Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08.06.2010, 16:45   #134
podos
 
podos's Avatar


Zarejestrowany: Jan 2005
Miasto: Kraków
Posty: 3,996
Motocykl: RD07a
Galeria: Zdjęcia
podos jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 14 godz 28 min 34 s
Domyślnie

Dzień 1. Samolotowy

Kraków Balice 5:50 am. Dopijamy kawę w lotniskowej knajpce wodząc sennym wzrokiem szwendających się pasażerach. Nasz skomplikowany lot – niesie duże prawdopodobieństwo wpadki i rujnacji arcyplanu pozwalającego nam dziś wieczorem wykąpać się w cieśninie gibraltarskiej. Samolot Kraków - Monachium przybliża nas do sukcesu o 1000 km. Tamże kupujemy kilka flaszek w bezcłowym – towar to jakże cenny na muzułmańskiej ziemi. Lot Monachium- Madryt pozwala nam cieszyć się z bezproblemowej podróży, Kajman melduje SMSem, że zapiął kurs na Malagę i będzie o czasie. Idziemy na CheckIn odebrać miejscówki na ostatni etap lotu do Malagi. No i pierwsza awaria. Pańcia informuje nas, że samolot odleci może o 17 a może w ogóle nie i że w ogóle maniana i co jesteśmy tacy spięci… No to mamy 4 godzinki wolnego czasu… Zasięgamy informacji czy daleko do centrum? Pan maniana mówi ze blisko – ze tu jest wejście do metra i ze trzy przystanki. Jadymy. Co będziemy sterczeć jak ćwioki. Automaty zaopatrują nas w bilety i zaczynamy studiować mapę No tak. Nie trzy przystanki tylko trzy przesiadki stacji chyba z 10. Jadymy. W końcu po 40 min Puerta del Sol – wysiadamy. Lampa, upał no wakacje. Po co jechać dalej?
Symbolicznie zaczynamy naszą wędrówkę w miejscu z którego Hiszpanie oficjalnie liczą km siatki swoich dróg oraz rozpoczynają nowy rok.

Ponieważ bardzo nas bolą nogi niezwłocznie udajemy się do pobliskiego baru tapas gdzie wciągamy po pare piwek zakąszając przegryzkami z owoców morza. Pychota. Mówiliśmy że jedziemy do Maroko? To ściemka była.



Ale my tu gadu gadu, plan trzeba realizować skoro został zaplanowany. Wiec pakujemy się do samolotu do malagi – któren na szczęście postanowił dziś odlecieć. Po godzinie lotu i szczesliwym przyziemieniu, wiemy już, że Czarny Ląd już się nam nie wymknie.
Odpalamy gpsa i pedałujemy na pobliską stację benzynową, na której umówiliśmy się z Kajmanem i Mariolą. To jak tutaj dotarli pewnie zasługuje na oddzielną opowieść, która pewnie wam opowiedzą. Zgranie mamy idealne – Oni wjeżdzją od wschodu my wchodzimy od zachodu. Gęby nasze uśmiechnięte a spod kompletnie podartej plandeki zerkają smętnie oczka naszych królowych. Niedopieszczone przez tyle dni. Szybciutko się za nie zabieramy.








Po godzinie jesteśmy przepakowani i wyrychtowani do podboju Afryki. Z Malagi do Taryfy jest ze 150 km autostradą płatną lub jej bezpłatną wersją – minimalnie wolniejszą, ale równie dobrą. Jedziemy w zasadzie większość trasy już po zmroku. Na dzień dobry zasada nr jeden podróży motocyklowych – złamana. Ale co tam. Mamy przecież plan –a planu trzeba się trzymać. 23 z minutami meldujemy się na Taryfiańskim campingu (Przyjemne bungalowy po 18 euro od osoby wyglądają jeszcze przyjemniej po flaszce bezcłowego rumu z colą. 100% planu, serce mi rośnie.



Następny odcinek (klik)
__________________
pozdrawiam, podos
AT2003, RD07A
------------------
Moje dogmaty
0. O chorobach Afryki: (klik)
1. O Mikuni: Wywal to.
2. O zębatce: Wypustem na zewnątrz!!!
3. O goretexie: Tylko GORE-TEX
4. O podróżach: Jak solo to bez kufrów
5. O łańcuszkach rozrządu: nie zabieram głosu.
6. Lista im. podoska Załącznik 10655
7. O BMW: nie miałem, nie znam się, nie interesuję się, zarobiony jestem.
8. O KN: Wywal to.
9. O nowej Afripedii: (klik)

Ostatnio edytowane przez podos : 06.09.2010 o 11:47
podos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem