Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży

Relacje z podróży Wróciłeś i już dupa Cię nie boli? Chcesz opowiedzieć o swoich przygodach podczas podróży? Spotkałeś fajnych ludzi? Może pokażesz zdjęcia? To dział dla Ciebie. Dobrze trafiłeś.

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 28.11.2017, 13:38   #21
redrobo
Banned


Zarejestrowany: Sep 2010
Miasto: białystok
Posty: 1,699
Motocykl: ktm 640 adventure
redrobo jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 5 dni 19 godz 7 min 12 s
Domyślnie

Tuba

Sneer, nie ociągaj się kurde mol.
redrobo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28.11.2017, 15:43   #22
sneer
 
sneer's Avatar


Zarejestrowany: Sep 2009
Miasto: mazowiecka wieś
Posty: 1,114
Motocykl: CRF1000 L HRC
Przebieg: 22000
sneer jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 12 godz 23 min 7 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał redrobo Zobacz post
Tuba

Sneer, nie ociągaj się kurde mol.
Moze dzisiaj. Reke mialem szytą wczoraj, palce spuchniete :/

Wysłane z mojego SM-A510F przy użyciu Tapatalka
sneer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28.11.2017, 20:03   #23
marcinos11
 
marcinos11's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2017
Miasto: Londyn / Bystrzyca Kłodzka
Posty: 67
Motocykl: XL700V
Przebieg: 45kk
Galeria: Zdjęcia
marcinos11 jest na dystyngowanej drodze
Online: 4 dni 15 godz 3 min 25 s
Domyślnie

nie ma że boli !! Ludziska czekają
marcinos11 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30.11.2017, 10:42   #24
Rychu72
 
Rychu72's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Oct 2010
Miasto: wilidż Opole
Posty: 1,982
Motocykl: RD07a+DR650SE
Przebieg: 55 kkm
Rychu72 jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 2 tygodni 5 dni 20 godz 33 min 12 s
Domyślnie

Pisz kolego, bo śnieg za oknem i trzeba się czymś zająć
__________________
Afryczka RD07a 1997r + DR 650 SE 1997r + żonka pojmana w 1997r ... stare, ale jare
Rychu72 jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30.11.2017, 23:17   #25
sneer
 
sneer's Avatar


Zarejestrowany: Sep 2009
Miasto: mazowiecka wieś
Posty: 1,114
Motocykl: CRF1000 L HRC
Przebieg: 22000
sneer jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 12 godz 23 min 7 s
Domyślnie

Osz - Pik Lenina

Opuszczam rano Osz i kieruję się na południe. W kieszeni mam jakieś 700 somów i 20 dolarów, ale liczę na bankomat w Sary Tash. Po trzech godzinach przyjemnego, krętego asfaltu, przebywszy przełęcz Tałdyk (3 615 m. n.p.m)



wjeżdżam do Sary Tash i mierzę się z własną naiwnością: żadnych szans na bankomat. Nawet na jedynej stacji nie można zapłacić kartą, tylko cash. No cash in Sary Tash. Mam jeszcze pół baku, więc olewam stację. Robi się zimno i zaczyna padać, na horyzoncie ledwie widać pasmo górskie. Wpinam ocieplacz i walcząc z silnym, bocznym wiatrem jadę w stronę Sary Mogul. Wzdłuż drogi, w pewnym oddaleniu, płynie kawowa, szeroka na 10 metrów i mocno wezbrana rzeka. Zaczynam rozumieć, że trzeba szukać mostu. Wjeżdżam w Sary Mogul, pytam lokalesów – kręcą głową i mówią, żeby dalej jechać. Prawdę mówiąc dziwi mnie, że taka atrakcja nie dość że nie jest oznakowana, to najwyraźniej nie funkcjonuje w społecznej świadomości.
Jakiś kilometr czy dwa za miejscowością widzę jakby zarys mostka: jest! Wysokściomierz pokazuje 2 792 m n.p.m. To znaczy, że trzeba zrobić kilometr w pionie!




Rzeczka rzeczywiście wygląda groźnie. Deszcz zamienił się w kapuśniaczek, droga za mostkiem okazała się przyjemnym szutrem, trochę zbłądziłem i musiałem zawracać, trafiło się koryto innej – tym razem płytkiej rzeczki, dość powiedzieć, że jechało się bardzo przyjemnie no i na gładszych odcinkach zacząłem sobie trochę dokazywać. Gdzieś po 20 kilometrach od asfaltu trzask/prask i był pierwszy paciak:



Straty żadne, kierownica na półkach się trochę wykrzywiła, oberwałem lekko w łydkę od jakiegoś żelastwa, ale ogólnie – jak na paciaka przy 50 km/h – nic. Nawet lakier z gmola się nie zarysował.
Trzeba się było zmierzyć z podnoszeniem obładowanej Afryki – to był mój pierwszy raz. Bez szans. Ale zanim odpiąłem bagaże, zobaczyłem na horyzoncie jakiś gruzawik. Za 10 minut byli koło mnie, z troską zapytali się, czy nic mi się nie stało i zaraz moto stało na kołach.



Na horyzoncie gęstniały chmury. Niby deszcz się skończył, ale góry nie zachęcały zbytnio. Równina, samotna jurta, przed jurtą człowiek i pies. Niesamowite, że to miejsce 1000 lat temu wyglądało pewnie tak samo.






Gdy zaczynam wjeżdżać z równiny w górę, pogoda się poprawia i robi się całkiem ciepło. Z jakichś 10 stopni na dole robi się przyjemne 18. Jest i pierwszy bród. Nie było super łatwo, pod spodem był dość luźny żwir i każde mocniejsze odkręcenie manetki zakopywało tylne koło. Wody mniej więcej do kroku, więc po chwili chlupotało mi w butach.



Droga pnie się w górę i zaczyna być bajkowo; mam uczucie jazdy po pluszowym, miękkim czymś. Po łące biegają żółte świstaki, zanim wyciągam aparat – znikają w norach.



Znów zaczyna się robić trochę zimno, po raz pierwszy czuję skutki wysokości – po spionizowaniu motocykla dyszę ciężko przez minutę czy dwie. Mijam kolejne brody, jakby głębsze: myśle o tym, że jak się wypierdaczę, to zaleję silnik. No ale co robić: napieram. Gdy wyjeżdżam na rozległą polanę, gdzie stoi kilka skupisk jurt i namiotów, zaczynam rozpytywać o Polaków – miałem na myśli tych, których spotkałem w hotelu w Osz. Nikt nic nie wiedział, ale w końcu trafiłem na ludzi, którzy powiedzieli, że cała jurta rodaków jest…po drugiej stronie rzeki, która rozdziela wzmiankowaną polanę na pół. I tu następuje moment, kiedy nie ma zdjęć – bo jest ostra walka. Stumetrowej szerokości rzekę przejeżdżałem chyba z 20 minut, dysząc ze zmęczenia, stojąc po pas w lodowatej wodzie i starać się utrzymać kloca z bagażem w pionie, wybierać trajektorię kolejnego przejazdu. Uff, udało się.



Potem jest już dobrze. Faktycznie w ogromnej jurcie jest z 20 osób z Polski, w tym komercyjna wyprawa, jakaś mniejsza ekipa, wieczorem dojechała jakaś gwiazda z Dolnego Śląska – wywołała z jednej strony heheszki, ale z drugiej – dotarła tam sama i chciała zaatakować szczyt. Zresztą – towarzystwo z jednej strony sympatyczne, bliskie mi w tym sensie, że kiedyś trochę wspinałem się w Tatrach; ale z drugiej, patrząc na komercjalizację tego sportu, przeciążone osiołki i śmieci – poczułem ogromną niechęć do tego całego zjawiska. Coś to nie po mojemu jest. Co prawda, namawiali mnie bardzo, żebym wjechał do Base Camp II, 900 metrów wyżej. Mówili, że powinienem dać radę, a motocykla to tam nikt więcej nie widział.
W mniejszej jurcie buzuje piec, tłuściutka azjatka ugniata liepioszki. Zaglądam z ciekawości, pytam, czy mogę popatrzeć. Uśmiecha się i zaprasza na kocyk. Trochę kucharzę, lubię robić chleb i inne drożdżowe cuda – ale to, jak ta dziewczyna wyrabiała ciasto, zawstydziło mnie. Pytam, czy mogę jej zapłacić za nocleg.
- Da, tri evra
- U mienia niet evra, somy magut byt’?
- Da
- Kolko nada somow?

Patrzy się na mnie, marszczy czoło. Uświadamiam sobie, że to analfabetka.
Na koniec ciekawostka. Noc była deszczowa i koszmarnie zimna. Z jurty słyszałem wzrastający wciąż grzmot rzeki i pomyślałem, że jeśli ta rzeka będzie większa, niż po południu, to zostanę tam pewnie cały tydzień. Spora wysokość, zimno i zmęczenie wywołało bezsenność. Coś tam czytam na kundelku, sąsiedzi też się co chwilę budzą. Dzielę się z moimi wątpliwościami na temat jutra, na co ten mi odpowiada, że rzeka nie huczy przez deszcz, tylko dlatego, że stopiony przez słońce śnieg wypełnia rzekę właśnie po południu i na wieczór. I że rano tę rzekę będzie można przejść suchą stopą, bo w nocy woda zamarza i płynie tyle, co nic.

Budzę się rano. Wspinacze obarczyli już dwa osiołki i klacz jakąś toną bagaży. Nie mogę na to patrzeć, zwierzaki widząc stertę plecaków zapierają się na sam ich widok. Ogromne kulbaki wypełniają się plecakami i sprzętem, nogi konia uginają się od ciężaru. Wtedy dzieje się coś, co mnie przerasta: na tak obciążonego konia wsiada jeszcze Kirgiz. Ruszają, kilometr w górę.
Postanawiam nie atakować Base Camp 2. Chcę znów być sam. Pogoda jest obłędna, ruszam w dół. Rzeczywiście w rzekach wody ledwie po kostki.


Ostatnio edytowane przez sneer : 07.12.2017 o 11:47
sneer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30.11.2017, 23:34   #26
RonDell
 
RonDell's Avatar


Zarejestrowany: Sep 2014
Miasto: Mała Polska
Posty: 309
Motocykl: RD07a
Przebieg: 41214
Galeria: Zdjęcia
RonDell jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 5 dni 18 godz 3 min 6 s
Domyślnie

Pięknie!!!!!
__________________
A Man of Nomadic Traits
RonDell jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.12.2017, 06:41   #27
Gilu
 
Gilu's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Sep 2015
Miasto: Glisne
Posty: 396
Motocykl: RD03
Przebieg: posiada
Gilu jest na dystyngowanej drodze
Online: 4 tygodni 10 godz 35 min 53 s
Domyślnie

Te ośnieżone szczyty z tą zielenią tworzą bajkowy klimat,jesienią trawa jest spalona od słońca i krajobraz wygląda inaczej
__________________
Świeć pomimo wszystko
Bierz przykład ze słońca
Ma w dupie,czy kogoś razi
Gilu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.12.2017, 16:21   #28
fiecia
 
fiecia's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Jan 2016
Miasto: Augustów
Posty: 119
Motocykl: RD07a
fiecia jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 1 dzień 7 godz 57 min 2 s
Domyślnie

Klimat!
fiecia jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06.12.2017, 13:19   #29
madafakinges
 
madafakinges's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: May 2009
Miasto: Nowy Sącz
Posty: 4,249
Motocykl: crf1000a
Przebieg: 2
madafakinges jest na dystyngowanej drodze
Online: 7 miesiące 5 dni 8 godz 3 min 46 s
Domyślnie

Ileż można czekać...
__________________
Pogłoski o mojej śmierci okazały się być mocno przesadzone...
madafakinges jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06.12.2017, 13:30   #30
sneer
 
sneer's Avatar


Zarejestrowany: Sep 2009
Miasto: mazowiecka wieś
Posty: 1,114
Motocykl: CRF1000 L HRC
Przebieg: 22000
sneer jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 12 godz 23 min 7 s
Domyślnie

Pik Lenina - Xorog

To był bardzo długi dzień, pełen pomyłek i złych decyzji. Ale po kolei.
Wyjeżdżam spod Piku Lenina zaraz po śniadaniu. W nocy zmarzłem i prawie nie spałem, więc cieszy mnie śniadanie w pełnym słońcu.



Pomny opowieści o niskim stanie wody rano ruszam bez zwłoki. Faktycznie, rzeki przejeżdżam bez zatrzymywania się, mocząc ledwie cholewę buta. Podróż po miękkiej wersji google maps trwa raptem półtora godziny (w przeciwnym kierunku trwało to 4h, był paciak i walka w trzech rzekach). Jest cudnie.

Udało mi się też złapać te cholerne świstaki. Są pocieszne.







Dojeżdżam do asfaltu i kieruję się w stronę Sary Tash. Od rana kombinuję, skąd wziąć cash, w kieszeni mam 700 somów i 20 dolarów. Gdy staję na skrzyżowaniu - tym z którego widać dwie ogromne kule - podejmuję decyzję, że jadę na południe. Że w Murgab będzie bankomat, tak mówią, tak mówi wujek google. Paliwa mam łącznie na jakieś 450 km. Będzie dobrze.



Na granicy pierwszy zonk: zaproszony do odwiedzenia na bosaka budynku zostaję oskubany z 500 somów. Kwitancja jest, podatek ekologiczny. Rzecz w tym, że motocykle wjeżdżały do Kirgistanu jako towary. Nic to. Odprawa przebiegła sprawnie, zaopatrzony we wriemiennyj wwoz i ekołogiczieska kwitancję wjeżdzam na ziemię niczyją. Pięknie!



Pogoda robi się w kratkę, wspinam się na Kyzył Art.



Na granicy jest wesoło. Najpierw Tadżycy chca 20 USD za Wriemiennyj wwoz. Policjant chce jeszcze trochę - dość, że pozbywam się ostatnich 200 somów i 20 dolarów i wychodzi na to, że jest za mało. Kręcą głową, że nie mogą puścić. Mówię im, że muszą, bo do Osz nie dojadę, a do Murgabu owszem, i mogę im przywieźć. Uśmiecham się, oni kręcą głową że nie wolno. Rozmawiamy o życiu w Polsce i Tadżykistanie, częstuję ich kieliszeczkiem śliwowicy...i odpuszczają. Dowódca mówi mi, żebym jechał, ale on jest na posterunku jeszcze 6 dni i jak nie wrócę, to on będzie musiał z własnej kieszeni dopłacić. Otwierają szlaban - i bez grosza przy duszy, bezgranicznie szczęśliwy wjeżdżam do Tadżykistanu.



Nieśmiało zaczyna się asfalt. Dziury jak cholera, ale można jechać 100 km/h. Jedynie od czasu do czasu trafia się seria fal pofalowań, na których rozbujany motocykl ważący w sumie z 400 kilo ze dwa razy wzbija się w powietrze. Jako że mało ze strachu nie popuściłem w gacie, zwalniam.



Przełęcz Ak Baital (4655 m n.p.m) wygląda jak z innej planety. Do tego zimno jak cholera, wiatr, w płucach brakuje powietrza, a pionizowanie motocykla powoduje zadyszkę.



Uświadamiam sobie, że od dobrych dwóch godzin nie widziałem śladu człowieka, żadnego budynku ani śladu po czymś takim. Nie ma roślin, zwierząt. Niesamowite.



Zaraz potem mijam z daleka Kara-kol. Fakt, że jest to ślad po ogromnym impakcie sprzed 5 milionów lat budzi pierdylion nihilistycznych refleksji. Patrzę na scenę teatru i jakby nie patrzeć, nie ogarniam.



Tu kończy się fotorelacja z tego dnia. Chciałem zostać w Murgab, ale ani nie było tam miejsc, ani nie przyjmowali kart płatniczych. Bankomat owszem, jest, ale bank zbankrutował. W drugim banku nie ma szans na wypłatę pieniędzy. Mam paliwa na jakieś 200-220 km, ZERO gotówki i 310 km do przejechania w górskich warunkach. Do Osz nie było jak wrócić - raz, za daleko, dwa - tadżycki pogranicznik czekał na hajsy. Jest 14. Liczę, że w 6 godzin dojadę. Rusza. Afryka stabilizuje minimalne spalanie na 4.4 litra przy prędkości 65 km/h na czwartym biegu. Nic niżej nie udaje mi się wycisnąć, pewnie głównie z powodu średniej wysokości w okolicach 4 tys. m n.p.m. Po drodze wiatr, tarka, deszcz. Gdy wlewam do pustego niemal baku zawartość rotapaxa - 7.5 litra, GPS pokazuje 200 km do Chorog.

Wjeżdżam po ciemku do miasta. Na dzień dobry, a raczej dobry wieczór, zatrzymuje mnie 12 policjantów na raz. Stali na ulicy i tak normalnie, grupowo mnie wylegitymowali. Ale luzik, chwila miłej rozmowy skąd-dokąd. Widzę bankomaty, morze bankomatów.
10 minut później, pytając dlaczego w żadnym nie ma kasy, dowiaduję się, że będzie rano. Taki lokalny folklor. Myślę sobie, piździec. Montuję się w hotelu. Nie mam pieniędzy, ale zamawiam obiad z zimnym piwem. Jest dobrze.

Ostatnio edytowane przez sneer : 07.12.2017 o 11:54
sneer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Pamir 2016 czyli Afra,Viadro i Tenerka jadą do "stanów" Emek Trochę dalej 175 04.09.2017 13:28
PAMIR 2016 czyli przekleństwo BARTANGU henry Trochę dalej 288 17.06.2017 00:47
Solo przed siebie, czyli tam i z powrotem sneer Przygotowania do wyjazdów 5 17.12.2014 21:09
Fizyk w podróży [Tien Szan] zbyszek Kwestie różne, ale podróżne. 0 09.12.2012 10:08
Solo-Moto Lupus Inne tematy 59 28.01.2010 22:15


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:07.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.