PDA

View Full Version : Himalaje i Kaszmir 2018


przemo77390
22.07.2018, 07:50
Przygoda z motocyklami Royal Enfield zakonczona. Czesc gor objechana - widoki przepiekna, miejscami trasa dajaca wycisk.Roual to w miare dobry osiolek - ma ciekawy przedni zawuas ktory jak sie jedzie wolniutko trzesie kiera jak nie wiem ale na kamieniach, brodach z kamieniami idzie dosc plynnie.Kolejna wada to chyba to ze w gorach lepiej sie jezdzi samemu.Moje awarie to zlamane 8 szprych tylnego kola co skutkowalo wymiana calej felgi - ciezko dostepna, caly dzien straty. Po powrocie opisze na co wg. moich spostrzezen zwracac uwage przy wypozyczaniu Royala.Opis caly i zdjecia po powrocie bo nie zawsze jest wifi a czasem jak jest to tak slabe ze zdjecia sie nie laduja.

Ps. W Srinagar odnalezione sklepy alko wiec prohibicja obalona mozna sie dezynfekowac.Dzis czas na druga czesc przygody juz bez moto.

Pozdr

Gilu
22.07.2018, 08:35
Przygoda z motocyklami Royal Enfield zakonczona. Czesc gor objechana - widoki przepiekna, miejscami trasa dajaca wycisk.Roual to w miare dobry osiolek - ma ciekawy przedni zawuas ktory jak sie jedzie wolniutko trzesie kiera jak nie wiem ale na kamieniach, brodach z kamieniami idzie dosc plynnie.Kolejna wada to chyba to ze w gorach lepiej sie jezdzi samemu.Moje awarie to zlamane 8 szprych tylnego kola co skutkowalo wymiana calej felgi - ciezko dostepna, caly dzien straty. Po powrocie opisze na co wg. moich spostrzezen zwracac uwage przy wypozyczaniu Royala.Opis caly i zdjecia po powrocie bo nie zawsze jest wifi a czasem jak jest to tak slabe ze zdjecia sie nie laduja.

Ps. W Srinagar odnalezione sklepy alko wiec prohibicja obalona mozna sie dezynfekowac.Dzis czas na druga czesc przygody juz bez moto.

Pozdr

Dawaj kolego nie ociągaj się,napisz zwłaszcza o spostrzeżeniach co do motocykla i trasy za miesiąc idziemy w Twoje ślady
Dosiadałeś Himalayana?

przemo77390
22.07.2018, 13:34
Dawaj kolego nie ociągaj się,napisz zwłaszcza o spostrzeżeniach co do motocykla i trasy za miesiąc idziemy w Twoje ślady
Dosiadałeś Himalayana?

Nie - jechalismy 350 classic bulet.
Osiolek spoko ale zaladowany w dwie osoby i dwa plecaki po bokach dawaly mu w kosc. Jest za niski przeswit miedzy kolem a blotnikiem do tego slaby amor i dobija blotnik do opony. Osiolek silnikowo dal rade i nic mu sie nie stalo.
Jednak szpryvhy pekaly.
Trzeba sprawdzac w wypozyczalni dokladnie stan kol - mi przy oddaniu przyczepili sie do lozysk (kwestia dyskusyjna bo jak udowodnisz ze lozyska juz wczesniej nie byly w pelni ok.)
Ceny wynajmu podobne jak w necie (wyjsciowe):
500 - 1800 rupi
350 - 1400 rupi
Hymalayan - 2000 - 2200 rupi
Jesli chodzi o wypozyczalnie w Leh jest ich mnostwo - na szczytach chlodno.
Samo Lehtakie miasteczko z krupowkami i dwoma swiatyniami na ktpre waro sie udac pieszo. Baza noclegowa wydaje sie byc osiagalma z partyzanta.

Rychu72
23.07.2018, 08:34
Który z motków byłby najlepszy na dwie osoby?

przemo77390
26.07.2018, 11:00
Który z motków byłby najlepszy na dwie osoby?

500 pewnie bylaby silniejsza ale ja doswiadczenia nie mam bo jechalismy wszyscy 350

Wczoraj doswiadczylismy piekna podrozy hinduska koleja Jaipur - Agra i nazad.
W pierwsza strone w miare ok ale nazad z 3 godzinnym opoznieniem i zachodzilo ryzyko na stojaka bo pomimo ze mielismy przedzial sleep to okazalo sie ze sprzedano w kasie z miejscami rezerwowymi co kolwiek to znaczy. Udalo sie jednak znalezc wolne deski do spania :)

przemo77390
30.07.2018, 20:16
Mała przygoda z motocyklami Royal Enfield. Dwa tygodnie w siodle :) - taka mała zajawka, mam nadzieję że relacja powstanie dość szybko.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/7/30/12488590_P1000693.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/7/30/12488589_P1000686.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/7/30/12488588_P1000698.JPG

rumpel
30.07.2018, 20:20
no bagażu dość sporo, te Enfildy były jakoś "sterowalne"?

przemo77390
31.07.2018, 08:32
no bagażu dość sporo, te Enfildy były jakoś "sterowalne"?

Dawały jakoś radę.

przemo77390
09.08.2018, 10:04
Dzień 1: Sobota
Rano wcześnie pobudka i na lotnisko. W końcu to ten dzień wyjazdu na który długo się czekało.
Samolot o czasie i pierwszy przelot do Kijowa. W związku z tym że w Kijowie mieliśmy przesiadkę i długi czas oczekiwania na kolejny lot postanowiliśmy powłóczyć się po Kijowie.
Bierzemy taksówkę (korzystnie wychodzi na 4 osoby) , która zawozi nas na Majdan – uzgodniliśmy że będzie też na ans czekała o konkretnej godzinie aby odwieźć nas na lotnisko.
Majdan zwiedzony, obiad zjedzony wiec znowu na lotnisko. Zostało jeszcze trochę czasu więc do bezcłowego zakupić napitki procentowe i je zacząć opróżniać.
W końcu odprawa i długi długi lot do Delhi.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585878_P1000510.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585880_P1000521.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585879_P1000518.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585881_P1000509.JPG


Dzień 2: Niedziela
Jesteśmy w Delhi więc szybki odbiór bagaży i trzeba się przemieścić miedzy terminalami aby z lokalnego lotniska wsiąść w samolot do Srinagar. Odbyło się to sprawnie i po jakimś czasie siedzimy w samolocie. W Srinagar lądujemy po jakichś 2 godzinach od startu, odbiór bagażu i zorganizowanie taksówki, która ma nas zawieść do wcześniej zarezerwowanego hostelu – cena taksi 730 rupii (prepaid – ciężko znaleźć coś na zewnątrz bo lotnisko szczelnie strzeżone).

Jedziemy i pierwsze co rzuca się w oczy to masa policji z bronią, pałkami i tarczami – dowiedzieliśmy się że jest jakiś strajk i wszystko dziś pozamykane – maja być tez jakieś demonstracje. Po przyjeździe do samego miasta widać rzeczywiście że jakoś pustawo na ulicach no nic trzeba ogarnąć hostel i motocykle.

Hostel ogarnięty – warunki nie ma tragedii pomimo że to rezerwacja przez booking a tam zawsze wielka nie wiadomo bo często zdjęcia nie oddają rzeczywistości.
Teraz czas na wynajęcie motocykli – właściciel hostelu dowiadując się że chcemy wypożyczyć motocykle prowadzi nas do swego sąsiada (wparcie lokalne biznesów).
Są Royale ale tylko 350 ccm jakieś stare modele bo na bębnie z przodu i z tyłu ale wyglądają jak nówki sztuki i ponoć przebieg mają 2 tyś kilometrów – potwierdza to licznik ale jakoś nie bardzo mi się chce w to wierzyć. Ciężkie negocjacje z kolesiem, który jest do rany przyłóż (potem okaże się że nie koniecznie i dobrze opanował sztukę sprzedaży ale to na sam koniec). Siedzimy gadamy negocjujemy. Okazuje się że nie wszystkie motocykle maja stelaże pod bagaż, właściwie to ma on tylko do jednego i może dać a jak chcemy do pozostałych to musimy za nie sami zapłacić , za stelaże i montaż – dziwna sprawa bo co potem zrobisz z takimi stelażami do Polski zabierzesz.
Ja upieram się na 500 ccm ale koleś kręci że nie ma że może wieczorem będzie itp. W takim razie umawiamy się że wrócimy wieczorem i jak będzie 500 ccm dla mnie to podpisujemy umowę. Cena za 350 ccm 1600 rupii za dzień i 20 000,00 kaucji – wysoko.

Skoro mamy ustalone i wybrane motocykle to ruszamy w miasto coś zjeść. Tak chodząc widzimy na murze ogłoszenie o wynajmie motocykli i po śladzie trafiamy pod wypożyczalnie, która jest zamknięta ale obok otwarty sklep. Koleś ze sklepu jest tak miły że dzwoni do właściciela i ten nie ma problemu pojawia się w wypożyczalni za jakieś 30 minut. Trwają negocjacje rozmowy – oczywiście znowu 350 ccm. Pytam o 500 ccm – w odpowiedzi słyszę że nie ma że trzeba rezerwować że mają tylko takie, cholera czas ucieka i trzeba coś ogarnąć. Nie możemy sobie pozwolić na stratę bo jutro musimy wyjechać inaczej cały Plan podróży trzeba zmieniać.
Motocykle nie najświeższe, na pewno stanem nie przypominają tamtych z poprzedniej wypożyczalni ale to plus bo wychuchane wydmuchane jeśli chodzi o stan wizualny przy najmniejszej wywrotce, ciapaku mogą przysporzyć wielu problemów. Jedne ma porwane siedzenie i nie ma lusterek – wiec negocjacje czy zmieni siedzenie i uzupełni lusterka, zgadza się tylko na lusterka.
Dobra ustalmy cenę za 1400 rupii za dzień i 5000 rupii kaucji za motocykl przy pozostawieniu paszportów. Zgadzamy się (potem trochę lipa wyszła z tymi paszportami ale suma sumarum na dobre wyszło) – zgodziłem się na takie rozwiązanie bo podróżując wynajętymi motocyklami m.in. po Sri Lance, Wietnamie, Indonezji nigdy nie miałem z tym problemu (zapomniałem tylko że tu gdzie jesteśmy to jest region graniczący z Chinami i Pakistanem) ale cóż mleko się rozlało, umowa podpisana dwa motocykle wypożyczone, został jeszcze jeden ale ten ostatni kolega podjął decyzje że wynajmie u tego pierwszego.
Uzgadniamy że mój motocykl dostarczą mi pod hostel jak uzupełnią lusterka, dotrzymują słowa. Przywożą wieczorem motocykl z lusterkami i torbą z narzędziami niektórymi częściami, pompka do kół, łatkami.

Wieczorem idziemy po trzeci motocykl – proszę kolegi aby zapytał się o 500 ccm (przecież koleś nie wie że wynajęliśmy 2 motocykle gdzie indziej). Okazało się ze 500 ccm nie ma – moje wnioski takie że koleś wiedział od początku że jej nie będzie i wiedział bo mu mówiliśmy że jutro startujemy wiec trochę zagrał cwaniacko bo wiedział że gdybyśmy wrócili i by nie było 500 ccm podstawieni po ścianą zmieszeni bylibyśmy wziąć 350 ccm.
Dobra kolega wynajmuje od niego motocykl ale prosi o gmole bo moto nie ma. Koleś mu obiecuje że jutro rano to załatwi i spokojnie sobie pojedziemy – na drugi dzień ruszył bez gmoli.
Wszystko ogarnięte więc na kolacje i piwko ale okazuje się że piwa nie ma w lokalach a miejsce gdzie ponoć sprzedają alkohol jest już zamknięte. Po rozpytaniu dostajemy namiar na drugie więc tam idziemy. Jakaś brama zamknięta – trochę lokalesów. Walimy w bramę jak pozostali aby cichcem kupić browar, niestety nie udaje się. Zjedliśmy tylko kolację i spać bo rano start.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585945_P1000527.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585944_P1000528.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585946_P1000529.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585947_P1000531.JPG

Dzień 3: Poniedziałek
Budzimy się i przystępujemy do pakowania motocykli. Gdzieś koło 9 w drogę w stronę Kargil gdzie mamy pierwszy nocleg.
Ze Srinagar wyjechało się w miarę sprawnie, po drodze śniadanko gdzieniegdzie korek w lokalnych wioskach zanim dojechało się do gór.
Jesteśmy na właściwej drodze gdzie zaczyna się ta właśnie przygoda – pierwsza przełęcz (przełęcz górska w Himalajach o wysokości 3528 m. Leży w Indiach, w stanie Dżammu i Kaszmir. Przełęcz łączy miasta Leh i Srinagar. Stanowi też dogodne przejście z Ladakhu do Kaszmiru.) Trafiamy na osuwisko, które jest już uprzątane przez ogromy spychacz. Dobrze że nie musieliśmy długo czekać. Na tej przełęczy 350 ccm pokazało swoją pierwsza słabość w mocy – załadowana w dwa plecaki po ok. 16 kg i pasażera ciężko miała ruszyć z takiego żwiru. Pasażer musiał zejść i ja też aby i ruszyć na pusto aby ją wygrzebać.
Lecimy dalej – zaczynają się przepiękne widoki, góry, potęga gór i surowość klimatu.
Jedziemy zachwycając się pięknem.
Przed dojazdem do Kargil pierwsza przygoda a raczej spotkanie ze mafią nielegalnie wymuszającą kasę – są to takie szlabany przy których siedzą miejscowi chłopaczkowie i za wjazd w dany region pobierają opłatę (coś jak klimatyczną w naszych kurortach).
Dobra ja się zatrzymuje a koledzy uciekają spod szlabanu wykorzystując zamieszanie. Kombinuje aby nie zapłacić ale koleś wyciąga mi kluczyk ze stacyjki – każą zapłacić i za mnie i za kolegów którzy uciekli. Okazuje zdenerwowanie i poirytowanie i mówię aby oddal kluczyk i że zapłacę tylko za siebie że to nie mój problem ci którzy uciekli i że nie jesteśmy razem. Płacę 50 rupii – na nasze cena malutka bo jakieś 2,50 zł, wiem że to okradanie ale co zrobić wolę zapłacić niż aby cos się stało a potrafią złapać za kierownicę rękaw – niech przy takim czymś się wywalę i pasażer się uszkodzi – cała wycieczka poszłaby w diabły, więc myślę sobie że wolę zapłacić te marne kwoty i mieć to z głowy.
Znajdujemy hotel po drodze – nie ten co mieliśmy zarezerwowany ale jakiś z łapanki, okazuje się całkiem przyjemny.
W nocnych rozmowach bez alkoholu bo też go nie umieliśmy znaleźć okazało się że ten koleś od wynajmu gdzie wynajmowany był tylko jeden motocykl powiedział koledze że jak zobaczy szlabany na których nie ma kogoś ubranego w oficjalny strój Policjanta to żeby się nie zatrzymywać a uciekać (potem to mnie zgubiło i nie wiadomo jakby się mogło skończyć, a nauczony trochę doświadczeniem podróżowania mam swoje zasady, których raczej nie łamie – ale to w późniejszej relacji).
Kolacja i spać.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585910_P1000536.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585914_P1000541.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585913_P1000544.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585912_P1000547.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585911_P1000550.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/9/12585915_P1000549.JPG

wojtekk
09.08.2018, 10:47
Czekam na kolejną pyszna porcje !

Emek
09.08.2018, 11:11
Okrasiłbyś zdjęciami troszeczkę :lukacz:

przemo77390
09.08.2018, 19:42
Okrasiłbyś zdjęciami troszeczkę :lukacz:

Dodane - najpierw tekst bo czasem przy śniadaniu znajdę czas a potem w domu zdjęcia :)

przemo77390
10.08.2018, 09:27
Dzień 4: Wtorek
Jak zwykle pobudka bo co może być po nocy i w drogę. Dziś trasa Kargil – Leh. Trasa przepiękna widokowo, góry pokazują swoją surowość. Zdziwiłem się mocno bo spodziewałem się gorszej drogi a tu asfalt jak się patrzy.
Tak sobie jedziemy i jedziemy podziwiając widoki. Ruch mały co cieszy, ogólnie panujący spokój i sielanka. Czasami przejeżdżają tylko zestawy wojskowych ciężarówek pędzących jedna za drugą.
Przed Lamayuru (Lamayuru tybetański klasztor buddyjski w Lamayouro , dystrykt Leh, Indie, położony na wysokości 3510 metrów) pierwsza awaria, koledze uchodzi z tylnej opony powietrze. Zatrzymujemy się na wzgórzu i bierzemy się za oszacowanie, nie da się ukryć na pewno guma. W oddali widzimy klasztor i decyzja że podpompujemy opnę i może uda się tam dojechać i tam na spokojnie ogarniemy sprawę. Niestety ale pompowanie nic nie dawało.
Zatrzymujemy samochód i okazuje się że jakieś 200 – 300 metrów za nami jest wulkanizacja. Jeden z kolegów rusza po mechanika i go przywozi na miejsce. Mechanik sprawnie ogarnia sprawę i można jechać dalej - koszt 200 rupii.
Okazuje się że Royal jest fajnie skonstruowany trochę podobnie jak BMW R1200GS tylko zamiast dyfra ma łańcuch.
Okazuje się że koło ściąga się poprzez odkręcenie śruby i wyjęcie tulei – potem przechylamy Royala i wyciągamy koło a łańcuch zostaje na miejscu jak był.

Jedziemy dalej po drodze zwiedzając klasztor, który jest dość ciekawy. Po oględzinach w drogę do Leh podziwiając widoki. Przed samym prawie Leh kolejny szlaban bandyckich praktyk – płace 20 rupii, koledzy uciekają

Zaraz po wjeździe łapiemy hotel, który wydaje się ok, ma porównywalna cenę do tego co rezerwowałem przez booking – 1200 rupii (jak dobrze pamiętam za pokój). Po rozpakowaniu idziemy w poszukiwaniu żarcia co trochę nam zajęło bo jak się jutro okaże do centrum Leh jest jeszcze dobre 30 minut z buta.
Dziś dodatkowo chcieliśmy ogarnąć jeszcze Permity, które są wymagane na niektóre trasy – w tym celu udaliśmy się do zlokalizowanego obok nas biura podróży. Koszt takiego Permitu na wszystkie miejsca 800 rupii już z marżą biura. Niestety okazuje się że aby zrobić Permmit musi być pasport i nie wystarczy do tego Promesa wizowa, którą mamy ze sobą i na której sa wszelkie dane i zdjęcia (Promesa bardzo się przydała i dobrze że jej nie wyrzuciliśmy po przyjeździe i wbiciu wizy w paszport) – to jest ten właśnie zonk o którym pisałem i pozostawieniu paszportu.
Cała ta sytuacja spowodowała że trzeba było trochę zmienić plany i zrezygnować z Khardung La – przełęcz w Himalajach o wysokości 5359 m. Leży w Indiach, w stanie Dżammu i Kaszmir, w regionie Ladakh. Do niedawna wysokość przełęczy podawano jako 5602 m, co czyniło by ją najwyższą przejezdną przełęczą na świecie.
Chociaż ja chciałem jechać tam bez Permitu to godzę się na zmiany, które są efektem zostawienia paszportów (później okaże się że to że paszporty zostały wpłynęło dość pozytywnie na wybór alternatywnej trasy).
Powrót do Hotelu wywołuje u mnie nasilenie rozmyślania jak dalej poprowadzić trasę, jak ułożyć plan wycieczki trzeba szybko coś wymyślić. Przeglądanie papierów, wydrukowanych mapek, notatek i jest jakieś światełko w tunelu.
Plan na jutro to zostajemy jeszcze w Leh, niektórzy chcą dodatkowej aklimatyzacji itp. Po analizie ilości dni dochodzę do wniosku że możemy sobie na to pozwolić. Idziemy spać, rano przedłużymy hotel kupi się mapę i będzie dobrze.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595389_IMG_20180710_095531.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595391_P1000559.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595388_IMG_20180710_105122.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595390_P1000560.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595393_P1000570.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595392_P1000573.JPG


Dzień 5: Środa
Wstajemy rano i jazda do recepcji pytać się o przedłużenie hotelu. Niestety pech chciał że nie ma takiej możliwości – wykwaterowanie mamy do 12:00 więc udajemy się pieszo na poszukiwania nowego miejsca spania – decyzja szukamy tego adresu co miałem zrobioną rezerwację przez booking.
Po drodze spotykamy sympatycznego człowieka, który nas tam zaprowadza – szliśmy dobre 30 – 40 minut. Po dojściu na miejsce okazuje się że są miejsca, hotel jest spoko a i umiejscowienie też blisko wszystkiego. Bierzemy jedna dobę choć są głosy żeby zostać w Leh 2 dni – pierwszego przejezdnego nie liczę bo tam dobiliśmy praktycznie na noc. Trochę burzy to moje założenia wycieczki 9bo czasu mamy mało, drogę długą a co będzie jak cos się stanie poważniejszego np. awaria, wtedy możemy się nie wyrobić – znów zaczynam analizy dniowe i tak układam w głowie plan że wychodzi mi że na styk powinniśmy się wyrobić). W takim razie bierzemy hotel na 2 dni.
Po przemieszczeniu się z powrotem do pierwszego hotelu, spakowaniu się następuje przejazd motocyklami do nowego miejsca.
Rozpakowujemy się, jemy późne śniadanie i idziemy na zwiedzanie Leh. Idziemy pieszkom zwiedzić Pałac i Klasztor – bardzo ciekawe obiekty. Czas upływa podczas zwiedzania dość szybko.
Podczas wdrapywania się do klasztoru zauważamy pusta puszkę po piwie, potem w samym klasztorze jako dar butelkę whisky – cholera trzeba węszyć tu na pewno musi być sklep z alkoholem, napiłby się człowiek takiego zimnego piwka.
Po zejściu do miasta i udaniu się na miejscowe Krupówki (tak Leh posiada cos na wzór Zakopanego. Jest to taki główny deptak gdzie jest mydło i powidło) zaczynają się detektywistyczne podejście i rozpytywania gdzie można kupić alkohol. Po jakimś czasie sklep odnaleziony, zakupy zrobione (nie wiem dlaczego ale niektórzy napotkani ludzie na pytanie gdzie można kupić alkohol chyba celowo nam mówili że nie można nigdzie że się nie pije. Teraz już wiemy że uporczywie trzeba szukać a się odnajdzie.)
Czas upływa sielankowo – co mogę powiedzieć o Leh jeszcze to to że mają na takiej uliczce tradycyjne piekarnie gdzie pieką taki przepyszny chleb, który nie jest skażony chemią i ręką wielkich koncernów pakujących do naszych żołądków zwykłe śmieci. Piecze się go w glinianych piecach.
Po całym dniu wieczorkiem po kilku dniach przerwy pochłaniamy procenty, które smakują wybornie.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595420_P1000585.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595421_P1000589.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595422_P1000586.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595423_P1000598.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595424_P1000579.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595425_P1000583.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595426_P1000602.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595427_P1000627.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595430_P1000646.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595429_P1000649.JPG




Dzień 6: Czwartek
Dziś dzień motocyklowy. Śniadanko i w drogę na lekko na zwiedzanie okolic Leh. Zwiedzamy okalającą Leh przyrodę i klasztory. Rozkoszujemy się błogim niespieszeniem się. Tak mija cały dzień. Podczas zwiedzania spotykamy pewną dziewczynę, którą spotkaliśmy na lotnisku najpierw w Polsce a potem na lotnisku w Kijowie – poczęstunek wódeczką i rozmowy ale wracajmy do spotkania przy jednym z klasztorów.
Pytała nas czy byliśmy już na przełęczy Khardung La – odpowiadamy że nie, w tej samej konwersacji otrzymujemy odpowiedź że dobrze i że jak nie mamy parcia to żebyśmy tam nie jechali bo jeden wielki kocioł, busy pędzące i wiozące tłumy turystów, korki i trąbienie jeden na drugiego. Po wysłuchaniu tej opowieści stwierdzamy że w sumie to dobrze że tam nie pojechaliśmy. Nie zawsze to co okrzyczane musi być fajne.
Czy jest jakiś smutek – nie koniecznie trochę szkoda bo chciałoby się zobaczyć ale wizja tego tłumu turystów pozwala stwierdzić że może kiedy indziej że następnym razem i cieszyć się tym co dostajemy w zamian. Przecież obcowanie z naturą jest o wiele przyjemniejsze w ciszy i zdala od utartych szlaków – chociaż nie widzieliśmy nie żałujemy jedziemy dalej.
Kupuję mapę bo jutro jedziemy w dalsza podróż w nieznane.
Mały drink i spać.


http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595437_IMG_20180712_104544.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595438_IMG_20180712_150440.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595439_IMG_20180712_144611.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595440_IMG_20180712_105727.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595441_P1000661.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595442_P1000667.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595443_IMG_20180712_122008.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595444_IMG_20180712_092218.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595445_P1000668.JPG

Gilu
10.08.2018, 10:35
:Thumbs_Up::Thumbs_Up: kolego sprężaj się,bo nam nie zostało niewiele czasu a ciekawi jesteśmy
Podesłać Ci:beer::beer::zdrufko:

wojtekk
10.08.2018, 11:22
Albo może zwolnienie chorobowe do pracy abyś mógł w spokoju pisać :)

przemo77390
10.08.2018, 20:18
Ps. W tych dniach nabyłem też sobie długo poszukiwany strój galowy. Teraz mogę chodzić na wszelakie imprezy bez stresu że będę obgadywany.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/10/12595728_1.jpg

przemo77390
18.08.2018, 11:04
Dzień 7: piątek
Czas uszyć się dalej- rano pobudka i ruszamy z Leh w stronę Manali - oczywiście jest to plan po zmianie planów. Po drodze okazuje że nie był to zły wybór bo widoki przepiękne, ruch minimalny. Docieramy wg. napisu do drugiej najwyższej przełęczy dopuszczonej do ruchu na świecie ale czy na pewno druga - hmmmmm ....... ?

Na nocleg zatrzymujemy się w jakimś kampie. Wysokość trochę się odczuwa bo przy skłonach, przenoszeniu bagażu trochę mniej powietrza dociera do płuc.
Picie herbatki w takich okolicznościach jest niesamowite.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/18/12655069_IMG_20180713_173001.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/18/12655070_IMG_20180713_153232.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/18/12655071_P1000695.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/18/12655072_P1000706.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/18/12655073_P1000683.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/18/12655074_P1000702.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/18/12655075_P1000707.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/18/12655076_P1000714.JPG

przemo77390
20.08.2018, 09:07
Dzień 8: sobota

Jak zwykle poranny rytuał, czyli wstawanie i pakowanie. Jedziemy dalej podziwiając widoczki, nic szczególnego się nie dzieje aż do czasu kiedy dojeżdżamy do check piontu. Tak to chyba ten dzień – wydaje mi się że mnie pamięć nie zawodzi a jak cos pomyliłem to trudno będzie to w tym dniu opisane.
Jak opisywałem wcześniej do tej pory zatrzymywałem się na wszystkich bramkach ale tym razem jakiś diabeł mnie podkusił aby zrobić inaczej. Znajomi, którzy jechali z nami pojechali szybciej – bo oni sami na motocyklach a my trochę wolniej ale dotoczyliśmy się do punktu kontrolnego. Kiedy podjechałem pod szlaban przede mną stał samochód, wiec postanowiłem że podjadę obok niego i jak szlaban się uniesie to dam dyla. Jak pomyślałem tak tez zrobiłem.
Po przejechaniu jakiegoś może kilometra zrównuje się ze mną cywilny samochód i coś tam kierowca ze środka krzyczy – udaje głupa że nie wiem o co chodzi i jadę dalej, samochód odjeżdża. Za chwile podjeżdża drugi i ta sama sytuacja – nie reaguję. Jednak ten nie widząc mojej reakcji zajeżdża nam drogę. Myślę sobie o kurka nieciekawie. Z samochodu wychodzi jakiś policjant, legitymuje się i pyta dlaczego nasi znajomi uciekli z policyjnego punktu kontrolnego i my też.
Zastanawiam się co robić – wpada mi do głowy pomysł że stworzę sytuacje mało komfortową i będę udawał głupa że nie wiem o co chodzi i że nie rozumiem co mówi bo gadam tylko po rosyjsku.
Mówię – oczywiście po rosyjsku – że tamci to nie z nami że my jedziemy sami. Na twarzy policjanta widać wkurw, prosi o paszport. Mój plan nie przynosi efektu, upór i o paszport jest ogromy a ja przecież swego nie mam bo zostawiłem w Srinagar. Każe nam zawracać stanowczym głosem – widać że to nie przelewki, zawracamy.
Dojeżdżamy do policyjnego punktu i ta sama śpiewka – paszport. Tłumaczę po rosyjsku, bo przecież teraz już nie mogę się wycofać ze swojej mistyfikacji że paszport został w wypożyczalni. Policjanta to nie interesuje mam dać paszport inaczej będzie problem. Mówi coś jeszcze o tych dwóch którzy uciekli, jest na to dodatkowo wkurwiony. Do akcji wkracza Edyta która jako kobieta próbuje łagodzić sytuacje ale jak na razie bez efektu. Policjanci pytają kolejnych motocyklistów czy znają rosyjski bo maja problem z dwoma Polakami – jakaś meksykanka cos tam zakumała i przetłumaczyła na angielski (my dalej że angielski to dla nas coś niezrozumiałego). Walimy do nich po Polsku i Rosyjsku.
W końcu trzeba się poddać i idę po paszport Edyty bo takowy przecież mam a dla siebie mam przecież promesę wizową, której nie wyrzuciłem – może coś to da.
Policjant widząc że daje jeden paszport i tłumacze że ja mam tylko promesę (oczywiście po rosyjsku) łapie znowu wkurwa bo myśli że go oszukuje, że skoro mam jeden paszport to drugi też pewnie mam. Po jakimś czasie, po bardzo ciężkich i stresujących negocjacjach udaje się Policjanta przekonać dzięki zasłudze kobiecego daru przekonywania że spisuje dane z paszportu i z mojej promesy i nas puszcza.
Cała ta sytuacja nauczyła mnie jednego aby kierować się swoja intuicją i postępować jak do tej pory postępowałem a mianowicie lepiej od razu przedstawić sprawę jak się ma i nic nie kombinować bo wtedy jest ona do załatwienia. Dodatkowo wiem że lepiej się zatrzymywać na takich bramkach bo kto wie na kogo się trafi, nie jest to region stabilny i za taka ucieczkę może komuś przyjść do głowy aby do ciebie strzelić – może demonizuje ale na pewno nikt by afery od strony konsulatu naszego za takie coś nie zrobił bo przecież uciekałeś z punktu kontrolnego.
Po całej aferze i dobrym zakończeniu jedziemy dalej. Ujechaliśmy może ze dwadzieścia kilometrów i co łapiemy kapcia. Nasi towarzysze pojechali gdzieś do przodu, co robimy a no stajemy bo co mamy zrobić jak nie mamy sprzętu naprawczego bo pojechał na innym motocyklu.
Tak sobie stoimy i stoimy aż podjeżdżają jacyś Hinduscy motocykliści – gadaka szmatka Pytają czy tamci dwaj biali co uciekli z punktu kontrolnego są z nami – co tu odpowiedzieć? Odpowiadam że tak – oni na to żebym się nie martwił że zorganizują jakąś pomoc. Okazało się że dogonili naszych kompanów i powiedzieli im co się stało – jeden ze znajomych wraca do nas z miejscowym mechanikiem, który łata opnę. Podczas wymiany stwierdza że złamana szprycha i pęknięta opona – nie sprawdziłem tego podczas wypożyczenia motocykla, cóż teraz już za późno. Zakłada tą sama opnę podkładając jakieś łaty, które były i jedziemy dalej. Dalsza jazda bez przygód już tylko na podziwianiu widoczków. Nocleg pod namiotami jakiegoś miejscowego kampusu.

Ps. Zdjęcia jak zwykle wieczorem 

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686558_P1000715.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686556_P1000716.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686557_P1000717.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686559_IMG_20180714_143915.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686555_IMG_20180714_143924.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686550_IMG_20180714_090826.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686551_IMG_20180714_092030.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686553_P1000723.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686554_P1000724.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/8/21/12686552_IMG_20180715_073259.jpg

przemo77390
03.09.2018, 20:54
Dzień 9: niedziela

Chyba mi coś się pomieszało z dniami (tak sobie analizuję - ale tak to jest jak się nie prowadzi notatek) ale kontynuuję jak jest dalej.

Kolejny dzień to jazda w stronę Manali. Decyzja że nie jedziemy w stronę Killar a jedziemy w stronę Rothang Pass - tak jest to te słynne Rothang z dokumentu jakim była jazda ciężarówkami.
Droga fajna widoki też ale kociołek jest niesamowity. Wszyscy się pchają, każdy musi być pierwszy, ciężarówka za ciężarówką.
W pewnym momencie jest takie zderzenie pogodowe - wjeżdża się w dwa klimaty gdzie monsun zderza się ze strefą bez monsunową - tak się domyślam. Dopadła nas niezła mgła, widoczność może na 10-20 metrów. Jadąc w takiej mgle od strony przepaści myśli się tylko żeby żadnemu hindusowi nie strzeliło do łba że mgła go nie dotyczy i że on przecież jest szybszy.

W samym Manali znajdujemy bardzo przyjemny Hotelik. Po rozpakowaniu część ekipy pojechała do centrum a my z Edytą na spacer i po piwko. Szukając piwka znajdujemy taką knajpę (widać ją na zdjęciach - w Europie sanepidowi włos na głowie jeżyłby się przez rok na sam widok) gdzie kupujemy przepyszną rybę smażoną w oleju. Zjadamy ją z przyjemnością przy piwku.

Manali to takie miejsce gdzie kończą lub zaczynają się te klimatyczne, jak z kosmosu Himalaje.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/3/12811272_P1000725.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/3/12811274_P1000726.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/3/12811273_P1000727.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/3/12811270_IMG_20180715_183317.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/3/12811271_IMG_20180715_191002.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/3/12811275_IMG_20180715_180948.jpg

przemo77390
05.09.2018, 20:23
Dzień 9, 10 11: poniedziałek, wtorek, środa,

Z Manali ruszamy niestety w deszczu - pierwszy raz deszcz, w głębi duszy mamy nadzieję żeby nie było już tak do końca. Prośby wysłuchane bo po jakiś może 50-80 kilometrach deszcz mija i już go nie doświadczamy przez kolejne dni.

Te dni to sama jazda bez większych przygód. Tym razem przyglądamy się na zieloną część Indii zbliżając się do Kaszmiru. Różnica jest sporo od tych kosmicznych gór. Te też są jednak piękne, mają swój urok.

Por drodze napotykamy na wesele na które nas zapraszano ale nie mogliśmy sobie na to pozwolić ze względu na czas. Znowu w kolejnym dniu trafiamy i jesteśmy zaproszeni na baby party - tu już zeszliśmy i trochę pogadaliśmy bo spaliśmy w tym samym hotelu co była impreza.

Korzystamy też z uroków i smaków przydrożnych knajp, wodopojów ze świeżo wyciskanym sokiem z bambusa. Korzystamy też w każdym z miejsc w których nocujemy ze sklepów wine shop, gdzie kupujemy rum, piwko i wypijamy ze smakiem. Czasem zdarza się że trzeba się napić w parku - co wzbudza duże zainteresowanie miejscowych bo jak to biały człowiek tak może pić w parczni -heheheh

Trafiamy też do miasta gdzie nie bardzo chcieli nam wynająć hotel - mało przyjazna miejscowość. Po sporych poszukiwaniach w końcu udaje się znaleźć ale drożyzna jak cholera 1700 rupii za pokój ponoć vip - pokój vip był bez ani jednego okna, hahaa.

Tu za dużo nie ma co pisać więc więcej zdjęć.

Podróż mija i dostarcza nam nowych doznań.

http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833984_IMG_20180717_101942.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833986_IMG_20180716_190125.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833988_IMG_20180718_181317.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833990_IMG_20180718_220818.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833992_P1000735.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833994_P1000735.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833996_P1000730.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833995_P1000737.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833993_P1000733.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833991_P1000732.JPG
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833989_IMG_20180718_215211.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833987_IMG_20180718_161743.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833985_IMG_20180718_162646.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12833983_IMG_20180718_215115.jpg
http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/9/5/12834472_P1000739.JPG

Sławekk
05.09.2018, 22:24
:Thumbs_Up: mega :)

zz44
06.09.2018, 01:56
Niezla impreza!
No i ten "Hotel welcome's you" :-)
Przypomniał mi się dowcip.
Hindus na lekcji angielskiego miał ułożyć zdanie z użyciem trzech wyrazów, green, pink i yellow.
To wymyślił.
The telephone was green green, so I pink up the phone and said "yellow?"

przemo77390
06.09.2018, 13:08
Dzień 12 czwartek:
Dzień jak co dzień. Pobudka i w drogę. Plan jest taki że albo dzisiaj dotrzemy do Srinagar albo sobie gdzieś przenocujemy w ciekawym miejscu.
Ruszamy i niestety po jakichś 50 kilometrach zostaje zauważone że nie mam w tylnym kole powietrza, wiec na pobocze i dymanie aby może doturlać się do wulkanizatora. Niestety ale okazuje się że mam złamanych 8 szprych – ja jebie. Ściągamy kółeczko i decyzja że koledzy jadą ogarną temat z moim kołem a my z Edytą czekamy.

Niestety po raz kolejny u wulkanizatora wychodzi że on tego nie ogarnie – nie ma szprych, trzeba wracać 50 km do miasta z którego rano ruszyliśmy, trudno chłopaki jadą a my czekamy sobie przy pięknej pogodzie.
Mijają godziny a ich nie widać na horyzoncie. Tak sobie czekamy słoneczko grzeje mnie dopada coraz większe nasłonecznienie co skutkuje pogarszaniem samopoczucia. Gdy tak leże już wyczerpany od nasłonecznienia podjeżdża samochód a z niego wysiadają dwaj Hinduscy transwestyci i cos tam do mnie gadają, potańcują. Na początku myślałem że już mam omamy ale nie Edyta potwierdziła sytuację - nieźle.
Słońce daje się we znaki zmuszając mnie do pójścia po wodę – jeden termos wypity, drugi też ale nic nie pomaga. Kładę się w cień ale nie jest dobrze. Nieopodal mieszkała taka rodzina, która ratowała nas wodą. Chłopak widząc sytuację że ze mną słabo próbuje mnie ratować. Przynosi mi jedzenie z domu abym nabrał sił (swoją drogą było bardzo pyszne), zatrzymuje się też przejeżdżający jego kolega Sikh, który próbuje pomóc – przywozi zimne napoje. Jakoś dochodzę do siebie.

Pojawiają się też chłopaki z kołem – okazuje się że nie można było tak łatwo znaleźć warsztatu który to by naprawił ani koła ale udało się. Zostało zakupione nowe koło, łożyska i inny osprzęt przełożone ze starego i jest, jest. Zakładamy koło i pakujemy manele. Jestem uratowany – Cena całej operacji 1500,00 rupii – nowe koło i robota.
Dziękuję też moim ratownikom za opiekę i całokształt – do tej pory jest korespondencja na fajsie.
Dziś już z naszych planów za dużo nie wyszło i po przejechaniu może z 30 kilometrów zatrzymujemy się w górach w jakimś hoteliku.
Po rozpakowaniu szukanie jedzonka – zachodzimy do jakiegoś baru, gdzie podawano alkohol dla miejscowych na wynos w torebkach foliowych, takich naszych śniadaniówkach. Bar nie wyglądał na ciekawy i nie spodziewałem się że będzie dobrze można zjeść. Jednak jak dostaliśmy jedzonko to się rozczarowałem pozytywnie bo było przepyszne. Wypijamy po piwku i do spania.
Hmmmm – z tego dnia nawet chyba nie mam zdjęć.

Dodam tylko że warto jechać przynajmniej na dwa moto bo wtedy jest latwiej.

Dzień 13 piątek:
Rano pobudka – może dziś bez przygód. Jazda dzisiejszego dnia okazała się sympatyczna. Koło robiło swoją robotę. Jedziemy – po drodze podejmujemy decyzję że jedziemy bezpośrednio do Srinagar bo nie ma sensu nocować 30 km przed.
Po drodze mijamy pełno wojska, uzbrojeni po zęby ale mamy świadomość w jakim regionie jesteśmy – to przecież kaszmir rejon mocno niestabilny.
Docieramy na miejsce bez problemów – w duchu trochę smutno bo przygoda z motocyklami już się kończy. Na miejscu szukamy hotelu i tam się rozkładamy – jednak dziś już nam się nie chce oddawać motocykli, zrobimy to jutro.

Po rozpakowaniu do sklepu po zapasy alko żeby potem nie zamknęli nam sklepów – już wiemy gdzie go w Srinagar kupić. Jeszcze chodzimy po mieście w poszukiwaniu osłony lampy przedniej która kolega rozwalił podczas wywrotki – lepiej ja założyć przed oddaniem żeby nas nie skasowali. Jednak cena była wysoka i stwierdza że ryzykuje oddanie tak moto.
Dzień upływa na sielance i chodzeniu po Srinagar a motocykle dzielnie stoją przed hotelem.

Dzień ostatni przygody z motocyklami – zdanie motocykli:
Budzimy się rano i ruszamy zdać motocykle. Każdy w swoje miejsce.
U mnie i kolegi zdanie przebiegło w miarę ok. Wypożyczający od razu zaczął sprawdzać w moim motocyklu koło – wiedział przecież ze dał mi motocykl bez szprychy jednej. Jednak był chyba zdziwiony bo nie mógł nic znaleźć, dodatkowo musiał zauważyć że jest nowiutkie koło założone ale nie czepiał się bo co miał powiedzieć że dał mi motocykl z kołem bez szprych.
Jazdy testowe Właściciela i jednym motocyklem i drugim. W końcu doczepił się że łożyska w tylnym kole zużyte i w kolegi motocyklu złamana jedna szprycha i że trzeba to naprawić. Trochę się kłócimy bo łożyska mogły być już zużyte przy wydaniu. Ciężkie negocjacje i pada cena - musimy zapłacić za łożyska w dwóch motocyklach i szprychę 1000,00 rupii - godzimy się i płacimy tzn. kwota zostaje potrącona z kaucji którą zostawiliśmy. Odzyskujemy nasze paszporty i resztę kaucji, czyli 9000,00 rupii (przypomnę że kaucja za motocykl wynosiła 5000,00 rupii).

Ruszamy na zwiedzanie Srinagar bo kolejny kolega się umówił na oficjalne oddanie swojego motocykla na wieczór, właściciel miał go do tego czasu obadać.

Po zwiedzaniu ruszamy z kolegą na zdanie jego motocykla i niestety tu już nie było różowo. Właściciel podsumował go na ok. 19 000,00 rupii – wymyślał mu masę spraw, łącznie z tym że ponosi koszt za zużycie oleju itp. , dodatkowo stwierdził że w oleju silnikowym jest woda i że gdzie on jeździł. Suma summarum kolega z zostawionej kaucji 20 000,00 rupii odzyskał niewiele. Pragnę przestrzec abyście uważali na takie praktyki bo nie wszyscy wypożyczający chcą się łatwo pozbyć kaucji.

Ps. Resztę wycieczki tzn. jeszcze tydzień spędziliśmy na penetrowaniu Indii ale już bez motocykli. Zwiedziliśmy Jaipur i Agrę.

Posumowanie:
To już wszystko w tej krótkiej historii. Zadając sobie pytanie czy było warto to tak było warto – góry były majestatyczne. Kiedyś trzeba będzie tam wrócić i przejechać już inną część.


Niebawem jeszcze parę fotek i film.

przemo77390
08.09.2018, 10:11
No i cos tam jest

https://youtu.be/HDnE6msGd3I

wojtekk
08.09.2018, 10:43
Przepiękna podróż i opowieść. Dzięki !

muszel72
09.09.2018, 14:02
Ja również gratuluję i dziękuję:Thumbs_Up: