PDA

View Full Version : Maramuresz - Africa Twin Resque Miszyn


Evvil
28.07.2015, 21:36
Najlepsze podróże to te nieplanowane. Nie tylko nagłe, niespodziewane wyjazdy, ale wyjazdy bez większego planu. Tak było i tym razem.

Tytułem małego preludium - rok temu zaj...li mi Afrykę w Rumunii.

30 czerwca na korpospotkaniu w biurze wyrwał mnie z zadumy (czyt. "co ja tu k...a robię") dźwięk komórki. Tej prywatnej. Zaglądam pospiesznie i widzę wiadomość treści następującej:

"Hello, surprice!!!
They found your bike, tomorrow I go to take some pictures.
Kris V.."

- O KURWA! jęknąłem - Szefowa spojrzała się na mnie dziwnie spod oka.
- ups... sorki.


Godzinę później - kolejny dźwięk telefonu. Tym razem odezwał się fejsbuk. Wiadomość. Patrzę od kogo - Mihai. Nie znam żadnego Mihai'a. Czytam na stronce NomadGeara:

"if you know evviltwin from advrider please contact me +40745.....3 i find HIS BIKE WITh THE POLICE IN BORSA the africa twin stolen bike last year in romania ....please contact me"

Jeszcze tego samego dnia telefony poszły w ruch. Mihai wprawnym angielskim streścił mi cały przebieg tej radosnej sytuacji (o czym nieco niżej). Ja z kolei wyznałem mu miłość przynajmniej z 10 razy (co chłopina uczynił później).

Krótka piłka - robimy RoadTrip na Maramuresz!

Udział wzięli:
- Tupek (wirtuoz sytuacji, niepoprawny amator dobrego humoru)
- Łukasz (niezrzeszony zacięty amator ofrołdu w stylu 4x4)
- Ja
- Krzyś (wszystkich wkurwiający mądrala, nieporadny życiowo ale na swój sposób udało się go polubić)
- Fiat Ducato 2.3 Diesel (zwany dalej Fiatem Stukato)
- Mihai i Bocze (bliźniaki syjamskie z różnych matek, rumuński trampkarze zdobywcy)
- Krzysztof (Mazowiecki Afrykaner którego spotykam tylko za granicą, nigdy w PL).
- Afryka (ratujcie mnie z rąk rumuńskiego oprawcy!)
- Mario (boss międzynarodowej korporacji najlepszych offrołd kempingów)

Pomysł był taki aby urwać piątkowy wieczór i skoczyć ciężarówką do Borsy. Na raz. 850 km w dostawczaku. Zmieniając się co jakiś czas za kółkiem.
No i się zaczęło.

O 19 na osiedle wbił się Łukasz. W sensie Żona go podrzuciła. Petek, gadka szmatka i ładujemy szpej na pakę. O 20:00 zjawiamy się u Tupa na osiedlu. Piękna pogoda, szeroka droga przed nami. Kierunek - południe.

Kto miał kiedyś przyjemność spędzić więcej czasu w trzyosobowej (kpina) kabinie dostawczaka ten wie zapewne, że trzy miejsca są umowne. Umówmy się że ważymy po 60 kg. Umówmy się że będzie nam wygodnie. Nie było. No ale jakoś jedziemy. Klimatyzacja rozkręcona (chociaż kapie do kabiny z filtra) na maksa, od czasu do czasu palenie, energetyki i takie tam.

W Rzeszowie pojawiliśmy się około 2 w nocy. Głodni. Kierunek - McDonalds. Zeżarte, napite, pośmiane.

Wsiadamy do Ducata, ruszamy i.... STUK.


stuk...


stuk....


stukstukstukstukstukstukstukstukstukstukstukstukst ukstukstukstukstukstukstukstukstukstukstukstukstuk stukstukstukstukstukstukstukstukstukstukstuk

Lekka konsternacja. Dźwięk z prawej z przodu, ewidentnie od koła. Szybka diagnoza metodą na "ucho" - chyba przegub. Ja w zaparte że nie, odganiając tą myśl od siebie. Postój, ogląd sytuacji - zerwana manżeta, więc pewnie jednak to.

Ale stuka tylko przy hamowaniu. Silnikiem.

Ostrożnie jedziemy a kalkuluję w głowie tak - prawdopodobieństwo bycia w czarnej dupie wzrasta z każdą minutą i jest podnosze do potęgi kilometrów od domu.

300 km i jebnie teraz - czarna dupa

400 km i jebnie nad Słowacji - CZARNA dupa

600 km i jebnie nad ranem na Rumuni - CZARNA DUPA

No ale co - mamy zawracać? Dobra. Może nie jebnie. A jak jebnie to się będziemy martwić.

To be kontinjud.

wilq.bb
28.07.2015, 21:41
Pięknie się zaczyna, jest właściwe nastawienie, czyli będzie dobrze.:rules::rules:

Rojek
28.07.2015, 22:00
:lukacz:

madafakinges
28.07.2015, 22:05
Jedziesz dalej z tym przegubem!

pałeł
28.07.2015, 22:15
Niechce byc prorokiem ale co by nie bylo najbardziej naładowany pozytywnie trip w tym roku

graphia
28.07.2015, 22:18
Masz w ryj że przerwałeś. Na co czekasz? Przemyśl Stary Sącz i Pisz!

Evvil
28.07.2015, 22:20
Przegub napierdzielał coraz bardziej. Postanowiliśmy go zagłuszyć. Ale czym!. Wszak nie mamy muzyki. Żadnej. W sensie - mamy pudełko płyt CD, ale odtwarzacz nie chce z nami współpracować.

Zatem Quest - do pięciu razy sztuka. Zatrzymujemy się na max pięciu kolejnych stacjach benzynowych i pytamy o FM Transmitter.

I co?

I dupa. Nie ma.

Ale były - dwa pączki po złotówce. Trzy tajgery. Dwa razy siku i raz cofanie z asystą z parkingu. Też fajnie.



Naszą muzyką stał się stukot przegubu.

Gdzieś na Słowacji stało się to mniej więcej nieznośne i dość niepokojące. Ale twardo z minami hazardzistów mkniemy dalej Fiatem Ducato.... przepraszam.... Fiatem Stukato.

Nocna podróż we trzech chłopa w szoferce do miłych nie należy. Szczególnie dla tych co nie śpią. Bo nie mogą. Bo nie umią.

Poranek nadszedł dość niespodziewanie, bo od wschodu. Bez zapowiedzi nagle na Słowacji zrobiła się piękna szaruga. Krzysiu pierdoli swoje o ostrych zakrętach na Słowacji w tempie karabinu maszynowego. I nie chce ani usnąć ani się zamknąć. No cholery już dostajemy.

Zmiany co kilka godzin za kółkiem nie ratowały sytuacji. Byliśmy w nieco ponad połowie drogi, kończyły się zapasy energetyków a gardła były już przejarane fajkami.

Tak tak, wiem. Loża szyderców jeżdżących busikami na dystansach kilku tysięcy kilometrów już ostrzy kły krytyki, że taka trasa to nie trasa.

A jednak trasa.

Krótko mówiąc - zaczęło być nieco ciężko. Poranek jeszcze znośny, ale potem wjechaliśmy na Rumunię.

Co można zaobserwować na Rumunii:

- na Węgrzech JEST kontrola graniczna. Nie wiem dlaczego. Sprawdzają dowody, sprawdzają bagażniki.
- Paliwo minimalnie tańsze
- Fajki w tej samej cenie
- Żarcie dużo tańsze
- Drogi... lepsze niż na Węgrzech. O jakieś trzy klasy.
Generalnie Rumunia chyba skupia się na asfaltowaniu wszystkiego co się da i nieżle im to wychodzi. Szczególnie trasa z Satu Mare do Sighetu Marmatei - w ubiegłym roku była w stanei takim sobie, teraz piękna wijąca się przez gęsty las serpentyna zapiera dech.
- Przeguby przestają stukać.

Zdązyliśmy wjechać do Rumunii i autentycznie. W tej sekundzie w której wyjechaliśmy z przejścia granicznego nagle Stukat przestał być Stukatem. Po prostu mu przeszło. Uff.... Czyli Fiat ma jednak opcję "samoregeneracji". Kosztem czego? Kosztem hamulcy.

Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisk.

No piszczeć zaczęły niemiłosiernie.

Gdybym jechał motocyklem albo osobówką byłbym w siódmym niebie na tych rumuńskich drogach. W każdym razie niektórych ich odcinkach (wyasfaltowane pięknie serpentyny). Ale w Stukato była to po prostu tragedia. Nie dość że to w zasadzie nie skręca tylko się odwija. Nie dość że wysokie to chybocze. Nie dość że ciężkie to jeszcze pod góre nie jedzie bez redukcji do dwójki. Eh... Stukacie.

Styrani, po 30 godzinach bez snu, w tym 17 godzinach jazdy non stop docieramy do Borsy...

pałeł
28.07.2015, 22:23
To teraz przerywnik w postaci fotek ;)

mygosia
28.07.2015, 22:35
Ech! Czytam z zapartym tchem. Jak nie chcesz mnie mieć na sumieniu, to pisz szybciej. Długo na bezdechu nie pociągnę...

zaczekaj
28.07.2015, 22:46
:Thumbs_Up:
Jedziesz dalej! :lukacz:

graphia
28.07.2015, 22:49
Piszcz! Stukaj!

zimny
29.07.2015, 00:40
Rewelacja trip i słowo pisane! Czekamy :)

RonDell
29.07.2015, 01:21
Evil tylko nie pisz, że Wam Stukato zayebali.:cold:

BENIO
29.07.2015, 05:43
Jest dobrze. Idę doro. Jak wrócę, chcę więcej.

jacoo
29.07.2015, 08:34
Ewil byl tu taki krakowski cfaniaczek co w pewnych niezrecznych sytuacjach takich np jak ta pisał/mówił: PISZ PAN BO W RYJJJJJ!!!

bardzo mi się podobywywuje ten slòw pisany więc.....nie zmuszaj do cytowania powyższego ( w sensie krakowskiego Podoskiego poety).....proszę:)

puszek
29.07.2015, 09:19
Fotek? jedna jest....

NaczelnyFilozof
29.07.2015, 09:35
Takie wielkie auto?

Czemu nie rozwiesili hamaków zamiast się kisić w szoferce? :D Spanie jak na morzu :D

ramoneza
29.07.2015, 11:27
Naczelny dobrze prawi,ja z integracji ukraińskiej na pace między motkami wyspany do Wrocka bez żadnych przygód dotarłem.
Fakt,wcześniej celowo się znietrzeżwiłem dla odwagi.

tupek
29.07.2015, 11:54
niestety - brak doświadczenia. nie mieliśmy hamaków. i bardzo żałowaliśmy, bo pomysł sam się zrodził :D
a fot z tego etapu nie ma ;)
chyba...

@Evil - kurcze, jak czytam Twoją relację, to chciałbym tam być! :lol8:

@puszek - uciekasz do przodu zanadto! ;)

igi
29.07.2015, 12:55
Jestem spokojny z Krzychem każdy wyjazd sie udaje !!! mimo to czekam na ciąg dalszy.

Evvil
29.07.2015, 17:59
Fotki oczywiście wrzucę. Ale potem. Znaczy wieczorem.
Tymczasem kilka zdań z korposzczurni (16:38).


Sytuacja wygląda tak: Jest 14:00, jesteśmy zjebani po jeździe. I głodni jak wilki. I marzymy tylko o zimnym browarze. I mamy generalnie dość.

Ciekawe spostrzeżenie. Jak to bywa na małej przestrzeni: Szofera, trzech chłopa, brak snu, zmęczenie = rozdrażnienie. Pod koniec jazdy już nie mieliśmy nawet siły gadać. Ani ochoty. Byle się doczołgać na miejsce. Zajechaliśmy na posterunek. Wyskakuje z auta a przed komisariatem jest ONA.

Brudna, śmierdząca, stara, rozkraczona, poobijana ale mimo to kochana.
Afryka, co do terenu się nie nadaje, co czasem w błocie po prostu staje.

...

No i banan na gębie. Wszystkim nam przeszedł nerw rozdrażnienia w ciągu 15 sekund. A mi to już na pewno.

Wstecz: przed wjechaniem do Borsy telefon -Mihai dzwoni, że jak będziemy na miejscu, to żeby zadzwonić i zaczekać na nich koniecznie. No więc z tym bananem stoję przy Afryczce i oglądam ją sobie.

Pojawiają się Policjanci - zjechały chyba ze trzy radiowozy. Żaden ni w ząb po angielsku. Coś gadają, coś tłumaczą. Od dyskusji ręce bolą bardzo szybko. Nie wiem o co chodzi ale atmosfera jest naprawdę fajna. Nagle słyszę głośne WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR z oddali. Patrzę - zjeżdża rumuńska ferajna - dwa trampki, jakiś gees, freewind i coś tam jeszcze. Łącznie z 8 osób, w tym jedna dziołcha. Widzę Mihai idzie na przedzie.

No to co trzeba zrobić - w misia lecimy od razu. Bardzo sympatycznie, a potem będzie już tylko lepiej i lepiej aż do kwintesencji tego lepsiejstwestwa przy kielonkach palinki. O tym później.

Mihai oczywiście będzie robił za tłumacza.

A wygląda to mniej więcej tak:

Wchodzimy na komisariat i idziemy razem z Mihaiem i Pierwszym Naczelnym Detektywem (ten sam co w zeszłym roku zapierdzielał z browarkiem po połoninach szukając z nami afryk) do gabinetu.

Wogóle widać że Policja tam słabo skomputeryzowana. Bardziej przypominał ten pokój izbę w jakimś starym domu - dwa biurka, tapczan, zdarta do podkładku klepka i ogromny piec kaflowy w rogu. A na ścianie oczywiście wenecja. Komputer jeden i to jakiś mocno przedpotopowy.

Dialogi natomiast przypominały te z "Między Słowami".

Policjant: trzydzieści zdań, dwa razy w brecht (po rumuńsku)
Mihai: czterdzieści z dań i dużo gestykulacji (po rumuńsku)
Ja: patrzę to na jednego to na drugiego i siedzę (po turecku)

Mihai do mnie: daj mu swój dowód.

Policjant: trzydzieści zdań, dwa razy w brecht (po rumuńsku)
Mihai: czterdzieści z dań i dużo gestykulacji (po rumuńsku)
Ja: patrzę to na jednego to na drugiego i siedzę (po turecku)

Mihai do mnie: teraz wypisze kwit z którym będziesz mógł przejechać granicę

Jak się potem dowiedziałem panowie raz jeszcze relacjonowali całą akcję przejęcia Afryki.

Potem padło sakramentalne pytanie: Czy będziesz zgłaszał jakieś roszczenia cywilne w stosunku do złodzieja.

Na co odpowiedź była nie tak oczywista. Oczywiście że roszczenia mam, wszak Afryka została mocno porozbijana i do naprawy jest bardzo dużo, choć na szczęście bardziej chodzi o kwestie estetyczne a nie mechaniczno elektryczne. Natomiast spytałem wprost - czy będzie z kogo to ściągnąć, bo dochodzenie roszczeń w procesie karnym wiąże się z wizytami w sądzie na rumunii albo zatrudnieniem prawnika. Koszty niemałe a sukces niepewny.

W skrócie: wytlumaczyli mi że nie ma to sensu. Gość ma tylko swoje spodnie i buty.

Po jakiejś pół godzinie klepania w komputer idą kwity. No i Mihai tłumaczy mi co podpisuję. I co się okazuje - na kwitach jest dokładne imie, nazwisko i adres tego fiutka co buchnął nam motocykle. W dodatku okazuje się, że mieszka bardzo blisko miejsca z którego ukradziono motocykle. No i moje sakramentalne pytanie: Rum czy Rom.

I co się okazało - okazało się, że Romowie, których policja podejrzewała o buchnięcie motocykli, nie mieli z tym nic wspólnego. Motocykle urwał nam rumuński leszcz, który w dodatku podobno jest takim cherlakiem, że nie był w stanie na Afryce jeździć, stąd jej mocno poobijany stan.

Ale adres jest. Jest i pokusa. Jest też naładowany po dwudniowej jeździe akumulator o pojemności 72Ah i kable rozruchowe.

Ale jest też instynkt nie psucia sobie karmy. Bądźmy szczerzy - przebaczenia raczej tu nie ma. Ale jakoś tak, powiedzmy, odpuszczenie się włączyło. Bo i po co. Bo i na co. Olać temat. Grunt że Afryka jest a ja znowu jestem na Maramureszu. I na razie jest git i niech tak zostanie.

Make Off not War.

fassi
29.07.2015, 18:09
Miszcz opowiesc, kryminal normalnie :D

Jakos tak wlasnie was sobie wyobrazilem :D

8Pij0ps3iRU

stuka Pan dalej po klawiaturze

Nowy
29.07.2015, 18:55
pisz Pan bo dobrze piszesz!:lukacz:

spider2you
29.07.2015, 19:27
Akumulator 72 Ah i kable - popłakałem się :)

sluza
29.07.2015, 19:55
Fassi, to miało tak wyglądać :)


/1c-TIxEgcTA

jacoo
29.07.2015, 21:26
wątek "miszcz"....;)

Evvil
29.07.2015, 23:10
Amatorzy......

U9rIBE0KM-w

fassi
29.07.2015, 23:12
nie dziala film. Kurde zrob cos bo czekam od 6tej... ;)

Evvil
29.07.2015, 23:35
Tymczasem garść zdjęć. Może TUP dorzuci swoje jeszcze :)

https://lh3.googleusercontent.com/-DKRdlalVSfI/Vbk1R30IADI/AAAAAAAAHzM/_ei8i1xwoF0/s640-Ic42/20150725_010911.jpg
McDrive dla McGłupów. Rzeszów godziny nocne. Narodziny Stukato

https://lh3.googleusercontent.com/-LTGh0KrVhUI/Vbk1RSrQGiI/AAAAAAAAHzo/bPpUAjF07DI/s800-Ic42/20150725_054035.jpg
Wczesnoporanne po wypiciu lytra tajgera na głowę. Głupy.

https://lh3.googleusercontent.com/-ZBIE54GeMGk/Vbk4xut97AI/AAAAAAAAH3U/3sxBpQVTMJQ/s640-Ic42/1506541_556062274533107_4205583613963599281_n.jpg
Godzina 14:00. Afryka rżnie Głupa. Moja. Znowu Moja.

https://lh3.googleusercontent.com/-G80d7eikkRw/Vbk1TD0-5sI/AAAAAAAAHzg/BBumGPk-HrY/s640-Ic42/20150725_152347.jpg
Wiązanie bestii.

Evvil
30.07.2015, 00:06
A dalej było tak.

Od Mario (offroadventure) dowiedziałem się, że raczej nie ma szans żeby Stukatem wjechać na kemping. Musiałby być wyższy z 15 cm na zawiasie i mieć co najmniej tył napęd. Wtedy moooże. Więc na Policji dogadałem się jeszcze co do parkingu. W ruch poszedł telefon i dostaliśmy miejsce na czynnej 24h stacji benzynowej z monitoringiem, jakieś 300 metrów od posterunku Policji. Teoretycznie ciężko o bezpieczniejsze miejsce. Wpierw najpier należało zajechać na spotkanie z Mario żeby się przepakować do Vitarki. Zajeżdżamy na kemping do Krisa, czyli na miejsce w którym zarąbli nam motocykle. Umówiłem się tam z Mario gdyż albowiem był to spot spotkaniowy po prostu. No jakoś tak wyszło.

Gadka szmatka a widzę że Kris po ubiegłorocznym:
- zatrudnił psa na łańcuchu (chociaż wygląda na takiego co to prędzej zaliże na śmierć)
- zbudował bramę

Mądry Holender po szkodzie.
Oczywiście manewry zawracające Stukatem na wąskich podjazdach pomiędzy rumuńskimi chatkami nie należały do przyjemnych ale się udały. No i przy okazji brat Mihaia (mechanik) oraz Mario (mechanik) wspólnie orzekli że przegub nawet jeśli stuka, to da radę jeszcze 25 000 km przejechać. Zerwana manżeta.

Całą więc radosną kawalkadą (kilka motocykli), Stukato i Vitara ruszamy na stację gdzie bijemy rekordy upychania bagaży do Vitarki. Tej małej. Weszły 4 duże plecaki, komplety butów, śpiwory, moje składane krzesło oraz ukulele. Jak to nie wiem. Pamiętam tylko że klapą jebnąłem i się zamkło wszystko.

Krzyś natomiast, ponieważ mieliśmy z nim mały spór po drodze i nas generalnie wkurwił stwierdził że śpi w szoferce. To niech śpi. Przypilnuje Stukata przynajmniej.

Kawalkada rusza na kemping. Aby tam trafić trzeba jechać do..... a zresztą. Pojedziecie, zobaczycie. Powiem tylko że koncepcja Mario na bazę kempingową jest taka - byle kmiot tu nie przyjedzie. Nie ma żadnych znaków naprowadzających a dotarcie tam jest po prostu trudne. Generalnie wysoki zawias i reduktor potrzebne jak diabli. I dobra orientacja aby wiedzieć w które zakręty pomiędzy domkami wjechać. A wjeżdża się dość wysoko w góry na przepięknie położoną ogromną działkę osłoniętą wzgórzem po stronie zachodniej, świerkowym lasem i strumieniem od północy i wschodu. Ad od strony południowej łagodny stok odsłania widok który zapiera dech - centralny widok na Pietrosul pnący się nad Borsą i owity chmurami. Wygląda to naprawdę niesamowicie i szczerze mówiąc nocowanie tam przebija jak na razie tylko nocleg z widokiem na Erg Chebbi w Merzoudze.

Oczywiście czeka na nas zimny browarek i ciepłe prysznice.

Rumuni rozbijają namioty i jadą na Prislop oglądać wodospady. Umawiamy się wieczorem na miejscu. Rozbijamy namioty, lecimy pod prysznic (gorąca woda!), przebieramy się i.... przygotowujemy żeby iść z buta w dół na żarcie.

Mario spojrzał na nas tylko z politowaniem i dał kluczyki do Vitary.
- Macie, jeździjcie sobie ile chcecie.

Pierwsza z wielu miłych niespodzianek tego wyjazdu. Wynajęcie Vitarki, która okazała się być naszym kolejnym wdzięcznym kompanem i przez którą wpadliśmy w małe gówno następnego dnia. Ale o tym później.

Uradowani losujemy kierowcę (Łukasz) i jedziemy w dół do Borsy na pizzę która mi tak strasznie poprzedniego roku smakowała.

Tym razem... z racji głodu... smakowała jak... jedzienie. Opierdzielenie jednej pizzy na głowę zajęło nam góra 10 minut. Do tego po browarku i.. masakra. Jedno piwo i z Tupem zaczęliśmy się ostro zataczać.

Ale zanim zjedliśmy pizzę przećwiczyłem się w mojej znajomości rumuńskiego. Otóż kelnerka przynosiła nam menu, wobec czego chciałem być miły i kulturalny i podziękować.

(kelnerka kładzie przede mną menu. Podnoszę głowę, patrzę jej w oczy)
- Placzeeere
(kelnerka trochę zdziwiona, lekko się uśmiecha i jakby zastygła)
- Placzeeere
(kelnerka rumieni się i uśmiecha)
- Placzeeereeeee
(kelnerka szybko odchodzi)

Sobie myślę - coś pokręciłem. Translate google kom i sprawdzam jak jest "dziękuję". Na co wujek google odpowiada: "Multumesk"

Ahaaaaa. No dobra. Więc nie powiedziałem jej wcale dziękuje. To co ja jej powiedziałem? Wujek google szybko odpowiada

Placere (fon. Placzere) = Przyjemność.


W sumie nie dziwię się że uciekła. Całe życie tak mam ;)


Cały trik z tym placzere polega na tym, że na "Dziękuję" odpowiada się coś w rodzaju "Z przyjemnością". Tylko wygląda to tak:

- Dziękuję (Multumesk)
- Z przyjemnością (Kum Placzere).

Więc zapamiętać - nigdy na odwrót.

No więc wracamy na kemping. Melanż czas zacząć. Siadamy z Mario i rozpoczynamy dysputę przy kracie piwka która zdążyliśmy nabyć w Penny Markecie. Piwko w Rumunii jest... no jest w sumie dobre. Raz lepsze raz gorsze ale ujdzie.

A Mario miał dla mnie niespodziankę. To czego nie wiedziałem, to to, że odnaleziono również ukradziony z Afryką szpej. Mianowicie:
- Moje buciki O'Neale Clutch
- Moje ochraniacze ukochane Adrenaline z zawiasem, których już nie można dostać
- Buciki Gaerne Tomka z poprzedniego wyjazdu.

Wogóle nie jeżdżone przez Rumuna, więc nie bylo tak źle na szczęście! Generalnie super sprawa.

A potem przyjechali Rumunii i się zaczęło. A w tym miejscu wrzucam to co bliźniakom Mihaiowi i Bocze obiecałem że wrzucę i pokażę Polakom i kończę tymczasem.

World Without Romania:

dZGDy45ZeI

tupek
30.07.2015, 00:23
Evil, Ty się nie migaj fotami! pisz koniecznie :)
czuję, jakbym tam nie był :D

a fotki... no dobra. dużymi literami zmusiłeś mnie do zrzucenia fot i załadowania ich online. ja pierdziu, godzinę mi zajęło ;)

https://lh3.googleusercontent.com/5lKggTLmn0dyo5u-xTIsf-Jl7D5pkVJr9osHjjy1fA4=w1425-h803-no
Właściciel w dyskusji z Policmajstrami. Dobrze, że twarzy nie widać, bo się przyczepili do mnie. Potem Mihai dostał telefon, że taki łysy w okularach był skrzywiony na Policję rumuńską. Musiał się dowiedzieć, dlaczego.. Rany, zawsze komuś podpadnę ;)

https://lh3.googleusercontent.com/lMTvvY5JJQsE1k0a-Qz1ctgJIbTaW_9Ib9hdJ5oUEaM=w1425-h803-no
Cudowność budowana przez Mario, przedstawionego już, pozytywnie zakręconego Holendra z offRaodventure. Czad!

https://lh3.googleusercontent.com/CBUL7PWAeEwxZY6mszRvkW3I621P1YErQprQ_4S56Dc=w1425-h803-no
rumuńskie powitanie wg. Mario. Wciąż czekamy na ekipę rumuńską :)

https://lh3.googleusercontent.com/_BqEFUluwEMUVILM6gmX17ZHnsZmAB_-WsR6hMKhXUM=w1205-h803-no
Wspólna fota, wiadomix.

https://lh3.googleusercontent.com/HRlpHsYzLwB7quHrCqBVR_mw6Wp98cq_a0y-M1yx8Ww=w1425-h803-no
Mariowa flota. Skorzystaliśmy :)

https://lh3.googleusercontent.com/EK8iGPrZJnFbm9x970uaOHYPSj2EncydlnO_qo2TZVg=w453-h803-no
Miłe złego początki ;) Offłorłdowcy, k... ich mać. W sandałach, bez mapy, kompasu, o dżipiesie nie wspomnę. Miało być asfaltem na Prisłop. Wyszło jak zwykle. Starą vitarką, w pełnym parchu, na szosowych oponach - każda inna. Było zajebiście! Niestety, nie potrafię pokazać, jak mi się oczy świecą na wspomnienie naszych wyczynów. Po kilku godzinach błądzenia, z dusza na ramieniu czy nasz pojazd wytrzyma, dojechaliśmy. A po drodze było tak:

https://lh3.googleusercontent.com/PUPUPFnpcvLSMyo7Em6N45CeRDLi8kP4rjOKtjinnMA=w1425-h803-no

https://lh3.googleusercontent.com/bBSyT_DHVKx9o883ey6D6Ebx7GUjcUzqLTpqpS7Gizg=w1425-h803-no

https://lh3.googleusercontent.com/K8a2oCnbYn7PyHDgE-Uu_LH5E9VNA_t3GvCa17uymDU=w1538-h302-no

https://lh3.googleusercontent.com/R9HuWVHL1qHOxj6u1Ae-8QPTMoNkcI5Z9H8F5irgsSY=w1425-h803-no

adwenczer pełną gębą :D
i jak tam pięknie!

Evvil
30.07.2015, 00:51
Polsko Rumuńsko Holenderska integracja przebiegła pod znakiem boskiej ambrozji czyli zmrożonej Palinki. Jezu jakie to dobre było. Wchodzi jak woda, trzepie jak kłoda.

Oczywiście poruszone tematy to obowiązkowo:
- Unia Europejska jest be
- W Rumunii da się żyć tylko trzeba kilka etatów łapać
- Turystyka jest zmasakrowana. Jest potencjał, nie ma planu
- Stereotypy rumuńskie
- A tak wogóle to Rumunia należała w sporej części do Polski swojego czasu

Potem było bratanie się i miśki. W zasadzie sporo bratania się i sporo miśków. Ja z Tupem żeśmy odpadli w momencie kiedy nasze głowy wybrały niezależność od ciała a zależność od grawitacji (czyt. prawie jeb o stół). Zwlokliśmy nasze tyłki i włócząc nogami popędziliśmy w te pędy do namiotów.

Łukasz walczył do końca. Następnego dnia odcierpiał swoje.

A następnego dnia....

Od początku zajarany byłem pomysłem żeby wybrać się na Prislop, z plecakami i namiotami i zanocować na połoninie na takim cudnym oczkiem wodnym.

A skoro rano okazało się że mamy Vitarkę to... no tym łatwiej. Ale jednak wpadliśmy na pomysł że bez noclegu. Trochę jeszcze byliśmy zmęczeni poprzednim wieczorem więc pomysł był taki żeby kupić kilka butelek wody, jakieś batony, wziąć dobre buty, wjechać na prislop asfaltem (20 minut jazdy!), połazic, zobaczyc wodospad, kupić palinkę u pasterzy.

No to furda. Kto prowadzi? Ten kto zawsze ma "0" rano, czyli ja. Łukasz spasował, Tupek stwierdził że on się nie dotyka. No to jadymy.

Bez mapy. Bez kurtek. Bez narzędzi. Bez nawigacji.

Takie adwenczerowe Janusze.

Krzysia nie zabieraliśmy bo by marudził całą drogę.

O Vitarce.

Rocznik 1991. Podejrzany stan techniczny. Wszystko w standardzie. Żadnego lifta (więc niska). Oponki szosowe, każda z innej parafii. Zapas na klapie. Brak wyciągarki i tylko butelka oleju silnikowego w bagażniku.

Kocham to autko.

No więc zjeżdżamy i pamiętałem tylko że na głownym skrzyżowaniu w Borsie trzeba skręcić gdzieś i dojeżdzasz po 20 minutach na Prislop.

No i to błąd. Bo nie trzeba było skręcać tylko jechać prosto. Ale na szczęście skręciliśmy. Taki perspektywicznie radosny błąd.

Po kilku kilometrach asfalt zrobił się dziurawy. Potem dziury były przecinane paskami asfaltu. Potem te paski asfaltu przykrył szuter. Potem został tylko szuter. No coś mi nie pasowało, wszak pamiętam że jechało się asfaltem na samą górę, ale jak już zaczęliśmy jechać to zatrzymujemy wracającą z naprzeciwka terenówkę. I rozpoczynami dialog na migi.

Prislop?
Tak.
Ale w tą stronę?
Nie.
Na pewno nie dojedziemy?
Tak. Dojedziecie.
To dojedziemy czy nie dojedziemy?
Tak, tak, jedźcie.

Autentycznie każdy. K-A-Ż-D-Y napotkany Rumun mówił nam to samo. Że nie dojedziemy tędy na Prislop ale dojedziemy. Tylko nie wiem gdzie.

Cóż. Szuter zamienił się w podjazdy. Vitarka na tylnym napędzie pruła pod górę. Zaczęły się pierwsze uskoki na których radośnie migała kontrolka oleju. Zwalniam. Staję. Kontrolka oleju się świeci.

Myślę - no ładnie. Nalewamy.

Dolaliśmy. Dalej się świeci.

Piszę do Mario że olej nie ten teges. Mario odpisuje - na niskich obrotach tak ma. Pompa siada trochę. Jechać dalej.

W tym miejscu Mario jest nadal przekonany, że jedziemy asfaltem na Prislop.

20 minutowy planowany wjazd na Prislop zakończył się
a) zabłądzeniem
b) pięknym widokiem na stronę ukraińską
c) prawie zawiśnięciem
d) przeoranym zawieszeniem (kamienie w błocie)
e) zabłądzeniem po raz drugi
f) pytaniem o drogę i słyszeniem sprzecznych odpowiedzi. Za każdym razem.
g) wytrzęsieniem z Tupka przeziębienia (siedział z tyłu)

FRAJDĄ!

Okazało się że obrana przez nas trasa w kierunku totalnie przeciwnym niż Prislop dostarczyła nam mega wspaniałych widoków. No i prawdziwego offu bo w końcu i szuter się skończył i trzeba było trochę improwizować. 3 godziny błądzenia po połoninach i katowania vitarki na reduktorze. Po prostu mega. Kolejna z tych atrakcji których sie nie spodziewaliśmy.

Chociaż cały czas chodziło nam po głowie, że jak się zesramy w jakimś bagnie to będzie kaplica. Bo nawet zasięgu zaczęło braknąć tak konkretnie i na amen.

Asfalt ucałowaliśmy kilka godzin i kilkadziesiąt kilometrów później.

Więc w tym miejscu spadamy na żarełko.

https://lh3.googleusercontent.com/-L9hUj8-NiXY/Vbk1VFg2PCI/AAAAAAAAHzw/Jksx_XTjnUE/s640-Ic42/20150726_115524.jpg
Jeszcze trochę Asflatu

https://lh3.googleusercontent.com/-iUN5_JBNr_s/Vbk1Vx8xLII/AAAAAAAAH0U/Lx-pQiyKgr8/s640-Ic42/20150726_115532.jpg
Strumyk

https://lh3.googleusercontent.com/-DHtvDyDf7ws/Vbk1Wh75CHI/AAAAAAAAH0I/Akrb2FhNJbA/s640-Ic42/20150726_115537.jpg
Pejzaż z oponą

https://lh3.googleusercontent.com/-D0fcYDlEtcE/Vbk1ZLMQhNI/AAAAAAAAH0s/pzBwwdcA5Ec/s512-Ic42/20150726_120213.jpg
Baza rebeliantów na Javin 5. Czyli stara jakaś.. fabryka czy cuś kopalnianego.

https://lh3.googleusercontent.com/-bPKUOXXnopc/Vbk1ay-GWaI/AAAAAAAAH1M/HhLTQUW2eoo/s640-Ic42/20150726_120227.jpg
Tak, tym.

https://lh3.googleusercontent.com/-_LJAJyz_9QY/Vbk1bTw2ffI/AAAAAAAAH1I/0CiGHYiD-Cw/s640-Ic42/20150726_123931.jpg
Warto zwrócić uwagę na bieżnik.

https://lh3.googleusercontent.com/-UHVGE7cQrD8/Vbk1b0tJYmI/AAAAAAAAH1Q/8s_-htK9xAI/s640-Ic42/20150726_130908.jpg
Ukraina

https://lh3.googleusercontent.com/-Zri3H0aaheU/Vbk1dJrTkOI/AAAAAAAAH1c/90cY_gNikCA/s640-Ic42/20150726_131134.jpg
Jechaliśmy dokładnie na wysokości chmur.

https://lh3.googleusercontent.com/-tXFlvWMlXrw/Vbk1e1EPGkI/AAAAAAAAH1w/aOupwPPMXYw/s640-Ic42/20150726_142135.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-HLfGUvdBgLI/Vbk1fjaZLWI/AAAAAAAAH2k/YaTBI0sRvZ8/s640-Ic42/20150726_142144.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-9xja6sWdGSQ/Vbk1f_yK6kI/AAAAAAAAH2E/SD2YVvx_2yc/s640-Ic42/20150726_144209.jpg
Lachony

Adagiio
30.07.2015, 08:18
Faktycznie z tym Piertosulem coś nie wyszło bo pojechaliście przez Baia Borsa szlakiem na Prislop :haha2:, szkoda że widoczności nie mieliście bo widoki ze szczytów są piękne . Kiedy tam byliście ?

Evvil
30.07.2015, 10:13
Celem był Prislop właśnie a nie Pietrosul. Szlak szlakiem ale pomyliliśmy w którymś miejscu drogę i mocno pobłądziliśmy.

tupek
30.07.2015, 10:15
byliśmy w niedzielę ostatnią, 26 lipca :D

tupek
30.07.2015, 10:17
g) wytrzęsieniem z Tupka przeziębienia (siedział z tyłu)

moja dupa wciąż nie potrafi połączyć brzmienia słowa "siedział" z czynnościami, które wykonywała na tylnym siedzisku :D

Evvil
30.07.2015, 11:03
Czy to koniec tej historii? No tej niedzielnej zapewne i owszem albowiem tego dnia po wszamaniu potężnej ilości żarcia (Ciorba de Burta wymiata) udaliśmy się na jakże oczekiwany spoczynek. Akurat zaczęło padać, więc zasadniczo wszyscy jak jeden mąż usnęliśmy i spaliśmy wieczora po którym telefon otrzymałem od Krzysztofa, który to Krzysztof był już prawie że w Borsie (jakie meli przygody to nie będę opisywał, to będzie może ich relacja prędzej czy później). Troszkę zeszło wytłumaczenie dojazdu na kemping, niemniej po jakiejś godzinie zajechały do nas dwa potwory - Jeepy Grand Cherokee, oczywiście w gazie ;).

Namioty, integracja i nocne polaków rozmowy do późnej nocy. Oczywiście wspomagane %.

Następnego dnia był czas odwrotu i pożegnań. Podjęliśmy bowiem decyzję o rozłożeniu powrotu na dwa dni i odwiedzeniu schroniska w Zawadce, które to schronisko zbiło mnie z nóg.

Mega pozytywne miejsce, mega pozytywni ludzie. Piękne okoliczności przyrody. Tylko Krzyś marudził jak zwykle i to na tyle, że ze dwa razy kazaliśmy mu się ordynarnie zamknąć wreszcie. Eh. Łyżka dziegću.

Na granicy rumuńsko - węgierskiej trzepanie. Znaczy miało być.

Na burcie Stukata wyklejony był motocykl. Pan celnik wziął tylko nasze dowody a ja już przygotowywałem gadkę wyjaśniającą skąd na naszej pace kradziony i rozbity motocykl. Papiery oczywiście miałem ale przyszło mi do głowy, że z racji tego że celnik jest węgrem a papiery są po rumuńsku równie dobrze mogę mu dać cokolwiek a i tak będzie wyjaśnianie.

Pan celnik oczywiście kazał otworzyć pakę ale spojrzał na burtę. Zobaczył wyklejony motocykl i spytał tylko.

- Motor?
- Motor!
- Paszli!

I tym sposobem wjechaliśmy o strefy Szengen.

Wieczór w Zawadce, piwko za piwkiem i rozmowy ze spotkanymi tam wariatami ;).

A następnego dnia przelot przez Polskę. Krzysiowi już trochę odpuściliśmy i prawie nas nie wkurwiał swoimi mądrościami dotyczącymi ciasnoty zakrętów, ograniczeń prędkości i odległości do najbliższych miejscowości.

Dotarliśmy do Warszawy i to koniec naszej przygody.
No i z Krzysiem już raczej nie pojedziemy. Bo na finale musiał dorzucić swoje:

"Dotarłeś do celu. Prowadził cię Krzysztof Hołowczyc".

Nowy
30.07.2015, 11:27
Nie no już koniec?
Wracajcie tam i jeszcze raz to opiszcie :)
PS.: Fajnie że królowa wróciła do domu

antitank
31.07.2015, 01:40
Faktycznie z tym Piertosulem coś nie wyszło bo pojechaliście przez Baia Borsa szlakiem na Prislop :haha2:, szkoda że widoczności nie mieliście bo widoki ze szczytów są piękne . Kiedy tam byliście ?

Ta traske robilismy ok 16/07 jak dobrze pamietam. Widoczki potwierdzam sliczota, bo pogoda nam dopisywala ;) . A pod Prislopem bylo mile spotaknie z Adagiio( dzieki za namiary na miejscowke w Sant, niestety miejsc zabraklo, ale trafilismy jeszcze lepiej!).
Fajna ta misja Wasza i ze szczesliwym finalem!

Maurosso
31.07.2015, 10:23
Mega!

Krzyś <3

Fiat Stukato <3 ;)

cezeters
09.08.2015, 05:35
Krzyś :Thumbs_Up: tez czasem ze mną jeździ ale na "imprezach" także pilnuje auta ;)
fajne zakończenie paskudnej przygody zeszłorocznej.
jak afra 'przeżyła" rok Rumuni ??? ile km przejechała? co sie zepuło? zniszczyło? ile oleju wzieła? ile bieżnika zniknęło? ile wahy w zbiorniku (tzn spalanie) ? czy cos ją boli ? i czy jest zadowolona z powrotu do domu ?

ciesze sie ze mimo tego ze nikt juz nie wierzył to jednak...
:at::at::at::at::D:D:D:D

Evvil
10.08.2015, 16:58
Po jakichś tam wstępnych oględzinach:

1. olej do wymiany (czarny) ale poziom jest ok. Ponieważ korek był mocno zaciśnięty (kombinerkami odkręcałem tak go zassało) nikt tam nie zaglądał raczej (czyt. nie dolewał)
2. plastiki - wszystkie do wymiany. Pourywane zaczepy, popękane. Czacha trzymała się na jedną śrubkę. Niektórych plastików brak
3. tablic rejestracyjnych brak
4. stacyjki nie ma - jest rozdłubany kikut
5. kierunkowkazy - zostały 3, ale działają, przy czym są wygięte wszystkie do środka a jeden widać był przypalony czymś / jakoś. Nie wiem jak ale był.
6. tylny hamulec - klocków brak
7. przedni hamulec - brak klamki
8. silnik trzymał obroty tylko na ssaniu, po podkręceniu wolnych obrotów przy przegazówce zaczął puszczać czarne bączki - czyt. gaźniki do regulacji. No i po przegazowaniu wydech gorący jak diabli.
9. filtr powietrza pewnie do wymiany - wyrąbany zadupek lewy, więc wszystko co się dało szło do filtra (patrz p. 8)
10. kapeć z tyłu
11. łańcuch raczej do wymiany - smarowania nie widział z rok conajmniej, ale spróbuję go jeszcze zreanimować
12. dziwne próby majstrowania przy świecach - były niedokręcone - ślady benzyny w okolicach gniazd (co oni kombinowali?)
13. klamka sprzęgła się majta, ale chyba tak było
14. mocno pogięta płyta silnikowa
15. podgrzewane manetki - wyrwane przewody z prawej manetki. Raczej nie da się tego naprawić bo tam chyba wszystko jest zalane w jedną masę.

Na liczniku kilometrów nie pamiętam ile było rok temu, ale jest bardzo zbliżona liczba. Pamiętam że było 44-45 tysięcy km i teraz jest mniej więcej taki sam stan.

Co mnie zadziwiło:
- odpala ze strzała, nawet na słabym akumulatorze
- wszystkie płyny ok
- brak widocznych oznak uszkodzonej ramy, lag, obręczy, kierownicy

Wnioski i częściowo potwierdzone na Rumunii:
- Gówniarz był trochę za chuderlawy na jazdę afryką i jej nie ogarniał. Musiał się zdrowo wyjebać na niej (plastiki, płyta silnika etc.). Po mojemu był koziołek z lądowaniem przez czachę (złamana szyba w połowie i praktycznie zmasakrowana czacha na zaczepach - wszystkie wyrwane)
Handbar prawy wybita dziura klamką hamulca.
Innymi słowy - było na niej ostre lądowanie ale wygląda na to że Afryka się tylko potłukła a nie rozwaliła.

To co mam do zrobienia to przywrócić ją do jazdy i pojechać na sprawdzenie czy prosta jest.
Na krótko do zrobienia łańcuch, olej, klamka hamulca przedniego, kierunki i ten kapeć.