie oceniam ludzi hurtowo ze względu na narodowość. Może poza jednym przypadkiem, ale tutaj w grę wchodzi okazywana wyższość i rasizm w stosunku do innych, której doznałem i którą zaobserwowałem u 100% (dosłownie: u każdego, od berbecia po 80-ciolatków) poznanych osobników tej narodowości, a nie było ich mało przez ostatnie kilka dekad. Tak jakoś 404. Ale u nich to wynika z ich pojmowania cywilizacji. Aha, miśków nie zaobserwowałem (sypiam po rowach, nie po hotelach). Na całym Kazukazie jest ich ok. 2000, więc zagęszczenie kilka razy mniejsze niż np. w Rumunii (gdzie żyje ich ponad 10 tysięcy). Psy są, ale raczej pilnują owiec, a psów pilnują pasterze. Bezpańskich nie zauważyłem. |
Cytat:
|
Spróbuj kiedyś nie ciąć koło stada oganiając się od brysiów, tylko spokojnie podjechać prosto do pasterza (wiem, łatwo się mówi, ale próbowałem nie raz i to na piechotę z plecakiem). Zupełnie inna reakcja. Jak uciekasz to pies reaguje gonitwą, a i pasterz ma w dupie, bo nie będzie oduczał brysia bronić stada, a jak podjeżdżasz, to zaczynasz być gościem, a co najmniej zmierzasz do rozmowy, więc pasterz ucisza brysie.
Inna sprawa, że pasterzy coraz mniej, więc i psów też. |
No dobra, tytuł poprawiony, więc ponowie pytanie o zwierzynę dużą.
Bać się niedźwiedzi? A zdziczałe psy? Podobno groźne watahy się włóczą. To w kontekście podróżowania bokami oraz ew. nocowania na dziko. |
Gaz se weź. Ale nie taki dla bab, ino gaśnicę 280ml, 2mc. Mały gaz na miśka nie zadziała w ogóle. Dużym sikniesz sekundę i wystarczy. Jak pisałem wyżej, na Rumunii miśków 5x tyle co na Kaukazie, przy czym są o tyle groźniejsze, że przyzwyczajone do człowieka (niespecjalnie się go boją). Psy to już chyba przeszłość, coraz ich mniej.
Przy spotkaniu z miśkiem stój do niego przodem i głośno mów cokolwiek (nie krzycz). Powoli się wycofuj, ale zawsze przodem do miska, nie uciekaj, bo misiek zapierdala 50km/h i dogoni Cię w półtorej sekundy. Jak misiek szarżuje to najczęściej jest to ściema. Nie uciekaj, stój spokojnie i żadnych gwałtownych ruchów (wiem, fajnie się gada). Trzymaj gaz w pogotowiu i używaj, gdy jest bliżej niż 5m. W takiej odległości gaz zadziała, a najczęściej misiek również w tej odległości udpuszcza szarżę (może ponowić ze 2-3 razy, dla efektu). NIGDY ALE TO NIGDY NIE WŁAŹ MIĘDZY SAMICĘ A MŁODE. W ogóle jak są młode to od razu od nich spierdalaj (również spokojnie), bo na pewno jest przy nich gdzieś samica. I nie rób takich głupot jak ten Italianiec w zeszłych bodajże roku. Zobaczył miśka (na asfalcie), zatrzymał się przy nim, bo chciał fotę cyknąć i misiek go ubił, bo się poczuł zagrożony. Na drzewo można spierdalać, jak się ma przy sobie gaz. Misiek potrafi cuda. Raz widziałem jednego, jak wlazł se na drewnianą belkę płotu (belka miała max.10cm średnicy), przemaszerowal po tej belce tym płotem kilka metrów i zlazł na drugą stronę. Jak łazisz po młodnikach, krzakach czy innej gęstwinie, to gadaj do siebie albo se śpiewaj, to informacja dla miśka, żeby się oddalić. Ja jak się włóczę z plecakiem po takim terenie bez widoczności to stukam kijami o siebie kilka razy na minutę. Generalnie misiek wie o Tobie dużo wcześniej niż Ty o nim. Potrafi wyczaić człowieka nawet z kilometra. Najgorsze są te, które są do człowieka przyzwyczajone i te nagle zaskoczone, np. w gawrze lub okolicy zimą. Tak, miśki budzą się zimą i chwilę buszują. UWAGA DO MODERATORÓW: Może by dodać jednak tę Gruzję do tytułu wątku (obok Rumunii), bo dużo postów dotyczy Gruzji właśnie. |
Dzięki, to dużo cennej, konkretnej wiedzy odnośnie postępowania z Miśkami.
Trąbią że w Biesach jest ich więcej tzn częściej się pokazują, czy to prawda to nie wiem, ale jeździć tam, chodzić lubię od lat. Przy okazji - czy w Bułgarii jest podobnie dużo Miśków jak w Rumunii? |
Cytat:
|
Nie, mniej więcej tyle co obecnie w Polsce (300-400).
Problem z miśkami w Bieszczadach stworzyła durna ekopolityka, ostatnio to już w ogóle przegięcie - niedźwiedzia, który śmiertelnie zaatakował człowieka się nie odstrzeliwuje (na Słowacji tylko w 2025 r. odstrzelono ok. 350 szt.). Przypadek, gdy ostatnio misiek zabił kobitę (Płonna) to nie był "wypadek przy pracy" (wcześniej w lutym atak w Dwerniku, w marcu w Kalnicy - 300m od zabudowań, ofiary ciężko ranne, ale przeżyły, ale raczej nie ten sam), ten niedźwiedź ZAPOLOWAŁ na człowieka - zaciągnął ciało w krzaki i zaczął konsumować, odstraszany wracał jeszcze do ciała kilka razy, a na założonej fotopułapce zarejestrowano później powracającego miśka już po zabraniu ciała. Gdyby chciał tylko nastraszyć, to by nie wracał po trupa. Ten konkretny osobnik posmakował ludzkiego mięsa i będzie próbował zapolować ponownie, zresztą prawdopodobnie ten sam już zatakował dwóch rolników, tylko goście zdążyli się schować do auta. Poprzednia ofiara miśka była w 2014 r. koło Olszanicy, wcześniej gdzieś w latach powojennych misiek zabił kobietę w Tatrach, która weszła do opuszczonego szałasu a ten siedział w środku (typowa sytuacja zagrożenia dla miśka). Przez ostatnie lata częstotliwość ataków miśków na ludzi wzrasta. W Biesach obecnie jest ok. 70-100 miśków, w naszych Tatrach w tym roku naliczono rekordowe 64 sztuki (38 samic, 24 samce, w całych Tatrach, polskich i słowackich, żyje ich ok. 80 sztuk), w ciągu ostatnich 10 lat przybyło ich tam ok. 50%). W całej Polsce jest ich obecnie ok. 300-400 sztuk - to 3x więcej niż jeszcze dekadę temu. Część z nich to imigranci ze Słowacji i Ukrainy, bo tam się do miśków strzela, więc uciekają do nas. W ministerstwach wymyślili, żeby odstraszać miśki kulami gumowymi. Jak ktoś wie jak grube futro ma misiek, to tylko się będzie śmiał. Misiek to nie jest tłusta kulka. Goły misiek wygląda jak wielki silny pies. Misiek "ubrany" ma kamizelkę gumokuloodporną z futra. Czasem nawet kula karabinowa nie wystarczy, jeśli się nie zabije miśka od razu, tylko rani (ranny niedźwiedź jest najgorszy). To nie ekoaktywista na proteście na moście Siekierkowskim. To wszystkożerny kiler, i choć na codzień żre borówki, grzyby, korzonki, robaki itp., to +/- jedna piąta jego pokarmu to mięcho. A mówimy tylko o brunatnym. A są gorsze, na szczęście nie u nas. O, np. takie jak niżej (to najdłuższa walka niedźwiedzi, jaką udało się sfilmować, normalnie trwa o wiele krócej, minutę, góra dwie. Zwróćcie uwagę, jakie one są szybkie, wróć, to złe określenie, one są BŁYSKAWICZNIE SZYBKIE). Szary (grizzly), kodiak, polarny (ten to dopiero kiler, potrafi upolować narwala). Mniej groźny jest czarny (baribal) i himalajski (tybetański), te raczej unikają kontaktu z ludźmi, są dość płochliwe, ale zagrożone bronić się dobrze umieją. Spotykałem miśki wielokrotnie (nigdy mnie nie zaatakował), wiele razy orientowałem się dopiero po fakcie (świeżych śladach i odchodach), ostatnio w Pamirze jak łaziłem po zadupiach z plecakiem, foto poniżej). Najbliżej miśków byłem ok. 7-8m (samica z dwoma młodymi przecinająca drogę do Moka, na której byłem z dzieciakiem). W tej samej sytuacji znajomy leśniczy był od niej jakiś metr - i ani drgnął jak kolo niego przeszła ta kawalkada. Jaja ze stali i umiejętność obchodzenia się ze zwierzętami. Kilery, ale i tak je lubię. Ale z daleka. Około roczniak z Pamiru (odcisk buta dla skali): https://i.postimg.cc/Wz7pjDGV/MG-1280.jpg Tutaj mamuśka z młodym (ślady młodego poza kadrem) na Smreczynach na Słowacji, spora: https://i.postimg.cc/dVhFNNxJ/MG-4247.jpg Ten na Hali Gąsienicowej (stary skan ze slajdu): https://i.postimg.cc/cLSjw9G5/20051101.jpg |
Wierny, mam taki pomysł - żeby założyć w tematach różnych ale podróżnych taki wątek w stylu - turysta vs. dzika zwierzyna.
Może niekoniecznie motocyklowy ale jednak związany z biwakowaniem. Dla mnie takie info jest cenne - lubię chodzić po górach i różnych zadupiach. Można by tam docelowo przenieść posty mazeno z poprzedniej strony jeśli nie będzie miał nic przeciwko. Dla mnie taki zbiór wiedzy byłby np cenny, co robić, czego NIE robić, co jak odczytywać. Często atak miśka to efekt nieświadomości lub głupoty ludzkiej. Ale np. o tej sytuacji ostatniej w Bieszczadach - nie wiedziałem że to tak wyglądało. Poddaję pomysł :cool: Pozdrawiam zimny |
Nie mam.
Tylko może bardziej ogólny temat, nie tylko o zwierzynie. Hmmm. Zastanawiam się teraz, czy w dobie "nowoczesności umysłu" nie wstawić jakiejś formułki typu "nie pij płynu do spryskiwaczy", żeby mnie ktoś potem nie posądził, jak go misiek podrze... No bo - patrz: moja sygnaturka. |
Wracając do bieszczadzkich miśków.
Odłowili 8 sztuk, zaczipowali, zaobrączkowali (miśkom zakłada się obroże na szyje) i wywieźli gdzieś na zadupie. To oczywiście niewiele zmieni, bo misiek, chociaż zazwyczaj codziennie raczej spaceruje (grzebiąc w poszukiwaniu żarełka) i kręci się w promieniu kilku kilometrów, to jak chce to potrafi zrobić 50km (a były przypadki, że nawet i 150). Jak ten jeden zasmakował ludzkiego mięsa, to raczej już go niewiele powstrzyma, żeby znowu poszukać i spróbować. Teraz najlepsze. Khhmmmm... "ministra" Herman-Klęska (ta od systemu kaucyjnego i innych poronionych zielonych pomysłów) o miśkach: "Potrzebujemy podpisu prezydenta pod ustawą umożliwiającą użycie broni gładkolufowej. Tylko tak skuteczne możemy płoszyć niedźwiedzie, by przepędzać je z terenów zamieszkiwanych przez człowieka. Bez tego w procesie płoszenia możemy tylko używać paintball'a." Nie wiem, o co kaman z tą ustawą, ale czuję tu jakiś przekręt (bo jest już jakaś ustawa o użyciu broni gładkolufowej np. przez policję), a miśki są tu tylko pretekstem. Jak pisałem wyżej o skuteczności kul gumowych - równie dobrze mogłaby wysyłać leśniczych, żeby kaloszem kopali miśka w zadek. https://i.postimg.cc/hPDYtq8B/facepalm.gif |
Ogarniemy wydzielanie, przenoszenie itp. Wieczorem lub jutro przysiądę i poczytam wątki na spokojnie. Przyjemnego dnia.:at:
10 postów przeniesionych i 2 skopiowane z wątku Toraka (gdzie zostawić busa jadąc do Rumuni). Tytuł możemy jeszcze zmienić, proszę o priv. |
2 Załącznik(ów)
ech...polecam przejazd himalayanem wąska dróżką przez busz w Zimbabwe :dizzy::dizzy::haha2:
|
Dobry wątek z dużą ilością wiedzy.
Moim zdaniem jak najbardziej pozytywny, bo pisany z doświadczenia a nie z wikipedii. Poproszę także info o innych zwierzakach, których spotkanie może nie jest tak groźne jak z miśkami, ale może przysporzyć kłopotów :) |
Herni, ale to chyba słonina, a nie Haribo.
https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif Sorry, że się czepiam, ale tu chyba nie idzie o to, co polecać czy się chwalić, ale też i rady praktyczne jak się zachowywać. No dobra. Nie miałem do czynienia z dzikimi słoninami tete'a'tete, ale z nosorożcami i owszem (możliwe też, że to co na zdjęciu Herniego to kupsko nosorożca). I to nie tylko z pozycji oglądacza z bezpiecznego (stosunkowo) grzebietu słonia (ucywilizowanego). Mówie o azjatyckich (o Nepalu), ale w Afryce pewnie podobnie. Nosorożce sa półślepe, widzą raczej ruch i zarysy niż detaliczne kształty. Za to mają genialny słuch (i duże uszy). Gdy czują się zagrożone (a są dość płochliwe ze względu właśnie na słaby wzrok), to szarżują, nie zastanawiają się, tylko od razu 50km/h. Najwięcej ludzi w Nepalu ginie właśnie w wyniku szarż nosorożców). Podchodziłem do nosorożców na stosunkowo bliską odległość kilkakrotnie (żeby nie było, że jestem taki chojrak - zawsze podchodziłem z Nepalczykiem, który był strażnikiem parku narodowego i on mnie instruował co i jak, ślady pokazywał, kupska, miejsca i czas żerowania etc.) w celach fotograficznych. Przy nosorożcach należy się zachowywać cicho, bardzo cicho, reagują na najmniejszy szelest trawy czy złamaną gałązkę pod stopą. Kiedyś na takiej wędrówce rozdzieliliśmy się na kilkanaście metrów i w dość wysokiej trawie gość "wyniuchał" nosorożca z jakichś 20 metrów. Akurat byłem pod nadłamanym pochyłym drzewem, więc wlazłem na niego i czekam. Spędziłem tam jakąś godzinę, może półtorej (a może czas mi się dłużyl, hehe), a bydlę pasło się w trawie i powoli szło w moją stronę. Nepalczyk wlazł na drzewo jakieś kilkanaście metrów ode mnie. Siedieliśmy se tak cichutko, a że trawa momentami bardzo wysoka, to nam zniknął z oczu i tylko go było słychać. W pewnym momencie wyłonił mi się z niej, ale ciągle z pyskiem przy ziemi. Leciutko pstryknąłem palcami i to wystarczyło, żeby zaniepokojony podniół pysk. Migawka aparatu go dodatkowo pobudziła i zaczął chrapać, więc zrobiłem tylko to jedno zdjęcie i dalej siedziałem cicho, dopóki sobie nie poszedł. Fart niesamowity, że akurat podszedł do mnie tak zapozować. https://i.postimg.cc/rybQnN8g/nepal-01-212.jpg Nosorożce dość łatwo się tropi, gdy się zna tereny ich przebywania, ale trzeba uważać mimo wszystko, bo one też nie są jakieś bardzo głośne. Można się nagle na niego naciąć, zwłaszcza w wysokiej trawie czy gęstwinie krzaków. Lubią przesiadywać w wodzie, w mokradłach itp. pozbywając sie w ten sposób upierdliwych insektów. https://i.postimg.cc/Sx0XvJYx/nepal-01-227.jpg |
Cytat:
|
Centrum Przemyśla.
|
Arbo, wcina Ci zdjęcia jak są z zewnętrznego serwera.
Dawaj je na forumowy, to zostaną dla potomności, bo temat i foty fajne. |
:eek: Proszę Państwa, oto miś.Miś jest bardzo grzeczny dziś.Chętnie Państwu łapę poda.Nie chce podać? A to szkoda!
|
1 Załącznik(ów)
Cytat:
Wszystkie foty, przynajmniej u mnie wyglądają tak: |
Nic nie jest wieczne.
|
Cytat:
|
A wieczne pióro? :)
|
A tfurczość Bajonce?
|
https://i.postimg.cc/hPDYtq8B/facepalm.gif
#gdziejestDubel |
Jak to jest, że niektórym (Matjas, Danny) wolno więcej i nikt z tym nic nie robi?
#gdziejestDubel https://africatwin.com.pl/showthread.php?t=48571 |
https://www.instagram.com/reel/DaCcOOBsK7l/
Misiek w drodze na Rysy. Wrzucam to wideo nie po to, żeby epatować klikbajtami, tylko żebyście zwrócili uwagę jak szybko i zgrabnie porusza się niedźwiedź w trudnym terenie i jak zapiernicza pod górę. Widać to zwłaszcza w drugiej części filmu. |
Wczoraj (a w sumie to dzisiaj bo było już po północy) po raz kolejny zahipnotyzowałem dzika. Jadąc na niego rowerem po leśnej ścieżce najpierw pokazały się dwie lampki wybałuszonych oczu, potem pysk z tą **bniętą zdziwioną miną i na koniec cała postać. Takiej fotki jeszcze w kolekcji nie mam ale zawsze jakoś brakuje mi śmiałości, przy pierwszym spotkaniu stanąłem i zacząłem się wycofywać a dzik zrobił to samo, wczoraj (dzisiaj) już mi się nie chciało robić tej całej ceremonii więc tylko wydarłem ryja kontynuując jazdę na tarana a locha spier**liła do rowu.
Zatrzymać się następnym razem i focić, czy to pachnie nagrodą Darwina? |
Założyć pieluchogacie i napierdzielać ... foty. Wordpressfoto Twoje.
|
No więc jako niechcąco współodpowiedzialny za powstanie tego wątka, chcę odpowiedzieć na postawione przeze mnie pytania.
Niedźwiedzie w Rumunii. Tylko raz, tylko 2 szt, tylko na Transfogaraszy. Jeden stał za murkiem i liczył na kanapki, drugi spacerował sobie krawędzią jezdni. Prawilnie, pod prąd po prawej stronie. A szukaliśmy ich intensywnie. Nawet jez. Oasa objechaliśmy od zach. strony. Z opowieści innych motożystów wiem że było ich więcej, nawet 6 szt. ale wszystkie w tym samym miejscu i jednakowo niezainteresowane motocyklami. Psy w Rumunii. Pojedyncze - nieszkodliwe. Ciekawskie i pewnie głodne ale nieufne. Ze sforą miałem do czynienia raz gdy pilnowały owiec. Byliśmy piechotą. Pasterz skutecznie je przywołał do porządku. Jednym zdaniem gaz się nie przydał. |
Cytat:
No i super że się bezpiecznie skończyło. A powiedz, nocowałeś gdzieś samotnie na dziko pod namiotem albo w hamaku, tak żeby to całe ryzyko związane ze strasznymi niedźwiedziami było jakimś realnym ryzykiem? Czy raczej noclegi na kwaterach, kempingach ogrodzonych elektrycznym pastuchem lub w miejscach w których biwakują lokalesi którzy wiedzą jak się z miśkami obchodzić? |
Cytat:
Dwa tygodnie a całe życie. 14 dni vs. 14600 dni (dla 40-latka). Więc przez te 40 lat przy podobnej statystyce powinieneś spotkać ok. 2000 miśków. Spotkałeś choć jednego? |
|
Jeździłem po Rumunii intensywnie w latach 2004-2016 enduro i w żadnym innym kraju nie spotkałem tyle miśków co tam a przeczesałem wszystkie pasma górskie. Pamiętam jak na jesień któregoś roku nie wróciła do bazy w Borsie para polskich turystów biwakujących pod Piertrosulem , po kilku tygodniach znaleziono ich ciała niedaleko jeziorka i stacji meteo, taki sam los spotkał samotnego Słowaka w parku Calimani. Choć w parkach Maramuresului ,Rodnei, Calimani nie było wtedy takiej ilości miśków jak w Piatra Craiului czy Bucegi to wszędzie mogą się pojawić śpiąc w górach. Nie wiem jak obecnie, ale kiedyś miejscowi imprezujący i biwakujący w górach wozili strzelby w terenówkach i w razie ataku nikt się nie bawił w odstraszanie tylko bum. Syn mojej przyjaciółki był wolontariuszem w odpowiedniku naszego GOPR-u i opowiadał o miśkach. Pamiętam zawieszone martwe konie miedzy drzewami jako przynęty i solidne ziemianki dla myśliwych, jak bogaty dewizowiec z euro kołchozu chciał strzelić miśka za kasę. Każdy niech podejmuje decyzje gdzie i jak spać, ale trzeba mieć świadomość że jest ich tam całkiem sporo .
|
Cytat:
Zgadzam się że w przypadku przygodnego nocowania jest to realne zagrożenie i dlatego spytałem czy się kolega odważył. Zorganizowane kempingi są otoczone pastuchami i panują tam rygory dot. przechowywania żywności i usuwania odpadów, w jakimś stopniu adresuje to temat ale też pokazuje że to nie przelewki. |
"Po cóż w takiej godzinie takie przypomnienia?
Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia." |
To i ja się wypowiem bo na świeżo jestem.
Przed wyjazdem uważnie czytałem posty w tym wątku, taka wiedza zawsze cenna. Otóż, na powrocie jechaliśmy Transfogaraska, dokładnie w piątek 19 czerwca. Miśków widziałem 5, w tym jako jeden liczę matkę z 3 młodymi która szła lewym pasem, zbyt spokojna chyba nie była. Zatrzymaliśmy się z dala, poczekaliśmy aż zejdzie na bok i powolutku przejechaliśmy. Ropuch miał miśka centralnie na środku drogi, zawrócił o około 100m, poczekał aż mr. niedźwiedź sobie zejdzie na bok i przejechał. Natomiast najgłupsze zachowania widzieliśmy dwa - jedno, oczywiście wyrzucone jedzenie którym misiek się zajął a 20m dalej z samochodu robili mu zdjęcia :mur: Drugie - mieliśmy sytuację gdzie bardzo postawny osobnik maszerował po drodze, samochody oczywiście wszystkie się zatrzymały bo...no trzeba robić zdjęcia :mur: Navaja ruszył i powoli obok miśka przejechaliśmy w odległości może metra czy dwóch. Nie wyglądał na całkowicie spokojnego bo za dużo się wokół niego chyba działo. Były też i mądre zachowania - puszczanie świateł, pokazywanie żeby zwolnić itp. Ale trafili się też i tacy (oszczędzę epitetów) z halogenami w trybie stroboskopu :mad: Dobrze że byliśmy tam w piątek, podobno w weekend robią się regularne korki - i ani ruszyć ani zawrócić gdy niedźwiedź podejdzie zapytać co my tu właściwie robimy na jego terenie. Większość miśków była po południowej stronie, w lesie jak się jechało od strony zapory, 2 osobniki na zjeździe na północnej stronie. Absolutnie nie lekceważyłbym tematu niedźwiedzi w Rumunii. I dzięki za podpowiedzi z tego wątku, miałem je w głowie. Włącznie z tym, że jak jest matka z młodymi to przejebane :confused: Pozdrawiam zimny |
Akurat stroboskop nie jest głupi, bo miśki (nie tylko one zresztą) go nie lubią.
|
Cytat:
|
Piszę, że nie jest głupi w kontekście zwierząt, nie jazdy. Ja np. używam czołówek, które mają opcję stroboskopu.
|
Cytat:
Na Transfogaraszy byliśmy niestety w niedzielę. Tłok był przeogromny, upał jeszcze większy. Przed szczytem korek w połowie tunelu się zaczynał. Może dlatego miśków było mniej. |
Cytat:
|
Napiszę jaką miałem przygodę w tym miesiącu ku przestrodze . Jeżdżąc beztrosko po górkach albańskich , zapragnąłem kąpieli w morzu. Kilka godzin później , nocleg na plaży i kąpiel. Gdy wszedłem po szyję do wody , w pewnym momencie poczułem ni to ukłucie , no to ugryzienie w prawą stopę . Pomyślałem że to jakaś sardynka w puszcze lub inną skorpena mnie ujebała , ból piekący ale niezbyt silny. Nic sobie z tego nie robiąc pływałem dalej. Następnego dnia jak się obudziłem to miałem na stopie takie dwie czerwone plamki w odległości około 2 cm od siebie i lekko opuchniętą nogę , po za tym nic mi nie dolegało. Jednak wziąłem leki przeciw zapalne oraz antybiotyk, które zawsze mam ze sobą W dzień w sumie o tym zapomniałem ale pod wieczór jak zsiadłem z motocykla to już stopa bolała dosyć solidnie . Następnego dnia rano sytuacja nie polepszyła się ale też i nie pogorszyła , ponownie przyjąłem porcję leków i zadecydowałem że wracam do kraju. Trzeciego dnia prawa noga była już dwa razy grubsza od lewej i miałem objawy grypopodobne , oraz lekką gorączkę . Gdy wróciłem do domu , nadal czułem się fatalnie ale nie na tyle aby zgłosić się do lekarza . Zwłaszcza że ślad na nodze całkowicie znikł i w sumie opuchlizna też , czułem się jak bym przebiegł maraton i wychodziły że mnie zimne poty. Piątego dnia rano a raczej już w nocy wiedziałem że jest źle , gorączka 39,6 i mocne osłabienie , piłem wodę i pociłem się jak mops. Żona zapisała mnie do lekarza rodzinnego , ponieważ na pogotowie nie chciałem bo twierdziłem że zaraz mi przejdzie ,to pewnie grypa i takie tam. Następna noc była naprawdę ciężka, gorączka nie odpuszczała po 27 razie przestałem liczyć wycieczki do łazienki co 10 minut chciało mi się lać a nie mogłem. Nad ranem zacząłem wymiotować wodą i śliną i zatrzymało mi nerki . Udałem się jeszcze o własnych siłach do lekarza rodzinnego 😵‍💫😵‍💫 jak mnie babka zobaczyła to stwierdziła że chyba zaraz jebnę w kalendarz i trzeba natychmiast do szpitala . Uderzenia serca w spoczynku miałem ponad 140 a ciśnienie krwi 91/50. W warszawskim szpitalu przyjęto mnie w miarę szybko i profesjonalnie. Dali kilka zastrzyków i kroplówkę (nawet kilka) zrobiono badania krwi , USG i jak nerki trochę ruszyły to i moczu . CRP miałem 186 chyba , , do sepsy bardzo blisko. Z badań wyszło zatrucie bakteriologiczne ,ale tak naprawdę nie wiadomo czym . Gorączkę powyżej 39 miałem kolejne cztery dni ale nerki już ruszyły . Po siedmiu dniach wszelkie objawy ustąpiły . Ale co mnie wytelepało to głowa mała
Wysłane z mojego 23117RA68G przy użyciu Tapatalka |
2cm?
Żmija? Objawy jak przy słabym ukąszeniu (na szczęście słabym - zresztą duża część ukąszęń żmiji zygzakowatej to ukąszenia tzw. suche, bez jadu lub z małą ilością; z drugiej strony żmije raczej rzadko pływają i raczej uciekają niż atakują), gorączka, nerki, wymioty, tętno i ciśnienie, itd. co opisałeś. Duszności miałeś? Jeśli żmija, to dobrze, że nie rogata albo, nie daj Boże, nosoroga. Ta ostatnia ma jad śmiertelny. Obie łatwo rozpoznać, mają wypustki na głowie w kształcie rogów (rogata dwie, nodoroga jedną). |
Mi to bardziej pasuje do objawów ukąszenia przez Ropuchę Morską. Ostrzegali nas przed włażeniem do wody bez butów jak byliśmy w Albanii, właśnie ze względu na nią i na jeżowce.
|
No żmija chyba nie pływa pod wodą, raczej na powierzchni. Zresztą wszystko jedno, trzeba uważać. Ja przy wyjazdach dalekich, staram się ograniczać kąpanie w zbiornikach która nie znam, zwłaszcza, że może cię wpierdolić krokodyl.
|
Cytat:
|
No mnie właśnie te dwa ślady w kontekście wody (zwłaszcza morskiej) zaintrygowały, ropucha raczej zębów nie ma.
A'propos krokodyli: widziałem kiedyś u kumpla na zdjęciu z Indii taką tabliczkę stojącą gdzieś nad Gangą: "Swimming forbidden. Beware of crocodiles. Survivors will be prosecuted." No nie kąpał się, bał się mandatu. https://i.postimg.cc/RZSJ7JNZ/kasztan.gif --- Brzeszczot, w tym szczęściu (w tym sensie, że nie skończyło się całkiem źle), masz też dużo nieszczęścia, bo jak od trzech dekad sporo włóczę się po okolicach zainfekowanych stworzeniami pełzającymi, które chcą cię zabić jadem, to przez ten czas widziałem raptem 2x skorpiona (KZH), jedną solfugę (KZH), jednego ptasznika (TJK) i ze 2x żmiję zygzakowatą (te ostatnie w Polsce). "Gady" z reguły wiedzą sporo wcześniej, że coś dużego nadchodzi i się kryją albo uciekają, więc de facto o wiele łatwiej niedźwiedzia spotkać (choć on też wie). Z tych powyżej spotkanych najgorsza jest solfuga, bo agresywna, goni za tobą i chce atakować. Nie ma własnego jadu, ale to padlinożerca i ma pełno jadu kiełbasianego na gębie, po ukąszeniu występuje po prostu zakażenie. Musiałem się nastarać, żeby złapać ją w kadr aparatu - cały czas sie cofałem, tak zapierniczała ku mnie. https://i.postimg.cc/yddBstrR/MG-1183.jpg |
Cytat:
https://streamable.com/rgwezh |
"Łopatą go synek i w łeb, i w łeb"
|
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:29. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.