Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 13.01.2020, 10:08   #61
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 5,315
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 7 miesiące 2 tygodni 5 dni 4 godz 39 min 33 s
Domyślnie

Dla zainteresowanych jeszcze jedna informacja. W rejonie Kezenoy Am znajduje się opuszczone miasto Мертвый город мОК.

My tam nie dotarliśmy i ja się o tym dowiedziałem dopiero później ale gdyby ktos był w okolicy to może zajrzeć.
Miasto jest tutaj.
https://www.google.com/maps/place/%D...8!4d46.1307657
Zapomniałem dodać że w tym rejonie jest co najmniej kilka opuszczonych przez mieszkańców miejscowości. Jedno, bodaj najbardziej znane z nich udało nam sie odwiedzić. Szczegóły wkrótce.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek

Ostatnio edytowane przez Emek : 13.01.2020 o 11:10
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13.01.2020, 12:17   #62
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 5,315
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 7 miesiące 2 tygodni 5 dni 4 godz 39 min 33 s
Domyślnie

Jak zjeżdżaliśmy z gór w Czeczenii to trasa wiodła przez zniszczone miasto. Wyglądało jakby tam się toczyły jakies walki. Widok przerażający. Część obiektów zniszczona w nic a w reszcie co jakoś ocalały ale stan tragiczny mieszkaja dalej ludzie. Wyglądało jak miasto widmo. Przelecieliśmy ale Jurecki się zatrzymał i trzasnął fotki. Znalazłem to wrzucam.

__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14.01.2020, 12:47   #63
mateo88
 
mateo88's Avatar


Zarejestrowany: Dec 2011
Miasto: Szkieletczyzna/Kielce
Posty: 152
Motocykl: RD04 / KTM LC4 620
mateo88 jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 19 godz 55 min 47 s
Domyślnie

Emek, czyta się i czeka się na cd.... zaj&%bisty klimat na tym tripie
mateo88 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14.01.2020, 13:08   #64
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 5,315
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 7 miesiące 2 tygodni 5 dni 4 godz 39 min 33 s
Domyślnie

Wieczorem coś wrzucę. Teraz nie mam jak.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14.01.2020, 18:30   #65
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 5,315
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 7 miesiące 2 tygodni 5 dni 4 godz 39 min 33 s
Domyślnie

Rankiem śniadanie.

Po śniadaniu idę na spacer wokół ścian kanionu bo pogoda piękna. W górze krążą stada ogromnych orłów.





W tym czasie Juras zabrał się za serwis.


Podciąga łańcuch ale pomału kończy się zakres. Motocykl Jurka jako tako ogarnięty i zbieramy się do dalszej trasy. Wyprowadzamy motocykle przed obejście a tam stoją jacyś ludzie również na motocyklu. To Żenia i Tatiana. Ukraińcy z Krymu więc wedle obecnej nomenklatury Krymczanie. Zwiedzają Kaukaz podobnie jak my. Żenia jest kierowcą ciężarówki i pracuje dla armii, a jakże rosyjskiej ale nie jest wojskowym natomiast Tatiana jest pielęgniarką w szpitalu w Jałcie. Chwilę gadamy i okazuje się że oni właśnie wracają z Derbentu, który jest celem naszej podróży. Dają nam namiary na hotelik znajdujący się tuż obok plaży. Tani, żarcie dobre i minutę z buta do jeziora. Namiary chętnie przyjmujemy. Okazuje się że oni zajmują jeden z pokoi w lokalu, który my opuszczamy, czekają właśnie na właścicielkę. Żegnamy się bo czas ruszać. Bardzo miłe spotkanie.
Jedziemy na zmianę trochę asfaltem , trochę szutrami. Krajobrazy się zmieniają, jest ciekawie.

Naszym celem jest jakiś kanion, który w końcu udaje się namierzyć. Niestety jakoś tak pochrzaniliśmy trasę że jesteśmy u góry a mamy jechać dołem kanionu.


Michał znajduje jakąś przebitkę w dół i jedzie ale biegnie za nim koleś i coś krzyczy. Słyszę z daleka , krzyczy schody. Trąbię i Michał na szczęście zawraca. Tubylcy wskazują nam drogę jak zjechać na dół kanionu. W końcu się udaje dotrzeć do asfaltu.


W dole płynie rzeka tworząc rozlewiska. Sporą powierzchnię tych rozlewisk pokrywają plastikowe butelki i śmieci. Okropnie to wygląda. A sam kanion też jakoś spektakularnie nie wygląda.

Właściwie to go przejechaliśmy i dopiero się skapnęliśmy że to był Ten kanion. W tych rozlewiskach pokrytych plastikiem sporo kolesi łowi ryby. Hmmm.

Dobra niech będzie, że kanion zaliczony to jedziemy dalej. Mają być baszty w górach.
Po wyjeździe z kanionu zatrzymujemy się przy trasie na chwilę oddechu.


Nie minęła chwila i podjeżdża do nas wóz i wysypują się tubylcy. Nie w jakimś konkretnym celu ale z naszego powodu. Zapraszają do siebie na posiłek i herbatę. Ledwo wjechaliśmy do Dagestanu i to już kolejny raz jak zostaliśmy zaproszeni na posiłek. Niestety musimy odmówić gdyż plan mamy wciąż napięty a powoli kończy nam się czas na wyprawę. Lecimy więc dalej.
Asfaltu już dawno nie ma no to lecimy szutrami. Ruch momentami dość spory. Serpentyny i trudno wyprzedzać



Gdzieś tam w górze w oddali jest wiocha z której mamy zjazd do baszt. Lecimy.



Najpierw pakujemy się do wsi. We wsi sklep więc chwila oddechu. Trzeba się napić. Przylatuje chyba pół wiochy i do tego jakiś sołtys, najważniejszy na świecie. Wita się ze wszystkimi, rozmawiamy. Tabuny dzieciaków włażą na motocykle, zakładają kaski etc. Dopiero później się dowiedzieliśmy że motocykl w Dagestanie to egzotyka. Bardzo mało tego tutaj i stąd pewnie jesteśmy lokalną atrakcją. DO tego sama wiocha wygląda jakby pies z kulawą nogą tu nie zaglądał. Zresztą relikty przeszłości wciąż są tutaj aktualne.

Wskazują nam ścieżkę , leci w górę. Stromawo. W górze majaczą baszty.

Droga nie jest fajna. Kamsztory i stromo. DO tego zagradza nam drogę szlaban ale Michał otwiera i jedziemy pod baszty.


Stan niektórych całkiem niezły.

Gorąco.



Za winklem jakieś baraki na urwisku.



Ja mam lęk wysokości a Franz nie może chodzić więc te świry idą penetrować ten rejon we dwóch.





Dobrze że się ten fragment nie oberwał. Ja nawet nie mogę patrzeć na takie akcje.

Czas na nas. Dziś chcemy dojechać do Gunib a to kawałek. Ruszamy z powrotem i drogę pomyliliśmy ale szybko naprawiamy nasz błąd i znów jesteśmy na właściwej ścieżce.
Poniżej są jeszcze jedne ruiny podobne do tych wyżej z tym że nie ma baszt.

Dalsza droga również jawi się ciekawie. Sporo serpentynek po fajnym szutrze. Miejscami jakieś niewielkie problemy ale ogólnie jest miodzio.






W końcu wjeżdżamy na przełęcz a potem wracamy na czarne. Zbliżamy się do miejsca noclegu.
Nieopodal jest zapora.

Sama wiocha Gunib ma położenie co najmniej ciekawe.

Nie taka wcale wiocha. Nie mamy nic zaklepane a ponoć na szczycie jest jakieś pole namiotowe. Lecimy. Po drodze zatrzymujemy się na rynku gdzie za jedyne 200 rubli kupuję sobie spodnie bo mam tylko krótkie i grube dresy a nie chcę znów zostać zjebanym za paradowanie po mieście w krótkich. Kupujemy też podarunki na bazarze. Po zakupach lecimy w górę. Ścieżka asfaltowa ale raczej dla kozic. Niestety część moich zdjęć i filmów szlag trafił to choć wam to pokażę z YT bo to atrakcja z gatunku nie do wiary.

Wbijamy na sam szczyt a obiekt w którym mamy nocować nazywa się Orle Gniazdo.
Zajeżdżamy na teren a tam sobie siedzi jakaś kobitka. Pytam czy można tutaj nocować. Bardzo miła Pani ma jakieś polskie korzenie, zaprasza do środka i decydujemy się zostać. Jest dość ciepło ale ma padać co też ma miejsce wieczorem.
Robimy szybkie zakupy nieopodal i piwkujemy pod wiatką.

O takie tam mają.

No i serek do piwka obligo.

Na ścianie obiektu znajduję też reklamę lokalnej atrakcji.

Wiemy więc dokąd pojedziemy jutro. Dodatkowo mamy w planie pojechać do opuszczonego miasta Gamsutl.
Ale to jutro. Dziś już do łóżek. Znów leje a że się popraliśmy i powiesiliśmy ciuchy na dworze to wiadomo. Wcześnie nie wyjedziemy. Najwcześniej po śniadaniu.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14.01.2020, 20:31   #66
Franz
Stary (P)iernik
 
Franz's Avatar


Zarejestrowany: Mar 2008
Miasto: Świeradów Zdrój
Posty: 3,574
Motocykl: XR400 , XR650L XL600V
Franz jest na dystyngowanej drodze
Online: 4 miesiące 1 tydzień 4 dni 21 godz 58 min 50 s
Domyślnie

Emek napisal

"Gdzieś tam w górze w oddali jest wiocha z której mamy zjazd do baszt. Lecimy.
Najpierw pakujemy się do wsi. We wsi sklep więc chwila oddechu. Trzeba się napić. Przylatuje chyba pół wiochy i do tego jakiś sołtys, najważniejszy na świecie.


Baszty
Było goraco i sapie jak lokomotywa w bajce Tuwima

__________________
<font color=#ffff00><b>.<font color=#000000>Tylko dwie rzeczy są nieskończone</font></b><font color=#000000>: <b>Wszechświat oraz ludzka głupota</b>, <b>choć nie jestem pewien co do tej pierwszej</b>. </font><b><font color=#000000>...  ( A.E)</font></b></font>

Ostatnio edytowane przez Franz : 14.01.2020 o 21:01
Franz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14.01.2020, 23:00   #67
Pirania
 
Pirania's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jun 2010
Miasto: PODHALE
Posty: 1,923
Motocykl: RD07a
Pirania jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 tygodni 4 godz 7 min 45 s
Domyślnie

Widzę że Franz to taki nasz Off Pasikowski..

Przy okazji gratuluje mega wypadu..
__________________
Życie trzeba przeżyć tak, aby wstyd było opowiadać, a przyjemnie wspominać...
Pirania jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 14.01.2020, 23:14   #68
MrWaski
 
MrWaski's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Sep 2018
Miasto: Rzeszów
Posty: 587
Motocykl: nie mam NAT jeszcze
MrWaski jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 4 tygodni 23 godz 4 min 15 s
Domyślnie

Chciało się Wam tyle jechać, żeby się Kozla napić? Ja to piwko mam w sklepie 400 m od domu...
MrWaski jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.01.2020, 08:43   #69
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 5,315
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 7 miesiące 2 tygodni 5 dni 4 godz 39 min 33 s
Domyślnie

Zawsze możesz się wybrać na wyprawę do sklepu obok . My jednak woleliśmy trochę dalej. Kozel w Gunib smakuje inaczej.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek

Ostatnio edytowane przez Emek : 15.01.2020 o 09:17
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 15.01.2020, 09:10   #70
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 5,315
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 39000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 7 miesiące 2 tygodni 5 dni 4 godz 39 min 33 s
Domyślnie

Jak pasy zapięte to jedziemy dalej .

Rano budzi mnie telefon. Co za cholera? Dzwoni Jurek. Wstawaj, bierz Franza i przyłaźcie na śniadanie. Złażę na dół bo Franek jeszcze się zbiera i lecę na śniadanie, które podają w budynku obok. Skromnie. Jakaś kasza na mleku i trochę sera, chleb, jakieś owoce. Kawa, herbata.



Po śniadaniu pakujemy toboły bo czas się zbierać ale że w nocy padało to część rzeczy mamy mokrych. Na szczęście słońce pali już niemiłosiernie więc rzucam bety na słońce i leniuchuję w oczekiwaniu aż podeschną na tyle aby można je było założyć. W końcu zapakowani, możemy ruszać. Postanawiamy na pierwszy ogień wziąć wodospad, którego reklamę widzieliśmy na ścianie hotelu. Namierzamy miejscówkę z grubsza i lecimy. Wiemy, że kolejnym etapem podróży będzie opuszczone miasto Gamsutl stąd również wiemy, że będziemy musieli wrócić w okolice Gunib aby tam się dostać. Czyli wracamy w zasadzie po śladach i dopiero dalej.

Tankujemy i gonimy.



Pierwszy cel na dziś to Салтинский Водопад. W sumie to niedaleko. Mamy do zrobienia jakies 20 kilometrów ale szutrówkami. Wodospad znajduje się w okolicy wsi Силта. Droga jest piękna. Jako, że foty mi gdzieś poginęły to wrzucam co mam.

Górki, pagórki, fajna trasa. W oddali widać jakieś płaskowyże.



Dolatujemy do zajebistej miejscówki, idealnej na biwak. Niestety mamy południe więc na biwak nie pora.







Upał jak cholera i posiedziałoby się w takiej dziupli z chłodną wodą.


No ale trzeba jechać dalej. Wioska tuż obok. Na wjeździe do wsi znajduje się brama. Początkowo myśleliśmy że to prywatna posesja ale doszedłem do wniosku, że to po to aby bydło nie uciekało w pola. Otwieramy , wjeżdżamy i zamykamy.
Dojeżdżamy do miejsca gdzie zaczyna się ścieżka w kierunku wodospadu. Zostawiamy bety i motocykle pod opieką chłopaków, którzy prowadzą coś w rodzaju knajpy. Wokół szwęda się kilka osób , widać że to turyści.
U chłopaków zamawiamy żarcie tak aby przygotowali je gdzieś za godzinę jak wrócimy. Walimy więc w kierunku wodospadu.


Docieramy do tego miejsca ale jest tak ślisko, że naprawdę nie rozumiem jak ci ludzi po tym chodzą. W końcu uznaję że lepiej zaatakować podejście bez butów bo jest lepiej niż w klapkach.


Wewnątrz bardzo ciekawe formacje.

A sam kanion może nie wygląda ale jest dość głęboki.


Woda jest bardzo zimna.


Na wyjściu z jamy jest bardzo fajna sadzawka z czyściuteńką wodą ale niestety kąpie zakazana z racji tego, że to ujęcie wody pitnej dla wioski.

Wydostajemy się z kanionu i wracamy do chłopaków, którzy przygotowali nam szamanie.


Spożywamy posiłek i pomału planujemy odwrót bo musimy jeszcze dotrzeć do Gamsutl.
Opuszczone miasto znajduje się tutaj.
https://www.google.com/maps/place/42...9!4d46.9971834
To niby zaledwie 20 km ale to nie takie proste w tych rejonach. Nie da się jakoś szalenie pogonić ani po szutrach ani po czarnym. Jest ciasno, miejscami ruch jest spory a do tego mnóstwo serpentyn
Samo miasto Gamsutl leży na ok 1500 m npm i nie jest dostępna najłatwiej.
Zanim tam jednak dotrzemy musimy dojechać w okolice Gunib i zrobić zakupy a następnie dostać się jakoś w górę. Tracka mamy to lecim. Zatrzymujemy się przy trasie i część z nas robi zakupy spożywcze a część kupuje piwo na rozliw w barze przy drodze.
Nad drzwiami oczywiści czas odmierza zegar z wodzem.

Zapomniałem dodać że ledwo ruszyliśmy zaczęło padać. Może nie jakoś dramatycznie ale nie był to kapuśniaczek. Lecimy i po krętych drogach mija nas autobus pełen ludzi, w większości kobiet z których co najmniej połowa wystaje przez szyby i macha nam wesoło. Nam już tak wesoło nie jest bo pojazd wzbija tumany tego co właśnie spadło i jest jeszcze bardziej mokro. Na szczęście lada moment jesteśmy prawie na miejscu. Zjeżdżamy z czarnego a gruntówkę, która po opadach zmieniła teren w grzęzawisko. Przed nami zajechał wspomniany autobus, z którego wysypały się te kobitki i przewodnik płci męskiej. Utwierdzamy się w przekonaniu, że nasza trasa jest dobra. Autobus jak tylko wysadził pasażerów zawraca ale na tym grzęzawisku wcale mu nie idzie. Tańczy na boki, koła buksują ale widać że kierownik ogarnięty i po chwili udaje mu się wydostać na twardszy kamienisty odcinek gdzie koła łapią jaką taką przyczepność.
My jednak po tej brei musimy jakoś zjechać na dół i wodzę że tam dalej jest już w miarę twardo ale droga pnie się w górę i na tej mokrej glince łatwo tam podjechać nie będzie.
Zjeżdżamy pomalutku na dół w kierunku mostu ma rzeczce tak aby nie stracić trakcji i nie popłynąć w dół zbocza. Z bólem ale się udaje. Mijamy kobiety, które wysiadły z autobusu i pomału pniemy się do góry. Droga jak to droga. Śliska, trochę kamienista, deszcz pada nieprzerwanie. Nie jest fajnie.
Jadę pomału na tyle na ile pozwala nawierzchnia i przyczepność opon. Udaje się podjechać z bólem do miejsca gdzie zastaliśmy zaparkowaną terenówkę. Dalej jest ciut bardziej kamieniście niż błotniście i zakładam, że możemy podjechać wyżej. Żeby było łatwiej idę z buta sprawdzić teren coby potem nie zjeżdżać po śliskim z duszą na ramieniu. Niestety od miejsca do którego udało się dotrzeć mamy tylko kawałek prostej, może ze 100 metrów i dalej już jechać się nie da. W miejscu, w którym stoimy nie bardzo jest jak założyć biwak bo nie ma płaskiej przestrzeni. Widzimy jednak fajną półkę w dole, serpentynkę niżej. Zjeżdżamy ale niestety na półkę gdzie można postawić motocykle nie da się wjechać bo mamy pion po skałach z 10 metrów. Da się jednak bezpiecznie i bezproblemowo zejść. Planujemy założyć tutaj biwak. Parkowanie motocykla na górze i znoszenie tobołów w dół nie podoba się Franzowi i postanawia on zjechać jeszcze jedną serpentynę niżej gdzie jest jakiś domek pasterski i planuje na jego strychu spać bez rozkładania namiotu.
Jak postanowił tak zrobił a my tymczasem postanowiliśmy zagospodarować pole poniżej.
Deszcz trochę zelżał ale ciągle siąpi. Pomału znosimy bety i rozbijamy namioty. Miejsca jest w bród a i opału nam nie brakuje. Jedno drzewo daje jakąś osłonę przed deszczem.
W tym czasie kobitki z autobusu mijają nasze obozowisko pnąć się w górę. Koduję czas, żeby sprawdzić ile zajmie im podejście i zejście.

Udaje się rozpalić ognisko i próbujemy podeschnąć bo na razie ciuchów motocyklowych nikt nie ma odwagi zdjąć żeby cywilnych nie pomoczyć.

Pogoda pomału zaczyna się poprawiać i na stokach gór pojawiają się promyki słońca.





Pojawia się tęcza. To dobry znak.


Ognisko mimo, że drzewo mokre trochę się rozbuchało więc ciuchy z doopy , na kamień i suszymy.


Franz wybrał lokal na dole przy domku pasterskim.

To teraz musiał dymać pod górę aby się browca napić.



Pomału zapada zmierzch.


Za to po deszczu nie ma już śladu i ognicho się rozbuchało fest.


Pomału walimy do spania. Zapomniałem dodać że kobitki odkąd nas minęły to z powrotem wracały po około 2 godzinach. Postanawiam wstać przed wschodem słońca i zaatakować szczyt tak aby móc zobaczyć wschód słońca z góry. Zapowiada się piękny dzień bo po opadach ani śladu a niebo upstrzone gwiazdami.
Dziś minęły 3 tygodnie odkąd wyjechaliśmy z Polski. Pomału należy się zbierać w kierunku domu ale jeszcze nie dziś ani w ciągu najbliższych. Na opuszczenie Rosji mamy jeszcze ok 10 dni ale trzeba jakiś zapas zostawić na wypadek jakiegoś fakapa.
Jutro w górę przed świtem.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek

Ostatnio edytowane przez Emek : 15.01.2020 o 09:16
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Północny Pakistan na przełomie września i października 2019 trolik1 Umawianie i propozycje wyjazdów 17 21.12.2018 10:13
Kaukaz Północny. Ktoś był? Wszelkie info mile widziane. Emek Przygotowania do wyjazdów 23 20.06.2017 17:27


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:15.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.