Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14.09.2020, 21:46   #111
El Komendante
El Kowit
 
El Komendante's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2015
Posty: 310
Motocykl: Lublin Autobus
El Komendante jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 dni 7 godz 49 min 57 s
Domyślnie

Tymczasem Alpy.



Mielimy zjechać do Padu ale nie zjechaliśmy.
- Byłeś nad Thunersee?
Może przejeżdżałem kiedyś w drodze do Wallis? Szwajcarzy byli tak pewni olimpiady zimowej w Sion, że zaproponowali mega promocję dla rodzin "narciarskich". No to pojechałem z żoną i synem do Czterech Dolin.
Wygral Turyn i... my
- Nad jeziorem mamy "domek". Zapraszamy cię. Jesteś wspaniałym kompanem w podróży. Będzie nam bardzo miło. Dzisiejszego wieczora opowiesz nam o "wschodzie".
Hm... A co mi tam, szkoda tylko tych "wiejskich" dróg po drodze.
- O nie! Takich dróg nie odpuszczamy. Znamy kika ciekawych tras z dala od "twojej" cywilizacji. Nie da sie jej zgubić całkowicie ae nie rozczarujesz się. No co...?
Nie szlo odmówić Waldraut. Juergen cały czas się uśmiechał.
- Stawiam ci Dariusz kastę lokalnego, zacnego piwa. Wiem, że w takiej sytuacji nie odmówisz - a i ja skorzystam, prawda żonko...?

Niezwykła to para. Ona dynamiczna, on ocean spokoju. Mają czwórkę dzieci i pięcioro wnuków. Są spełnieni.
Urzekły ich poranne sadzone na cebuli szklonej smalcem. Nie jedli takiej ze 20 lat... Wszystko na oleju, oliwie... Gdybym lepiej znał niemiecki, indoktrynowałbym a tak, tylko... uśmiechałem się. Miedzy oczka żołtka wrzuciłem kilka kawałków owczego, białego sera i szczypioru.
Przozdobiłem patelnię plastrami ogrdowego pomidora...
Wręczyłm parze starszej dwie łyżki, przełamałem resztkę pirenejskiego podpłomyka i jedliśmy ze "wspólnego gara".

Na deser jakaś hiszpańska, drobno mielona kawa, która mi wyjątkowo zasmakowała. Coś na wzór bałkańskiej. Sobie doprawilem zdrowo śmietaną 12%.
Małżeństwo delektowało się czarną siedząc na moich krzesełkach w promieniach wschodzącego słońca.

O siódmej rano już byliśmy spakowani.

W sumie nie wiem, gdzie dzisiaj biwakujemy. Uzyskaliśmy zgodę jakiegoś szwajcarskiego górala. Jest ciemno jak w dupie. Chcę zgrać widok z mapą ale to już jutro.
El Komendante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14.09.2020, 22:56   #112
El Komendante
El Kowit
 
El Komendante's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2015
Posty: 310
Motocykl: Lublin Autobus
El Komendante jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 dni 7 godz 49 min 57 s
Domyślnie

No to przed legnięciem, zapraszam do kina.


Ostatnio edytowane przez wierny : 15.09.2020 o 03:18 Powód: Poprawienie filmu
El Komendante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14.09.2020, 23:17   #113
maly


Zarejestrowany: Dec 2012
Posty: 9
Motocykl: RD03
maly jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 dni 14 godz 47 min 45 s
Domyślnie

Widzę że w tej kamandzie to jesteś El Wódz, załatwiłeś to jajami.
Jeśli chodzi o kino to kino nie chodzi . czy to Covid czy Ocovita?
maly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.09.2020, 08:46   #114
El Komendante
El Kowit
 
El Komendante's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2015
Posty: 310
Motocykl: Lublin Autobus
El Komendante jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 dni 7 godz 49 min 57 s
Domyślnie

No własnie, no właśnie... te moje wodzowskie maniery.
Jak rozmowa przez telefon. Większość zdecydowana uważa, że ja przez niego krzyczę a nie rozmawiam.

W istocie Wodzem jestem najlepszy sam dla siebie i to tylko w zasadzie na jednoosobowych wycieczkach. Na grupowych się gubię. Po raz kolejny sobie to uzmysłowiłem i dzisiaj zostawiam starsze małżeństwo, bo widzę, że zaczynam pełnić rolę Tytusów (taka seria dla młodzież/dzieci z małpą w tle).

Grzecznie wymówiłem się z dalszej wspólnej podróży, bo u starszej pani dostrzegłem (chyba) proces rycia siwutkiej głowiny. Zaczęła snuć takie wizje, że postawiony przez Tytusa problem:
- Panowie, a ten Bałtyk to właściwie jezioro czy ocean? Ledwie światlo ćmiący.
A wszystko przez Jadwigę Toeplitz-Mrozowską i jej: Moją wyprawa na Pamiry w roku 1929.

Juergen już dawno słodko kimał, kiedy ja opowiadałem o pierwszej damskiej wyprawie pamirskiej. Babcia odlatywała w przestrzenie, których sam się boję. W pewnym momencie sięgnęła do kuferka i wyjęła... flaszeczkę.
- Piwo jest dla mięczaków
Bez pytania o zgodę rozlała po kieliszeczku uszczuplając treść pół litra mocnego strocha... Od razu mnie uspokoiła (jej zdaniem):
- Nie takie cuda Dareczku piłam!

Momentalnie stanęła mi w oczach Kase, matka czterech dorosłych synów, z ktorą przyszło mi się zmierzyć w Leerdam, w lokalnej, flamandzkiej knajpie - słynącej z... rozlewni browaru Heineken. Niemal równo 30 lat temu, w rok po upadku (tak się nam wtedy wydawało) komuny na planecie PL.
Byłem wtedy na drugim roku studiów mając za sobą studiów lat okrągłe ...6 już.
otóż wylądowałem w tej knajpie nieprzypadkowo ale nie o tym. Widząc moje (wtedy) możliwości spożywania alkoholu siłą rzeczy biesiadujący wspólnie, robotniczy naród holenderski nawiązał do możliwości w tej materii - emerytki - matki czworga dorosłych dzieci.

Słyszałem już o podobnych bajeczkach, w sensie - kobietach, których nikt nie przepił.
Stanąłem do pojedynku i...
W każdej bajce jest ziarnko prawdy, czasem głaz.

Znając moje cygańskie inklinacje, którzy uwielbiają wieszać się dla towarzystwa przy butelce, nagle "odebrałem wiadomość z domu sms-em".
- Babciu droga (tak czule się do nie odzywałem już od jakiegoś czasu), zwijamy majdan. Jutro raniutko centralnie na wschód mi pora. Za dużo tłumaczyć.
Oj... Niepocieszona była babcia ale nie chciałem jej mieć na sumieniu albo... siebie.

Od razu się pożegnałem z info, że startuję wczesnym rankiem o brzasku i żeby nie robiła sobie absolutnie żadnego kłopotu.

Nim wzeszło słońce, byłem już spakowany. Kawę wypiję gdzieś po drodze a teraz cichutko stoczę się z podwórka na wyłączonym silniku, by nikogo nie budzić.
Nagle pojawiła się babcia Waldraut z dużym kubkiem kawy:
- Tak jak lubisz, tylko w kuchni nie było śmietany. Musisz sobie dolać.
Wyjąłem krzesełka i razem doczekaliśmy wschodu słońca.

Jak jest po polsku: gute Reise?
- Szczęśliwej podróży.
Och... Szzczzs, Doch! Może być "gute Reise"?!
- Musi!

Wyściskaliśmy się serdecznie.
Kiedy wsiadałem do auta podeszła do mnie raz jeszcze i wręczyła małe zawiniątko.
- Nie, nie! Musisz to ode mnie przyjąć, to nic takiego, nic specjalnego ale... jak otworzysz, to zrozumiesz. Malutki prezencik, który będzie ci przypominał nasze spotkanie w drodze.

To zawsze dla mnie trudna sytuacja... Nie umiem przyjmować prezentów, "zamykam się w sobie".

Siedzę teraz na jakiejś przełęczy, piję kawę na drugie śniadanie. Sięgam po zawiniątko. Równo złożona kartka z adresem i nr tel.
Napisano:
Klucz będzie na Ciebie/Was zawsze czekał, pod doniczką na werandzie, po prawej.
A ten słonik niech Ciebie, Rodzinę i Twoich Przyjaciół prowadzi szczęśliwie przez wszelkie Col de la Traversette jak słonie Hannibala.

Srebrny słonik, z trąbą do góry...

P.S.
Dla lubicieli:
https://culture.pl/pl/artykul/jadwig...a-dachu-swiata

Ostatnio edytowane przez El Komendante : 15.09.2020 o 09:04
El Komendante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.09.2020, 19:11   #115
El Komendante
El Kowit
 
El Komendante's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2015
Posty: 310
Motocykl: Lublin Autobus
El Komendante jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 dni 7 godz 49 min 57 s
Domyślnie

Mieszane uczucia.



Słonik mnie rozbroił... Więc mogę dla kogoś "obcego" być "ważnym"...?
Obracam nim bezwiednie w palcach, przekładam z dłoni do dłoni ale... co tam ja.
Z Fazikiem i Hortensio "rozstaliśmy" się w królewskiej komnacie zamku Brissac, pamiętacie jeszcze?
Hm... To, co przytrafiło się parze szalonych podróżników przejdzie do naszych biesowych annałów.
We wspomnianej, winnej piwnicy fazik potraktował kolejne spożywane wina jak... piwo. Butelka za butelką i... nic. Ochota na kolejne. Walczył z tą ochotą, jak mógł, więc kolejne przyjmował niechętnie.
- Liczyłem do 5-ciu, potem przestałem.
Hortensio pił co drugą flaszkę i też był w niebywałej formie.

Nie uszło to uwadze pozostałych biesiadników. Jeden z nich postanowił się do naszych kompanów przysiąść z synem.
Oczywiście przeprosił, grzecznie zapytał i takie tam. Fazik nigdy nie odmawia towarzystwa a to okazało się szczególne.
- Czy to państwa Toyota na dziedzińcu, przepraszam za ciekawość? Panowie mówią po niemiecku ale rejestracja z Polski zdaje się?
Tu Fazik przedstawił się należycie i auto też.

Otóż chodziło właśnie o auto przy okazji, ale też o pewną historię. Mocno wyblakłe ślady po Afganistanie 2010 szczególnie przykuły uwagę "pytacza".
Od słowa do słowa i impreza przeniosła się najpierw "pod auto" a potem do salonu królewskiego, bo piwnicę zamykano dla gości hotelowych o 22-iej.
Ojciec dopytywał Fazika o wszelkie szczegóły, ten zaś wspomniał o mnie i nawet próbował się do mnie dodzwonić, bym osobiście pogadał, no ale...

Nie zawsze odbieram po 22-iej, nawet od przyjaciół i teraz żałuję, bo ów ciekawski gość okazał się wnukiem w prostej linii - Willi Rickmer Rickmersa!
Dla mnie to niebywała gratka, bo ponieważ zbieram wszelkie historie pamirskie - pisane, czytane, mówione, na obrazkach, filmie. Ale nie z czasów współczesnych.
Mam kilka książek "kruków" z okresu międzywojennego i w ogóle, nieskromnie powiem, że wiem wszystko o Pamirze. Ale nie o tym.

O tym, by poznać osobiście wnuka Rickmersa, o którego dziadku "wiem wszystko" byłoby dla mnie duchowym przeżyciem. Ba... Takiego wnuka, który tą historią dziadka żyje!
I teraz do sedna!

W środku nocy zamkowymi korytarzami, przemieszcza się dość już niezdyscyplinowana ekipa, na życzenie prawnuka, który zapragnął posiedzieć sobie za... kierownicą Elwooda. Prawnuk nie ustępował ekipie w eksploracji piwniczych zasobów i zassał podlaskiego likieru w finale nawet.
Kiedy dotarli do auta, Fazik uchylił drzwi. Młody wsiadł, objął kierownicę i...

Pamiętam jak sprzedawałem Jake`a - białą wersję z silnikiem 12h - bez turbo, kumplowi - imiennikowi.
Darek... Miałeś kiedyś terenówkę?
- Nie.
To formalnie kupa złomu. Musisz to wiedzieć. Oczywista, ze zdjąłem jak przy Elwoodzie budę z ramy i cos tam porobiłem ale kumpla muszę uprzedzić, że to zabawa w koszty bez końca.
- Nie ważne. Biorę.
Ale ja jej nie sprzedam, nawet kumplowi, poniżej "tej" ceny.
- Biorę.
Kurwa Darek... Tu jest jeszcze kupa rzeczy do zrobienia!
- Biorę!
Dobra... Weź ją sobie na tydzień, pojeździj... To muł w porównaniu do Elwooda. To w terenie nie idzie.

Tydzień później dzwonię:
- No... To już wszystko wiesz. Mam po drodzę do Tczewa, mogę przyjechać pociągiem i wrócić na kolach.
W życiu! Tylko mam prośbę. Dzisiaj podrzucę ci połowę kasy, bo stara nie może wiedzieć ile. Oficjalnie pójdzie za druga połowę. Nie ma problemu?
- Przeciez cie baba zabije i za tą drugą połowę!
Przewiozłem ją
- I co kurwa...?
Mówi, że będzie do niej wsiadała w spodniach, by wąskiej kiecki nie zadzierać pod majty

Kumpel się nie targował nawet o złotówkę. Do biednych nie należy ale te kupowanie oczami! Skąd ja to kurwa znam...

I teraz naprawdę do sedna.
Syn podniecony na maksa. Jeździ na co dzień SJ 413-stką. Ojciec mercedesem wartym tyle co moje mieszkanie w super dzielnicy Gdańska.
Fazik ma na tablecie pełną historię remontu Elwooda, która wyrywa z butów niedowiarków wszelkich. Zewnętrznie nie wygląda ale nie będzie rdzewieć nawet jak jej szpachla odpadnie, bo jest cała ocynkowana. Wszelkie ruchome blachy galwanicznie, reszta ogniowo lub przez napylanie. O reszcie wzmiankowałem. Gotowy do przyjęcia instalacji 12V, tylko podłączyć zdjęty alternator...

Po zapoznaniu się z faktami stary składa propozycję nie do odrzucenia.
12 000 eu z prośbą odstawienia auta do Saarbrucken...

Dzisiaj odbieram te info od Fazika...
- El... Decyzja należy do... ciebie. Dzielimy się kasa po połowie i Elwood idzie pisac kolejną swoją historię.
Faziczku! Pierwsze primo - to TWOJE auto. Po drugie nie potrafię podjąć decyzji. Sam wiesz...
- El, kurwa! Potrzebujesz kasy. Układ jest epicki... Właściwie... to oddasz mi co dałem i reszta jest twoja.
Jezuuu... Faziku, przestań. Wiem, jakie nadzieje z nim (Elwoodem) wiążesz! Nie mogę!

Zresztą dzisiaj rano dostałem słonia na szczęście, jeszcze ci nie mówiłem.
- Jakiego słonia, od kogo?
Hannibala.
- Od Hannibala?!
Ach... Faziku, nie ma tematu.
- Weź niepierdol. Dam znać za dwie godziny.

Dwie godziny później.
- Daj cynka jak ci przekazać 10 200 eu. Hortensio leci Elwodem do Saarbrucken. Po mnie jedzie moja Dulcynea.



Słońce zachodzi. Obracam słonika bezwiednie palcami, przerzucam z dłoni do dłoni...

Ostatnio edytowane przez El Komendante : 15.09.2020 o 19:18
El Komendante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.09.2020, 19:39   #116
redrobo
 
redrobo's Avatar


Zarejestrowany: Sep 2010
Miasto: białystok
Posty: 2,231
Motocykl: ktm 640 adventure
redrobo jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 4 tygodni 1 dzień 3 godz 36 min 25 s
Domyślnie

Historia tak nudna i z dupy, ze czytac sie odechciewa. Nie wiem czemu te ignorowanie nie bangla... bylbym jednak za usunieciem Cie z forum.
redrobo jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.09.2020, 19:59   #117
Poncki
 
Poncki's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Warszawa
Posty: 2,185
Motocykl: XR250R
Przebieg: ły
Galeria: Zdjęcia
Poncki jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 3 tygodni 2 dni 12 godz 59 min 18 s
Domyślnie

Zrozumiałbym jeszcze przehandlowanie fury za mikrofon.
Policyjne radio też oddaliście?!?!
Poncki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.09.2020, 19:59   #118
El Komendante
El Kowit
 
El Komendante's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2015
Posty: 310
Motocykl: Lublin Autobus
El Komendante jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 dni 7 godz 49 min 57 s
Domyślnie

Przytrafiają mi się takie rzeczy w drodze.

Simsonem solo do Abchazji i w płn. Kaukaz czyli Ostatnia krucjata Don Kompota Rycerza Śmiałego Niebywale i jego Bosykopyta Dzielnego Rumaka Niezwykle, czyli ballada awanturniczo-megalomańska z elementami autopromocji i małym podtekstem erotycznym.

Ojcze Mój Ukochany!

Na wstępie niech Bóg Święty pochwalon będzie. Pisze do Ciebie ja – córka Twoja, łzy gorzkie roniąc, bom już źrenice z tęsknoty za Wami Ojcze wypłakała. Jako żywo już niedziel wiele upłynęło, jako ostatni raz Was widziałam i do piersi Waszej ojcowskiej przytulona byłam. Wieści nawet czy żyw jesteście nie mam, ale wiarę moją w Bogu i Najświętszej Panience pokładam.
Wiem jeno, że w walce z Tatarzynem, co w jasyr mnie pochwycił i do kraju dalekiego uwiódł,
woje Wasze i kamraci ubici, a kości ich niechybnie w stepie wśród kurhanów rozrzucone leżą. Przeto list ten w skrytości piszę, bo gniewu wielkiego Tatarzyna się lękam, a tu parobek, co przy obejściu jeden mi rad i pomoc poprzysiągł, list ten do rąk Waszych dostarczyć. Przeto ratuj mnie Ojcze, bom wśród stepu bezkresnego uwięzionam, w grodzie obcym żywot mój samotny wiodę i z tęsknoty za Wami i Ojczyzną naszą oczy wypłakuję.
Niechaj Bog ma Was w opiece i prowadzi Was po drogach wszelkich.

Bywaj zdrów
W trosce o Was i siebie zrozpaczona Elbrus

List ten ów pozwoliłem sobie zacytować, ponieważ kluczowe ma on znaczenie dla tego, co po nim się wydarzyło i jak piękną kanwą dla znamienitej historii się stał. Jest ona w istocie swej tak niebywałą, że próżno szukać podobnej.
Chciałbym Wam ją pokazać. By zaś to uczynić, nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać Was razem ze sobą w daleką podróż, pełną niezwykłych przygód, rycerskich pojedynków i uczynków wielkich.
Ów list w rozpaczy wielkiej napisała Piękna Elbrus Niezwykle, uprowadzona w jasyr w 1241roku po klęsce wojsk polskich pod Legnicą, poddana poległego tam księcia Henryka II Pobożnego. W niej to na zabój kochał się jego najstarszy syn, Bolesław II Rogatka.

Gdy wieść, że Piękna Elbrus Niezwykle żyje, dotarła na zamek legnicki, Bolesław II Rogatka zarządził pierwszy na ziemiach polskich turniej rycerski w Lwówku. Było to w roku 1243. Celem turnieju było wyłonienie śmiałka, który podjąłby się próby odbicia Elbrus z rąk Białej Ordy.
Na turniej stawiło się wielu znamienitych rycerzy, głównie polskich (kilku niemieckich). Wśród polskich wyróżnił się męstwem, odwagą, zwinnością, siłą i sprytem młody woj spod Gdańska: Don Kompot Rycerz Śmiały Niebywale na swym Bosymkopycie, Dzielnym Rumaku Niezwykle.

Co było dalej? Ja dowiedziałem się, z pamiętników Don Kompota znalezionych w… koszu. Jak najnowsza historia pokazuje, to na naszym Don Kompocie z Gdańska i jego przygodach wzorował się Cervantes w osobie głównego bohatera, Don Kichota z Manczy!

Brzmi to niewiarygodnie, ale dowód niezbity pod postacią tych pamiętników, które w dłoniach mych dzierżę i zamierzam jego imię, Don Kompota czyli, sławić od morza do morza.
Kto czytał Don Kichota z Manczy wiele przygód Don Kompota może się domyślać, lecz nasz rodak bije Hiszpana na głowę, a próba skopiowania czynów naszego woja, choć szczera, dość nieudolna jednak.

Kto przygód Don Kompota łacny, niech zajrzy do kościółka w Małuszowie między Jaworem a Legnicą, gdzie przygoda ta się zaczyna…

Szlak Don Kompota Rycerza Śmiałego Niebywale.

Gdańsk – kościółek w Małuszowie (śluby złożone przez Don Kompota przed krucjatą) – Via Regia – Galicja – Besarabia (walki z rycerzami o czterech ramionach) – Stepy Akermanu (Chanat Krymski) – Bachczysaraj (czary) – Nizina Kubańska (Chanat Astrachański) – Abchazja – północny Kaukaz (walka z olbrzymem i odbicie Pięknej Elbrus Niezwykle) – odwrót – Dolina Wołgi i Achtuby (walki z basztanami) – Stary Saraj (pojedynek w słońcu, ucieczka przed zagonem ordy) – wzdłuż Cichego Donu – Ruś Kijowska – Prypeć – Baranowicze – Słonim – Nieśwież – Prusy – Gdańsk czyli:

Polska – Słowacja – Ukraina – Mołdawia – Ukraina – Rosja – Abchazja – Rosja – Białoruś – Litwa – Polska

Bohaterowie (uczestnicy):
– Don Kompot z Gdańska Rycerz Śmiały Niebywale (Elwoodem zwany)
– Bosykopyt Dzielny Rumak Niezwykle (Simson SMnoga 1986r)
– Krzesełko Pastora (krzesełko Pastora)
– La Hitarra (la, la, la gitara)
– Zestaw Przetrwania Lupusa (zestaw, co zwykle)

Rzecz jeszcze jedna na koniec.

Ballada o Don Kompocie Rycerzy Śmiałym Niebywale.
(autor tekstu: Piękna Elbrus Niezwykle)

Jam jest Don Kompot, Rycerz wielki
Jam znany władcom, kmieciom wszelkim
Bo w krajach byłem już bez liku
W niejednym spałem już chlewiku
W niejednym zamku ja gościłem
I panien sto zbałamucilem

Niejedna pani za mną tęskni
Niejedna żona roni łezki
Bom rycerz skory do wojenki
Lecz i alkowy uciech wszelkich

Bo miecza swego używałem
I głowy wrogów nim ścinałem
lecz kiedy widzę piękne lica
I oczu głębia mnie zachwyca
Gdy panna gibka, skora, chętna
Wnet w głowie błękit mi zabełta

I miecz mój tedy w pochwie stoi..( cenzura)

lecz dziś Krucjatę mą zaczynam
ostatnią już, finito, finał
Bom pacholęciem będąc marzył
O stepach wielkich, gdzie Tatarzyn
O stepach sinych, Połoninie
I uwięzionej tam dziewczynie
Dziś Bosymkopytem wiernym bratem
Czas się pożegnać z wielkim światem
Marzenia me oddalić muszę
Lecz zanim w podroż mą wyruszę
„Bóg z Wami „powiem wam ja szczerze
czytajcie o mnie w dobrej wierze
gdy świata kawał przemierzę.

Wiersz nie mój na koniec - Koleżanki Duni, która mi go tak ładnie sprezentowała.

http://renowacjaposadzek.pl/blog/an-...a-per-angusta/
El Komendante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.09.2020, 20:14   #119
El Komendante
El Kowit
 
El Komendante's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2015
Posty: 310
Motocykl: Lublin Autobus
El Komendante jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 dni 7 godz 49 min 57 s
Domyślnie

I w taki oto sposób kończę podróż jakoby sedno sedna czymając się.
Obiecałem sobie ową poczynić kolejną ale w innym wymiarze.
Zdarzało mi się podróżować banalnie, tymczasem - nie zdarza się.

Bardzo, ale to bardzo dziękuję Fazikowi, że zabrał mnie w swoją podróż, niebywałą niezwykle.
Kto by się spodziewał takiego finału...? Osła w rzędzie temu.

El Komendante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.09.2020, 20:28   #120
El Komendante
El Kowit
 
El Komendante's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2015
Posty: 310
Motocykl: Lublin Autobus
El Komendante jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 dni 7 godz 49 min 57 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał Poncki Zobacz post
Zrozumiałbym jeszcze przehandlowanie fury za mikrofon.
Policyjne radio też oddaliście?!?!
Nawet lucernę, która po Afganie na progu wyrosła.

Teraz naprawdę nie ma Elwooda...

Ostatnio edytowane przez El Komendante : 16.09.2020 o 08:59
El Komendante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Kamera na kierownicy - Austria - Prawo chrupa Inne tematy 6 28.06.2016 19:48
Prawo a jazda po lesie. Elwood Kwestie różne, ale podróżne. 109 17.05.2013 09:41


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:31.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.