Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Przygotowania do wyjazdów

Przygotowania do wyjazdów Jak zdobyć wizę? Jaka kuchenka? Brać materac i namiot? Gdzie są ciekawe miejsca? Jakie kufry wybrać do USA? Czy Anakee założyć odwrotnie? Co to CPD? Odpowiedzi znajdziesz w tym dziale.

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04.01.2019, 12:47   #31
Molek
 
Molek's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2017
Miasto: Gorzów Wlkp
Posty: 107
Molek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 4 dni 3 godz 34 min 42 s
Domyślnie

Przekroczyłem limit na fotosiku i mi zablokowali ;/
Molek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04.01.2019, 12:59   #32
redrobo
 
redrobo's Avatar


Zarejestrowany: Sep 2010
Miasto: białystok
Posty: 1,918
Motocykl: ktm 640 adventure
redrobo jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 1 tydzień 6 dni 3 godz 46 min 51 s
Domyślnie

Sledze watek. Fotki musza byc Dziekuje za wyrozumialosc.
redrobo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04.01.2019, 14:17   #33
Molek
 
Molek's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2017
Miasto: Gorzów Wlkp
Posty: 107
Molek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 4 dni 3 godz 34 min 42 s
Domyślnie

Łatwo nie było ale bangla
Molek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04.01.2019, 15:50   #34
Molek
 
Molek's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2017
Miasto: Gorzów Wlkp
Posty: 107
Molek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 4 dni 3 godz 34 min 42 s
Domyślnie

Rano wstajemy, pakujemy motki i śmigamy 2 km do wodospadu Ban Gioc. Połowa wodospadu leży po stronie Wietnamskiej a druga po Chińskiej. Największy w całym Wietnamie. Wjazd 40 donów. Ładny ale nie taki jak na fotkach z pory deszczowej. Można wynająć tratwę za 40 czy 50 dongów żeby przepłynąć się bliżej. Wbiliśmy się na ta tratwę ale okazało się, że nie może nas wysadzić po stronie Chińskiej więc zrezygnowaliśmy.









Prywatny publiczny płatny parking strzeżony przez dziewczynę 140cm wzrostu i z miśkiem na kurtce. Płać dychacza albo się zastanawiaj.



Wyjeżdżając z parkingu pomyślałem, ze może by tak wejść na ten wodospad od dupy strony. Staję przy pierwszym lepszym sklepie zamawiamy piwko i staram się dowiedzieć od ludzi jak i czy da się tam dojść. Okazuje się, ze jest jakaś droga i gościu mówi żeby pojechać tam motorkami. 4 osoby chcą jechać a Suchy z Dziunią zostają w knajpie. Przejechaliśmy 500m, droga się kończy małym wąwozem.





Szyna dalej ma rozwaloną nogę więc zostaje pilnuje sprzętu. Idziemy we 3 wzdłuż rzeki. Teren miejscami bagnisty, podmokły, kamienie, ścieżki nie widać - tworzymy ją sami.



Baraki made in China











Mija półtora godziny, słyszymy, ale nie widzimy i nie możemy podejść bo rzeka się rozgałęzia na małe potoki. No nic, walimy na szagę do drogi i wracamy.




OD tego wodospadu mamy ok. 400km do zatoki Ha Long. Cel jest prostu jutro wieczorem mamy tam być. Od miejsca w którym jesteśmy są 2 drogi. Jedna ta którą przyjechaliśmy czyli 90km na prawdę fajnej krętej ale po płaskim i druga którą ledwo widać na maksymalnym przybliżeniu google mapy wzdłuż rzeki granicznej z Chinami.
Żeby nie jeździć tą samą drogą 2 razy decydujemy się na skrót.

Droga zaczyna się na prawdę kozacka.









Potem robi się jeszcze lepsza







I na następne 40km kulminacja.















Po jakiejś fotce oczywiście nie zakreciłem uchwytu na telefon.



Docieramy do jakiegoś hotelu 20km na wschód od Ciao Bang i z 400 km podzielonych na 2 dni mamy do przejechania jeszcze 340 na następny dzień
Jemy kolacje i degustujemy wino ryżowe bo nam się należy. Średnia prędkość tego dnia oscylowała w okolicach 10-15 km/h

Ostatnio edytowane przez Molek : 08.01.2019 o 15:22
Molek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04.01.2019, 17:48   #35
Molek
 
Molek's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2017
Miasto: Gorzów Wlkp
Posty: 107
Molek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 4 dni 3 godz 34 min 42 s
Domyślnie

Następnego dnia wyruszamy ok. 6:30 bo jakoś tak robiło się jasno. Plan jest ambitny 340km główną drogą do celu a od rana pada deszcz. Trochę pogrzebałem w mapie i idzie ten dystans skrócić jadąc tylko 45km białą dróżką chociaż wg mapy czas się przedłuża o 2h. Pewnie jakiś błąd systemu myślę sobie Dzidujemy 30-40km główną drogą i dojeżdżamy do skrótu. Zimno i pada. Droga wygląda nieźle przez pierwsze 5km później zaczyna się szutrówka połączona z deszczem.





Od rana wszyscy przygotowaliśmy się na deszcz robiąc nasze przeciwdeszczowe buty i rękawiczki jeszcze bardziej przeciwdeszczowymi. Wszystkie patenty zawiodły prędzej czy później.



Z kilometra na kilometr droga robi się coraz cięższa.







Dziunia klasycznie



Na mapie droga nie wygląda na jakąś najgorszej jakości, ale widać, co jakiś czas ciężarówki i robotników. Musieli zerwać asfalt i robią tą drogę od początku.





Kopiemy się niemiłosiernie. Opony po pierwszym kontakcie z tą gliną stają się jak slicki na mokrym.



Kulminacja następuje po przejechaniu tym błotem jakiś 25km. Jedziemy w lesie, wszędzie błoto.



Żeby dojechać do rzeki



I zawrócić. Ale nie poddajemy się i testujemy wszystkie drogi do okoła. Po ok. 40min znajdujemy most nad tą rzeką. Fotek z tego okresu nie ma a na go pro widać tylko mgłę bo mi zaparowała doszczętnie.

Ogólnie w błocie jechaliśmy jakieś 3 godziny. W końcu dojechaliśmy do asfaltu. Oczywiście pojechaliśmy nie w tą stronę co trzeba i po 10km nawrotka. Uśmiechamy się do siebie na postoju wspominając moje słowa które brzmiały tak. "Słuchajcie lekko nie będzie, to mniej więcej taki miesięczny spływ kajakowy więc mi kurwa nie narzekać". Stwierdzenie faktu, ze jesteśmy na wakacjach lekko podnosi nasze morale z wyjątkiem Dziuni oczywiście.

Deszcz zaczął padać coraz bardziej, lało. Jechaliśmy tak szybko jak potrafiliśmy z postojami co 30 min na gorącą herbatę. Po ok 3-4 godzinach na jednym z postojów patrzę na zegarek i stwierdzam, ze za 30min będzie ciemno.



Los chciał, że po drugiej stronie ulicy był hotel. Poszedłem obadać. Idealnie, ciepło, czysto cena śmieszna. Bierzemy. Wracam zakomunikować dobre wieści, dojeżdża Dziunia, wstaje ze skuterka, bez nóżki, rzuca go na ziemię i idzie prosto do hotelu zostawiając mojemu bratu przyjemność rozpakowywania jej bagażów. Zresztą robił to codziennie rano i wieczorem:P. Humor miała nieprzeciętny. Po zakupieniu 2l wina ryżowego w cenie ok. 10zł za całość i skrzynki piwa postanawiamy pocieszyć Dziunie organizując w jej pokoju karaoke.
Trochę wstyd wrzucać ale co tam. Ogólnie treningi karaoke przydały się w najważniejszym momencie ale o tym w przyszłości .



Tego dnia przejechaliśmy prawie 300km w deszczu z czego 40km po totalnym błocku, 2 razy się zgubiliśmy, wszystko mamy uwalone błotem i mokre. Wakacje

Ostatnio edytowane przez Molek : 08.01.2019 o 15:34
Molek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04.01.2019, 18:04   #36
Molek
 
Molek's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2017
Miasto: Gorzów Wlkp
Posty: 107
Molek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 4 dni 3 godz 34 min 42 s
Domyślnie

I prosze adminitratorów o wrzucenie do działy Relacje z podróży bo ja się tu męczę a czyta 5 osób. Z góry dzięki
Molek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04.01.2019, 21:07   #37
voytas
 
voytas's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jan 2010
Miasto: depresja Gdańska
Posty: 402
Motocykl: XL600V
voytas jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 1 tydzień 6 dni 17 godz 48 min 32 s
Domyślnie

sie czyta sie , z zapartym tchem
__________________
jak nie teraz to kiedy?
voytas jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.01.2019, 15:33   #38
Molek
 
Molek's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2017
Miasto: Gorzów Wlkp
Posty: 107
Molek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 4 dni 3 godz 34 min 42 s
Domyślnie

Do zatoki jakieś 50 km. Krajobraz już całkiem inny, brak gór, droga szeroka i prawie cały czas 2 - 3 pasy ciągnące się po środku połączonych ze sobą miast, ruch duży, ciężarówki, spaliny, raczej nudno i zbyt cywilizowanie. W końcu dojeżdżamy nad morze albo nad jego rozlewiska.







Meldujemy się w mieście Ha Long. Co ciekawe nie widać żadnego turysty choć wyobrażenia miałem całkiem inne. Jak się okazuje cała turystyka pływa po zatoce. My podjeżdżamy pod Nui Bai Tho czyli górę Poem. Ale najpierw idziemy na obiad.
Nie jest to wysoka góra, kiedyś była dostępna dla turystyki ale teraz jest zamknięta. Jedyny sposób żeby się tam dostać to zapłacić komuś aby przepuścił nas przez swój dom. Mam zaznaczoną lokalizację. Odnajdujemy bez większych problemów, wchodzimy w podwórko po schodkach i wychodzi jakaś Pani. Pokazuję jej palcem ku niebu, że chcemy na górę. Na to ona pokazuje, że nie można i że policja ją zamknie i żeby być cichutko. Otwiera jedną bramę, następnie gdy podchodzimy do drugiej zaczyna się rozmowa o cenie. Sądziłem, ze zapłacimy po jakieś 5 zł od osoby, ale widać ludzie stają się zachłanni i za otworzenie jednej kłódki życzą sobie jakieś astronomiczne kwoty. za 6 osób Pani żąda 400k VND czyli jakieś 65zł. Targujemy się parę minut ale nie dochodzimy do porozumienia. Trochę zrezygnowani wracamy do motków. Postanowiłem podejść do kawiarni i zaciągnąć języka. Wchodzę i pokazuję palcem na niebo. Ktoś woła kogoś ten następny krzyczy i podchodzi Pani i prowadzi nas do swojego domu. Przechodzimy przez niego, dochodzimy do zamkniętej bramy i zaczyna się gadka o cenie. Dziunia jak zobaczyła tą bramę zrezygnowała. Pani chce od nas 300k negocjujemy dajemy 200, mandarynkę i garść orzechów. Wchodzimy. W tym czasie odpada Eczo bo go przycisnęło na kibel więc wchodzimy we 4 za 200k. No nic.

Filmik z drogi powrotnej.


Schody bardzo strome, robimy po drodze z 10 odpoczynków udając, że podziwiamy widoki ale sapiemy jakbyśmy uciekali z pierdla. Raz schody raz kamienie. Nie jest to jakieś bardzo wymagające podejście ale rozumiem dlaczego zamknięte jest dla ogółu turystów. Po drodze prawie nie ma jak się minąć i trochę kondycji trzeba mieć. Po drodze mijamy schodzącą parkę z Japonii albo z Korei, pytam ile zapłacili - za 2 osoby 300k. Humor się poprawia.
Na górę wchodzimy zdyszani totalnie, do tego zaczęliśmy w kurtkach a skończyliśmy w podkoszulkach.
Widoczki powalają.











Napoje zostawiliśmy nieopatrznie na dole. Szyna ratuje wyciągając żelazny zapas na czarną godzinę browara z plecaka.



Przejście


Schodzimy i udajemy się do sklepu po piwo bo leje się po jajkach. Nie wspominając o tym, że nogi się same uginają i tak będą boleć jeszcze 2 dni. Forma 10 !
W tym momencie dochodzi do nas, że pijemy tylko tanie alko a, że zapowiada się dzień przerwy robimy zakupy w alkoholowo papierosowym sklepie. 2l Balantajsa po 55zł za litra poprawia nasze humory. Do tego fajki Kent miętowe za które płaciliśmy do tej pory po 35-40k kosztują 27 - bierzemy po sztandze na zapas - od tej pory już nie przepłacamy prawie za nic.

Kierujemy się w stronę portu Tuan Chau z którego płacąc po 100k za osobę z motorkiem płyniemy na wyspę Cat Ba.





Rejs trwa 1.5h wiec jest to tania alternatywa dla komercyjnych wypłynięć na zatokę.
Po dotarciu mamy jeszcze 15 km do centrum miasta gdzie wbijamy do hotelu który zarezerwowałem z booking com. Zarezerwowałem na 1 noc, ale decydujemy się po obejrzeniu hotelu zapłacić za 2. Pytam gościa ile kosztują te pokoje co mamy. Jak podał cenę okazało się, że jest sporo taniej niż na bookingu więc pytam czy możemy zostać 2 noce i żeby dał rachunek to od razu zapłacę. Od tej pory nie rezerwujemy przez bookinga tylko szukamy wybranego hotelu i porównujemy ceny. Jak jest wyższa to pokazuje cene z booking i nie ma problemu płacimy mniej. Pranie oddajemy do pralni po chyba 20min negocjacjach, które dość dziwne się skończyły przynajmniej dla właściciela. Normalna cena to było 50k za 1kg. W tej cenie to mogę prać ręcznie do usranej śmierci. Niżej niż 25k za kg nie chciał zejść więc mu mówię, ze to dużo kasy bo mamy 20kg prania. Mistrz matematyki powiedział, że ok.- jeżeli będzie 20kg lub więcej to ustalamy stałą cenę 400k za wszystko a jak mniej to 25k/kg ;O
W związku z czym pierzemy wszystko, nawet to co było czyste i pachnące.

Ostatnio edytowane przez Molek : 08.01.2019 o 15:40
Molek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.01.2019, 17:41   #39
Molek
 
Molek's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2017
Miasto: Gorzów Wlkp
Posty: 107
Molek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 4 dni 3 godz 34 min 42 s
Domyślnie

Plan jest spać do upadłego i odpoczywać. Ale jak już człowiek się przestawił na poranne wstawanie to o 7 wszyscy na nogach się krzątają. Idę z ojcem na targ kupić skarpetki bo wszystkie w pralni a Suchy z Eczem jadą do portu co by się zorientować jak i za ile można jakąś łajbę wynająć. Na Targu wszystko od ciuchów North Face, ryżu, owoców do wszystkich żyjących stworków na dnie morza. Odór na wejściu od rybnego przyprawia o porannego pawia.










Po zakupach wracamy do hotelu i komunikat, że nie idzie nic wynająć tylko duże statki z turystami. Stwierdzam, zę pie...i głupoty, wsiadam z ojcem na skuterek, jadę do portu, szukam odpowiedniej łódki, pokazuje ludziom na nią palcem i wyciągam pieniądze. Po szybkiej negocjacji 600k za 3 godziny mamy prywatną łajbę. Mija 40 min i pakujemy się na łódkę w komplecie. I tak sobie pływamy po wodnych wioskach, plantacjach owoców morza popijając piwko pełen relaks.









Wyspa żółwia



Budowanie latarni



Tą wyspę nazwaliśmy wyspą wielbłąda



Pływamy sobie i zaczyna się chcieć lać. WIdać jakąś plaże w oddali więc prosze kierownika żeby przycumował. Chwilę wcześniej rozmawialiśmy o tym, że dobry biznes mieć taki kawałek plaży i zrobić tam jakiś mały resorcik. Jak się okazało naszym pisuarem właśnie taki był tyle, że opuszczony więc może nie takie kokosy jakby się wydawało.








Następnie udajemy się na wyspę małp co by je troche podkarmić.





Nasza ulubiona małpeczka







I wracamy na ląd



Wsiadamy na motki, jedziemy na obiad a następnie jeszcze idziemy zwiedzić jaskinię.







Ogólnie jaskinia fajna, ale kilka dni później byliśmy w zajefajnej więc tak średnią ją wspominam.

Potrzebowaliśmy tego dnia na odpoczynek po 13 dniach jazdy codziennie.


Do tego dnia Dziunia cały czas marudziła, ze coś ją boli, że jej się nie podoba jazda, taki sposób zwiedzania, że ciężko, że zmęczona i sratytaty takie. Miała po zwiedzaniu zatoki wsiąść w pociąg i jechać do Sajgonu - taka gadka była od 10 dni. Na pytanie czy jutro załatwiamy jej pociąg do dzisiaj nie usłyszałem odpowiedzi. Nie mówię, że nie byłem zły. Zostawić jej nie mogliśmy, bo szkoda mi było brata, chciałem, żeby jechał z nami. Plan wyjazdy był lekko w rozsypce bo wg moich obliczeń powinniśmy być tutaj 2 dni wcześniej z jednodniowym wcześniej odpoczynkiem. Całą tą sytuacją obarczam Dziunię. Non stop musieliśmy czekać. Wiem, że nigdzie się nam nie spieszyło, ale irytowało to nas bardzo $%%^ mocno. Więcej z nią nigdzie na wakacje nie pojadę, nie ma opcji. Nie chodzi tylko o to, że była obciążeniem dla całej grupy i spowalniaczem ale głównie o to, że przez cały miesiąc nic pozytywnego dla ogółu nie wniosła. Dużo by pisać na ten temat ale to nie jest dział skarg i zażaleń.

Wyspa małpów

Ostatnio edytowane przez Molek : 08.01.2019 o 15:51
Molek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.01.2019, 18:38   #40
borunin
 
borunin's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2008
Miasto: DW/RP/BHA/WE
Posty: 196
Motocykl: RD07a
borunin jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 19 godz 31 min 42 s
Domyślnie

Super wyprawa, czyta się!
__________________
"Jak sobie pościelesz ...to mnie zawołaj!"
borunin jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Radosny azjatycki trójkącik [Wietnam 2016] mikelos Relacje z podróży 103 09.05.2018 16:24
Wietnam na 125 ccm - luty/marzec 2016 mikelos Umawianie i propozycje wyjazdów 32 31.01.2016 21:16
Wietnam Ronin Przygotowania do wyjazdów 7 16.06.2011 16:52


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:15.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.