Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17.07.2016, 14:36   #11
ArturS
 
ArturS's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Jul 2010
Miasto: Zabrze
Posty: 847
Motocykl: Yama XT600Z, Husq. TE610ie
Przebieg: x14tys
Galeria: Zdjęcia
ArturS jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 6 dni 15 godz 24 min 26 s
Domyślnie

Pojedź tam endurakiem, to urzeknie Cię na pewno Jeżdżę tam 1-2 razy do roku i cały czas mi mało



Ostatnio edytowane przez ArturS : 17.07.2016 o 14:42
ArturS jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17.07.2016, 17:32   #12
MotoGdyniaMariusz
 
MotoGdyniaMariusz's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2014
Miasto: Gdynia
Posty: 127
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 85000
MotoGdyniaMariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 dzień 19 godz 10 min 42 s
Domyślnie

No właśnie na transalpine nie mogłem sobie pozwolić bo XJRka pewnie by daleko nie pociągnęła, a i tak miała nawagę zaliczoną solidną.
Zmienie moto to pojadę
__________________
Jeszcze bez AT, zbieram doświadczenie
Był by ktoś zainteresowany zamianą XJR za AT?
https://www.youtube.com/user/MotoTravelPoland

http://motovoyager.net/2016/01/zgubiony-towarzysz-i-popsute-sprzeglo-balkanskie-atrakcje-z-yamaha-xjr1300-wyprawa/

MotoGdyniaMariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17.07.2016, 19:18   #13
kris2k


Zarejestrowany: Feb 2012
Posty: 160
Motocykl: GS 1100
kris2k jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 19 godz 35 min 19 s
Domyślnie

Mariusz, odpowiedziałem Ci na PW.
Spokojnie wjechałbys na transalpię XJR-ką, z palcem w tyłku.
Ja akurat trafiłem na super pogodę, ale nie uprzedzajmy faktów
kris2k jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17.07.2016, 22:23   #14
kris2k


Zarejestrowany: Feb 2012
Posty: 160
Motocykl: GS 1100
kris2k jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 19 godz 35 min 19 s
Domyślnie

Dzień pierwszy

Noc przed wyjazdem minęła o dziwo spokojnie. Wstałem skoro świt o 9-tej wypoczęty. O 10.30 już byłem gotów do wyjazdu.


Odpaliłem maszynerię, pomachałem żonie na pożegnanie i ruszyłem ku przygodzie.
Po ok. 30 kilometrach zaczęło schodzić ze mnie napięcie a jazda zaczęła sprawiać frajdę. Dokładnie Piotrkowie gdzie to pierwszy raz pomyliłem drogę. Ale, od czego mam nawigację! Kilka smyrnięć i dotknięć ekranu i już prowadzi mnie jak po sznurku. Mogłem jechać dalej. To znaczy nie tak całkiem dalej, najpierw musiałem się cofnąć. Dalej nic już nie zakłócało mojego spokoju, no może poza wiatrem który przewiewał mnie na wskroś. Wytrzymałem tak do Włoszczowej gdzie powiedziałem dość. Zarządziłem postój na przystanku i wpiąłem membranę do kurtki. W końcu lipiec jest, nie będę marzł. Membrana doskonale spełniła swoją rolę. Teraz głupi wietrze możesz sobie wiać. Kolega od którego odkupiłem ciuchy nie kłamał mówiąc że są w bardzo dobrym stanie. I tak sobie jechałem radośnie aż do Jędrzejowa, gdzie to po raz drugi obrałem zły kierunek. Zorientowałem się niestety dopiero po około 40 kilometrach. Droga okazała się na Kielce. Kielce, jakie Kielce? W Kielcach byłem już parę razy, nie miałem w planach kolejnych odwiedzin tego uroczego miasta. To chyba nie mój kierunek. O ratunek znów musiałem prosić nawigację. Tym razem nie wyłączałem jej już dopóki nie wróciłem na właściwą trasę.
W międzyczasie spokój mój zakłóciła myśl że pomimo iż po stokroć sprawdzałem czy wszystko co potrzebne do podboju Rumunii zostało przeze mnie zabrane, i tak zapomniałem o czymkolwiek czym mógłbym namydlić moje boskie ciało. I jak spod ziemi, na zawołanie, wyrósł przede mną przydrożny Rossman. Szybki zakup żelu Adidasa i uśmiech powrócił na me lico.
Po przekroczeniu pierwszego pasma górskiego na mej wyprawie czyli Gór Świętokrzyskich wiatr ustał i wyszło pierwszy raz tego dnia słońce. To mocno podbudowało moje morale.
Dalsza trasa przebiegała już bez żadnych problemów, nigdzie się nie zgubiłem, nic mi się nie przypomniało, było ciepło i przyjemnie. I tak w radosnym nastroju dotarłem do celu dnia dzisiejszego mojej podróży czyli Piwnicznej Zdrój. Dlaczego akurat tutaj? Ano dlatego że to jeszcze na polskiej ziemi, że miejscowość najbliższa granicy, i że skoro Zdrój to musi być turystyczna a w takiej o kwaterę najpewniej. Bo oczywiście namiot, śpiwór i karimatę uznałem za zbędny balast i postanowiłem spać na kwaterach. Ludziska którzy już przede mną przetarli ten jakże morderczy szlak zapewniali że z kwaterami problemu nie będzie. A ja ludziom wierzę.
Nocleg znalazłem w pierwszym miejscu do którego podjechałem, i to za całkiem satysfakcjonującą mnie kwotę 30zł. Otrzymałem klucz do bungalowu z łazienką i TV. A TV to ważna rzecz bo przecież dziś półfinał Euro.
Poza tym okazało się że nie jestem jedynym motocyklistą w tym przybytku. Nocował tam też jeden Czech, a właściwie Polak mieszkający w Czechach, kolega Andrzej podróżujący z żoną na Hondzie Shadow. Wieczór upłynął nam na miłych pogaduchach, dzieleniu się wspomnieniami i planami podróży. Bardzo zachwalał ów kolega termy w Miszkolcu, tak więc pierwszy cel podróży na dzień jutrzejszy już miałem.

Z Andrzejem pozostajemy w kontakcie do dziś.

Jako że ten pierwszy dzień to typowa dojazdówka więc foto brak.

Przejechane 388,5km.
I mapka:
https://goo.gl/maps/o4Q9XeDLCQT2
kris2k jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19.07.2016, 10:42   #15
calgon
 
calgon's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Wroclaw
Posty: 1,886
Motocykl: RD04
Przebieg: 40.000
calgon jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 2 tygodni 1 dzień 51 min 6 s
Domyślnie

Zaczął szczegółowo! Jedziesz dalej chłopaku!
__________________
Agent 0,7
calgon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19.07.2016, 12:19   #16
borys609
 
borys609's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Feb 2010
Miasto: podwrocławskie zadupie
Posty: 886
Motocykl: '94 R1100GS, '01 LC4 640 ADV i kilka innych...
borys609 jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 dni 15 godz 31 min 7 s
Domyślnie

I wał Ci nie pękł? Dziwne...
Dawaj dalej Kolego!
borys609 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19.07.2016, 12:45   #17
Poncki
 
Poncki's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Warszawa
Posty: 1,891
Motocykl: XR250R
Przebieg: ły
Galeria: Zdjęcia
Poncki jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 1 tydzień 1 dzień 17 godz 9 min 25 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał borys609 Zobacz post
I wał Ci nie pękł? Dziwne...
Przecież napisał:

Cytat:
Napisał kris2k Zobacz post
(...), ale nie uprzedzajmy faktów
Poncki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19.07.2016, 13:11   #18
KORNIK
 
KORNIK's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: May 2010
Miasto: Piwniczna-Zdrój
Posty: 765
Motocykl: RD04
Przebieg: 42000
KORNIK jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 1 tydzień 4 dni 17 godz 46 min 34 s
Domyślnie

Ludzie odwiedzają tą moją dziurę a ja jak zawsze nic o tym nie wiedziałem. No ale pisz bo zapowiada się ciekawie.
KORNIK jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 19.07.2016, 15:48   #19
kris2k


Zarejestrowany: Feb 2012
Posty: 160
Motocykl: GS 1100
kris2k jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 19 godz 35 min 19 s
Domyślnie

Namówliście mnie
Fajnie że w ogóle ktoś to czyta skoro i tak już tam wszyscy byli.

Jedziemy dalej



Dzień drugi

Tej nocy długo nie mogłem usnąć. W końcu jutro ma się zacząć ta zasadnicza część przygody. Do tej pory motocyklem najdalej byłem w Czechach i na Słowacji a to trochę inna bajka. Różne myśli kłębiły mi się we łbie: a co będzie jak się coś zdpuczy? Jak Gustaw zaniemoże i powie że dalej nie jedzie? Jak ja z jakichś względów nie podołam? Świadomość posiadania odpowiednich polis jakoś niezbyt dodawała mi otuchy.
Budzik zadzwonił punktualnie o 7-ej. Drzemkę wciskałem 3 razy. W końcu jednak trzeba było wstać i zmierzyć się z rzeczywistością. Chwilę po tym jak przygotowałem poranną kawę pojawił się Andrzej. Na pogaduchach zeszło nam do 10-tej. Jako że w planach miałem dojazd do Miszkolca nie musiałem się zbytnio spieszyć. Zresztą, w końcu na urlopie jestem, nigdzie nie muszę gonić, to ma być przyjemność a nie realizacja z góry określonego planu. Poza tym żadna moja dotychczasowa przejażdżka nie miała z góry określonego planu do wykonania, obierałem tylko kierunek a dalej toczyło się na zasadzie co dzień przyniesie.
Jednak kiedyś ruszyć trzeba.
Po kilku kilometrach już byłem na Słowacji. Granica praktycznie niezauważalna. Pierwszy postój na fotkę:






Przez Słowację przejeżdżam zgodnie z przepisami, uczulony na tamtejszych policjantów. Euro nie posiadam w ogóle, to zbyt droga waluta dla mnie. Mijam Preszów, mijam Koszyce i nagle coś się zaczyna dziać: jakieś zabudowania, parkingi, jakiś ruch. To węgierska granica! Poznałem jedynie po znaku:


Tak więc Słowację pokonałem praktycznie na strzała, bez tankowań, bez wydania choćby jednego euro. No i przede wszystkim bez spotkań z policją.

Idę do budy z napisem Viniete zostawić parę forintów, których zresztą podobnie jak euro nie posiadam. Panie w okienku na szczęście znają pojedyncze słowa po polsku i po angielsku więc idzie się dogadać, co dalej już normą nie będzie. Można płacić kartą więc nie muszę biegać i szukać kantoru. 1470 forintów i mogę całe 10 dni szaleć po ichniejszych autobahnach.
Pozostaje teraz znaleźć stację i zatankować. Z tym oczywiście nie ma problemu, problem pojawia się przy płaceniu. Nie to żeby terminal mojej karty nie przyjmował, złota ona co prawa nie jest, zwykła niebieska, ale działa. Problem jest w komunikacji. Jedynym językiem jakim jesteśmy się w stanie porozumieć z panią kasjerką jest język migowy. Ich ojczysty jest dla mnie równie zrozumiały jak marsjański. To samo tyczy się również znaków drogowych: o ile na głównych drogach i oczywiście autostradach zdarzają się znaki w języku angielskim, to na bocznych można o tym zapomnieć. A aby odczytać nazwę miejscowości składającą się z kilkunastu liter, trzeba się zatrzymać bo nie ma opcji rozszyfrować tego w ruchu.
Zatankowany, obieram kierunek na Miszkloc. Dojazd nie nastręcza żadnych problemów, gubię się za to, już tradycyjnie, w samym mieście. Staję gdzieś w bocznej uliczce i zastanawiam się co robić: jechać na te termy? No fajnie by było, ale jest dopiero 13-ta, trochę nie chce mi się tak szybko kończyć dnia jazdy. W dodatku teraz gdy całe napięcie minęło bezpowrotnie wraz z przekroczeniem drugiej granicy. Ale ale, przecież na Węgrzech mają jeszcze jedno fajne miejsce do wymoczenia dupska. Hajduszoboszlo. To już znacznie bliżej Rumunii, dobra droga cały czas autostradą na którą to przecież mam winietę. Jeszcze tylko wbić koordynaty do nawigacji żeby mnie z tego miasta na odpowiednią autostradę skierowała i ruszam.
Wyjazd z miasta już nie sprawia problemu. Oczywiście musiałem przejechać je jeszcze raz. Później już tylko wjazd na autostradę i…
Czy można się zgubić na autostradzie? Ano można. Ja potrafię. Na rozjeździe zbyt długo czytałem te słynne węgierskie znaki drogowe i skręciłem oczywiście na Budapeszt. A to jakby trochę inny kierunek jest. Dojazd do najbliższego zjazdu zajął mi dłuższą chwilę ale udało się wrócić na właściwy odcinek, oczywiście z pomocą nawigacji bo swojemu wrodzonemu rozeznaniu w terenie już nie ufałem.
Na autostradzie, jak to na autostradzie, szybko ale nudno. Co fajnego jest w tych węgierskich to duża ilość MOP-ów, średnio co 20km. Przydadzą się one w drodze powrotnej, ale nie uprzedzajmy faktów. Jadąc zauważyłem też że na większości z nich stoi policja z czymś w rodzaju lornetki na trójnogu, nie wiem czy to lornetka czy może jakiś radar, ale przez radar to policjant raczej nie patrzy a mierzy nim prędkość. Może na węgrzech mają jakieś inne, nie wnikam. A może po prostu wypatrują klientów którzy nie opłacili myta za jazdę tą szybką i luksusową drogą?
Węgierskie MOP-y poza tym niczym nie różnią się od naszych, stacja, parking, kibel - czyli standard. No może pogoda tylko trochę inna, i te chmury jakieś bardziej przyjemne:


Wietrzna, pochmurna i chłodna pogoda z kraju została już tylko wspomnieniem. Teraz słońce świeci, zrobiło się nawet trochę za ciepło. I w tych pięknych okolicznościach przyrody dojeżdżam do zjazdu na Hajduszoboszlo.
Na wjeździe do miasta staję na tankowanie i zagaduję pana jadącego na rowerze i przyglądającego się Gustawowi. Pan na szczęście zna angielski więc udaje mi się zasięgnąć informacji gdzie to znajduje się ten ich słynny kompleks basenowy oraz gdzie szukać noclegu. Po dniu jazdy może jeszcze nie w upale, ale w dużym słońcu już czuję jaką frajdę sprawi wskoczenie do basenu. Ale najpierw trzeba znaleźć jakiś nocleg. Udaję się we wskazanym kierunku i zaczynam poszukiwania. Niestety, tak łatwo to kolego, nie będzie. Co prawda kwater bez liku, jednak nigdzie nie chcą słyszeć o jednej nocy dla jednego człowieka. Jakby się wszyscy zmówili. Po 1,5 godzinie bezskutecznych poszukiwań odpuszczam. Nici z basenów. Postanawiam zbojkotować to nieprzyjazne miejsce. Odpalam nawigację, wklepuję koordynaty na Oradeę i jadę do Rumunii. Szkoda tylko straconego czasu.
Droga tym razem prowadzi mnie przez węgierskie wsie. Czuję się trochę jakbym się przeniósł w lata swojej młodości. Spotykam na drodze sporo MZ-ek, Simsonów, Trabanty, Łady, Żiguli, Wartburgi. Przecieram oczy ze zdumienia. Krajobraz zaś składa się z ciągnących się po horyzont pól słoneczników.
I tak sobie jadąc i podziwiając widoki dojeżdżam do granicy Rumuńskiej. Tutaj dla mnie zaskoczenie bo to okazuje się normalna, prawdziwa granica, taka wiecie, z budkami, pogranicznikami i kontrolą. Kolejki nie ma, jakieś 3-4 samochody przede mną, więc się nawet nie ma co przeciskać. Osobne pasy dla obywateli EU, co oczywiście przegapiłem i stanąłem na tym obok. Podchodzi pan w mundurze, podaję mu dowód, zerka i oddaje. Podjeżdżam do budki. Ponownie podaję dowód drugiemu panu w budce, ten coś wklepuje w komputer po czym oddaje mi dowód i to tyle. A myślałem że chociaż bagaże sprawdzą czy czegoś przypadkiem nie przemycam. A tu nic, chwila moment i już jestem w Rumunii. Właśnie, jestem w Rumunii!!! Dociera do mnie że dokonałem tego, dojechałem. Teraz już niech się dzieje co chce! I tak już zwyciężyłem.
Do Oradei wjeżdżam już z poczuciem jakie musiało towarzyszyć Napoleonowi gdy wjeżdżał do Moskwy. Gdzieś w centrum rzuca mi się w oczy bankomat więc zatrzymuję zaprzęg i udaję się do ściany płaczu. Ze ściany wyciągam 400 ichniejszych złotówek czyli lei i z taką kasą czuję się już naprawdę jak cesarz.
Wyjeżdżam z miasta, już oczywiście pomny moich wcześniejszych niepowodzeń według wskazówek nawigacji, krajową 1-ką w kierunku Kluj Napoki. Za Oradeą rozglądam się za noclegiem bo słońce powoli chyli się ku zachodowi. Niestety, nigdzie nie widzę śladu kwater. I co tu robić? Jedynym ratunkiem pozostają przydrożne motele. Kieruję więc tam swoje kroki. W pierwszym parking przy drodze nie wygląda obiecująco, w drugim pokój 80lei. Ale za to zamknięty parking na podwórku, jest i restauracja. Trudno, nie mam już zbytnio ani siły, ani czasu aby szukać dalej. Jakoś muszę przeboleć tę bolesną dla mojego portfela stratę. Biorę pokój, z klimatyzacją!, rozpakowuję osiołka, szybki prysznic, przebieram się w cywilne ciuchy i jak prawdziwy europejczyk idę skosztować specjałów tutejszej kuchni. Zamawiam słynną i polecaną ciorbę de burtę i bezpieczny grilled pork, na tyle zresztą pozwala obopólna znajomość angielskiego moja i pani kelnerki.
W oczekiwaniu na posiłek zwiedzam pobliską okolicę. Okazuje się że kontakt ze światem tu kiedyś był, niestety został zerwany:


Na horyzoncie widać już moje jutrzejsze przeznaczenie i to po co tu tyle kilometrów przejechałem:


Posilony udaję się na zasłużony odpoczynek. Przelatuję jeszcze szybko po kanałach tutejszej TV, w końcu wybuliłem tyle siana że jak jest TV to trzeba skorzystać. Wi-Fi na szczęście też jest więc szybki przegląd internetu, jakiś mail do ukochanych dziewczyn i zapadam w sen.

Przejechane 501km

I mapka:
https://goo.gl/maps/CrCgrWWz5172

Ostatnio edytowane przez kris2k : 23.07.2016 o 18:28
kris2k jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20.07.2016, 09:43   #20
borys609
 
borys609's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Feb 2010
Miasto: podwrocławskie zadupie
Posty: 886
Motocykl: '94 R1100GS, '01 LC4 640 ADV i kilka innych...
borys609 jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 dni 15 godz 31 min 7 s
Domyślnie

Spełniasz moje rumuńskie marzenie o górach i GS-ie...
Mi póki co nie wyszło, choć GS zawsze gotowy do drogi czeka w garażu. Małżeństwa mi się zachciało .
Pisz dalej, mobilizujesz mnie do mobilizacji
borys609 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Filmik z wypadu do Rumunii monkees Inne tematy 4 18.08.2015 12:26
Potrzebna pomoc w Rumunii jaro Pomagamy - za free 0 31.05.2015 12:53
transport do Rumunii kajman Umawianie i propozycje wyjazdów 0 28.05.2014 14:01
Kotlety z Niedzwiedzia w Rumunii Ebolec Kwestie różne, ale podróżne. 16 03.04.2013 14:51
Mapa Rumunii sambor1965 Przygotowania do wyjazdów 2 23.11.2011 00:17


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:24.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.