Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03.09.2019, 11:23   #11
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 4,790
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 miesiące 3 tygodni 4 dni 2 godz 5 min 23 s
Domyślnie

Przy takiej kwocie jaką krzyczą za najem to zwrot kosztów nabycia nastąpił po pierwszym wynajmie. Gmole pewnie sprzedali bo to dodatkowy zysk. Na tym wyjeździe się przekonałem, że motocykl to można wynająć w Europie. Na wschód lepiej zatargać własny.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 11:56   #12
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 4,790
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 miesiące 3 tygodni 4 dni 2 godz 5 min 23 s
Domyślnie

Rano pobudka, szybkie śniadanie i lecimy pomału w kierunku miejscowości Tamga , gdzie mamy zatrzymać się na nocleg i poczekać na wóz techniczny. Po drodze zajeżdżamy do kanionu Skazka czyli po naszemu Bajka. Jest naprawdę bajkowo. Za wjazd do kanionu trzeba zapłacić symboliczne 50 SOM czyli jakieś 3 pln. Dojazd po piachu nastręcza trudności koledze, który jedzie z plecakiem i w końcu zaliczają oni spektakularną glebę jednak bez żadnych strat w ludziach i sprzęcie. Fotki i lecimy dalej do Tamgi.




Wpadamy do Tamgi a tam już ekipa motocyklowa zaklepała noclegi. Zostajemy na noc. Piwkujemy, koniakujemy i zwiedzamy okolicę czyli mieścinę oraz penetrujemy brzeg jeziora. Dojeżdża Ali wozem technicznym , dzwoni do właściciela feralnego Trampka a tamten wysyła marszrutką nową pompe hamulcową.




Dwóch kolegów zapuszcza się w offa co kończy się glebą jednego z nich i niegroźną acz dokuczliwą kontuzją nadgarstka a właściwie to bardziej wybity kciuk. Jutro zaczynamy wjazd w teren. Polecimy drogą do kopalni złota, która generuje kilkanaście procent PKB tego kraju.

Rano pobudka, szybkie śniadanie i lecimy na tracka. W międzyczasie przyszła nowa pompa hamulcowa do trampiszona, która jest kiepską chińszczyzną , której nie wróżę sukcesu w długim działaniu. Ali podłącza nową pompę, zalewa płynem, odpowietrza i wszystko wydaje się działać prawidłowo. W takim razie już w komplecie lecimy w tracka.
Najpierw czeka nas dojazdówka szeroką drogą prowadzącą do kopalni. Po drodze mijamy 2 pomniki Gagarina oraz widowiskowy wodospad.




Potem zaczyna się wspinaczka serpentynami gdzie na wysokości ok 4000 m npm łapę gumę. Nosz kurrrr. Już nie było gdzie. Zmiana koła na tej wysokości to prawdziwe wyzwanie. Dyszę , nerwowo łapiąc ubogie w tlen powietrze. Uczucie takie jakby ktoś mi stał na klacie. Pomaga mi mechanik wyprawy – Ali i wspólnymi siłami ogarniamy temat dość sprawnie choć w bólach. Łapiemy resztę ekipy pod stacją transformatorową. Dalej jest jeszcze podjazd pod wyższą przełęcz, gdzie chłopaki motorkami podjechały. Przełęcz jest jednak tylko widokowa i dalej nieprzejezdna a pogody brak, widać niewiele stąd nie chce mi się tam pchać aby zaraz zjechać w dół.





Odpuszczam i cofam się kawałek aby ruszyć w kierunku kolejnej przełęczy i jeziora Arabel. Początek średni, błoto, motocykle tańczą i w końcu cięższe sprzęty muszą wpakować się poza drogę bo błoto uniemożliwia jazdę. DO tego na krzywy ryj podpiął się do nas Rumun, który obładowaną na maxa Afrą na łysych Anakach leci za naszymi. Pomagam mu się wygrzebać z błota i zabieram pasażerkę trampka do auta i lecimy dalej.
Przełęcz nie jest jakaś trudna ale zjazd stromy, luźne kamienie i wielkie głazy stąd częściowo torujemy sobie drogę odrzucając wielkie głazy na bok. Delica ma wahacze dość nisko i ładuję w nie kamieniami stąd postanawiam, że bezpieczniej głazy usunąć niż upitoilić zawias. Zjeżdżamy w dolinę. Mamy ok kilkadziesiąt km do postoju w punkcie oznaczonym na mapie gdzie mamy spożyć posiłek.






Po zjeździe teren się wypłaszcza, nie ma podjazdów ale za to mamy niezliczoną ilość brodów. Niektóre głębokie, trzeba czytać wodę i dość długie. Na jednym z nich jeden z kolegów zalicza glebę i dotkliwie obija żebra. Na szczęście wszystko całe i lecimy dalej. Dolina jest coraz piękniejsza a i pogoda się poprawia i zamiast burego nieba i śniegu wokół mamy rzeki, ogromne przestrzenie i piękne słońce. Rumun na Afryce zalicza glebę za glebą i niestety mam wątpliwą przyjemność podnosić jego motocykl niezliczoną ilość razy. W sumie powinienem go olać bo wiedział w co sie pakuje ale nie mam sumienia zostawić go samego.Nie wiem po co się tutaj pchał choć był informowany , że to po pierwsze nie w porządku a po drugie będzie miał przeyebane bo droga jest trudna a on nie jest przygotowany na takie warunki.
W końcu mamy chwilę czasu na posiłek. Lokalesi proponują jakieś żarcie i herbatę. Ja niestety odmawiam widząc jak Pani myje w brudnej wodzie naczynia a następnie wyciera je brudną szmatą. Dolegliwości żołądkowe już przeżywałem i nie chcę tego znów doświadczać. Gotujemy więc wodę i zalewamy chińskie zupki kupione wcześniej.



Czas ucieka a jest około 15. Mamy do zrobienia jeszcze około 100 km więc w tych warunkach minimum 4 godziny. Szybki posiłek i dalej w drogę. Dojeżdżamy do rzeki i zaczynamy poszukiwania trasy, którą mamy na mapie jednak w rzeczywistości kompletnie track się nie pokrywa. Mijają kolejne minuty, czas ucieka, słońce powoli zaczyna spadać. W końcu znajdujemy właściwą drogę przez dość spory bród. Rumun na Afryce zalicza w nim spektakularną glebę i jeden z naszych musi wejść do wody pomóc mu podnieść motocykl i wyjechać z rzeki. Udaje się. Do tego pasażerka Trampka, która dalej kontynuowała podróż wpada przypadkiem do wody i jest cała mokra więc wraca do nas na pokład. Nasza samochodowa ekipa pokonuje ten bród bez najmniejszych problemów. Motocykle szybko odjeżdżają a my ciągniemy dalej pomiędzy pagórkami.





Pomału docieramy do pierwszych zabudowań. Dalej mamy już szutrówkę ciągnącą się wzdłuż rzeki. Ale to wciąż kawał drogi do cywilizacji.


Droga jest mocno kręta i po jakimś czasie zauważam że Alego w Hiluxie nie ma. Robi się ciemno a jeszcze 50 km do Narynia gdzie mamy nocować.

Postanawiam,że nie będę wracał tam po ciemku tylko zjadę w dół , złapę zasięg i spróbuję się skontaktować. Podejrzewam kapcia bo nic innego na tej trasie nie miało prawa się zdarzyć. W międzyczasie gotujemy wodę i robimy herbatę bo jak zaszło słońce to momentalnie zrobiło się zimno a jesteśmy jeszcze wysoko. Wreszcie po 40 minutach dojeżdża Ali. Oczywiście kapeć. Już w zupełnych ciemnościach dojeżdżamy do Narynia. Nasz hotel jest zabity bo jutro przylatuje prezydent i ma się tam odbyć impreza. Znajdujemy obok drugi. Jestem wykończony. Cały dzień jazdy, podnoszenia nie swojego sprzętu, wysokość, niewielki posiłek. Wszystko to potęguje uczucie zmęczenia.
A teraz najlepszy numer całej wyprawy. Na 200 km gubimy jednego z uczestników wyprawy . Właśnie tego od defektującego Trampiszona. Nikt nie ma pojęcia jak i gdzie oraz co się z nim dzieje. Ostatni raz widzleiśmy się na szutrówce prowadzącej do kopalni złota czyli jakieś 150 km od Narynia lub więcej. Kontaktu brak i zapada decyzja że jutro samochód serwisowy musi wrócić tą samą trasą i go poszukać co oznacza że wozem serwisowym dla pozostałych znów zostaje ja.
Arbuz, koniak i do spania. Jutro lecimy nad Song Kul z ekipą motocyklową a auto pojedzie trasą wczorajszą szukać zaginionego.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 12:11   #13
furman


Zarejestrowany: Jul 2016
Miasto: Rawicz
Posty: 131
Motocykl: KTM 1190 Adventure
furman jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 1 dzień 7 godz 4 min 36 s
Domyślnie

Czyta się .
furman jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 13:14   #14
Nynek
 
Nynek's Avatar


Zarejestrowany: Dec 2014
Miasto: Myślenice
Posty: 515
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Nynek jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 9 godz 51 min 0
Domyślnie

No pięknie panie pięknie
Nynek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 13:34   #15
szarik
 
szarik's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2011
Miasto: ? nie Wieś kole Bełchatowa
Posty: 303
Motocykl: RD07a
Przebieg: 43000
szarik jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 1 dzień 12 godz 50 min 9 s
Domyślnie

Noż k..wa mać , ja przez Was kiedyś w depresję wpadnę No nic , może w przyszłym życiu i ja se gdzieś pomknę , a tymczasem
szarik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 13:36   #16
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 4,790
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 miesiące 3 tygodni 4 dni 2 godz 5 min 23 s
Domyślnie

Poranek wita nas podłym śniadaniem w hotelu.
Swoją drogą jak oni mogą wpaść na pomysł zrobienia żarcia na ciepło, wstawić to do podgrzewacza i go kuwa nie włączyć.
Udaje się też uzyskać wieści o naszej zgubie Kolega pojechał nie w ten zjazd co potrzeba ale zorientował się w porę i pojechał dalej już naszą drogą. Na jednym z brodów zaliczył glebę, motocykl już nie odpalił więc zostawił go przy drodze i poszedł szukać miejscówki na nocleg w pobliskich jutrach. Na szczęście miał telefon satelitarny i punkt po punkcie udało się go namierzyć. Plan jest więc stały. Chłopaki dymają Hiluxem po zaginionego a cała reszta leci w stronę Ak-Tal i tam odbijamy na Song-Kul.
Motocykle lecą szybciej przodem a my puszką swoim tempem docieramy do Ak-Tal. Tam tankowanie i przelot szutrem do Song-Kul. Podjazd nie jest stromy ale mam całe auto zabite i komplet pasażerów więc pod górkę na przełęcz idzie pomału bo Delica zaczyna się gotować. Muszę stanąć. Podczas postoju mija nas motocyklista na SR500, którego po chwili spotykamy jak robi foty ciut wyżej. To nasz forumowy kolega koziu. Miło spotkać czarnucha na kirgiskim zadupiu.

Ustalamy miejsce spotkania tak aby dołączył do nas na nocleg bo koziu na SR500 zapierdziela tak że tylko się za nim kurzy. Też miał przygody po drodze. Stłuczka w Uzbekistanie, naprawa motocykla i takie tam tematy. Na szczęście ogarnia wszystko bo jest mechanikiem i jedzie dalej. Wreszcie docieramy na przełęcz i teraz czeka nas zjazd do obozu jurciarskiego gdzie mamy nocować. Bez problemu odnajdujemy wskazane miejsce, pogoda jest doskonała, słońce, ciepło. Motocyklowa ekipa już na miejscu i penetruje pobliskie pagórki wspinając się na szczyty.


Melduje się też koziu.

Postanawiamy pojeździć konno. Szybko się przekonuję że jazda konna nie jest dla mnie. Nie chce mnie toto słuchać a jak zaczyna zapierdzielać to jakbym jechał ścigiem ciężkim offem. Jadący w ekipie Szwajcar mieszkający na stałe w Wietnamie opowiada jak dał się namówić na 3 godzinny trip na koniach rok temu. Przez tydzień leczył potem poodparzane uda. Podziękuję. Nigdy więcej. Może gdybym miał jakieś doświadczenia to byłoby lepiej a po 1 godzinie na jakimś placu na lonży to go nie posiadłem. Telepie jak cholera, trzymam się kurczowo i błagam żeby ten demon nie biegł tylko posłusznie szedł. Wychodzi to różnie. A w zasadzie do doopy. Jak chcę wolno to zpaierdziela lub staje. Do tego kumpel z ekipy jedzie koło mnie i wydziera się Ciu-ciu co ma skłonić jego konia do galopu. Udaje się w połowie. Mój galopuje jak dziki a jego już niekoniecznie. W gębie mi zaschło, mam dość. Bez żalu oddaję rumaka właścicielowi płacąc 300SOM za tą wątpliwą przyjemność.



Kirgizi radzą sobie w te klocki znacznie lepiej.

Chłopaki też wolą katować pobliskie górki.

Trochę jazdy konnej, potem kolacja i nad Song Kul zapada zmrok.

Chłopak od serwisu jurt tak napalił w piecu że nie dało się w gaciach wytrzymać. Słabo mi się robi a że jedzie z nami lekarz, sprawdzamy saturację, która jest kiepska więc łykam jakieś prochy i po chwili jest już duuużo lepiej. Wietrzę jurtę bo spać się w tym ukropie nie da i pluję sobie w brodę że tak jak koziu nie rozbiłem namiotu. 100 razy wolałbym spać w przyjemnym chłodzie niż w parówce jaką zgotował nam Kirgiz. Ale cóż, nie ma wyjścia. Walę w kimę a reszta ekipy częściowo zwiedza nocą pagórki ze wspomaganiem destylatem. Niebo jest niesamowite. Pełne gwiazd.
Jutro kolejny dzień.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 13:40   #17
Tomasa
Zrośnięty.
 
Tomasa's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: May 2010
Miasto: Warszawa
Posty: 367
Motocykl: RD07a
Tomasa jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 5 godz 43 min 24 s
Domyślnie

Gość na SR500 natknął się też na nas, strasznie dużo gada
Załączone Grafiki
Typ pliku: jpg UNADJUSTEDNONRAW_thumb_e854.jpg (330.4 KB, 26 wyświetleń)
__________________
"To jest Afryka. Muszą być straty."
XRV 750 '96 | AJP PR5 '16
Tomasa jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 13:48   #18
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 4,790
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 6 miesiące 3 tygodni 4 dni 2 godz 5 min 23 s
Domyślnie

Koziu jedzie sam. Od razu nas uprzedził, że mu się gęba nie zamyka. Ani mnie to nie dziwi ani mi nie przeszkadza. Sam chyba też za dużo gadam.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 13:56   #19
Tomasa
Zrośnięty.
 
Tomasa's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: May 2010
Miasto: Warszawa
Posty: 367
Motocykl: RD07a
Tomasa jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 5 godz 43 min 24 s
Domyślnie

Bardzo sympatyczny gość. Musiał się nagadać, bo niewiadomo kiedy spotka następnych polaków do rozmowy.
__________________
"To jest Afryka. Muszą być straty."
XRV 750 '96 | AJP PR5 '16
Tomasa jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2019, 14:03   #20
Rychu72
 
Rychu72's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Oct 2010
Miasto: wilidż Opole
Posty: 2,226
Motocykl: RD07a+DR650SE
Przebieg: 55 kkm
Rychu72 jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 tygodni 5 dni 3 godz 26 min 53 s
Domyślnie

Emek zwolnij, bo w godzinę zakończysz relację

GADUŁA!!!!
__________________
Afryczka RD07a 1997r + DR 650 SE 1997r + żonka pojmana w 1997r ... stare, ale jare
Rychu72 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[2014 Rumunia/Bałkany] "Podróż im. PET'a" - Czyli przekuwanie marzeń w rzeczywistość Maurosso Trochę dalej 20 23.12.2014 16:06
Coś na deszcz czyli mała, długa podroż z Krakowa nad morze Dunia Kwestie różne, ale podróżne. 12 15.05.2013 06:19


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:11.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.